Kurcze, jakis pech za mna lazi. Dzis na pikniku stanelam na jakis kamien, ktorego nie widzialam, wygielam noge w kostce i upadlam na kolana. Na poczatku bolala mnie kostka potem zauwazylam, ze pobolewa tez kolano ale jakos tylko cmilo w tych dwoch miejscach przez caly dzien i myslalam, ze tylko sie troche potluklam. Jak tylko zaczelismy sie zbierac do domu zaczela mnie pobolewac kostka. W samochodzie bylo jeszcze gorzej a jak za dziesiec minut bylismy pod domem, okazalo sie ze tak mnie boli, ze boje sie na nia stanac. Mimo wszystko pokonalam chodnik i schody na pierwsze pietro. W domu moj owinal mi te kostke bandazem i teraz leze na kanapie z noga na podwyzszeniu. Wzielam tez paracetamol i nie wiem co zrobic. Powoli przestaje mnie bolec. Dokladnie obejrzelismy dwie kostki i sa takie same, czyli nic nie spuchlo.. Co jest dziwne to to, ze po upadku funkcjonowalam caly dzien i dopiero po kilku godzinach zlapal mnie bol. Tylko zastanawiam sie czy to zwykle nadwyrezenie kostki czy cos powazniejszego.

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 15 czerwca 2014, 23:22

"Jest tylko jedna rozsądna rzecz, jaką możecie zrobić z tym bezsensownym życiem: spełnijcie je. Moim zdaniem, życie jest najlepiej spełnione, kiedy uczymy się tyle, ile możemy, o tym, o czym tylko możemy. Kiedy jesteśmy dumni z tego, co robimy, potrafimy współczuć, dzielić się pomysłami, biegamy, jesteśmy entuzjastyczni.
A później przychodzi miłość, podróże, wino, seks, sztuka, dzieci i wspinaczka górska."

justwol Starania i oczekiwania 15 czerwca 2014, 23:24

Minął mój pierwszy cykl z OF. Moje odczucia są dość mieszane. Nie wszystko od początku było dla mnie jasne, jednak w miarę uzupełniania informacji zaczęłam czuć się coraz bardziej pewnie.
Nie jest to jednak mój pierwszy cykl starań - te trwają już w zasadzie od początku 2014 roku. W tym czasie udało się nam raz. Okazało się jednak, że była to ciąża biochemiczna (w marcu). Organizm szybko sobie poradził. Martwiłam się (i w zasadzie do dziś nie mam pewności) odnoście tego jak będą wyglądać dalsze moje cykle.
Ostatni cykl sprzed OF trwał 31 dni. Kolejny już 29, a moja norma wcześniej wynosiła ok 26.
Zastanawiam się, czy możliwe jest zajście w ciążę w kolejnych cyklach? Cóż, jest to pytanie, które jak na razie pozostaje bez odpowiedzi.
Jest też inny problem. Wkrótce wybieramy się na wakacje i będę pozostawiona sama sobie. Bez dostępu do sieci, a co za tym idzie do OF. Będę więc musiała liczyć na to, że uda mi się właściwie oszacować ovu przy pomocy testów i pozostały wskaźników.
Wątpliwości mam wiele.
Tak jeszcze dziś trzymałam mocno kciuki za to by @ nie nadeszła. Niestety jednak stało się inaczej. Po części jednak byłam też na to gotowa. Nie odczuwałam dolegliwości jakie towarzyszyły mi przy biochemicznej - obolałych i tkliwych piersi, dziwnych myśli.
Mam nadzieję, że kolejny cykl okaże się tym szczęśliwym. Tym bardziej, że OF wyznaczył termin ovu na moje urodziny :).


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 10:34

Vixen Alexander. 15 czerwca 2014, 23:50

29tyg 4dni

Kurczę zbliżamy się do magicznego 30tego tygodnia ciazy :O ten numer wydaje mi się wielki. Taka dorosła ta ciąża już bedzie, tak blisko rozwiązania... Strasznie jestem ciekawa kiedy urodzę. Który to bedzie tydzień? Nie chciałabym przenosić ciazy :< tyle czekania i miałabym np do 42tyg się kisić? Nie. No i wtedy poród w domu wykluczony wiec podwójne nie. Podoba mi się 39 tydzien, ale jak to z nami naprawdę bedzie? Nie wiadomo :D za 6 tyg muszę mieć juz w domu wszystko na poród przygotowane. Położne wtedy tez przychodzą zostawić butle z tlenem i gazem. Ja juz muszę mieć TENS machine u siebie i od lekarza zastrzyk z morfiną na 'wszelki wypadek' i wtedy juz bedzie czekanie. Jeszcze tyle tygodniiii :( ja chce juuuż! Dłuży mi się cholerka ten czas. Kocham mój brzuszek, ale chce już Charliego na swiecie. Moje dni nie maja sensu. Ciagle tylko myśle o tym już bedzie przy mnie. No ale czasu nie przyspiesze wiec muszę byc cierpliwa i cieszyć się każdym dniem który moge wypełnić lenistwem. O.

Od czwartku siedzę w domu, bo w pracy nie dawałam rady z bólem żeber. Jutro ide i mam policzyć ile godzin zajmie żeby mi było niewygodnie i będę tyle tylko pracować. Bardzo mi się spodobało co moja managerka powiedziała mi w środę. Mam nie siedzieć dopóki juz nie będę mogła wytrzymać ale do wtedy kiedy poczuje dyskomfort, bo to że bobas zdrowy i ja bym mogła się jeszcze kilka godzin 'przemęczyć' nie jest dla niego dobre. Mnie boli i organizm wypuszcza złe hormony, pierdoły, i to wtedy dla dziecka nie jest dobre. Ból mnie stresuje, a kobieta w ciazy nie powinna się stresować. No i ma racje.
Zobaczymy ile godzin jutro dam radę.

Pokój Karola prawie skończony. Jeszcze kilka dni pracy i bedzie finish. Jest idealny <3 mebelki przesłodkie. Na koniec tylko kolorowe dodatki i bedzie czekał aż synek się pojawi :D

imv441.jpg

52hthk.jpg



Moja ciąża na chwile obecną-
- ból żeber od kilku tygodni, tylko po lewej stronie, piłka gimnastyczna baaaardzo pomaga, ale nie na tyle żeby było dobrze.
- placzliwosc od kilku dni, cały czas chce mi się ryczeć. Nie pomógł mąż który powiedział że nie będziemy się już kochać bo mam małego w brzuchu. Super. Nie dość ze nie mam kontroli nad moim rozrastajacym się ciałem to jeszcze mnie dobij. Ch.. go wie czemu, jak dla mnie to dlatego że jestem brzydka i mnie nie kocha.
- cieżko mi się oddycha jak zalegam w pozycji pół-leżącej na kanapie. Tu podziękowania do synka za zgniatanie mi wnętrzności :D
- dziwne skurcze - myślałam że może to te braxtona aaaale mnie bolą, a nie powinny, hmm. Położna kazała obserwować, bo moze to byc 'irritable uterus' co moze spowodowac przedwczesny poród, ale narazie nie ma się co martwić.
- zgaga czasem, rennie zawsze szybko pomaga


Nie mam-
- zachcianek jedzeniowych ani żadnych widzienień, jem normalnie.
- ciemnej lini na brzuchu, jedyne co to juz na samym poczatku pociemnialy mi włoski.
- spuchnietych stóp czy dłoni, jeszcze na to czas?
- siary

Uff, starczy gorzkich żali na dziś! :D

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 16 czerwca 2014, 00:36

27 tyg.+ 3 dni

Miałam napisać wcześniej, ale przez tę zmianę czasu jakoś nie mogłam się zebrać. Jestem już z Mężem :) 12 czerwca, a u Was 13 czerwca nad ranem, byłam już w objęciach Męża :) Na powitanie podarował mi bukiet kwiatów i śmiał się, że po takim czasie czuje się jak na naszej pierwszej randce :)

Od rana 12 czerwca miałam tzw. reisefieber. Było mi duszno, gorąco, bolał mnie brzuch. To moje popłakiwanie przez cały tydzień chyba nie poszło na marne, bo choć bałam się, że będę wyć jak głupia wsiadając do auta, to jednak nie, z żalem bo z żalem, ale wyszłam z rodzinnego domu bez łez. Trudno, tak musi być, taka kolej rzeczy, przecież będę przyjeżdżać w odwiedziny. Zabolały mnie łzy mamy kiedy wsiadałam do samochodu. Cały czas dzielnie się trzymała, a kiedy żegnałyśmy się, zobaczyłam w jej oczach łzy i w sumie trudno opisać to, co czuje się w takiej chwili, nie jest to miłe...
Oba loty przebiegły bez zarzutu. Mała podczas każdego startu i lądowania wierciła się i przeciągała, ale lot zniosłyśmy bez żadnych większych rewelacji. Podróż minęła mi szybko, sama nie wiem czemu. Po wylądowaniu w Kanadzie miałam lekkiego stresa, ale odmówiłam parę zdrowasiek i uznałam, że będzie, co będzie, postarałam się podejść najoptymistyczniej jak tylko potrafię ;) do całej sytuacji. Z bratem wyszliśmy jako jedni z pierwszych z samolotu. Bez problemów dogadałam się z urzędnikiem, jeszcze tylko odebrać walizki i wychodzimy. Szybko poszło. Wychodzę, patrzę - tłum ludzi, nie widzę znajomej twarzy. Idziemy w lewo i nagle... jest, stoi z kwiatami i śmieje się do nas, mój kochany Mężuś! <3 Radości nie było końca. Szczęście, że wszystko było o.k. i że już się widzimy. Mąż zdziwiony, że tak szybko wyszliśmy, zwykle to trwa dłużej, ledwo po nas zdążył :P W domu odkleić się ode mnie nie mógł, tak się cieszył, że już jesteśmy. A jaki zdziwiony był jak poczuł pierwszy raz kopniaka małej hahaha :)

Co poza tym ? Mąż o mnie dba. Brzuch dalej boli przy chodzeniu, więc staram się nie chodzić, dużo siedzę i leżę. Czekam do czwartkowej wizyty co mi powie ginekolog na temat mojej szyjki i martwię się. Chłopaki jeżdżą po mieście, zwiedzają, a ja siedzę w domu. Trochę mi smutno, ale mówi się trudno, to dla dobra małej. Nie wszystko jest idealnie, bo mamy w naszym domu niechcianego lokatora, któremu nie śpieszy się z wyprowadzką i trochę mnie to denerwuje, ale co poradzić :| Nie na wszystko mam wpływ. Codziennie rozmawiam z rodzicami na skype i chyba tylko dlatego na razie nie odczuwam tak strasznie tej tęsknoty. Ciekawa jestem co to będzie jak brat wyjedzie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 00:40

Weekend z owulacją bez serduszek prawie, tego jeszcze nie było! Normalnie nie chciało mi się a mężowi jak zwykle chciało się ale nie miał siły... :)Wizyta do ginekologa 15 lipca może trafie na owulację i dowiem się czy jajeczko pęka. Praca na budowie wre teściowa daleko czego chcieć więcej :D

Asha To juz prawie 4 lata staran :-( 16 czerwca 2014, 06:51

No i tempka wzrosla dzisiaj :-)... Milutko...ale krew mnie zalewna dalej z tym moim wstawaniem o 5 rano...jakbym miala budzik w glowie..ding!!! Oczy otwarte i mierze temp i juz spac nie moge...dlaczego to kobiety musza to wszystko przechodzic, M ma w dupie i spi do 8, wczoraj tak mnie jajnik bolal ze myslalam ze zejde, juz zadne prochy nie pomagaly, a on tylko patrzyl na mnie ze skruszona mina, dlaczego to on nie moze miec bolow jader raz na jakis czas do cholery, tylko jak nie okres to mnie boli to tydzien prawie pozniej owulacjca i znowu zaraz cholerny okres i tak w kolko...a on nic ...ewentualnie jak go glowa boli czy jak ma katar to juz wielkie nieszczescie... No kurwa co to ma byc??? Daj ci dokopie w jaja co poltora tygodnia dzien w dzien zobaczymy czy katar wtedy bedzie mial wtedy takie duze znaczeznie...czemu to my muimy wszystkie bolesne badania przechodzic a oni jak maja badania to nawet to przyjemne jest dla nich? Co za cholera? Gdzie tu sprawiedliwosc? Niech by mu tak przy badaniu zmiazdzylo te jajczeta, to by bylo poswiecenie, a tu co, orgazm w zamiam i jeszcze marudzi , ze musi isc na badanie, ja pierdole... Idz i niech ci wsadza kamere w malego to zobaczymy jak to ci sie spodoba, jak nie lubisz patrzec na gole babki w gazecie i dobrze sobie robic...bo my to lezymy okrakiem i obcy gosc nam grzebie w ....ale co tam , nie..to on biedaczek musi sie spuscic do sloiczka i jeszcze trzeba sie pouzalac jaki on biedny...kurwa mac...szkoda slow


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 22:00

Przede mna dzien lezenia, rozpoczelam go zimnym okladem na stope. Oczywiscie trzymam ja na podwyzszeniu. Jestem wygodnie zainstalowana na kanapie a moj mezczyzna zadbal o to bym miala wszystko co konieczne w zasiegu reki.
Dzis tano wstalam i przeszlam sie do lazienki, nadal z wielkim trudem ale jest lepiej niz wczoraj. Ustalilismy, ze gdyby bylo cos nie tak to albo zamowie wizyte lekarska w domu, co nie bedzie latwe jesli nie bede mogla otworzyc lekarzowi drzwi
albo moj zwolni sie z pracy i mnie zawiezie do lekarza.
Musze sie przyznac, ze nigdy w zyciu nie mialam nic zwichnietego ani zlamanego, ze tez musialo mi sie to przytrafic w okresie ciazy..


Na Belly w tym tygodniu:


Dziecko mierzy już około 22 cm- od ciemienia do końca tułowia (CRL), a jego długość całkowita to około 34 cm (13 1/2 cali). Waży już 700 gramów (1,5 funta).
Na tym etapie rozwoju, możliwe jest już usłyszeć bijące serduszko dziecka bez użycia monitora tętna, jedynie przykładając ucho do brzucha mamy.
Kości dziecka w dalszym ciągu wzmacniają się. Pępowina stanowiąca łącznik pomiędzy dzieckiem a łożyskiem jest teraz gruba i mocna.
Dziecko ma już coraz mniej miejsca w pęcherzu płodowym. Nie jest już w stanie poruszać się tak swobodnie jak przedtem. Nie ma już miejsca na robienie fikołków i salt. Jednak z czasem tego miejsca będzie jeszcze mniej. Twój maluszek ma wyraźne chwile aktywności i odpoczynku. Wiele mam twierdzi, że ich dzieci uaktywniają się podczas, gdy one odpoczywają lub próbują zasnąć.
Dziecko jest już coraz bardziej świadome tego, co dzieje się na zewnątrz, może już nawet odczuwać Twoje emocje. Niektórzy naukowcy twierdzą, że na tym etapie może już nawet wykształcać się preferencja lewej lub prawej ręki!
Urodzone w tym czasie dziecko dzięki zaawansowanemu sprzętowi medycznemu miałoby już szanse na przeżycie (decydującym aspektem stanowiącym o możliwości przeżycia wcześniaków jest rozwój płuc).

Czyli to oznacza, ze maly bedzie rzadziej kopal?
Od kiedy wlasciwie trzeba liczyc ilosc jego ruchow i ile ma ich byc?


301225f.jpg


Kilka dni temu kupilam bardzo sympatyczny accessoire :) w sklepie z artykulami dla dzieci i rodzicow.
Jest to prosciutki wisiorek o nazwie Bayi Bola.
Nosza go podobno przyszle mamy w Indonezji i w Meksyku aby nawiazac kontakt z dzieckiem w brzuszku :)
Przy niemalze kazdym moim ruchu, kulka zawieszona na sznureczku wydaje przyjemne cichutkie dzwieki, cos jak chinskie kulki, ktorymi obraca sie w rece.
Dzwiek jest tak milusi, ze nieraz biore sprecjalnie kulke do reki i nia potrzasam aby maly posluchal :)
Podobno dziecko przyzwyczaja sie do tego delikatnego dzwieku i po urodzeniu dziala on na nie uspakajajaco :)
Juz wczesniej zauwazylam, ze wiele Francuzek nosi takie cacko na szyi i zawsze zastanawialam sie co to moze byc :) a tu okazalo sie, ze jest do dostepne w kazdym sklepie dla maluszkow i przyszlych mam :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 08:15

@ przyszła. W sumie wczoraj późnym wieczorem delikatne plamienia, a dzisiaj jest już normalna. Dodzwoniłam się do szpitala. I w pn 23.06 mam się zgłosić na oddział. W tym dniu zrobią mi badania, usg i podadzą jakieś leki. We wt 24.06 mam mieć między 10.00 a 12.00 HSG, a poźniej do 14.00 wypis.
Ale mi się długi weekend szykuje :) Szkoda tylko, że ostatnie 2 dni nieco stresujące ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 08:43

Kolejna wizyta u lekarza. Ostatnia do września, odpuszczam. Po raz kolejny to napiszę - głową muru nie rozbije.

Nie wspominałam o tym wcześniej bo jakoś nie zwróciło to mojej uwagi, ale teraz siedzę sobie w pracy i tak rozmyślam, i te rozmyślania wzbudziły we mnie niepokój i smutek. W weekend mieliśmy z mężem 2 małe nieporozumienia. Maż od jakiegoś czasu ma drugą pracę, całymi dniami nie ma go w domu, ja siedzę sama w obcym miejscu. Bo przecież po 9 miesiącach od ślubu rodzinnego domu męża nie mogę jeszcze nazwać swoim miejscem. Doceniam to, że mąż się tak stara, pracuje. Wszystko układam pod niego, biegam za nim, wszystko mu pod nos podtykam, znoszę ten fakt że jestem sama i nie mam przy sobie przyjaznej duszy. Ale mąż nijak mojej pracy nie docenia, nie daj Boże żebym powiedziała coś co nie jest po jego myśli. Zaraz są wypominania że on ciężko pracuje, że on to rzuci, zrezygnuje z jednej pracy itp. Problem powstał z uwagi na to iż coraz częściej mężowi zdarza się "piwko" - jedno, dwa nie więcej, przy mnie, nie z kolegami - to również doceniam, nie mniej jednak uważam że w naszej sytuacji spożywanie tego alkoholu jest nie wskazane. Sporadycznie owszem, ale nie 3x w tygodniu. Do tego w sobotę wieczorem jak zobaczyłam, że mąż do piwa wlewa wódki to zrobiłam wielkie oczy i szybko zabrałam mu ten kufel. Jak sądziłam spotkało się to z wielką obrazą majestatu, bo przecież jak ja mogłam? On tak ciężko pracuje i ja zabraniam mu jedynej przyjemności! Nie będzie dziecka skoro tylko jedna osoba się o nie stara. Jestem zrezygnowana tym wszystkim.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 13:55

Moje maleństwo coraz częściej ma czkawkę :) Co mnie oczywiście niezmiernie cieszy, he to takie śmieszne uczucie-takie mocne pukanie od środka ;)
Wczoraj mi się śniło, że głaskając brzuch naciągnęłam skórę i zobaczyłam mojego synka-ciemne ślepka i ciemne długie włoski-i teraz zobaczymy czy to się sprawdzi czy będzie całkiem inaczej wyglądał ;) 2 jego kuzynów jest jasnej karnacji, oczy jasne i włosy też ciekawe czy Maciek będzie inny... Nie mogę się doczekać aż go zobaczę :)

Cześka26 a może się poddac ? 16 czerwca 2014, 09:16

daaaaaaaawno mnie tu nie było :) ale czas leci to już 17t4d :) mój szkrabek fika w brzuszku, ale dalej nie wiem kto tam mieszka... powoli szykujemy się na połówkowe może wreszcie dowiem się kto tam zmienia moje humorki :P no i powoli szykujemy się do ślubu siostry to już na 2 tyg!!! ciekawe czy wytrzymam w szpilkach chociaż do obiadu??? :D no i dobrze że już mam kieckę bo w te upały ciężko by było coś znaleśc... ale będzie zabawa już nie mogę się doczekac :D

Cóż, tak jak można się było spodziewać - małpiszon przyszedł. Cudu nie ma i... zaczynam myśleć, że go nigdy nie doczekam...
Dziś mija rok... Rok odkąd przestaliśmy się zabezpieczać... Magiczna granica została w końcu przekroczona...

Jestem załamana... chce mi się płakać... i to głównie przez mojego kochanego ojca... On wie, że jestem chora, że mam problemy... On sam musiał się leczyć, aby w ogóle mieć dzieci... więc powinien mnie rozumieć, a tymczasem co? Każde spotkanie z nim i każda rozmowa MUSI zejść na temat dziecka... Tu wspomni, tu zażartuje, tu wymowną sugestie da... Za każdym pieprzonym razem! Czy on myśli, że jak pierdziliart razy powie że chce być dziadkiem to co? Choroba zniknie?!
Ostatnio już się nawet pogodziłam z tym, że na razie ciąża jest poza moim zasięgiem. Nawet kilka plusów tego stanu rzeczy udał mi się znaleźć... Ale... jedna rozmowa z ojcem i... zaczynam mieć wszystkiego dość... A on się jeszcze dziwi o co ja mam pretensję, on przecież tylko przez grzeczność się pyta/żartuje sobie... Mam go serdecznie dość!


Samopoczucie na dziś... muszę coś więcej pisać...?

wioleta4444 Nadzieja ? 16 czerwca 2014, 09:56

Dziś idę do Gina. Nie mam @ Ciekawe co przepisze :)

Będzie co ma być. Ovu pewnie dziś, lub jutro. Postaram się nie nakręcić na dzidzię. Jak uda się teraz - super, ale jak każe mi poczekać kilka miesięcy to przecież tragedii nie będzie. Wkurza mnie tylko planowanie na 2 sposoby. Planowanie ciążowe i planowanie nieciążowe. Może po prostu zacznę planować nieciążowo i w razie czego plany zmienię :) choć częściowo trza patrzeć ciążowo... Np 28go czerwca idziemy na ślub i nawet jak by test wyszedł negatywny, to nie będę miała pewności, że w ciąży nie jestem, więc nici z drinkowania. Ogólnie nie przeszkadza mi nie picie, gdy jest w tym powód, ale gdy potem przychodzi okres to myślę, po co się tak męczyłam?
Zastanawiam się, co powiedzieć jak na weselu zaczną nas wypytywać kiedy nasza kolej na dzidzi. Czy powiedzieć prawdę?

W ramach nie nakręcania się planuje powtarzać sobie tę prostą prawdę, aż do momentu gdy zobaczę test ciążowy z 2 kreskami. Nie jestem w ciąży. Nie jestem w ciąży. Nie jestem w ciąży... :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 10:30

Po usg i maly wazy teraz 616g. Czyli od piatku mamy 36 g wiecej kochanego, malego cialka :-) a wody w normie chociaz ciagle gdzies uciekaja.

Bergo Bergo - nowa ja 16 czerwca 2014, 10:45

Ten pamiętnik to nie miejsce na tego typu małżeńskie żale. Oczywiście, że się dogadamy. Nie wyrzucimy tego do kosza, nie rozstaniemy się. Jesteśmy ludźmi, zresztą... "kto jest bez winy niech rzuci kamień". Tyle lat, okres studiów, pracy w korporacji itd.... Różnie bywało. Nigdy się nie zdradziliśmy i wierzę że nigdy tak się nie stanie. Nie będę już wspominać tej sprawy.
Na początku lipca wyjeżdżam na tydzień nad morze z moją mamą. Mam teraz na to czas, wyjazd nie jest drogi, bo z grupera, a nad Bałtykiem nie byłam latem od kiedy skończyłam 17 lat. Nie wiem jak się dogadam z mamą, ale nie pozostaje mi nic innego jak pozytywnie się nastawić i dobrze przeżyć te 7 dni :) Może Po wyjeździe będziemy się lepiej dogadywać? Kto wie...
Mój malutki Jaś rośnie, zdrowo kopie, a każdy taki kopniak jest jak miód na moje serce :) Przejrzałam zdjęcia od początku i muszę przyznać, że nieźle urosłam! Wow, kolosalna różnica!
v4x7qu.jpg
Czekam na zakończenie budowy na działce i już marzę o wyjeździe do tej leśnej głuszy. Tam w spokoju na tarasie planuję pisać... Zawsze chciałam pisać i teraz czas to zrealizować :) Jest tyle podróży do opisania, tyle wspomnień, które trzeba uratować przed zatarciem... I tyle czasu, który mądrze trzeba spożytkować. Na razie czuję, że ten czas trwonię, przelatuje mi przez palce. Już wystarczy, taki okres w życiu zdarza się tylko raz. Potem już zawsze będę mamą, nie będę sama... Jutro czas na zdjęcia w śródmieściu, spacer po centrum, secesyjne kamienice, odkrywanie Łodzi na nowo... Przecież to dużo przyjemniejsze niż siedzenie w domu :) No i firma... Kompletne dno... Myślę o zmianie profilu działalności i również czas podjąć działania... A dom? Ja mam wolne, a mieszkanie zarasta brudem! Okna trzeba umyć! Do roboty leniu, do roboty! :)

Tak myślę od piątku nad tym co ostatnio powiedział mój ginekolog - jak po hsg wszystko będzie ok to 2 cykle prób z wyluzowaniem, a jak się nie uda, to 2 próby inseminacji na początek. I wspominał coś o in vitro, ale tak delikatnie w ramach pocieszenia, że nawet jak dojdzie do in vitro, to nie przekreśla niczego, bo on zna wiele par, które po in vitro w kolejną ciążę zachodziły już naturalnie - coś się odblokowywało.
I tak, w szczecińskiej klinice leczenia niepłodności zabieg inseminacji, to koszt 900 zł.Na szczęście ja ląduje w szpitalu na Kinicznym Oddziale Medycyny Rozrodu i Gnekologii Pomorskiej Akademii Medycznej.
Tam wykonywane sa refundowane zabiegi inseminacji i w dodatku szpital ten cieszy się ekstra opiniami - na nic się nie czeka na tym oddziale, więc mam nadzieję, że nie będziemy musieli wydawać na to kasy, bo choć dali byśmy radę, to nieźle zacisąć musielibyśmy i tak już mocno zaciśnięty pas - mimo dochodów ok 5 tys miesięcznie kredyty nas zżeraja i co miesiąc liczymy każdą złotówkę.
Wiem też, że liczba 2 iseminacji, to tak na dobry początek...jak się nie uda, to kolejne 2, a później kolejne 2. I później co? Jak te 6 nic nie przyniesie, to procedutra in vitro? Mam nadzieję, że jak tak, to dostaniemy się na NFZ, bo w końcu oboje ubezpiecznie płacimy, a do większości lekarzy i tak chodzimy prywatnie - dentysta, ginekolog, urolog, dermatolog. I to wcale nie nasze wymysły, ale albo złe doświadczenia z tymi refundowanymi wizytami, albo mega długi czas oczekiwania na wizytę. Przykład - na ortopędę czekałam ostatnio miesiąc -noga w tym czasie przestała boleć.
Jak się jednak nie uda dostać na refundowane in vitro (o ile do niego dojdzie) to chyba jakiś skok na bank będę musiała zrobić, żeby zdobyć na to kasę! ale dla potomka wszystko!


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 10:56

W ciąży być, uwielbiam być. Mogłabym tak co roku. Serio. Nawet rodzić na życzenie, na zawołanie, na zaproszenie, za kase. Uwielbiam byc w ciąży. Nigdy bym nie pomyślała, że można zeżreć całą czekoladę na raz i się nie porzygać. Że można zjeść ful wypas obiad i się nie najeść. Że ktoś cię może kopać codziennie kilkanaście razy a ty nawet nie masz ochoty mu oddać. Ba! Myśisz sobie - kop se, kop se. Fajnie że żyjesz gówniaro.

Taaak, dziewucha, już się z tym pogodziłam. Choć było ciężko. Ja wiem, że wszyscy dookoła mówią oby tylko zdrowe. No jasne, że najważniejsze żeby było zdrowe, ale co w tym złego że chciałam zdrowego chłopaka??? I raz jedyny mi się zdarzyło, że o mało co w sklepie dziecięcym się nie rozbeczałam jak głupia bo wszystkie łaszki są w odcieniach różu. Jasno różowe body, ciemno różowe kaftaniki, malinowe kocyki, amarantowe czapeczki, łososiowe sukieneczki, botki a la róż wenecki, zabawki odcień róż pompejski, wózki w kolorze różu indyjskiego a nawet śliniaczki w kolorze arbuzowym!!!! Chodziłam między półkami i wdychałam głęboko powietrze, żeby nie buchnąć łzami... I wtedy to zdałam sobie sprawe. NIE RYCZ IDIOTKO. KOKOSZAEL BEDZIE MIAŁA ODSTAJĄCE USZY JAK SIĘ TAK NA NIĄ NIE CIESZYSZ. I przeszło mi. Jak ręką odjął. A za kilka dni zaczęła mnie kopać tak fajnie. I już ją lubię najbardziej na świecie.

Szanelka będzie niezła artystka. Wylatałam ją w samolocie, wytrzęsłąm w polskich PKP, w poznańskich tramwajach a nawet miała zaszczyt jechać w PolskimBusie. Sprzedałyśmy mieszkanie w Polsce, objechałyśmy wszystkich znajomych, najedłymy się grili za lata. A na koniec stargałyśmy moją 91letnią babcie na Cypr. Wynajęliśmy jej kawalerke UWAGA: z basenem i siłownią. I z ostatnich takich pilnych spraw to trzeba ją tylko tam wprowadzić. A tymczasem Kokoszanel się relaksuje w wodach płodowych, tatuś dostarcza jej codzienne dawki dżakuzi, a mama marzy o choć jednym spokojnym dniu i dawce Bacha.

Takem już teraz w 6 miesiącu. Jak nażarty żbik, nie?
73af8fb57c401f8dmed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 11:10

Klaudia93 starania po stracie córeczki 16 czerwca 2014, 11:28

Dziś mamy wizytę.. I zobaczę maluszka.. Mój mąż chce iść ze mną;) ale dziewczyny boje się
. Mam złe przeczucia?? dlaczego?? tak bardzo chce być mama..Ze powoli wariuje.. zanim ją urodze to prędzej u czubkow wyląduje.. Myślę by iść do psychologa chociaż w okresie trwania ciąży.. Mój mąż ma okazję wyjechać za granicę ale boji się mnie zostawić.. A tam wiadomo mniej godz pracy ale większe zarobki.. Chce by jechał bo widzę ze on chce bo to praca jego marzeń ( jest operatorem) ahh dziewczyny.. Czemu jest tak ciężko?? wieczorem dam znać jak po wizycie

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)