Nie mam ostatnio weny do pisania... ciąglę pracuję, do tego coraz bliżej nasza przeprowadzka...masakra jakaś i te upały... już nie wyrabiam :(
dziś wielki dzień - USG genetyczne, denerwuję się!!!!
ale wszystko musi być dobrze... brzuszek zaokrągla się i uwidacznia powoli :)
mdłości miałam dziś okropne bo nie jadłam śniadania - na szczęście już ok!
senność i zmęczenie nie odpuszczają... upały mnie wykańczają w pracy ledwo żyję bez klimatyzacji... czuję jak mi słabo a tu jeszcze do 14 muszę wytrzymać jakoś...
potem chyba prześpię całe popołudnie :(

A dziś mają jeszcze łozko przywieźć po 17... no tak zapomniałam!
kupiliśmy do nowego mieszkania duże wygodne małżeńskie łóżko :)

Trzymajcie kciuki za mnie i mojego Maluszka!!!

A teraz milion zdjęć rosnącego brzuchola :D

27796179336433176684_thumb.jpg84473609446800921851_thumb.jpg[/URL78977874966436895363_thumb.jpg 88363739288873988411_thumb.jpg[/URL 71575371854441263584_thumb.jpg 80231401287207459464_thumb.jpg

A tak wyglądam dzisiaj :) 23tydzień3dzień +3kg
70038430782280974643_thumb.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2014, 12:13

Staraczka86 w zawieszeniu ..... 9 czerwca 2014, 12:25

W tym miesiącu robię sobie wolne, zero mierzenia temperatury, zero stresów... nie mam na to z resztą sił.

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 9 czerwca 2014, 12:43

Moja @ nie przypomina mi tych które miałam przez ostatnie 13 lat.

Odpuściliśmy staranie- tzn myślenie intensywne o tym, może po wakacjach się uda.
Teraz biorę clo ostatni cykl- na spokojnie co ma być to będzie.
Codziennie dowiaduję się,że jedna z moich koleżanek spodziewa się dziecka- serce mi pęka że ja w sierpniu również bym się cieszyła narodzinami Naszej Kropeczki :(

Dzień 20.
uff jak gorąco :) ale nie narzekam bo od czwartku już poniżej 20 stopni :(
Rocznica udana! Było super :)
Rozmawialiśmy z mężem i chyba na wakacje pojedziemy... do Włoch!! <3 już odliczam :) no i większa motywacja! Wczoraj 2h spaceru z kijkami więc zaliczone i dzisiaj z siostrą i mamą :D
Posiedzę chwilę i na bazar trzeba lecieć na zakupy na jutro obiad a dzisiaj szczawiowa u teściowej :D

Pomysł na jutro:
http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/2014/06/fit-gulasz-z-indyka-bez-fixow-i.html#more

skurcz za skurczem od kilku dni :( a okresu jak nie było tak nie ma ... :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2014, 13:05

Agi Radość.. 9 czerwca 2014, 13:23

150,4 dalej mam brać duphaston i powtórzyć bete za 2 dni ..coś mały ten przyrost:(
nie wiem o co chodzi temperatura 37..

DZISIAJ Z WIZYTY JESTEM ZADOWOLNA PECHERZYK USROSL MA 15,2mm A ENDO MA 8.7mm nie wiem czy nie za duzo uroslo ale wazne ze pecherzyk rosnie wiec tak pewnie w sobote bd IUI ;)

wymyśliłam sobie weekend na podratowanie małżeństwa :D
prawie nadarzyła się okazja gdyż miałam się spotkać z koleżanka w KRK. Tym prostsza sytuacja iż w Krk jest mój brat i ma tam mieszkanie..całe wynajmuje dla siebie...i tak się zdarzyło iż akurat musiał wyjechać w sobotę rano wiec mieliśmy mieszkanie tylko dla SIEBIE:)
żonka się postarała :D (mój brat ma wannę w łazience..a my niestety cierpimy na jej brak :(:() zakupiła olejki..płyny do kąpieli...świeczki..winko...nowa bielizna (która się bardzo spodobała) no i wymyśliłam sobie mega romantyczny wieczór..oprócz świeczek, które zostały w domu zabrałam wszystko :D:D
No i tak spędziliśmy sobie miło sobotni wieczór..i całą niedziele RAZEM.....mąż wpatrzony we mnie teraz aż miło..czasem taki dzień tylko we dwoje się przydaje i to bardzo :D:D

Magic Niemożliwe 9 czerwca 2014, 14:42

Czytałam kolejny pamiętnik, dziewczyny, która dwa razy traciła ciąże a 1 czerwca urodziła synka Marcela :) trochę malutkiego, bo tylko 2800g i 52 cm ale jest cały i zdrowy :)

Uwielbiam takie historie :)

Oby więcej takich!! dziewczyny do dzieła! :) moje serce się raduje, widząc wielkie szczęście, które poprzedzały wielkie tragedie i nie powodzenia :)

Dostałam mega kopa emocjonalnego!! Dziękuję OF! Dziękuję dziewczyny! :*

no i dzisiaj jeszcze muszę zaliczyć wizytę u gina...to ostatni mój stymulowany cyk na clo..a później klinika...wczoraj jeszcze troszkę pogadalismy z mężem o naszej sytuacji...no i stwierdziliśmy ze z ta klinika poczekamy do września..mąz bierze teraz witaminy..ma je brać 3 miesiące..wiec poczekamy i zobaczymy czy u niego się coś poprawiło..zrobimy badania...i wtedy zdecydujemy co dalej...a na razie high life:)

Upały mnie wykończą....
Dziś nie jest jeszcze jakoś przerażająco gorąco za oknem, ale w mieszkaniu mam istną saunę. Nie wyrabiam - łeb mi pęka, jak tylko położę głowę na poduszce, to zasypiam, nie mogę oddychać, pocę się jak szczur, a do tego jestem jak balon przed @ i tyłka dziś nie mogłam w żadne spodnie wcisnąć, bo mnie wszystkie uwierały. Czuję się fatalnie.
Mam nadzieję, że się trochę ochłodzi i siły do mnie wrócą, bo w takim stanie to ja długo nie pociągnę.

Dziś 27 dc, przewiduję @ na czwartek lub piątek najpóźniej. Od kilku dni lekkie bóle jakby skurczowe na @, piersi prawie wcale nie bolą co jest odstępstwem od mojej normy (aczkolwiek zdarzało się już w przeszłości) ale zupełnie, jak nigdy, nie nakręcam się. W tym miesiącu NIE CHCĘ żeby się udało (urlop na dniach) i praktycznie ilość <3 jest tak mała - można śmiało powiedzieć, że starań nie było w tym cyklu. Także cierpliwie czekam na @ i wiem, że wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują na zbliżającą się małpuchę. Nie jest mi przykro, może innym razem się uda? Na razie moją głowę zaprząta 1000 innych spraw ;)

Do rozpoczęcia kolejnej stymulacji mamy ok. 7 tygodni. Długo... co prawda jeszcze mi się nie zaczęło dłużyć, ale przypuszczam, że po urlopie zacznie.

Poza tym jest ok. Czasem przez głowę przejdzie myśl, że tak nie powinno być, że teraz powinnam podglądać kropeczkę na usg, odliczać tygodnie do 12, powinnam mieć mdłości, powinnam nie leżeć na słońcu, powinnam obserwować rosnącą betę. Ale los chciał inaczej. Bóg ma inny plan. Ciekawe jaki.

Przez weekend spotkałam się z kuzynką, która poroniła ponad 2 lata temu, rok temu wzięli ślub i od tamtej pory intensywnie się starają i też nie wychodzi. Absolutnie nie chciałabym, żeby ktokolwiek z mojej rodziny, albo najbliższych przeżywał to co ja, ale pierwszy raz poczułam zrozumienie ze strony kogoś bliskiego (poza mężem). Pierwszy raz wymieniłyśmy się kilkoma zdaniami na ten temat, a później pomilczałyśmy i każda z nas wiedziała o czym sobie milczymy. Ona nie wie o ivf, wie tylko kilka osób, ale dla mnie im mniej tym lepiej, bo jak się okazało w mniejszym gronie lepiej przyjmuje się porażkę, niż tłumacząc wszystkim, że się nie udało i smucąc się z każdym z osobna. Powiemy wszystkim dopiero jak się uda.

No ale pomimo swojej niewiedzy zaczęła opowiadać mi o swojej koleżance, która ma trojaczki z ivf. Coś niesamowitego. Potrójne szczęście, ale też potrójne troski, potrójne zmartwienia i potrójne zmęczenie. Mimo to, gdyby ktoś pozwolił mi wybrać i zapytał czy chciałabym trojaczki to bez chwili zastanowienia odpowiedziałabym TAK. Wiem ile uwagi potrzebuje jedna mała istotka i mogę sobie tylko wyobrażać ile potrzebują 3, ale i tak nie miałabym wątpliwości.

Chciałabym, żeby i jej i mi kiedyś się udało :)

Magic Niemożliwe 9 czerwca 2014, 16:38

gosia dla Ciebie ;) historia jak to jedna laska popsuła mi wesele...
odkąd jestem z moim K czyli od liceum(2006r.) weszłam w krąg jego znajomych, przyjaciół. Trochę to mnie bolało, bo jak się z nimi spotykaliśmy, to oni zawsze rozmawiali i śmiali się z kogoś z ich osiedla, kogo ja nie znałam... super zabawa - zgadnij o kim mówimy - wkur**ło mnie to strasznie :) ale była za bardzo zapatrzona w mojego lubego ;) nasze pierwsze wakacje były nad naszym polskim morzem. Pojechaliśmy w grupie około 11 osób. Było miło...prawie. Siostra rodzona mojego K na samym początku strasznie mnie nie lubiła i nie tolerowała w ogóle. Starała się jak najbardziej mi uprzykrzyć życie i popsuć humor. Pamietam, jak mieszkaliśmy w domku letniskowym nad morzem wparowała do nas do sypialni a my bylismy nadzy, chciała z nas zerwać kołdrę! No niezła zabawa! Wiecznie stałam z boku, oni się swietnie czuli w swoim towarzystwie a ja...była dodatkiem - dziewczyną K. Tak zawsze się czułam. Ale jakoże jestem silną osobą, pieprzyło mnie to czy ktoś mnie lubi czy nie, byłam szczęśliwa z K a on ze mną.Mijały kolejne lata naszego związku i każde wakacje spedzaliśmy we czwórkę, my i przyjaciel mojek K wraz z dziewczyną - oni natomiast byli ze sobą już wtedy 5 lat - od gimnazjum. Odpowiadało nam to. Sami, wiedzielismy jak chcemy spędzić wakacje. A siostra mojego K wciąż była dla mnie okropna, coraz gorsza. Pamiętam jak kiedyś powiedziałą coś na mój temat co było zupełną nie prawdą, mój K powidział jej, że jest kłamczuchą i dwulicowną dziewczyną! Tak ja to zabolało, że wzięła jego drinka i mnie oblała nim, po czym z płaczem poleciałą do swojego pokoju. Przybiegli jego rodzice. Ehh... trochę ta "wojna trwała", a my wciąż we czwórkę już nie tylko wakcje ale i wekendy, normalne i długie razem, każdy możliwy wolny czas. Trochę mnie to denerwowało, że nie mogę się spotkać z przyjaciółką, bo oczywoście mój K juz nas umówił z przyjacielem i jego dziewuchą. Myślałam, że sie przyjaźnimy. Ale to było złudzenie. Około 3 lata temu, po jakieś imprezie mojego K siostra strasznie się upiła i na głosy mówiła, specjalnie bym słyszała, do innej dziewczyny:
-Ja nie wiem czemu Madzia mnie tak nie lubi.
Nauczyłam sie juz jednego, olewania jej. Ale dziewczyna znała mnie i wiedziała, że nie jest fajnie między nami, cos próbowała jej wyjaśnić, ale powiedziałam tylko, że nie warto, bo i tak to nic nie da. Rano trzeba było posprzątać, więc się wzięłam bo ja mam uczulenie na pierdolnik ;) patrzę a sisotra mojego K dupsko podniosła z wyrka i widzi, że sprzątam, cos tam mi pomogła, nic sie nie odzywałam, ona próbowała podjąć rozmowe. Zapytała się mnie wprost:
-Czemu mnie nie lubisz?
ja oczy jak 5zł, mówię jej, że to ona mnie traktuję jak psa od kiedy jestem z K. A ona zaczęła się jąkać i płakać, że ona była zadzrosna o niego, że jakaś baba przyszła i mu braciszka zabiera. Powiedziałam jej, że K. nigdy nie miałby jej za złe jakby ktos miała i była szczęśliwa. I jakis cud się stał...powiedziała"Przepraszam Madzia"...popłakałam się, że nasza "wojna" się skończyła. Zaprzyjaźniłyśmy się! Była moją swiadkową na ślubie :)
Ale ta historia jest o innej babie, która napsuła mi krwi. To dziewczyna przyjaciela mojego męża. jesteśmy w tym samym wieku, niczym sie nie róźnimy. Siostra mojego K. mi nieraz mówiła, że ona mi zazdrości..Figury, odwagi do ubierania kolorów, fantazji i pasji. Ale co jej broni samej taką być? Ograniczona nie jest....chyba. Było takie lato kiedy postanowiliśmy wraz z czwórką znajomych(w tym i oni), że jedziemy za granice! Ale mój K. stracił pracę przed majówką... małżenstwo znajomych naszych nas poganiało, żeby się określić czy jedziemy. Wkur***am się i powiedział:
-A WEŹ SPIER****J do tych Arabów i niech Cię nie widzę!
Kurde! Wie, że mój K. pracy nie ma a jej tylko w głowie wakacje! Pusta dziewucha!
No...Muszę ochłonąć, wciąż wychodzą emocje ;) Postanowione - my nie jedziemy - przyjacieł mojego K, wraz z laską i znajomym małżeństwem jadą! Odtąd każdy weekend jak się widzieliśmy był tylko o ich wyjeździe...kurwa...no nie było opcji zmiany tematu! Podnieta jakby totka wygrali! Po ich powrocie czułam, że razem z K. przestaliśmy mieć wspólnne tamty z nimi, bo oni mieli wspomnienia, historie i gadki... Powiedział, poczekam, zaraz się im znudzi. Jeszcze przed ich wylotem o coś się pokłociłyśmy albo ja coś powiedziałam takiego, że laska przyjeciela mojego K(NAZWIJMY JĄ wERONIKA A JEGO KAMIL),że popłakała się przeze mnie...nie rpzyszła nie powiedziała mi tego w twarz tylko wypłakała się kamilowi w rękaw, a on powiedział to mojemu K. No qwa niby taka dorosła a przyjść i powiedzieć nie umie! No mój K mówi, żebym ją przeprosiła, mówie mu, że chyba rozum zjadł! Nigdy! Ale jak to ja, miękkie serce i twardą dupę do kopania mam. Poszłam do niej, żeby pogadać. Poszłysmy na spacer i gadamy, zapytałam o co jej chodzi, ona, że myślała, że sie przyjaźnimy i nie rozumie mojego postepowania, czemu tak powiedziała, ona chciałaby aby nasze wspólne przygotowania do ślubu były miłe i chce je razem ze mną przeżywać(WTF??!). Mówię jej, że dla mnie przyjaźni nie jest określana na podstawie czasu ile się z kimś znam, tylko czy łączy mnie z nia jakaś więź.. z nią...nawet bym o facetach pogadać nie mogła, czułam jakąś blokadę, czułam, że jest nieszczera i fałszywa. Jakaś taka podświadomość mi to mówiła. Na koniec jeszcze Weronika mi się rozbeczała i powiedziała, że ona cche się ze mna umawiać sama bez chłopaków na kawę i zakupy, posiedzieć pogadać...Moje zdziwienie miało rozmiar jak stąd do księżyca i z powrotem.. powiedziałam:
-OK.
I tak mijały tygodnie, miesiące a jej obietnica spotkania..hmm.. jakby gdzie zdechła pod drodze. Zaproponowałam dwa spotkania, z czego żadne się nie odbyło! Bo??? No przecież księżna ma szkołe w sobotę a w niedzielę jest jej jedyny dzień na odpoczynek, nosz qwa! To po ch**j proponuje mi takie rzeczy! Zawraca mi dupę! Poziom mojej irytacji urósł do rozmiarów KOSMOSU! Powiedziałam o nie nie nie kochana ja się nie dam. Przestałam chcieć się z nią widywać, każde spotkanie było okropne, zmuszał mnie K. Pamietam jak byliśmy w pizzeri z wcześniej wymienionym małżeństwem i tak chłopaki, bo piłkarze to gadali o piłce a one we dwie o kosmetyczkach, kredytach i ciuchach..a ja? siedzę w kącie i sie przatrzę, az się gotowałam! Dlaczego miałam znosić ich towarzystwo skoro mnie olewali! Wszyscy. Wyjełam tel i zaczęłam grzebać w necie, mój K. :
-No co Ty robisz? W twoarzystwie jesteśmy!
Na co ja:
- Tak? To chyba tylko ty tak uważasz! Gadacie sobie o piłce te dwie desperatki chcą być na topie napieradalają o kosmetyczkach! O czym ja mam z nimi rozmawiać?
Wyszłam do łazienki. Popłakałam się. I myslę,że zrobie tak samo jak ona też się popłączę i poskarże mojemu K. i niech z nimim porządek zrobi. Ale za mną nikt nie stanął. wszyscy uważali, że to ja jestem wina, to ja jestem ta zła. Powiedziałam, że koniec z nimi! Przestaliśmy się z nimi spotykać. Ale dla ratowania czegokolwiek mój K. wpadł na pomysł wyazdu na sylwka razem w szóstkę! Pomyślałam o nie... ale się zgodziła, postanowiłam, że nie dam sobie popsuć wyjazdu. To był nasz ostatni sylwek jako narzeczeństwo... 2012/2013 i nasz ślub za 6 miesięcy. Oczywiście też nieobeszło się bez awantury, bo Weronika i Kamil ustalili sobie termin przed nami na koniec sierpnia a my po nich ustaliliśmy 1 czerwca i awantura! jak rozmawiałam z Kamilem to powiedział mi, że specjalnie to zrobiłam, że to ja ustaliłam taki termin by mieć ślub przed nimi, bo rzekomo my planowaliśmy na wrzesień! Tak planowalismy ale mamy wspólnych znajomych i co? Po 3 tygodniach po ich weselu kto by do nas przyszedł! Mówię mu, że juz mu w dupie poprzewrała ta jego druna narzeczona i gada jak ona! Powiedziałam, że nie maja prawa nam nakazywac kiedy ślub mamy wziąć.. To była nasza ostatnia rozmowa i spotkanie. Ale powstał problem. Mój K. chciał Kamila na świadka... a on mu na to, że w takiej sytuacji to on odmawia, bo my się nie lubimy z jego narzeczoną! Pantoflarz pieprzony! I co? 2 miesiące do ślubu a my świadka nie mamy! Kurde... tak nas najwspanialszy przyjaciel mojego męża załatwił! Bo jak my sobie to wyobrażamy, że razem w takich nastrojach będziemy siedzieć? A ja to kurwa na ślub i wesele też nie przyłażcie, bo jak będziemy w jednym pomieszczeniu siedzieć! Łaizła i miała taka obrażoną minę, że miała ochotę dać jej w pysk i powiedzieć - tam są drzwi! No debilizm i to zaraźliwy! Zaczął przesiakać jej pieprzonymi poglądami, własnego zdania nawet nie ma! W idź w ch**j mówię z takim przyjacielem. Wesele się odbyło, było super, podoga lekko nie taka jak powinna, ale przecież pod gołym niebem nie bylismy? Po naszym weselu czekaliśmy na ich...wiedziała, że się postara ta małpa aby miec jeszcze lepsze wesele niz my. Jej sprawa. Niczym innym nie umie zaimponować. W tym czasie oczekiwania na ich wielki dzień, starałam się namówic męża na dziecko. Bo przecież na co mamy czekać? na oklaski? Nie dał się namówić. Zmądrzał dopiero w sierpniu... na ich weselu byłam w ciąży, ale miałam tyle stresów, że nic z tego nie wyszło..miałam podejrzenie ciąży pozamacicznej.
W lutym tego roku dowiedziałam się o K. siostry, że moja ulubienica jest w ciąży i to coś już dużej - pomyślałam, no jak ona mogła?? A zapytała się nas czy może?? Jak ona smiała- obrażam się na nią! ;) ale niech ma... musiała szybko coś zmienić w swoim związku, bo inaczej to by się źle skończyło. Myślałam, że to ja miałam cisnienie, ale ona pobiła mnie w tym ;) ale jak to E. siostra K. powiedziała, widać, że ona jest gotowa(była od zawsze czyli od 11 lat) ale Kamil to chyba nie bardzo... powiedziałam tylko by nie oceniała zbyt wcześnie.
Oto historia toksycznej znajomości, którą zadusiłam własnymi rękoma :) mój mąż widuje się z Kamilem, ale to niedługo sie skończy ;) Utnie mu wszystkie wyjścia :)
Mogę tylko powiedzieć, że gdyby nie nasze zaręczyny to pewniej jeszcze by czekała na ślub, bo my zaręczyliśmy się w 2011 roku a oni w walentynki rok później. Siostra mojego K. mówi, że nie miał już wyboru, bo my jesteśmy krócej ze sobą niż oni i pewnie mu już życ nie dawała ;)) żal mi niektórych.. a zwłaszcza tego Kamila... bycie marionetką w cudzych rękach to niczego dobrego nie wróży. Mimo iż nie lubie tej laski, to nie życzę jej źle...a ona pewnie mnie przeklęła i wymodliła wszystkie krzywdy. To wraca do człowieka, prędzej czy później..

TSH 2,660 (0,270-4,200)
Ft4 1,01 (0,93- 1,70)
Glukoza 96,10 (70,00-99,00)

Niby w normie, ale podwyższone. Ponoć jak TSH powyżej 2 to ciężej jest utrzymać ciążę. Zobaczymy co gin powie :)

Neyla Pokój z widokiem na morze. 9 czerwca 2014, 17:41

Nareszcie mam normalny okres :) Od lutowego poronienia moje @ były bardzo skąpe i ciągnęły się aż do 11dc. A teraz normalnie leci, może wreszcie mój organizm się ogarnie i znowu będę mogła zajść w ciążę? Kupiłam sikańce owulacyjne...za pierwszym razem to one pomogły mi w określeniu owulacji.

Asha To juz prawie 4 lata staran :-( 9 czerwca 2014, 18:10

Pomalu wracam do zywych...nastroj sie poprawil i nadzieja wrocila...nastawilismy sie pozytywnie do serduszkowania, byly dwa spontany ;-)...oby taki caly miesiac...M zmienia prace aktualnie i jest pozytywnie nastawiony, w tej starej go strasznie szef gnoil pomimo tego ze byl asystentem managera, to sie tak do niego przyczepil ze nei dalo sie juz tego wytrzymac...na szczescie znalazl nowa i zaczyna w poniedzialek...az odzyl chlopaczyna...ojciec jedzie do Polski na dwa tygodnie...nie lubie jak wyjezdza teskni mi sie zanim...pogoda dzisiaj ladniejsza troche ale tutaj to co 5 min inaczej...ale generalnie nastawia pozytywnie...na szczescie nie mam jutro duzo klientow to moze wyskoczymy na jaks kawusie jak bedzie ladnie :-)... 5dc..czekam na paski do monitora powinny juz przyjsc cholera, jutro juz powinnam ich zaczac uzywac a ich nawet nie dostalam jeszcze szlag by to...musze czekac ...tylko na wszystko czekac...czekac...nienawidze czekac...czemu to nie moze byc juz teraz wszystko...tylko czekac trzeba na wszystko i tak sie czlowiek dobija i wcale cierpliwosci sie nie uczy tylko depresji sie nabawia

Asha To juz prawie 4 lata staran :-( 9 czerwca 2014, 18:20

I niby napisalam ,ze wszystko pozytywnie i optymistycznie a tu znowu zaczelam narzekac...i jak to nie trzeba czlowiekowi duzo zeby sobie powod znalezc...zeby tylko do dupy bylo, zeby tylko zle, azawsze powtarzalam ze jestem optymistka i szczerze przy tym obtsaje...zawsze sobie powtarzam, ze wszystko bedzie dobrze itd itd...i jakos zawsze jest..tylko nie w temacie ciazy niestety...to jest ten jedyny temat na ktorego wplywu ani kontroli zadnej nie ma, a ja lubie miec kontrole nad wlasnym zyciem, nie do przesady ale jednak...dlatego mnie to do kurwicy doprowadza, ze nic z tym zrobic nie moge, ani sobie pomoc ani nic zmienic...i to jest moze moje challenge...zeby przestac kontrolowac...tylko jak...jak czlowiekowi zalezy...to tak jak z miloscia jak ci zalezy to jak masz odejsc? Wtedy jest najtrudniej...i tu jest tak samo...jak ignorowac..jak praktycznie czlowiek jeszcze w ciazy nie jest a juz marzeniami zyje i w wyobrazni wszystko jest jak zywe...jak to teraz zostawic i odejsc? Jak zapomniec? Musialabym chyba pogodzic sie z tym ze nigdy tego nie bede miec a to juz jest kompletnie inna gadka...inna rozgrywka...duzo trudniejsza...bo jak mam sie pogodzic skoro moze jest nadzieja? Jeszce nikt nie powiedzial ze nie ma, ze drzwi zamkniete,ze koniec...sama mam sobie zabronic marzyc? Sama sobie granice wyznaczyc ? Chyba jeszce nie umiem...i tak to sie kreci niestety dookola non stop bez konca....

35+2

Mamy wózek - w końcu! Tak się cieszę ;-) Ulżyło mi...

25rggzt.jpg

+ fotelik :)

90sw93.jpg

Wyprawka już prawie kompletna, ja jestem już coraz bardziej spokojniejsza.
W czerwcu na pewno musimy kupić jeszcze parę rzeczy.
Do wyprawki dopisałam jeszcze parasolkę do wózka, chyba jednak w lipcu się bez niej nie obejdzie.
Zastanawiam się też jaki kupić płyn do mycia małej, jakiej firmy.
Johnson's Baby ponoć najczęściej uczula. Kuzynka poleciła mi produkty Nivea, ale one w większości są od pierwszego miesiąca życia.
Możecie mi coś doradzić? :)

W sobotę i niedziele w Warszawie odbywają się też targi Mother&Baby.
Chyba się na nie z N przejedziemy.
Ponoć można zgarnąć mnóstwo gratisów, a nawet wygrać ciekawe nagrody w konkursach. :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)