11cs, 4dc
Z dniem 1.07.2022 ruszyłam z pierwszym cyklem analizowanym przez monitor płodności Clearblue.
W tym roku przez lipiec nie testuję.
___
Dlaczego wydaje mi się, że jeśli moje warunki, okoliczności wokół mnie ulegną zmianie, jakiejś poprawie to dopiero wtedy będę szczęśliwa?
Och gdybym miała to...
Czy tamto...
Gdybym była...
Życie obdarza mnie każdego dnia niezwykłym prezentem, którego ja nawet nie dostrzegam, bo jestem uwięziona w swoich myślach.
Wszystko dlatego, że jestem otoczona dobrem, które przestałam zauważać i doceniać. O ile łatwiej w tych dobrych warunkach dostrzec pewien ciężar i niedogodność? Dlaczego tak karmię te potworne myśli, że tak urosły i odbierały mi dech? Po co mi to i czy to naprawdę jest tak straszne, że i tym razem się nie udało?
Zmiana warunków i okoliczności mojego życia wcale nie przyniesie mi spokoju i radości.
Tak już było.
Tak już myślałam, gdy planowałam wspólne mieszkanie, zaręczyny czy ślub. Owszem początki są ociekające miodem, a później wkracza normalna proza życia i cała kolekcja problemów z nią związana. I znów szukam poprawy, ulepszacza który magicznie wszystko odmieni.
A to nieprawda.
Kto jest więc mistrzem kłamstwa? Tak wielkiego, słodkiego i obiecującego mi poczucie spełnienia i szczęścia.
Może nie jestem teraz tam, gdzie pragnę być, ale mogę spojrzeć w przeszłość i jestem wdzięczna za to, że nie jestem tam, gdzie byłam kiedyś.
Każdy moment z przeszłości ukształtował mnie taką, jaką jestem.
Jeżeli traumatyczne wydarzenia z przeszłości sprawiły, że (jakby to poetycko ująć) moje łono się zamknęło? Nie będę z tym walczyć. To ponad moje siły.
Choć to znowu wymysł moich obłędnych myśli.
Nie jestem tu, w tym miejscu bez powodu. Ja tylko nie zauważam go swoimi oczami i nie rozumiem swoim sercem. Nie widzę całości obrazu i nie wiem co jest na końcu, ale bycie zgorzkniałą przez to do końca życia bardzo mi nie leży. Zabieram tym radość mojemu mężowi.
W codziennym życiu widzę, że to nie szczęście czyni mnie wdzięczną, lecz wdzięczność czyni mnie szczęśliwą.
Wdzięczność i pokój serca idą ze sobą w parze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2023, 11:27
I okres mi się spóźnia. Cały 1 dzień.. po ponad 3 latach starań i comiesięcznych porażkach wypadałoby się już nauczyć i przestać chwytać sztucznych nadziei. Ale nie. Może jednak z nieznanego powodu tym razem będzie inaczej. Mimo, że temperatura spadła, mimo że wszystko jak zwykle... Może jednak te piersi inaczej tym razem bolą.
20 dc 5dpo
Progesteron 10,46
Estriadol 113
W końcu po 9 miesiącach była owulacja 🤩😎
Byleby już tak zostało 🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2023, 16:43
18dc x miesięcy starań. Dziś znowu pojawiło się plamienie, do tego kiepski nastrój wszystko mnie denerwuje nie mogę odnaleść równowagi. Nie wiem czy to plamienie juz przed okresem czy pękło mi jakies naczynko, wszystko jest jakeś dziwne. Wiem że może powinnam to skonsultować z lekarzem, ale zupełnie nie mam ochoty ani iły na kolejne wizyty, które zresztą nic nie wnoszą.
Ciąża zakończona 8 października 2017
Dziś rocznica transferu 🥰 Malina ma 3,5 m-ca, 5400 g, 65 cm długości. Pięknie się rozwija, jest silna, wytrwała, przeurocza. Cofnęłam się kilka stron w pamiętniku do 8 lutego 2020 roku. W zasadzie do stycznia 2020 roku. Jakie emocje mi wtedy towarzyszyły. W szczególności transferowi 4-dniowego Zarodeczka przy użyciu kulociągu. Tak bardzo wątpiłam w powodzenie. A tu rośnie mały cud 😍 kocham, kocham, kocham. Jest najważniejsza.
2 lata, 10miesięcy, 1 tygodnie i 6 dni razem
Po drodze był dzień mamy i dzień dziecka, zupełnie inaczej się je przeżywa będąc mamą. Mam wrażenie, że oddycham, że w końcu oddycham, że żyje.
Niezmiennie wpadam w zachwyt jak cudownie jest być mamą, zawsze czułam pod skórą, że to coś wyjątkowego, ale nie sądziłam, że z każdym dniem będę szczęśliwsza. Przetrwałam ciążę i trudne początki, bardzo trudne, ale syn wynagradza mi wszystko. Jestem absolutnie zakochana w macierzyństwie!
Wczoraj odebrałam młodego ze żłobka, spędziliśmy razem naprawdę świetne popołudnie, poszliśmy na plac zabaw gdzie się bawiliśmy (nie cierpię placy zabaw, ale wczoraj było super). Młody spędził chyba z 20 minut na huśtawce, a ja robiłam mu "giluchy", śmialiśmy się tak głośno, że było nas słychać na drugim końcu miasta
zaproponowałam, że pójdziemy z placu na lody, a później do domu. Wszystko w pełnej współpracy (byłam w szoku, bo wyjście z placu zazwyczaj wiąże się z negocjacjami). Po powrocie do domu źle się poczułam (@ mnie skręciła) położyłam się na kanapie i puściłam bajki żeby mieć chwilę na dojście do siebie, a młody przyszedł do mnie i się wtulił, był moim małym termoforkiem.
A z dialogów, ostatnio K do cioci ze żłobka
K: ciociuuuuu, a wiesz, że ja lubię przyjemności
Ciocia: tak?! A jakie przyjemności lubisz?
K: Czerwone! 
Czymkolwiek są czerwone przyjemności 
Edit. Właśnie młody rozłożył mnie na łopatki, wychodził z drugim rodzicem z domu, wraca jutro. Klasyczny buziak, przytulas, rzucam, jak zawsze "kocham Cię synku", na co młody:
-ja Ciebie też mamo, zawsze będę do Ciebie wracał
Siedzę i płaczę.. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2023, 17:17
Cześć wam !
Sorki ze pisze tak późno ale miałam wizytę o godzinie 20.45 .
Tak sobie wyliczyłam że jestem w 5 tygodniu i mamy pęcherzyk ciążowy który prawidłowo się rozwija . Tak więc to się dzieje naprawdę 😁
Druga wizyta 22 giego .
Mam do tego terminu wystawione L4 .
Lekarz powiedział że dobrze biorę luteine czyli tak jak brałam przed ciążą 2x 2 tabl dziennie 50 mg.
Także powiedział że wystarczająca jest dawna 50 mg Euthyroxu na tarczycę.
Dał mi receptę na większą ilość luteiny i chyba euthyroxu .
Dał spis badań które mam zrobić.. czyli:
- morfologia.
-glukoza.
- tsh.
Tak więc tak 
Trzymajcie kciuki za mnie i dam znać co u mnie po wizycie 22 giego czerwca . 
Życzę miłego długiego weekendu.
Powracam. Weekend urodzinowy był cudowny ❤️ pierwszy raz byłam w parku rozrywki, było niesamowicie. Bawiliśmy się świetnie a byliśmy tylko we dwójkę, bo tak w 3/4 przypadków czujemy się najlepiej ❤️
w niedziele wspaniała niespodzianka od psiapsi, a w poniedziałek 05.06. Skończyłam oficjalnie 27 lat 🥹 to były wspaniałe urodzinki, nigdy ich nie zapomnę ❤️
W poniedziałek mieliśmy wizytę w klinice Kinderwunsch, ogólnie dowiedzieliśmy się, że mamy plemniczki, także to nas uradowało, wdrożymy na pewno suplementację, bo nasienie jest do podrasowania a w tym morfologia 1.5%…
Czy zagląda mooże ktoś tu z De i mógłby powiedzieć coś o tych wynikach ? Czy w miarę ok? Z tego co zrozumieliśmy to tragedii nie ma, biorąc wszystko pod uwagę to są w miarę.. ale wiadomo, konkrety.
![]()
Ja mam skierowanie na sprawdzenie drożności jajowodów, obejrzenie macicy z zewnątrz i wewnątrz, chcą tez sprawdzać jajniki, ale ja tego za bardzo nie chce aby nie zmniejszyło to mojej rezerwy jajnikowej, która dopiero poznam bo pobrano mi krew do badań, a i tą mają torbiel maja obejrzeć i w miarę możliwości usunąć. Posiewy mają porobić m.in na Chalmydie, A.też ma to u siebie do zrobienia.
Małż ma skierowanie do urologa, już termin dostał, ma się zgłosić z wynikami nasienia.
I po drodze jeszcze w klinice pobrano mi krew do kolejnych badań.
Powiem wam, że co by nie było o tak się cieszę, że zmierzamy w jakimś kierunku, na razie robimy badania te które zleca klinika, ale w głowie mam, że chciałabym zrobić badania Kir, immunologie. Zobaczymy co teraz wyjdą za kwiatki.. oby było dobrze wszystko… obyśmy się doczekali kiedyś tego na co czekamy ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2023, 11:57
5 dc
To był słodko-gorzki weekend.
W niedzielę byliśmy na chrzcinach syna mojej Przyjaciółki.
Z jednej strony cieszyło mnie ich szczęście - naprawdę dobrze się na Nich patrzy. Z drugiej momentami czułam tą brzydką zazdrość.
Z jednej strony tuliłam bobasa w ramionach i ćwierkałam, że jest słoneczkiem cioci. Z drugiej serce mi pękało, że to nie jest mój bobas.
Z jednej strony spędziłam miły, rodzinny dzień. Z drugiej strony wiedziałam, że wracamy z Mężem do mieszkania, gdzie nie słychać radosnego, dziecięcego kwilenia, gdzie czeka jedynie pies.
9 dc
Dni płodne w blokach startowych. Owulacja za ok. 6 dni
Czy ja mówiłam, że w tym cyklu nie kombinuję i wakajki "na spontanie"? Tak? Kłamałam. 🙃
To znaczy - bardzo chciałabym, żeby było "na spokojnie, z odpuszczeniem", ale chyba nie potrafię.
Tak więc kupiłam dzisiaj w Rossmannie pierwszy w życiu kubeczek menstruacyjny i zamierzam go wypróbować w tym cyklu. Założenie jest takie, że "umieszczenie tego naczynka w pochwie tuż po wytrysku nasienia, do którego dochodzi w trakcie współżycia, powoduje, że plemniki są w niej zatrzymane, znajdują się blisko macicy i w dodatku mogą poruszać tylko w jej kierunku".
Czytałam o tym już wcześniej, ale też ostatnio dziewczyny na forum poruszały ten temat, więc postanowiłam spróbować i ja.
No więc polazłam dzisiaj do Rossmanna i kupiłam. Początkowo myślałam o tym dedykowanym do tego celu FERTI LILY, ale jak zobaczyłam cenę to stwierdziłam, że biorę zwykły menstruacyjny (cena o 2/3 niższa) - jak mi się spodoba to może i w trakcie 🐒 będę korzystać, zobaczymy. A może kolejna 🐒 już nie przyjdzie dzięki temu ustrojstwu... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2023, 17:18
Jestem chora, mam w końcu czas przywitać się z własnym rozumem. Jeżeli w odpowiednim czasie się nie zatrzymasz i nagniesz system, życie znajdzie sposób żeby zrobić to za Ciebie. I tak leżę sobie na kanapie bez siły na l4 szukając lekarza na NFZ, który wypisze refundowane leki do stymulacji przed invitro.
Zaskakujące jest to, że w żadnej z polskich klinik nikt nigdy nie powiedział, ze jest taka możliwość, że można oszczędzić przynajmniej 3 tys.🤦♀️
Byłam bardzo optymistycznie nastawiona do tych oszczędności, ale okazało się, ze szukanie lekarza który jest w stanie wystawić refundowaną receptę to jak szukanie igły w stogu siana, ale nie poddaje się. Uruchomiłem wszystkie kontakty i czekam czy ktoś zna kogoś…a napewno ktoś zna jestem tego pewna wystarczy być cierpliwym.
Mam miesiąc a to dużo czasu.
Może fajnie by zacząć coś pisać ? Zobaczymy jak mi pójdzie, jedynie co moge powiedzieć to to, że w poniedziałek są moje urodziny a jednocześnie mamy wizytę w klinice Kinderwunsch, muszę przygotować pytania, dowiemy się jak się mają żołnierze mojego Małża, po pierwszym badaniu 🙏.. a do ogarnięcia dodatkowo jeszcze kilka spraw, przy czym nie zapominając o świętowaniu 🥰
Weekend zapowiada się ciekawie, oderwanie głowy całkowicie, niespodzianka urodzinowa od męża, spotkanie ze znajomymi, drineczek 🫶🏼 Oczyszczenie przed poniedziałkiem 🧘♀️
Ahh, nie zapomnijmy o torbieli, mam nadzieje, że znikła 🫣
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2023, 23:47
26 dc, 11 dpo (choć apka się ciągle upiera, że 12 dpo)
Dzisiaj temperatura skoczyła w dół niczym ze spadochronem. Ostudziła tym samym moje emocje i cycki. Wydaje się, że ciało znowu mnie oszukało. Znowu wysłało dwuznaczny sygnał, który zinterpretowałam po swojemu, życzeniowo. Wiem, że jest jeszcze wcześnie, za wcześnie, żeby cokolwiek przesądzać. Niemniej jednak emocje ostudzone. Czekam na rozwój sytuacji. Co ma być, to będzie. Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby faktycznie te wakacje "odpuścić", przestać analizować. Nie wiem, czy potrafię. Miałam poczekać do ewentualnej 🐒, ale już dzisiaj pozamawiałam, kończące się suple. Jeśli jednak księżniczka nie przyjdzie najwyżej podzielę się z tymi, które będą ich potrzebować. A jeśli księżniczka jednak czeka tylko na odpowiedni moment, to będę już je miała w zanadrzu. Myślałam o NAC, ale ostatecznie stwierdziłam, że sobie daruję. Wszystkie wyniki są OK, więc po co dodatkowo pakować to w siebie. Może jeszcze mi się zmieni, jest jeszcze czas, zobaczymy.
Ehh te zęby...Bartuś za każdym razem jest chory, aż żal patrzeć
zaczeło się od temp przez kilka dni, odpuściła i już myślałam, że będzie ok a tu wczoraj juz był niemrawy a dzisiaj "dowaliło do ognia".. katar mega wodnisty że nie mogę sobie z tym poradzić
w dodatku mały nie chce dawać wycierać noska i o..
kaszel sporadycznie chyba leki zaczynają działać i może choć tutaj go choroba oszczędzi. Dzisiaj od rana śpiący..20 minut zabawy, coś przekąsi i śpi..na szczęście sporo pije także nie jest źle. Byle wytrwać pierwsze 3 dni a później będzie z górki. Dobrze że zaczęło się dzisiaj bo 18.06 wyjeżdżamy na pierwsze wspólne małe wakacje. Odwiedzimy ciocię Iseko i wujka M ❤ a później Karwia ❤
25+6
99 dni do porodu
Jaśmina waży już 900 gram
nie było mnie tu prawie 5 miesięcy, chyba głównie dlatego, że trafiła mi się wspierająca grupa miesięczna na forum i tam na bieżąco wymieniamy się myślami z dziewczynami. ale chcę spisać tu trochę wspomnień i przemyśleń - dla przyszłej mnie 
przebieg ciąży - samopoczucie:
pierwsze 3-4 miesiące były dramatyczne. moje jedyne wspomnienia to kanapa, piżama, miska i niemoc. miałam dość. byłam nieustannie zmęczona, było mi niedobrze, ciągłe odruchy wymiotne. i z tym wszystkim czułam się fatalnie psychicznie. no bo jak to, masz tą wyczekaną, wyśnioną, wymarzoną ciąże i zamiast się cieszyć, chcesz tylko, żeby to wszystko minęło? do tego zupełna bezczynność, zwolnienie lekarskie praktycznie od samego początku i mogłam zapomnieć o jakiejkolwiek produktywności, nadrabianiu książowych zaległości. moimi jedynymi towarzyszami było scrollowanie głupot w telefonie i patrzenie się w sufit.
po 4 miesiącu, gdzieś koło maja - tak można żyć! mdłości przeszły, stopniowo coraz więcej siły, początkowo niepewnie zaczęłam wracać na siłownie, do aktywności, wyjść z domu, gotowania. wiadomo, to nie była przemiana przez noc. ale z czasem wróciłam do "prawdziwej mnie" - załatwianie spraw mniejszych i większych (kupiliśmy działkę!), spacery z psem (już nie wymiotuję na widok jego kupy), spotkania ze znajomymi, czytanie książek (nie tylko tych ciążowych, ileż można), zajęcia na siłowni (żeby możliwie przygotować się do porodu). Jest dobrze, fizycznie i emocjonalnie (z małymi przerwami na niepokojące diagnozy).
przebieg ciąży - medycznie:
od początku ciąża na heparynie, acardzie, luteinie (odstawiona koło 16 tygodnia). na pierwszych prenetalnych wyszło pośrednie ryzyko trisomii 21. zalał mnie stres, mimo racjonalności i zrozumienia statystyki. pobiegłam na NIFTY i jak bardzo ciągnęły się te dwa tygodnie oczekiwania na wyniki. wszystkie ryzyka niskie i potwierdzona dziewczynka. oddech ulgi.
drugie badania prenatalne - torbiel w prawej komorze mózgu. i kolejna fala stresu i bezsenności. badania powtórzone po tygodniu u innego lekarza, ten widzi już trzy torbiele, w obu komorach. i kieruje na pogłębioną diagnostykę do szpitala o 3 stopniu referencyjności. skierowania, telefony, szukanie specjalisty, próby najlepszego zapisania się. to mi pokazuje, jak będę walczyła o swoje dziecko, tu nie ma dyskusji. i ciągły, powracający stres, "a co jeśli będzie źle?". po miesięcu wyczekana wizyta u najlepszego specjalisty w najlepszym szpitalu. on już nie widzi żadnych torbieli, każe zapisać "płód prawidłowy" i przestać się martwić. ulga. tego samego dnia wyniki obciążenia glukozą - prawidłowe (pomimo insulinooporności przed ciążą). lekka anemia. poza tym jest dobrze. DO-BRZE. niech tak zostanie 
przemyślenia:
na początku bardzo bałam się porodu. ale zadziałał mój mechanizm - im więcej o czymś wiem, tym bardziej oswajam temat. kilka książek, kilka webinarów, szkoła rodzenia. teraz myślę sobie, że będzie dobrze. wstępnie wybrałam szpital do porodu. mam wstępną wizję, jak chcę, by ten poród wyglądał (w wodzie, bez znieczulenia, może?). będzie dobrze. coraz więcej rzeczy też mam zgromadzonych. trochę ciąży mi myśl, że trzeba wszystko posprzątać, poukładać, przygotować (jak ja tego nie lubię!), ale damy radę. upały mocne, ale znoszę lepiej niż myślałam. uwielbiam chwile leżenia na hamaku na działce w cieniu. większość ważnych tematów przegadanych z mężem, co do zasady raczej się zgadzamy. wiem, że będzie zangażowany i pomocny. zaplanował urlop na kilka tygodni po urodzeniu Jaśminy i już teraz robi większość rzeczy w domu. jest dobrze. od czasu starań mam terapię, teraz głównie wokół tematów jaką mamą chciałabym być i dlaczego nie taką, jak moja mama. dołączyłam też do ciążowej grupy wsparcia tu gdzie mieszkam, dobrze mieć inne kobiety na podobnym etapie wokół siebie.
a teraz prysznic i siłownia na zajęcia "aktywna ciąża". i tak wygląda końcówka 2 trymestru. zobaczymy co dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2024, 09:45
10cs 21dc
Czas okołoowulacyjny.
Kolejna sobota, kolejna kawka, słuchawki na uszach i nadrabianie zaległości w Waszych historiach i wiadomościach.
Po sonoHSG zaliczyłam upadek, który okazał się bardzo potrzebny.
Wszystko dlatego, że poczułam się cholernie zmęczona, przytłoczona bólem i poczuciem niesprawiedliwości. Po wszystkim nabieram dystansu i przestaję się przejmować.
Czuję, że te łzy prawdziwie mnie oczyściły (a może wypłukały już resztkę uczuć, które mi zostały). Zrobiły to tak porządnie, że nie miałam obaw rozmawiać o wszystkim z mamą czy z przyjaciółkami, czego do tej pory nie robiłam tak swobodnie. Cała ta sytuacja przestała chwytać mnie za gardło przy próbach rozmowy. Stał się to dla mnie całkiem normalny i znośny temat.
Oczywiście wszyscy w moim otoczeniu czują potrzebę doradzania lub pocieszania historiami o trudnościach innych, odpuszczaniu itp. Nie mam im tego za złe. To naturalny ludzki odruch, którym chcą okazać wsparcie. Przecież ta sytuacja jest dużą życiową przeszkodą taką jak rozwód, utrata pracy czy śmierć bliskiej osoby. Ciesze się, że komentarze czy złote rady nie wywołują już we mnie w sumie niczego.
Przykładem są przyjaciółki, które potrafiły powtarzać w rozmowie, że za bardzo chcemy. Moją odpowiedzią jest tylko pytanie czy samymi chęciami uda im się spłacić kredyty i czy jak odpuszczą odkładanie pieniędzy i przejmowanie się tym to czy problem zniknie?
Wpadło nam również wesele, które oczywiście było zaplanowane wcześniej.
Co robił mój głupi umysł jakieś pół roku temu? Oglądał suknie wieczorowe dla ciężarnych. Jeszcze przed dniem badania było mi bardzo przykro jak sobie o tym pomyślałam. Teraz dostałam takiego kopniaka, że już niczego nie planuję i tylko uśmiecham się do tych myśli. No może oprócz planowania urlopu z mężem i rozpoczęcia najcięższego, dwuletniego kursu, który jest moim marzeniem od kilku lat.
Na weselu siedziałam dokładnie naprzeciwko ciężarnej przy okrągłym stole. Nie brałam tego do siebie, bo po co? Co mi to da. Naprzeciwko mnie siedział też jej mąż, ale i inna kobieta, która w ciąży nie była. Wszystkich odebrałam jednakowo. Skąd ludzie mają wiedzieć o moich uczuciach, staraniach i trudnościach skoro o tym nie mówię? Z drugiej strony świat nie może chodzić na paluszkach z mojego powodu, bo mi może zrobić się smutno.
Jak to przy imprezach rodzinnych padało pytanie o potomka, wiele razy. Odpowiadałam szczerze, zgodnie z prawdą i samą sobą, że jest trudniej niż się spodziewaliśmy, ale będziemy się cieszyć, gdy ta chwila nadejdzie. Tyle wystarczyło.
Odczuwam dużą poprawę w swoim samopoczuciu i w tym jak postrzegam świat i starania.
Mam też ogromne poczucie wdzięczności za to, że mój mąż nie jest egoistą i, o dziwo, rozumie mnie bez słów.
Bardzo obawiałam się momentu zbliżenia po badaniu.
Kurcze to naprawdę bolało, więc myśl o ponownym wciskaniu mi czegoś do pochwy napawała mnie co najmniej niepokojem. Ale mężu postanowił zabrać mnie na weekend do wypaśnego hotelu, gdzie w spokoju mogliśmy odpocząć, wypluskać tyłki w basenie i spokojnie nacieszyć się sobą. Seks okazał się ogromnie przyjemny i nawet pozbawiony lekkiego dyskomfortu, który odczuwałam wcześniej ale ignorowałam zawsze to uczucie będąc przekonana, że raczej tak to wygląda u każdego.
Poza okresem alergicznym, który wykańcza mnie fizycznie (i na cały czerwiec muszę wykluczyć treningi, żeby nie ryzykować astmą czy nadmiernym obciążaniem serca) to widzę same pozytywy.
___
Wasza mądrość i wsparcie jako tych, które widzą i czują ciężar starań jest dla mnie nieoceniona. Każda swoją historią, spojrzeniem na świat i radą daje mi niesamowitą lekcję. Dziękuję 🤍
Dawno nie pisałam, bo i nie było o czym. W sumie nadal za bardzo nie ma, bo nie ma starań. Jest za to gonitwa myśli. Bo zbliża się deadline, który sama sobie wyznaczyłam. A ja mentalnie nie jestem ani o krok bliżej podjęcia decyzji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, żeby dać sobie spokój, i gdybym miała kierować się rozumem to powiedziałabym pas. Ale serce, jest jeszcze serce i ono ciągle jest na tak.
Nie wiem co mam robić... Zła jestem na los, że jest dla mnie taki okrutny. Że odarł mnie z beztroski i spontaniczności. Że zmusza mnie do podejmowania takich cholernie trudnych decyzji, których większość nie musi podejmować, ba, większości społeczeństwa nawet przez myśl nie przychodzą te myśli i rozterki z którymi ja się borykam. Dziś jestem zła i rozżalona.
18 cs 5dc
Za mną słodko - gorzki długi weekend.
Czwartek i piątek spędziliśmy w gronie znajomych nad jeziorem - wspólne ogniska, pływanie żaglówkami i spanie pod namiotami ❤️ i tylko chwilami złapałam się na dziwnej melancholii, że oddałabym wszystko aby w tym czasie kołysać sowje dziecko do snu zamiast śpiewać piosenki przy ognisku. Uważaj czego pragniesz? Od kiku dni negocjuje z Bogiem dziecko. Oby dał mi chociaż jedno, a o nic więcej nie poproszę. Tym bardziej, że dzisiejszy dzień upłynął w charakterze iście anielskiej - ztesknieni rodzice zrobili grilla tym razem z dziećmi. Byliśmy jedną parą bez potomka. Chyba nie musza pisać jak się czuliśmy..
***
Mąż mówi, że zgadza się na jedną procedurę in vitro. Jeśli ona nie uda się w tym wieku to uważa, że kolejne próby nie mają sensu. Ja mam zamiar próbować do bólu, do upadłego. Chyba nie muszę wspominać, że tak rodzi się wojna?
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2023, 22:38
Ciąża rozpoczęta 3 stycznia 2015
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.