No i miało być tak pięknie. Pełna nadziei wracałam po pracy do domu. I znowu życie sprowadza mnie na ziemię. Znowu zobaczyłam krew. Teraz już nie zwalę na plamienie implantacyjne. Zadzwoniłam do gina i od jutra zwolnienie i leżeć.
Tak bardzo chciałabym zobaczyć bijące serduszko, ale nie robię już sobie nadziei. Znowu skończy się tak jak ostatnio 
Wróciłam od lekarza. Oczywiście bez zadymy się nie odbyło.Ale nie będzie mi się jakaś baba wpychać!!!! Dostałam na prolaktyne to co większość z Was i za trzy tygodnie mam powtórzyć badanie:/ Mam nadzieję, że teraz spadnie!!! I wreszcie będzie fasolka:))) A dzisiaj chyba czuję owulacje, ciekawe czy mam dobre odczucia:)
W piątek 24 stycznia miałam wizyte:)
Dzis jest 18+5 
Po wizycie wszystko ok, dzidzia waży 270 gram. Jeszcze nie znamy płci. Po badaniu ginekologicznym gin stwierdził ze mam twarda macice i zapisał mi luteine dopochwową 2x1, Nospe 2x1 i Magnez:) Mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze;) Ruchów nie czuje, gin powiedział ze jeszcze nie bede czuc bo maluch ma jeszcze duzo miejsca w macicy;)
Połówkowe mam 7 lutego w szpitalu na Polnej w Poznaniu:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 19:14
dziś szukałam żeliku "conceive plus" znaleziony i zamówiony:)testujemy w tym cyklu:)do odebrania jutro:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 19:56
25tygodni i 5 dni
26 tydzień
64% ciąży
Nie mogę uwierzyć, że zostało tylko 14 tygodni.. ten czas tak szybko leci, brzuch się powiększa, a mi z dnia na dzień samopoczucie się poprawia, tylko fizyczność całość zakłóca.
Mój mąż się nie wysypiać już od paru tygodni, bo mając ta wielka rogalowa poduchę i żonę, która chrapie jak stary opasly facet, któż moglby się wyspać. Ale niech się przyzwyczaja do niewysypianie się, mi też nie jest lekko, szczególnie jak żadna pozycja nie daje komfortu.
Zostało dokładnie 7 tygodni pracy, co odliczam bardzo chętnie i nie mogę się doczekać 6,5 tygodnia urlopu, a od maja macierzyńskiego przez 9 miesięcy 
Coraz ciężej znoszę dni w pracy. Jest to praca całkiem fizyczna, gdzie osoby niepełnosprawne o różnych rozmiarach wchodzą w grę. A zmiany po 12,5 godziny całkowicie mnie wykanczaja, po takim dniu nie mogę spać cala noc, boli kręgosłup i czasem dzidzia nie kopie dużo w ciągu dnia, a bardzo dużo w nocy, wiec final jest oczywisty.
Co do wyprawki to już prawie wszystko mamy, zostala jedynie pompka do cycka no i remont pokoju zorganizować. Pierwsze miesiace będziemy w jednym pokoju spać, wiec nie ma się co spieszyć, ale fajnie mieć gotowy pokoj dla nowego goscia w życiu 
“Być może niektórzy moi koledzy lekarze, czytając te informacje pokiwają z politowaniem głową, ja jednak chciałem zacytować odpowiedź Ojca Grzegorza na moje pytanie: Jak Ojciec szacuje ilu małżeństwom udało się Ojcu pomóc w uzyskaniu upragnionego potomka? Ojciec Grzegorz szacował tą liczbę na kilka tysięcy.”
Idąc za http://www.bonimed.pl/artykuly/zdrowie-kobiety/problemy-z-zajsciem-w-ciaze-porady-ojca-grzegorza-sroki/
Nie trzeba być lekarzem, żeby z politowaniem kiwać głową nad tym artykułem...
Szukałam w tym internecie i szukałam i chyba się doszukałam. Skoro cykl z Grzegorzem, to będzie o Grzegorzu…
Po późno-nocnych lekturach stwierdziłam, że jak tego nie przeanalizuję to mimo kilkukrotnego czytania za cholere nie zrozumiem czy na pewno to co czytam to jest dla normalnych ludzi...
Problemy z zajściem w ciąże - porady Ojca Grzegorza Sroki czyli:
25 PRZYKAZAŃ SROCZYCH
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2014, 14:19
Chyba powoli zaczynam mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze
Dzisiaj wizyta i juz nie mogę się doczekać. Mam nadzieję że nie będę tam kichała jak głupia
I że wszystko będzie dobrze
W końcu do 3 razy sztuka 
Mój kierownik znowu robi z siebie durnia, rozpowiadając że wzięłam zwolnienie bo nie chce mi sie pracować. On już nie ma za grosz szacunku
Pozostaje mi się tylko z tego śmiać 
Dzisiejszy dzień pokręcony jak jasna cholera.....w pracy taki zamęt, że nawet nie zauważyłam, że trzeba iść do domu:) W drodze do domu stwierdziłam, że wypadałoby wstąpić na zakupy, coś do domu no i wykupiłam trochę kwiaciarni....a do tego litr lodów które zaraz wchłonę
Wczoraj nawiedził mnie taki głodek, że zjadłam czekoladowy budyń ,a chwilę później ogórki kiszone, niestety zawsze tak mogłam mieszać, więc nie tłumaczę tych smaków niczym....
No cóż...cierpliwie czekamy,zapytałam mojego M co będzie jeśli???? odpowiedział, że się uda, a jeśli nie będzie nic w najbliższym czasie to używamy życia na maksa, częściej wakacje, weekendy, knajpki itd....wszystko fajnie, ale na jak długo?????
Nie będę dzisiaj kalkulowała.....poczekam....
jest super
mój małżonek dostaje zastrzyki, bo co prawda wyszły mu lepsze wyniki badania nasienia (morofologia tak zadziwiająco lepsza, że zastanawiam sie nad rzetelnoscią badania, bo nie wiem czy mozliwy jest skok z 1% do 25%), ale wyszła ponownie bakteryjka, co to jej miało już nie być, więc przez najbliższe dni jego najdroższe pośladki cierpią trzy razy dziennie...a że wypadło to w moje dni płodne no to cóż...z resztą ja postanowiłam na własną rękę zrobić sobie w koncu posiew z szyjki, bo przecież współżyliśmy bez zabezpieczenia, więc moze też powinnam się leczyć...doktorek przyznał rację, szkoda tylko że sam nie wyszedł z taką inicjatywą już dawno...jak pobierał materiał do badania to sam stwierdził, że coś mu się ta wydzielina nie podoba, i ja myślę, że mnie też leczenie czeka...więc pies trącał kolejny przyszły cykl..
no ale najlepszy jest monitoring i stymulacja clo, co do ktorej miałam wiele wątpliwości..w 12 dc. dwa małe pęcherzyki (15-16), w tym jeden nie wykazujacy wzrostu, dzień później pękły, zatem były za małe, brak jakiegokolwiek śluzu płodnego - generalnie gorzej niż było...lekarz czuł sie lekko zakłopotany...moze przypomniał sobie naszą ostatnią dyskusje, w której mówiłam o moich wątpliwosciach co do toku naszego leczenia, zwłaszcza mojego leczenia...ale co mu tam - on dzieci ma, my tylko zostawiamy kasę..
a na koniec jeszcze mandat dostałam, także niech to wszystko ... nie będę dokańczać, bo mialam nie przeklinać...
w pracy dowiedziałam sie o kolejnych ciążach i pomyślałam, że chyba tym całym leczeniem wyrabiam za całe 15% pracowników co to statystycznie są niepłodni...
ale ja przecież nawet nie mam kiedy w tą ciąże zajść, bo od 5 miesięcy, staraliśmy sie tylko jeden cykl...nie umiem już zaciskać zębów, chciałabym wygryźć sobie wnętrzności i wyrzucić przez okno i tak jestem nieproduktywna...niech sie mnożą Ci, co są tego warci, ja widać nie jestem....czasem myślę, że Bóg mnie bardzo nienawidzi...
ah zapomniałam...kochana wspaniałomyślna przychodnia postanowiła przesłać wyniki posiewu meża pocztą tradycyjną bez żadnego uzgodnienia i informacji, w związku z tym mój mąż dostał list z pieczątką i nazwą placówki....a że mieszkamy z rodzicami i oni odbierają pocztę, to szczegół...rzygać mi się chce jak slyszę o indywidualnym podejściu...a jak ostatnio usłyszałam publiczną wypowiedź, że leczenie napro powinno kosztować maksymalnie średnio 500 zl. na miesiąc czyli 3000 tys. za pół roku, to ogarnął mnie pusty śmiech...trzy tysiące to nam na koncie ubyło już po dwóch miesiącach...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 19:33
Taak, bo wiecie coś jest ze mną nie tak, ale to chyba nie niemożliwe - pomożecie ? Bo ja po ostatniej owulacji miałam jużokres, a teraz jestem przed kolejną, ale mój organizm dziwnie się zachowuje - rano mnie mdli, kręci mi się w głowie tak do 10 mniej więcej, nie mogę na brzuchu leżeć bo odczuwamy ucisk, biust mam wrażliwy... To możliwe żeby mimo okresu być w ciąży?? Pomóżcie 
Plan na okazanie mężowi informacji ( kiedy już się uda ) 
Mam 2 pudełeczka. Najpierw dostanie to mniejsze - w nim znajdzie list od dziecka
że już jest i że go kocha
a w drugim większym test ciążowy i skarpetusie I
Dad.
Już bym chciała ;(
Nie wiem skąd ten dobry nastrój...to 3 d.c. a ja mam świetny humor, wierzę jak nigdy, że uda się. Może nie już, teraz - ale się uda. Może nie w 2014 - to w 2015.
Będzie dobrze. Życie jest piękne, szkoda go na dołowanie się
Tak myślę, że nasze nastawienie jest bardzo ważne w życiu codziennym a co za tym idzie w staraniach. Pozytywna energia, którą z siebie dajemy wraca do nas
dlatego pora skończyć ze smutaniem i otworzyć się na radość 
Poza tym mam parę planów na ten cykl i z nimi wiążę nadzieję, bo przecież trzeba coś robić żeby nie zwariować 
Do tego relax, fitness, sen, kino i planowanie wiosennej podróży gdzieś przed siebie 
Ale mnie naszło.............czy macierzyństwo jest wyznacznikiem kobiecości?????
Mój mąż zachorował, poszedł do lekarza i dostał antybiotyk. Oczywiście od razu się zastanawiałam czy będzie to miało wpływ na jego płodność w tym cyklu i wyszukała w internecie, że jednak nie. Albo raczej nie powinno. Uff
Jak będzie - zobaczymy.
Na razie 5 dc. Leciutkie plamienie jeszcze, takie 'czyszczenie się' jak to nazywam
Mam coraz większą ochotę na męża, a jemu w to graj
No cóż, on ma duży temperament jeśli chodzi o te sprawy
Może to 'zasługa' jego wieku (jest 3 lata ode mnie młodszy)? Nieważne. Ważne, że nigdy nie musiałam go ciągnąć do sypialni (i nie tylko sypialni) 
Kilka dni temu przeczytałam, że dobrze jest jak mężczyzna także przyjmuje kwas foliowy. Chodzi o przekazywanie prawidłowego kodu genetycznego i ryzyko wad wrodzone. Skoro w poczęciu uczestniczymy we dwoje, to i mąż powinien brać kwas foliowy, jeśli takie wielkie ma on znaczenie w tak ogromnie ważnych kwestiach. Nie oponował, od wczoraj grzecznie łyka
Najważniejsze to dobra argumentacja 
Od kilku dni namiętnie pijemy herbatkę z miodem i cytryną. Widzę, że lepiej się po niej czuję
Miód to fantastyczny antyoksydant, a cytryna zawsze byłą zdrowa 
Niestety, z odżywianiem się nie jest u nas najlepiej od kilku dni. Trzeci dzień z rzędu skusiliśmy się na mało conieco z McDonalda
Zupełnie nie wiem jak to się stało, w sensie, że tak często. Ostatnio byliśmy w Mc chyba kilka miesięcy temu. I chyba przez to czułam taką ogromną ochotę na frytki, że nie mogłam się oprzeć
No, mam nadzieję, że to przejściowe.
Tak naprawdę na co dzień odżywiamy się dosyć zdrowo - kupiliśmy parowar i prawie wszytko teraz gotujemy na parze. Jemy dużo ryb (kilka razy w tygodniu), z mięsa praktycznie tylko drób. Dorzucamy zawsze garść warzyw. Tak więc nie jest tak źle. Poza tym staramy się codziennie zjeść chociaż jedno jabłko. W pracy zawsze mam posiłki i z nich korzystam, a jako że pracuję w przedszkolu, to zazwyczaj są one zbilansowane i zdrowe. Tylko z piciem jest u mnie słabo. Nie potrafię przyjmować większej ilości płynów. Od zawsze pijamy z mężem głównie wodę mineralną, ale ja potrafię zgasić pragnienie kilkoma łykami i na cały dzień zapomnieć o piciu. A nawadnianie jest przecież takie ważne. Wiem, bo czuję, że znacznie lepiej się czuję, kiedy zmuszę się do picia większej ilości wody. Dobrze, że ze śluzem nie mam problemów.
Najgorzej jest u nas z ruchem. Praktycznie się z mężem nie ruszamy i czujemy oboje, że tego ruchu nam brakuje. Kilka razy próbowałam ćwiczyć z Ewą Chodakowską, fajne ćwiczenia, ale jednak inaczej jest kiedy ćwiczy się w domu. W tamtym cyklu powiedziałam sobie, że jak się nie uda, to zaczynam znów z Ewą od nowego cyklu. No i nic. Ale miałam wymówkę - bardzo bolesny okres. Dziś już za późno, ale jutro też jest dzień
Mam nadzieję, że czas pozwoli i troszkę się rozruszam. Na szczęście mojego męża do ruchu nie trzeba długo namawiać, kiedy ćwiczyłam jeszcze w grudniu i listopadzie, to sam z własnej woli mi towarzyszył 
Lecę tulić się do mojego Jedynego 
Dziś był dobry dzień . Bardzo dobry . Dawno takiego nie było.
Dawid udowodnił po raz milionowy, że potrafi mieć swoje zdanie, potrafi bronić swojego i nie pozwoli by ktoś mi uprzykrzał.
Byłam dziś na poczcie wysłać "COŚ" Michaeli i Chiang Mai..i mam nadzieję że im się spodoba:)
Na czwartek powinny do nich dojść .
Coraz częściej i więcej rozmyślam...
Wszędzie w koło ludzie są dla siebie mało życzliwi. Panuje powszechna znieczulica.
Nie ma pomocy braterskiej.
W miejscu publicznym niektórzy sądzą, że pomagać jest wstyd- bo ludzie patrzą.
Komuś w przychodni spadnie kurtka z wieszaka ,więc wstanę i ją podniosę nie czekając, nim ktoś się zorientuje. Otworzę drzwi starszym osobom, przepuszczę. Brakuje mi pojednania między ludźmi. Tu każdy "bije się" o to, kto ma więcej, szybciej, lepiej. Uśmiechy na twarzach znikają. Znika poczucie humoru .
https://www.youtube.com/watch?v=AuLEPIy8Cd8
To był dobry dzień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2014, 01:30
Niestety czwarty cykl starań nie kończy się pomyślnie. Spadek temp. z 36,9 do 36,6. Popłakałam się gdy zauważyłam to na termometrze... Nadzieje na nic. Ciekawe jak to wszystko jeszcze długo potrwa ;(
No to owulka się zbliża. Syfek mi rośnie, paznokcie i ogólnie palce ładniej wyglądają (ah te estrogeny), no i ochota na serduszkowanie jest większa 
Tylko znowu jest coś co mnie niepokoi... Wczoraj podczas badania szyjki wyczułam na niej takie jakby krostki... No i znowu pojawiła się jasna krew - jakby tam była rana. Wiem, że mam nadżerkę, ale... do tej pory takich plamek krwi nie widziałam. A teraz od dwóch cykli tuż przed owuką czuje te krostki i ta krew się pojawia. Chyba trzeba będzie się do gina przejść...
Po tej wczorajszej wizycie mam jakiś taki wewnętrzny spokój, jakąś taka nadzieje, że w następnym cyklu nam się uda:)) Ciekawe czy moja intuicja mnie nie zawiedzie:))
Przepraszam ,że się nie odzywałam ale tyle się działo. 28 grudnia po raz kolejny trafiłam do szpitala z krwawieniem.Był wieczór na IP skierowano mnie na porodówkę .Byłam w szoku jak to porodówkę? Jednak na obserwacji się skończyło,nie urodziłam. O wyjściu do domu nie było jednak mowy.Zostałam skierowana na patologię i wyrok leżymy do porodu
Z jednej strony dobrze pomyślałam .Tym razem krwotok był silniejszy i dobrze ,że mąż był w domu a co jak byłabym z córką .Ona i tak była przerażona wokół pełno krwi...w szpitalu spędziłam trochę czasu ale miałam naprawdę super opiekę .Byłam na Klinicznej. Codzienne zapisy i decyzja ,że czekamy do końca 38 tc potem można coś myśleć i na to byłam gotowa. 9 stycznia dr na obchodzie powiedział ,że zapis mu się nie podoba i robimy test OTC byłam zaskoczona przecież codziennie na obchodzie słyszałam ,że czekamy i ,że wszystko ok. Test miał trwać co najmniej 3h . Zanim jednak zostałam poproszona musiała się zwolnić sala operacyjna . Wtedy serce trochę szybciej zabiło uświadomiłam sobie ,że to będzie dziś i choć nikt tego wprost nie powiedział wiedziałam ,że sama nie urodzę. Pod oksytocyną byłam niecałą godzinę .Przyszły lekarki i powiedziały ,że życie maluszka jest zagrożone i proponują cesarkę.Przeczytały ryzyko ,podpisałam zgodę i poszłam na salę operacyjną. Zdążyłam zadzwonić do męża i do kuzynki,która jest lekarzem od noworodków właśnie na klinicznej. Była ze mną podczas cesarki i bardzo mi pomogła. Mąż dojechał w ostatniej chwili w momencie kiedy wywozili małą. Nasza Hania urodziła się o 13:35 z wagą 3460 i długa 54 cm . Potem jeszcze siedziałyśmy troszkę w szpitalu bo mała miała żółtaczkę . Wyszłyśmy na 9 dobę po porodzie . Powiem szczerze ,że miałam już dosyć. Niesamowite doły ,które udało mi się jakoś przetrwać dzięki mojej kuzynce ,która zawsze przyszła i coś mądrego powiedziała. Mija drugi tydzień w domku .Mała jest spokojna , je i śpi ale jest bardzo kruchutka i delikatna. Często się krztusi i zapowietrza dlatego nie spuszczam jej z oczu. Karmimy się tylko cycem i walczymy z moją wagą. Tak jak pisałam wcześniej trochę mi się przytyło W dniu porodu moja waga to ponad 96 kg. Na dzień dzisiejszy 78 kg. niestety ćwiczenia będę mogła zacząć nieco później ze względu na cięcie cesarskie ale jem bezpiecznie dla dziecka więc i dietetycznie dla mnie ,karmię piersią co trochę kalorii spala no i bujanie póki co musi wystarczyć.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.