Ehhh, ciężko mi jakoś tak psychicznie. Wczoraj jajnik przestał boleć - ciekawe czy pęcherzyk pękł? Winko kupiłam z premedytacją na wieczór w celu zwiększenia ochoty na przytulanie. No i u mnie podziałało, ale M. był rozproszony przez 2 kieliszki wina i niestety mimo starań nie skończyło się tak jal skończyć chcieliśmy.
Dzisiaj rano kolejne próby. Śluzu miałam tyle, że nie musiałam conective plus stosować. Ale cholera jasna kot zaczął siędobijać do sypialni i miałczeć niesamowicie...i znowu M. się rozproszył. Pochlastać się można 
Wczoraj wieczorem mialam strasznie wysokie libido
takiego seksu juz dawno nie bylo
normalnie sypialnia w strzepach
mam nadzieje, ze tylko Stasia koledzy, ktorzy u nas spali nic nie slyszeli
hahhahaa
_______________________________________________________________
Dzisiaj na silownie od 10.00-11.00...zawsze seks to tez rodzaj sportu nie dziewczyny? kazdy miesien pracuje
dzisiaj sie wykonczylam
razem z pyskiem i synkiem cwiczylismy cala rodzinka na drazku
fajna zabawa
malemu sie bardzo podobalo bo spedzil czas z tata
1hr silowni nie zrobila takiego efektu jak 15 minut na drazku! podnioslam sie tylko pol raza
hahahaha a miesnie, plecy i brzuch napierdzielaja jak masakra jakas
jutro beda mega zakwasy! Jutro cholerka do roboty na 12 do 16.00 w domu bede kolo 17.00 dopiero..wstane rano szybko zrobic obiad, zeby pysiek zdazyl zjesc przed praca...wkurwilam sie jak nic na kosmetyczke! w poniedzialek ide po zwrot kasy! kiedy z 30f chinka zrobila mi piekne paznokcie trzymalo sie wszystko 6 ygodni a teraz nie uwierzycie! wczoraj przez 14.00 zrobilam i juz wieczorem jeden odpadl! tez zaplacilam 30f..chuj wie jakiego szajsu ona uzywa! Dzisiaj odpadly mi nastepne 3! oba kciuki bez paznokci nowych i palce wskazujace! chce reszte posciagac i kase odzyskac...i nie robie juz bo przeszkadzaja mi na drazku i tak mam swoje dlugie i mocne....
to jest moj cel! tak bede wygladac!
http://www.google.co.uk/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fthumb1.shutterstock.com%2Fdisplay_pic_with_logo%2F448522%2F183438440%2Fstock-photo-athletic-young-blonde-curl-girl-doing-a-fitness-workout-with-dumbbells-on-black-background-183438440.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fwww.shutterstock.com%2Fcat.mhtml%3Fsafesearch%3D1%26search_language%3Den%26search_type%3Dsimilar%26similar_photo_id%3D77305819%26tracking_id%3DwUXZ2NMpI2XOHvDl8WZJZQ&h=320&w=450&tbnid=A8Cu0roW3kzISM%3A&zoom=1&docid=t4G0iJnrBUOeoM&ei=YI5JU52bL4j00gW-ooGgCA&tbm=isch&client=firefox-a&ved=0CKIBEIQcMDM4yAE&iact=rc&dur=420&page=9&start=229&ndsp=31
Nie wiem gdzie podzialam zdjeie z listopada, ale tu jest moje z maja, waga 102kg..mlo mnie widac ale widac wage :
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=670456969638231&set=a.670456616304933.1073741827.100000218017025&type=3&src=https%3A%2F%2Ffbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net%2Fhphotos-ak-ash3%2Ft1.0-9%2F1017380_670456969638231_1851490173_n.jpg&size=384%2C288
znalazlam! to jest zdjecie z listopada ja dobrze pamietam! juz 4 kg mniej- 98kg ( wiem ze nie wygladam jakbym tyle wazyla, ale uwierzcie mi na slowo!)

Dzisiaj z waga 77kg! ( czyli 25kg mniej od maja!) wygladam tak! :

co myslicie widac juz?
bede robila upload wagi i zdjec co poniedzialek 
zero jakichs tabletek na odchudzanie itd! przez 2 miesiace sama dieta, od tygodnia cwiczenia. Silownia- basen- drazek- spacery- seksik 
_________________________________________________________________
Nie macie pojecia co mi sie wczoraj przytrafilo! az mi wstyd bylo isc dzisiaj na silownie...kupilam sobie nowe dresy na 3/4 dlugosci i poszlam na silke...mialam spotkanie z trenerem...wrocilam do domu, cos porobilam i juz wychodzilam ze stasiem kiedy on mowi : mamo masz rozwalone spodnie!...ja patrze do lustra a tam cala dupa na wierzchu...najlepsze jest to ze bylam tez na basenie i nie wzielam bielizny na zmiane wiec bylam bez bielisny!!! i teraz pytanie..czy z gola dupa chodzilam po silowni? czy z gola dupa chodzilam po miesicie wracajac z silowni? ja pierdole jaki wstyd
hahaha masakra. a Patryk na to : DOBRZE, ZE BYLAS NA SOLARCE BO Z BIALA DUPA TO DOPIERO WSTYD
A TAK TO MIELI NA CO POPATRZEC!..najgorsze jest to, ze anglicy to taki narod, ze nie zwroca ci uwagi, ani nic..to twoja sprawa wg nich jak chodzidz ubrana- czy Nie UBRANA
masakra jakas hahahahahah mowie wam na szwie az od pasa do kroku! kurwa ale zenada 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2014, 21:38
Dzisiaj wieczorem "wieczór panieński" jednej ze znajomych. "Panieński", bo raczej "ciążowy". 50% (jak nie więcej), to będą ciężaróweczki. Spoko... Nie chce mi się iść z powodów nieciężarówkowych, bo to nudne towarzystwo jest. NIE CHCEM ALE MUSZEM, bo mnie potem zlinczują, że księżniczka noska zadziera, że przeżywa te swoje ciążowe niepowodzenia i zamyka się na świat. Zresztą mężu idzie na kawalerski, w końcu to jego najlepszy kumpel został złapany na tą ciążę...dzisiaj wolałabym bawić się z chłopakami 
Znowu wpis pełen żalu...już mi ten żal dupę ściska.
Poranny test owulacyjny - NEGATYWNY
Wieczorny test owulacyjny - NEGATYWNY
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2014, 10:23
Wizyta nocna na szpitalu, spowodowana bólami brzucha i plamieniem. Przyjeli mnie, zrobili podstawowe badania i w poniedziałek będę miała scan i wizyte z ginekologiem, jeżeli w tym czasie bedzie się coś działo mam wracać do szpitala odrazu. Więc do poniedziałku odpoczywam w domu. Moja rada: jeżeli ktoś mieszka w UK niech daruje sobie wizyte u GP i prosto jedzie do szpitala.
Moja ciąża przebiegała bardzo prawidłowo, dziecko rozwijało się idealnie....aż tu nagle wszystko odwróciło się do góry nogami
poszłam do toalety- cała wkładka w dużej ilości brązowego gluta, byłam w pracy, ktoś zadzwonił na pogotowie
i tak wylądowałam w szpitalu na 18 dni
Krwiak i podejrzenie brzeżnego odklejania łożyska...a to oznaczać może najgorszy scenariusz
Mnóóóstwo lekóóów, mnóóstwo kroplówek, sterydoterapia by rozwinąć dziecku płuca
Na nic się nie chciałam zgodzić, żądałam co chwilę konsultacji- przecież chodzi o życie i zdrowie najważniejszego człowieka w moim życiu- mojego dziecka, dwóch innych lekarzy zrobiło mi usg ( ten który mnie przyjmował był w trakcie specjalizacji, nie zrobił wrażenia człowieka kompetentnego)
po nim przejął mnie akurat "szefujący" na nocnej zmianie cham, który wypala mi, że nie wygląda to dobrze i może się skończyć cięciem ratującym moje życie, pytam a dziecka? bez odpowiedzi , wpadam w histerie, że na nic się nie zgadzam, że życie dziecka jest dla mnie najważniejsze, że na jakiej podstawie on takie diagnozy stawia, że nie widział usg itd
kwituje to: naszym obowiązkiem jest ratować Pani życie przede wszystkim, może się Pani nie zgadzać, straci Pani przytomność zrobimy swoje
Starałam się nie analizować tych słów, puścić je gdzieś w pustą przestrzeń
W między czasie cudowne położne, sprawdzają wkład mówią, że wszystko się wycisza i, że będzie dobrze, że donoszę dziecko, uśmiechają się, że jeszcze przenoszę, że widziały kobiety z odklejającym się łożyskiem to krew lała się strumieniem, że u mnie wszystko się uspakaja..
Przychodzi po godzinie ten cham, kiedy krwawienie już ustępuje, przeprosić , że nie chciał mnie wystraszyć
Patrzę tylko na niego, nie komentuje, staram się być już spokojna, Mały też się trochę uspokoił
Przyszła ordynatorka pediatrii i kilku innych lekarzy, wszyscy mi tłumaczą, że dla dziecka sterydy mają jedynie pozytywny wpływ- rozwijają pęcherzyki płucne, w razie gdyby była konieczność wcześniejszego cięcia Mały ma większe szanse na przeżycie ( wcześniej nie wyraziłam zgody- musiałam im to dać na piśmie, chciałam poczekać na drugie usg, być pewna, że jest to konieczne)
Zgodziłam się w końcu, po tym drugim usg, po rozmowie z ordynatorką pediatrii
Kolejnego dnia przychodzi lekarz i informuje, że w trakcie usg zaobserwowano jeszcze powiększoną komorę boczną w główce, trzeba to obserwować, ale muszę wiedzieć, że może to być związane z wadami anatomicznymi
Ta wiadomość rozłożyła mnie na łopatki, to był najtrudniejszy tydzień mojego życia, nie umiałam zebrać się w całość, nie mogłam w to uwierzyć- naprawdę chodziłam na usg do najlepszych lekarzy w mieście, jak to możliwe żeby nagle tak się wszystko się odwróciło?
a jednak możliwe, na każdym etapie coś może się zmienić i zdarzyć
szkoda tylko, że lekarze nie poinformowali mnie, że ta powiększona komora to może być reakcja na infekcję matki, na to właśnie krwawienie i często na tym etapie ciąży powiększa się krótkotrwale u chłopców!, by później wrócić do normy- te informacje zdobył mój mąż i dzięki nim przetrwałam ten koszmarny tydzień
Obie komory mają po 6 mm- są prawidłowe, łożysko nie ma już cech patologicznych, ale sytuacja była bardzo niebezpieczna, nie wypuszczą mnie , boją się
Na oddziale lekarz prowadzący to prawdziwy lekarz, ogromna wiedza , czuje się to, aczkolwiek nie przebiera w słowach przekazując pacjentkom informacje - nikt się nad Tobą nie użali, nikt nie wesprze- to nie ich zadanie( ich zdaniem)- z takim też nastawieniem będę szła rodzić, przynajmniej się nie rozczaruje
Obecność studentów, która w moich planach porodowych była największym koszmarem okazuje się w tak trudnych chwilach nie mieć znaczenia, w ogóle ich nie zauważałam, pojęcie intymności na oddziałach położnictwa i ginekologii nie istnieje i trzeba ten fakt zaakceptować
Sam pobyt w szpitalu nie działa na psychikę dobrze, człowiek leży , fizycznie czujesz się dobrze, a nie możesz nic- dopiero będąc tu doszło do mnie jak wtedy liczy się drugi człowiek, jak ważna jest empatia i zrozumienie
Ludzie którzy nie rozumieją pytali o co mi chodzi, no przecież leżę, do pracy nie muszę chodzić, mogę spać ile chcę- nic bardziej mylnego, ale to trzeba przeżyć, żeby zrozumieć jak taka sytuacja może obciążyć głowę
Wyszliśmy
Obecnie biorę leki na rozrzedzenie krwi- aby ulepszyć przepływy w łożysku
Na ostatnim usg lekarz zbadał Małego i stwierdził, że do dziecka nie m zastrzeżeń, że wszystko wygląda dobrze
ale ja spokojna już nie będę do porodu...w końcu przyjmowałam mnóstwo leków, nie wiem jak one wpływają na dziecko czy w ogóle, ponieważ tym razem odgrodziłam się od forów, na których można przeczytać, że nawet zioła są szkodliwe, więc nie chce się wpędzać w czarne myśli czytając o tych lekach
Napiszę jeszcze, że ta historia przewartościowała moje życie, pokazała kto jest najważniejszy
a mój mąż - chyba kocham go jeszcze bardziej
wiele razy zastanawiałam się jak poradzi sobie w roli ojca, a dziś wiem, że to on będzie największym oparciem, wszystko organizował, nad wszystkim czuwał , nie spanikował, mimo, że sam przeżył bardzo-dawał mi jeszcze niesamowite wsparcie, nie wiem skąd on bierze tę siłę- ale czuję, że po porodzie jeszcze wielokrotnie będę z niej czerpała
Dziś już w domku- mogę chodzić, jeździć, ale wszystko z umiarem
Uczę się żyć nowym rytmem, wolniejszym. Nie jest to łatwe dotąd aktywnie 7 dni w tygodniu, ciągle na podwójnych obrotach- kochałam takie życie
Teraz jednak Junior jest najważniejszy i już teraz muszę przeorganizować swoje życie dla niego- przyda mi się taka lekcja
Odliczam dni do porodu- leeecąąą tak strasznie powoli
Dziękuję Bogu i wszystkim którzy się za nas modlili- wiem, że było to sporo ludzi
Jeśli coś ma się wydarzyć, wydarzy się... We właściwym miejscu i z właściwą osobą... !!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2014, 11:27
tydzień do terminu porodu 
Dzisiejszej nocy pobiłam dwa rekordy: pocenia się i sikania. Wydaliłam z siebie chyba ze dwa litry płynów. Uderzenia gorąca w ciąży, zwłaszcza na jej końcówce to jakaś zmora. Nagle robi się ciepło i duszno...No i napuchły mi znów palce u rąk. Serdelki uniemożliwiają mi noszenie obrączki, a źle się z tym czuję.
Na szczęście apetyt na słodycze mi wrócił i właśnie pochłaniam dwupak Snickersa. Mniammmm...
Oprócz tego- czekam...aż zacznie się coś dziać. Aż poczuję, że Młode moje się pcha na świat. Umilam sobie czas sprzątaniem i podjadaniem ciastek, ale i tak mi się dłuży. Dobrze, że mam ten pamiętnik i specjalnie skomponowany Dziennik, w którym robię od początku ciąży notatki:
- o wizytach lekarskich i ich przebiegu
- o samopoczuciu
- wklejam zdjęcia usg
- notuję wagę, wymiary moje i Młodego
- opisuję śmieszne sytuacje ciążowe...
A na przyszłość mam rubryki o: pierwszych słowach wypowiedzianych do Małego, pierwszych emocjach z sali porodowej, z domu, pierwszej kąpieli, karmieniu, pierwszych Świętach, nockach, przewijaniu, planie dnia, ząbkowaniu, gaworzeniu...
Wygląda to mniej-więcej tak:



Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2014, 11:33
Żylaki podwrózka nasiennego i zwapnienia, do tego stan zapalny - to diagnoza urologa.
Co to oznacza? Na pewno w ogromnej większości te przypadłości powodują problemy z płodnością i to bardzo poważne. W trybie natychmiastowym musimy zrobić badanie nasienia, później udać się na dokładniejsze usg dopplerowskie (badające przepływy), a później operacja (laparoskopowo), dalsze badania (hormony u męża). To tak w wielkim skrócie.
Dobrą wiadomością jest to, że po zabiegu parametry nasienia poprawiają się w niemal 90% (70-90%). Złą wiadomością jest to, że jeśli się poprawiają to najczęściej na tyle, by móc przeprowadzić inseminacje bądź in vitro, rzadziej zdarza się taka poprawa, by zajść w ciążę zupełnie naturalnie (choć jest wiele takich przypadków, nie wiem jak rozkłada się to procentowo w stosunku do inseminacji i in vitro)). Jednak u 20% mężczyzn po operacji parametry się nie poprawiają, bądź nawet pogarszają. Dlatego przez to przed operacją lekarze radzą mrozić nasienie, nawet o słabych parametrach, by później móc podejść do in vitro. Ale to w skrajnych przypadkach.
Z drugiej strony nie jest regułą, by żylaki u wszystkich mężczyzn powodowały złe wyniki nasienia. Nie wiemy jakie ma mąż i może się też okazać, że są zupełnie ok. Choć po wzięciu pod uwagę wszystkie te wieści, nie nastawiam się za bardzo na to...
Ja wczoraj się załamałam, niestety. Przepłakałam cały dzień, wyobrażając sobie, że nigdy nie będę w ciąży, że nigdy nie będziemy rodzicami. Nie potrafiłam odsunąć od siebie tcy myśli. Na szczęście mąż ma całkiem inne nastawienie. Nie załamał się, myśli pozytywnie, wydaje się, że w ogóle się tym wszystkim nie przejął. Powtarza, że czuje, że będzie dobrze. Jest pewny, że nie będziemy mieli takich problemów i obiecał, że będziemy mieli tyle dzieci ile będziemy chcieli 
A ja po nieprzespanej nocy wstałam z nadzieją i nastawieniem podobnym do męża. Bo po chwilowym załamaniu przemyślałam wszystko 'na chłodno' i doszłam do wniosku, że nie może być aż tak źle, nie wierzę w to, że nie będziemy mogli mieć dzieci, po prostu nie wierzę! Nie umiem sobie nawet tego wyobrazić.
Na razie nie mam się czym tak bardzo martwić. Same żylaki to nie powód do niepokoju. A czy mają wpływ na nasienie? Tego nie wiemy, sprawdzimy to jak tylko mąż weźmie całą serię antybiotyków na stan zapalny. Dziwię się trochę, że lekarz kazał zrobić badanie bezpośrednio po antybiotykach, ale ok. Wtedy dowiemy się czegoś więcej, ale mąż czuje, że będzie dobrze.
Ratuje nas to, że mąż stosunkowo szybko wziął się za ten problem i udał się do lekarza. Poza tym wiek - mąż ma 25 lat (skończył dopiero w grudniu) a czas ma tu duże znaczenie. Im dłużej żyje się z takimi żylakami, tym gorsze są wyniki nasienia (krew w żyłach nagrzewają jądra, co powoduje uszkodzenia ich dna itd).
Na pewno nie tak wyobrażałam sobie nasze starania. Problemy tego typu to coś, czego się bardzo bałam i naprawdę nie sądziłam, że nas to będzie kiedykolwiek dotyczyło. Cieszę się jednak, że chcemy coś z tym zrobić już teraz, a nie np. za kilka lat. Mąż zupełnie nie wzbrania się przed lekarzami i badaniami. Myślę, że to duży plus i szansa na powodzenie. A znając nas - i w tej kwestii (jak w wielu w naszym życiu) będziemy mieć dużo szczęścia.
Poza tym, nawet jeśli byłoby źle, to w dzisiejszym świecie jest tyle różnych opcji i możliwości. Dlatego właśnie nie wierzę, by z nami było aż tak źle. Naprawdę.
Ponoć po operacji nasienie poprawia się po 3 miesiącach, a najczęściej miedzy 6-12 miesiącem. W pierwszej chwili byłam w szoku, że być może będziemy musieli tyle czekać. Ale z drugiej strony, po przeanalizowaniu, jesteśmy teraz na samym początku, a nie, jak wiele par po roku czy dwóch. Jeśli nawet mąż będzie miał zabieg za miesiąc - dwa, to pierwszych popraw możemy się spodziewać w sierpniu/wrześniu, a to czas który dałam nam na początku. Jeśli nie to do zimy, czyli roku od rozpoczęcia starań, powinno być już o wiele lepiej, więc tak naprawdę te nasze starania mogą wcale się nie przeciągnąć.
Wiem za to jedno - musimy być razem silni, wspierać się. Przede wszystkim nie załamywać, bo jak wiemy, psychika to największy klucz do sukcesu. Po jednodniowym załamaniu nie zamierzam więcej płakać. Na razie nawet nie ma nad czym. Czarnowidztwa bardzo nie lubię, więc będę się trzymała w dalszym ciągu pozytywnym myślom. To wiele pomaga.
Z cyklu "Dobre rady i życzliwość sąsiadów":
Zaskoczenie na maxa i poprawa humoru w 3 sekundy na cały dzień. 
Sąsiadka z piętra niżej, której córka jest moją ulubioną fryzjerką spotkała dzisiaj męża mojego na klatce schodowej, gdy próbował ogarnąć zimowe opony (wnieść je do piwnicy). Ja stałam przy aucie i robiłam w nim porządek. I słyszę jakąś taką rozmowę: "Bo nie mam co z tym zrobić, a niedługo będę musiała wymienić na inne. Naprawdę jest super. Ładne i ma szufladę na dole. Polecam, także do dzieła. Szkoda wyrzucać, chętnie
Wam sprezentuję". A M. na to "Super, będziemy się starać. Dziękuję już dzisiaj." I się śmieją. Ja pytam "A cóż to za temat rozmowy". A sąsiadka, że ma łóżeczko, w którym śpi jej wnuk gdy do niej przyjeżdża, ale niedługo będzie musiała wymienić na większe i chętnie by nam podarowała tamto, bo szkoda jej wyrzucać, a jest w stanie idealnym. Także mamy popracować nad bąblem.
Czy ta rozmowa, to jakieś dobre proroctwo? Bo to pierwsza jakakolwiek rozmowa z siąsiadką, która do tej pory zdawała się być wiecznie sfochowana na cały świat. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2014, 14:13
Nie będę narzekać, bo to nic nie zmieni...
Cykl 36(?) nie będzie cyklem transferu...
Winowajca -->> OPRYSZCZKA 😰 wyskoczyła dwie godziny przed wizytą... Nawet nie wiem jak to skomentować, co powiedzieć. Mój organizm i układ odpornościowy sam mówi za siebie 😒
Dostałam turbo dawkę heviranu (2400/dzień) i zadbać o zwiększenie ferrytyny. Plus początek cyklu wjeżdża steryd.
A dziś? Dziś jest mi poprostu smutno, tak po ludzku...
Nie mam już siły na złość...
Widziałam moje maleństwo!!! I jego maleńkie serduszko. Oboje z mężem prawie się popłakaliśmy podczas USG. Wszystko jest w porządku, siedzi sobie spokojnie w moim brzuszku i rośnie.
Wyszło też, że ciąża jest o tydzień młodsza, niż wynikało z moich obliczeń.
Idziemy "oblewać", tzn. małż będzie oblewał %, a dla mnie soczek. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2014, 14:32
Czekania ciąg dalszy - tylko na co? Oby na || a nie wredną @. Dzisiaj 9 dpo (wg OF
. Przez ostatnie 2 dni a zwłaszcza wczoraj intensywnie odczuwałam kłucie w podbrzuszu i jajniki, na zmianę prawy i lewy, dosyć męczące to było. Do tego uczucie ciężkości w podbrzuszu. Dolegliwości tak intensywne, że to nie mogą być urojenia wywołane wsłuchiwaniem się w swój organizm (pamiętam jak w poprzednich cyklach "wydawało mi się że coś czuję", teraz było inaczej).
Także wczoraj po południu zaliczyłam spore osłabienie, uderzenia gorąca a za chwilę zimna. Od kilku dni około 15 jestem też bardzo senna ale nie traktuję tego jako objaw. Wykres póki co obiecujący ale w galerii nie takie widziałam, które kończyły się @...
Dzisiaj spokojniej, podbrzusze i jajniki tylko parę razy dokuczyły z samego rana, śluzu kremowego jak zawsze, piersi lekko bolesne przy dotykaniu jak zawsze. Bólu na @ na razie brak - zawsze pojawia się około 9-10 dpo.
Jeśli tendencja się utrzyma to może zrobię test - myślę o czwartku wtedy byłby 14 dpo więc powinien już coś powiedzieć.
Oczywiście już sprawdziłam, że gdyby się udało to termin wypadałby na Boże Narodzenie 
Wobec tego czekamy na małego koziorożca
Oby 
aaaaaa jak cudownie
3 godziny jazdy, niezliczona ilość okrążeń, mnóstwo nauki, poprawienie techniki, niesamowita frajda, a to wszystko z moim małym pasażerem
Fantastyczny prezent od męża 
BMW z klatką i na deserek niesamowity Lotus
Jestem zachwycona i przepełniona pozytywnymi emocjami 
BMW- zaczynamy...

Pitstop- zmiana gum 

Cudnie się prowadzi, a jak zapierdziela! 

Film lepiej to oddaje:
https://www.youtube.com/watch?v=FRGD6a1N90A
I na deserek Lotus- coś wspaniałego! Sztywny, twardy gokart! Typowo rajdowa fura z przeznaczeniem do wyścigów na torze 


I filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=814FWaydANQ
A tak to chyba będzie na piątkowym USG 
https://www.youtube.com/watch?v=-M5b0gneBIQ
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2014, 00:45
Dzisiaj pecherzyk mial 19mm od wtorku urosl o 7mm. Test PCT nie wyszedl znow niestety za dobrze, jest lepiej niz ostatnio plemniki niby wplynely do szyjki ale tam sie zatrzymaly, takze wizyta w srode u lekarza bo dzis za niego byla w zastepstwie kobieta tak jak ostatnio i wtedy podejmiemy decyzje czy jeszcze jeden cykl z Gonalem tylko z wieksza dawka (czy on rzeczywiscie ten sluz poprawia to nie wiem ale niech im bedzie) czy robimy inseminacje. Mowi, ze to nie znaczy, ze nie zajde nigdy w ciaze i pomyslalam sobie no tak plemniki nie poruszaja sie w sluzie, 21ms i niby mam zajsc w ciaze bez problemu? W ogole dzisiaj lekarka byla jakas taka dziwna. Mowi, ze to nie jest tak ze na 100% sluz, poprostu plemniki nie moga sie w nim odnalesc i trzeba im pomoc, zeby stwierdzic ze to napewno sluz to by trzeba zrobic diagnostyczne badania, no wiec zapytalam jakie? a ona na mnie z krzykiem, ALE TO NIE BEDZIEMY BADAC, NIE MA PO CO itd. itd. Zamurowalo mnie troche ale musze byc cierpliwa niestety i wytrzymac ten haos wokol staran i wierzyc, ze mimo tego, ze lekarze nie sa dla mnie zbyt przyjemni to mi pomoga. Powiedzialam, ze myslalam o in vitro a ona "ALE SKAD NIE MA TAKIEJ OPCJI W OGOLE, NO GDZIE! Wiec co mi pozostaje? czekac, czekac, czekac... mowie do niej, no ok w takim razie moze kiedys sie uda, to mi powiedziala, "GDZIE KIEDYS? W NIEDALEKIEJ PRZYSZLOSCI" nie wiem czemu dzis miala takie dziwne podejscie do mnie, czy nie chcialoby im sie robic tych badan diagnostycznych tylko odrazu IUI bo mniej roboty czy jesli chodzi o in vitro to taka "niegrzeszaca" bo zeby krzyczec?(chyba, ze ma taki sposob byc, a na ostatniej wizycie sie nie ujawnila) ;/ ile czlowiek musi przejsc, a juz myslalam po ostatniej wizycie, ze szkoda, ze tak naprawde nie chodze do niej ale ciesze sie, ze na kolejnej bedzie moj lekarz. Chociaz on tez jakis taki haotyczny, zyjacy w swoim swiecie ale miejmy nadzieje, ze dobry.
chyba bierze mnie jakieś choróbsko boli mnie gardło i mam katar
mąż pewnie mnie zaraził...jakoś damy rade
za 3 dni wchodzimy w 3 trymestr tak się cieszę
za 94 dni zobaczymy swojego synka
Inseminacja .. to też nie było przyjemne okazało się że moja szyjka macicy jest o dziwnej budowie? i lekarz potrzebował narzędzi, myślałam ze mi szyjkę macicy wyciągnie tak ją naciągał, okropne uczucie wiec mam Nadzieję że zajdziemy w ciąże 
jeszcze mojego lekarza nie było:( a ten wyglądał jak rzeznik.
W poniedziałek usg sprawdzające czy jajeczko pękło.
I już wszystko wiadomo. Zmęczenie. Niemożność zrzucenia kilogramów. Brak koncentracji. Często brak ochoty na sejs. A przede wszystkim brak ciąży.
Zbadałam hormony.
W 4dc:
TSH 3 generacja, norma 0,55-4,78 ja mam:
18,485!
Estradiol norma 27-122; wynik: 27,65
Prolaktyna norma 3,34-26,72; wynik: 19,92
Mam niedoczynność tarczycy.
Tak mnie "urządziła" ciąża i jak mniemam obciążenie genetyczne.
Zatem szykuję się do walki 
Idąc za radami Super Niani (oglądam ostatnio angielską wersję), zaczynam wprowadzać dyscyplinę w naszym domu. Gaszek wrócił do pracy, a ja zostaję coraz częściej sama z dziewczynkami, jak to było w zeszłym roku. I przez to, że tata trochę mi szarańczę rozpuścił, czas wziąć obie w garść i pokazać, że Polce po głowie się nie poskacze tak jak tacie.
Fakt, że pańcio jest po rozwodzie wystarczająco rozbił dziewczynom dzieciństwo. Niestety to był wybór ich mamy, która do tej pory tuła się w swoim życiu zmieniając facetów i adresy zamieszkania, szukając swojego szczęścia. Tylko czy ona znajdzie kogoś lepszego niż tego co miała a teraz mam ja? 
Taaaaak. Wobec powyższego w naszym domu panuje atmosfera rozluźnienia... miłości... powszechnego bałaganu... przyjaźni... skarpetek pod stołem w kuchni... przytulania... rozlewania wody w łazience... motywowania... pozapalanych wszędzie świateł i całusków. Co by dzieci nie czuły się niekochane. I o ile takie życie mi nie przeszkadza o tyle nie chcę sama wszystkiego chodzić i zbierać, gasić i wycierać. Do tego jeszcze doszły ostatnie fochy siedmiolatki typu: zjem przy stole jak włączysz TV, pójdę do sklepu ale na boso, nie chcę nie jestem głodna a jak wszyscy skończą jeść to wtedy bym coś zjadła, nie odrobie pracy domowej bo nie. I takie rzeczy zaczęły mi powoli działać na nerwy. A że to nie z moich dróg rodnych wyszło paskudztwo to za ucho przy tacie wyszarpać nie mogę... Zaczęłam oglądać Super Nanny.
Po kilku pierwszych odcinkach udało mi się dojść do problemu siedmiolatki - w szkole nikt nie chce się z nią bawić. Dodatkowo starsza siostra matkuje jej na każdym kroku "tego nie możesz", "to zabronione", "wyrażaj się", "bo powiem tacie". Dlatego pikuś zamknął się w sobie i wyżywa się w domu. Pogadałyśmy. Jak babeczka z babeczką. Potulałyśmy się, pocmokałyśmy. Opieprzyłam delikatnie starszą która szybko obiecała poprawę. Tata na piedestał chciał mnie wynieść. Wiedział, że coś z młodszą jest nie tak, ale nie wiedział co.
Po kilku następnych sesjach z nianią dzieci słuchają swojej macochy jak trzeba. Zabierają talerze po kolacji do zlewu a spod stołu skarpetki. Młodsza gasi światło o którym zapomniała 40 min wcześniej, a starsza nalewa sobie wodę o która zawsze prosi jak już jest w łóżku. Obie nie śpią już w tych samych koszulkach co łaziły cały dzień (na co pozwalał tata), przebierają się w piżamy. Ściemniam im światło i sięgam po książkę "Legendy Krakowa". Czytam legendę o gołebiach na krakowskim rynku i o szewcu co uratował mieszkańców przed smokiem pożerającym owce i niewinne dziewczęta, na co młodsza z zastanowieniem pyta:
- A kto to jest dziewica? (starsza wybucha zawstydzonym chichraniem)
- Dziewica? - zachodzę w głowę żeby nie powiedzieć tego co mi na myśl przychodzi. Toć to dzieci są, na zawsze im w głowie zostanie ta wiedza. Lepiej niech myślą o tym w dziecięcy sposób mimo że na język wkradać się chce zwięzła prawda.
- Dziewica to jest taka dziewczynka, któa jeszcze za mąż nie wyszła. (starsza poważnieje i słucha) Tak jak wy na przykład. Ty i twoja siostra.
- No i ty przecież - dodała z przekonaniem młodsza - przecież ty za tatę jeszcze nie wyszłaś.
- Yhm... dokładnie... To gdzie my byłyśmy w książce? Oooo tuuuu.
Dostały po buziaku, po przytulaku, po "i love you" każda i śpią sobie słodko teraz. Cieszę się, że Super Niania zadziałała. Nie powinnam mieć problemów więcej z nimi. 
Choć uważać muszę na to co im czytam na dobranoc...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2014, 22:21
Ciąża rozpoczęta 15 marca 2014
Dzisiaj kark i plecy napierdzielaja
nie moge sie obrocic
dzisiaj do roboty...od 12 do 5..ale chujowo
no ale coz trzeba drobic teraz sprzet na silke 
Wysprzatalam caly domek, spacer z psiakiem i tylko chwilke na drazku bo bylam juz mega zmeczona
nawet okna pomylam. Za 3 dni mam urodzinki
Matko naturo daj mi owulke na moje urodziny plis 
____________________________________________________________________________ 
uparzylam sie piekarnikiem
boli jak cholera, moj paluszek biedny...zrobilam przepyszny obiadek : stek dla wszystkich z piekarnika, ziemniaki dla chlopakow mlode z koperkiem a dla mnie kasza gryczna pol na pol z kasza peczakiem i do tego wszyscy te sama salatke- tarta gotowane buraczki z cebulka i smietana- pychotka 
Z cwiczen to 10 min na drazku, 30min sprzatania w ogrodzie, wywozenie bardzo ciezkich drewien wiec sie nadzwigalam jak nic do tego wypila 2l wody
od jutra rana rzucam palenie. Postanowine juz, dochodza nam dodatkowe oplaty bo 8 maja mam test na prawo jazdy i mam zamiar zdac za pierwszym podejscie, narazie teoretyczny. A przy okazji na zdrowie bedzie i kondycje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2014, 09:42
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.