Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 29 czerwca 2014, 19:40

Dzisiaj jest juz lepiej...przeczekalam i w sumie bardzo sie ciesze ze nie nagadalam mu nic bo napewno powiedzialabym cos czego bym zalowala...Pawel nawet akby czytal mi w myslach i tak ladnie sie do mnie zwracal przy sasiadce:D dzisiaj tez bronil mnie przed moim rodzenstwem ktore uwielbia mi dokuczac...a ja glupia sie wszytkim przejmuje ale zawze tak bylo....mam ich w nosie nie bede sie tym przejmowala...najwazniejsze ze miedzy nami jest lepiej a mysle ze bedzie jeszcze lepiej...postanwilam starac sie o nasz zwiazek w koncu go bardzo kocham i nie wyobrazam sobie zycia bez niego takze postanowilam ze nie bede sie czepiala o duperele postaram sie byc dla niego lepsza:D

frutka :) 29 czerwca 2014, 19:58

Hajka dzięki :) Wam też życzę jak najlepiej :)
Niestety nie jest to zagnieżdżenie. Nie wiem co to było, może jutro się dowiem - jutro idę do lekarza. Już nawet nie mam jakiejś wielkiej nadziei na dobre wieści - że te wszystkie torbiele zniknęły, ale jeśli znowu zrobiło się coś nowego to chyba się załamię. Myślę, że jeszcze długo będę musiała czekać na dzieciątko. Mam tylko nadzieję, że się doczekam. Szczerze mówiąc, mój stan psychiczny co miesiąc pierwszego dnia cyklu to totalna depresja. Łudziłam się, że może teraz się udało. Już prawie w to uwierzyłam - te plamienia, brak PMS, wydłużający się cykl. Niestety - w takich chwilach czuję się jak ostatni głupek, któremu ktoś wcisnął niezły kit..Nie wiem, jak będzie dalej, w staraniach, w życiu, w małżeństwie, w pracy - robi się coraz mniej ciekawie.
"Niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci..."
Jezu, ufam Tobie.

Daaaawno nie pisałam, ale dziś mam chwilkę.
Ciężki czas za mną i wcale nie jest lepiej. I nie chodzi tu o moją psychikę, bo z nią całkiem w porządku. Jak tylko coś zacznie się układać, to zaraz coś innego się sypie. Tym razem moja rodzinka...
Wczoraj do Polski cała rodzinka zleciała: Tata i moi bracia (Ł i M). M został odrzucony do żony i dzieci, a my siedzieliśmy u rodziców, wesoło było i rodzinnie jak zwykle :) Sielankę przerwała żona M (nie chciałabym jej nazywać swoją bratową). Napisała smsa do mojej mamy że mamy po niego przyjechać i go zabrać bo ona musi przez niego z dziećmi do swojej mamy iść. No tak, już się pokłócili, a M trzeba zabrać z jego własnego mieszkania które on opłaca, bo dama tak sobie życzy. No pewnie, już wszyscy biegniemy. Oczywiście nikt jej nawet nie odpisał, ale humor wszyscy mieli zepsuty do końca dnia. No jak dzieci z podstawówki- jak zwykle całą rodzinę w swoje kłótnie wciągają. Ale żeby zrozumieć ich "małżeństwo" to opiszę ich charakterki ;)
Ona- mistrzyni intrygi, nigdy nie pracowała i nie zamierza tego robić. Z łatwością wydaje wszystkie zarobione przez M pieniążki na totalne pierdoły. Obiadów dzieciom nie robi WCALE, ale paznokcie, fryzura i makijaż zawsze perfekcyjne. Sobie kupuje tony nowych ubrań, podczas gdy dzieci ubiera w szmateksie. Chodzą w brudnych kurtkach dotąd, aż (nie, nie upierze) kupi im nowe. Robi M awantury kończące się wzywaniem policji przy córkach, przez co starsza ma tiki nerwowe (ale nieee, to nie od tego). ZAWSZE do kłótni wciąga całą rodzinę: do wszystkich po kolei wydzwania z pretensjami że M jest pojebany, bądź że cała nasza rodzina jest pojebana, po czym kiedy się pogodzą udaje że nic się nie stało. I najlepsze: kiedy tata dał im pewnego razu 100 zł bo nie mieli na chleb, ona na drugi dzień poszła i nakupiła sobie bluzek.
On- kompletnie przez nią zdeptany, przez co często popija. Pomimo że zarabia duże pieniądze za granicą, ciągle siedzi w długach bo jego żona żyje ponad stan. Nie może jej zwrócić uwagi, bo zostanie zrównany z błotem. Głupi, że jej jeszcze nie kopnął w tyłek i nie wyrzucił z domu.
Tak wygląda ich "związek", co pół roku chcą się rozwodzić, szkoda że jeszcze się na to nie zdobyli. Tym razem już wszyscy mają ich po dziurki w nosie bo każdy ma własne problemy. Ale nie, dama jest najważniejsza i musi być w centrum uwagi. Tym razem przegięła pałkę, nikt nie będzie już nad nią skakać, ja też nie mam zamiaru. Jak przyjdzie do mnie z pretensjami to też powiem jej co o niej myślę, bo to zaszło za daleko. Powinnam mieć to głęboko w poważaniu, ale nie mogę bo to mój brat i mi go szkoda. A jeszcze bardziej szkoda mi dzieci, więc się martwię i myślę ciągle o nich. Jakbym miała mało swoich problemów.

No cóż, jakby to powiedział mój tata: "Jak nie urok to sraczka".

We wtorek pierwszy monitoring..strasznie się boję..mam nadzieję, że wyhodowałam przynajmniej jeden dorodny pęcherzyk..choć nie ukrywam, ze chciałabym dwa ;) <3 by zwiększyć swoja szansę..
Powoli zaczynam mieć dość.. :( nie sądziłam, że to będzie takie trudne..
Dlaczego teraz się nie udaje? 2 poprzednie ciążę były w 2cs..teraz już 5cs..2 z clo..
Chyba nie potrafię żyć normalnie.. na każdym kroku odczuwam brak dziecka :(
Boże, błagam Cię daj mi siłę..i pozwól w końcu doświadczyć cudu <3 jakim jest dziecko <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2014, 21:07

Mamax Walka o Bobo. 23 listopada 2014, 11:14

40 tc

Jeszcze tydzien do terminu. Julian kopie i rozpycha sie na wszystkie strony ale ani mysli sie urodzic. Wczoraj bylismy z mezem i Maximiliankiem na placu zabaw. Tam jest taka wielka hustawka ( podwojny konik). Z jednej strony siedzialam ja z syniem a z drugiej maz. Smialismy sie ze po takiej dawce jakby przysiadow Julian bedzie niedzielny ale nic to jednak nie dalo...W nocy brzuch bolal jak na okres i byl mega twardy, momentami czuje tez dosc bolesny nacisk jakby na szyjke macicy moze dalej sie otwiera. Ech denerwuje mnie to czekanie...

no to program zmienil mi ovu z 8 na 13 dc ufff chociaz mysle ze ovu bylo 14
pozostaje czekac.......moze sie stanie cud? to byl by prawdziwy cud. Taki prezent na swieta od BOZI :)
kto by nie chciał

Lollis Ja + On + Ona ...i ? 29 czerwca 2014, 20:42

16.06.2014

Od tego dnia wszystko się zaczęło.
Wszystko się zmieniło.

Miałam dzień wolny i spałam ile się tylko dało. Gdy tylko otworzyłam oczy przypomniałam sobie, o dwóch testach, które leżą nierozpakowane u mnie w szafie. Od razu przeszła mi przez głowę myśl czy by jednego nie zrobić... strasznie mnie korciło, a z drugiej strony, mogłabym zaczekać, bo do @ zostały tylko 4 dni.
Kilka dni wcześniej miałam potworny ból pleców, dosłownie ledwo chodziłam, nie mówiąc o jakimś zginaniu się. No i ból podbrzusza... u mnie oznaczało to jedno - @ .
Jednak pomimo tego przypomniałam sobie o bolących mnie piersiach, na długo przed okresem.
To był zapalnik.
Trudno najwyżej zmarnuje kolejny, enty test.
To co zobaczyłam po dwóch minutach wmurowało mnie i wbiło w podłogę...
Na teście pojawiła się druga kreseczka.

Mój ukochany mąż miał dowiedzieć się dopiero w dzień ojca. Traf chciał, że zadzwonił z pracy i zapytał czy robiłam test...

- Chcesz wiedzieć przez telefon? - zapytałam.
- Co, nie? - odpowiedział ze smutkiem.
- Chcesz wiedzieć przez telefon ? - zapytałam z uśmiechem na ustach.
- Tak ? TAK ?!
- Tak, Kochanie! Udało się ! Zostaniesz tatusiem!

Szczerze mówiąc to do tej pory jestem w szoku i jeszcze nie wierzę. Wszystko wygląda tak nierealnie...
Udało nam się w drugim cyklu, bo w pierwszym spudłowaliśmy z owulacją przez podróż poślubną.
Nie wierzę w nasze szczęście, chcieliśmy aby dzidzia urodziła się późną zimą lub wczesną wiosną. I tak 24 lutego mam nadzieję zostać 23 - letnią mamą.

1c48a11dcbb57583med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2014, 12:26

surykatka moja droga do szczęścia :) 30 czerwca 2014, 22:39

Dziś mój 20 dc. Objawy ciążowe jak najbardziej się utrzymują: mega bolesność i wrażliwość piersi, jakaś ich dziwna zmiana, dużo białawo-żółtawego kremowego śluzu, ból podbrzusza, brak apetytu, senność, motylki w brzuchu, zasinienie okolic intymnych, podwyższona temperatura, zaparcia. No i najważniejsze: w 16 dc miałam kropelkę krwi w śluzie (czyżby upragniona implantacja?)
Dziś zrobiłam test- za szybko, popołudniu, wyszedł negatywny ;( Smutno...
Niby @ powinnam dostać w sobotę ale kto wie jak to teraz po antykach będzie?.... Tak czy siak w sobotę powtórzę test, już rano. P. już mówi do mnie "mamuśka" ale ja go hamuję, chyba ten cykl mamy przegrany... ;/

No i przyszedl - tak z nienacka - pierwszy cichy dzien. Przez jakas glupote. Powiedzialam dzis mezczyznie, ze cos tam inaczej sie robi, on na to, ze ma racje, ja przystalam mocniej przy swoim a on podniosl glos.. Nigdy mu sie to jeszcze nie zdarzylo wiec jestem w szoku i nie odzywam sie do niego. Obiad u tesciowej tez odwolalam. Nie moglam sobie wyobrazic jak jedziemy razem samochodem i siedzimy u jego mamy z nosem na kwinte - bo obydwoje nie potrafimy udawac. Zreszta mniejsza o niego, to jest jego mama to by zrozumiala ale ja nie mam checi przywozic do niej osobistych problemow.
No i myslalam, ze pojedzie sam, tym bardziej, ze nie mamy nic dzisiaj w lodowce bo przez to cala weekendowe przemeblowanie przekladalismy zakupy i wreszcie nie zdazylimy. Dobrze, ze jest chociaz z czego kanapki zrobic.
A on widocznie tez odwolal i zostal w domu, nie wiem po co bo nie rozmawiamy ze soba caly dzien i ja siedze w sypialni a on w salonie.
Ale sobie moment wybralismy na klotnie. Nie mam pojecia dlaczego tak postanowilismy sie upierac dzisiaj przy swoim, nigdy tego wczesniej nie robilismy. Kiedys musi byc ten pierwszy raz ;)

Marlena Szukając motyla. 29 czerwca 2014, 22:30

Było już tak dobrze.
Cieszył mnie powiew wiatru, śpiew ptaków.
A dzisiaj znów mam zły humor. Bratowa w ciąży o 6 tygodni młodszej niż ja powinnam być, chwali się rodzinie zdjęciami z usg. Na dodatek stwierdza że musimy się szybko brać żeby między naszymi dziećmi nie było zbyt dużej różnicy. Gdyby zachodzenie w ciążę było takie łatwe.
Półroczna siostrzenica staje się główną atrakcją dnia.
A ja w czuje se taka zagubiona pośród tego wszystkiego. Mąż na szkoleniu to nawet nie mam się komu wypłakać w rękaw. Płaczę sobie do klawiatury.
Mam nadziej że jutro będzie lepiej.

ewcia21k Madziulkowy cud (*) 30 czerwca 2014, 07:28

I nareszcie @ przyszła!
Przywitała mnie z samego rana jak zawsze,już dawno tak się nie cieszyłam na jej widok ;)

Zasnęłam i obudziłam się z niepokojem w sercu. Wiele spraw sobie uświadomiłam przez tą noc. Dotarło do mnie, że naturalne zajście w ciążę nam nie będzie dane. Teoretycznie mamy ogromne szanse, ale w praktyce rozpoczął się 13 cykl. Jak długo Bóg jeszcze każe nam czekać? Uświadomiłam sobie również, że coś czego boję się ogromnie zbliża się wielkimi krokami :(. Ja już się poddałam, nie chcę nic od świata, losu, Boga. Nie chcę nic.

to juz 3-cia nasza sasiadka ktora zaciazyla!!!!!!!!!!!!!!!! Ogromna zazdrosc,na dodatek bedzie miala blizniaki. Nasza inna sasiadka przyszla dzis z wnuczka(JEJ CORKA SPOS=DZIEWA SIE 2 DZIECKO) i mi mowila ze mamys sie wziasc do roboty bo moja mama tez chce zostac babcia.Nic jej nie odpowiedzialam-bo co mialam powiedziec??!
MUsze zaczec sie cieszyc ze za 3 tyg urlop:-))))

No chyba mi trochę przeszło... Znaczy dalej jest do dupy, ale szczyt kryzysu (na razie) minął.
Pewnie kolejny nastąpi po wizycie u lekarza. Niestety tej cholery - chlamydii nie udało mi się pozbyć. A to oznacza kolejne miesiące antybiotyków... Ciekawe ile tym razem wydam w aptece :/

A w ten weekend "zgrzeszyłam". Stwierdziłam, że pierdole to wszystko i... poszliśmy do kina, a jak kino to sól i cukier (popcorn i cola). I wiem, że to mega niezdrowe, ale... czegoś takiego potrzebowałam. Takiej, jakby to nazwać, normalności. Dziś już oczywiście standardowe, zdrowe jedzonko - migdały, jabłuszko, bułeczka (swojej roboty) i serek kozi :)


Samopoczucie na dziś - nie jest źle, ale... bywało lepiej.

llallka Kolejna runda- przegrana... 30 czerwca 2014, 09:11

Miałam dzisiaj jeden z tych snów, gdy dowiaduję się, że jestem w ciąży. Był tak cholernie realny... W ręku trzymałam test z dwoma bardzo wyraźnym kreskami. Cudowne uczucie... Mam tego typu sny raz na jakiś czas, choć muszę przyznać, że już dawno nie miałam. nawet mnie to specjalnie nie zdołowało. Tylko ta potrzeba na więcej...Żeby to uczucie trwało.

peppapig co ma być to będzie ... 30 czerwca 2014, 09:42

Leci dzień za dniem...zaczęły się wakacje,mieszkamy w takiej dziurze że cudem będzie dzieciom czas zorganizować żeby nie padły z nudów. No i nie siedziały tylko przy komputerze i telewizorze. Ja też bym jakiś karnet wykupiła na fitness. Co roku zaczynała ostro ćwiczyć od maja teraz zawaliłam sprawe. Cza zacząć od teraz ;-)
Pozatym smutam :( cd mojej huśtawki od 2 dni mam zły humor...
Mąż też zły bo się przytulał a ja go olałam...
Nie wiem czemu jestem też zła na niego. Na siebie też...
Cholerstwo pieprzone!!!!!! Kupuje butelke wina...czerwonego...

Lolek Blup :) 30 czerwca 2014, 09:55

Cześć dziewczyny,

Wczoraj wkroczyliśmy radośnie w 20 tydzień. Zaraz stuknie nam połówka i poleci z górki ;)

W przyszłym tygodniu wybieramy się na usg także zobaczę mojego Karolka. Mam nadzieję, że zdrowo rośnie, bo ja mało jem :( nic nie pomaga na żołądek. Do tego mam totalną awersję do mięsa! Wystarczy kęs i lecę do łazienki. Staje mi w gardle. Jeszcze takie ukryte w gołąbku, na pizzy, w pasztecie jakoś przejdzie, ale kotlet już nie. Waga stoi w miejscu i ma tendencję do spadku. Wchodzę we wszystkie ubrania - jedynie spodnie gniotą pod brzuchem więc przerzuciłam się na takie na gumce. Muszę kupić ciążowe.

Brzucha jak nie było tak nie ma. Wieczorem miewam wzdęcia i wtedy mogę pocieszyć się brzucholkiem. Mąż niestety zapomina o Karolku i rzadko z nim rozmawia. Ma napady czułości i wtedy jestem szczęśliwa. Na początku mu przypominałam, ale staram się nie naciskać. Czekam, aż sam zacznie działać. Może jak brzuszek się pojawi to się zmieni?

Poza tym,wyglądam jak Yeti. Rosną mi włosy na twarzy. Na razie są krótkie i białe, ale wg. mnie widoczne. Trochę mnie do podłamało, bo o ile brzuch czy uda ukryję to z twarzą będzie ciężko. Chcę wypróbować plastry do depilacji. Nie ma wyjścia.

Dzisiaj odbieram autko - szkoda że pogoda taka beznadziejna. Liczyłam na miłą przejażdżkę, a tu dupa.

Życzę Wam miłego dnia i dużo słońca! :-)

Kitty Per aspera ad astra 30 czerwca 2014, 10:39


Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili.
Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

Koh 3, 1-11

Mamax Walka o Bobo. 30 czerwca 2014, 11:03

Wczoraj wieczorem sie dowiedzialam ze moj znajomy zmarl, mial 42 lata i osierocil 3 dzieci. Kurcze tylko 5 lat starszy ode mnie i mojego meza...Cala nic o tym myslalam. Czy zdarzymy wychowac dzieci??? Za piec lat moj synek bedzie mial tylko 7 lat a bobo 4 to za malo zeby stracic matke czy ojca...Nie chce o tym myslec, chce wierzyc ze wychowamy dzieci a nawet doczekamy sie wnuczat ale takie wiadomosci zawsze wytracaja mnie z rownowagi :-(

Przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed około 3 tygodni.
Zawieźliśmy z B "bratową" i małą Maję na badania do Białegostoku. Do neurologa, więc nie mało dzieci tam się przewijało ;) Trochę to trwało, więc spędziliśmy sporo czasu w poczekalni. I przyszła pewna pani z synkiem- na oko może 7-8 miesięcy. Stała do mnie tyłem, ale trzymała synka na rękach tak, że on się na mnie patrzył. No i uśmiechałam się do niego, zauroczył mnie mały przystojniak :) On też się najpierw uśmiechał, a potem minka mu trochę zrzedła i patrzył mi głęboko w oczy. Może to głupie, ale tak patrzył... Czułam jak świdruje moją duszę. Poczułam, że on zobaczył w moich oczach ten ból, że wie co się stało. Miał taką zmartwioną minkę. Komuś może to się wydawać niedorzeczne, ale ja na prawdę czułam, że to maleństwo wie i mi współczuje. Aż stanęły mi łzy w oczach, a on ciągle na mnie tak patrzył. Zupełnie jakby chciał mi powiedzieć "nie martw się, Twój synek jest bezpieczny".

Może to moja wyobraźnia, ale nigdy czegoś takiego nie przeżyłam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2014, 11:08

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)