Ja normalnie nie wiem co się ze mną dzieje ale jak kiedyś mogłam spać i do 11 czy 12 jak miałam na popołudniówki, budzik musiałam ustawiać na 10 tak teraz zazwyczaj budzę się o 8 i koniec spania, leżę na siłę ale nie da rady a przez dzień jestem senna, wczoraj tylko zaczęłam pracę o 14, nie dość że duchota, było nawet ponad 32 st. to tak mi się zachciało spać, zaczęłam ziewać i męczyłam się po pół godz chciałam do domu
Dzień 16.
I wykrakałam bo wieczorem wymioty i strasznie się z głodu męczyłam...
Od rana ssie ale leże i podjadam więc oby przeżyć ten dzień...
Kiedy skończą się wymioty i mdłości a nadejdzie ta cudowna energia??
Boże daj siły...
Wizyta za 3 dni,to mnie trzyma przed szpitalem..
Mamooooo ;(
witam polowa ciazy za mna...och ta magiczna polowa juz minela...super i niech mija szybko kolejna, albo szybko mija czas do granicy przezywalonosci płodu...juz chce ja przekroczyc, byc bardziej spokojna...wiem, ze najlepiej jak maluch bedzie siedzial w srodku jak najdluzej, ale sa rozne historie i jesli nawet mu sie pospieszy to niech czeka do 30 tyg chociaz...
mam nadzieje, ze nie pojdzie w slady mamusi, bo ja sie urodzilam w 34 tc. niech tam grzecznie czeka na grudzien 
widze, ze wszystkie lub wiekszosc dodaje zdjecia z wakacji, z roznych miast Polski, swiata czy to gor, czy morze, ja niestety jeszcze nigdzie nie bylam, siedze u rodzicow na wsi...nie ma czasu na wyprawy...sa zniwa i ja to rozumiem, poki sie nie skoncza o jednodniowym pobycie nad morzem nawet nie moge pomarzyc...
a tak ogolnie to rosniemy, nie mam pojecia ile przybralam teraz bo nie mam wagi, najblizsze wazenie bedzie za 2 tyg i wtedy zobacze czy juz prog 65 kg przekroczony, ale jestem pewna, ze tak bedzie...brzuch rosnie, maluch tez bo zawsze rano dobrze wyczuwam macice i z dnia na dzien jest coraz ładniej widoczna
co mnie cieszy...
samopoczucie dobre, dalej brak obrzekow co mnie cieszy, bo myslalam ze przez ta pogode zaczna sie pojawiac, cisnienie tez w normie, dzisiaj boli mnie lekko brzuch, ale to z nerwow na meza, plecy jeszcze ok, jem dalej wszystko i mam nadzieje, ze dzieki temu maluszek tez bedzie pozniej wszytsko ładnie jadł...zauwazylam te zalezonsc wsrod mojej rodziny i znajomych...jesli matka je wszystko to i dziecko pozniej tez ładnie i chetnie je, ale jesli matka w ciazy i pozniej karmiac jadła mało i tylko niektore potrawy to dziecko tez jadło niechetnie i tylko wybrane potrawy...
oj ale sie rozpisalam, ale to dlatego, ze nie mam czasu i jakos tak za specjalnie ochoty zeby tu zagladac...jednak gdy tylko biore lapka do reki sprawdzam co sie wydarzylo i jakie nowe nowiny sie pojawily 
3DC
FSH i LH zrobione. Jutro wyniki. Daje do myślenia fakt, że pani w punkcie pobrań zna mnie juz z nazwiska...
Ale miłe zaskoczenie bo Luby nie chce czekać z badaniem do czwartku, więc szybko szukamy...i mamy dzisiaj wizytę na 13 w invimed tzn. póki co jedziemy tylko z próbką. Kamień z serca bo tak ni w ząb nie mieściliśmy się z terminem 3-5 dni postu, w czwartek było za późno. Jeden plus z okresu, nie ma większego dramatu z "abstynencją" 
Wyniki nasionek w piątek. No i badanie podstawowe 150zł, rozszerzone 225zł...taniej
miło!
Od razu mi lepiej gdy wiem, że coś jest robione, nie lubię dreptać w miejscu. Chce już coś robić, łykać, badać...cokolwiek co da mi poczucie, że mam odrobinę większy wpływ na poczęcie niż ślepy traf.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2014, 11:35
Dzień 1.
Moja historia jest dość nieprzyjemna z guzem ale z dnia na dzień coraz bardziej przyjmuje to do świadomości i jestem spokojniejsza. Dni płodne miałam niedawno i w tym czasie się kochaliśmy zobaczymy co to będzie na razie odczekam ale w przyszłym tygodniu albo pod koniec tego zrobię test ciążowy i zobaczymy jaki będzie wynik. marzę o dwóch kreseczkach, ale najważniejsze to nie zakładać wszystkiego na tak albo na nie do przodu lepiej podejść do tego z dystansem i być cierpliwym bo po co potem się rozczarować
No i juz jestesmy w domciu. Pobyt w polsce byl bardzo udany. Pogoda piekna wiec codziennie chodzilismy nad jezioro. Synek z mezem sie kapali a ja moczylam nozki.. Trafilismy akuratnie na koniec zniw wiec mlody mial jeszcze okazje przejechac sie kombajnem i traktorem. Wybawil sie na dworze z dziecmi i szalal za kotkiem.. Jednym slowem taki pobyt na wsi to raj dla dziecka
Julka miala urodziny wiec zaliczylismy tez przyjecie na 25 osob
Porobilam tez zakupy dla maluszka. Pokupowalam mu kilka komplecikow ( bluzka+ spiochy). Sliczny kocyk, dwa reczniki. Dokupilam tez jeszcze 5 pieluch tetrowych. Mysle ze 20 pieluch juz wystarczy. Ciuszkow tez juz mam wystarczajaco, ba pewnie nawet za duzo.... Musze kupic jeszcze tylko podgrzewacz do butelek i mate na przewijak i wszystko bedziemy miec
Oj tak przy drugim dziecku nie ma tyle wydatkow jak przy pierwszym. Ciesze sie strasznie bo jakos teraz totalnie nie mam ochoty latac po sklepach i jak pomysle ze musialam bym teraz biegac za wozkiem, mebelkami itd to az ciarki mnie przechodza. I tu nawet nie chodzi o wydanie kasy bo jakby trzeba to by sie ja wydalo ale o sam fakt latania, szukania, zastanawiania sie jaki wybrac model wozka itp. Ech koszmar... Za pierwszym razem to latanie, kupiwanie bylo wspaniale ale teraz chyba juz z tego szalu zakupowego wyroslam i ciesze sie ze mnie to omija 
Na dzień dzisiejszy Ovu twierdzi,że w 68 % test wyjdzie pozytywny. Eee tam traktuję to z przymrużeniem oka ...Max. w niedziele pewne przyjdzie @. Ja w każdym bądź razie ostro zabrałam się za siebie ,chcę schudnąć i w przyszłości być piękną ,zadbaną mamą :)Za miesiąc przeprowadzka
Już piąty dzień cyklu Dobrze że szybko leci Jutro idę do ginekologa Umieram ze strachu że mi powie że przy moim wysokim fsh nie mogę zajść w ciążę Boże zrób coś
Eh i po 4 dniach plamienia jest i okres
znów wszystko od nowa
Książkowo, czyli tym razem przeczytałam "Zawołajcie położną". Świetna książka, która opowiada nie tyle o fizjologii porodu lecz o życiu. O życiu w biednej portowej dzielnicy Londynu w latach 50tych. O wielodzietnych rodzinach, o porodach przyjmowanych w domu, o wcześniaku z 28 tygodnia, o matce 25 dzieci, o prostytutkach i życiu ulicy... Czyta się ją jednym tchem. Bardzo polecam!

Teraz poszła w ruch książka historyczna "Biedni ludzie z miasta Łodzi", czyli nasze łódzkie getto w czasie II wojny światowej. Wielka, gruba lektura, ale bardzo ciekawa.
Zaopatrzyłam się dziś w kolejne pozycje przygotowujące do Wielkiego dnia czyli "Poród naturalny" i "Karmienie piersią", obydwie autorki Ina May Gaskin. No zobaczymy czy Pani Ina przekona mnie do karmienia piersią. Na razie mój plan jest taki, że przystawiam synka do piersi, próbujemy. Na noc karmię butelką z MM. Zamierzam stosować karmienie mieszane czyli trochę cycka jak będzie chciał plus mm. Jeśli się okaże, że nie idzie nam to karmienie piersią to odpuszczam momentalnie. Tak wiem jakie komentarze otoczenia mnie czekają, ale mam to w nosie. Moje dziecko, moje cycki, moja sprawa. To co najważniejsze dostanie- czyli siarę, mleko z piersi w pierwszych dniach. Wtedy jest najwięcej przeciwciał. Jeśli się okaże, że karmienie piersią odpowiada nam obydwojgu to karmię oczywiście. Ale nie chcę tego robić tak czy inaczej dłużej niż 3 miesiące.
Trzeci trymestr bardzo niekorzystnie wpływa na moje ciało. Puchną mi dłonie. Musiałam zdjąć pierścionek i obrączkę i ledwo mi się to udało. Strasznie bolało, a biżuteria jakby wrosła w palec. Dopiero wieczorem jak temperatura spadła palce odzyskały kształt i udało się to zdjąć. Nie zakładam już. Trudno, najwyżej dopiero po porodzie będę je znowu nosić. Oprócz tego ostatnio zauwazyłam, ze wewnętrzne powierzchnie ud coraz bardziej się o siebie ocierają. Dosłownie mam tam już galaretkę z cellulitisem i porobiły się takie poduszeczki, które na siebie zachodzą przy złączonych nogach. Jak to cholerstwo wyszło i jak się tego pozbyć??????
No i pies... Martwi mnie pies. Jest już stary i ma swoje humory. Na początku lubił przytulanki do brzucha. Teraz jakby zaczyna być zazdrosny (?!)... Sama nie wiem co mu strzeliło do głowy, ale jest coraz bardziej złośliwy. Sika po domu bez ostrzeżenia, potrafi nawet walnąć kupsko na środku dużego pokoju! Nigdy taki nie był! Wiem, że to nie jest problem choroby, zwieraczy itd., bo już zbadaliśmy. Robi to świadomie po czym patrzy na mnie i idzie sobie gdzieś. Kocham tego psa, ale nie wyobrażam sobie żeby miał zagrażać dziecku. Nie wiem jak go przekonać do małego. Skoro już teraz pokazuje swoje fochy to strach pomyśleć co będzie potem...
Za 3 tygodnie dopiero wejdzie ekipa od pokoiku. Przy okazji czeka nas mała przeróbka w przedpokoju. Niby mała ale będzie kucie w ścianie... Czyli masakra, pył i mnóstwo sprzątania. Ja się ewakuuję na działkę!
Mam dowód na to, że mój pępek nie zawsze wystaje 

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2014, 14:14
Jutro lekarz zdecyduje czy zrobimy pick-up w piątek czy może w sobotę. Wtedy transfer byłby w poniedziałek lub wtorek. Chciałabym,żeby czas przyspieszył i żebym już miała w sobie zarodki. Najprawdopodobniej decyzja będzie na transfer dwóch kuleczek z uwagi na mój wiek
Stresuję się też czy będzie wystarczająco dużo zapłodnionych jajeczek gotowych do transferu. Strasznie się boję odebrać telefon od lekarza i usłyszeć, że niestety zapłodnienie się nie powiodło i maluchy nie przetrwały do drugiej doby. To koszmar. Nie wiem czy każda z Was, które to przechodziły też miała takie myśli i też Was aż ściskało w gardle do momentu upragnionego transferu. Wiążę też takie wielkie nadzieje z tą pierwszą próbą. Chociaż staram się trzymać emocje na wodzy i tłumaczyć sama sobie, że pierwsza próba nie musi od razu być udana. Tyle się tu naczytałam o tym jak przeżywałyście nie rokujące wyniki po pierwszym podejściu, ale serce nie bardzo chce być rozsądne i nagle siedzę przed kompem i oglądam wózki dla bliźniaków, a siedząc w pokoju teraz multimedialnym myślę i w głowie mierzę gdzie wstawić łóżeczka i zastanawiam się gdzie powynosić całą kolekcję dvd. Nie mówię nic o tym mężowi, bo zdaję sobie sprawę jak to szaleńczo brzmi, takie plany a przecież to jeszcze wszystko palcem po wodzie pisane.
Odkryłam po latach znowu callanetics. Czemu o nim zapomniałam!? Przecież to było moje idealne lekarstwo na plecy, a do tego genialnie modeluje i ujędrnia ciało. Jestem własnie po godzince ćwiczeń. Niby takie statyczne, powolne, a każdy mięsień drży! W czasie ciązy trzeba tylko odpuścić lub zdecydowanie zmniejszyć ilość powtórzeń na brzuch. Nie wolno przesadzić! Jesli mięśnie są mocne, to można trochę poćwiczyć brzuch, jeśli słabe to dosłownie kilka powtórzeń wystarczy. A jeśli w ogóle nie ćwiczylo się nic wcześniej to brzuch odpuścić całkowicie. Resztę można robić. Nie zaleca się w ogóle callaneticsu w pierwszym trymestrze. Potem jak najbardziej. Co więcej, te kobiety które ćwiczyły callanetics przed ciążą lub zaczęły po 4 miesiącu i robiły to regularnie mówią o lekkich porodach
Może coś w tym być, bo pamiętam że kiedy jako nastolatka musiałam ćwiczyć ze względu na plecy i kręgosłup to po miesiącu ćwiczeń miałam mniej bolesne miesiączki. Potem odpuściłam callanetics, bo mi się znudził i znowu się zaczęło co miesiąc życie na nospie i innych przeciwbólowych z ketonalem włącznie.
Callanetics w wykonaniu Marioli Bojarskiej znajduje się tutaj, ale jest to wersja skrócona, tzn. nie są opisane ćwiczenia, nie wyjaśniono jak je dokładnie wykonywać. A precyzja jest w tym przypadku najważniejsza!
https://www.youtube.com/watch?v=3akepGSMWsQ
A tutaj już sama Callan we własnej osobie wyjaśnia ćwiczenia:
http://w476.wrzuta.pl/film/7zazl92bo1b/callanetics_-_callan_pinckney_lektor_pl
Jako nastolatka nie miałam filmu tylko książkę, z której i dziś korzystałam.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/112056/callanetics
Tam jest dokładnie wszystko opisane, są zdjęcia, rezultaty, historia Callan itd.
Swoją drogą nie zdawałam sobie sprawy jak wiele niuansów i konkretnych ruchów weszło mi w krew podczas wykonywania jakichkolwiek innych ćwiczeń. Ułożenie miednicy, sposób rozciągania talii- kiedy ćwiczę sama w domu zawsze układam ciało tak, jak się nauczyłam z ćwiczeń callanetics 
No to mam urozmaicenie, bo piłka zaczęła mi się już nudzić. I może te galaretki na udach ujędrnię 
Jaki on jest wspaniały !
Na początku był płacz.. Bo ja będę gruba, chce ważyć 10 kg mniej, muszę zmienić dotychczasowe życie, niech się coś dzieje ! Nie chce być galaretą !
Chce mieć siłę, kondycję , werwę! Nie chcę się zatracić tylko w domu..prać, sprząć, gotować, o wszystkich zadbać , srać.
Od zawsze u mnie był sport. Jak nie 6 lat siatkówki, to 2 lata boksu, później razem we dwoje chodziliśmy na siłownię też ze 2 lata. Ciało miałam świetne, atletyczne.
Później szkoła się skończyła, był wypadek, zaczęła się praca i wszystko zniknęło.
Dziś powiedziałam : pomóż mi, bo sama nie dam rady.
Sprawy tak się potoczyły, że od września kupujemy karnet na siłownię
uwwwwielbiam robić wszystko Z NIM . Wszystko! Pracować , pomagać mu, trenować !
Razem siebie napędzamy. Tak było kiedyś .
Szkoda,że teraz akurat wypada laparo, ale sądzę, że 2 tygodnie to wystarczająco długo,żeby zacząć stopniowo ćwiczyć. Ale mam problem z nim.... Ćwiczył chyba z 6 lat na siłowni, wyglądał boooosko! mieliśmy taki sam obwód w pasie , może coś około 76cm!
Za to plecy fajnie szerokie, ręce zbudowane, silne jak diabli!
Z racji złamanego kręgu z odłamami-stabilizacji prętami, później znowu wyciągnięcia tego żelastwa, bo się śruba poluźniła i mogła przerwać rdzeń! i tak teraz ma trochę ograniczone ruchy, narzeka na ból pleców codziennie.. ma nieźle poprute te plecy, blizny grubości kciuka.. No ALE , powiedział, że powolutku będzie sobie ćwiczył i może jakoś mu to pomoże, bo nikt nie może mu nic poradzić.
Tak więc czekamy do września, jak się wygoję to ruszam i będę ważyć 60 kg!
Obiecał mi 10 kg w 2 miesiące ! i JA SOBIE TEŻ TO OBIECUJĘ !
AMEN , Mój Kochany!
Próbka oddana, teraz czekamy!
Pierwszy raz mogę uczciwie napisać, że czekaMY!
Wcześniej Luby tylko mnie zawoził, odwoził, dwa razy odebrał za mnie wyniki...teraz trochę wie jak to smakuje!
Widzę, że się zestresował. Pierwsza panika w oczach "czy tyle wystarczy?"
Trochę niepotrzebna biurokracja, za dużo wypełniania papierów przed...siedziałam na krzesełku obok przy recepcji i czułam jak moja cenna próbeczka wypala dziurę w torebce. Chciałam wstać i krzyknąć, że zbliża się to pół godziny na dostarczenie próbki...że tu mi TYKA I ZARAZ WYBUCHNIE! Martwię się, że niepotrzebnie trochę trzymałam próbkę w rękach, może nie powinna łapać temperatury z ciała. Pani mówiła, żeby nie schładzać i nie podgrzewać...no ale czy od trzymania w rękach kubka - "podgrzewa się"?
Dla tych z Was które jeszcze nie "oddawały nasienia" mała sugestia...Odpuście pobieranie próbki w domu. Myślałam, że tym sposobem zaoszczędzę Lubemu stresu ale jeśli już to minimalnie. Później tylko stres czy zdążymy, czy nie będzie korków. No i samo pobieranie...to co się napracowałam, a Luby na widok finiszu w kubeczku tracił wigor, kolejne podejście i kolejne...Był dzielny! Zuch chłopak! Jeśli kiedykolwiek będziemy to jeszcze raz przechodzić to niech zrobi to NA WŁASNĄ RĘKĘ.
Kolejny stres dopadł go gdy zobaczył na ulotce informacyjnej kiedy należy podjąć badania w celu wykluczenia niepłodności: dla kobiet powyżej 30lat starajacych się bezowocnie od 6 miesięcy /tak 30, nie 35lat i 6 m-cy nie rok: w informatorze invimed/ NO I mężczyźni po 40 roku życia - JAK NAJWCZEŚNIEJ! Nie gdy się nie udaje, rok, dwa tylko JAK NAJWCZEŚNIEJ...Lubemu stuknie 40 za 3 lata ale znowu pojawił się błysk paniki w jego oczach.
Dzisiaj poczułam, że kocha mnie tak, że zrobi dla mnie wszystko 
5cs
3dc
Właśnie wróciłam od endokrynologa. Wahałam się czy iść, bo to kolejna stówka, ale czułam niedosyt, że mój gin nie zareagował na moje TSH 2,7.
Endo sympatyczna, dokładnie zrobiła wywiad, obejrzała tarczycę, zleciła badania: usg tarczycy, TgAb, CRP, 25-OH-D3 (czyli wit. D3), TSH, Ca i dała receptę na Letrox50.
Mam brać po pół tabletki na czczo przez miesiąc. Po miesiącu zrobić badania i przyjść do niej 9.09.2014. 
Jest dobrze.
Waga rano 92,5 kg. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2014, 22:46
Jestem szczęśliwa, jeśli to może być szczęście
za tydzień wizyta u ginki, robimy stopień czystości pochwy i po @ HSG
Cieszyć się czy płakać...ja się cieszę. Czuję, że pójdziemy do przodu, cokolwiek to nie oznacza, jesień będzie nasza 
Z innej beczki. Cykl 18 pokręcony. Nie wiem czego to "zasługa" ale dziś 21 dc i pewności nie mam czy i kiedy była owulacja...objawy (śluz i ból owulacyjny) w 16 dc i wtedy też zawsze dotychczas wzrost temperatury. A teraz tempka lekko w górę, w dół, w górę, w dół i wykres o charakterze zębów piły. Tak bym chciała jeden piękny wykres a na jego końcu wiadomo co 
OMG dzisiejszy dzień to porażka... nie wiem co jest, ale jestem po prostu permanentnie wkur**ona....
denerwuje mnie absolutnie wszystko i wszyscy ...
Niech już przyjdzie ta @ i przestane mieć nadzieję ;/
11 dzien cyklu, 8 tabletka - 13 dni do końca!
50,5 kg
Byliśmy dziś po kolejne słoiki. Sok z malin już w nich siedzi - będzie idealny na zimę (ale pachnie tak, że nie wiem czy wytrzyma!)
Dziś na obiad zrobiłam coś, co nawet nie przypuszczałam, że będzie takie dobre!!
http://zapodaj.net/a702fcafd403b.jpg.html - a wyglądało tak!
Kurczak z grila na szpinaku z sosem vinegret, fetą, grejpfrutem i prażonym słonecznikiem. Czyli wszystko co dobre! Szpinak ma dużo żelaza, które w połączeniu z witaminą C zawartą z cytrusach lepiej się przyswaja. Do tego mięsiwo (ale chudy kurczak), feta - czyli nabiał i słonecznik czyli zdrowe pestki. Dumna jestem szalenie z tego dania.
Znalazłam również stronę, która sprawiła, że zrobiłam kwadratowe oczy i mogłabym ciagle siedzieć w kuchni - www.feed-me-better.blogspot.com ! Polecam.
W pracy nadał młyn i już nie mogę doczekać się urlopu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2014, 20:51
Pakuję Nas. Jutro lecimy do Szwecji na parę dni... 
Pewnie na pewno będę rzadziej na ovu...
Ale bez obawy. Uzupełnię wszystkie zaległe dane 11 sierpnia, po powrocie.
Dziś wraca mój Misiek od swoich rodziców, bardzo się cieszę, bo już prawie tydzień go nie widziałam i nie przytulałam... 4 dzień cyklu czyli cd @ daje mi się już mniej we znaki, temp. odrobinę wyższa niż przez poprzednie 2 dni, więc coś nowego w moim wykresie
Wczoraj opowiedziałam przez telefon mojemu mężowi, że zaczęłam nową taktykę na zajście w ciążę z mierzeniem temperatury i przyglądaniem się mojemu cyklowi, powiedział, że to dobry pomysł i może da nam większe szanse. Czuję, że mój Misiek tak bardzo chce mieć już dziecko, jest starszy ode mnie 4,5 roku, mi w grudniu stuknie 32 lata... Tak bardzo bym chciała jeszcze w tym roku zajść w ciążę... Jak byliśmy z moim Miśkiem już jakiś czas, to wymyśliłam sobie, że do końca tego roku wyjdę za mąż- udało się
od czerwca jestem mężatką, czy tak samo uda nam się z zajściem w ciążę? Zobaczymy, na razie bardzo w to wierzę. Czytam pamiętniki innych dziewczyn,części się udaje i to w miarę szybko odkąd świadomie obserwują cykl, część dziewczyn ma problemy, ale mimo to jestem dobrze nastrojona.
Wczoraj spotkałam się z przyjaciółką i miło spędziłam wieczór na pogaduszkach, chociaż wciągnęłyśmy pizzę popijając ją pepsi a potem jeszcze trochę ciastek... To niedobrze dla mnie, ale myślę, że chyba świat i mój ciążowy plan się nie zawali z powodu tego wybryku
Idę zrobić sobie śniadanie- bardzo zdrowe i wziąć tabletkę kwasu foliowego 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2014, 09:34
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.