Jestem z siebie dzisiaj zadowolona!
A co! mogę chociaż raz pochwalić samą siebie!!!
Już piszę o co chodzi.. Gdy przyszłam dziś do pracy na drugą zmianę, koleżanki powiedziały mi, że jakaś młoda dziewczyna zostawiła u nas portfel i pokazały mi gdzie go położyły, gdyby ktoś po niego wrócił. Ale minęło prawie 2 godziny a po zgubę nadal nikt się nie zgłosił. Zajrzałyśmy z koleżanką do portfela, żeby poszukać dowodu osobistego z adresem właściciela, by w razie gdy nikt się nie zgłosi do końca naszej zmiany, podjechać do tej osoby. Dowodu nie znalazłam, ale była karta do bankomatu z imieniem i nazwiskiem, karta rabatowa do CCC i kilka stówek. W książce telefonicznej miasta też niestety nie znalazłam nikogo o takim nazwisku. I co tu robić? Ktoś pewnie szuka teraz swojej zguby. Wpadłyśmy na pomysł, że przecież w CCC będą mieli namiary na tą dziewczynę, bo do swoich klubowiczów wysyłają smsy z promocjami. Zadzwoniłam do sklepu, powiedziałam co i jak, i na podstawie numeru karty pani podała mi numer komórki do właścicielki (chociaż chyba nie powinna mi go dać, bo przecież ochrona danych itp. i myślałam, że sami ją poinformują.) Zadzwoniłam do tej biednej dziewczyny, a ona z płaczem w głosie powiedziała, że już biegnie po swoją zgubę. Wpadła zziajana do mojej pracy i chyba ze sto razy mi dziękowała za ten telefon. Mówiła, że kompletnie nie wiedziała, gdzie zostawiła portfel, bo była w kilku sklepach i aptekach i nie we wszystkich miejscach robiła zakupy. I gdy się zorientowała, że nie ma portfela, to zaczęła jeździć po całym mieście i go szukać.
Jestem zadowolona z siebie, że wzięłam sprawę w swoje ręce i dzięki temu zguba szybciej odzyskała swojego właściciela 
nie... nerwy mnie dziś "zjedzą" trzeba było kupić ten test...
Ostatnimi czasy moje samopoczucie jest istną sinusoidą. Raz na górze, raz na dole, na górze, idę do lekarza - bach na dół, potem znowu - troszkę do góry i tak w kółko. Męczy mnie to. Z resztą nie tylko to. Zakańczam wreszcie swoje zawodowe męczarnie i robię nadgodziny w pracy + w domu żeby wszystko ogarnąć jak należy. Jestem wykończona, jak dobrze, że zbliżam się do finału...
Jutro kolejne usg, znowu otoczona ciężarnymi będę znosić ich karcące spojrzenia w stylu "oho, myśli, że się wepchnie przede mnie" , jak bardzo tym razem wizyta mnie zdołuje?
Stresuję się.
Wczoraj dzień zaczęliśmy o 9.00. Najlepsze jest to, że nagle czuję się wspaniale i wyglądam ślicznie - jak po 2 tygodniach w spa. No dość zachwytów nas sobą - do roboty.
Pakowanie kolejnych 3 kartonów! O 12.00 misja została skończona i jazda do szpitala. Na szczęście wszystko zgrabnie poszło i o 14.30 byliśmy już w domu. Nie zdążyłam nawet nic zjeść, porwałam batonika na drogę, bo trzeba było te kartony zawieść do firmy wysyłkowej.
No i tu cyrki - 1 skuter, Kuba kierowca, ja ciężarna i 2 kartony 50 na 50 cm. Powstała konstrukcja o szerokości 1m który musiałam trzymać jadąc w kosmicznej pozycji. I tak przemierzaliśmy trasę 6km przez pola ryżowe i wioski będąc rozrywką miejscowej ludności. Przysięgam - ludzie stawali i pokazywali nas sobie palcami!
I tak 2 prazy - na szczęście 2 raz tylko 1 karton! Jestem cool ciężarową 
No ale to już chyba koniec. Niech ta paczka już ruszy i nich mam spokoju kolejne 40dni. Petem walka o cło
no i jak to przetransportować z Gdyni do Wrocławia?
Czasu na odpoczynek nie było za wiele, dokładnie 1h, bo na 19.00 byliśmy zaproszeni na grilla do miasteczka obok, więc znów zakupy i przeprawa skuterowa 20km! Jeszcze się zgubiliśmy po drodze!
Grill na szczęście był bardzo udany
, choć szkoda, że nawet piwka do mięska nie mogłam wypić 
Wróciliśmy koło 2.00 w nocy i co - odechciało mi się spać, więc uzupełniłam Ovufriendowe zaległości
4.00 spanko!
Dziś: budzi mnie dzwonek. 10.00 Byłam tak nieprzytomna, że kompletnie nie potrafiłam zajarzyć gdzie i co to. Do drzwi. Stoi człowiek z kosiarką, ja na niego patrzę i nie kojarzę o co chodzi. Budzę Kubę bo nie ogarniam.
Biedny ogrodnik czeka. Okazało się, że zamiast jutro (a może nam się pomyliło) przyszedł dziś. A my mamy 20zł w portfelu! No to on działa w ogródku, a my szybko do następnej wioski do bankomatu.
Ech to taki cudowny kraj - mamy już idealny ogródek za 50zł! (Zawsze daję mu więcej, bo to aż nie przyzwoite by ktoś kosił trawę, zamiatał liście, przycinał żywopłot, plewił, czyścił stawek za 40zł nawet 50zl to mało, ale nie chce więcej przyjąć!)
Raport specjalny z przebiegu prac konstruktorskich.
Zaczynamy 25 tydzień. Wczorajsza wizyta u lekarza 
1. Gaja nadal jest dziewczynką i już raczej nią pozostanie.
2. Serduszko 157 uderzeń/min - bardzo ładnie
3. Nie dała się cała zmierzyć, ale wymiary brzuszka, główki i nóżek wskazują, że rozwija się prawidłowo i nawet troszkę nadgania. Obecny przewidywany termin porodu między 1 a 10 kwietnia.
I tu coś co bardzo mi się podoba - nie ma presji na określenie dokładnego terminu. Lekarz powiedział: "Termin zależy od gotowości Twojej i Dziecka. Twoje ciało Ci powie."
4. Jest już sporym kluseczkiem - ma 536g
5. Ja jestem okazem zdrowia ciężarnej - waga 55,3kg, ciśnienie i temperatura w normie, brak cukru i białek w moczu. Krew zbadam już w Polsce.
6. Dostałam zaświadczenie dla linii lotniczych, że mogę lecieć bez problemu. 
7. Zdjęcia nie dało się zrobić sensownego, ale mamy krotki filmik. Niezbyt wyraźny ale zawsze to jakaś pamiątka 
"A to jest uszko" - mówi Pan doktor dla pewności jasności komunikatu pokazując swoje 

Oto śmieszna Gaja, śmieszny doktor, śmieszna ja w krótkim filmiku z jeszcze śmieszniejszym angielskim w tle 
http://www.youtube.com/watch?v=T_hZ1UzR1QM&feature=youtu.be
Muszę się pouczyć angielskiego bo już też gadam Thai English!
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 06:52
No i już po wizycie u jednego i drugiego lekarza. Więc tak w gin wszystko jest ok jajniki i cała reszta ale niestety wynik HCG w ostatnim cyklu mówi o tym iż była jednak ciąża tzw ciąża biochemiczna. Lekarz mnie uspokoił że dobrze że się tam coś dzieje że ciąże są bo gdyby ich nie było to był by problem, dostałam dodatkowe leki na wzmocnienie owulacji i poprawę jej kondycji. Ale staranka dopiero za miesiąc teraz odpuścić. Ja nie wiem co ten lekarz ma w sobie bo zawsze jak od niego wychodzę to jestem dużo spokojniejsza.
Co do pierwszego lekarz ogólnego to pierwszy raz byłam i pierwszy raz miałam taką wizytę zeby trwała 1,5 godziny. Na tej wizycie było wszystko, wszystko i jeszcze raz wszystko. Niestety podchodzę do tego troszkę sceptycznie bo to lekarz homeopata ale z wieloma postawionymi diagnozami w 100% się zgadza a do tego diagnozy stawiane nie z wyników badań lecz z oczu.
No ale jakoś mi tak lepiej po tych wizytach i że wszystko jest ok.
Porada trafna. Lekarz mnie uspokoił i wyjaśnił, co trzeba. Szkoda tylko, że w kilka dni po wizycie zaczęła mnie tak okropnie boleć prawa pachwina, że myślałam, że dzieje się coś strasznego! Wszczęłam panikę, ale po ochłonięciu, zadzwoniłam do nowego lekarza i on mnie uspokoił. To podobno normalne, że niektórym kobietom podczas rozciągania się więzadeł dokucza uporczywy i przeraźliwy ból pachwin. Dobrze, że idę za 4 dni na kolejną wizytę, to sprawdzę, czy aby to tylko kolejny objaw ciąży.
Nie chcę, żeby mojemu synkowi coś złego się stało!
Anegdotki ciążowe:
- Kuba, koniecznie powinieneś przeczytać tą książkę (mowa o "Języku niemowląt")
- Po co?
- No jak to po co! Żebyś mógł mnie wspierać i był blisko...
- Nie martw się, będę zawsze blisko! Dość blisko by móc Cię wytknąć palcem i powiedzieć "a nie mówiłem!"
LOL
Czy wasze Maluchy też tak szaleją Wam w brzuchach? Ja już zaczynam się nie pokroić, czy to normalne. Ostanie dni to tak szaleje, że wszystko mam skopane, brzuch mi chodzi jak na scenach z filmów przed wydobyciem się z ciała Obcego, aż śni mi się, że się Mała przekopuje i brzuch mi pęka!
Wczoraj trochę wolniej! Alleluja - choć oczywiście bez targu i wieczornego pakowania się nie obeszło
Dziś poczta.
Odpuściłam ciału ale zaprzęgłam mózg do pracy.
1. Praca zawodowa - obecnie na razie wolontaryjnie współpracuję z fundacją "Kobiety zmieniają świat" i prowadzę bezpłatne czaty doradcze przez internet. Czasem mam dyżury i wpadają różne kobietki pogadać o swoich wyzwaniach a czasem mam indywidualne spotkanie. Uwielbiam to - to cudownie, że mogę wspierać i towarzyszyć w rozwoju tak cudownym osobom.
Ostatnio miałam Panią, która pokonała raka i dodatkowo podczas choroby pozmieniała priorytety i odkryła nowe życie a ja miałam zaszczyt troszkę pomóc jej zanalizować obecną sytuację i pomóc jej rodzinie zaakceptować i zrozumieć zmiany jakie w niej zaszły.
Czy to nie cudowna praca?
2. Wracam na studia - muszę zaliczyć przedmiot "Antropologia filozoficzna" no i na razie chlipkałam nad tym jakie tony bzdurnej literatury muszę przejść. No i przyszedł mi z ratunkiem Kuba (który jest po firmówce i też po filozofii) i w 2h wykładzie tłumaczył mi dlaczego takie bzdury mogą mieć sens w przyszłości i dlaczego są świetnym ćwiczeniem intelektualnym i poszerzającym samoświadomość i horyzonty. Kocham go!
3. Zaczynam się szykować emocjonalnie na przyjście na świat Gai. To zabawne, że trenowałam dzieci z ADHD i ich rodziców. Prowadziłam treningi poznawczo behawioralne i byłam w tym dobra a teraz jak ma przyjść na świat moje dziecko nagle mam zupełnie czysty mózg. Nic nie wiem i nie pamiętam!!!
Zaczynam więc edukację ponownie. Na pierwszy ogień idzie moim zdaniem bardzo ważna książka "Język niemowląt".
Ciąża rozpoczęta 13 listopada 2013
Ciąża rozpoczęta 28 października 2013
No i ovu przesunęło mi dzień owulacji na 15 dc i tym samym przesunęło Małpę na 23 grudnia... Ale mnie się wydaje, że przyjdzie szybciej. Mam wszystkie moje objawy przed-okresowe. Czyli:
Sutki bolą przy dotyku; lewa pierś się powiększyła, krzyże zaczynają boleć, brzuch już pobolewa, do tego dochodzi osłabienie i ogólne zmęczenie.
Wiecie co jest najgorsze? Że moje wszystkie objawy przed-okresowe pokrywają się niemal w 100% z pierwszymi objawami ciąży (nie licząc oczywiście zatrzymania miesiączki). No ale, objawy ciąży nie pojawiają się po 3-4 dniach, wiec... czas szykować się na okres...
Przypałętało się do mnie jakieś świństwo.... zaczęło się od zwykłego zaczerwienienia z spodzie piersi. Pomyślałam, że aaa zadrapałam się bo swędziało. ale od kilki dni na małym palcu u ręki pojawiła się blaza jakby po oparzeniu która jest czerwona, wypukła i się łuszczy. Dzisiaj ubieram się do pracy patrze do lutra na ta pierś i z zaczerwienienia zrobiła się blaza na 1/3 piersi która też się łuszczy.... Podobna zmianę ale dużo mniejsza zauważyłam na drugiej piersi i wyczulam przy uchu.... Nie wiem dlaczego ale ja od zawsze łapałam wszystkie choroby świata 
W zeszłym roku złapałam liszajca zakaźnego, który łapia zazwyczaj DZIECI.... teraz się obawiam że to może być łuszczyca, ale skad... w rodzinie nikt na to nie choruje.... Ehhh w środe pędzę do dermatologa a póki się nie dowiem co to jest i tego nie wylecze ze staranek nici ;(
ostatni raz dziś narzekam ) wybaczcie ale... jak sobie tak popatrzyłam na te wykresy oczywiście zakończone zieloną kropeczką.... to może mój wykres sprowadzi coś miłego zobaczymy już za parę dni odliczamy do 11 lipca:)
Tydzien 29: 28+1.
Wczoraj bylam u lekarza.
Jestem trocha zawiedziona tym badaniem, tym, ze lekarka mnie nie "dopiescila", cale badanie trwalo 2 minut i skwitowala, wszystko ok, szyjka ok ,zdiecko ok, waga ok 1300 g, dlugosc ok 35 cm, szyjka ok, nastepne badanie 27.12 prosze sie nie przejadac w swieta i to koniec.....
A ja chcialam potwierdzenia plci dziecka (nie pokazalo sie), zapewnienia ze wszystkie organy sa rozwiniete prawidlowo, zeby mi powiedziala, ze dziecko ma jeszcze czas sie obrocic i ze wszystko bedze naprawde dobrze.. wyszlam z gabinetu jak sierota, bo mnie tak zatkalo, tak krotka wizyta, ze nawet slowa nie moglam wydusic.
Przed wizyta mielismy robione KTG, tez na nie tylko spojrzala i powiedziala OK.
Dalej nie wiem na 100% czy to chlopczyk czy dziewczynka, wiem ze to nie wazne, liczy sie tylko zeby bylo zdrowe, ale chcialabym wiedziec, chocby zeby jakas wieksza wiez zawiazac, moc sie zwracac po imieniu...
Dola jakiegos dostalam po tym badaniu. Wedlug kasy chorych nie ma podstaw do nastepnych USG, wiec chyba sie dopiero w marcu dowiemy.
Ciesze sie ze dziecko rozwija sie prawidlowo, ze jest duze i ze lekarz mowi ze wszystko jest OK, ale czy musialo to badanie byc wczoraj takie bezplciowe, bez entuzjazmu... kurcze chyba naprawde dola lapie.
Mialam robic od wczoraj zakupy dla Malucha, ale ja nadal nie wiem w jakim kolorze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 10:05
Dla odmiany dzisiaj mam kiepski dzień.. W pracy wzięłam wolne i chyba to nie był dobry pomysł, bo siedzę sama w domu i nic mi się nie chce robić.. To być ciężki rok.. Chciałabym, żeby już się skończył, a 2014 był lepszy.. Minął rok naszych starań o dziecko. A właściwie rok odkąd je zaczęliśmy, bo ostatnie miesiące się nie staraliśmy.. Tyle dziewczyn tu na forum latami walczy o potomka i ciągle mają nadzieję.. A ja tak szybko ją straciłam.. Nie myślę już gdy zbliża się okres, że może jednak się nie pojawi. Zresztą dobrze znam swój organizm, co miesiąc jest identycznie - zaraz po owulacji zaczynają boleć mnie piersi, tydzień przed @ zaczyna poleć mnie brzuch, kilka dni później dochodzi smutek i złość, ochota na słodycze. Jest mi strasznie smutno, że tak potoczyła się nasza historia.. Ja zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. Gdy pierwszy raz powiedziałam to mężowi był przerażony i stwierdził, że dwójka to nam wystarczy. Boję się, że marzenie o dzieciach nigdy się nie spełni i zostaniemy sami.. Bardzo chciałabym adoptować, ale jest kilka spraw, które mogą okazać się nie do przejścia.. Przede wszystkim wola męża. Przecież nie mogę sama starać się o adopcję i też nie chcę, żeby on zrobił to dla mnie, bo tak się nie uda.. Zarobki.. Nie zarabiamy jakichś kokosów, nam starcza, ale nie wiem jak do tego podejdzie ośrodek.. Nawet jeśli mąż przemyśli sprawę i się zgodzi, to jest poważny problem - nasze mieszkanie - jest małe i 1-pokojowe. I chociaż czekamy na większe i to może trochę potrwać, a nie możemy pozwolić sobie na kupno nowego.
Wszystko legło w gruzach.. Całe moje marzenia o szczęśliwej rodzinie.. ;(((
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 10:15
28 tc.
ale ten czas leci, a tu jeszcze tyle rzeczy do kupienia dla malucha no i trochę dla mnie.
jeszcze 11 dni i święta...
które urządzamy u nas, będą moi rodzice i teściowie.
dla kobiet już prezenty zakupione, gorzej dla Panów,
mam w głowie pustkę, a mąż liczy, że jak zwykle coś wymyślę, bo on też nie wie.
dla niego też muszę coś kupić, ale to może w przyszłym tygodniu wyruszę na sklepy.
może w niedzielę zakupimy żywą choinkę do domu, bo już w zeszłym roku czekaliśmy na ostatnią chwilę z zakupem i dzień przed Wigilią, musieliśmy kupić wielkiego chochoła na 2,5 m, z którego obcinaliśmy czubek, bo gwiazdy nie dało się zawiesić przez niższe sufity. 
dlatego teraz wolę nie ryzykować i kupić wcześniej.
w środę byłam na wizycie u gina, ale bez usg, bo coś tam się aktualizowało.
szyjka ok, serduszko malucha pięknie biło.
następna wizyta 23.12.
ostatnio trafiła nam się okazja na allegro z zakupem używanego fotelika i bazy Isofix, nie zastanawiając się długo, stwierdziłam, że raz się żyję i kupiłam. nie mogłam doczekać się, aż paczki dojdą, otworzyłam i cieszyłam się jak dziecko.
zestaw był używany bardzo krótko, gwarancja do marca 2015 r. i cena super, bo 500 zł zaoszczędziliśmy w porównaniu do nowego zestawu.
przymiarka w naszym aucie już była, przy trzydrzwiowym samochodzie, jednak taka baza jest bardzo wygodna, bo wystarczy klik i już fotelik jest zainstalowany. nie trzeba się wciskać, zapinać pasy, itd.
a przecież szkoda zmieniać auto na 5-drzwiowe, tylko dlatego, żeby nie kupować bazy.

model: miś Stefanek 

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 12:26
Pomału moja nadzieja gaśnie ... TSH - 3,51, p.ciała przeciw tyreoglobulinie - ATG - 359.
.....
Już lepiej
Wydzwaniałam do mojego ginka, aż się zgodził i jutro rano biegnę na wizytę
Jest naprawdę świetnym specjalistą i endokrynologiem jednocześnie więc jestem już troszkę spokojniejsza o Ciebie Muluszku 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2013, 21:10
Witajcie Kochane!!!
Długo mnie nie było ale to nie znaczy, że tutaj nie zaglądam. Bez sensu trochę, ze tak porozcinali pamiętniki na pół i do tego ten ciązowy dział jest w takim beznadziejnym kolorze...(żeby nie powiedzieć oczojebnym hihi)\
U mnie narazie bez zmian, nic nowego w temacie dzidzi się nie rozwinęło. Mam nadal niesamowitego wkręta na odchudzanie i tak sobie gubię kilogramik tygodniowo..no chyba, ze zbłądzę i zjem coś nie teges
wtedy nawet wyciski na siłowni nie pomogą. hih
Jakiś czas temu przed przyjazdem siostry męża podzieliłam się Wami moimi obawami...a okazało się nie tak źle. Więc teraz..podzielę się kolejnym napływem rodziny...moze też nei będzie tak źle. 
Jutro jedziemy na lotnisko odebrać rodzivów meża.
Fajnie, bardzo się cieszę...ale przeraża mnie, że przyjeżdżają tu na 3 MIESIĄCE!!!!! Nie byloby problemu, ale są u nas też brat i siostra
więc...OH MY GOD! Wiecie..trochę tłum się zrobi.
A ja tak bardzo nie ejstem zwierzęciem stadnym.
Cały czas tylko sobie powtarzam, ze moje słoneczko będzie szczęśliwe, mając w końcu swoją mamusię przy sobie. No tatusia też, ale jak wiadomo: mamusia to mamusia.
Ostatni raz widzieli się 3 lata temu na swięta w Polsce..Trochę nieładnie, ze przez 3 lata nie poleciał w odwiedziny ale co roku spędzamy cały urlop urlopując w okolicach Europejskich. Woli zaliczać kolejne kraje niż wydawac majątek na bilet do Peru. 
Nie mogę narzekać. Mam rewelacyjną teściową. Nie czepia się, nie wtyka nosa, ciągle chodzi i mnie przytula, przyjeżdża nastawiona żeby gotować codziennie smakowite domowe ppotrawy swoim dzieciaczkom (no i oczywiście mnie i mamie)..no ale 3 miesiące!?
Z drugiej strony nie mam prawa nawet rzec słowa, nie poczuwam się żebym miała prawo bo przecież mój mąż nie wybrał dobrowolnie mojej mamy w pakiecie ze mną..Mieszka przeciez z nami od 3 lat. Po odejściu Tatusia, po tym jak zmienił się w Aniołka...nie moglismy przeciez mamy zostawić samej sobie, na lodzie. Tym bardziej, że pomimo faktu że jest emerytowanym lekarzem pediatrą, to ma jakąs taką nierozwiniętą sposobność do funkcjonowania. To wina taty, bo zawsze wszystko za nią załatwiał pozostawiając mamie możliwość życia w kolorowym świecie bez problemów, bez zusu, bez papierów z US itp. Hih no i teraz jak mogłabym np przez telefon powiedziec mamie np "Wiesz? teraz jest czas na złożenie deklaracji PIT, załatw to." A druga sprawa, to ma duże problemy z kręgosłupem..jest po 5 operacjach i cały czas jest tylko gorzej a nie lepiej.
No cóż..tak wyszło. Tak się ulożyło, że moja mama mieszka z nami i jest w poeządku. Na początku często o tym z mężem rozmawialismy ale jak sam stwierdzil, nie wyobraża sobie innej opcji. A pozatym to dla niego jest "polska mamusia" i wszyscy nasi znajomi nawet mówią do mojej mamy "mamusia" 
Najśmieszniejsze jest jak przychodzi do niego jakiś pacjent, Polak, i łamaną hiszpańszczyzną zaczyna opowiadać co mu dolega a nagle mój Geniusz odzywa się po polsku:
-"O! Ty jesteś Polak. To dobrze. Nie martw sie, ja mówię trochę po polsku."
Pacjent wtedy wybałusza oczy, otwiera usta i tak chwilę przetwarza informacje
A potem zaczyna dopytywać się, ale jak to że Pan doktor mówi po polsku? Jakie to szczęście itp A mój mężuś na to odpowiada np:
-"Nieee, ja nie mówię po polsku. No, tylko troszeczkę. Bo moja żona jest Pola. Mieszkamy tutaj ja, moja żona i mamusia."
-"Taaak? Twoja mamusia jest z Polski?"
-"Nie, nie. Nie moja mamusia. Hmm, moja ściowa. Mamusia mojej żony, ale to moja polska mamusia".
Śmieszne to wszystko. 
Ale najważniejsze w tym wszystkim, ze mama ma swój tryb. Cieszy się życiem na emeryturze, do późna ogląda telewizję/filmy w necie , późno wstaje, wymijamy się w wąskiej kuchni, w ogóle nie wchodzimy sobie w drogę.
A teraz..oni to tak wszystko lubia robić w grupie. Przeraża mnie wizja jak rano np będę sobie nieprzytomna wstawać do pracy, absolutnie nie w nastroju do pogawędek a tu przybiegnie zaraz mama,tato męża zaczną konwersowac. Potem do tego dołączy się brat i siostra ..i będę się musiała ewakuować.
Nie no..nie chcę zeby to zabrzmiało źle. nie chcę grzeszyć..bo wszyscy są na prawdę bardzo kochani i fajni ale tak..zaczyna mi brakować trochę intymności przy bracie i siostrze męża. A teraz jeszcze dojda do tego rodzice. 
Ach...jeszcze bardziej będę odliczac czas do maja, do kochanej Ibizy.
Brat pójdzie w swoją stronę od końca kwietnia. Nie wiem jak w ogóle młody człowiek 34lata, lekarz z ukończona specjalizacją medycyny rodzinnej, kawaler...może tak po prostu spędzić rok nic nie robiąc. Siedzi tutaj i kwitnie. Nie kwapi się do niczego, tylko cały czas siedzi i się uczy do egzaminu na drugą specjalizację. Nie ma chyba żadnych potrzeb seksualnych
nawet nie robi nic w kwestii nawiązania znajomości z kimkolwiek. Podejrzewamy z mężem że moze jest gejem..jest taki dość metroseksualny, ale nie wiadomo. Jejku..nawet jak bylby gejem to dobrze, niech już będzie ale chcielibysmy żeby był szczęśliwy. Żeby kogoś miał a nie tak wegetował. Smutne to.
Siostra..pojechała na miesiąc tam gdzie miała pojechac ale okazało się, że zamiast 4 tala studiować (jest już przecież stomatologiem) i płacic za te studia, lepiej dokonać homologacji tutułu lekarza denstysty. I tak..wróciła do nas, wrzuciła papiery na homologację i siedzi sobie też kręcąc młynek palcami. W maju/czerwcu ma dostać papiery i dyplom więc będzie mogła pójść do pracy. Hmm..dziewczyna ma 27 lat a okazało się, ze jeszcze nigdy nie miała chłopaka, nigdy sie nie całowała..nigdy nawet nie była zakochana. Kurcze...nie mogę sobie tego wyobrazić. Najlepsze lata życia, wegetuje tak jak i jej brat...
Mam podejrzenie, ze mój mąż, jako najstarszy zagarnął te najlepsze geny, zagarnął wszystko
Niesamowite, ze jest taki inny niż jego rodzeństwo. Są to dorośli, wykształceni ludzie z mądrością życiową na poziomie zdecydowanie mniej zaawansowanym.
Nie wiadomo dlaczego. Może to kwestia nadopiekunczości rodziców? Ale takiej suuuper nadopiekuńczości.. No ale jak podkreślam. Wolę, mieć takich teściów niż złośliwych, zjadliwych i rzucających kłody pod nogi. Zarówno mnie, jak i mężowi udały się teściowe. Hiih Moja mama dogadza mojemu mężowi na wszystkie sposoby, wygotowując mu jego ulubione polskie dania, składajac skarpeteczki, trzymając jego stronę jak coliberek ma PMS
itp A męża mama, wiezie mi naręcze prezentów, specjalne peruwiańskie przyprawy które ubóstwiam i juz się zapowiada, ze całe trzy miesiące nawet nie będę musiała wejść do kuchni bo ona, jesli się zgodzę (hiih) to odciąży mnie i będzie wszystkim gotowała i po wszystkich zmywała. Jak mówi tak się może odwdzięczyć za kochanie i dbanie o jej najstarszego synka. 
Ach..pewnie nie będzie źle. Będzie inaczej..Trochę pełniej w domu i już. Ach..cieszę się że mam moją silownię. tzn moje przyzwyczajenie siłowni. Te 2-3h dziennie tylko dla mnie. 
Z mojej strony drzewa genealogicznego rodzina jest na prawdę mała. Zawsze bylam tylko ja i rodzice. Stąd pewnie lekka klaustrofobia mentalna.
Ok...przepraszam, ze tak się rozpisałam. Juz kończę.
Dodam jeszcze tylko..że już się boję szeptów, uścisków, poklepywań po ramieniu itp w kwestii tematu DZIECI - WNUCZĄT. Mam już gotową regułkę, ale jak wiecie to jest drażliwy temat dla mnie..dla nas wszystkich. 
Dotychczas nie ma wnuka...bo trzeba bylo uregulować wszystkie zobowiązania finansowe. Teraz, w aktualnej chwili nie można zbytnio o tym myśleć bo lato będzie obfite w wydarzenia, przeprowadzki, prace 24h na dobę. Poza tym trzeba się odchudzić, zeby maleństwo bylo zdrowe i mialo zdrowe otoczenie w brzuszku ;P aale od marca/kwietnia zbliżymy się do tematu.
KROPKA
Nie, nie rozpaczam z powodu braku ciężarówki na reklamie coca - coli, hasło - słowa Mikołaja "Ja też w Ciebie wierzę" są piękne.
Nie przeklinam wystrojonych galerii od początku listopada, które sprawiają, że ma się dość świąt jeszcze przed świętami.
Nie wkurzam się na tłumy w sklepach i ogromne kolejki do kas, bo prezenty kupuję wcześniej lub na allegro.
Nie wpadam w obłęd, bo Kevin w tym roku leciał (o mój Boże!) w listopadzie.
Nie narzekam: "co to za święta bez śniegu" / "tyle nasypało! pół godziny musiałem odśnieżać auto. a jak powoli się jedzie!"
Ale denerwuje mnie i jest mi bardzo przykro, że przy okazji tak pięknych świąt ludzie nie myślą o innych. Jak ma być miło i przyjemnie, kiedy jest się nieczułym egoistą? No jak?
Rzecz wygląda następująco: moja teściowa zaplanowała sobie wielki spęd rodzinny. Wszystkie pary z dziećmi, w ciąży, albo są babciami czy dziadkami. I do tego my. Jedyna para bez dziecka. Temat przy stole, wiadomo: dzieci. Żeby to chociaż był główny temat. W tym przypadku jest to JEDYNY temat. Na który akurat nie możemy z nikim porozmawiać, z wiadomego powodu.
W największym skrócie, nie mamy na to ochoty. Z wyżej wymienionego powodu. Jak i tego, że chcielibyśmy odpocząć. Pobyć z najbliższą rodziną i przyjaciółmi.
Jednak takie argumenty nie trafiają do moich teściów. Ma być jak oni postanowili. Żaden kompromis nie wchodzi w grę. A przecież moglibyśmy pojechać w drugi dzień świąt i spędzić go we własnym towarzystwie.
Chociaż może z drugiej strony to ja jestem egoistką? Dlaczego to ja nie mogę się dostosować? Spędzić świąt w zgodzie z rodziną? Czemu to ktoś ma przystać na moją sugestię? A nie ja bez gadania i roztrząsania przyjąć zaproszenie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2013, 08:06
Mijają dni, a ja wciąż stoję w tym samym miejscu... Męczy mnie już wszystko, chce wrócić do domu i być w końcu szczęśliwa i zacząć moje staranka pełną parą....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.