wchodzę w nowy cykl pełna wiary i nadziei że może tylko tym razem się uda wierze w to że się uda !!!!musi!!!pije zioła ojca sroki nr.3 nie wiem czy pomagają i czy coś dają ale czytając komentarze w internecie to raczej wszytko pozytywnie dużo dziewczyn pisało że im pomogły więc mam nadzieję i ja

od dwoch dni sennosc, sennosc i tylko sennosc i poczatki mulenia...jeszcze tylko 5 dni do spotkania z polozna (109 godzin :-) ) i niecale 7 dni do pierwszego usg! jutro tesc dostaje klucze i podpisuje umowe i do nastepnego poniedzialku ma go juz nie byc :-) ale ulga :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2014, 20:51

mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 17 sierpnia 2014, 20:59

http://kobieta.onet.pl/dziecko/przed-ciaza/nieplodnosc/dziewczynki-ktore-rodza-sie-malutkie-sa-zagrozone-nieplodnoscia/lwx6r

Może coś w tym jest?
Ja ważyłam 2200g przy 56 cm i jak to rodzice mówili "byłaś długa a chuda" ;)
W sumie do teraz szczupła jestem, aż za bardzo
Mam nadzieje tylko że te problemy da się zwalczyć i uda mi się zajść w ciążę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2014, 21:01

O ósmej wypiłam 2 łyki piwa Sol, dostałam zrazu dziwny taniec brzucha.
O dziesiątej zjadłam 2 snikersy, panna zatańczyła makarene.
Nie wiem czy trik w cyfrze DWA, czy w używkach.

Jutro zjem TRZY lody to wam napiszę...

EDIT: zjadłam jednego ale sporego, takie TRZY masywne gały - o boziu jakie meksykańskie fale były, nie wiedziałam czys szczać w majty czy lecieć do kibelka (bo mnie bodła w pęcherz mimo że zdawał się być pusty!). po kawie tez tak ma. teraz pytanie: LUBI czy NIE LUBI? :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2014, 21:03

Kicia;) Mój Początek :) 'II' ... 17 sierpnia 2014, 22:13

@@@ przyjdz! prooooszeeee

PsotkaKotka KocieStaranka2 19 sierpnia 2014, 08:45

W poprzednim cyklu byla trzy razy akupunktura i ziolka, dwa rozne rodzaje na przed i po woulacji. Bylo duzo plamienia niestety. Mierzenie tempki odpuszczone troche.
Bylam na oczyszczaniu zebow, mialam okropn kamien pod ktorym ponoc juz jakas infekcja mogla byc i pan doktor powiedzial (niepytany), ze takie osady sa czesto przyczyna problemow z zajsciem w ciaze bo organizm znajduje sie ciagle w stanie zapalnym.

Dziś był tak mily dzień, że w końcu od stycznia nie myślałam tylko o ewentualnych objawach, nieudanych staraniach i calym tym syfie zwiazanym z zawodem gdy test jest negatywny a beta od zera sie nie odbija.

jakos mi lzej. Latwiej.

Jadhira Mały B... 18 sierpnia 2014, 08:31

I jest udało się! Wyszedł tescik, blada bo blada kreseczka ale jest!!!! Jestem taką szczęśliwą!!!! Ale boję się strasznie się boję że nie donoszę jak ostatnio


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2014, 08:32

Długi weekend zaczęłam pod znakiem nieustannych obserwacji i wielkich nadziei, które z resztą mogą niedługo prysnąć. Wpatrywałam się w ten wykres jak w jakieś bóstwo, sprawdzałam, mierzyłam, liczyłam, porównywałam... Chyba już dostałam bzika! Boże...to dopiero pierwszy cykl starań a ja już wariuję, nie powinno tak być, wiem o tym. Ale wiem też, że potrafię dużo udźwignąć, nieraz życie mnie doświadczało i wiem, ze mimo swojej niecierpliwości, jestem silna, więc przyjmę porażkę w razie czego. Co nie oznacza, że nie wierzę :) Wierzę i to bardzo. Wyczytałam na Ovu, że między 6 a 8 dniem po owulacji zagnieżdża się zarodek i czasem występuje leciuteńkie plamienie. Mi te dni przypadły właśnie w weekend, więc co? Oczywiście co chwila w toalecie i wpatrywanie się w bieliznę :/ rzecz jasna żadnego plamienia nie zaobserwowałam. Boli mnie tylko brzuch jak na @ i bolą w końcu piersi (skoro tak bardzo tego chciałam, to proszę bardzo, rozbolały jak diabli!) tyle, że te objawy mogą również zwiastować @ więc czym tu się cieszyć? Postanowiłam w pewnym momencie nie wariować coraz bardziej, zrelaksować się, zrobić coś dla siebie, nie zaglądać non stop w majtki ;) więc spotkaliśmy się z moją rodzinką, wzięliśmy na 2 dni do siebie córeczkę mojego brata (1,5 roczną), która mnie uwielbia i z rąk mi nie schodzi, mój mąż też ją bardzo lubi i często szaleją razem, byłam u kosmetyczki, zrobiła mi piękne nowe paznokcie, grillowaliśmy przez 2 dni różne pyszności, w niedzielę dużo spacerowaliśmy po pięknych miejscach, urządziliśmy sobie seans filmowy, oderwałam się od OvuFriend trochę ;) ogólnie, BARDZO miły weekend, aż żal do pracy wracać. Zostały mi 3 dni do testowania z krwi, nie wiem czy nie stchórzę, coraz bardziej się boję, że czar pryśnie... Nie wiem co robić :( iść, nie iść? Oto jest pytanie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2014, 08:56

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 18 sierpnia 2014, 10:29

Dzisiaj pozytywny dzień ! Badania zrobione na FSH LH TSH i Testosteron. Jutro wyniki i wizyta kontrolna u doktora. W końcu się zmobilizowałam i rozpoczęłam poszukiwania swoich dokumentów z prawa jazdy! W tygodniu je odbiorę muszę tylko zrobić zdjęcia. Boziu jak ja tego nie lubię już wolę iść oddać krew do badania niż szczerzyć zęby do aparatu ;) Robię testy teoretyczne, nie jest tak źle z moją pamięcią w końcu to już ponad cztery lata jak uczyłam się przepisów drogowych. A niedługo strzeżcie się bo ponownie wyruszę na drogę. Miejmy nadzieję że odbędzie się bez ofiar :D

AgaK starając się o maluszka po 30-stce 18 sierpnia 2014, 09:01

Mąż wczoraj wrócił od swoich rodziców, stęskniony i najchętniej od razu by mnie zjadł :P A tu jeszcze @, ale dziś ostatni dzień i bez niczego się poddam :)

Niestety dziś poniedziałek- znowu praca, widmo kolejnych stresów wisi nade mną od samego rana. Mój Misiek już wczoraj trochę myślał o tym co go czeka w pracy po 3 tygodniach wolnego...

Wstałam dla niego o 7:00,żeby mu zrobić kanapki do pracy i przytulić go na pocieszenie a potem znowu poszłam spać, bo pracuję w tym tygodniu od 12 do 20 - nie lubię tych popołudniowych zmian, ale moja praca wymaga spotykania się z ludźmi a oni mają czas na spotkania po swojej pracy czyli po 16 -17, zawsze im zazdroszczę takiej pracy. Mój mąż też tak pracuje i pociesza mnie, że jak zajdę w ciążę i wezmę zwolnienie a potem macierzyński, to odpocznę za wszystkie te ciężkie czasy, kiedy pracowałam do 20:00, a swego czasu nawet do 21 czy 22 w czasach, kiedy pracowało się w handlu w centrum handlowym (dobrze, ze te czasy już dawno za mną). W mojej popołudniowej zmianie najgorsze jest to, że i tak klienci zaczynają dzwonić od samego rana i że jak mam na tapecie ileś ciężkich spraw, to od rana muszę już sprawdzić pocztę firmową, więc wcale nie pracuję wtedy 8h tylko kilkanaście. Jeszcze tylko trochę, po ciąży będę szukać innej pracy w normalnych godzinach :)

PsotkaKotka KocieStaranka2 19 sierpnia 2014, 08:46

W aktualnym cyklu dolaczylam picie specyfiku o nazwie Melissa/Phosphorus comp. w skladzie poza agnus castus (znanym z castagnusa) sa na przyklad Lebiodka majeranek, melisa, sasanka lakowa, fosfor (?).
Akupunktura byla raz, po owulce.

Przez 6 dni pilam i ja i S specyfik o nazwie VitaSprint B12. Kupilam go na poprawe koncentracji bo znajdowalismy sie od paru tagodni w sporym stresie (wesele). Bralam to tez kiedy przygotowywalam sie do obrony doktoratu i swietnie dzialalo. Przypadkowo wyczytalam na niemieckich forach, ze niektorym kobietom pomogl ten specyfik zajsc w ciaze ;).

EDIT:

12 dnia po owulacji (16.08.14) zrobilam test ciazowy, tak dla sportu, dla zasady, bo wieczorem mielismy isc na impreze wiec chcialam z czystym sumieniem sie czegos napic. Wieczor wczesniej wypilam kieliszek bialego wina bo bolal mnie bardzo brzuch na okres wiec pomyslalam, ze to juz pozamiatane. Rano siknelam na test, schowalam w szafce przed S kiedy przyszedl sie kapac. Zajzalam za 3 minuty a tam....dwie kreski. Jedne co mi przez mysl przeszlo to bylo "O fuck" :D. Stwierdzilam, ze to chyba pomylka. Nocnych sikow juz nie mialam wiec po pol godzinie zrobilam nastepny test (plytkowy) i kreska wyszla bardzo bardzo blada, cien cienia jak to sie mowi, ale byl!
A mialo byc tak romantycznie. Tyle razy sobei w glowie myslalam jak ja to powiem mojemu S, ze bedzie tata. A wyszlo oczywiscie calkiem trywialnie :P. Kiedy mu to oznajmilam to sie ucieszyl i...poszedl do lazienki wyciskac sobie syfy....Co za romantyzm :D. Ale tak naprawde facet byl poprostu w szoku i do dzisiaj nie moze dojsc do siebie :D
Szczerze? To juz myslelismy, ze nei mozemy miec dzieci, ze nigdy nei zobacze dwoch kresek! Pani od akupunktury mialam zamiar powiedziec w przyszlym tygodniu, ze koncze z tym i po slubie, w listopadnie ide na ta cholerna laparoskopie. A jednak, trzeba bylo nei watpic :). Nie oglaszam tego jeszcze nigdzie bo nadal sie boje, ze to nie prawda. Uwierze tak na 100% dopiero po wizycie u gina. Dzis przypada moj termin @. Temperatura powyzej 37°C (nigdy takiej nie mialam), piersi bola, test znowu pozytywny :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2014, 09:01

PsotkaKotka KocieStaranka2 19 sierpnia 2014, 08:48

Ciąża rozpoczęta 22 lipca 2014

Angelike Mam to gdzieś... ;) 18 września 2014, 09:14

Usłyszałam ostatnio od mojej koleżanki historię jej koleżanki, Staraczki przez duże "S"...

Chcieli mieć z mężem dziecko, nie wiem jak długo się starali bynajmniej udało im się. Wszystko było ok do 7 mca ciąży, wtedy mieli wypadek, jakiś debil wpadł na nich swoim autem...
Podczas tego wypadku dziewczyna straciła swoją córeczkę, próbowali ją w karetce reanimować, uratować przez cesarskie cięcie lecz bezskutecznie. Okropna tragedia dla całej rodziny.
Spróbowali jeszcze raz...
Zaszła w ciążę, okazało się że pozamaciczną. Musieli ją usunąć.
Próbowali dalej..
Udało się, kolejna ciąża. Chwilę trwało szczeście bo poroniła.
Próbowali dalej..
Sięgnęli po in vitro. Udało się, bliźniaki. Po jakimś czasie tą ciążę też poroniła.
Dzięwczyna przez strasznie długi okres czasu przeżywała traumę, jeszcze długo po wypadku w którym straciła córeczkę, ciągnął się proces sądowy, podczas którego musiała wciąż oglądać tego mordercę i opowiadać całe zdarzenie od nowa, i od nowa, i od nowa. W kółko rozdrapywane rany..
Po nieudanym in vitro, które kosztowało ich ok 20tys, dali za wygraną z własnym dzieckiem, porzucili wszelkie nadzieje, starania, lekarzy, leki, badania itd. Postanowili zaadoptować dzieciątko z domu dziecka.
Procedura adopcyjna trwała wiele miesięcy, mieli już wyznaczony termin zakończenia całego procesu i adopcji dziecka. Ale.....
Ostatecznie nie zaadoptowali tego dziecka bo w między czasie dziewczyna zaszła w ciążę :) Zupełnie bez wspomagaczy. W maju mieli odebrać dziecko z domu dziecka, zamiast tego w maju urodziła swojego synka, który po dziś dzień bardzo dobrze się czuje, jest zdrowy i codziennie uszczęśliwia swoich rodziców ;)
Takie historie zdarzają się wokół nas a nawet o tym nie wiemy.
Ta historia dodaje mi siły.
I nigdy nie mów "nigdy"


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2014, 13:34

Moj patryk to jednak glupol jest...nic nie moge przelknac i wczoraj jak zobaczyl co sobie zrobilam na kolacje ( 2 lyzki twarogu i pomidor) to sie zdenerwowal i krzyczy: co tys zwariowala! chcesz tym MOJA OBCA FORME ZYCIA TYM KARMIC!? hahahha glupol nazywa dziecko obca forma zycia...coraz czesciej dopytuje...a jak myslisz co bedziemy miec? a kiedy bedzie ci widac brzusio? a kiedy bedzie kopala ( jest przekonany ze bedzie dziewuszka )? a kiedy to a kiedy tamto...zadaje pytan tyle co Stasiu w wieku przedszkolnym :D i przylapalam go w nocy jak spalam ze mi dotyka i gladzi podbrzusze..udawalam ze spie, ale az lezki mialam w oczach :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2014, 09:12

Ida Zdając się na los 18 sierpnia 2014, 10:31

7 tydz 2 dz

Jestem po pierwszych badaniach. Morfologia, mocz, cukier, WR, HIV, Toxo IgM, Toxo IgG, grupa krwi. Zapłaciłam 160 zł, no może nie tanio, ale sądziłam, że będzie drożej. Przez 15 minut dwie pielęgniarki próbowały wkłuć mi się w obie ręce, bez skutku. Dopiero po jakimś czasie się udało. Nie wiem, wcześniej chodziłam na badania i nie było takich problemów :/ Ale już po :) Wyniki będę miała drogą elektroniczną :)

A moje samopoczucie na szczęście dobre. Czasem mnie zemdli, ale nie tak strasznie jak to było za pierwszym razem. Naprawdę nie wyobrażam sobie czuć się tak źle cały czas... Zdecydowanie mogę stwierdzić, że to koszmar, choć i tak mnie te przykre objawy omijają. Ale już na tej podstawie jestem takiego zdania. Szczerze współczuję tym dziewczynom, które tak cierpią...

Z dwa dni wizyta. Nie mogę się doczekać! Ale już nie stresuję się tak za pierwszym razem. Nie dzieje się nic złego, wszystko jest ok, wiem że ciąża dobrze się rozwija.

Poza tym wszystko w jak najlepszym porządku :) Mam jeszcze cały tydzień wolnego, 25 sierpnia idę już do pracy, nowej pracy ;) Muszę przygotować dokumenty do umowy, muszę iść do lekarza medycyny pracy. No i psychicznie się przygotować. Będzie dobrze :)

Kropek29 Nie chcę aby mój Miś był sam.. 18 sierpnia 2014, 10:39

15t2d

Mdłości nadal obecne...


Od kiedy kupiłam detektor tętna jestem spokojniejsza. Codzienne słuchanie serduszka i modlitwa pomagają i działają cuda - uspakajają.
Na poprzedniej wizycie gin nie zaglądał do malucha, w przychodni ostatnie usg miałam w 7 tyg ciąży, potem prenatalne i ...uprę się żeby na następnej wizycie zrobił usg bo chcę się upewnić czy maluch rozwija się prawidłowo...II usg prenatalne mam dopiero 23.09. wiec sporo czasu jeszcze do tego.

A..doszła zgaga..:-)

siostra86 UDAŁO SIĘ.... 18 sierpnia 2014, 10:45

i nadszedł koniec zwolnienia nareszcie... czas wrócić do pracy noga ok a więc bez wymówek

Bergo Bergo - nowa ja 18 sierpnia 2014, 10:54

No i byli. Brat sam i spoko nawet, ale wieczór... uuuu... Są osoby po których spodziewałabym się więcej empatii i zrozumienia. A te właśnie osoby zawodzą. Czy naprawdę od wieloletnich PRZYJACIÓŁ, od dziewczyny która po ciąży roztyła się niemiłosiernie i miała kompleksy, która chyba w związku z tym wie jak to jest, czy muszę słyszeć:
"Paulina właśnie urodziła bliźniaki i miała mniejszy brzuch."
"No tak, Ty jesteś z tych wielkich, ogromnobrzusznych"
"Kurde, nie zazdroszczę Ci! hhihihi, ale będziesz gruba!"
"No nie opowiadaj, wyglądasz jakbyś 15 kg więcej już miała a nie 7 czy 8!"
"P. przyzwyczaj się. Teraz zgrabną żonę to już na starych zdjęciach tylko zobaczysz. No i z biustu też tylko woreczki zostaną."

Naprawdę?! Czy to naprawdę jest zachowanie przyjaciół? Czy to są naprawdę teksty standardowe, które sprzedaje się wszystkim ciężarnym? Ja zaczynam mieć teorię na ten temat... Bo mam dziwne wrażenie, że jakoś wyjątkowo dużo akurat ja tego muszę wysłuchiwać, że nie każda ciężarówka tak obrywa. Wiem doskonale jaką miałam figurę, ile pracy mnie kosztowała i jak dobrze wyglądałam w bikini. Wiem, że często było to obiektem komplementów i zazdrości. To, że nie dojadałam i spędzałam pół życia ćwicząc to już nikogo nie obchodziło. Na pewno jestem szczęściara i mam to genetycznie. No gówno prawda! W ciąży jem inaczej, więcej. Zdrowo, ale jednak jem! Nie chodzę na crossfit, nie biegam, nie ćwiczę jak oszalała... No więc siłą rzeczy przytyłam. I jest pole do komentarzy! Może gdybym wcześniej tak obsesyjnie nie dbała o figurę dziś daliby mi spokój. Ale jest to rzeczywiście duża zmiana w moim wyglądzie i wreszcie nie mam tak dobrej figury! No przecież to trzeba skomentować!
Tylko, że mi przykro. Bo mi jednak nadal cholernie zależy na tym jakie to ciało będzie. Bo mi się marzyło mieć śliczną piłeczkę i wąskie biodra i nie utyć ani grama ponad wagę tego co w brzuszku... Bo miałam takie durne, nierealistyczne podejście. Bo otoczenie tego ode mnie oczekiwało. Bo od początku była wywierana na mnie presja, że ja MUSZĘ być szczupła w ciąży. A nie jestem tak jak byłam. Mam szeroką dupę, poszło w uda, mam cellulitis. Ale godzę się na to, bo w sumie co z tego? Jakie to ma dziś znaczenie skoro wiem, że nie pasę się śmieciami i nie jest to wynik mojego lenistwa? Ciąża, hormony, rewolucja w organizmie. Przecież go urodzę i wszystko może wrócić do normy. Dlaczego teraz mam ciągle dostawać po uszach za to, że nie jestem jak Giesel w ciąży?
Wczoraj podniosłam głos. Powiedziałam mniej więcej coś takiego:
"Ja te kwestie konsultuję co chwila, bo jestem popieprzona na tym punkcie, przecież wiecie! zdaniem lekarzy wszystko jest jak najbardziej w normie, a wielkość brzucha to kwestia tak indywidualna jak pieprzyki na ciele! "
No ale niestety, nie dotarło...
Plan na ostatnie 2 miesiące? Unikać takich spotkań. A jeśli zapytają o co chodzi to nie omieszkam wyjaśnić. Bo po kim jak po kim, ale po nich spodziewałam się więcej...
Ta kwestia wagi to jest jakiś koszmar w ciąży...

Wczoraj zaczął się kolejny tydzień 7t0d.
W sumie to ledwo co widać, co najwyżej mój "stały fałd brzuszny" ;)

2d2ec873701768acmed.jpg


Kolejny tydzień obaw i nadziei. We czwartek jestem umówiona na nfz na oficjalne potwierdzenie ciąży. Bardzo się stresuję, czy aby na pewno moja mała kruszynka "tam" jeszcze jest. Owszem, nie mam żadnych plamień, ale i tak się boję. To jest takie trochę irracjonalne - strach połączony z nadzieją.

Dziwne uczucie, bo rzadko kiedy mnie dopada. Może to coś w rodzaju - chciałabym i boję się; jak przy pierwszych jazdach konnych. Ale potem ten wiatr we włosach, ciepło końskiego grzbietu, to zgranie w jedną całość - bezcenne. Liczę na podobne wrażenia :D

77b9d9a9f4fba9c1med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2014, 11:12

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)