18+ 4
PRAWDOPODOBNIE BĘDZIE SYNUŚ !!!
mój dziubek kochany 
zdjęcie niestety zrobione telefonem i to jeszcze na kiepskim sprzęcie miałam usg więc jakość kiepska a już o wydruku to pomarzyć mogłam 

dokładne wymiary dziubka w kalendarzu
waży 300 g !
oglądaliśmy trzy razy co tam się kryje pomiędzy nózkami ale lekarz i tak oczywiście powiedział że to nie jest 100% pewność
najważniejsze że jest zdrowe maleństwo wszystko jak w najlepszym porządku
teraz wizyta 11 października
i mogę się umawiać na połówkowe USG 
a to zdjęcie zrobione rano
jak stoję to zawsze mam większy brzuszek ale uwielbiam się budzić rano i dotykać brzusio i czuję jak z dnia na dzień jest CORAZ WIĘKSZY !
coraz bardziej czuję że mam w sobie nasze maleństwo
część mnie 

Dziś kolejny zakręcony dzień - ostatnie kupowanie przedślubne winka, napoje, wódka i przymiarka sukni. Tak schudłam,że góra ( biust) wisi
masakra jakaś, a zwęzić się nie da ewentualnie wypchać hihihi jakimiś wkładkami sylikonowymi - żenada ale muszę 
Jeszcze 1,5 miesiąca i działamy z fasolką już się nie mogę doczekać
)
Dziś dostałam zioła sroki jeszcze nie piłam ale się boje .costagnusa odstawię . Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o te zioła ...boje się że nie pomogą .boje się rozczarowania ...tak bardzo chciałabym dać mu dziecko ...:'( moja psinka jest jedyna w swoim rodzaju .nigdy bym jej nie oddała nawet gdy będzie nas 3 ona zawsze będzie moją małą gwiazdką ...to członek rodziny nie pies .to nic idę pić ziólka
Dzis o 18.48 przyszedl na swiat nasz synek Charlie 
Wiecej szczegulow oraz zdjecia sprobuje wstawic jutro 
Ciąża zakończona 16 września 2014
Zioła smakują okropnie ehhh oby pomogły w smaku przypominają szałwię
Kochane, obudzilam sie teraz, chyba nie moge spac z emocji
wiec napisze wam teraz pare slow bo jutro przyjdzie pewnie rodzinka ogladac Charliego i moze nie bedzie czasu 
Tak wiec w poniedzialek wieczorem zaczely saczyc sie wody wiec zawiezlismy psa do rodzinki i udalismy sie do kliniki.
Po przebadaniu zostawiono mnie na oddziale a mezczyzne odeslalam do domu spac bo powiedzieli, ze nic nie bedzie sie teraz dziac, ze moze nazajutrz rano.
Nie mialam jeszcze wtedy skurczy.
Zaczely sie za dwie godziny wiec uzylam aplikacji na telefonie, ktora rejestruje skurcze, w ten sposob wiedzialam co ile sie pojawiaja, a byly wtedy co 7-8-9 minut i nawet sobie zasypialam miedzy nimi.
Te gorsze, co 3-4 minuty pojawily sie jakies dwie godziny pozniej i tu juz dzwonilam po swojego mezczyzne, zeby przyszedl bo chcialam go miec przy sobie - to bylo okolo 4h nad ranem.
Skurcze byly coraz bardziej boleśe wiec o 6h zaczeto juz sprawdzac rozwarcie, okazalo sie ze sa 3cm.
Jaka ulga jak mi zaaplikowano znieczulenie - pomyslalam sobie - uff teraz juz bedzie ok - ale niestety wszystko potoczylo sie inaczej.
Zostalam zainstalowana na sali porodowej i udalo mi sie nawet troche pospac.
Skurcze byly nadal nieregularne co 3-4 minuty a po jakims czasie znieczulenie zaczelo mnie puszczac wiec trzeba bylo wolac polozna, zeby aplikowala nastepna dawke - co robila zreszta chetnie.
Rozwarcie tez postepowalo i o 13h mialam juz 9cm .
Tylko to cholerne znieczulenie przestawalo dzialac i trzeba bylo co chwilke wolac polozna.
W pewnym momencie okazalo sie, ze mam jedynie dobrze znieczylone nogi a okolice miednicy nie.
Skurcze coraz mocniejsze, nadal co 3-4 minuty, znieczulenie, ktore skupialo sie nie tam gdzie trzeba i rozwarcie, ktore nie pozwalalo na rozpoczecie akcji. I tak rozpoczela sie meczarnia.
Okolo 16h juz chyba nie wytrzymywalam nerwowo i z bolu.
Ogolnie jestem odporna na bol ale ten jednak byl bardzo intensywny, powtarzajacy sie co kilka minut od kilkunastu godzin...
Reszta potem bo polozna przywiozla mi Charliego 
Tak wiec, jak juz nastapilo rozwarcie na 10cm bylam kompletnie wyczerpana a o znieczulenie moglam zapomniec pomimo wysilku anestezjologa.
Zwolano cala ekipe i rozpoczela sie akcja.
Na poczatku moj lekarz prosil, zebym parla co tez robilam ale okazalo sie, ze maly nie schodzi. To trwalo jakas godzine. Potem stwierdzili, ze jednak uzyja takich metalowych szerokich lopatek, nie wie jak one nazywaja sie w Pl, tutaj mowi sie: percepces.
No wiec mialam te przyjemnosc, zeby miec je wkladana na zywca 
Wszystko to bylo bardzo meczace a ja juz zaczynalam kompletnie opadac z sil.
Lekarz caly czas prosil, zebym parla wiec par mam resztkami energii myslac za kazdy razem o ty, ze kazde parcie zbliza mnie do spotkania z naszym synkiem 
Charlie byl przez ten caly czas bardzo dzielny a serduszko mu pieknie bilo 
Niestety lopatki tez sie nie sprawdzily i moj madry lekarz widzac, ze nie ma sensu mnie i dziecka dalej meczyc, zawolal druga ekipe meduczna i wypytal ich o zdanie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, ze robimy cesarke.
W 15min bylam na stole operacyjnym a za nastepne 15min uslyszalam krzyk mojego synka 
- to bylo to na co czekalam 
Dziewczyny, moj porod byl wyjatkowo trudny ale taki zdarza sie raczej rzadko wiec nie bojcie sie 
Pomimo, ze nameczylam sie to bardzo doceniam wysilki mojego lekarza i jego ekipa, zebym urodzila jednak naturalnie.
Moj misiaczek jest juz z nami i jest przeslodkim dzieckiem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2014, 06:27
Gdyby, pisała tę notkę wczoraj... byłaby strasznie dołująca. Bo wczoraj miałam tylko jedno życzenie - położyć się i zdechnąć.
Tak jak myślałam, nadzieja którą dostałam okazała się złudną. A ja pogrążyłam się znowu w łzach i rozpaczy...
W sobotę wieczorem stałam przed lustrem. Wiedziałam, że małpa jest już tuż tuż (plamienia się zaczęły). I tak obserwowałam swoje nagie ciało i najróżniejsze myśli przelatywały przez moją głowę...
Przyglądałam się moim wielkim biodrom, ponoć idealnym do rodzenia dzieci...
Przyglądałam się moim sporym piersią, które mają niby jeszcze bardziej w ciąży urosnąć (a wtedy już nigdzie stanika nie będę mogła kupić).
Przyglądałam się moim długim nogom, włosom, minimalnym wcięciu w tali, lekko wypukłym brzuchu i ogólnie całej swojej sylwetce...
I mimo, iż ciało mam bardzo kobiece, to... nie czuję się w pełni kobietą...
Moje zachowanie i nawyki też zbyt kobiece nie są. No niby w kuchni cuda potrafię zdziałać, a znajomi nie raz mi otwarcie własnej cukierni proponowali, ale... do tej całej reszty co się o kobietach mówi/sądzi w ogóle nie pasuję:
Zakupy - ciuchowych nienawidzę, robię z konieczności. Spożywcze - to samo, coś trzeba jeść.
Buty - mam jedne adidasy na co dzień, jedne sandałki na lato, jedne zimowe na zimę i dwie pary wyjściowych (sandałkowate i pełne).
Szpilek nie mam, nie lubię i nie umiem w nich chodzić. Szpilki to chyba najgorsze obuwie jakie kiedykolwiek wymyślili - całkowicie niepraktyczne.
Makijaż - mam jedną szminkę w domu, taką ochronną na zimę. Innych kosmetyków do makijażu nie mam. Nigdy się nie malowałam i nawet nie wiem jak nazywają się te rzeczy które kobiety na co dzień używają.
Kosmetyczka - nie chodzę, bo po co?
Manikiurzystka - j.w. Paznokcie na krótko ścinam, nie maluje bo po co? Długie paznokcie przeszkadzają w pisaniu na klawiaturze i ogólnie we wszystkich czynnościach.
Fryzjerka - raz do roku się podciąć (lub rzadziej), na co dzień wiąże włosy w kucyk
Ubrania - mam kilka bluzek, a wyszykowanie się do pracy zajmuje mi 2-3 minuty. Ot biorę spodnie, pierwszą lepszą bluzkę i gotowe.
Zainteresowania - bardziej męskie niż kobiece. Komputery, programowanie, gry (zwłaszcza surwiwal horrory). Z obcymi facetami bez problemu gadam o ich sprawach, przy kobietach zwykle siedzę i nie mam pojęcia o czym one do mnie rozmawiają.
Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać... Na takie jak ja mówi się chłopczyca. Tylko chłopczyce zwykle nie mają tak kobiecego ciała... Czasem myślę, że jestem jedną wielką kpiną, czy nieudanym eksperymentem... Wszystko w moim ciele się psuje i nie działa tak jak powinno. W dzieciństwie sporo czasu spędziłam w szpitalach, zamiast na obozy jeździłam do sanatorium.
Jestem po prostu wybrakowanym elementem, więc to, że nie mogę zajść w ciąże teoretycznie nie powinno mnie dziwić. Więc czemu... czemu to aż tak boli? Niby wiem, że dla mnie to pewnie nieosiągalne, ale... za każdym razem popadam w rozpacz. Czemu? Czemu jestem taka beznadziejna...
dzisiejszy poranek by okropny
synek sobie wymyślił, że idzie do przedszkola w swojej ulubionej bluzce w myszka miki, ale to bluzeczka w której śpi (dostaliśmy od znajomych po ich synku jak wyrósł).Płaczu było co nie miara, gdyby nie to, ze była zachlapana to już bym odpuściła, obiecałam że dziś mu upiorę i jutro założy. W domu nie chciał jeść pomyślałam no nic wezme kaszkę w kubeczku z niekapkiem i wypije w aucie, ale w aucie nie chciał i płacz bo chce zabrać do przedszkola, a wiadomo nie można bo inne dzieci też by chciały. Dopiero jak wszedł do przedszkola i zobaczył dzieci był szczęśliwy ale moje nerwy dziś naruszył, choć staram się być zawsze spokojna.
Dziś zmierzyłam temperaturę i wydaje mi się, że muszę być po skoku bo jak staraliśmy się o synka to taka temperaturę miałam właśnie po a przed ok 36.7. Postaram się mierzyć w tygodniu, odpuszczę w weekendy bo nie mam zamiaru budzić się o 5
Program ovuf wyznaczył mi owulację w poniedziałek w 11 dc
z kolei apka, którą mam w telefonie wyznacza mi ovu jutro bądź pojutrze. Testy owulacyjne wczoraj i przedwczoraj negatywne (kreska jaśniejsza). wtf? Na moje może być, że owulka była w 11dc bo obstawiona serduszkami by była z każdej strony
ale co z testami? czy po ewentualnej owulacji też wychodzą negatywne???
Dzisiaj zdecydowalam sie cos wpisac...samopoczucie kiepsiutkie, mdlosci brak, zyganko sporadycznie...wczoraj dzien wolny- strasznie zle sie czulam, ale maz dal mi nogi do gory i przeszlo
mam strasznie szybkie bicie serca...czasami jest normalnie a czasami jak sie zacznie to wali jak szalone chociaz oddech jest plytki, normalny i nie wykonywalam zadnych wysilkow...uczulenie skory glowy- ciag dalszy..swedzi jak diabli, wlosy sa suche jak sloma...przy stasiu lecialy garsciami, teraz sa suche a mam je po pas, zastanawiam sie czy ich nie sciac...zal mi ale ciezko mi teraz dbac o skore glowy z taka czupryna...wiem dokladnie gdzie siedzi w brzuchu nasz maluch, dziwnie to brzmi, ale jestem pewna ze moje przeczucia sie potwierdza na usg...jak lekko mi wywalilo brzucho w 9tc tak teraz jest taki sam jak w 9tc...z rana czuje sie najgorzej, slabo mi, choc dobrze ze juz nie muli....nie wiem czy to od cisnienia? bo sa dni kiedy czuje sie super a sa dni kiedy serce wyskoczyc chce z klatki...polozna obiecala, ze lekarz przyjmie mnie szybciej i co? nawet listu jeszcze nie dostalam
a jak sie w anglii dostaje list dopiero trzeba dzwonic sie umawiac...i to tez nastepne 2-3 tygodnie...to masakra jakas...
Temperatura zmierzona o 5:30... niestety spada... no trudno jakoś to będzie... poryczę przez 3 dni i mi przejdzie.
Dzisiaj dzień wolny. W zasadzie, to bardzo zajęty. Ruszam do wydziału komunikacji po nowy dowód rejestracyjny, bo do 20 sierpnia miałam ważny przegląd i jeżdżę na zaświadczeniu. Co za wstyd
mieć na to miesiąc czasu i robić to na ostatnią chwilę.
Mam cichą nadzieję, że do 10 uda mi się to załatwić, chociaż z drugiej strony jak wyjdę przed 15 to i tak będzie cud.
Potem zakupy, sprzątanie a po 18 goście. W sumie szwagierka ze swoim partnerem, ale to jej pierwszy prawdziwy związek więc strasznie się cieszę, że posiedzimy razem, napijemy się winka, zjemy pizzę zrobioną przez mojego kochanego mężusia.
Ostatnio pisałam, że mój M. nie był zadowolony z tego, że uczestniczę w forum. A tu nagle zdziwienie... powiedziałam mu jak działa, jak wygląda mój wykres, co chcę jeszcze zrobić, no i że zastanawiam się nad abonamentem. Powiedziałam, że na próbę może wykupię ten na miesiąc, na co mój M., że bez sensu, że mam wziąć od razu ten na 3 miesiące albo na 12. Szok !!!
Za to go kocham.
Dzisiaj mimo bardzo ważnego spotkania na 8 rano, wstał zrobił mi pysznego omleta na słodko z powidłami, które zrobiła moja teściowa (kochana kobieta-w zasadzie moja mamusia kochana), a kawkę podał do łóżka... Moje pierwsze największe szczęście!!! Poznaliśmy się w liceum. Od razu powiedziałam, że będzie mój. Fakt, chodziłam za nim przez 1,5 roku, ale zaczepianie, karteczki na lekcji, głupkowate teksty pomogły i udało się. Razem jesteśmy prawie 11 lat. Małżeństwem od ponad 6 lat.
Dzięki temu wiem, że marzenia się spełniają.
Może i to, o które walczymy razem też niedługo się spełni...
Przespałam się z tym.
Ale dystansu nie nabrałam.
Łzy cisną mi się do oczu.
I jak tu człowiek może sobie coś zaplanować. Rano ledwo otworzyłam oczy a już usłyszałam, że ktoś wjechał na podwórko. Zwlekam się z łóżka, po omacku szukam szlafroka później okularów (bez nic jestem ślepa jak pień
), wychodzę na taras patrzę a tu ekipa do ocieplenia domu. No więc trzeba się jakoś dobudzić, szybka kawa (z mlekiem oczywiści, inna mi przez gardło nie przejdzie), śniadanie dla babci i przy okazji dwie kanapki dla mnie. I mogę jakoś funkcjonować.
A tak w ogóle to jakaś dziwna ta moja temperatura. Wczoraj był 36 stopni a dzisiaj 35,6. myślałam, że owulacja mi się zbliża a teraz już nie wiem co mam o tym myśleć.
Muszę się rozglądnąć za butami na zimę. Teraz można kupić zeszłoroczne modele za rozsądną cenę. Parę lat temu udało mi się kupić właśnie w takim okresie fajne kozaczki, ale niestety śnieg, sól oraz częste chodzenie w nich doprowadziły do zużycia.
Tak więc polowanie czas zacząć...
Mala urosła 1500 g bardzo mnie to cieszy oczywiście maz sobie zasługi przypisuje chodzi dumny jak paw i powiedział że dalej będzie mnie futrował jedzeniem a na mojej wadze zaczynałam od 67 a mam 80 o matkoo brakuje 20 kg do 100
. Jestem bardzo uzależniona od ovu nie wiem jak to działa ale miałam przycupnąć na chwilkę do momentu zajścia w ciążę a spędzam czasmi dużo godzin
Dlatego musze sobie zrobić detoks juz kilka razy robiłam i dobrze mi to zrobiło.
Hmm coś dziwną mam temperaturę w tym cyklu. Zwykle zaraz po @ podstawowa tempka kształtowała się na poziomie około 36,4. Tymczasem wczoraj 36,51, a dziś 36,61. Do tej pory tak mi się nie zdarzało. Dziś dopiero 7 dzień cyklu. Zastanawiam się czy to ten Inofolic tak nie działa. W końcu jednym z jego działań jest wywołanie owulacji. Czyżby się zbliżała?
Moje starania są trochę utrudniane przez pracę mojego misia. On jest kierowcą zawodowym. Z reguły widujemy się w weekendy. Czasem zdarzy się, że uda mu się wpaść w ciągu tygodnia. Aczkolwiek jak tak sobie myślę, patrze na te wszystkie wykresy - to pewnie nawet gdyby był codziennie to fasolki i tak by nie było. Znając życie...
Dzień 34.
jutro wizyta! aaaaa
już odliczam godzinki 
dzisiaj maluszek buszuje, no teraz to już musi być "to" bo jest niżej niż jelita
i chyba lubi lody bo wtedy się uaktywnił
słodziak! już się nie mogę doczekać aż go jutro zobaczymy
no i prosiiiiimyyyy żeby pokazał co ma między nóżkami 
Wczoraj mojego moczu nie przyjęły... u nas musi być skierowanie...bezsens, no ale trudno 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2014, 12:44
Piersi bolą...dużo kremowego śluzu....w niedzielę zamierzam testowac...hmmm
28+3
L4 nie wypływa dobrze na regularność moich wpisów
Trochę w tym lenistwa, ale więcej niechęci do siedzenia przed kompem na krześle. Łatwiej mi podczytywać wszystko w pozycji leżącej z komórki, no ale wtedy pisanie dłuższych wywodów odpada.
Jakoś udało mi się przyzwyczaić do bycia Panią na Włościach. Gotuję obiadki, duuużo czytam (również o porodach) a także pogrążam nasze mieszkanie w chaosie. Jak wiadomo żeby zapanował porządek najpierw wszystko trzeba wywalić na środek i dopiero wtedy rozpoczynać sprzątanie. Tyle, że ja głównie wywalam z szaf i półek różne rzeczy. Poza tym z niecierpliwością czekam na koniec remontu elewacji, bo aktualnie mycie podłogi czy ścieranie kurzów mija się z celem skoro po 5 minutach stos styropianowych kuleczek jest na powrót wwiewany do domu.
Napoleonek rośnie. Ostatnio przez panikującego lekarza trafiłam na IP z podejrzeniem cholestazy. Dzięki temu mogłam podejrzeć co słychać u Maluszka. KTG nie wykazuje skurczów, serduszko ładnie bije a nasz synuś ważył w zeszłym tygodniu 1136 g!
Cholestazy natomiast nie potwierdzono. Uff... Tylko czemu całe ręce i nogi tak wściekle mnie swędzą?! (właściwie dzieje się to już od maja, ale ostatnio staje się coraz bardziej uciążliwe)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.