Drogie forumowiczki, nie mam dziś zbyt wiele czasu, wpiszę tylko, że dziś 63 dc, temp. 36,6 C, miesiączki nie mam. Dziś mija lipcowy już termin miesiączki, ostatni okres dostałam 4 maja. I co tu mam myśleć
.
Zrobic nie zrobic, zrobic nie zrobic test caly czas chodzi mi to po glowie boje sie zobaczyc jedna kreske nie mam jakis tam objawow piersi mnie nie bola nie sa tez nabrzmiale nie mam metalicznego posmaku w ustach nie odrzuca mnie od kawy za to pobolewa podbrzusze i to juz trzeci dzien mam sluz bialawo-kremowy ale nie jest go tyle ze mnie zalewa za duzo o tym mysle moze dlatego te @ sie spoznia nie chce robic testu BOJE SIE
Mam zły humor. Nie powinnam siedzieć na OF. Nakręcam się.
Wrzesień zbliża się wielkimi krokami. Już niedługo moje dziecko będzie miało rok, a ja - oficjalnie będę mogła rozpocząć starania, przynajmniej według teorii, która sugeruje odczekać rok ze staraniami po cc.
W ciągu tego roku miałam poprawić swoją sytuację zdrowotną, finansową i zawodową. Minął prawie rok i żadna z tych rzeczy się nie polepszyła. No może zdrowotna nieznacznie (nie licząc pogłębienia osteoporozy) - nie chodzę o kulach, trochę więcej biegam, ale nadal pozostaje pod znakiem zapytania czy podołało by moje ciało drugiej ciąży. Luksus leżenia brzuchem do góry ze względu na Gniewka odpada. Hm...
Siedzę, więc ze skwaszoną miną, bo chciałabym znów się starać, pilnować, obserwować, wyczekiwać i testować. Chciałabym znów oczekiwać tego małego cudu i radości.
Ale nie mogę.
Czerwone światło.
Czasem chciałabym pójść do pracy, ale po chwili powstaje myśl - a co z synkiem? Za mały na żłobek, nie stać nas na nianię, dla niego lepiej poczekać jeszcze. Ale do póki nie pójdę do pracy nie ma mowy o staraniach.
Błędne koło.
Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, mam totalny mętlik w głowie i boję się znów mieć tę cholerną nadzieję, ALE...
- jestem drugi dzień po okresie i brzuch boli mnie znów tak, jak przed miesiączką (ból trochę jak na okres, trochę jak na biegunkę)
- piersi nie bolą przy dotyku, ale gdy schodzę po schodach, odczuwam ból sutków
- swędzi mnie skóra na piersiach już 2 tygodnie
- codziennie w którymś momencie dnia zaczyna mi być niedobrze, odbija mi się dziwnie
- dziś po przekopaniu ogródka zrobiło mi się słabo, aż mi się nogi trzęsły
- test owulacyjny wyszedł mi dziś pozytywny, a nie powinien taki być zaraz po okresie
- mój okres był jakiś dziwny, niby normalny, ale jednak troszkę bardziej skąpy, właściwie dwa dni był lekki okres, a 3 dni plamienie takie brązowawe, a czasem różowe
- mam śluz mleczny, lekko rozciągliwy i czuję jak mi tam wilgotno
- temperatura dziś rano wynosiła 36,6 czyli nie jest to tempka z poziomu moich najniższych
- 3 dni temu miałam takiego smaka na czekoladę, że prawie się popłakałam, że żadnej nie mamy w domu
- ogólnie dość dziwnie się zachowuję i już dwa razy w tym tygodniu usłyszałam od męża: "A może Ty w ciąży jesteś?"
Dodając do tego wszystkiego 3 pozytywne testy ciążowe, które wykonałam przed @.... no nie wiem, nie daje mi to wszystko spokoju, cały czas mi się wydaje, że jednak jestem w ciąży...Naczytałam się w necie o "okresie" w pierwszym trymestrze ciąży, ale czy to możliwe, żeby właśnie mnie to spotkało? A może to psychika robi swoje? A może jakaś choroba się do mnie przyplątała?
Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, zastanawiam się, czy dla świętego spokoju kupić jeszcze jeden test i sprawdzić, ale tak bardzo boję się rozczarowania i potwierdzenia, że dostaję do głowy od tych starań, że zwlekam z tym wszystkim...
"Szczęście to jest to co się zdarza, gdy Okazja spotyka się z Przygotowaniem."
"Kiedy w pełni zdecyduję, że dany rezultat jest wart osiągnięcia, zaczynam robić próbę za próbą, aż go osiągnę."
"Nie przepracowałem ani jednego dnia w swoim życiu. Wszystko co robiłem, to była przyjemność."
"Naszą największą słabością jest poddawanie się. Najpewniejszą drogą do sukcesu jest zawsze próbowanie po prostu jeden, następny raz."
"Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10.000
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2014, 19:23
jeszcze 10 dni do terminu 
Bylam dzisiaj na zakupach ale wiele nie kupilam. Chcialam kupic troche ubran dla synia bo juz za miesiac idzie do przedszkola ale nic ladnego nie bylo. Za to sobie kupilam getry ciazowe i sukienke na upalne dni. Przyznam sie ze kupilam dla malenstwa sliczna sukieneczke. Co prawda nie znam jeszcze plci a maz twierdzi ze teraz to napewno bedzie chlopiec ale nie moglam sie jej oprzec. Ech najwyzej komus ja sprezentuje...
No tak, szukałam nadziei w pamiętnikach. Głupia ja. Mnóstwo szczęśliwych historii, uśmiech mi się na twarzy pojawiał, aż tu jedna z nich i mnie przytkało. Test ciążowy identyczny jak mój i też z 26.02. I pomimo że już tak dawno nie płakałam, stanęły mi łzy w oczach. Kolejny gorszy dzień, a myślałam że jestem silna. Grubo się pomyliłam.
Mieszane mam uczucia, chcialabym rodzenstwa dla mojego synka ale z drugiej strony nie wiem czy dam rade, nie mam sil, Mlody wyciaga ze mnie cala energie na dodatek caly dom na glowie, ale z drugiej strony Marcel ma 3 lata i na rodzenstwo juz czas, plus jeszcze zaczelam sie odzywiac zdrowo i zaczelam cwiczyn, chcialabym wrocic do figury i zrzucic brzuch.Co teraz wazniejsze? Jak sie uda to sie uda jak nie to nadal ebde cwiczyc i zdrowo sie odzywiac, w drodze po super figure ! W koncu w czerwcu wakacje 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2016, 16:28
3cs
10dpo
22d cyklu
Dziś znów negatywny wynik testu. Na kilka dni pasuję. Prawy jajnik ciągnie mnie właściwie od owulacji.
Zapisałam się do ginekologa na 18 lipca. Zobaczymy co powie na moje wyniki.
Planuję jeszcze do tego czasu dorobić badań, ale muszę poczekać na @ i początek cyklu.
Choć w głębi serca mam nadzieję, że nie nadejdzie.
Kupiliśmy dziś stół ogrodowy i parasol. Pierwszy raz jedliśmy obiadek na tarasie.
Miło było.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2014, 09:01
hmmmm... 

dawno mnie tu nie bylo...chcialam wyluzowac zapomniec o tym wszystkim noo ale ....
ostatnie dni mi mijaly wylacznie na pracy i egzaminach na studiach..na szczescie juz koniec ....
dzis impreza rodzinna oczywiscie wszyscy maja dzieci nie my ale to ze one sie garna do mnie to przenajmniej wiem ze nie jestem taka zla ...szwagierka pow ze okres jej sie spoznia test z blada kreska a ma 5 miesieczne dziecko w domu ..a tu u mnie wewnatrz cos peka i zadaje sobie pytanie dlaczego im sie udaje od reki a tu czlowiek nie moze zajsc w normalna zdrowa ciaze co ze mna nie tak ...dlaczego Bog nie dzieli jakos mniej wiecej po rowno ja bym chodz jedno chciala ...nie marze juz o gromadce dzieci jak kiedys lata leca niedlugo 30-stka i co ...?
Pokusilam sie wczoraj zrobilam test owulacyjny wyszedl pozytywny dzis zrobilam test ciazowy i negatywny nawet cien cienia nie ma po co sie tak ludzilam ze jak nie mam @ to jestem w ciazy no wiec nie jestem nie wiem tylko czemu tego pieprzonego @ nie ma dzis tempka 37,1 wczoraj 37,2 i co o tym myslec. Dzis bede miala paskudny dzien 
Jesteśmy na półmetku ciąży. 50% drogi za nami. Byliśmy z tej okazji w kinie i na lodach. Założyłam najładniejszą sukienkę jaką mam, buty na obcasie i zrobiłam makijaż. Mąż był zachwycony
wkurzają mnie wszelkie opisy 21 tygodnia typu: masz już widoczny brzuszek, pępek pewnie jest wypukły, czas na ubrania ciążowe... Pępek bez zmian, brzucha brak - wyglądam jakbym miała lekkie wzdęcie, ale na serio minimalne. Jeżeli środowe usg potwierdzi, że Karolek jest cały i zdrowy zamierzam się rozkoszować małym brzuszkiem. Niech już taki zostanie do końca ciąży 
Do moich cudownych dolegliwości doszły niestety hemoroidy
pozostawię to bez komentarza, bo chyba dokucza mi już wszystko, co może się w ciąży przytrafić. Ale ja mam zawsze pod górkę. Jakby nie wystarczyły te lata starań, leki, badania, gorycz... Jak widać to za mało. 
Madziara dziękuję Ci za wczorajsze słowa otuchy 
Rozsypałam się wczoraj na milion kawałków. I może dziś mi trochę lepiej? Nie wiem co się ze mną dzieje, płakałam wczoraj jak głupia i nie potrafiłam powiedzieć czemu. Po raz pierwszy mój mąż nie był w stanie mnie pocieszyć. I było mi go szkoda, widziałam że źle się z tym czuje, że jest bezradny i nie potrafi mi pomóc. Powiedziałam mu co mnie boli, że czuję się niepotrzebna, beznadziejna, że jestem do niczego. A on mnie nie rozumie, próbował mnie pocieszyć ale czułam że mnie nie rozumie. W sumie, co mu się dziwić? Ja sama siebie ostatnio nie rozumiem. Dziś jest może trochę lepiej, sama nie wiem. Jeszcze się okaże. Pomogły mi słowa Madziary, męża i moich wirtualnych przyjaciółek. Tylko że jest jeszcze jedna sprawa... Ja tu nie pasuje. Tu do ovu, do forum, do starających się dziewczyn. Wszystkie mają poukładane życia, a ja? Nie mamy własnego mieszkania i bardzo możliwe że się go nigdy nie dorobimy. Samochód? Wart może z 1500 zł. Nie stać nas na kredyty, w ogóle na dużo rzeczy nas nie stać. My po prostu żyjemy trochę inaczej. Głodem nie przymieramy, ale czasem muszę odmówić sobie kupienia torby cukierków, czy jakiegoś ciucha. Czasami powstaje sytuacja kiedy dziewczyny z forum mówią "idź do gina prywatnie". No tak, tylko że mnie na to zbytnio nie stać. Ktoś te 100 zł wyda na codzienne zakupy, a ja za te 100 zł potrafię przeżyć tydzień. Dla mnie to jest duża kwota i wolę ją odłożyć na konto oszczędnościowe dla malucha. No właśnie, tylko czy jest sens się o tego malucha starać? Wiem, że będzie nas stać na to żeby zaspokoić jego podstawowe potrzeby. Na pewno nie zbraknie mu jedzenia. Ale być może czasem powstanie sytuacja w której nie będzie mnie stać na upragnioną przez dziecko zabawkę. Mam mętlik w głowie. Czuję że ta decyzja o podjęciu starań była zła. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić... Czuję się po prostu gorsza i że moje dziecko będzie gorsze, bo nie będzie miało najnowszych drogich zabawek. Już sama nie wiem, chyba powinnam porozmawiać o tym z mężem. Może to jednak jeszcze nie ten czas...
No wlasnie, jak to z tym jest? Czy kobieta naprawde czuje co nosi pod serduszkiem zanim dowie sie tego od lekarza? Przy synku prawie od poczatku czulam ze bedzie chlopiec i tez duzo wczesniej pokupowalam mu pare typowo chlopiecych ciuszkow. Teraz czuje ze bedzie coreczka, ale czy napewo tak bedzie. Czy to nie jest tak ze tak bardzo jej pragne ze sobie to wmawiam....Z drugiej strony drugi synek to przeciez nie kniec swiata, no i zawsze jeszcze mozemy postarac sie o trzecie dzieciatko, chociaz wiem ze pare osob to by zbulwersowalo
No nic juz za 10 dni sie dowiemy 
zapomnialam, ze to juz 3 lata jak stracilam pierwsza ciaze
moze to i dobrze, ze zapominam? trzeba zyc dniem dzisiejszym, ale miec tez w pamieci maluszki, ktore były przed moim Kropeczkiem, nigdy o Wasnie zapomne moje Aniołki 
Szczać, szczać, szczać.
Wszędzie, o każdej porze, między posiłkami, między telefonami, zaraz po wstaniu, po tym jak tylko usiądę... W każdym supermarkecie, na rynku, w ogrodzie... 2 razy u koleżanki, 3 razy w restauracji, 16 razy w domu, w tym raz pod prysznicem. Zachowuję się jak samiec psi, który nie może ominąć ani jednej ławeczki, drzewka, auta czy żywopłotu. Wkurza mnie to. Bo gdybym jeszcze szła i szczała to luz. Ale jak tylko uda mi się te majty z grubej dupy zrolować (u nas już dochodzi do 40 stopni) to psikam trzema kropelkami jakbym miała problem z prostatą. Naciągam gacie z powrotem, myję rączki, osuszam ręcznikiem, idę do gości, a ta mała pizda znowu mi się zniża gdzieś w okolice wzgórka łonowego i siedzi po turecku na moim pęcherzu!!!
Większość wieczorów spędzam leżąc na plecach z girami w górze, co owocuje jej ćwiczeniami kung fu, joggingu i brejk densa na moim jelicie. Koniec końców zaczynam puszczać takie bąki, że aż sam gaszek zadaje mi już sto razy słyszane pytanie:
- O mój bosze... Coś ty znowu zjadła? Zdechłego psa???
No i co ja mam zrobić? Jak mówię, że to kokoszanel to mnie straszy, że jej wszystko opowie jak tylko dorośnie. Że ją obwiniałam o każdego pierda...
A ja tak na nią czyham i czyham. I raz nawet taki mini odcinek załapałam gwiazdy..
http://youtu.be/BxNknGmLHQ8
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2014, 15:50
Jestem po operacji, pierwszy dzień w domku. Normalnie na 8 dziewczyn na oddziale było 5 Agnieszek
Jakieś felerne imię chyba
Dwie, które leżały ze mną - super dziewczyny, aż się wymieniłyśmy numerami 
Ale po kolei.
03.07 - Przybyłam do szpitala na 8:30, dostałam się na oddział godzinę później. Kolejki, jakby coś za darmo dawali normalnie... Badanie standardowe. Na USG lekarz już sam nie wiedział co jest moim jajnikiem a co nie, z jednej strony trochę mnie to bawiło, z drugiej byłam, powiedzmy, lekko zaniepokojona. No i jakoś nie chcieli mi wierzyć, że mam te torbiele w obu jajnikach... Ale podczas operacji wyszło na moje
Poza tym - najgorsza lewatywa w moim życiu 
04.07 - operacja. Najbardziej się bałam, że będą mnie ciąć... Ale obyło się bez, tylko laparoskopia. Głupi jaś oczywiście w ogóle na mnie nie podziałał, więc z ulgą zdążyłam odnotować, że będzie mnie ciachał mój lekarz. I na tym ulga się kończy, bo zaraz potem się zmył
więc rozmawiałam z lekarką, która też mnie operowała. Powiedziała, że pozytywnie ich zaskoczyłam, że miałam jajniki zrośnięte za macicą, a jak je uwalniali ze zrostów to się przy okazji torbiele wylały, więc nic więcej z nimi nie robili. No i najważniejsze - jajowody drożne.Ufff
05.06 - nie chcieli mnie jeszcze wypuścić, chociaż latałam po oddziale jakgdyby nigdy nic...
06.06 - Ufff nie trwało długo. Lekarz przy wypisie mnie poinformował, że mam endometriozę już IV stopnia, czyli najgorszą... I marne szanse... Że dostanę pół roku, a potem in vitro... No i nie pozbyli się zrostów wszystkich, bo te najbardziej bolesne są w takim miejscu, że mogliby uszkodzić jelita...
Ja nie chcę, jeszcze nie tak szybko! Czemu nikt mi nie zbada hormonów? Bo co, bo mam regularne okresy? Przecież to nawet nie oznacza, że mam owulację! Czemu nikt nie każe zbadać męża? Bo raz zaszłam, więc problem teraz już musi być u mnie? Nie jestem gotowa na in vitro. Nie tak szybko... To miała być ostateczność
Muszę się zapisać do swojego lekarza i zobaczyć, co on mi powie, albo zrobić wszystko sama, żeby znowu nie marnować czasu...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.