Witam. Dzięki dziewczyny za wsparcie i słowa otuchy. W sobotę miałam dużo pracy i też wieczorem późno wróciłam, więc nie miałam aż tyle czasu żeby myśleć. Wczoraj natomiast przeleżałam w łóżku prawie cały dzień. Byłam zmęczona z braku snu, co chwilę ściskało mi gardło i spadały łzy, na dodatek przyszła @, a po obiedzie pokłóciłam się z mężem. Też chciałabym tak jak on - nie ma to nie ma i już, nic się nie stało. Wkurzyło i wkurza mnie to. Wracając w sobotę z pracy tak sobie pomyślałam, że na pewno którejś dziewczynie się udało. Musiało się udać. Teraz akurat nie był jeszcze po prostu mój czas. Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny i pozdrawiam gorąco.
Niesamowite co psychika robi z czlowiekiem i teraz to juz wiem...jak jestem nastawiona na @ nie mam absolutnie zadnych objawow...nic...czasami brzuch mnie doli ale bolal mnie w kazdym innym cyklu i w ciazy nie bylam wiec poprostu boli i tyle, ciaza nie ciaze to boli, bola mnie cycki jak zawsze...po castagnusie zaczely pozniej na szczescie....i tyle, wykres jest praktycznie pusty....normalnie pewnie bym go zawalila pierdolalmi bo by mi sie wydawalo ze cholera wie co za objawy mam, ktore wcale nie sa objawami, bo w zadnej ciazy nie bylam, i w tym miesiacu to widac elegancko jak nasza glowaa nas wprowadza w blad i sie bawi nami...jak bardzo ciazy chcemy to i objawy mamy prosze bardzo
....jest dziewczyna na forum, ktora ma objawy prawe wszystkie juz od owulacji, smiac mi sie chce jak to czytam normalnie, bo nie dosc ze objawy mozna miec dopiero po zagniezdzeniu to w zaleznosci od temperatury ma wieksze objawy albo mniejsze, bo moze sie nie udalo...no masakra....ja nie mowie ze sciemnia czy cos ale raz ze bedzie placz jak nie wyjdzie, bo to nie ze objawy miala, bo ich miec nie mogla przeciez tylko je wmowila sobie..to jej glowa, wiec po co...ale ja to wiem po 3 latach
moze inny musza spac zeby sie odbic tak jak ja 
Ale ten miesiac napewno oczy mi otworzyl 
Mialam ze 30 tzw " przyjacilolek " tutaj zapiasanych z wiekszoscia ktorych nie zamienilam nawet slowa na priv.....wiec usunelam wiekszosc no bo jak chcialam kogos znalezc z yej listy to doszukac sie nie moglam....oczywiscie komentarz poszedl na forum ze musialy mi podpasc czy cos w tym stylu....ja nie wiem czy ja mam cos zjebane w czasce. Czy jak, ale dla mnie pojecie przyjacieolki to jest osoba troche blizsza niz tylko bedaca w rejestrze przyjaciolki...po to zeby byla....i pretensje o to zaraz i komentarze...dodajmy wszystkich jak leci i nazywajmy sie przyjaciolmi jak na fejsie 
Nie usunelam waszych komentarzy, skopiowalam dwa wpisy do jednego i automatycznie je program usunal, nie wiem dlaczego...przepraszam za to, ale to nie ja, jezeli to czytacie, osoby ktore wpisy zrobily bardzo prosze wpiszcie jeszcze raz
przepraszam, myslalam ze komentarz zostanie
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2014, 18:59
Nic nie rozumiem, mój organizm chyba postanowil troche sie ze mna pobawic bo za malo stresu dostarcza mi zycie. @ nie ma, chociaz wiem ze z tego cyklu juz nic nie bedzie. Wolalbym rozpoczac juz nowy cykl i nie zastanawiac sie co sie dzieje z ta @.Po za tym znów zaczynaja nawiedzac mnie gorsze dni, histerie, lamenty. Chyba sobie nie radze tak dobrze jak bym chciala. Podjelam walke z waga, zaczelam zauwazac ze troche zbyt duzo przybralam na wadze.W zeszlym roku zrzucilam 25kg, to dla równowagi od tamtego czasu przytylam 10kg, wiec trzeba wrócic do formy.
1.09 - wysylam mojego T na badanie nasienia, a sama zamierzam zrobic hormony gdy tylko @ przylezie.
No i koniec z mysleniem o domku. Zostaje w szpitalu, a dokladniej zaczynam 24 tyd i jade do szpitala Wojewodzkiego w Olsztynie. Pewnie tam zostane juz do konca. No i to tyle na dzisiaj.
No była, jak zwykle prawie o północy. Wzruszała się tym pokojem i to jest ok, w końcu jest babcią. Ale... mam tak silne poczucie włażenia w naszą prywatną przestrzeń, że aż się gotuję. Wszystkie nasze decyzje, czy też na razie plany są negowane. Bo ona wie lepiej! Nie znoszę tego! Łóżeczko w złym miejscu, a dziecko tu nie może spać... Bla bla bla... Nawet jeśli- tp chcemy sami się o tym przekonać. Chcemy sami wypracować swoje metody, swój rytm, swój sposób na dziecko. Nie chcemy dobrych rad, nie chcemy wtryniania nosa w nie swoje sprawy. No i niestety babcia Halinka musi to zaakceptować, że nie jestem matką polką- nie tylko dopuszczam, ale wręcz przewiduję, że nie będę karmić piersią. Wiem, że można bez problemu nauczyć dziecko spać w osobnym pokoju, ale potrzeba dużo konsekwencji i zamierzamy to osiągnąć. A z drugiej strony nie zamierzamy go nikomu podrzucać na całe dnie. Chcemy sami go wychowywać, uczyć podstawowych czynności, patrzeć jak się rozwija, wspierać go i kochać. Babcia za to mądrzy się w kwestii cycków, łóżeczek itd. a sama... podrzucała mojego P. na caluteńkie dni do swojej teściowej i sama dziś twierdzi, że został wychowany przez babcię. Straciła najlepsze, ale to jej decyzja, a ja nie zamierzam tej "tradycji" kontynuować. Także, nie chodzi mi o to, że babcia się interesuje, wzrusza, cieszy, przeżywa to bardzo. To wszystko mnie cieszy niesamowicie! Wkurza mnie natomiast jej podejście- ona chce przyjść i przyjdzie o jakiejś chorej porze, bo akurat jej tak pasuje. Nie liczy się z tym czy ja np. już nie chciałabym iść spać. Przyjdzie i się pomądruje "Powinnaś karmić piersią". A kim ona jest żeby mi mówić co powinnam? Panem Bogiem? Łóżeczko w złym miejscu, a szafę tutaj wstaw. I nie ważne, że mamy inną wizję. Nie ważne, że nawet jeśli ma rację to powinniśmy sami się przekonać, a meble można zawsze przestawić. Nie daje nam takim zachowaniem prawa do autonomii i to mnie irytuje niesamowicie!
Heh
51 dc jest do d***
a snulam takie fajne plany, że dostane @ w terminie i zapisze sie na monitoring... a okazalo sie ze musimy tyle czekac
wszelka nadzieja tez juz prysła temp.rano zaczęła już spadać. Ta podwyższona to był jedynie skutek luteiny,niestety 
Dawno nie pisałam.
Urlop się skończył... Trochę wypoczęłam, trochę fajnie było, trochę ciepło, trochę się bawiłam. Ale niestety były też łzy, rzewne łzy, był deszcz i brzydka pogoda, było zimno i nie do końca tak jak zakładałam że będzie.
Co do tego, co pisałyście pod ostatnim wpisem... Ja sobie nie wmawiam, ja po prostu tak czuje. Za każdym razem gdy widzę kobietę w ciąży/z dzieckiem, zastanawiam się co ze mną jest nie tak. W czym jestem gorsza i dla czego mnie taka "ułomność" spotkała.
I z jednej strony powinnam być nastawiona pozytywnie - w końcu moja ciocia urodziła pierwsze dziecko w wieku 35 drugie 37 lat, po krótkiej walce, ale... no właśnie jakoś nie mogę. Dlaczego? Cóż po pierwsze, ją od razu potraktowano poważnie. Żaden lekarz jej nie zbył, tylko jak zgłosiła się do lekarza to od razu komplet badań zlecił. Mnie ten sam lekarz stwierdził, że nie ma co panikować bo... JESTEM MŁODA I MAM CZAS. Rzygać mi się już tym zdaniem chce.
Na szczęście mam już jednego lekarza, który wreszcie mnie poważnie potraktował, ale... na razie efektów nie widać...
Samopoczucie na dziś - zrezygnowana i chora (kaszel, katar, drapanie gardła), jak zawsze przed małpą...
Dziecko oddane do żłobka... Nie płakał, nie wyrywał się opiekunce, poszedł jak gdyby nigdy nic. Wiem, że powinnam się cieszyć że mam takie dzielne dziecko, ale dom bez niego jest strasznie pusty... Sama się nie popłakałam, chociaż wisiało mi to na końcu nosa. Teraz odliczam czas do 14 aby po niego jechać. Mam nadzieję że szybko minie.
Okres się kończy, skąpiutki był tym razem. Ale przynajmniej przeszedł bezboleśnie, wręcz można by o nim nie myśleć 
Czytam sobie w wolnej chwili wpisy różnych dziewczyn, jedne smutne, inne z odrobiną pozytywnej energii. W każdej historia, los opowiedziany innym. Dzięki temu można się przyrównać, czasami nawet nazwać własne emocje dokładniej niż do tej pory. Wiele trzeba odwagi aby opowiedzieć o stracie, wiele trzeba cierpliwości aby czekać na swoją kolej. Że ja wcześniej nie znalazłam tego Ovu!!
3cs
23dc
Waga: 76,9 kg 
Ćmi mnie brzuch i głowa.. Zawrotów głowy nie mam, ale chwilami mam wrażenie, że fiknę.. Wiem, stresik..
Z testowaniem chyba poczekam do soboty.. O ile wytrzymam.
Mam wrażenie, że życie znów robi sobie ze mnie jaja. Przecież byłoby zbyt pięknie zajść w ciążę w 3cs..
Jakoś mi dziś smutno.. 
Liczę, że po pracy pójdę pobiegać i nie prześpię popołudnia.
No 
Co słychać...
Tegocyklowe starania nieco kulały ze względu na intensywne dni w pracy i...brak superpogody więc 2 razy wypadło tak, ze mama nie poszła na basen a nam zabrakło weny do szybkiego numerku w kącie. 
Przytulanka staraniowe były więc w 8, 10 i 13 dc .. teraz jest 17
Ciekawe czy znowu będzie kaszanka zamiast cyklu czyli pojawi się na chwilę @ w 21 dniu czy porządnie wszystko wroci do trybu sprzed tabletek.
Póki co to zaczynam podejrzewać u siebie szczyt naiwności, ponieważ cały czas tli się w głowie myśl, że może ta mini małpa w 21 dc to była implantacja
ale weny nie mam również na wywalanie 15 euro na test - w domu mam ich chyba z 30 i z premedytacją ich nie wzięłam na Ibizę bo przecież mieliśmy odpuścić starania na Ibizie ze względu na brak warunków (male mieszkanko i mama) oraz ciągłe zmęczenie napięciem w pracy.
Oczywiście jednak nie da rady tak po prostu odpuścić więc jak tylko zakończyły się tabsy skoczyliśmy do dzieła.
Z testem...poczekam do terminu @ za 11 dni.
Będę cierpliwa, OLEJĘ TO. W ten sposób uciszę głupie podejrzenia i upartą naiwność z zeszłego cyklu no i dowiemy się czy niesmiałe starania w tym cyklu przyniosly upragniony efekt.
A dlaczego tak tli mi się w głowie myśl że może jednak się udało...?
Dlatego, że praktycznie od kilku dni przed tym plamienio/krwawieniem cały czas pobolewa mnie brzuch i krzyż, mam podwyższoną temp (36.8 - 37.2), sikam jak wąż strażacki pomimo że więcej nie piję no i...no i to wszystko, piersi mnie nie bolą, nie mam żadnych problemów żolądkowych jakie były w okolicy tej mikrociotki. Nnoo..może czasami, ale to pewnie ze zmęczenia.
Oczywiście jestem osobą logicznie myślącą, więc wiem, ze prawdopodobieństwo potwierdzenia nadziei i podejrzeń jest mniejsze niż 1% no ale myślę że jak tylko ujrzę wstrętną, znienawidzoną, sukowatą jedną krechę na teście to wszystko mi przejdzie.
Pobolewanie brzucha i krzyża - spowodowane może być moimi kamieniami w nerkach.
Raz na kilka lat rodzę maleństwo - jak urodzę kamyk tym razem to chyba wrzucę go do malego wózeczka i nadam mu imię. Tak bardzo mam już aktywny instynkt macierzyński.
Temperatura - mierzona i sprawdzana zarowno rano (jak pamiętam) a także w ciągu dnia jak czuję się dziwnie. Nigdy nie udalo mi się zmusić do regularnych jej pomiarów więc nie ma co się podniecać.
No ale ją mierzę z doskoku huuuhhaha no i np teraz mam 37.2 Może być spowodowana wieczną gonitwą dom-samochód-hotele-samochód-hotele-dom itp albo upałem na dworze..No ale teraz, dziś rano było chłodno więc... ;/ A może mam cały czas stan tuż-przed-przeziębieniowy, nie ma co dywagować.
A sikanie...no na sikanie nie mam żadnego logicznego wyjaśnienia. Jest to niesamowite. Prawie jak zapalenie pęcherza ale za każdym razem jak czuję ciśnienie to leci i leci a nie jakieś tam kilka kropli wyimaginowanego moczu. Hmm...może to przemiana materii tak oczyszcza organizm? Nie wiem..nie piję więcej niż zwykle a moze nawet trochę mniej bo ciągle albo zapominam albo w samochodzie woda nagrzewa się do ciepłoty zupy no i nie ma chęci jej pić.
Kurcze..znam siebie tak dobrze. Nie mogę uwierzyć, że uwierzylam, ze nie będą mi potrzebne moje tanie testy na wszelką okazję. Przecież [nie]delikatnie mówiąc ja już mam nieźle przecież zrytą glowę tymi staraniami.
Normalna weteranka. Nie podoba mi się to!!! Jestem bardzo, bardzo niecierpliwa. I ja już kurczeeeeee nie mogę dlużej czekac bo wybuchnę!!! Ponad 2 lata czekania na ciąże, no kuur.. 
Wdech
Wydech
Bez wielkiej cnoty cierpliwości nie dojrzewa nic co ludzkie.
Romano Guardini
Cierpliwość jest drzewem, które ma gorzkie korzenie ale słodkie owoce.
Przysłowie perskie
Cierpliwy zaspokaja pragnienie wodą oczekiwania.
Przysłowie ludu hausa
Jeśli coś znajduje się w morzu, szukaj tego cierpliwie na wybrzeżu.
Przysłowie suahili
Jeśli człowiekowi idącemu powoli starczy cierpliwości, dojdzie on do miejsca, które osiągnął szybkonogi biegacz.
Przysłowie ludu hausa
Kto jest długo cierpliwy, ten osiąga pomyślność, a kto się spieszy, ten się potyka.
Przysłowie arabskie

Co to do cholery jest lud hausa?
A więc:
Hausa – (inaczej: Hausańczycy, Hausowie, nazwa własna Hausawa) lud afrykański, którego tereny macierzyste obejmują północno-zachodnią Nigerię i południowy Niger.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2014, 11:07
Dobra sprawa wygląda następująco:
jestem w 39 tyg (38 + 5), w nocy zaczęły się skurcze co 0,5 h, które mam nadal, są bolesne, promieniują aż na uda i plecy i to tak że zgina mnie wpół ( ! ), oprócz tego kibel zaliczyłam chyba już z 10 razy-już nawet nie liczę
skurcze nie przechodzą po ciepłym prysznicu ani przy chodzeniu (przy chodzeniu niech się lekko wyprostuję to jest dramat-boli jeszcze gorzej!). Są uderzenia ciepła i kołatanie serca. Jeśli to są skurcze przepowiadające (w co wątpię) a nie porodowe to jak bolą porodowe??! Faken sziten!!
To takie sobie podsumowanie
Mało optymistyczne dla bojących się bólu-ale wiadomo: cierp ciało jakżeś chciało 
Czop już wcześniej zaczął mi wypadać-jakiś tydzień temu, nawet dłużej, teraz jest bardzo delikatne plamienie i dalsza jego część. Ogólnie cała się sypie 
Zobaczymy co będzie dalej-liczę jeszcze odrobinę na to że przejdzie bo dziś mój małż miał jechać w interesach i wrócić z środę-ale być może dziecko nie poczeka, niech się całkiem rozkręci albo niech wytrzyma do środy-żeby nie było że nie daje swojemu dziecku wyboru 
Znalazłam wczoraj małego, czarnego, starutkiego przemoczonego pieska. I teraz siedzi u mnie w domu, a właściwie tupta, bo tylko wczoraj wyglądał na ledwo żywego, dzisiaj nawet na chwile nie usiądzie i śmierdzi sobie dookoła jak nieboskie stworzenie. Niestety nie może tu zostać, bo mamy już jednego psiura, dużego, który nie lubi innych psów. Spróbuję ją wepchnąć dziadkowi, jeśli się trochę uspokoi.
Brzuch dalej kłuje we wszystkie strony, śluz kremowy, tempka wysoko, wszystko mnie tragicznie przewkurza, objawy jak na @, 26 dnia test negatywny... a mimo to... nadzieja wbrew wszystkiemu. Poszłam zrobić betę, stałam tam zastanawiając się jaki to ma sens, skoro wynik już znam, czy tym razem chociaż przeczytam wynik zanim pojawi się nieproszony gość, co ja w ogóle robię i po co, zawsze wypełnię całą siebie tą durnowatą nadzieją, a potem spadam boleśnie, myśląc "i tak się tego spodziewałam". No ale ta temperatura... to, że wcześniej cykle kończyły się 27,28 dzień, a jak w 29 to od samego rana turbo niespodzianką. A tu nic. Tylko ten zwiastujący nieszczęście ból w podbrzuszu. Mogę sobie wmawiać, że to co innego, ale od wczoraj wiem dobrze, że nie... A i tak poszłam zrobić betę! Głupek, głupek, głupek.
Ale może od października będę miała pracę? Tylko muszę spiąć poślady i zdać licencjat we wrześniu. Mam nadzieję, że się uda, choć tak strasznie nie mam na to weny... Poza tym co za praca, jaka praca jak ja zaraz mam w ciążę zajść? Cudowna naiwność wkrada się w każdą myśl
Choć faktycznie nie wiem, jak pogodzę pracę z procedurą in vitro. Przecież jak już do tego dojdzie będę musiała zrobić wszystko, żeby się udało... A to oznacza leżenie i opierniczanie się, a nie zapieprzanie i wieczny stres... Nie wiem. Może nagle los się do mnie uśmiechnie i uda się wszystko? Dlaczego nie? Skoro do tej pory rzucał mi tylko kłody pod nogi? Chyba nie można mieć wiecznego pecha?
No i przyszła jesień.... ha a ja się z tego cieszę, bo robi się pięknie rudo, czerwono i żółto, bo pachną śliwki (ciasto w piekarniku) i jabłka (kompot na kuchence) i wszechobecny cynamon i goździki. Tak mnie dziś wzięło na bycie panią domu i piekę ciasto a potem w piekarniku wyląduje kurczak. Za dwa dni wizyta- podgląd? Od piątku zastrzyki a potem czekamy na dwunastego. Ciekawość mnie zżera jak będzie? Jak uda nam się przez to przejść. Jestem optymistycznie nastawiona- wiem, że uda się za pierwszym razem. Wiem, że 14.10 w 32 urodziny K. będziemy we trójkę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2014, 09:40
ZOSTAŁO 56 DNI

Oczywiście jest to data +/- bo niewiele dzieci rodzi się w tym terminie. Z racji że jest juz coraz bliżej postanowiłam zacząć pranie ubranek i innych rzeczy dla Zuzi. Pierwsza pralka już sie pierze, a kolejna tura czeka na swoją kolej. Zakupy na allegro praktycznie już zostały skończone, no może nie do końca bo jeszcze brakuje głownie leżaczka, karuzelki itp. Co do leżaczka w każdej chwili mogę zamówić bo mam już upatrzony od dawna. Wczoraj z M wypróbowaliśmy nianie i jest świetna wszystko słychać będąc piętro niżej, nie ma żadnych zakłóceń o co sie bardzo martwiłam ale na obecną chwile jest ok.
W środe jestem umówiona z jedną babką ma mi przywieźć kombinezony na jesień i cieplejsze ubranka. Mam nadzieje że będzie z czego wybrać i coś u niej zakupię
A i w środe kolejne zajęcia sr tym razem bedziemy rozmawiać o porodzie i prawdopodobnie zaczniemy już ćwiczyć. M już udało się zwolnić wcześniej z tego tytułu z pracy i także przyjedzie, z czego bardzo się ciesze bo na takich zajęciach chcę żeby był i także trochę posłuchał. Wiadomo że na wszystkie nie musi chodzić bo co jak rozmawiamy o kamieniu piersią to jego nie dotyczy, ale jak kwestia porodu to warto żeby był w końcu oboje chcemy zeby był przy porodzie.
Wczoraj mieliśmy chrzciny u mojego brata. Natalka spisała sie na medal i ani razu nie zapłakała w kościele, na imprezie też była cały czas spokojniutka chyba wiedziała że to jej wielki dzień i nie można z tego tytułu płakać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2014, 14:29
13 tydzień ciąży
...no końcówka 
12+4
31% ciąży za nami

Nie ważyłam się, na razie nie czuję, żebym specjalnie przytyła. Widać to tylko na wadze
za tydzień odnotuję wagę. Postanowiłam zmienić trochę swoje podejście do jedzenia, tzn jego formy. Postanowiłam jeść co najmniej 5 małych posiłków wielkości dwóch moich pięści
i postanowiłam pomału odstawiać witaminy. Wiem, że potrzebuje ich, bo jest tam jod dla nas niezbędny oraz bardzo ważna wit. D, której nie pokryje w jedzeniu. Reszta? To już posiłki nam to zapewnią. I pić chcę dużo, zwłaszcza, że moja gin powiedziała, że nie chodzi o picie 3 l dziennie samej wody, chodzi ogólnie o płyny 
A propo płynów...wczoraj strasznie się bałam o nasze Maleństwo... było mi strasznie zimno, ale czułam się rozpalona. Z ciekawości zmierzyłam temperaturę i myślała, że się popłaczę...37,6*C. Już miałam dzwonić do swojej lekarki, ale postanowiłam zmierzyc jeszcze raz. Wyszło co prawda 37,4*, ale poleciałam od razu zrobić sobie gorącego mleka z czosnkiem i miodem i bardzo mi pomogło. Rano czuję się jak nowo narodzona
a idź w cholerę z tą Jaskinią Solną!! Nigdy więcej! Nie miałam problemu to teraz go mam
ale wiem, że dzięki mojej zajebistej odporności - chorowałam ponad 13 lat temu ostatni raz
- bo kiedyś co dziennie przez tydzień łykałam podwójną dawkę wit C, ale jako gówniara nie znałam się na lekach i było mi w sumie wszystko jedno co łykam...okazało się, że szprycowałam się ponad tydzień podwójną dawką leków na grype!
hehe i od tamtej pory mimo iz czasami bardzo chciałam, nie byłam w stanie się rozchorować
i oto jestem! Cała i zdrowa i mam nadzieję, że Misiek ma się dobrze mimo tych perypetii
teraz co prawda męczy mnie okropny katar, ale schodzi cały czas więc smarkam od 2 dni i nie czuję nosa
dziś wyslę męża do apteki po olejek eukaliptusowy i będę robić sobie inhalacje 
Pozostało 8 dni do naszego trzeciego spotkania Miśku! :* bądź dzielny i rośnij zdrowy i silny dla nas! :* 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:23
23DC
3 dni do @
Jak ja nie cierpię poniedziałków! Zrobiło się już zimno, a gdy wstaje za oknami noc jeszcze rządzi! Podświadomość, a w zasadzie mój apetyt przepowiada złowieszczą @
Od rana spakowałam dżem, pół paczki gumisiów, trochę rodzynek, orzechy nerkowca, kilka czekoladek merci, a po drodze kupiłam 2 bułki i drożdżówkę. Nie twierdze, że wszystko zjem NA RAZ ale daje temu wszystkiemu max 3 dni! W swojej obronie dodam, że pracuje 10h, a w drodze jestem w sumie ponad 1,5h. Zapowiedziałam, że obiadu dzisiaj nie gotuje. Niech sobie luby odgrzewa, chyba przeżyje! Mam ambitny plan po powrocie wgramolić się do łóżka, jestem taka śpiąca, że nosem szoruje po biurku
Jedyny plusik tego dnia, wspomniałam dzisiaj szefowej o szkoleniu na które chcę iść, no i mam zielone światło, jeszcze firma zapłaci więc jestem 3tys do przodu UFF!
Dawno mnie tu nie było. Odpuściłam totalnie, nie chciałam nawet myśleć o kolejnej ciąży. Odebrałam wyniki V Leiden i MTHFR. Nie wiem co mi wyszło, bo postanowiłam się nie diagnozować w internecie, żeby się nie denerwować. Dziś zadzwoniłam i dowiedziałam się, że są już do odebrania nasze wyniki kariotypu, jutro pójdę odebrać po pracy. Też nie mam zamiaru sprawdzać i diagnozować nas, nawet nie chcę patrzeć na wyniki, bo jak moje będą inne, a męża inne, to już będę panikowała. Jeszcze tylko (albo aż) moja histeroskopia i męża badanie nasienia. Znów wróciły do mnie myśli, żeby jednak zacząć znów się starać, tylko te badania musimy najpierw zrobić. Biorę Folik, Acard, Euthyrox 25 i kwas omega 3. Już 5 cykl po drugim poronieniu mi leci, minęło 4,5 miesiąca. Jakiś czas temu chciałam się znów starać w październiku, bo wtedy mamy urlop i jedziemy nad morze. Potem znów nie chciałam w tym roku, teraz znów chcę… Sama nie wiem czego chcę. Od czasu drugiego poronienia nie rozmawiałam o tym z mężem, ale teraz chyba już czuję się gotowa i chcę pogadać. Jak wróci z delegacji, kupię winko, zrobię dobrą kolację (mam zestaw do sushi) i sobie siądziemy i pogadamy… Żeby tylko akurat wtedy teść z piwkiem nie przyszedł.
Nie wiem o co chodzi...wciąż wraca mi to myślenie.A może jednak? Ciągnie mi mysli w tą stronę...a ja boję się, że jeśli na chwilę uwierzę, to potem już będzie gorzej. Coś mi podpowiada w środku, że szczęście się do mnie uśmiechnie...ale miesiąc temu tez tak myślałam...i co? Moja głowa już mi podpowiada...chyba zwariowałam do końca ;( płakać mi się chce z tej bezsilności, że ja bym chciała o tym nie myśleć a nie mogę! A tym samym szkodzę sobie...blokując sobie. Teraz jestem zła, na przemian z rozpaczą i radością. Moja głowa już mi narobiła nadziei. Ale modliłam się do Boga aby nie dawał mi nadziei w tym cyklu, żebym nie myślała, że się udało. I tak jest. Piersi nie bolą, śluzu mam mniej niz miesiąc temu, choć w środku jest go bardzo dużo i jest morko.. nie bolą mnie aż tak mocno plecy w dolnym odcinku jak miesiąc temu, Bromek złagodził mi fałszywe objawy. Całe szczęście. Bo bolące piersi bardzo napawały mnie nadzieją. Bardzo mnie cieszy fakt, że nie mierzę temp bo to dopiero by mnie rozpieprzyło. Nie chce. Bo zupełnie padnie mi na głowę
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.