no i trochę mnie nie było. Zrobiłam reset, restart czy jak tam zwał. To co się zadziało w zeszłym cyklu totalnie mnie dobiło. Ale się wyryczałam i chyba mam siłę iść dalej. 2013 jest (na szczęście zaraz będzie) kiepskim rokiem od samego początku. W styczniu zalanie mieszkania, połamana babcia (noga) i teściowa (również noga), odwołane wakacje z racji zalania, remont świeżo wyremontowanego mieszkania, od kwietnia bezowocne starania, przed Wigilią porażenie prądem, w Wigilię zdemolowanie samochodu przez podpitą bandę kiboli (nie napiszę jakiej drużyny), w pierwszy dzień Świąt zapalenie kontaktu i wywalenie instalacji w całym domu... do 2014 jeszcze 4 dni i mam nadzieję, że miną bezboleśnie... ehhh niech już będzie 2014!!!!
Ciąża zakończona 2 września 2014
9.07.2014-2.09.2014
Dni których nigdy nie zapomnę. Dziecko którego nigdy nie przestanę kochać - było moje, nasze wymarzone, wyczekiwane i kochane od początku :*
Dzięki Kaja, mam taką nadzieję i Ty się nie poddawaj, choć wiem że ciężko pozytywnie myśleć w takich chwilach. 3mam mocno kciuki za Ciebie siebie i wszystkie starające się kobietki na OVU i nie tylko
No i po badaniach szybko poszło, w miare babka była spoko co mi pobierała krew i bardzo szybko to zrobiła że nawet sie zdziwiłam ze tak szybko, wyniki w poniedziałek mam nadzieje ze wyjda ok i bedziemy mogli w lutym zaczynać staranka
Już po świętach , chwila oddechu
Wszyscy życzyli nam drugiego dziecka , nie byłam na to zła ,cieszyłam się , oby te życzenia się spełniły
Oby spełniły się wszystkie marzenia i pragnienia
Ale te święta szybko minęły
mąż ma urlop 2 tygodnie, wiec serduszkujemy. Po tych lekach co dostajemy mamy większą ochotę na siebie. Jest dobrze. Zbliża się owulacja, czuje to. Dzisiaj dostałam testy owulacyjne bo moje z apteki w święta się skończyły, więc szybciutko na allegro w pierwszy dzień swiąt zamówiłam. Przed chwilą zadzwoniłam do instruktorki od Modelu Creighton. Pierwsze spotkanie wprowadzające odbędzie się u nas w Bydgoszczy 13 stycznia w sobotę, więc nie muszę nigdzie jechać. Spotkanie to jest bezpłatne. Potem byłoby dobrze odbyć jeszcze 8 takich spotkań indywidualnych/ każde po 100zł. Ale jeśli ma mnie to czegoś nauczyć to dlaczego nie.
zapowiadało sie tak pieknie a konczy tak jak zwykle... wielkim niepowodzeniem...znow mowie trudno...dzidzi nie bedzie...a co tam juz sie do tego przyzwyczaiłam...i chyba koniec prob naturalnie, przez to ze ten cykl mi sie wydłuzył juz praktycznie nie mamy szans na styczen...maz 9 wyjezdza a tego dnia wypada owulka...a co tam... zaraz po nowym roku dzwonie do kliniki pytac sie co z tym naszym in vitro...czy dostalismy sie na te darmowe badania kliniczne czy korzystamy z płatnej procedury...............ale jeszcze 32 cykl staran ogłaszam za rozpoczety...moze pykniemy na odjazd mała fasolke
tak bardzo bym chciała...
I znowu powtórka z rozrywki. Plamienie brak miesiączki i niska temperatura. Czy to kiedykolwiek się unormuję? Właśnie minęły trzy miesiące od zabiegu i zamiast być coraz lepiej to jest coraz gorzej a w najlepszym wypadku tak samo. Pocieszam się że może to przez przeziębienie w okresie kiedy powinna być owulacja. W przyszłym cyklu robię badania hormonów, sama na własną rękę. O ile doczekam się w końcu nowego cyklu.
Dawno mnie tu nie było, lecz teraz czuję potrzebę wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, co we mnie siedzi by móc pełna sił i wiary w to, że kiedyś się uda, zacząć na nowo.
Po dniu, w którym nadzieja prysła nie miałam nawet sił by tu wejść i zaznaczyć @ w kalendarzu. Nigdy wcześniej moja tempka nie szybowała tak wysoko, no i nie miałam plamień poowulacyjnych. Byłam już jedną nogą w niebie... Wiedziałam, że to nic pewnego i nie powinnam wybiegać daleko myślami, ale nie potrafiłam nie myśleć o tym, jak fantastycznie będzie powiedzieć bliskim w święta, że będę mamą. Ale marzenia prysły... Właściwie nie miałam komu się wypłakać na ramieniu, komu opowiedzieć o tym, co zaszło. Dziś żałuję, że nie napisałam tego, co czuję tutaj. Na pewno ktoś by to przeczytał i może by mi ulżyło, a tak święta minęły mi bez większego entuzjazmu i radości
liczę na to, że gdy teraz wyrzucę to z siebie, to w końcu nabiorę sił i nadziei na to, że w końcu się uda 
Zaczynam nowy cykl i wiem jedno : nie będę już mierzyła tempki, kiedy będę wiedzieć, że jestem już po owulacji. To nie na moje nerwy. Każdego dnia serce waliło mi jak oszalałe, kiedy przychodziło zmierzyć tempkę. Ciągłe myśli w głowie, pójdzię w górę czy nie? Tłumaczyłam sobie, że nic mi to nie da, że jeśli nie mam dzidzi pod serduszkiem, to choćbym nie wiem, co robiła to @ i tak przyjdzie. Nie pomagało... Miałam wręcz wrażenie, że zatrzymuję @. Wiem, że to głupie, ale ja nigdy nie miałam tak, że dostawałam plamień i @ dalej nie było, tylko do 2 godzin potrafiła się rozhulać, a teraz? Odkąd się staramy @ mi się spóźnia, tak jakby pukała, a ja bym jej nie wpuszczała. W końcu wchodzi na siłę oknem
dlatego powiedziałam sobie nie, dość tego. W dniu spodziewanej @ nie mogę nic zrobić, bo gonię do wc tam i z powrotem i z wielkimi nerwami czekam czy z plamienia zrobi się fala czy @ da mi spokój. Bez sensu. Szkoda się narażać na te nerwy. Jak nie mierzę tempki jestem spokojniejsza. Nie potęguję objawów i nie oglądam, co 5 min wykresów innych dziewczyn, żeby sprawdzić czy z takim wykresem mam szansę na ciążę czy nie. Dobrze, że nie obciążam tymi swoimi myślami i objawami mojego męża, bo chyba by zwariował
wystarczy, że sobie robię nadzieję 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2013, 14:40
Rycząc na pasterce, tak sobie pomyślałam, że powinnam znów zapisywać wszystkie moje myśli i uczucia. Kiedyś wydrukuję ten pamiętnik i pokaże mojemu dziecku, kiedy będzie już na tyle duże, żeby to przeczytać. Bo przecież będę kiedyś mamą, będę i już, nie poddam się i nie przestanę w to wierzyć! Z drugiej strony to zdumiewające, że już kochamy jeszcze niepoczęte dzieci
piszę w l.mn. bo wierzę, że i wy tak macie
to wielkie szczęście dla maluszków bycie tak oczekiwanym.
Miałam dzisiaj cudowny sen, nie wiem czy to święta tak na mnie wpłynęły, czy może to moja podświadomość wyciągnęła rękę i postanowiła podnieść mnie na duchu. Śniło mi się, że byłam mamą bliźniąt, dwóch maleńkich chłopców i byłam taka szczęśliwa w tym śnie. Mieli takie maleńkie rączki i nóżki, a ja nie mogłam oderwać od nich oczu, wpatrywałam się w nich jak w największy cud na świecie. Nigdy wcześniej nie miałam takich snów. Ciągle jeszcze czuję ślad tego poczucia pełni szczęścia ze snu i jest mi jakoś lepiej.
Tydzien 31: 30+1
Totalna zalamka. Bylam dzisiaj u lekarza, bardzo skrocila mi sie szyjka, ma teraz 2-2,2 cm i rozmiekczyla sie macica, lozysko w 1 miejscu ma jakby taka mala wyrwe, tak jakby chcialo tam peknac, na KTG pojawil sie skurcze- dostalam do konca ciazy chorobowe i mam lezec.
A tak sie dobrze czulam i nic mi nie bylo, a teraz siedze juz pare godzin i placze. Lekarka mnie uspokoila, ze jakby bylo naprawde zle to by mnie do szpitala wyslala. Narazie kazala lezec i nic nie robic, spacer max 20 minut. Powiedziala, ze ma nadzieje, ze 6 tygodni jeszcze wytrzymamy.
A mnie jeszcze tyle rzeczy brakuje dla mnie do szpitala i dla dziecka, jak ja to wszyskto teraz pozalatwiam 
Nastepna wizyta 3.01 czyli za tydzien.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2013, 17:26
Swieta minely bardzo leniwie i kopniakowo:)
Nasza mala Mysia z dnia na dzień kopie bardziej zdecydowanie, szczególnie po czyms słodkim.
Wigilie spedzilismy tylko w trojke i dopiero po 22, bo maz był w pracy, ale za rok sobie odbijemy:)
Tymczasem dziś pisałam list w związku z macierzyńskim, jeśli mi zatwierdza, to od 17 marca będę na urlopie a od 1 maja zaczne urlop macierzynki przez kolejne 39 tygodni:)
Tymczasem szperam na necie za wozkiem i mam wielki metlik w glowie..
Ten magiczny, świąteczny czas już powoli upływa. Jeszcze kilka dni i powrót do normalności. Szczerze, to trochę te święta dały mi w kość. Mąż, który w sobotę zrobił mega awanturę, a rodzice próbując mnie bronić się z nim pokłócili i musiałam wszystkich ostatecznie godzić. Teściowie, którzy powiedzieli, że nie przyjadą pomimo faktu, że czułam się źle i z bólem gardła nie chciałam tam jechać. Dodam już tylko, że za tydzień wkraczamy z Kubusiem w 6 ms, a ja zdążyłam już wziąć 2 antybiotyki na przeziębienie i bakterię w pochwie, którą najprawdopodobniej złapałam podczas pobytu w szpitalu. Nie chciałam więc narażać się na kolejna chorobę, bo mam dość tych wszystkich tabletek i globulek. Ostatecznie po wielu walkach i błaganiach teściowa przyjechała sama, bo teść rzekomo się źle czuł. Na szczęście mój maluszek rozwija się prawidłowo, ostatnio w ciągu 9 dni przybrał na wadze aż 73 g
Cudownie. By osłodzić mamusi ostatnie stresy dzień przed Wigilią zaczął dość mocno kopać i teraz co jakiś czas daje o sobie znać małymi puknięciami. Kocham to
To moje największe, najbardziej wyczekane szczęście. Oby do USG połówkowego 7.01
jestem z siebie dumna - przeżyłam życzenia, ciążę bratowej, kolejne "ciążowe" nowiny, nowe maleństwo w rodzinie - dzielnie i "bez szwanku" i większych wzruszeń! Aktualnie wchodzimy w dni płodne i w końcu po trzech "wyposzczonych" cyklach możemy do woli "pobrykać"
Boję sie nakręcać, ale wierzę, ze kiedyś sie uda!
pozdrawiam
Ciąża rozpoczęta 23 listopada 2013
Nie będzie mi chyba dane spokojne czekanie na fasolkę 
Dziś ginka przez pół godziny szukała mojego maleństwa pomiędzy krwiakami. Stwierdziła, że jeszcze nie widziała tak trudnego do odczytania obrazu macicy. Namierzyła fasolkę dopiero przez brzuch, ale wszystko marnie wygląda, bo trofoblast otoczony jest krwiakami 
Nie rozpaczam, bo to już kolejna dziwna diagnoza. Wiem, że mam dziwną, dwurożną macicę, że być może trudno ją 'przejrzeć' i wiele zależy od lekarza i sprzętu.
Ginka brzmiała jakby nie dawała wielkich nadziei, a ja już nie mam siły ciągle się bać i wątpić. W ciągu całej mojej krótkiej ciąży, już dwukrotnie przeżywałam rozpacz utraty i dwukrotnie nadzieja została mi przywrócona. Teraz racjonalizuję sobie strefę wpływu i niewpływu. W ramach tego co mogę, zrobiłam już wszystko, reszta w rękach Boga...
Pozostaje mi znowu tylko modlitwa...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2013, 22:24
Na dzisiejsze samopoczucie butelka wina w samotności nie wystarczy, nawet na telefon do przyjaciółki nie mam siły...bo chociaż jest o wielkim sercu, zawsze powtarza to samo, w co ja już nie wierzę...Zaliczam taką załamkę, że nie wiem kiedy mnie opuści...przed Świętami kolejne zapalenie,nie przewidziałam tego, więc te Najważniejsze dni,nas opuściły...Zero seksu przez Święta, wczoraj dopadło mnie ostre przeziębienie, nie jem prawie w ogóle, z nosa mi kapie jak z konewki i szlag mnie trafi, bo M ma "muchy w nosie",chyba ze mną nie rozmawia, po przyjściu z pracy on wychodził do pracy, a ja przywlokłam robotę do domu....Fantastycznie!!!! od jutra mam to gdzieś nie będę uzupełniała żadnego wykresu, nie mierzę temperatury itd....Wyć mi się chce na głos, jeszcze mama non stop dzwoni i pyta o coś....a mój głos dobrze, że jest zachrypnięty, bo od razu by się zorientowała, że coś jest nie tak....Już mi się we łbie całkiem pomieszało, bo od kilku dni wydaje mi się, że wolałabym być sama.....chyba znowu wchodzę do skorupy...a jaka byłam dzisiaj niemiła dla klientki....o jeju, ale ona sama taka baba jaga....
Dziewczyny nie wiem jak Wy ale okres Świąt był dla mnie ciężki i zbliża się kolejny cholerny Nowy Rok, w którym zapewne będę wyczekiwała, myślała, biegała do lekarza, a on mi znowu powie"proszę się odblokować" Nie mam dzisiaj siły, bo stwierdziłam, że brakuje mi uczuć....chyba coś we mnie się wypala....sama nie wiem co począć, chyba wejdę pod prysznic i prosto do łóżka i oby to przespać.....Jestem zła, bo może akurat w TE dni które były wyznaczone coś by się z nich "wykluło"?, ale jak cokolwiek robić, skoro M był niedysponowany, zmuszać go jak też załapał tego cholernego grzyba??? a w zasadzie jak mogło się udać skoro tyle czasu się nie udawało? nie wiem nic nie wiem....
Moje motto na dziś, słowa Scarlett O'Hary:
"Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro".
Z racji tego, że jestem na urlopie i nigdzie mi się nie spieszy, pojechałam dziś do szpitala odebrać wynik badania histopatologicznego. Rozpoznanie to Decidua inflammatoria et villi, czyli Zapalenie kosmków i doczesnej. Położna wydająca wynik powiedziała, że miałam jakiś stan zapalny, jednak ciężko będzie stwierdzić, czy to on spowodował poronienie, czy obumarła ciąża z którą chodziłam 3 tygodnie spowodowała stan zapalny. Zarejestrowałam się na 10 stycznia do mojej ginekolog.
według testów owulacyjnych dziś jest 12dpo
czyli pewnie @ mnie zaleje na sylwestra...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.