Phiczek Przeterminowana ... 6 stycznia, 14:57

Wizyta u lekarki na dniach.

Podejście nr. 2

White1 Już niedługo 7 stycznia, 19:47

7dc / 6 dzień stymulacji
Dzisiaj sporo się działo. Dołożyliśmy Ganirelix, byłam na podglądzie, cały dzień gdzieś tam czułam jajniki. Pęcherzyków jest 18. Najmniejszy zmierzony ma 8mm, największy 13mm, większość ma po 11mm. A więc godzę się z zamysłem transferu mrożonego, dla własnego samopoczucia. Punkcja 12.01 lub 14.01 🫧

Prawie 6 miesiecy - tyle minęło od mojego ostatniego wspisu który pisałam jeszcze w szpitalu dzień po przyjściu na świat Lei 💛

Mentalnie chyba się już trochę wypisałam z Ovu. Tyle lat tu byłam i wracałam. Zaczęłam w 2016 i z przerwami po wracałam aż do teraz. Nawet po tym jak Maya się urodziła i emocje porodowe opadły, jakoś ciężko mi było rozstać się z tą platformą i nawet jak zarzekałam się że nie będę miała drugiego dziecka to i tak tu wracałam. Tetaz jest inaczej. Ta pewność że kolejnego dziecka nie chce i nie będzie jest inna, taka prawdziwa z głębi serca. Nie jest podyktowana wygodą, strachem czy złymi przejściami, ale poczuciem spełnienia i kompletnosci - nasza rodzina jest w komplecie - czuje to całym swoim ciałem.

Co u nas?
Sporo się przez ostatnie pół roku wydarzyło, powiedziałabym że trochę za dużo. Rzeczy i dobre i te mniej fajne. Z dobrych, najlepszych - oczywista oczywistość - przyjście Lei na świat. Jest zdrowa (ma wadę serduszka ale wszystko idzie w dobrym kierunku więc nawet o tym nie myślę na co dzień) fajna, pogodna i piękna - nasz drugi skarb 🌸🌸
Maya też rozwija się pięknie, wręcz cudownie. Za 2 miesiące kończy 4 latka i nie mogę być z niej bardziej dumna. Kocham ją bardziej niż słowa mogą to opisać. Jest niesamowicie fajna, mądra, miła i koleżeńska. W otoczeniu od innych rodziców i niań zbiera same komplementy i nie będę ukrywać, że też widzę jak ponadprzeciętnie w wielu kwestiach wyróżnia się na tle rówieśników. Czuję ogromną wdzięczność za to że ją mam 🙏
Z dalszych pozytywnych nowości to Maya od września poszła do szkoły. Jest to nazwijmy to zerówka w szkole (od 3 roku życia w systemie brytyjskim) i Maya cudownie się tam odnalazła. Duma mnie rozpiera.
Na pamiątkę napisze jeszcze, że na święta Maya zażyczyła sobie od Mikołaja "rower z pedałkami" i mimo że uważaliśmy że nie jest na to gotowa to po raz kolejny nas zaskoczyła i po paru dniach już potrafi jeździć sama. Nadal oczywiście wymaga asekuracji bo nie umie jeszcze sama ruszyć i łatwo się rozprasza ale i tak jesteśmy w szoku ze potrafi już sama jechać i się nie przewraca.

A co u dorosłej części naszej rodziny?
No trochę gorzej chociaż mimo wszystko i tak jestem szczęśliwa i wdzięczna za wszystko co w życiu mamy.
Zacznijmy ode mnie - po 9 latach straciłam pracę 💔. Będąc jeszcze w szpitalu, dwa dni po porodzie firma ogłosiła że zamyka siedzibę w Abu Dhabi... Miałam opcje przeniesienia się z powrotem do Europy ale nasz dom i życie są obecnie tutaj tak że nie było mowy żebym mogła z tej oferty skorzystać. Tak więc baby blues i połóg mentalnie toczył się w mojej głowie wokół absolutnie złamanego serca po stracie pracy. Były noce gdy po karmieniu Lei szlochalam w poduszkę tak żeby nie obudzić dzieci i męża. Dosłownie wyłam... Bardzo bardzo mnie to bolało. Nie miałam do nikogo pretensji i rozumiem czemu doszlo do zamknięcia naszej filii, ale nie zmienia to tego jak bardzo złamało mi to serce. Teraz po 6 miesiącach już się z tym w dużej mierze pogodziłam i zaakceptowałam sytuację. Możliwe że do końca życia będzie mi żal tego co straciłam, ale skupiam się na dzieciach, sobie i mężu. Jest ok.
Jedyne co mnie do szału doprowadza to pytania WSZYSTKICH co dalej... Dosłownie ludzie potrafili mnie tydzień po porodzie pytać czy będę szukała teraz nowej pracy, a co gorsza niektórzy nawet wyskakiwali z pomysłami gdzie powinnam się zatrudnić 🤦‍♀️ mam niemowlę i 4 latke... Na razie to nie jest czas na szukanie nowej pracy i na tym zakończmy temat.

Z drugiej negatywnej kwestii to nie wchodząc w szczegóły, u męża w pracy też zadziało się nienajlepiej pod koniec roku. Prace nadal ma ale nie tylko nie dostał awansu, który braliśmy za absolutely pewniak, to jeszcze stracił jedną funkcje co wiąże się z utratą 1/5 jego zarobków. To w połączeniu w utratą mojego wynagrodzenia oznacza de facto zmniejszenie naszego budżetu domowego o 50% miesięcznie... Damy radę ale nie jest to komfortowa sytuacja.

No i tak nasze życie wygląda. U dzieci wszyatko dobrze, u nas zawodowo średnio ale poza tym też jest ok.

Ah no tak jeszcze Maya miała wycięte wszystkie 3 migdały na koniec listopada 😅, a Lea po przejściu zapalenia opon mózgowych w 13 dobie życia musi mieć za meisisc i ponownie za 6 miesięcy badanie sluchu bo utrata słuchu do roku jest potencjalnym powikłaniem 🙈 jesteśny jednak dobrej myśli i traktuje to jako formalności.

No tak że jak widzicie, ostatnie 6 miesięcy przyniosło wiele zmian i emocji naszym życiu. Mam nadzieję że kolejne pół roku życia Lei będzie dla naszej rodziny spokojniejsze 🙏🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 19:11

Kolejne święta...
W 2020 święta spędziłam w szpitalu walcząc o życie dziecka, które nosiłam pod sercem. Udało się ale same święta były smutne, covid, brak kontaktu face to face, pusty szpital...
2021 to nasze pierwsze święta we troje ale jednocześnie w cieniu zastrzyków i podejście do 3 procedury invitro.
2022 to upragniona kolejna ciąża, bicie serca przed świętami, pierwsze zdjęcia pod choinką z Izunią i małymi świątecznymi skarpetkami.
2023 to święta w mroku straconej nadziei i byłam po operacji usunięcia pęcherzyka gdzie zjedzenie czegokolwiek wywoływało u mnie rewolucje kiblowe.
2024 to kolejna, już 4 procedura invitro i dochodzenie do siebie po punkcji ale z nadzieją na lepsze jutro.
No i mamy święta 2025, a ja kolejny raz przeżywam, że porażkę... Jestem po kolejnym poronieniu.
Igorek powinien mieć już prawie 2,5 roku, a Ignacego to byłyby pierwsza święta bo termin porodu miałam na 4 grudnia.

No i tak zleciało mi te 5 lat.
Ciągle w procedurze, ciągle od transferu do transferu.
Aktualnie też jestem przed kolejnym ale tym razem nie zamierzam trzymać diety czy odmawiać sobie wina na sylwestra. Wiadomo, że przy tych wszystkich prochach i tak nie wypije butelki ale muszę gdzieś znaleźć sposób na to żeby żyć...
Jakoś normalnie.

Czuję, że to już ostatni dzwonek.

Skończyłam 36 lat. Czuję, że to mój ostatni podbieg, albo zobaczę szczyt albo czas będzie zawrócić.

Po nowym roku zaliczam onkologa.
Zamiany w piersiach zrobiły się w dziwnym kształcie i urosły. Trzeba to sprawdzić.

Synuś .02.2025 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:17

Tomaszek ur ,02,2015


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:18

10 FET zarodków z 3 doby 8a i 10a

Pierwszy raz próbuje z dwoma na raz. Oby to był klucz do sukcesu 🙏

Poproszę wszystkie kciuki na pokład! ✊✊✊✊✊✊✊

Emka06 Nasza historia 31 grudnia 2025, 00:05

Dawno mnie tu nie było, ale koniec roku to dobry moment na podsumowanie. Co tu dużo mówić - ten rok mnie przeczołgał. Jednocześnie nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo pogodzona z naszym losem. Nauczyłam się cieszyć naszą codziennością.

W tym roku przeszłam trzy stymulacje i cztery narkozy. Wpakowałam w siebie niezliczoną ilość zastrzyków, sterydów i innych leków. Zjeździłam tysiące kilometrów, wydałam kilkadziesiąt tysięcy złotych i wylałam morze łez. A mimo to nie mam żadnej pewności, że jesteśmy bliżej celu.

W styczniu wydawało nam się, że jesteśmy już bardzo blisko. Tymczasem zaraz minie rok od tamtego momentu. Mój wpis sprzed roku był pełen nadziei. Dziś mentalnie jestem w zupełnie innym miejscu, ale idziemy tą drogą dalej - coraz bardziej zmęczeni i zrezygnowani, potykając się po drodze o kolejne przeszkody. Nie wiem, czy doprowadzi nas do upragnionego dziecka, ale nie poddajemy się.

2026 roku, nie proszę o cuda. Bądź dla nas dobry i przynieś spokój w sercu.

Dziecięca magia swiat gdzieś pryska z każdym rokiem... parę lat temu wydawało mi się, zs moge cos zrobić, że to ja nie daje sobie tej radości świat z różnych powodów...
Dzisiaj mam wrażenie, że niezależnie czy wigiliq jest u nas, czy wyjazdowa, zaczynam ja traktować jak zwykła kolację... jedyne co, to trochę więcej jedzenia i parę rzeczy których nie robi się codziennie...
To chyba ten ogólny konsumpcjonizm i fakt, że już nie trzeba czekać cały rok na te przysłowiowe pomarańcze, tylko w każdej chwili można iść do Lidla czy innej biedronki... obserwowałam kilka dzieci, ja w ich wieku skakałabym z radości n takie prezenty, dla nich to norma, bo zabawek pełno, tez się ciągle kupuje cos nowego...
Poza tym?
U mnie nie może być dobrze...
Jest lepiej, bo przynajmniej mam szansę skończyć rok bez kolejnych strat...
Czy jest lepiej niż rok temu? Ciężko powiedzieć, to też było trudny rok, czekałam na styczeń na nową procedurę, w marcu okazała się porażka, gdy nasz jedyny zarodek miał wady genetyczne ... w maju byl moment szczęścia, gdy mieliśmy 4 zdrowe ... czerwony transfer się nie odbył, bo prog urósł za bardzo mimo estrofemu... Lipiec stan zapalny w zębie, sierpień niespodziewany okres w trakcie urlopu... wrzesień byl nasz... 4ty transfer, 5ta ciąża... dlugo nie chciałam uwierzyć, a jak już zaczęłam się cieszyć, przyzwyczajać do myśli że mam drugiego synka, dostałam w pysk ta przepuklina...
Jedyne czego chce od nowego roku, to szansy na normalne życie dla niego, Boże błagam...
Trzymajcie kciuki za moją amniopunkcje, niech to będzie dobry koniec tego roku... 🙏🙏🙏🙏

37+0 🤰
Ciąża donoszona 🥳

Wczoraj moja siostra zorganizowała baby shower niespodziankę 🥰 było kameralnie bo jest sezon i moja mama, ciocia i kuzynka nie mogły przyjechać. Z moją przyjaciółką dzieli nas 600km, więc też się nie udało ale była koleżanka i teściowa. Było bardzo miło, nie spodziewałam się. Piękna pamiątka warta zapamiętania.

Wieczorem przez dobrą godzinę co chwile twardniał mi brzuch i miałam skurcze.
Już się śmiałam, że z baby shower na porodówke 😅 po ciepłym prysznicu przeszło.
Dzisiaj też często twardnieje ale nie jest to bolesne.
To co czułam wczoraj to pewnie było 0.5/10 w skali tego co mnie czeka 🫣
Dzisiaj na KTG skurcze się pisały, przez 20 minut było ich 10 ale nieregularne, więc powoli mój organizm przygotowuje się do porodu.

Rok temu 26.07 miałam podawane immunoglobuliny pierwszy raz. Walczyłam o ciąże.
Dzisiaj 26.07 jestem na ostatniej prostej, spokojnie i cierpliwie czekam na rozwiązanie, a moje wielkie marzenie się spełnia 🥰
Jestem przeszczęśliwa i wdzięczna za to że mogę to przeżywać, za to że pod moim sercem bije serduszko mojej córki, mojej Hani 🥹 Za mojego męża, który będzie wspaniałym Tatą, a kiedy daje buziaki w brzuszek rozpływam się 🥹

Czekamy na Ciebie 👶❤️
Nasza wymarzona, wyczekana, wywalczona!
Jeszcze troszkę i będziemy się przytulać 🙊
5.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2025, 20:14

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 29 grudnia 2025, 21:15

Widocznie na Ciebie nie zasłużyłam. 🥺

Gdy zaszłam w niespodziewana ciążę w zeszłym roku, nie sądziłam, ze moje zycie staraczkowe sie tak potoczy.
Nie sądziłam, ze stracę wysoka ciaze.
Nie sądziłam, ze bede znow chciala wrócić do staran.
Nie sądziłam, ze bede tak walczyć.
Nie sądziłam, ze w ogóle bede musiala.

Bralam różne hormony, różne leki, piłam różne specyfiki, chodzilam na monitoringi, kontrole, robiłam wlewy, zabiegi, mnóstwo badan, ale nic nie przynosiło efektu. Moje nadzieje z cyklu na cykl byly coraz mniejsze. Nawet jesli cos początkowo wydawało sie "ku dobremu", to nie umiałam sie tym cieszyć, bo za mną stał strach, obawa, ze sie to skończy. I zawsze tak wlasnie bylo. Każdy cykl to kolejna rana zadana zranionemu juz sercu, każda bolała coraz bardziej.
Az do dzis.. dzis we mnie wszystko pękło.

Szlam na te wizyte kontrolna bez jakiekolwiek nadziei, ze strachem, ktory towarzyszył mi jak zawsze, ktory obciążal moje barki, doslownie.
I nie pomyliłam sie, endo ma tylko 4mm. Po owulacji, gdzie nic wiecej nie moge zrobic.

I tak mysle, ze gdyby leczenie przynosiło efekty, gdyby bylo widac progres to moze starałabym sie dalej, wierzac, ze w końcu sie uda, ale ja dzis jestem dokladnie w tym samym miejscu co rok temu. Nie zmienilo sie nic. Czas odpuscic, pożegnać sie z tym marzeniem i postarac sie zasklepic te rany na sercu, ktore powstały przez ten caly czas.

Miałam nadzieje, ze skoro raz zaszłam w niespodziewana ciaze, ze to dziecko chciało sie pojawić na świecie to ono wroci - w postaci swojej siostry lub brata. Ale dzis wiem, ze nie..

Widocznie na Ciebie nie zasłużyłam 🥺 widocznie nie.

Miał byc "bożonarodzeniowy cud", tymczasem jest pustka, zal, zlosc i łzy rozpaczy. 🥺

No I mamy ten 2026...
Jaki był 2025? Z jednej strony ch*wy, bo przecież miałam urodzić drugie żywe dziecko przed 40tka, drugi transfer dał mi nadzieję, przecież okruszek miał się urodzić tuż przed... dziecko z 3 transferu miało urodzić się koło dnia matki, też go nie ma...
Początek roku miał zacząć się od nowej procedury, przeciągnęło się do lutego, była szansa na zarodki przed 40tka, skoro nie dzieci, to chociaż, zarodki... był jeden, po PGTa kolejny cios od życia... w maju udało się, mamy 4 zarodki po PGTa, jest nadzieja, pierwszy raz od październikowego szpitala uwierzyłam że to może się udać...
Transfer miał być w czerwcu, zamiast tego był rosnący progesteron mimo estrofemu
W lipcu stan zapalny w zebie,
W sierpniu cykl był tak krótki że wpasował się w urlop...
We wrześniu w końcu się udało, był transfer... 4dpt wieczorem zobaczyłam wymarzony wynik testu...
Bałam się pozamacicznej, pęcherzyk był w macicy
Bałam pustego jaja, usłyszałam serduszko
Byly krwawienia, plamienia, L4....
Względny spokój był do I prenatalnych, Bałam się,przeplywow, były dobre... ale 😢 maluch przepuklinę pepowinowa z jelitem...
Stary rok skończył się amniopunkcja, która powiedzieć czy to tylko to, czy genetyka...
Od 2026 nie oczekuje za wiele, mam wrażenie że mnie już nic dobrego nie czeka w życiu... jedyne czego chce, to żeby maluch byk zdrowy genetycznie i zabieg był najgorszym co nas czeka w 2026..
Błagam, Boże, daj mi urodzić żywe dziecko... 🙏🙏

12 stycznia 2026, nie wiem który dzień cyku 🤷🏼‍♀️

Od ostatniego wpisu jestem po 3 ciążach biochemicznych. Jedna była początkiem września, następna w październiku a ostatnia początkiem listopada. Od tamtej pory nie mam normalnej miesiączki ani owulacji.. bywają plamienia po drodze ale nie przypominają okresu..
Przez poprzedni tydzień mój czytnik fioletowy clearblue pokazywał migająca buzię. Paskowe były raz jasne , raz ciemne ale wcale nie przypominały aż tak ciemnych aby nazwać je pikiem.
Dziś z rana jednak postanowiłam zrobić clearblue różowy po tym jak paskowe wybarwily się mocniej. Wyszła stała buzia.. Tylko co z tego jak nie mam żadnych objawów, temperatury są nonstop nisko a libido równe jest 0 .. miałam od nowego roku ruszyć do kliniki leczenia niepłodności.. ale nie mam sił.
Bardzo liczyłam na ciążę przed moimi 30 urodzinami.. nie udało się, podupadam na duchu.

Przeprowadzka do nowego miejsca pomogła rozluźnić głowę, w pracy jak to w pracy. Zawsze ciężko. Momentami tak, że odechciewa się wszystkiego. Mała w szkole się zaaklimatyzowała, po przerwie świątecznej nie chciała wracać do szkoły, zrobiła zamieszanie w szatni płacząc że nie chce iść do klasy a ja wtedy spieszyłam się do pracy.. to był jeden z takich kryzysowych momentów od września.. z dnia na dzien jest lepiej , wiem że będzie lepiej..
Chyba pora odpuścić, mam coś a raczej kogoś komu poświęcę całe swoje życie, każda wolną sekundę swojego czasu , widocznie tak musiało być.

Dziękuję za to, że poznałam tu tak fantastyczne osoby. Pamiętajcie że mimo wszystko trzymam za każdą z Was kciuki i wspieram wirtualnie.
Powodzenia ✊🏼🍀

White1 Już niedługo 17 stycznia, 13:58

5 doba po punkcji
Chciałabym zacząć od tego jak przebiegł dzień punkcji. Od rana bardzo się stresowałam, jak się później okazało nie było czym. To mój pierwszy jakikolwiek zabieg i pierwsze znieczulenie. Zastanawiałam się co ja będę robić 2 godziny między przyjęciem a punkcją, a bardzo szybko zleciało. Najpierw przyjęły mnie pielęgniarki, które założyły wenflon, później zostałam zaprowadzona do salki przed zabiegiem, mąż został na kanapie przed salą. Do dyspozycji miałam odgrodzone łóżko i dużą łazienkę, gdzie mogłam się na spokojnie przygotować, miała wszystko co potrzebne. Wszyscy byli bardzo mili, chociaż im bliżej punkcji, tym bardziej się stresowałam. Aż weszłam na salę zabiegową, dostałam znieczulenie i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. Coś mi się śniło, sen był głęboki i bardzo relaksujący. Obudziłam się już w łóżku, na którym wcześniej czekałam. Przykryta, ubrana i z gorącą herbatką na stoliku obok. Gdy się podniosłam kręciło mi się w głowie i bolał mnie brzuch jak mocniejszy okres. Chwilę poleżałam, a późnej się przebrałam i spotkaliśmy się ponownie przed gabinetem lekarza. Na wizycie powiedział, że pobrano 18 komórek, że było dużo kłucia i wstępnie transfer będzie na cyklu sztucznym. Przepisał też antybiotyk jednorazowo. Później wstąpiliśmy jeszcze do sklepu, bo w końcu zasłużyłam na coś dobrego 🤭 a w domu odpoczywałam, mąż się spisał, przygotowywał mi jedzenie, oglądaliśmy razem serial i trochę też pospałam. Mimo bólu dzień był naprawdę bardzo miły. Mogłam brać leki przeciwbólowe, ale ból nie był bardzo mocny, więc w końcu obyło się bez.

Zdecydowałam miesiąc temu zaryzykować ostatni raz, aby nie mieć pretensji do siebie, że nie podjęłam 3 próby.
Ten cykl był totalnie inny. Po owulacji, która była bardzo bolesna, nie byłam sucha, wręcz ślisko, aż do wścieku. Po kontroli, w 21dc cyklu, która wskazała, że owulacja była i jest wszystko idealne, zaczęłam mieć żółty, rozciągliwy śluz.
Bóle brzucha, które zazwyczaj występowały tuż przed okresem, a nie tydzień przed, jak teraz.
Powrót strasznej migreny, której nie miałam od narodzin Ali. I wariacki wręcz smak na ryby.
I spokój, który mi towarzyszył przy pierwszej ciąży.
Zrobiłam test -negatywny.
Poszłam na krew, zarąbisty progesteron prawie 7, bez leków... beta 0,2...
Chyba do mnie nie dotarło, nie wierzyłam, że mogło się nie udać.
Dopiero wszystko we mnie pękło w sobotę. Poryczałam się nad poranną kawą i wszystko powiedziałam mężowi...
Przytulił...i wrócił do mnie ten czas niepłodności kiedy walczyliśmy o Alę, tylko ta myśl została przegoniona przez małe rączki, które zaczęły się na mnie wdrapywać i z tą dziecięca miłością usłyszałam: Dlaczego płaczesz, mamo?
...
Dziś przyszla @.
Czuję żal, rozgoryczenie, to co dało nam Alę te kilka lat temu, tak dało nam tylko pustkę...
Nie wiem co dalej robić.
Nie wiem co nas czeka i czy w ogóle nas coś czeka...
Nie wiem którędy iść...

Biała flago...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego, 15:32

Ayayanee Hurricanes and Suns 5 maja 2021, 11:54

Maj.
Wszystko budzi się do życia... A ja jakaś zwiędnięta.
Kiedyś uwielbiałam ten miesiąc... Zaczynałam go zawsze zprzytupem ze znajomymi. Cała majówka w domku pośrodku niczego, codziennie ognisko, śpiewaliśmy.... Mąż oświadczył mi się w maju 💕

Dziś maj to dla mnie miesiąc wspomnień, smutku i żalu do świata... i mojego ciała...
11 maj 2019 - poronienie. Okazało się że puste jajo płodowe.
10 maj - termin porodu Krzysia. Dziś byłabym na ostatnich nogach i odliczała dni do spotkania z synkiem...

Błagam. Niech ktoś odczaruje ten miesiąc...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego, 10:21

Phiczek Przeterminowana ... 2 lutego, 17:23

Kropek na pokładzie.

Efekt na USG mega 🤭

Mam wyniki hist-pat. 4 komórki cd138. Poprzednio (listopad) było 46. Leczenie trwało ponad 3 tygodnie (moje, bo sobie podorzucałam różne rzeczy.

Teraz lekarz zapisała mi augumentin na 7 dni, metronidazol 250 (poprzednio 500 miałam) na 10 dni (zastanawism się, czy nie lepiej dowalić 500 na 5 dni). Sama w domu mam doxy. Znowu pokombinuję. Jest zdania, że poprzednie leczenie trwało za krótko.

Jestem załamana.

Za nami połowkowe. Z dzidziusiem wszystko dobrze. Rośnie sobie zdrowo. Od kilku tygodni czuję ruchy, ostatnio regularnie😍 Te małe kopniaczki mnie uspokajają. Maluch ma już 639gram. Obecnie martwię się trochę szyjką. Ma 2,5 cm, a jak będzie się jeszcze skracać będę musiała założyć szew albo pessar (wcześniej była długa i w szpitalu mi nie założyli). Kontrola w przyszłym tygodniu w czwartek więc będę już wiedziała co robić. Za nami już 24 tygodnie. Każdy kolejny tydzień mnie uspokaja. Do tygodnia 23 stresowałam się czy sytuacja się nie powtórzy. Teraz liczę kolejne tygodnie i powoli mnie ten strach opuszcza. Dzidziuś z każdym kolejnym tygodniem ma większe szanse na przeżycie. Jeszcze się wstrzymuje z kupnem wyprawki, ale już powoli zaczynam oglądać wózki i łóżeczka. Trzymam się nadzieji że tym razem będzie dobrze. 🍀❤️

Ayayanee Hurricanes and Suns 8 listopada 2023, 10:04

Mówi się, że jak ktoś umiera, to mu się życie przewija przed oczami. W takim razie, mamy tu jasny dowód na to, że połowa mnie nie żyje. A ta druga, żyjąca część, przeżywa to wciąż i wciąż, od nowa. Z jednej strony chciałoby się zapomnieć. Z drugiej- wiem, że muszę pamiętać. Wszystko. Każdą sekundę, każdy szczegół. Bo gdyby to zaczęło ulatywać mi z pamięci, to tak, jakby zaczął ulatywać mi on. To tak, jakbym traciła go na nowo. Więc odtwarzam ten film, raz za razem. Powtarzam, jak mantrę.
- trzymajcie mi ręce.

Brak ruchów-szpital-oczekiwanie-ktg-usg-nieobecny wzrok lekarza-brak akcji serca-panika-przebieranie w biegu-wkucie w biegu-zimny stół-błagam by już cieli-pierwsze dotknięcie skalpela-sen... - ostre światło-wzrok położnej-cisza...
Kuba.


Błagam... Niech tym razem wszystko zakończy się dobrze. Niech 18.12 będzie tym dniem w którym mimo grudnia rozkwitną wiosenne łąki w naszych sercach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego, 10:42

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)