inessa kochana,tez myślę że to może być owulacja,a ta występuje u mnie raz na jakiś czas.Więc jest też jest jakiś inny problem że zajść nie mogę tylko jaki? Jak lekarze nie wiedzą to ja już nie wiem nic...
Dzięki, Dziewczyny, za wsparcie, bardzo mi miło :*
Ponoć jeśli nie wiadomo, od czego zacząć, zaczyna się od początku...
Nie do końca wiem, w którym miejscu jest ten początek, więc może wyjdźmy od tego, że posiadanie dzieci zawsze było dla mnie sprawą oczywistą. Z moim mężem jestem już 10 lat (3,5 po ślubie) i pamiętam, że gdy dawno temu mówiliśmy o swoich planach i oczekiwaniach, ja chciałam mieć dziecko zaraz po ślubie, a On mówił, że lepiej trochę po, jako optimum podając 2 lata. Sprawy same ułożyły się tak, że zaraz po nie bardzo były warunki, aby naszą rodzinkę powiększać, bo problemy z pracą, maleńkie mieszkanie i takie tam.
Potem - gdy już praca była, czekaliśmy na odpowiedni moment, który w końcu nastał w kwietniu 2013 - wtedy podjęliśmy decyzję, mając jednocześnie nadzieję, że "szybko pójdzie". Niestety nie poszło - moje cykle po pigułkach antykoncepcyjnych okazały się niekończącą się opowieścią - trwały po 2-3 miesiące. Po wizycie u lekarza i podstawowych badaniach zaczęłam brać Duphaston, który idealnie wyregulował mi cykle, jednak o owulacji mogłam jedynie pomarzyć... Od grudnia doszedł Clostilbegyt i walczymy dalej - tym razem jednak znowu wszystko się bardzo rozregulowało, ale może to tak tylko w "pierwszym rzucie" - zobaczymy.
Staram się być dobrej myśli. Za tydzień przeprowadzka do nowego, w końcu własnego (choć tak naprawdę bankowego) M - być może Dzidziuś czeka na stabilizację i niebawem zrobi nam prezent? Tak bardzo bym chciała!
Jakaś tragedia co noc mi się śni, że mam dziecko... o co wogóle chodzi ?
No i pojechał..... już nie podziałamy w tym cyklu..... ehhh....
sorry, ale wczoraj bylam juz taka wykonczyona, ze nie mialam jak odpisac.
Jest dobrze, szyjka zwiekszyla swoja dlugosc z 2,2 na 2,75 cm, ale nadal jest miekka, nadal mam skurcze i nadal lekarka widzi na USG ucisk na lozysko i to podobno jest najgorsze. Mam teraz przez najblizsze 20 dni (do konca 34 tygodnia ciazy) lezec plackiem i zupelnie nic nie robic, moge wstawac tylko na siku i 4 razy na dzien mam brac magnez, zeby zalagodzic przedwczesnym skurcza. Jesli skurcze sie nasila mam natychmiast jechac do szpitala. Wizyty bede miala teraz co tydzien, zawsze w piatki.
Ciesze sie, ze to lezenie cos dalo, mam nadzieje ze do 23 stycznia wytrzymam, potem lekarka powiedziala, dziecko bedzie na tyle dobrze rozwiniete, ze nic mu nie bedzie grozilo. Bylam wczoraj u innej lekarki (sa 2 w tej przychodni gdzie chodze), bo moja miala urlop, ale w sumie fajnie, bo obie potwierdzily to samo i kazaly sie oszczedzac, ta nawet bardziej niz moja.
Mam nadzieje, ze moja macica to wszystko wytrzyma, bo ja napewno dam rade.
A treszte potrzebnych rzeczy bede kompletowac po tych 20 dniach.
17.19.01 mialam miec szkole rodzenia, lekarka powiedziala, ze raczej na nia mam nie isc, ale zadecydujemy za tydzien.
Dzieki Kochane za dobre slowa. Bardzo mi pomagacie.
PS na USG maluch lezy jeszcze pupa w dol, ktora nam oczywiscie pokazal, czyli znowu sie schowal 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 08:38
Nowy dzień, nowe wyzwania
Punkt 8:00 temperaturka, a za chwilę idę na małe zakupy. Pięknie, słonecznie, chwilowo nawet nie doskwiera mi pustka, z którą spędziłam wczorajszy wieczór...
Dużo pracy = mniej myśli i tak jest dobrze 
Kochane zrobilam test i albo tam jest slabiutka 2 kreska albo ja mam omamy wzrokowe..czekam na meza by zobaczyl i zintepretowal..jesli on bedzie widzial to powtorze test za 2 dni.. Blagam trzymajcie kciuki
No i doczekaliśmy się procedury IVF a w sumie to jesteśmy pod koniec. Długo nic nie pisałam ale jakoś brak sil i chęci. Jak na razie to cały czas Bóg rzuca nam kłody pod nogi, nie wiem czy dlatego zęby nas wzmocnić psychicznie, czy tez dlatego ze chce zobaczyć czy naprawdę zasłużyliśmy na maleństwo?.
A wiec teraz jesteśmy na etapie czekania na transfer. Lekarze nie mogli go wykonać wcześniej bo mój organizm za dobrze zareagował na leki i zostałam prze stymulowana. W sumie zastrzyki były do zniesienia, trochę siniaków i nic po za tym. Lekarka na ostatniej wizycie przed pobraniem jajeczek na usg doliczyła się aż 32 szt. To strasznie dużo wiec lekarze w klinice mieli co zbierać. Zebranych mieliśmy dobrych jajeczek 25 a zapłodniło się ich 13. Zostawili ich aby rosły przez piec dni. Dowiedzieliśmy się po tam ze zostało 3 w stadium blastocysty czy jakoś tak i zostały zamrożone. Można powiedzieć ze jesteśmy rodzicami trojki bobasów
Lekarka powiedziała że to dość dobry wyniki
no ale przez to ze tak ich dużo było to transfer mieliśmy przesunięty za ok 3 miesiące. I znów czekanie
. Jak sięgnę pamięcią wstecz to cały zabieg pobrania przespałam ale najgorsze było przede mną. Czas wybudzenia był straszny, gdzieś tam słyszałam glosy tka jak by z zaświatów ale tak dobrze mi się spało ze nie chciałam się obudzić. W końcu powoli otworzy oczy i nagle do mojego mózgu doszedł ten przeraźliwy, potworny ból. Łzy napłynęły mi do oczu, a potem strumieniami lały się po moich policzkach. Nie mogąc ich powstrzymać, zorientować się ze jestem już po zabiegu i ze zabieg się udał. Mój mąż próbował mnie pocieszacz, i uspokoić ciągle był przy mnie. Dostałam od pielęgniarki leki przeciw bólowe ale wcale nic nie pomogły. Miałam tam jeszcze godzinkę poleżeć, dostałam herbatę i ciastka żebym zjadła. Ból ciągle utrzymywał się niemiłosiernie w moim ciele. Przy probie wstania i pójścia do łazienki zemdlałam, zaraz położyli mnie na łóżku szpitalnym i znów się zaczęło kręcenie w głowie, uderzenia gorąca i wymioty. To było straszne nie mogłam tego powstrzymać. Maz się wkurzy i mówi ze coś jest nie tak. Lekarz zarz przyszedł do mnie i poinformował ze to musi być na skute znieczulenia. Po prostu mój organizm źle zareagował na nie i tyle. Leżałam tam chyba z 4 godziny bo przy każdej probie wstania znów kręciło mi się w głowie. W sumie obsługę mieliśmy dobra, mila na każde masze pytania z chęcią odpowiadali. Pomyślałam w tedy dlaczego ja, dlaczego tak muszę cierpiąc. Nie dość ze Boże zdecydowałeś za mnie nie pytając się o zdanie, to jeszcze rzucasz nam kłody pod nogi ale nie poddam się SŁYSZYSZ!!! Zniosę najgorsze tortury. Tak wiec jeszcze przez tydzień źle się czułam i miałam problemy z chodzeniem bo ból nie dawał o sobie zapomnieć.
Dziś już są to tylko wspomnienia teraz skupiam się na tym co będzie dalej. Wiem Że będą mnie jeszcze czekać trudne chwile ale nie poddam się. Nie po tym co do tej pory przeszłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 11:12
Witam wszystkie Ciężarówki, nieśmiało wkraczam do waszego grona. Jeszcze do mnie nie dociera, ze test wyszedł pozytywny, na 13.01 mam wizytę u gina. Tyle się naczytałam o przypadkach zagnieżdżenia samego pęcherzyka, albo o strasznej liczbie poronień do 3 m-ca, że boję się tym cieszyć. jeszcze praktycznie nikomu nie mowiliśmy, a to jest taka wiadomość, że chciałoby się nia pochwalić całemu światu..
Nie rozumiem, wczoraj wieczorem lekkie krwawienie (nie mocne plamienie, a krwawienie) a dzisiaj nic... kompletnie nic...nie rozumiem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2014, 11:02
Kochane on ta kreske widzi!! Nie mam omamow;)) albo tez on ma omamy;)) kiedy najlepiej powtorzyc test???
Ciąża rozpoczęta 19 maja 2013
https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/1508139_813723448641942_821495383_n.jpg
Dziewczyny, powyżej zamieszczam link dotyczącej naszej Natalki. Będzie mi niezmierni miło, gdy dołączycie się do akcji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 22:51
Czuję się fatalnie, dziwnie.
Boli mnie brzuch, jajnik boli, jestem maruda, pachwina rwie, czuję się jakbym miała dostać okres, tylko trochę inaczej.
Wczoraj zrobiłam test owulacyjny i był "prawie prawie" pozytywny, ale nie do końca, więc może dziś coś wyjdzie.
Zostały mi chyba ze dwa testy.
Wczoraj coś się pogryźliśmy . Trochę popłakałam w poduchę z tego wszystkiego.
Czemu to wszystko jest tak zagmatwane..? Tyle kobiet pragnie szczęścia, a go nie ma.
Tyle kobiet chce mieć dziecko ....

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 14:38
no i jest dopadła mnie ta cholerna jelitówka, wymiotowałam cały dzień...
Wczoraj byłam na pierwszym spotkaniu Ovu
Poznałam osobiście Esencię i Saszkę - ale fajnie
Zjadłyśmy ciacha i pogadałyśmy troszkę
Oczywiście jestem ciągle najmniej zorientowana w bobasowych przygotowaniach - mam też jako jedyna zerowe doświadczenie z bobaskami 
Mam nadzieję, że to nasz pierwsze i nie ostanie spotkanie 
Wrocławskie staraczki i oczekiwaczki - łączcie się! 
No i mamy kryzys mały - brzuch urósł już na tyle, że stał się wyraźnie przeszkadzający w funkcjonowaniu
W wannie jestem niezgrabna jak orka! Nie mogę znaleźć wygodnej pozycji podczas spania. A zakładanie "nogawiczek" - skarpetek z oddzielnymi paluszkami zajęło mi w cholerę czasu i zakończyło się szybkim biegiem do kibelka bo coś nacisnęłam i musiałam szybko siusiu!
Muszę się już przynać przed sobą i światem. Jestem ciężarówką! Niedługo zacznę pikać przy cofaniu - Kuba twierdzi, że już powinnam bo przez tą niezdarność i nie wymiarowość stanowię poważne zagrożenie dla siebie i otoczenia 
Dalej powoli czytam książeczki i gromadzę manelki - jeszcze bez ładu i składu. Ale jak tylko kupię drukarkę, wszystko zorganizuję na korkowej tablicy i zrobię sobie "biuro przyszłej mamy". W końcu mam teraz taki zawód 
Uczelnia i praca w wyuczonym zawodzie leżą ciągle odłogiem a czas ucieka błyskawicznie 
Doigram się przez to lenistwo 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 19:33
I nici test wyszedł negatywny @nadal brak mam nadzieje ze to piekny prezent na moje urodziny. Poczeka tydzień i zrobie bete.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 19:27
Pieniądze szczęścia nie dają ale zakupy Tak. Dlatego kupiłam sobie nowe podkładki w kolorach szarości. Ta najjaśniejsza pięknie się prezentuje na mojej szklanej ławie, chyba jeszcze jedna sobie kupię jutro - a co tam
).Wybrałam też obicie na mój fotel - tylko zapomniałam zapytać na kiedy będzie , ale to nie ważne bo trafił w dobre ręce. Trochę mnie to kosztuje ale co tam - marzyłam o takim.
Coraz blizej do badania, ale mam stracha przed bolem maaasakraa chyba wezme cos przeciwbolowego z pol h przed badaniem. Jak sobie wyobraze, ze ktos bedzie mi grzebal i cos wkladal eee;/ czytalam, ze badanie droznosci to tak jak mocny bol miesiaczkowy, a ja naprawde mam mocny co miesiac jak by sie porod zblizal
nie wiem jak ja wytrzymam, nie mam pojecia...
6dni zostalo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2014, 20:58
Cześć! Jak tam u Was?
Mnie się bardzo dłuży ten cykl - dzisiaj dopiero 4 dzień... Od jutra Clostilbegyt, a w sobotę przeprowadzka, więc zajmę się pakowaniem i jakoś zleci.
Chciałabym Was o coś zapytać. Mój lekarz zalecił nam, żebyśmy kochali się dopiero od 12 dnia cyklu. Jest to o tyle problematyczne, że takie wyczekiwanie sprawia, iż mój mąż czuje dużą presję i w czasie owulacji nie bardzo mu się chce, zmusza się wręcz i ten nasz seks jest wtedy taki jałowy, bez sensu zupełnie. Czy Wy też czekacie aż do 2 dni przed owulacją? Nie wiem czy ma to sens, bo A. ma bardzo dobre wyniki badań nasienia. Co o tym myślicie?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.