2dc
Jak ciężko wrócić do pracy po urlopie. Mimo że urlop trwał prawie dwa tygodnie to i tak czuję że mało, że jeszcze tak 2-3 tygodnie wolnego by się przydało. Wydaje mi się że większość tak ma 😜
Ciężko też mi się z mężem rozstać, przez ostatni czas byliśmy 24/h a teraz go nie ma. Siedzę sama w domu i tylko cisza i praca.
Z pozytywów to tylko tyle że ładna pogoda, choć na dzisiaj i jutro mamy zaplanowane po pracy zlecenia (dodatkowa praca). Więc zbytnio nie skorzystamy z pogody, a jeszcze musimy jechać do teściowej, bo przecież trzeba pokazać zdjęcia z urlopu.
Dzisiaj rano zorientowałam się że gdyby nie mąż to bym całkiem zafiksowała się tylko na ciąży. Myślę tylko o tym, o cyklu, kiedy okres, kiedy dni płodne, jaka temperatura będzie rano, kiedy owulacja, kiedy umówić się do lekarza itp. Gdyby nie on, to nigdzie bym nie wychodziła, nic nie planowała, z nikim się nie spotykała. Próbuje mnie wspierać w tym wszystkim, ale wiem że go trochę odtrącam. Jak mówię że nie udało się, że test negatywny, on stara się przytulić, a ja go odpycham, nie chce współczucia czy litości, chce o tym zapomnieć.
Dzisiejsza beta w końcu spada... błagam niech w piątek będzie dobra... błagam, jeżeli nie dla mnie, to dla niego ... nie chce go znowu zostawiać... 🙏🙏
Pięścią w brzuch.
Dzisiaj obudziłam wcześniej niż zwykle, moj sen był koszmarem. Raczej nie przykładam dużej wagi do tego co mi się śni,ale ten był dla mnie wyjątkowo bolesny.
Śniło mi się,że przechodzę przez przejscie dla pieszych po drugiej stronie w przeciwnym kierunku do mojego przechodziły dziewczyny, jedną z nich kojarzę z lat gimnazjum. Jak byłam nastolatką to ta dziewczyna chciała mnie pobić, za 'wygląd '. Teraz w śnie przechodząc,chiałam je minąć,ale niestety ta znajoma uderzyła mnie w brzuch, ponizej pępka.
Nagle obudziłam się z mocnym bólem, do teraz mam niepokój w tym obszarze ...
Ku pamięci:
1 dpt
Przerabianie wiadomości o marnych szansach na powodzenie. Totalny dół, brak sił na wstanie z łóżka. Płacz przeplatany ze snem. Okropny ból głowy i wszystkich mięśni (skutek accofilu). Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Wzięłam wolne na dwa dni, bo nie byłam w stanie pracować. Ślad ovitrelle na teście ciążowym.
2 dpt
Kolejny przespany dzień, brak motywacji do czegokolwiek. Jedynie kilka spacerów. Wertowanie forum w poszukiwaniu informacji o szczęśliwych ciążach ze słabo rokujących zarodków. Okropny ból głowy i wszystkich mięśni, głównie łydek. Senność, huśtawka nastrojów. Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Lekkie ciągnięcie w obu jajnikach. Ślad ovitrelle na teście ciążowym.
3 dpt
Pobudka o 1:30. Strach co będzie dalej. Napady płaczu co parę minut. Możliwe, że to też skutek accofilu, bo on mi bardzo siada na psychę. Senność. Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Ból żołądka. Pierwszy trochę produktywny dzień. Test biały.
4 dpt
Przeszywający ból w dole brzucha. Mocne ciągnięcie prawego jajnika. Senność. Ból mięśni zniknął, nastrój znacznie lepszy. Pogodziłam się z porażką. Test biały.
5 dpt
Bardzo intensywne sny. Okresowy ból brzucha. Szybko się wzruszam – popłakałam się słuchając podcastu o gryzakach dla psów. Nastrój ok. Kłucie jajników. Robię test - negatywny. Po chwili dość wyraźny szary cień, jak kreska fabryczna albo znowu ślad po ovi. Do dupy te testy. Zamówiłam 20 innych.
6 dpt
Delikatne, rytmiczne skurcze macicy. Doktor pozwolił wziąć magnez w dużej dawce. Cały czas chce mi się siku, jak nie pójdę to skurcze się nasilają. Piersi totalnie puste, nie bolą. Robię test – biel aż razi w oczy. 6 dpt powinno już coś wyjść, chociaż cienka kreseczka.
7 dpt
Informacja o ciąży koleżanki z biura. To była ostatnia osoba, po której bym się spodziewała. Zaraz zostanę sama w tej firmie. Ukrywam łzy. Ciężko mi, chcę już wiedzieć. Skurcze się nasilają, jadę do domu. Brak jakichkolwiek objawów. Test negatywny.
Czuję, że się nie udało.. Cuda nie są dla mnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 15:23
1dc
Zaczynamy cykl ze stymulacją do icsi. Jakoś tak szybko to wszystko się dzieje. Pech chciał, że akurat okres dostałam w piątek i do południa musze być w klinice.
Pieniądze.
Mamy zielone światło do inseminacji.
Ale dopadły nas realia.
250€ hsg
700 € inseminacja jezeli AOK pokryje 50%.
Lekarz chce zrobic inseminacje po hsg w nastepnym cyklu a inseminacje w kolejnym. Zdziwiłam się,bo oczekiwałam inseminacji jeszcze w tym samym cyklu.
Rozwazamy wizytę w Polsce, bedzie taniej...
Mam mętlik w głowie. Czy jakaś klinika nas przyjmie z niemieckimi badaniami? ...
Kończymy akapit naszego życia, do którego tak długo się przygotowywaliśmy.
Beta jest ujemna.
Podsumowując matematycznie: 22 pęcherzyki, 16 dojrzałych komórek, 13 zapłodnień, 3 zarodki zatrzymane w drugiej dobie, 2 w trzeciej, 6 w piątej, 1 w siódmej.
Podana blastka średnio-słabej klasy 4BC. Jedna jedyna szansa. Brak ciąży. Brak zamrożonych zarodków.
Statystyka była dla nas bezlitosna. Musimy zaczynać wszystko od początku.
Znałam wynik od dawna, ale dopiero teraz mogę ostatecznie zamknąć ten rozdział. Zamierzam upić się dziś rumem z colą. A mój mąż robi taki najlepszy, z limonką i lodem.
Jestem wdzięczna, że poznałam tu tyle cudownych osób, bez których bym sobie nie poradziła. Godzinami wałkowałyśmy ten temat, aż się z nim oswoiłam i zobaczyłam, że za tą przepaścią jest coś jeszcze. Jest piękne życie, są dalsze szanse.
Nauczyłam się, że niepłodności nie da się zrozumieć. Zadawanie sobie pytania o co chodzi jest bez sensu. Po prostu tak jest. Jedni nie mają problemu, a my mamy. Nie da się tego ogarnąć naszym umysłem i możemy zrobić sobie jedynie krzywdę, próbując szukać winnych.
Każdy ma swoją drogę, swój krzyż. To tak jakby próbować zrozumieć, dlaczego ktoś jest chory na białaczkę. No jest i już. Może walczyć albo się poddać i umrzeć.
Ludzie chcą mieć dzieci i je mają. Myślą o tym, starają się i zaskakuje. To naturalna potrzeba prawie każdego człowieka. Nie stoi za tym chęć posiadania, a czysta biologia. Instynkt. Dlatego tyle o tym myślimy i wszystko inne zdaje się nie mieć większego znaczenia. Dlatego rady „odpuść” są z dupy. Radzącemu można odwzajemnić tę złotą wskazówkę i powiedzieć, żeby nie jadł.
Plan mamy następujący:
1) Wyrównanie poziomu homocysteiny - jeśli trzeba, to damy sobie miesiąc przerwy.
2) Podejście nr 2 w tej samej klinice, mam nadzieję, że z innymi lekami.
3) Gdy procedura nr 2 nie wypali lub lekarz nie wyciągnie żadnych wniosków, zmieniamy klinikę na Czechy. Próbujemy do wyczerpania sił / pieniędzy.
4) Adoptujemy dziecko i cieszymy się z życia.
Wniosek: Zostaniemy rodzicami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2024, 17:07
Ostatnio skończyło się ciążą na bardzo wczesnym etapie, czułam że tak może być, bo badanie progesteronu 7dpo wyszło zaledwie 8.9 - wiedziałam że owulacja była ale progesteron niski. Tym razem staram się nie nastawiać, ostatnio ciągle mam infekcje, chyba jestem przemęczona. Sama.za siebie trzymam kciuki, może będzie dobrze ❤️
Po wizycie... najgorsze jest to, że nadal nie wiem na czym stoję...
Zaczęło się od tego, że bałam się, że mój złośliwy cykl nie wpasuje się w majówkę... wyszło jeszcze gorzej, bo potem przez tydzien mają jakieś urlopy i najwcześniej transfer mógłby być we wtorek 14.05...
Pogodziłam się, że czekamy do czerwca... a następnego dnia zaczęłam liczyć, kalkulować... 🤯
Poprzedni transfer był w 18dc... czyli nowy cykl musiałby zacząć się nie wcześniej niż w sobote... 🤯 po 27 dniach, jest to mało realne, ale nie niemożliwe... 🤯
Myślę że na cyklu sztucznym można to jakoś przeciągnąć...
Dzisiejsza wizytę dała tyle, że NK spadły na tyle, że jest plan... jeżeli będzie to maj, to robimy na kroplówkach z intralipidu, jeżeli czerwiec to robię w maju jeszcze raz nk i może wtedy już bez intralipidu... 🤯
Moral: nadal wiem że nic nie wiem 😔
Co poszło nie tak? Dlaczego się nie udało? Co było powodem, co sprawdzić, co zbadać, co robić dalej?
Nie lubię nie mieć planu, nie lubię po prostu czekać i nie robić nic. Plan mnie motywuje, daje nadzieję.
Umówiłam wizytę w klinice, konsultacja po niepowodzeniu.
Umówiłam też wizytę w innej klinice. Miałam doła, chciałam posłuchać jaki pomysł ma ktoś inny. Szukałam rozwiązania.
Wizyta miała miejsce w haloween. I tak, była straszna.
Dowiedziałam się na niej,że nie da się zrobić nic, że trzeba próbować i za którymś razem może wyjdzie, że nie są cudotwórcami, a wszystkie metody, o których czytałam,że mogą pomóc, są eksperymentem i wcale nie muszą przynosić rezultatów. Zaproponowano mi zastanowienie się nad komórką dawczyni.
Wyszłam z kliniki i wybuchłam płaczem. Jak można w taki sposób odbierać nadzieję i wiarę? Jedyne co mamy? Co nas trzyma w przekonaniu,że to co robimy ma sens. Ten lekarz podciął mi skrzydła, sprawił,że czułam się fatalnie. Nie tego oczekiwałam od tej wizyty. Nie oczekiwałam też, że będzie mówił że jest wspaniale i wszystko będzie dobrze, bo tego nie wie nikt, ale chciałam jakiegoś planu, a nie sztampowej, kolejne procedury na zasadzie uda się to się uda, a jak nie to się nie udało.
Poszliśmy,więc na wizytę w naszej klinice. Wcześniej mój zamysł był taki,że posłuchamy propozycji tam i tu,wtedy postanowimy co dalej, nawet byliśmy gotowi zmienić klinikę,gdyby ich plan miał sens.
Na wizycie w klinice już wiedzieliśmy,że zostajemy tutaj i,że nasza klinika wcale nie jest zła, pomimo opóźnień i odczucia,że jeśli nie my to przyjdą następni. Wiedzieliśmy, że trzeba się trzymać Profesora i kliniki, że są naszą szansą. Nie ma co się oszukiwać, in vitro to biznes.
Na konsultacji i po wcześniejszej rozmowie z embriologiem, dowiedzieliśmy się,że przeszkodą są komórki jajowe słabej jakości. Jest ich mało,że względu na amh, ale ich jakość też pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony większa liczba komórek, to większe prawdopodobieństwo,że będą takie dobrej jakości, złote jaja.
Nie bardzo wiedziałam co mogłabym zrobić jeszcze,żeby podnieść ich jakość. Jadłam suplementy na poprawę jakości od miesięcy. Resveratol, dhea, ubichinol, wit D, E, omega 3, kwas foliowy.
Ustaliliśmy,że zrobimy prp jajników, czyli ostrzykiwanie jajników moim osoczem w celu ich pobudzenia, odmłodzenia. W nadziei,że komórek pojawi się więcej a ich jakość będzie lepsza.
Po zabiegu 6-8 tygodni przerwy i wtedy procedura za procedurą, zbieranie zarodków i ich mrożenie. Żeby mieć więcej niż jedną szansę. Podejście do transferu kiedy będę gotowa.
To brzmiało jak plan. Weszliśmy w to. Nie mieliśmy innego wyjścia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2025, 08:39
Kolejne badanie NK... mamy to... 10%, mogę podchodzić do transferu bez intralipidu... 🥰
Reszta w rękach kliniki i Twoich 🙏 błagam niech któryś z czerwcowych transferów będzie tym szczęśliwym...
27+2 (28tc)
Miałam dziś kolejną wizytę u ginekologa prowadzącego ciążę. Wszystko jest w najlepszym porządku 
Ostatnio na wizycie zobaczyłam buźkę małego i dziś miałam nadzieję na to samo, ale już się nie udało i raczej się nie uda do końca ciąży stwierdził lekarz. Malutki jest ułożony już główką w dół i ma buźkę wciśniętą w łożysko, za mało ma miejsca i wód płodowych w tym miejscu aby uzyskać dobry obraz.
No trudno, w przypadku córeczki było dokładnie tak samo 
Ale zobaczyłam obraz 2d, piękny profil, pracujący języczek i otwieranie buźki, połykanie wód płodowych. Lekarz pokazał mi nawet włosy (?) - przyznam, że nie zobaczyłam tego jakoś wyraźnie 
Szyjka ładna 4 cm więc lekarz nie martwi się niczym. Dzieciaczek waży już 1113g !
Czuję ten ciężar coraz wyraźniej, nacisk na podbrzusze jest już bardzo silny i coraz ciężej mi się chodzi. Już powoli zaczynam spacerować słynnym chodem ciężarnych, nieco kołysząc się na boki
Jeśli mam narzekać to tylko na okropną, największą w życiu zgagę.
Uwielbiam to wszystko, ciąża to dla mnie wyjątkowy, fajny stan. Znoszę dobrze, wyglądam dobrze, czuję się dobrze 
Nie mogę się już doczekać spotkania z synkiem. Zostało 87 dni. Zaledwie!
PTP to 05.05.2024 a z wczorajszego USG zaś wychodzi 02.05.2024.
20+5
Mała została oszacowana na 444 gr ! Ma podobno bardzo długie nogi 😀 Wiadomo po kim
ja co prawda średnia (170), ale nóg na pewno nie mam krótkich, za tą Mąż 192 i wybitnie długonogi. Pęka teraz z dumy, chociaż wiadomo, wszystko może się jeszcze zmienić (chociaż z tymi proporcjami to bym celowała raczej w wysoką dziewczynkę). Ułożona jest główką do dołu, nogi ma po prawej stronie u góry mojego brzucha, czyli tam gdzie czasem czuję to pukanie.
Serduszko zdrowe, profil chowała więc nie do oceny, mózg ok, kręgosłup ok. Są dwie rzeczy, które mnie oczywiście troszkę zmartwiły - Mała ma lekkie poszerzenie miedniczek nerkowych, po 4 mm w każdej nerce. Lekarz kazał się nie przejmować, bo może się to do końca ciąży zmienić, a jak nie to po porodzie do ukończenia pierwszego roku życia u 90% dzieci to samoistnie zanika. Ale wiadomo, chciałabym aby wszystko było idealnie. Druga rzecz to moje łożysko. Z przodu i nisko jest. Też kazał się nie przejmować, że się raczej podniesie, ale martwię się co jeśli nie. Leżenie plackiem do końca ciąży 😣 A planowałam wiosnę, urlop, remont. No nic. Nic się tu nie da przewidzieć. Ograniczam dźwiganie, bo nadal zdarza się mi się „wyskoczyć” samej do Lidla i spontanicznie „a wezmę zgrzewkę wody”.
Dziś zbadałam jeszcze krew, mocz i tokso, bo w czwartek wizyta u profesor. Zobaczymy co ona powie na te wszystkie wyniki.
Z innych rzeczy dobrych - mięśniaki nie rosną, ten największy nawet zmalał 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 10:45
Kolejny raz się poddaje nie wiem który to już raz.
Ale mam dość już nie mam siły 😭😢
I znów plany planami, a życie płynie sobie swoją rzeką. I ja płynę z nią! Niech i tak będzie!
Byłam dziś w klinice. Miałam przyjść w 10 dc na podglad przed histero. Endometrium trochę za wąskie jak na 10 dc przy moich krótkich cyklach, bo 7 mm. A zatem histero robimy, ale dopiero w następnym cyklu. Dlaczego? I tutaj nowość, nowość która moim zdaniem może wiele wnieść. Mianowicie w przyszłym cyklu będę przygotowywana jakby do transferu. Będę miała włączane te same leki co do transferu żeby zobaczyć na histero wybadac obraz mojej macicy tak jak będzie w warunkach transferu. Sprawdzimy też blizne po CC i komórki NK. Dr pobrał mi jeszcze biocenozę, bo z końcem stycznia zakończyłam metronidazol. I teraz jeśli biocenoza wyjdzie źle to leczenie i dopiero potem histero. Jak dobrze - to z kolei na histero może coś wyjść nie tak. Dużo niewiadomych.
Ale... Lubię ten klimat kliniki. Mimo wszystko. Ja tam teraz wchodzę z uśmiechem na ustach i pewna siebie. I widze te zagubione pary, te smutne oczy, które my też mieliśmy. Mam nadzieję, że wszystkim się uda i dla każdego ta droga przyniesie oprócz dzieciątka też mądrość życiowa. Rozmawiałam z jedną parą na początku drogi, u nich problem męski, szepnęłam im żeby pyłek pszczeli pili. Dzięki mojej niepłodności już dwie osoby mają dzieci, czyli ta długa droga, jak się okazuje, nie była bez sensu.
No więc czekam póki co, cieszę się życiem, Córeczka i planujemy wyjazd nad morze nałapać lutowego jodu🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 10:59
26 cs, 4dc
Hej,
Nn, Lia- jak zwykle dziękuję za wsparcie
Aurore- przemyśleliśmy i chcemy iść na przód
Zadzwoniłam dziś do uczkin. Zapytałam o dofinansowanie- jest. Zapisałam się na wizytę wstępna. Pierwszy dostępny termin 6.03.
Nie jest źle...może nie będzie potrzebny?
Ale już nie nastawiam...skoro przez tyle czasu się nie udało to teraz by się udało?
Mąż generalnie podchodzi o tego jak do normalnego "badania", w każdym razie nie przyznaje się co do wątpliwości...
I tak ta wizyta w marcu będzie dopiero wstępna, może być tak, że dopiero jeszcze w kolejnym cyklu coś będziemy działać dalej...jeszcze wiele może się zmienić do tego czasu.
Ale czuję, że trzeba iść do przodu...nie ma co czekać...
Dzień 1 stymulacji – podejście numer 2 🍀
Nie sądziłam, że sprawy potoczą się tak szybko. Byliśmy dziś na zwyczajnej rozmowie u doktora w celu ustalenia dalszego planu po nieudanym transferze. Ku mojemu zdziwieniu postanowił mnie zbadać. Jeszcze trochę krwawiłam, co według niego było dobrym znakiem. Na obrazie usg nie pokazały się żadne rosnące pecherzyki, dlatego zaproponował, że możemy zacząć kolejną stymulację już dziś, w 6 dniu cyklu. Przepisał mi inny lek, Rekovelle. Powiedział, że przynosi lepsze efekty. Do mojej wagi dobrał dawkę 6 mg - nawet nie wiem jak porównać ją do wcześniejszej Bemfoli, której wstrzykiwałam na zmianę 70 i 150 I.E. Za 5 dni mam się pokazać na kontroli i jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, punkcja odbędzie się we wtorek, 27 lutego. Zależy mu na tym dniu, bo będzie akurat w klinice i chciałby osobiście przeprowadzić punkcję.
Jeszcze do mnie nie dociera, że jestem już po pierwszym zastrzyku. Ta wizyta była mi dziś tak obojętna, że prawie o niej zapomniałam. Nie wiedziałam, że tak się zakończy.
Rekovelle jest w formie pena - zmienia się tylko cienkie igiełki i wkłucie nic nie boli.
A teraz z tych mniej przyjemnych i trochę drażliwych kwestii - doktor stwierdził, że przyczyną niepowodzeń oraz poronień są moje słabej jakości komórki jajowe. Mieliśmy jego zdaniem szczęście w nieszczęściu, że zarodkowi trzy razy udało się zagnieździć, ale przestał się dalej rozwijać. I żadne leki, które dodatkowo brałam, nie miały według niego wpływu na podtrzymanie ciąży (accofil, encorton, prograf, intralipid, heparyna).
Trudna to dla mnie informacja i bardzo niezrozumiała. Zaczęliśmy się starać, gdy miałam 24 lata, zawsze prowadziłam w miarę zdrowy tryb życia - ba, nigdy nie lubiłam słonych przekąsek, smażonego jedzenia czy słodkich, gazowanych napojów. Mimo mojej wegetariańskiej diety nigdy nie miałam niedoborów. Nie wykryto u mnie żadnych chorób współistniejących, nie mam PCOS, a moje AMH jest w normie.
Doktor nie pozostawiał miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Stwierdził, że stymulacja ma się nijak do jakości komórek i że kolejnym razem też będę miała dużo pęcherzyków, bo taki jest mój organizm. Jego rolą natomiast jest wybrać z nich jedną/dwie dobre komórki, które będą rozwijać się z potencjałem i dadzą nam dziecko.
Z tego co się informowałam, odpowiedni dobór leków do stymulacji ma przeogromny wpływ na przebieg całej procedury ivf, więc nie do końca mogłam się zgodzić z jego słowami. Prawie każdy przypadek pokazuje, że druga stymulacja przebiega dużo lepiej od pierwszej, bo lekarz zna już odpowiedź organizmu na konkretne leki i ich dawki. To wszystko sprawia, że choć bardzo nie chcę, powoli tracę zaufanie do doktora.
Plan jest jednak następujący - patrzymy, jak zareaguję na nowy lek, a po punkcji zapładniamy pobrane komórki i wszystkie zarodki rozwijamy do stadium blastocysty. Następnie mrozimy je i wykonujemy badanie genetyczne Embrace.
Ja natomiast mam mieszane odczucia co do tego testu. Po pierwsze, musimy mieć najpierw jakiekolwiek zarodki, by móc je zbadać i wybrać te prawidłowe, a ostatnio został przecież tylko jeden. Po drugie, odstrasza mnie cena - 600€ za jeden zarodek. Poza tym nie czuję, by w tym leżał problem - przecież i ja, i mąż mamy prawidłowe kariotypy, robiliśmy nawet rozszerzone badanie, które pokazało, że jesteśmy w 100% zdrowi genetycznie. Badaliśmy też nasze Dzieciątko, które prawdopodobnie również było zdrowe (nie dało się przebadać tylko jednego chromosomu ze względu na rozkład DNA).
Czytałam ostatnio artykuł o tym, dlaczego w niektórych klinikach zaczęto odchodzić od badania zarodków, gdy nie ma do tego jasnych wskazań, jak np. choroby genetyczne u pary czy w rodzinie. W skrócie - badania wykazały, że zarodki mają zdolność do samodzielnej regeneracji i te, które w 3 dobie wyglądały na nieprawidłowe, w 5 dobie były już prawidłowe genetycznie. Ponadto podłoże hodowlane, które bada się podczas testu Embrace, może zawierać uszkodzone elementy DNA, przez co zdrowe embriony mogą zostać uznane za wadliwe. Więcej w tym wywiadzie: https://www.youtube.com/live/6pwakBDDoMA?si=bF4YjlOxySUYbWBU
Mam mętlik w głowie. Cieszę się, że idziemy dalej. Boję się tylko, że znowu możemy wrócić do punktu wyjścia i zostać z niczym. Ale najgorsze jest w tym wszystkim bezczynne czekanie, tak więc chcę próbować dalej, do skutku.
WTOREK
Malutka wazy 1,7kg. Mój klocuszek 😍❤️
W brzuszku nieźle dokazuje 😅
Mamy już ułożenie glowkowe. 👍
Rodzimy za 1,5msc 😵😵😵
Jak tylko o tym pomyślę to jestem przerażona 🙈🙈🙈 ale trzeba przez to przejść 💪 damy radę. Póki co nawet nie wiem gdzie rodzic 😬😦😩😫
Torba jeszcze nie spakowana, mebelki nie dotarły, czuje ze jestem w proszku ze wszystkim 🙈🙈🙈 i trochę narasta we mnie z tego powodu panika 😵 ale mam nadzieje ze jakos to będzie 🙈🙏
Dobrze ze wyprawkę cala mamy, teraz trzeba to wyprac wszystko, poskręcać, poprzywozic od rodzicow cały ten magazyn 😅
Nie mogę uwierzyc ze to juz koncowka ciąży. Kiedy mi to zleciało? 🤭
🍀12.01.2024 rozpoczęcie trzeciej procedury ivf.
Protokół progesteronowy.
Przerwa dobrze mi zrobiła, nawet nie wiedziałam jak bardzo jej potrzebowałam. Weszłam w procedurę z czystą kartką, nową siłą i nadzieją.
Od początku miałam dobre nastawienie. Tym razem stymulacje wyglądała inaczej. Bardzo mała ilość zastrzyków, za to luteina dopochwowa trzy razy dziennie. Czasem nawet zapominałam,że ten proces trwa. Na pierwszym podglądzie dowiedziałam się,że widać sześć pęcherzyķów.
Na koniec stymulacji musiałam zrobić trzy zastrzyki na raz, tak na zakończenie z przytupem.
24.01 punkcja. Zasady te same co zawsze.
Dowiedzieliśmy się, że udało się pobrać 9! jajek.
Zdziwiłam się bo na podglądzie było 6. Lekarz mi wytłumaczył, że biorą pod uwagę te największe, które wyglądają na dojrzałe. Udało się też pobrać te mniejsze. Ucieszyliśmy się, to największa liczba jaką udało nam się osiągnąć. Wierzyliśmy, że musi być dobrze. Prp na jajniki chyba działa.
Dni mijały na pracy, nieustannym myśleniu i obawach, że zadzwoni telefon ze złymi informacjami. W końcu doczekaliśmy się poniedziałku, piątej doby hodowli, więc czekaliśmy na telefon od embriologa. W poniedziałki zawsze cały dzień pracuje, więc cały czas miałam włączone dźwięki i telefon przy sobie, żeby nie przegapić. Jak na złość tego dnia postanowił zadzwonić kurier, koleżanka, która chciała sobie pogadać, mama,żeby zapytać czy coś wiemy, a ja za każdym dźwiękiem dzwoniącego telefonu dostawałam palpitacji serca. Dzwonili wszyscy, tylko nie embriolog.
Nie mogłam już wytrzymać z tej ciekawości, pojawiały się czarne myśli. Zadzwoniłam do kliniki z prośbą o informację. Dopiero wieczorem dostałam maila,że mamy depozyt dwóch zarodków! oraz prośbę o jeszcze chwilę cierpliwości. Wiedziałam tylko i aż tyle. Uspokoiłam się chociaż nie wiedziałam jakiej klasy są zarodki i jak przebiegał cały proces. Na te informacje trzeba było czekać do rana. Jednak już wtedy mi i mężowi ulżyło. Są dwie szanse ❤️
Embriolog zadzwonił około 10tej następnego dnia. Pani opowiedziała jak wyglądał przebieg hodowli. Dojrzałych komórek było pięć.
Zapłodniły się wszystkie, jedna szybko przestała się rozwijać. Cztery walczyły nadal.
Druga również się zatrzymała w trzeciej dobie. Dzielnie walczyły trzy. W piątej dobie wszystkie trzy osiągnęły stadium wyczekiwanej blastocysty. Dwie od początku pięknie się rozwijały, dostały klasyfikację 4.1.1 - pod względem morfologicznym idealne, najlepsze, dające duże szanse na powodzenie. Zostały zamrożone. Ostatnia piątego dnia była na etapie wczesnej blastocysty o klasyfikacji 1.2.2, została w obserwacji do szóstej doby, dlatego nikt nie zadzwonił, czekali żeby móc dopełnić wszystkie formalności. Niestety zarodek przestał się rozwijać.
Z trzeciej procedury mamy dwie, pięciodniowe blastocysty ❄️4.1.1 ❄️4.1.1.
Wylęgające się blastocysty o idealnej morfologii.
Dwie szanse.
Nie sądziłam,że będę płakać po usłyszeniu tak wspaniałych informacji. Jednak pękłam. Poczułam jakby ktoś przekuł ogromny balon i cały ten stres, emocje znalazły ujście. To były łzy ulgi.
Jak najszybciej, taka zapłakana opowiedziałam wszystko mężowi. On też się wzruszył. Wtuliliśmy się w siebie i przez resztę dnia unosiliśmy się nad ziemią.
Zdajemy sobie sprawę, że posiadanie zarodka to nie gwarancja sukcesu. Jeszcze dużo może się wydarzyć, transfery mogą się nie udać, dlatego zgodnie z planem postanowiliśmy podejść do jeszcze jednej procedury. Do ostatniej procedury bo nie możemy się już doczekać kiedy zabierzemy śnieżynkę do domu.
Jednak poczuliśmy dużą ulgę. Baliśmy się,że nie potrafimy stworzyć dobrej klasy zarodka, że się po prostu nie da. Da się, potrafimy i mamy dwa, piękne, idealne zarodki ❤️
Nie możemy się już doczekać transferu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2024, 18:24
dziś 26dc, 11 dpo.
dwie kreski dziś rano.
beta - równiutkie 100 
czekam na progesteron i estradiol.
kruszynko, zostań już ze mną na zawsze.
rozgość się. niech będzie ci tu dobrze.
będziemy mieć fajne życie.
będę o ciebie walczyła, ty też zawalcz żeby tu zostać.
proszę.
jestem najszczęśliwsza na świecie. ale też ogromnie się boję.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.