I kolejny raz mój okres postanowił nakarmić mnie nadzieją... Spóźnia się już 2 dni... Myślałam, że to może przez witaminę B6, którą biorę od jakiś 2 tygodni ale wyczytałam w necie, że ta witamina właśnie reguluje okres. No i znów mam nadzieję. Znów mam objawy ciążowe. I zapewne znów się zawiodę robiąc kolejny test ciążowy. No ale jak tu czekać w spokoju...
Mam 27 lat, męża i silny instynkt macierzyński. Długo się wahałam, czy zaangażować się społecznościowo, czy jest sens w dzieleniu się tak osobistymi przeżyciami jak starania o dziecko? Potrzebuję jednak waszego kopa, bo coraz częściej dopada mnie rezygnacja, a co jak się nie uda? Przy pomocy lekarza walczymy z nieregularnością cykli, torbielowatością jajników i podwyższoną prolaktyną.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2014, 20:14
Zaczynam myslec ze im wiecej mam na glowie tym jestem bardziej zorganizowana i pelna nadzieji sil wiary....jak zwal tak zwal...musze wierzyc ze bedzie dobrze...codziennie wyskakuja mi nowe problemy ale jak sobie zrobie podsumowanie to wychodzi lekko na plus nie wiem czy ktos ma tyle szczescia zeby po niespelna 2ch latach małżenstwa miec prace stalą w miare stabilna mieszkanie 2-pokojowe ale najwazniejsze ze wlasne i praktycznie bez długow...ale z drugiej strony choroba mamy, mąż niepełnosprawy...problemy z zajściem w ciąże...i jescze kilka takich wynikajacych z codziennego zycia...ale dzisiaj jesten pozytywnie nastawiona. Oby wszytko się jakoś poukladalo...
Boli mnie w brzuchu czuje takie rozrywanie, rozciaganie w macicy czyzby jednak dzis byla owu a nie wczoraj a moze to jakies powiklania po badaniu. Bol jest dosc ostry.
Dziś kolejny dzień przepłakany. Kolejna @...
Kolejna koleżanka urodziła dziś śliczną córeczkę. Rozpłakałam się. Ze szczęścia? Czy może z żalu? Chyba to drugie... Nie mam już powoli sił.
Dobranoc.
Kilka dni temu rozpoczelam drugi cykl z CLO. Najpierw zupelnie obojetnie, ale znow zaczynam sie nakrecac. Niepotrzebnie. Przez 14 dni nastroj dopisywal, dzis wieczorem znow dopadl mnie dolek. Czyzby to przez kolejna ciaze w towarzystwie? Kolezanka bedzie miala synka. Znow niezdrowo jej zazdroszcze...
Poza tym moj TZ tak strasznie mnie denerwuje. Ciagle sie klocimy. Od jakiegos czasu zarabiam mniej niz on i na kazdym kroku mi to wypomina. On oczywiscie twierdzi, ze to nie wypominanie, a ja niby jestem przeczulona. Ale zrobilam sie taka uczuciowa, ze w ogole nie jestem w stanie sie z nim klocic tylko od razu glos mi sie lamie i zaczynam ryczec. A kiedys bylam taka twarda babka.
Ehhh... Musze cos z tym zrobic. Zmienic prace? a moze Meza? :[
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2014, 22:14
Od wczoraj noszę okulary
(+0,5) i całkiem całkiem je zaakceptowałam, głowa od nich nie boli i nic się nie dzieje
i tyle dobrego....
Czekam na @ od wczoraj i jej nie ma... ciekawe gdzie się zapodziała i o ile znowu wydłuży się mój cykl....
Wczorajszy wieczór to był koszmar. Myślałam, że z kibla nie wyjdę. Najgorszy dzień wymiotów od początku ciąży. Aż się bałam rano jeść śniadanie na wspomnienie o tym koszmarze.
Dziś już ok - zjadłam dużo - jest o co walczyć, bo moja waga stoi więc muszę się sprężyć żeby przybierać na wadze powoli, ale regularnie.
Dziś byliśmy na pierwszych zajęciach ze szkoły rodzenia
co śmieszniutkie nazywa się ona "Mama Gaja"
Było super
Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy - na razie głównie o ciąży i tym co trzeba badać i na co reagować spokojnie a co wymaga konsultacji lub natychmiastowej jazdy do szpitala.
Teraz przede mną koszmar, czyli - przegląd szpitali - najlepiej pojechać tam osobiście i dowiedzieć się o to co mnie interesuje, wiec zanim to zrobię muszę przygotować listę pytań i zagadnień. Mam na razie dwa potencjalne - jeden we Wrocławiu drugi poza.
No i nie oszukujmy się, jestem w proszku jeśli chodzi o wyprawkę do szpitala. Ale ten tydzień mam zawalony uczelnią więc nic nie załatwię. No ale mam jeszcze prawie 3 miesiące - myśląc pozytywnie, więc spokojnie zdążę.
Jako związek nieformalny i o nieuregulowanym statusie ubezpieczeniowo społecznym nie mamy szans na żadne wsparcie finansowe ze strony Państwa - będę więc musiała być pracującą mamą a Kuba pracującym tatusiem. Cóż konsekwencje niezależności i wolności jaką do tej pory mieliśmy.
Musimy też pozałatwiać papiery o uznanie dziecka przez Kubę przed narodzeniem Gajki bo inaczej w szpitalu wpiszą mi "ojciec nieznany" i dopiero potem będzie trzeba to odkręcać w urzędach! Ble..
Z cyklu rozrywek przyszłej mamy - skarpetkowy szał zakupów 

No i zaczyna się kolejna fala trzymania kciuków - teraz za dotrzymane terminy bo komplikuje się u Endokobietki i teraz niepokojące wieści od Miriam! Trzymamy kciuki!!!
To już nie przelewki - ja też koniecznie już muszę zwolnić i dać sobie ostro na wstrzymanie bo to na prawdę jest niebezpieczne!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2014, 00:28
Dziś jakieś choróbsko mnie bierze ;/;/
Brak cierpliwości jednak zwyciężył. No cóż - przynajmniej wiem na czym stoję. @ dalej nie ma, wynik testu negatywny, 30 dzień cyklu, po @ wracam do ćwiczeń, co ma być to będzie. Trudno.
Na zewnątrz pięknie, biało w końcu mamy choć odrobinę zimy tej zimy 
Dziś w planach "podróż" do biblioteki gdyż ostatnio była zamknięta 
A @ trwa choć nie jest bolesna to chyba jedyny plus tych tabletek 
Od pt zaczynam 2 opakowanie tabletek
ten czas nawet szybko mija
chociaż mógłby mijać jeszcze szybciej żebym była już w trakcie 3 opakowania
No chyba, że w trakcie 2 opakowania będę się tak czuła jak w trakcie 1 opakowania to wizyta u lekarza i może już wcześniej zrezygnujemy z tabletek :] nie miałabym nic przeciwko
ale czas pokaże co będzie
"niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba"
bo dla każdego z Nas Bóg ma gotowy plan i wszystko przyjdzie w swoim czasie
a każda strata nie idzie na marne, choć boli bardzo to wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny...
A teraz pora cieszyć się tym co mam
tu i teraz 
Kocia_melodia -> domyślam się że chciałaś dobrze, ale... ja nie wierzę w niewidzialny byt mający wpływ na nasze życia, potocznie nazywany Bogiem. Bóg czy wiara nie mają dla mnie żadnej wartości. Zresztą wszystkie "święte" księgi (w tym biblia) czerpią z wcześniejszych "świętych" ksiąg (jak chociażby epos o gilgameszu). Wszystko to tylko jeden wielki bełkot bez żadnej podstawy, w dodatku co chwile zmieniany (w sensie coraz więcej z biblii usuwają i cenzurują)
Elinka85 -> zwracałam już uwagę lekarzom, ale żaden lekarz jej nie stwierdził. Co prawda laparoskopii czy innego specjalistycznego badania mi nie robili, ale po usg stwierdzili, że nic nie ma.
Co jeszcze chciałabym powiedzieć? A no niewiele - dziś 11 dc, czyli powinien się nowy zacząć. Na okres już się czuję, ale... jeszcze nie dostałam. Testu nie robię - temperatura wcześniej wyglądała zachęcająco, ale teraz spadła na łeb na szyję... Pozostaje czekać 
Wczoraj mąż był u endokrynologa z wynikami badań. Przeraziłam się, bo dostał leki na wątrobę, na cukrzycę i na tarczycę. Przecież mój mąż nie ma nawet 30 lat, a już takie problemy zdrowotne. No więc powstało postanowienie, że trzeba się za siebie wziąć. No i przede wszystkim zmiana nawyków żywieniowych i ruch. Mąż musi schudnąć, bo waży 123 kg. Jeśli ja zrzucę trochę z moich 67, to też mi nie zaszkodzi. Kupiłam kije do nordic walkingu, mam chodzić z teściową, ale popsuła się pogoda. Poza tym myślałam o chodzeniu na fitness i o zapisaniu się na basen, chciałabym nauczyć się pływać. Generalnie zaczynamy już na ostro, bierzemy się za siebie. Cięzko mi będzie pilnowac męża, bo znów dziś pojechał w delegacje, ale mówi, że stara się zdrowo tam jeść, mają wynajmowane mieszkanie, więc jest kuchnia i stara się zdrowo jeść.
Moja owulacja pojawiła się 18 dnia cyklu, czyli jakby już wszystko wracało do normalności.
Będziemy mieć synka
Nie dało się ukryć widocznego na ostatnim USG "sprzętu" między nogami, jeszcze zanim mąż spytał lekarza, ja już wiedziałam
Zresztą - to się jednak czuje. Jak mnie koleżanki pytały czy mam przeczucia co do płci, cały czas mówiłam, że zawsze marzyłam o córce, ale czuję że będzie syn. Cieszę się oczywiście i na syna, jest tylko dla mnie chyba większym wyzwaniem sprostać wychowywaniu faceta. Ale damy radę
Teraz już bardziej personifikuję tego małego człowieczka w brzuchu, zwracam się do niego po imieniu. Własnie - Robal będzie się zwał Antoni
No chyba, że mi coś jeszcze odwali, bo cała rodzina jest już na tak.
W pracy jest średnio. Nie jest ciężko, ale samo w sobie chodzenie do niej również w weekendy jest uciążliwe, do tego zaczęła się sesja na studiach, a jestem ogromnie przemęczona. Czasem chodzę do lekarza po L4 na kilka dni i zbieram siły w domku. Mój mąż wspaniały, bardzo mi pomaga i muszę powiedzieć, że jestem bardzo ale to bardzo szczęśliwa. Człowiek chyba za rzadko się do tego przed sobą przyznaje kiedy jest mu naprawdę dobrze, potem zapomina jak to było i sądzi, że nigdy nie był szczęśliwy. Ja sobie ten pamiętnik zachowam i kiedyś przeczytam jak mi będzie źle.
Nie wiem czy pisałam, ale Antek bardzo szaleje. Pierwsze ruchy zaczęłam odczuwać jeszcze na początku grudnia, ale to były takie pojedyncze smyrania. Pary nabrał - chyba od świeżego powietrza - tuż przed sylwestrem jak wyjechaliśmy w pobliskie góry. Chodziliśmy trochę po szlakach, dotleniło się dziecko i zaczęło dokazywać dość ostro. Od tej pory nie mogę zbyt długo siedzieć nachylona do przodu, bo zaraz mnie kopie, żebym się wyprostowała. W pracy mam już monitor komputera na skraju biurka, a krzesło odchylone do tyłu na maksa. Śmiesznie tak muszę wyglądać. Podczas tych wycieczek po górach zaczęłam odczuwać silne kłucie tuż nad kością łonową - prawdopodobnie wtedy obrócił nam się Robal główką do dołu i od tej pory tak już sobie siedzi.
Jedyne co mnie cieszy to to że spadam z wagi a reszta jak zwykle to samo 
Dzisiaj 3 dzień cyklu więc wybrałam się zrobić niektóre badania. Ale to wszystko drogie jakby się chciało zrobić to co lekarz przepisze. Ale jak na razie zrobiłam: glukozę, FSH, TSH, Ca125, LH popołudniu wyniki. Ale tak to jest jak się chcesz leczyć prywatnie, w następnym cyklu chyba udam się na NFZ do ginekologa to może mi przepisze powtórkę badań. Bo ostatnio podczas kontrolnej wizyty lekarz powiedział, że badania powinno się powtarzać co cykl, aby wykluczyć ewentualne problemy. Ale co miesiąc kilka stówek byłoby mniej.
Dziękuję Wszystkim za noworoczne życzenia, trzymam kciuki, żeby nam wszystkim się spełniły. Za Waszą rada mam już kontakt do poleconej p. ginekolog-endokrynolog, co dwie głowy to nie jedna
Jestem znowu trochę podłamana, bo owu chyba znowu się przesunęła na później. Przed zastosowaniem clo była w 13-15 dc a teraz 17-18, w tym miesiącu chyba nawet później. Po luteinie od 16dc temperatura powinna rosnąć, a u mnie nawet spada o 0,02* Na dalsze przytulanki już nie mam siły, a nawet nie chcę myśleć co przeżywa mój Mąż, to on biedny ma dużo poważniejsze zadanie do wykonania. Więc chodzę podenerwowana, a dodatkowo dobija mnie, że czuję ból z prawego jajnika, tego niedrożnego, lewy chyba znowu nic, więc pewnie i w tym cyklu jak i w wielu poprzednich nic z tego nie będzie. Do tego już dwa tygodnie czekam na wydanie mojej dokumentacji medycznej ze szpitala, a pani najpierw prosi o telefon konkretnego dnia a potem mnie strofuje, że za wcześnie dzwonię, bo oni mają 14 dni na wydanie papierów. To z kolei burzy moje plany wizyty u nowej p. gin. Kiedy w końcu dostanę te badania do ręki, akurat wypadnie @ i znowu trzeba będzie odłożyć wizytę. Strasznie mnie stresuje ten upływający czas, tak miesiąc za miesiącem i nie posuwam się do przodu ani o krok.
TAKIE DNI JAK TEN DODAJĄ MI SIŁ... MÓJ WYKRES PODOBA MI SIĘ CORAZ BARDZIEJ... WYGLĄDA DOBRZE, ALE ZOBACZYMY CO SIĘ Z TEGO WYKLARUJE. JUŻ TYLE RAZY NASTAWIAŁA SIĘ, ŻE NA PEWNO JESTEM W CIĄŻY, ŻE TERAZ NIE NASTAWIAM SIĘ NA NIC...
CZEKAM... A TESTOWANIE 24.01... CZEKAM NA MOJEGO MAŁEGO CZŁOWIEKA 
No i po wizycie, a kolejna w piątek w szpitalu. Na szczęście nic się nie dzieje, to będzie po prostu czwarty dc i musimy zrobić usg, określić objętość jajników, wielkość pęcherzyków czy coś takiego. Super, że doktor mnie przyjmie w szpitalu, bo już będę miała komplet badań. Powtórzyłam też wczoraj badanie mutacji. Wynik za trzy tyg. i mam nadzieję, że tym razem będą obie mutacje. Zastanawiam się, czy nie reklamować w tym pierwszym labku badania, bo pokazałam babce skierowanie, a jednak jej laboratorium nie wykonało takiego badania, jakie chciałam, a skasowało kasę. No cóż, nie wiem tylko, czy warto się denerwować ? I tak mam dosyć swoich nerwów. Lekarz spojrzał na moje wyniki i mówi: No taka zdrowa kobieta, a ma wszystko: mutacje, insulinoodporność i coś tam jeszcze. Boże, już nie mam głowy do tych nazw. W każdym razie ucieszył się z wyniku AMH i stwierdził, że jesszcze jest dla mnie nadzieja i to wcale nie mała. To się ucieszyłam. Tak więc, zadzwoniłam od razu do W-wy i ustaliłam termin na 06.02.14 r. I mam nadzieję, że wreszcie ruszymy z kopyta. Czyli ten cykl tylko na moich witaminkach i acardzie, więc na nic nie liczę i dlatego trochę odpuszczam dokładność. Muszę odespać, po prostu.....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.