Kolejny tydzień ciąży rozpoczęty. Co prawda musiałam dwa dni poprosić wolnego w pracy, bo nie dałam rady zwlec się z łóżka. Wczoraj spałam całą noc, bez żadnej pobudki w nocy, o 8 rano zerwały mnie mdłości z łóżka, zjadłam wszystko się ustabilizowało i poszłam spać. I tak oto sobie pospałam do 13.30. Aż się zdziwiłam, że tak długo mogę spać. Dziś jestem już w pracy. Na razie nie odczuwam zbytnich mdłości. Myślę już tylko o tym, żeby jak najszybciej jechać do domu i położyć się spać.
Już w przyszłym tygodniu mam wizytę u ginekologa, zobaczę bijące serduszko mojego maleństwa.
Bardzo się tym faktem cieszę
i już nie mogę się doczekać.
Niestety nie mam zbytnio apetytu, a najbardziej nie mogę jeść, a nawet patrzeć na kapustę pekińską, pomidory. Zawsze robiłam sobie taką sałatkę a teraz nawet nie mogę jej przyrządzić, bo napotykam się na takie mdłości, że masakra... Ale wytrzymam:-) mam dla kogo;-)
Mąż---- nawet nie wiedziała, że aż tak bardzo się będzie o mnie troszczył.. Nie pozwala mi dźwigać, przynosi mi śniadanka do łóżka, bardo mi się to podoba.. Mam nadzieję, że później nic się nie zmieni i też będzie o nas tak dbał. Jedyne na co mogę narzekać, to fakt, że ciągle karze mi jeść warzywa.. A ja nie mam tak na nie ochoty, że masakra.. Nie wiem co zrobić żeby się przezwyciężyć i jeść te warzywa?
Dzisiaj wielki dzień.... Po południu bronię swoją pracę magisterską. Oczywiście wczoraj dopadł mnie stres i już w nocy nie mogłam spać... Próbowałam zająć myśli czymś innym i jedyne co mi do głowy przychodziło to dziecko... Jeszcze lepiej. Zamiast zniwelować stres mój mózg postanowił go jeszcze pogłębić.
No dobra, mam jeszcze kilka godzin więc może jeszcze się pouczę, bo w ogóle nie czuję się pewnie i stresuje się, że nic nie powiem i zrobię z siebie debila 
Znów dawno mnie nie było:)
ależ ten czas szybko leci.
U mnie w porządku,to juz prawie 19 tydzień, wszystko dobrze, już niedługo bo 6 grudnia idę na drugie badanie prenatalne.
Mam nadzieje, że i tym razem będzie wszystko dobrze.
Boże, zjadam teraz chipsy paprykowe, musiałam:), tak mi się ich chciało. Zapomniałam juz niektóre smaki, bo zostały odstawione te co gorsze w składzie:)
Nie wychodzi mi tu wstawienie jakiegokolwiek zdjęcia,
postanowiłam je umieszczać na moim małym blogu zatytuowanym: naszaola.blog
jeśli tylko będziecie miały ochotę to odwiedzajcie.
Powodzenia wszystkim staraczkom i gratulacje dla tych, którym się udało:))
Dziś odebrałam wyniki badań...
TSH - 1,5 mU/l, także chyba ok. Aczkolwiek gdzieś czytałam, że dla kobiet starających się o dzidzie ths nie powinno przekraczać 1 mU/l. Trochę to dziwne bo norma jest do 4,2. Jutro będę u lekarza to zapytam.Gorzej z moją prolaktyną, wynosi aż 688,7 mU/l. Niby biorąc pod uwagę normy z laboratorium w którym badanie wykonywałam to nie wiele, bo norma to max 637. Ale tak sobie czytałam, że prawidłowo nie powinna przekraczać 450 mU/l. I tu już dużo gorzej.
No nic zobaczymy co mi jutro powie lekarz.
10 dc i nic.stop. testy owulacyjne negatywne.stop. jutro wizyta.stop. jest ciekawosc. stop.
nuda na tym moim wykresie... I jeszcze bedzie nuda przez tyle dni ze normalnie az sie nie chce myslec. w sobote jedziemy odwiedzic znajomych z maluszkiem pewnie sie powyje jak zobacze taka mala istotke...garsc witaminek wzieta. dziwne ze nie zapominam I to od 3 mcy, jestem wrecz z siebie dumna! moje kochanie zaczelo lykac kwas foliowy choc nie wie co lyka:) dostaje tableteczki I wode I grzecznie lyka bez pytan hihi
Chyba musze przestac czytac. Oszaleje odtych postow. Kazda mowiinaczej. Musze sie trzymac tego ze to moj cykl ikropka!
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2013, 23:36
Wczoraj podjęłam decyzję.
Koniec z lekarzami w MEDICOVER. Nie będę ich więcej słuchać. Więcej zamieszania z tego, niż to wszystko warte. Wykorzystam ich jedynie do przeprowadzenia szeregu badań, za które prywatnie musiałabym płacić.
Poszłam wczoraj do ginekologa, który przyjmuje obok mojego domu. Wizytę miałam na 21.45 -więc naprawdę późna pora. On każdej pacjentce poświęca mnóstwo czasu, czasami ostatnia pacjentka wychodzi nawet o północy. Ja wyszłam o 22.30.
Od razu spodobało mi się podejście doktora. Do mnie, do moich wyników badań, do wszystkiego.
Dokładnie przeanalizował moje wyniki badań. Skupił się NA MNIE. Na tym, jak poprowadzić leczenie.
Mamy plan działania 
DO BOJU!
Owulacjo trwaj! Od poczatku tygodnia a właściwie od soboty już ostro się wzięliśmy do roboty. Mam nadzieję że bedzie co świętować na mikołaja
niczego więcej nie chce....
Od jakiegoś czasu, konkretnie od powrotu do domu z wizyty kontrolnej po usunięciu mięśniaka (a więc od początku października) moje myśli ciągle krążą wokół jednego tematu: ciąża.
Nie wiem, jak moje szczęście (czytaj Mąż) to wytrzymuje, choć pewnie nie jest świadomy wszystkich moich paranoi. Czasem zastanawiam się nad wizytą u psychiatry, bo na psychologa to już chyba za późno. Objawy: permanentne myślenie o ciąży, dziecku; czytanie wszelkich mądrych porad; zastanawianie się nad sposobem pieluchowania (jednorazówki, wielorazówki (kieszonki, all in one, tetra)- nawet zamówiłam otulacz (żeby sprawdzić, czy to aby na pewno dobry pomysł), czy pieluchę tetrową - bo chciałam zobaczyć jaka jest różnica pomiędzy zwykłą tetrą, a podwójną). Dobrze, że wózka nie kupiłam
choć była taka pokusa (bo znajomi sprzedają taki, który zamierzałabym w daaaaaaaaaaalekiej przyszłości kupić - za połowę ceny, używany tylko 4 miesiące - w idealnym stanie - więc pokusa ogromna).
Oprócz tego flipa i pieluchy ostatecznie poprzestałam na termometrze owulacyjnym i kilku testach ciążowych. Mój wewnętrzny głos mówi: Kobieto, ogarnij się - najpierw trzeba zajść w ciążę - trochę za wcześnie na zakupy.
Więc słucham tego głosu i mierzę, sprawdzam, wpisuję i patrzę się na ten wykres, czytam porady, przeglądam udostępnione wykresy. Jednym zdaniem spędzam dużo czasu na "ovu", jakby od ilości spędzonych tu chwil zależała moja ciąża.
Dobrze, że nie wpadłam na pomysł założenia konta na wszystkich portalach tego typu, bo pewnie zapomniałabym, że przy zajściu w ciążę przydaje się trochę seksu.
Pocieszający jest fakt, że zostały mi chyba resztki rozumu, bo jeszcze nie biorę każdego objawu za oznakę ciąży. Uffff...
Ale po cichu liczę na to, że ta temperatura przez najbliższych kilka dni nie spadnie i @ nie przyjdzie.
Jesteśmy dzielne! nie dość,że wczoraj wzorowo zaliczyliśmy wizytę na badaniu słuchu (które nie chce wyjść i trzeba robić ABR) to jeszcze dziś udało się zaszczepić Natkę i dograć sprawy z wyjazdem do Warszawy- lecimy 5 grudnia . Mała właśnie śpi i gdy tak patrzę na jej spokojną buźkę i nieświadome senne uśmieszki to kompletnie nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niej i jednocześnie mam ochotę ją schrupać
uwaga będzie dowcip o rozszczepie podniebienia: w trakcie pobierania krwi w przychodni pielęgniarka pyta moją koleżankę czy jej córka to ten całkowity rozszczep ma od urodzenia- na co ona jej odpowiada- nie, tak dziecko mocno kichało, że jej się rozeszło!!! maskara jaki jest stan wiedzy ludzi pracujących w służbie zdrowia
No i co ja mam począć co ja mam mysleć ?? NIewiem co jest grane.. Kolejny test w poniedziałek wyszedł negatywny @ dalej niema ,brzuch po bolewa jak na @ piersi ćmią.. A tu ani dziecka ani @
jestem załamana..
Kolejny test zrobię w czwartek/piatek jesli znowu I kreska bedzie to na Bete.. a potem do lekarza jak znowu nic z tego....
Bardzo sie martwie 
Jesteśmy dzielne! nie dość,że wczoraj wzorowo zaliczyliśmy wizytę na badaniu słuchu (które nie chce wyjść i trzeba robić ABR) to jeszcze dziś udało się zaszczepić Natkę i dograć sprawy z wyjazdem do Warszawy- lecimy 5 grudnia . Mała właśnie śpi i gdy tak patrzę na jej spokojną buźkę i nieświadome senne uśmieszki to kompletnie nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niej i jednocześnie mam ochotę ją schrupać
uwaga będzie dowcip o rozszczepie podniebienia: w trakcie pobierania krwi w przychodni pielęgniarka pyta moją koleżankę czy jej córka to ten całkowity rozszczep ma od urodzenia- na co ona jej odpowiada- nie, tak dziecko mocno kichało, że jej się rozeszło!!! maskara jaki jest stan wiedzy ludzi pracujących w służbie zdrowia
Przyszły wyniki mojego męża dotyczące alergii pokarmowych...
ma silną wrażliwość na mleko krowie, podwyższoną wrażliwość na jajka, pszenicę, gluten i ziemniaki..W zaleceniach - wyeliminowanie wszystkich tych produktów i pochodnych...czyli życie na mięsie, kaszy gryczanej, warzywach i owocach..
oczywiście zalecane ułożenie indywidualnego programu dietetycznego, cena 300 zł...
KU*****WA!
mąż powiedział, że do żadnego dietetyka nie pójdzie i ani złotówki nie wyda...i że jak mu te badania nasienia nie wyjdą lepsze, to już nigdzie na żądne wizyty nie pójdzie...
Sama jestem wku****wiona strasznie i zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego..pójdziemy na wizytę i będą kolejne zalecenia - podobnie jak na pierwszej - żeby zmienić pracę. Najlepiej niech mąż rzuci pracę i jje korzonki, bo bez dużych pieniędzy, to ta dieta bezglutenowa, bezmleczna, bez ziemniaków i to całe leczenie nie da się zrealizować....
aaa mąż stwierdził, że jak piwa pić nie może, to żytnią zacznie...o tym mowy w zaleceniach nie ma...
Dzwoniłam do szpitala są wyniki histopatologiczne. Jutro odbieram ale tak bardzo sie boje że może coś złego w nich wyjść masakra
Ciąża rozpoczęta 25 września 2013
Ciąża rozpoczęta 22 sierpnia 2013
zwariowany weekend i w ogóle... jakoś nic nadzwyczajnego sie nie stalo.. poza tym, że nadeszły dni kłótni z mężem o wszytsko ;( mówią że to kobiety mają chimery ale w naszym przypadku to jest odwrotnie mój mąż ma co jakiś czas dni ciągłego czepiania się o wszystko i wychodzą kłótnie ;(
ale za to wszystko jade dziś z koleżanką na zumbe poćwiczymy sobie tańcząc i sie troche wyżyje, zrelaksuje może zapomne na chwile o tym wszystkim....
Wielkie odliczanie trwa. Dzisiaj 9dpo. Skok tempki niesamowity, ale myślę, że niestety spowodowany chorobą!
A wszystko się zaczeło wczoraj. Nic mi się nie działo przez cały dzień, po południu skoczyłam jeszcze ze szwagiereczką na zakupy i było całkiem zabawnie 
W sumie zaczeła mnie wtedy boleć głowa i czułam się tak niewyraźnie. Miałam takie uczucie że zaraz zwymiotuje.. tylko że w moim przypadku to raczej norma. Od kilku lat borykam się z bólem głowy i towarzyszącymi mu nudnościami. Ale jednak gdy wróciłam do domu źle się poczułam i musiałam się połozyć, zaraz poczułam że zrobiło mi sie zimno, potem gorąco aż dostałam megaa wypieków na policzkach. Temperatura 36,9 w sumie bez szału.. Z tego wszystkiego to aż przysnełam z termometrem pod pacha
Gdy się obudziłam, w pośpiechu się zerwałam z łóżka. Przecież nawet nie wypakowałaś wszystkich zakupów! Ejj ty głupia.. pomyślałam. Ale oczywiscie nie zdarzyłam nic zrobić tylko w pośpiechu pobiegłam do toalety.. zwymiotowałam..Misiu prawie wrócił do domu i patrzy tak na mnie z politowaniem- może Ty jesteś w ciąży??
No coś Ty głupi i wymiotuje na wieczór?? Ale w sumie to się uśmiechnęłam tak w sobie. Dawno nie poruszył tego temtu
Po wszystkim w sumie poczułam się lepiej, zaczełam nawet przygotowywać Misiowi kolację, tylko że skończyć musiał ją sam
Musiałam się połozyć..znowu to uczucie że zaraz zwymiotuje. Poleżałam trochę jeszcze ale ze miałam jeszcze zrobic kilka rzeczy przed spaniem więc wstałam .Zrobiłam co miałam zrobić i jeszcze jedna wizyta w toalecie... W nocy ciągłee pobutki bez powodu.. nad ranem o 5 musiałm biec siusiu chociaż w poprzednim dniu praktycznie nic nie piłam - wiem głupia jestem ale dopiero wieczorem zdałam sobie z tego sprawę i napiłam sie kilka łyczków soku. Oczywiście mierzenie temo o 6 było bez sensu więc zmierzyłam o 7. Noo powiem szczerze że jak zobczyłam na termometrze 37,6 to nie mogłam uwierzyć. Szybciutko zmierzyłam temp pod pachą 37.. no bez przesady przecież nie tak duzo... hmm
Dzisiaj w sumie to lepiej się juz czuję chociaż nie mam ochoty opuszczać łożeczka
Misiu dzisiaj zajęty.. ale pomyślałam że potrzebuje coś co zbije mi temperature i nie zaszkodzi ewentualnej fasoleczce
Nigdy nic nie wiadomo. Musiałam skoczyć do apteki.. dzwonie do misia ale nie bardzo miał na to ochote. Bardzo sie zdenerwowałam.. Można wogóle ba Ciebie liczyć!? Pomyslałam.. Misiu zaraz przyszedł na sniadanko a ja strzeliłam megaa focha na niego. Zapytal co potrzebuje z apteki, odparłam że sama sobie poradzę jak nie ma czasu i z rykiem wskoczyłam do łożka. Przyszedł zaraz do mnie i pyta co mi dolega dzisiaj, ja oczywiście najmądrzejsza " Nie interesuj się(ze łzami w oczach)- przecież masz dzisiaj ważniejsze sprawy na głowie". Zaczął się już śmiać i dał mi buziaka
No więc co trzeba było wziąc się do życia.. ubrałam się, umalowałam ( no przeciez nie wyjdę w takim stanie na ulicę!)i wybrałam się do apteki. Po drodzę odwiedziłam mojego psiaka który pilnuje naszej budowy- zawiozłam mu jedzonko i zrobiłam małe zakupy w pobliskim sklepie
Troszkę słabo się czuje ale jest o niebo lepiej jak wczoraj 
Muszę się szybko wyleczyć bo nie na rękę mmi teraz takie choróbsko 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2013, 15:40
Wizyta w Novum umówiona, niestety dopiero na koniec stycznia ale co mi tam.
Mała korekta - wizyta 200 zł 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2014, 08:36
Natknęłam się szperając w sieci na interesujące fragmenty książki: "Wojna Plemników" Robin Baker, wydawnictwo Rebis z serii
nowe horyzonty.
No to obalamy kilka mitów
1.Przeciętna kobieta i przeciętny mężczyzna bez wyjątku na miejsce
zamieszkania czy to busz czy cywilizowany kraj kochają się ok. 2.3 tysięcy razy w ciągu całego swojego życia, mimo to nawet bez swosowania antykoncepicji będą mieli przeciętnie nie więcej niż 7 dzieci. Więc na jedno dziecko przypada ok.500 stosunków.
2.Istnieje ogólna zasada iż organizm kobiety nie dopuszcza, aby nasienie było zdolne do zapłodniena dłużej niż przez max. 5 dni. Istotne jest, iż nasienie poczebuje 2 dób we wnętrzu ciała kobiety aby osiągnąć szczyt płodności.
Wszystko to oznacza, że mężczyzna, który pragnie zapłodnić kobietę musi dostarczyć nasięnię przynajmniej raz w ciągu 5 dni przed owulacją do około 12 godzin po niej. Aby zmaksymalizować szansę, które i tak są niewielkie powinien dostarczyć nasienie mniej więcej na DWA dni przed owulacją. Dzień czy DWA dni od tego optymalnego okresu zmniejsza jego szansę DRASTYCZNIE.
3. Często ciało kobiety robi wszystko aby uniknąć zapłodnienia a przynajmniej uniknąć go za sprawą tego danego mężczyzny i niestety nie mamy na to wielkiego wpływu ( jedną z broni jest stres ), który bez przyczyn większych opanowuję kobietę a badania wykazały, że niewielki stres w okresie po owulacji może uniemożliwić zapłodnienie, zagnieżdzenie, lub spowodować ciąże biochemiczną
4. Śluz blokuje przedostanie się bakteriom do macicy ale umożliwia dostanie się tam plemnikom. W okresie niepłodnym stanowi szczelną zaporę jest poprzetykany małymi kanalikami ale są zbyt małe aby cokolwiek mogło się przez nie przedostać. W okresie fazy płodnej śluz staje się bardziej płynny i rozciągliwy a kanaliki szersze aby mogły się przedostać plemniki. Ale nie ma znaczenia czy jest go dużo czy mało. Dla większości kobiet zmaina śluzu jest neizauważalna lub w niewielkim stopniu zauważalna, a w żaden sposób nie upośledza to zapłodnienia. Znaczna jego część zostaje na ściankach pochwy i nie wydostaje się na zewnątrz.
5.W ciągu minuty po wytrysku penis zaczyna się kurczyć a ścianki pochwy zamykają się za nimi i nie wypuszczają nasienia. Nasienie które się nie dostanie wypływa ( na nic się zdadzą trzymanie nóg do góry) nasienie, które nie zostało zamknięte i tak wypłynie tyle że później a te które zostało zamknięte i tak nie wypłynie nawet gdybyśmy skakały ) a trzymanie nóg w górze może utrudnić jego dostanie się dalej. Ponieważ proces przebiega tak:
Nasienie tworzy zbiornik nasienia tężeje i staje się bardziej galaretowate,następnie plemniki zaczynają wydostawać się ze zbiornika. Szyjka macicy podczas seksu zminenia kształ i robi się podobna do trąby słonia która zanużona jest właśnie w tym zbiorniku nasienia. Trąba jest pełna śluzu.
Poprzez zanużenie w zbiorniku nasiennym "zasysa" plemniki które powoli
wypełniają kanaliki śluzu. Po kilku minutach szyjka się kurczy i traci
kontakt z nasieniem odcinając plemnikom drogę do góry. Kiedy trąba się
skurczy plemniki pozostałe w zbiorniku ulegają usunieciu na zewnątrz mniej wiecej dzieje się to w 15 minut po wytrysku, a w 40 minut po plemniki wypływają na zewnątrz tzw. I teraz nasze trzymanie nóg do góry może sprawić iż szyjka macicy nie będzie dotykać zbiornika z nasieniem i go nie zassie.
6. Kobiece ciało samo decyduje ile plemników zassać a ile oddać raz na 10 razy nie wezmie żadnego plemnika.
7. Seks codzienny nie upośledza plemników, zmienia ich strukture po kilku dniach jest wiecej blokrerów które blokują kanaliki w śluzie a przy
codziennym seksie blokrów jest mniej a wiecej plemników zabójców i
zwycięzców. Te pierwsze są po to aby gdyby dostała się sperma innego
mężczyzny zniszczyć ją te drugie służa do zapłodnienia. Wiec na zapłodnienie nie ma znaczenia czy kochamy się codziennie czy co dwa dni.
8. Czesto jest tak iż para nie może miec dzieci i mimo starań im się to nie
udaje ale jeśli dopuszczą sie "zdrady" okazuje się, że oboje są zdolni do
zapłodnienia. Dzieje się tak, że wogóle w trwałym związku ciężej spłodzić
potomstow niż w wypadku przypadkowych kontaktów seksulanych. Ale i tak że ich ciała nie uznają siebie za odpowiednich genetycznych partreów i nie dopuszczają do zapłodnienia.
9. I ostanita sprawa. Wiek a płodność kobiety. To nieprada, że 20 latki są
bardziej płodne od 30 latek. Jest wg badań autora wręcz odwrotnie . 20 letnia kobieta ma około połowę cylki w roku bezowulacyjnych wraz z wiekiem ta liczba się zmniejsza aby szczyt płodnosci ok. 30 do 35 roku życia kiedy to cykle bezowulacyjne zdażają się 1,2 w roku. Po 35 roku życia liczba ta znowu się zwiększa aby aby dojśc do 12 w roku i kobieta kończy okres płody.
Co wy na to?
Pozwoliłam sobie skopiować wpis ani;)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.