Dzisiaj ostatni dzień urlopu...13 dni nie podłączania kroplówek, podawania leków, odpowiedzialności za pacjentkę..jutro szara rzeczywistość. I znowu nie myślenie o ciąży będzie trudniejsze widząc spacerującą po korytarzu ciężarną głaszczącą się po brzuchu..Znowu trudne będzie opanowanie złości kiedy będę przyjmować na oddział kobietę z krwawieniem, która mówiąc że ma już xxx dzieci w domu nie może pozwolić sobie na kolejną ciążę...

dzisiaj wracając z zakupów wstąpiłam do apteki,kupiłam mojemu ślubnemu witaminy. Wcześniej suplementował się specyfikami, bo uważał że czuł sie lepiej ale od jakiegoś czasu widziałam że nie bierze- bo żona nie kupiła(tak się dzisiaj dowiedziałam):-)
Poprosiłam o "specjalne" - z selenem i cykiem:-)

Umówiłam się na wizytę do gin. Zrobi mi cytologię, usg transvaginalne i zleci badania. Też na tarczycę. Wizyta wypada w 12 dc więc tym bardziej cieszę się że się zmobilizowawłam( dzieki dziewczynom z staraczek:) bo przy okazji chcę zobaczyć czy są pęcherzyki i w "jakiej formie" czy jest szansa że któryś bedzie szykował się do godziny O. Trochę boję się tej wizyty, bo jeśli jest coś nie tak, to pewnie czeka mnie leczenie a tym samym starania sie przesuną....zobaczymy.



Bergo Bergo - nowa ja 5 maja 2014, 18:40

Ostatni przedwyjazdowy maraton po firmach z naszą ofertą. Może po moim powrocie z wakacji coś się ruszy. Tymczasem jest to drugi słaby dzień pod rząd. Jestem zmęczona, senna. Wróciła zgaga, momentami mnie mdli. Zasada jest prosta- słoneczna pogoda= super samopoczucie; zimno, szaro, deszcz- zgaga, ból głowy, mdłości. Powoli zaczynamy zakupy. Przeglądam Allegro w poszukiwaniu ładnych używanych ciuszków. "Snajper" poluje, a ja coraz bardziej oswajam się z wizją dziecka, które jest z nami. Biust urósł mi do niewiarygodnych rozmiarów, wylewa się z każdego stanika. Zamówiłam dwa nowe, takie już do karmienia. Na szczęście jest internet, bo to co widziałam w sieciówkach to koszmar! Bawełniane, bezkształtne worki na wymiona! Coś okropnego! Jakby kobieta w ciąż, matka nie była już... kobietą. Znalazłam coś takiego:
2vba9ds.jpg
jac4tl.jpg

Po tym koszmarnym weekendzie wyszła tęcza!

Opisywanie tego co się wydarzyło w piątek nie doprowadzi do tego, że zrobi mi się lepiej. Powiem tylko tyle, że nasze ivf było pod ogromnym znakiem zapytania.

Wszystkie przygotowania, badania, wizyty, wydane pieniądze, wyciszanie nagle stało się nie ważne, nagle stało się NICZYM. Co więcej czas działał na naszą niekorzyść. Do dzisiejszego poranka byłam pewna, że jesteśmy kolejny miesiąc w plecy, jak nie więcej.

Przez błędną decyzję lekarza oraz weekend, który uniemożliwiał pójście do innego mijały kolejne godziny, dni, a ja wiedziałam, że z każdą godziną tracę możliwość stymulacji w tym miesiącu, a może nawet w kolejnych kilku miesiącach i tracę szansę na ciążę.

Płakałam cały piątkowy wieczór, w sobotę miałam wrażenie, że to wszystko nie prawda, że to wszystko dzieje się poza mną. Dziś rano byłam pewna, że jest za późno na stymulację i wszystko przepadło.

Na szczęście udało się dziś pójść do naszego lekarza, na szczęście okazało się, że nie jest za późno na rozpoczęcie stymulacji (choć to ostatni moment), więc ZACZYNAMY. Wiem, że to dość nietypowe wyznanie, ale chyba nigdy tak nie walczyłam o zastrzyki i nigdy nie sprawiły mi one tyle radości.

Może źle zrobiłam, że byłam tak bardzo nastawiona na ivf w tym miesiącu, ale nie mogłam inaczej, przecież wszystko szło w dobrym kierunku, nie mogło się nie udać, nie brakowało żadnych badań, żadnych wizyt. Może właśnie przez to nastawienie jak mi lekarz powiedział, że nie będzie ivf w tym miesiącu, a może nawet w kilku kolejnych to poczułam jakby mi ktoś dał w twarz, miałam wrażenie, że mi ktoś serce wyrwał. Zupełnie się tego nie spodziewałam.

Ale na szczęście udało się uratować tę krytyczną sytuację. Teraz muszę zebrać siły, przywrócić spokój i harmonię oraz postarać się, aby dobry nastrój wrócił, bo będzie mi potrzebny w tym miesiącu, i oby w kolejnych dziewięciu również.

Dziękuję Wam moje kochane ovufriend za wsparcie! :* Jak czytałam Wasze słowa to odzyskiwałam resztki wiary w to, że może jednak nie wszystko stracone.

WBIJ TO SOBIE DO GŁOWY, zapamiętaj tą sytuację! Walcz o dziecko i nigdy nie przestawaj wątpić i się poddawać.

Siedzę sobie w poczekalni i czekam na swoją kolej, dla zabicia czasu rozmawiam z kobietką siedzącą obok.
Początkowo jak zaczęła zagadywać, wydała mi się nieprzyjemna, "ostra", dlatego zastanawiałam się czy mam ochotę wchodzić z nią w dyskusję.
Jednak od słowa do słowa rozmowa się rozkręcała.
W pewnym momencie, żeby swoje zdanie poprzeć przykładem wspomniała o swojej siostrze.
Powiedziała, że jej siostra leczyła się 10 lat!!!!!!!! czego efektem była ciąża, długo wyczekiwana przez całą rodzinę, większość już zwątpiła w to, że będą kiedyś mieli dziecko.
Niestety będąc w szpitalu wody jej odeszły, nikt się nią właściwie nie zajął, nie miała fachowej opieki i musiała urodzić martwe dziecko, był to cios dla wszystkich:( Ich córeczka zmarła prawdopodobnie w przeddzień porodu.
Na szczęście los się od nich całkiem nie odwrócił, leczenie przyniosło pozytywne skutki, bo dziś jej siostra z mężem mają dwie córki.

Myślę, że ta historia jest bardzo smutna, jednak zapala światełko nadziei.

Niestety droga do marzeń, do upragnionej ciąży i dziecka bywa bardzo trudna, nieprzewidywalna.

Ta para przez te całe 10 lat się leczyła, nie rezygnowała z marzenia o dziecku :)


Powodzenia!

Dzisiaj dzień św. Dominika Savio... Patrona par starających sie o dziecko.

Życie toczy się dalej, dziś 19 dc, owulacja planowo 14/15 dc ale OF uparcie przestawia ją po wpisaniu dzisiejszej temperatury na 16 dc a to by było źle - mam nadzieję, że naprawdę była w nocy z 14/15 dc bo wtdy było <3 i ból owulacyjny. Więc dzisiaj byłby 4 dpo.

Czas leci bardzo szybko, od cyklu do cyklu - dlatego tak szybko. Porażka - Spokój - Spokój - Spokój - Nadzieja - Zwątpienie - Desperacja - Znów Porażka. Tak co miesiąc. Ehh w tym wszystkim jeszcze normalne życie, smutki i radości - bo przecież życie to nie tylko bezowocne starania. Zdecydowanie zbyt dużo jak na jedną osóbkę.

Obiecałam sobie, że poprzedni cykl,w którym się dosyć napaliłam, że nam się W KOŃCU udało był ostatnim takim świrem z mojej strony. Trzeba trzymać fason. To trochę śmieszne ale rzeczą, która mnie najbardziej oprzytomniła <jak kubeł zimnej wody> była mina kobiety w laboratorium wydającej mi wynik beta hcg < 0.1 - taka mieszanka smutku i zażenowania - chyba nie bardzo potrafiła spojrzeć mi w oczy. Ehh pani kochana, ja to przechodzę co miesiąc od ponad roku, sam fakt niepowodzenia nie jest niczym nowym dla mnie, głowa do góry.

Abonament premium poszedł se, się wziął i skończył. Przyznam szczerze,że nieźle mi bez niego, do niczego mi niepotrzebne te detektory oznak ciąży - chyba co najwyżej urojonej ani prognozy @,która i tak przyjdzie.

Tak więc żyję, jedna noga przed drugą, powolutku i pomalutku, drobne kroki. Liczy się dzisiaj i ewentualnie jutro jeśli dzisiaj jest piątek ;)

Bardzo chcę wierzyć, że najlepszy dzień mojego życia jest jeszcze przede mną <3

https://www.youtube.com/watch?v=Y66j_BUCBMY


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2014, 20:51

coraz bliżej do wizyty ... a ja coraz bardziej się nią denerwuje ... czy wszystko będzie dobrze ... czy zobaczę piękny pęcherzyk bo na serduszko pewnie za wcześnie i się nie nastawiam ... oj ja bzika dostanę na korytarzu zanim wejdę i położę się na koźle ... masakra... ale jestem pozytywnej myśli będzie wszystko dobrze ... gin powie że wszystko jest wporządku i że ciąża jest bezpieczna ... ehhh ....

przez te kilka dni stresu wszystko mi sie popierdolilo. Jutro praca od 14.00 20.00 a rano po igly- 2 godziny jazdy samochodem w dwie strony. Strasznie mi uroslu wlosy..ostatnio nie mialam na nic czasu, wiec tylko szybkie czesanie i spinalam do pracy w koka...dzisiaj po myciu, dobrze wyszczotkowalam wlosu, wysuszylam i wyprostowalam ( rzadko uzywam prostownicy- raz na rok, bo moj nie lubie jak mam proste wlosy) i dopiero zauwazylam jak mocno urosly mi wlosy! to chyba od diety..cholerka chyba z 10cm to lekko, siegaja juz po pasa :D nigdy w zyciu nie mialam tak dlugich wlosow :D Od zmiany diety wyglad wlosow se znacznie pprawil, ladnie sie blyszcze, sa puszyste, rzadko sie przetluszcaja a bylo to bardzo nagminne, musialm codziennie po 2 razy myc wlosy a teraz moglabym nawet tydzien nie myc :D hahahah cholerka zab mnie pobolewa jeszcze na dodatek..w czwartek mam teorie na prawko a przez te kilka dni stresu nawet nie otworzylam kodeksu a test bedzie po angielsku...jutro pracuje na dodatke od 14.00-20.00 a ano po igly 2hr w dwie strony..moze uda mi sie w pracy co nieco przegladnac.

przez te kilka dni stresu wszystko mi sie popierdolilo. Jutro praca od 14.00 20.00 a rano po igly- 2 godziny jazdy samochodem w dwie strony. Strasznie mi uroslu wlosy..ostatnio nie mialam na nic czasu, wiec tylko szybkie czesanie i spinalam do pracy w koka...dzisiaj po myciu, dobrze wyszczotkowalam wlosu, wysuszylam i wyprostowalam ( rzadko uzywam prostownicy- raz na rok, bo moj nie lubie jak mam proste wlosy) i dopiero zauwazylam jak mocno urosly mi wlosy! to chyba od diety..cholerka chyba z 10cm to lekko, siegaja juz po pasa :D nigdy w zyciu nie mialam tak dlugich wlosow :D Od zmiany diety wyglad wlosow se znacznie pprawil, ladnie sie blyszcze, sa puszyste, rzadko sie przetluszcaja a bylo to bardzo nagminne, musialm codziennie po 2 razy myc wlosy a teraz moglabym nawet tydzien nie myc :D hahahah cholerka zab mnie pobolewa jeszcze na dodatek..w czwartek mam teorie na prawko a przez te kilka dni stresu nawet nie otworzylam kodeksu a test bedzie po angielsku...jutro pracuje na dodatke od 14.00-20.00 a ano po igly 2hr w dwie strony..moze uda mi sie w pracy co nieco przegladnac.

Bergo Bergo - nowa ja 5 maja 2014, 22:39

Ponieważ bardzo źle się czuję, to całe popołudnie siedzę na kanapie i rozmyślam. Są sprawy, które powoli układają się w mojej głowie, które przestają mnie przerażać. Ale są i takie, które budzą coraz większe obawy i lęk.
Czego się przestaję bać:
1. Porodu- właściwie nigdy się go nie bałam. Obejrzałam w necie wszystkie filmy, wysłuchałam wszystkich strasznych historii, popatrzyłam nawet na "rozorane" krocze po porodzie i... nadal się nie boję. Każdy poród wzrusza mnie. Płaczę jak bóbr :) A ból i cierpienie? Podchodzę do tego jak do sprawy oczywistej i naturalnej. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Jednocześnie myślę sobie, że nie mają racji moje koleżanki mówiąc "ale jesteś dzielna, skaczesz ze spadochronem." Ja na to zwykle "ja jestem tylko uzależniona od adrenaliny, a dzielna i bohaterska jesteś ty. Urodziłaś dziecko! To się nazywa coś, a nie jakieś tam skoki ze szmatą na plecach." I naprawdę poród uważam za prawdziwy akt odwagi i wytrzymałości kobiety. To coś niesamowitego i ja też chcę to przeżyć, dać z siebie wszystko. Cierpienie?... Ja mam naprawdę dobre, piękne życie. Trochę cierpienia nie zabije mnie, a tylko wzmocni.
3. Dziecka- kwestii "technicznych" jak przewijanie, kąpanie, noszenie, ubieranie itd. w ogóle się nie boję. Kiedy miałam 13 lat urodził się mój najstarszy chrześniak (pominę kwestię posiadania 3 chrześniaków przez osobę antykościelną...). Jego mama postawiła na karierę i... wyjechała jak miał 2 miesiące zostawiając go u nas w domu. Mieszkałam w dużym domu- na górze rodzice i my, a na dole dziadkowie. Mały niby był u dziadków. Ale ja go tak kochałam, że nie odstępowałam na krok. Spędzałam z nim każdą chwilę po szkole, kołysałam w nocy kiedy płakał. Rodzice się denerwowali, bo się nie wysypiałam do szkoły, ale opieka nad tym bezbronnym okruszkiem była dla mnie najważniejsza. Przewijałam, kąpałam, karmiłam butelką. Wszystkiego oczywiscie nauczyły mnie mama i babcia, ale tę lekcję przyswoiłam bardzo dobrze. Teraz zdarza się, że uczę koleżanki jak przewinąć dziecko, kiedy są totalnie zagubione po porodzie. Tej wiedzy się nie zapomina. Przestaję także bać się aspektu emocjonalnego. Nastawiam się, że początek będzie cholernie trudny, że zanim przyjdzie miłość wyleję sporo łez... Po prostu tak już bywa. Ale coraz częściej myślę, że ta miłość przyjdzie szybciej niż mi się wydaje. Wyobrażam sobie to dziecko. Najczęściej jak wyje w nocy :P Ale mimo to myślę, że nie tylko damy radę, ale też bardzo szybko je pokochamy.
3. Wychowywania dziecka- damy radę! Kurcze, nie moze być źle. Po prostu mam silne przekonanie, że to całkiem fajny proces kształtowania małego człowieka. Myślę, że będziemy mieć dobre relacje.

Boję się:
1. Nadopiekuńczość teściowej. Pisałam o niej kiedyś. Ona za blisko nas mieszka. Mój P. nie całkiem rozumie o co mi chodzi, uważa że pomoc mamusi na początku jest oczywista! A dla mnie nie jest. O pomoc poproszę sama. Ale taką, którą ja będę uważała za potrzebną. "Dobre rady", wściubianie nosa w każdy kąt, wieczne pouczanie nas, które ona od zawsze uskutecznia- nie są mi potrzebne. Boję się jak wybrnę z tej sytuacji. P. powinien mieć zdanie tożsame z moim jeśli chcemy wspólnie, solidarnie postawić sprawę jasno jego mamie. Jeśli ja powiem A a on B to przegrałam...
2. Powrotu do pracy. Nie było ani jednego dnia żebym zatęskniła za korporacją. Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo szczęśliwa poza korpo. Nie widzę siebie tam. A z drugiej strony muszę zarabiać. Prywatny biznes za cholere na razie nie chce iść...
3. Powrotu do dobrej figury. Och, jakże marzę o obcisłej małej czarnej! Boję się rozstępów, boję się sadła, boję się żmudnego odchudzania po porodzie, boję się luźnej skóry i wiszących piersi.
4. Terroru laktacyjnego- absolutnie nie jestem przekonana do karmienia piersią. Już miałam pierwszą utarczkę na ten temat z moją mamą. Nawet nie chcę myśleć, co na to powie teściowa. Nie wykluczam absolutnie karmienia piersią, ale nie uważam że muszę to robić choćby nie wiem co. A na pewno nie chcę dłużej niż 3 miesiące. Boję się reakcji otoczenia, znowu tych dobry rad, gadania i ogólnych nerwów w z tego powodu. Już dziś dla teściowej czuję, że jestem bardziej inkubatorem niż człowiekiem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2014, 22:39

Pytanie z piątego maja: Co można robić z autem, w którym zepsuł się bieg wsteczny?

No cóż, odpowiedzi mogą się różnić, bo na przykład można jechać normalnie, przecież jak jedziesz to jedziesz do przodu a nie do tyłu. Albo można w ogole nie zwracać na to uwagi, bo przecież jesteś kobietą, kto by patrzył na takie szczegóły? Skoro silnik chodzi, a auto jedzie to w czym problem? Nie masz kapcia to siedź cicho i jedź gdzie trzeba.
No tak.

A co można zrobić z autem, w którym zepsuł się wsteczny, a kierowczyni zaparkowała tak że musi wycofać?
To już wyższa półka nie?
No to może dam kilka odpowiedzi do wyboru:
A/ kierowczyni dzwoni do swojego gaszka z problemem i prosi go, żeby przyjechał i coś w tej sprawie zrobił
B/ kierowczyni zaczepia przechodnia i prosi o pomoc z biegiem, może się z lituje na widok blondynki z obcego kraju, która nie wie jak wsteczny działa w jej własnym aucie
C/ kierowczyni decyduje się (mimo bycia w 4 miesiącu ciąży) wycofać auto z parkingu sama, na styl flinstonów, nogi po ziemi ręce na kierownicy, mrucząć pod nosem jaba’kurwa’duuu

Drogą eliminacji powiem wam czego kierowczyni mogła NIE wybrać i dlaczego. Otóż kierowczyni - blondynka z wyboru, idiotka z przypadku - mogła zostawić telefon w domu. Dodatkowo kierowczyni - atrakcyjna fizycznie z przypadku, tępo ufająca ludziom z wyboru - mogła dopiero co przeżyć traumę III stopnia z mężczyzną w kitlu, więc nikogo kurwa o nic prosić już nie chce. No ale czy na pewno odważyłaby się na styl flinstona? Może zacznę od początku...

Umówiłam się z gaszkiem na rano na szpital, że pojedziemy, zrobie badania krwi na toksoplazmozę, podjedziemy na pocztę bla bla bla. Piękny poranek o 7 w poniedziałek a nam sie jednak odwidziało wstawać. No ok. Tylko że mi zaczęły się głupoty śnić i po pół h miałam oczy jak 5 złoty choć pańcio dalej spał.

Mówię:
- Mężu, podjadę zrobić te badania, spać nie mogę, to co będę czas marnować, ok?
- Ok.

Pojechałam. Zaparkowałam. Weszłam do budynku. Odfajkowałam numer (na Cyprze żeby uniknąć stresów ciągnie sie numerek i z numerkiem wyświetlonym na tablicy i swoim podchodzi się do okienka załatwiać co trzeba). Spojrzałam na ilość osób i liczbę krzeseł. Usiadłam. Na podłodze pod ścianą. Kto mi uwierzy że jestem w ciąży? No kto? Jak mój brzuch wygląda tak jak najchudszej pani w czasie przejedzenia bobem... Siedzę. 20 minut siedzę. Wychylam się zerkać na wyświetlacz, siedzę. Pan w kitlu otwiera drzwi obok gdzie ja siędzę. Włazi do pokoju, coś gmera, wyłazi. Z krzeselkiem. Bierze mnie za rękę i sadza na krzesełku.

- Pani w jakiej sprawie? - nie zdążyłam podziękować za uprzejmość jegomościa
- Yyy na krew przyszłam – zaczynam się czerwienić na widok ilości par oczu skierowanych w moją stronę z poczekalni
- Proszę pokazać papierek... Oooo i tylko z tym pani tutaj czeka?

Uśmiechnął się i zniknął z moim papierkiem. Zrobiło mi się gorąco. Czułam jak się bardziej rumienie bo ludzie dziwnie się uśmiechają. W głowie mi gra Kult z piosenką „Wybrałem cię spośród milionów”. Nie wiem jak się zachować, ale jegomość już wraca i kiwa palcem żebym poszła z nim. Widzę, że ma pojemniki na krew, więc cieszę michę że z kolejki mnie zabrał, poprowadzi prosto do labolatorium. Ale nie, on mnie zabiera do jakiegoś biura, każe usiąść i pyta:

- Jest pani w ciąży?
- Tak
- Od razu wiedziałem jak na panią spojrzałem. Dlatego pani krzesełko wyniosłem. Od pani coś takiego bije – taka energia pozytywna, i te oczy. Od razu wiedziałem, że powinienem pani pomóc.
No kto by się nie ucieszył? Myślę "z nieba żeś mi pan spadł, nie wiem jak ci się odwdzięczyć nawet". I przez myśl mi przechodzą miłe słowa, jakimi ja albo nawet mój pańcio następnym razem w szpitalu będziemy go wielbić. Jegomość zakłada mi na rękę opaskę, lekko zaciska, wyjmuje z szuflady igły, zagaduje o mężu czy z Cypru czy skąd. Mówi że jest szczęściarzem i że nie powinien mnie skrzywdzić, bo jestem za piekna. Ja dalej siedzę jakbym była w jakimś dziwnym śnie... Jegomość zbliża się z igłą i mówi żebym się nie bała, że mnie nie skrzywdzi, po czym wbija mi się ponad żyłą. Wracam na ziemię, bo tyle razy co pielęgniarki mi w życiu krew pobierały, to wszystkie trafiały do żyły. A ten koleś ciągnie mi krew z ... ręki!!! Poza tym opaska wcale nie była zaciśnięta! Zaczynam go pytać sama:

- A pan tutaj pracuje jak długo?

Widziałam na korytarzu, że jegomość jest znany. Ludzie do niego zagadywali, komuś zlecił przynieść sobie kawę, jest w kitlu, więc nic mi do głowy nie przychodziło dziwnego. Ale sposób w jaki pobrał mi krew pobudził mnie do myślenia.

- A kiedy będą wyniki i gdzie je mogę odebrać?
- Wyniki to u mnie można, zostawię pani telefon. Niech pani bezpośrednio do mnie dzwoni.

Wyjął igłę i dodał:

- Czego się pani napije? Kawy? Herbaty?

Zatkało mnie. Zajarzyła tępa blondynka dlaczego jegomość taki miły jest. Ale kurwa przecież wiedział sam że w ciąży i że ma męża, sam wygląda na żonatego... Matko, niedobrze mi się robi. Co robić? Co robić? Spierdalać czy siedzieć? Ale nogi mam zdrętwiałe, zwiać nie umiem. Telefonu zapomniałam z domu wziąć, zadzwonić nie mogę, co robić???

- Dobrze, to wyniki odbiorę od pana. Proszę mi dać swój numer tak jak pan obiecał, ja zadzwonię za jakiś tydzień. Jak ma pan na imię?

Jegomość bierze kawałek papieru i notuje mi swój numer komórkowy pytając czy ma napisać swoje imię czy imię żeńskie na wypadek gdybym miała jakieś nieprzyjemności ze strony męża...

Uśmiecham się ze spokojem mówiąc:
- Swoje imię proszę napisać, przecież jest pan pielęgniarzem, mój mąż jest wspaniałym, wyrozumiałym mężczyzną.

Wzięłam kartkę, przeprosiłam że nie moge dłużej zostać choć pan był tak serdeczny dla mnie. Jegomość ucalował w rękę, uśmiechnął się zalotnie a ja zesrana jak na autopilocie do auta. Sru! Nie wiedziałam czy ryczeć czy krzyczeć? Z głową spuszczoną szłam w stronę parkingu po to żeby wsiąść do tego zjebanego auta i nie móc wrzucić wstecznego. Taki kurwa cyrk. Nie poryczałam się. Nie wykrzyczałam. Tłumię emocje nawet teraz.

Opowiedziałam gaszkowi szczegół po szczególe. Błagałam żeby tam nie jechał, że nie stać nas na kaucje w policji. Nie pojechał. Wziął numer i zadzwonił. A ja o mało pod łóżko nie wlazłam żeby się tam zaszyć i zapomnieć o sprawie...

WYBRAŁEM CIĘ SPOŚRÓD MILIONÓW.............................


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2014, 23:28

Lekarz znowu namawia mnie na clo. Kuracja 3 miesiące, jeśli się nie uda to inseminacja. Jestem zdecydowana, to już ostatnia próba. In vitro odmówiłam. W sumie co mi szkodzi, najwyżej znowu trochę przytyję, ale jest lato i nie powinnam aż tak przytyć.

Boże, dziewczyny jestem tak zła na swojego M. W sb kumpel odprowadził go do domu, bo trochę mi się M. poskładał na imprezie - ja mam mocniejszą głowę niż on. Wracam do domu 2h później i co widzę - zwymiotował na sofę w salonie. No i zaczęłam sprzątać. Ale dokończyłam w ndz rano. I tak - plamy zeszły jako tako, ale zapach - tragedia. Walczę i walczę. Szedł już w ruch płyn do naczyć, woda z octem, cleen do szyb, vanish do dywanów i tapicerek x 4. I nic. Wczoraj w Świnoujściu rozglądałam się już za nową sofą, ale trochę mi szkoda pozbywać się tej, którą ma zaledwie 2 lata, i którą bardzo lubię :(. Wczorja po południu stworzyłam papkę z sody oczyszczonej i wody i posmarowałam tym oparcie sofy - bo to stąd cuchnie najbardziej. No i zpach został lekko zamaskowany, ale to nadal nie są fiołki. Od nd żyję więc w sypialni. I źle mi z tym, bo tęsknię za moim salonem. Chyba dzisiaj zamówię kogoś do czyszczenia tapicerek i dywanów, bo w sb przyjeżdża kolożanka i gdzieś będzie musiała spać :)

No i jeszcze te teperatury poranne psują mi humowr...i ovuf do tego dołączył. Wygląda na to, że owu jednak była w sb, czyli w 9dc. I tylko 2 <3 były przed nią. Ale dziwene jest też to, że do 9dc 2 krecha na teście ovu była praktycznie niewidzoczna. A 10 dc po raz pierwszy w życiu miałam ją identycznie ciemną jak kreskę kontrolną. Bezsensu...

No i przyszła wredna @! Starałam się nie nastawiać na sukces a mimo wszystko lekki żal odczuwam. W dniu kiedy dostałam miesiączkę moja przyjaciółka urodziła dziecko. Lekka ironia losu, ale cieszę się jej szczęściem :). Urodziła zdrową dziewuszkę :). Może przyjdzie kiedyś czas kiedy i ja będę cieszyć się swoim maluszkiem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2014, 08:39

JaMama Chyba zwariowałam??? 6 maja 2014, 08:51

-jadę dziś do Katowic z koleżankami (poranne oświadczenie córki)
-nigdzie nie jedziesz ...
-dlaczego?
-lektura przeczytana?
-trochę ...
-ile?
-no , nie wiem ile , trochę !
-a pieniądze na bilet masz?
-mam 10 zł
-wczoraj chciałam od Ciebie pożyczyć , to powiedziałaś , że masz tylko 2 zł (niespodziewanie kominiarz zawitał , a ja miałam w portfelu tylko dyszkę , reszta na koncie )
-bo ty nie oddajesz na czas , albo w ogóle nie oddajesz ...
-nie przesadzaj ! kiedy Ci nie oddałam ? ( kieszonkowe było , nie liczę klepaków , które non stop daję )
-za wenflon - ostatnio ( wenflon nie użyty ,leży w kosmetyczce , miałam wargę przekłuwać , ale jakoś odkładałam )
-nie jedziesz , bo będziemy sprzątać i koniec dyskusji . Zresztą to za daleko ( jakieś 40 km )
-ostatnio sprzątałam ! Ile można sprzątać !?

Jak tu się nie wkurzyć : ,,ostatnio sprzatałam ...'' Dom 200 metrów , pięcioosobowa rodzina , pies , szczury , papugi .... wszyscy syfią , jedzą , pichcą , brudne szmaty zostawiają gdzie popadnie ...i słyszę ,,ile można sprzątać?!,,

Codziennie sobie zadaję to pytanie ! Ile można !?
Odpowiedź brzmi:
NO WŁAŚNIE , KURWA !!!! ILE MOŻNA !!!???

okazuje się , że codziennie to za mało :( ,więc postanowiłam sobie , że nikogo prosiła nie będę . Już nie mówię o mężu , bo poczciwy chłopina własnie na zakupy pojechał ( mnie @ tak zalewa , że wole siedzieć w domu ) . W nim ( choć też zostawia po sobie ) mam najwięcej wsparcia i pomocy . Pracuje, pomaga i czasem wkurza , ale obowiązki swoje zna :)

A dzieci....szok ! Zrobią jak już wszystkie przekleństwa świata słyszą i widzą , że z bezsilności ryczę ...
No więc zmykam , do kuchni , potem pokoje , łazienka.... jak wczoraj, przedwczoraj i jutro...

peppapig co ma być to będzie ... 6 maja 2014, 09:28

Chciałabym kopa w dupe dostać!!
Jakby to że poroniłam to był mały kop...
Chciałabym wstać przed szóstą i pobiegać co podnosi poziom serotoniny,której mi potrzeba...
Sex i czekolada też podnoszą poziom szczęścia. Nie pozostaje mi nic innego jak biegać z rana, wieczorem usmarować się czekoladą i uprawiać dziki sex!! Trzymajcie kciuki :-D


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2014, 09:28

nastepne artykuly:

http://www.livingwithout.com/blog/celiac_disease_fertility-3227-1.html

kurwa sprawdzilam strone internetowa mojego gp i wyslo ze mam jeszcze uczulenie na laktoze...to co ja kurwa bede teraz jesc? czyli gluten i laktoza...cholera jasna zostaje mieso i surowe warzywa i owce jedynie...chuj dam rade, jak trzeba to trzeba :D

14 dzień bez słodyczy i -2kg :)
No i Dupol na wywołanie.

mam dziś troszkę do roboty, więc jeśli mi się uda, to później dokończę wpis.

Weekendową majówkę spędziłam na spokojnie. Zrobiliśmy ognisko nad jeziorem,troszkę się upiłam, a w domu zasnęłam na podłodze :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/095fd44b306f.jpg

W niedziele pojechaliśmy z moimi rodzicami na jakąś wiochę, gdzie był klasztor templariuszy.
Obeszliśmy, pooglądaliśmy a później była pizza której wieki nie jadłam!

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fbf73a8a4a7b.jpg


W sobotę idę na prospekting Avon z moją nową koleżanką Justyną.
Avon jest super.Chyba tego mi brakowało..
Dziewczyny są wspaniałe.Łączy nas pasja do kosmetyków a tym bardziej poczucie humoru..
Bardzo szybko się zaklimatyzowałam, zwyczajnie tego potrzebowałam.
Wchodzę już na pozycje lidera i będę budowała swoją grupę konsultantek :)
Jest dobrze .

Na wypłatę kupuję szafę. Szafę której nie mogę się już doczekać:)



Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2014, 17:54

Od kilku dni zjebany humor, mąż dojeżdża mnie jak burą sukę tak że dosłownie płaczę całymi wieczorami-tak się kłócimy! Poszło o głupotę, źle się odezwałam do jego matki (nie zwyzywałam, nic z tych rzeczy) po prostu zwróciłam na coś uwagę no i poszła lawina... Pomimo tego, że to nie mój dom to powinnam się czuć jak u siebie-teraz się czuję jak w izolatce, nie chcą żebym wyszła do ludzi, broń boże kogoś zapraszała. Wszyscy są źli i niedobrzy... Włącznie ze mną of kors. Dlatego słuchając codziennie kłótni, obgadywania mnie oraz wyśmiewania odcinam się powoli od ludzi dla dobra dziecka, żeby nie przeżywało więcej stresów. Ogólnie mam życie jak w bajce, np Kopciuszku. Tyle że bez happy endu... Dobrze, że mam swoje dzieciątko to mnie trzyma przy życiu-wczoraj rano budząc się na lewym boku, przekręciłam się na plecy widziałam jego ciałko jak był ułożony, moja bułeczka kochana sobie spała słodko! Dajemy na luz, pomimo samotności trzeba się odstresować, bo inaczej to wpadnę w depresję jeszcze przed porodem...

Jesli chodzi o ruchy dziecka to zauwazylam, ze najbardziej sa wyczuwalne poznym popoludniem albo wieczorem gdy po aktywnym dniu mam chwile odpoczynku :)

Uwielbiam te momenty, zawsze mysle sobie: ale super, zaraz poloze sie i porozmawiam sobie z naszym synkiem :)
Przewaznie wtedy moj M jest juz tez w domciu i lezymy tak razem dotykajac mojego brzucha i cieszac sie z kazdego malego musniecia pod skora. Rozmawiamy sobie tez z nim na rozne tematy, mowimy np ze jutro gdzies z nim pojedziemy i ze jest juz niezlym podroznikiem jak na swoj wiek :)

Staram sie nie stresowac bo juz bardzo duzo przeszlismy z moim M jak na pare z dwuletnim stazem. Chce, zeby te momenty staly sie w przyszlosci budzacymi usmiech wspomnieniami.
Mozna by powiedziec, ze wyznaje obecnie zasade Carpe Diem ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2014, 09:59

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)