Ja jestem drugi raz w ciąży i pierwszym najwiekszym objawem w obu ciazach bylo przeziębienie zaraz po owulacji. Rozkładało mnie na łopatki...katar gardło pęcherz...
Od 2go dnia po owulacji czulam kłucie jajników i lekkie pobolewanie brzuszka. Zazwyczaj to sie działo wieczorem gdy juz leżałam w łóżku i chcialam spać
. Nastepne byly "bąki" ;p i wzdęty brzuchol. Jeden dzien ze strasznym bólem głowy. W 9 dniu po ovu zaczęłam powoli czuć mrowienie w piersiach które dziś nie daje mi spokoju
. I w 10dniu po ovu mój test wyszedł pozytywny.
Wszystko do bani 2 testy negatywne ten cykl stracony ...zamówiłam zioło sroki może pomogą ...dziś zauwarzyłam że moja psinka boi się ciemności . Trochę sie zawiodłam na mojej przyjaciółce gdyż od kąd ma chłopaka nie ma dla mnie czasu jak mam ochotę sie jej wygadać to zawsze coś tu on dzwoni lub pisze to koleżanka nawet nie mam z nią jak porozmawiać ...jak ona ma dola to zawsze ja wspieram ...to tylko idzie w jedna stronę ...mam takiego dola ten cykl do dupy kolejne pewnie też będą nie mam nadzieji już ... To okropne
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2014, 23:16
No i przeżyłam wesele szwagra
Było super. Wybawiłam się do 5 rano.
W niedzielę po weselu trochę z mężem zaszaleliśmy bez zabezpieczenia
Byłam pewna, że mam dni niepłodne, bo moje cykle są długie i owulacje mam zazwyczaj dopiero koło 16 dnia cyklu. O dziecko się jeszcze nie staramy i wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy dziś uzmysłowiłam sobie, że prawdopodobnie w poniedziałek miałam owulacje (w 11 dniu cyklu). Tak przynajmniej sądzę po obserwacji temperatury.
No i teraz nie wiem czy się bać, że zaszłam w ciąże (to kiepski moment na dziecko) czy się cieszyć, że tak chciałam wpadki i mogło się to stać.
Teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na rozwój sytuacji.
Oto część naszego pokoiku malutkiej naszej
Wczorajsza wizyta w ikea zakończyła się zakupieniem wszystkich mebelków, które mój mąż od razu zaczął skręcać
Taki w gorącej wodzie kąpany 
A my aktualnie wyglądamy tak 

Konstancja zaczęła mocno mamę kopać i nawet tańczy do takiej muzyki ze bym nawet nie pomyślała
Mamusi małe cudo 
6cs
14dc
piątek
Wczorajszy dzień uważam za wyjęty z życia. W nocy pisałam pracę dyplomową (do 5:30 nad ranem), drzemka 1,5 godziny i wio do roboty. Po pracy musiałam jechać do promotorki po podpisy. Do domu wróciłam o 20:00. W międzyczasie załatwiłam obiegówkę, zrobiłam zdjęcia do dyplomu, przelewy za dyplom, no i byłam w pracy...
Jestem dziś nieprzytomna. Jeszcze trochę przede mną. Teraz ostatnie poprawki (szukanie literówek), drukuję w domu, binduję w pracy. Potem wycieczka (a nogi mnie tak bolą od biegania cały dzień wczoraj, że nie wiem jak będę funkcjonować dziś), a po wycieczce mam 2 godziny na dojazd na wydział i złożenie pracy. Potem jeszcze wsiadam w busik i jadę 70 km do teściowej.
I koniec.
KONIEC siedzenia godzinami nad tą pracą, gapienia się w ekran, koniec zawieszania się i twierdzenia: no po prostu nie wiem co dalej pisać... KONIEC. Boże, jaka ulga. Mój pierwszy weekend od roku, który jest naprawdę mentalnie WOLNY. Ja już zapomniałam jakie to uczucie mieć naprawdę WOLNY weekend. Bez zajęć na uczelni i bez myślenia: PISAĆ pracę.
A co do starań, to wczoraj nie było siły. Z resztą mężowi zasugerowałam, żeby zanocował u teściowej mojej, bo ma bliżej (znacznie bliżej) do pracy, a ja mam dojechać dziś.
Prawdopodbnie owulka wczoraj lub dziś. Raczej miesiąc stracony, ale ten miesiąc miał inny priorytet, który właśnie ostatnimi siłami realizuję.
Na horyzoncie koniec studiów. Obrona prawdopodobnie pod koniec września. 
No i przyszła @... ;( na razie lekko plamię ale nie mam już żadnych złudzeń, bóle mam już typowo silne jak na @... trudno. Może rzeczywiście październik ma być "tym" miesiącem? ;)Nie załamuję się, choć wesoło też mi nie jest
P. bardzo mnie wspiera, jest cudowny :*
Nie ukrywam, że wczoraj jak zobaczyłam jedną kreskę chciałam pieprznąć ovu w kąt, chyba żeby nie musieć oglądać swojej porażki i szczęścia innych dziewczyn... Wiem, że to nie jest wyścig i nie wolno mi myśleć w kategoriach "wygrana - przegrana" ale chyba nie umiem inaczej
Czuję, że przegrałam kolejny miesiąc mojego życia. Miesiąc z życia mojego dziecka... Ale na koniec zamiast uciekać postanowiłam skrupulatnie wszystko prowadzić. Może to coś da? Tak, wiem, zarzekałam się, że wykres jest beeee i w ogóle owu kłamie i na to co mi owu "wywróży" oko będę przymykać, chodzi mi głównie o zapisywanie temperatury, z mierzenia której całkowicie zrezygnowałam w poprzednim cyklu. Chyba kupię też testy owulacyjne, może to moja jedyna szansa w życiu, żeby zobaczyć jakieś II kreski? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2014, 08:33
Dowiedzielismy sie wczoraj ze moj m jest prawdopodobniebezplodny...po roku czasu..pierdolona sluzba angileska nie zrobila nic...a nawet wiecej wmowila nam ze wyniki sa dobre...jakby nie to ze wyslalam je do pl..to nadal bysmy nie wiedzieli
jedyna szansa to inseminacja
rece mi opadly...na wyniki...tez oczywiscie...ale najbardziej na to ze mozna byc takim skurwysynem bedac lekarzem...oklamali nas przy pierwszym wyniku..mowiac ze wyniki byly po czasie...i trzeba zrobic nastepne...jak je od nich wzial to widac ewidentnie ze sa na czas, tylko ze sa tak zle ze nam nie powiedzieli skurwysyny...gdybysmy wiedzieli juz bysmy w pl dawno byli...powinnismy miec inseminacje odrazu bez jakiego kolwiek pierdolenia sie....szkoda mi slow nawet
Wczoraj pognalam do gp na emergency appointment...zmierzyl cukier glukometrem, zmierzyl cisnienie ja sie poplakalam...stwierdzil ze mam ataki paniki bo boje sie o dziecko o ktore dlugo sie staralam...wyszlam wsciekla....powtorzylam mezowi a ten jesli lekarz ma racje to herbatka uspokajajaca i 2 tabsy magnezu cie uspokoja...po 20min przeszlo jak reka odjal...ooooppss
chyba bede musialam pojsc i gp przeprosic
czyli waleriana i magnez na napady paniki
tylko jak rozroznic napady paniki od wysokiego cukru? czulam sie identycznie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2014, 08:15
Badania zrobione dzisiaj popoludniu beda wyniki.zobaczymy co sie tam ze mna dzieje...
Porada dnia
Wysypiaj się. Postaraj się zadbać o zdrowy, głęboki sen. Nie zarywaj nocy, nie pij kawy na kilka godzin (najlepiej sześć do ośmiu godzin) przed pójściem spać i staraj się kłaść i wstawać o regularnych porach. Za dużo zarwanych nocy może obniżyć Twój system odpornościowy, zaburzyć gospodarkę hormonalną organizmu a nawet wstrzymać owulację.
Kurcze, dowiaduję się coraz to ciekawszych rzeczy ;P na szczęście piję tylko 2 kawy dziennie: o 7 rano i 16 po południu 
Długo mnie tu nie było...
Mamy 4cs i 14dc - i to jest pewne. Kiedy było ovu to już nie wiem sama, OF mi 3 raz już przesunął szlaczki, olewam wgapianie się w swój wykres.
Męczy mnie mega katar od wczoraj. Niby wszystko ok, ale katar nie daje mi żyć. Męczy straszliwie. Mleko z miodem i czosnkiem i jechane...
Nie mam potrzeby łykania apapów, ibupromów, czy innego badziewia, ale tak myślę, że nawet jakbym musiała... to nie chcę. W razie jakby się okazało, że gdzieś tam fasolek zaczajony.. 
Nastawienie? Nie, nie nastawiam się. Miał być spontan w tym miesiącu, no to jest. Mam inne równie ważne sprawy życiowe jak liczenie dni płodnych, staranie się na siłę akurat, bo to czas, itd.itp. Odpuściłam. Za dużo się dzieje. Te 14 dc leci mi tak szybko, że nawet się nie zorientowałam, że już tak daleko jestem.. 
Nowy dzień, nowe myśli... Remont domu pełną parą, oczywiście wszystko nabiera tempa jak M wraca z pracy. Chyba zacznę poświęcać więcej czasu na wybieranie płytek, paneli i tym podobnych rzeczy. Będę miała zajęcie na jakiś czas.
Chyba muszę pójść do gin, ostatni raz byłam u niego w zeszłym roku we wrześniu. Jakoś nie miałam czasu (a może i chęci), żeby się wybrać do niego. Zresztą co mam mu powiedzieć. Że nadal nie mogę zajść w ciążę? To już się staje trochę nudne. A może muszę zmienić po raz kolejny lekarza? Może w poniedziałek pojadę do niego (przyjmuje tylko w poniedziałki). Mam jeszcze czas żeby się zastanowić...
A tak z innej beczki. Zaczęłam łykać CASTAGNUS. Głównie ze względu na bardzo duże wahania nastroju przed @. Było nawet tak, że darłam się na M lub naszych ojców (pomagają nam w remoncie), za to np. że biorą za każdym razem czystą szklankę jak piją, albo nie odłożą na miejsce rzeczy którą biorą, albo przejdą za blisko mnie. Aż sama byłam tym zmęczona i łykałam tabletki na uspokojenie. Fakt ziołowe, ale @ zawsze się spóźniała.
Dzisiaj jakoś lepszy mam nastrój, może dlatego, że jutro sobota i M będzie w domu:)
Wczoraj jak przyszedł z pracy powiedziałam mu, że w przyszłym tygodniu będę miała dni płodne. Niby zero reakcji, ale kto go tam wie co mu w głowie siedzi. Szkoda, że nie mam jakiegoś detektora myśli, żeby czasami wiedzieć co myśli.
I przyszedł okres spóźniony ale przylazła małpa, rozpoczynam 4 cykl starań 
Wczoraj kreska testowa minimalnie bledsza od kontrolnej, ale... dziś już zdecydowanie mocniejsza
No to teraz trzeba zadzwonić do Pana doktora i się na poniedziałek na USG umówić, aby sprawdzić czy na pewno pękł i jak się ma moje endometrium 
Wreszcie od dłuższego czasu jestem bardziej pogodna i zadowolona, ale... zaczyna się wkradać we mnie obawa. Bo co jeśli znowu nic nie wyjdzie, a ja już teraz się zaczynam cieszyć i pomału nakręcać? Nie chcę przeżywać znowu wielkiego rozczarowania.
Ale jak powstrzymać te rosnącą nadzieję? Nie da się. Nie po tym co lekarz powiedział. Nie po tym co dziewczyny mi mówią/piszą. I przede wszystkim nie da się przy moim mężu 
Dlatego... muszę się wziąć w garść. Nawet jak teraz nie wyjdzie to ten lekarz traktuje mnie poważnie. Najpierw sprawdza czy pęcherzyk jest, teraz chce sprawdzić czy pęka. A jak w tym cyklu nie zajdę to od przyszłego chce mnie wspomóc lekami. A później jak dalej nic to laparoskopia. Więc musi być dobrze, prawda?
Oby tylko moja tarczyca nie przeszkadzała...
Samopoczucie na dziś - zadowolona, ale... jednocześnie zaniepokojona. Tak czy siak, wreszcie wychodzimy na plus 
wlasnie chcialam sprawdzic czy faktycznie ten cukier byl w normie, 3hr po posilku pokzaywalo u niego 6,8...cholera a norma to 5,8 a czytalam ze w ciazy to nawet 4,4....i badz tu kurwa madry!
33 + 5
Tak jak obiecałam wrzucam fotki bryki Ali.


Mam ostatnio taki straszliwy mętlik w głowie. Przede wszystkim chodzi mi po głowie poród i powrót do pracy, wiem dwie sprawy, które mało mają ze sobą wspólnego.
Od początku ciąży chciałam urodzić SN i dalej bardzo chcę. Nie chodzi tu o strach przed cesarką, komplikacjami itd. bo to może się zdarzyć w każdym przypadku ale o inne aspekty (bardzo dla mnie ważne), które taki poród miał mi pomóc rozwiązać, a tak pozostanę dalej w punkcie wyjścia:(
Ten brak obrotu Małej tak mi siedzi w głowie, że zaczynam już o tym śnić.
Postanowiłam zapisać się na masaż techniką Bowena dla kobiet w ciąży, może to pomoże mi uspokoić swoje nerwy i zachęcić Małą do obrotu.
Druga sprawa to to jak ja wrócę do pracy? Chcę wrócić do pracy bo sprawiała mi dużo satysfakcji. Nie wiem czy będę miała na tyle siły żeby zostawić małą w żłobku. Na dziadków nie będę mogła liczyć bo wszyscy są aktywni zawodowo.
Na szczęście za jakiś rok będę musiała stanąć przed takim wyborem.
Na razie w pierwszej kolejności poród:)
Teściówka zadzwoniła wczoraj do mnie, że przygotowała mi ciuszki dla Alutki i muszę po nie podjechać
Udało mi się przewalczyć taki sposób bo ona wymyśliła sobie, że przyjadę i razem z nią będę wybierać co chce a czego nie chcę. Niestety albo "stety" nie jestem z nią aż tak zżyta żeby tak to wyglądało - wolę przeglądać ciuszki z moją własną prywatną mamą
Oczywiście mój mąż został zasypany pytaniami dlaczego ja tak nie chce, że wymyślam itd. Biedny:p, ale udało mu się wybrnąć
Muszę się ogarnąć bo dalej bez spakowanej torby i upranych ciuszków a jeśli Młoda się nie obróci to cesarka wypadnie gdzieś koło 13-14.10.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2014, 10:46
witam sie w pamietniku
uff czas zapierdziela doslownie! DZIEN ZA DNIEM! 99 DNI DO PORODU! kiedy to zlecialo ??
mam do ogarniecia dzis troche rzeczy jako ze wyjezdzamy jutro do Turcji w koncu na wakacje!
stwierdzilam ze to ostatni moment na to by wypoczac a w przyszlym roku nie wiadomo jak to z wakacjami bedzie moze sie z polrocznym dzieckiem nie zdecydujemy ? czas pokaze, poki czuje sie dobrze i wszystko jest ok wole wykorzystac czas urlopu mojego S.
w sumie to nie spodziewalam sie ze sie zdecydujemy ale moj S taki zapracowany, po powrocie z Turcji leci do Amsterdamu na targi wiec odpoczynek mu sie nalezy i go namowilam 
Ogarniam wiec pakowanie, ostatnie przygotowanie do wyjazdu, no a dzis wieczorem musimy jechac do moich rodzicow zostawic psa... buuu:( najbardziej w sumie tym sie zawsze stresuje, wiem ze jemu tam jest dobrze ze zawsze ktos w domu jest, ze ma ogrod do biegania, dzieciaki mojej siostry chetnie sie z nim bawia, ale i tak zawsze tak mi go zal zostawiac
co roku tak mam 
od wczoraj juz tlumacze mu ze zostanie na kilka dni u dziadkow haha no gadam jak do dziecka
pancia wariatka 
ale przywiazanie do niego jest ogromne! i bardzo go kocham! i nie lubie go nigdzie zostawiac, najchetniej zabralabym go ze soba!
No wiec dzis pewnie ostatni raz tu cos pisze, a na pewno nadrobie po powrocie ! mam zamiar sie relaksowac, wygrzewac i kapac w morzu!!!!
takze jutro 20 samolot z Krakowa do Antalyi ! a stamtad do --> Alanyi i wypoczywamy!!!!
do spisania po wakacjach!!!!! sciskam mocno przyszle mamuski i zycze udanych wizyt, i jak najmniej dolegliwosci ciazowych 
ahoj przygodo!
No to po wizycie. Inny lekarz ale bardzo miły i chyba bardziej kontaktowy. Estradiol-8, progesteron-0,5- wyniki dobre jak na desensybilizację przysadki. W USG w lewym jajniku 8 pęcholi a w prawym 6. Co przy moim AMH 1,73 nie powala ale z dobrych wiadomości redukuje ryzyko wystąpienia hiperstymulacji. Dostałam Menopur 225 j przez 3 dni a potem 150 j do 19.09. Gonapeptyl na razie tak jak był a od wtorku codziennie. Wizyta podglądowa w sobotę 20.09 a punkcja 22-24.09. Z ciekawych przeżyć to pani w aptece się pomyliła i zamiast 3 ampułkostrzykawek dała mi 3 opakowania (czyli 15). Za wszystko zapłaciłam 1600 PLN i mało nie padłam ale potem się zreflektowali, że popełnili błąd i po powrocie do apteki oddałam leki i dostałam z powrotem 1000 PLN uff 
Za tydzień wesele brata. Sytuacja w domu napięta, wszystko w mieszkaniu musi być na tip-top. Gdyby moje marzenie się spełniło szykowałabym teraz naszą trójkę...albo szłabym z mocno zaawansowanym brzuszkiem, wcześniej zaopatrując się w kieckę w sklepie dla ciężarnych eleganckich mam, który znajduje się na wprost wejścia do galerii handlowej. Niestety, nie udało się.
Przejrzałam wykresy niektórych dziewczyn i co rzuciło mi się w oczy? Młode małżeństwa kochają się co drugi, trzeci dzień. My ostatnio dwa tygodnie temu. Fakt że między czasie miałam jeszcze okres, ale mocno mnie to zastanowiło. Strzeliłam focha wczoraj w łóżku że zaniżamy statystykę co zaowocowało fochem męża że nie będziemy się w ogóle kochać bo i tak dziecka z tego nie będzie! Dalej był mój płacz godzinny (kiedy mąż spał w najlepsze) co spowodowało dzisiejszy ból głowy i ogólne rozbicie. Ważne żeby jemu było dobrze, ja się nie liczę.
Boje się że kiedyś spotkam kogoś innego na swojej drodze, ot tak pytającego która godzina i coś się zmieni. Wiem że mąż da mi wolną rękę, on o mnie nie zawalczy.
Mam dość odwiedzania teśćiów! Nie jeździmy tam często, może raz na dwa tygodnie ale mam dość uśmiechania się i udawania że wszysto jest dobrze! Gdybym tam teraz pojechała to od razu bym powiedziała jaki mamy problem, że ich syneczek nie chce się leczyć i psuje nasze relacje a nawet małżeństwo! Oni zawsze go bronią, co ja powiem to zaraz jest kontra broniąca go, a nie wiedzą co ma za skórą. Ciągle wymyślają żeby coś kupić, gdzieś jechać a my (właściwie ja) liczymy się z groszem, bo cały czas mamy (a właściwie ja) w głowie to in vitro! Mam dość, w domu też udaję że jest ok, nie chce żeby mama się martwiła, i tak wie co nas czeka i tak się martwi, sama idzie do szpitala za miesiąc, wiec nie chce jej dokładać problemów.
Jak nie zwariuje to będzie dobrze.
Gdybyśmy mieli dziecko... wszystko było by inaczej...
Nie mogę zaspokoić głodu! o_O od rana siedzę i jem i nic czuję jakbym nic nie zjadła od wczoraj albo jeszcze dalej
hahaha ostra zima przyjdzie haha! 
W pracy dalej nie grzeją, siedzę i marznę jak nie wiem co
jesień w pełni - mgła, deszcz, wiatr i zimnica ;P jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie zacząć w piecu przepalać, ale to akurat lubię 
Dziś zaraz po pracy biegiem muszę lecieć na autobus bo na drugim końcu miasta o 15.00 (a więc pół godziny po tym jak wyjdę z pracy) jest Msza za prababcię mojego męża, trzeba zdążyć
A później (chyba) obiadek u teściowej
a ja mam taką ochotę położyć się z moim obolałym brzucholcem pod kocykiem z książką i ciepłą herbatką... 
Wczoraj jak zobaczyłam I kreskę muszę przyznać, że uroniłam kilka łez jak zobaczyłam smutek w oczach P.
w takich chwilach nachodzą człowieka różne myśli, bez względu na to, jak długo się stara. I zapytałam P. co by zrobił, gdyby się okazało, że np. jestem bezpłodna i nie mogę mieć dzieci. Powiedział: "To wtedy nie będziemy mieć dzieci. Nie zostawię Cię"
Jakoś cieplej mi się zrobiło na serduszku... 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.