Mam gorsze dni... Już nie umiem wytrzymać tego zawieszenia! Chcę już choć walczyć! Chcę już mieć nadzieje! Nie wytrzymam tego!!! Ile można czekać na owu? Czekam już 30dni... Jak się doczekam to jeszcze z 2 tyg do okresu, a potem z 17dni do kolejnej owu... to minimum miesiąc czekania! To tak cholernie długo!!! Nie chce już czekać! Nie potrafię już czekać! Jak ja mam to znieść?
Mmmm nie wiem od czego zacząć. Może od początku.
W 2008 roku urodził się mój siostrzeniec. Mieszkałam z siostrą więc i go wychowywałam. Wtedy właśnie poczułam miłość do dzieci.
Zapragnęłam mieć własne. Dużo nie trzeba było, bo w pierwszym cyklu starań się udało. Byłam prze szczęśliwa. Pamiętam jak dziś, zrobiłam test i był pozytywny, ze szczęścia skakałam po łóżku. Jednak nie znosiłam jej najlepiej. Źle się czułam, strasznie źle, bolały mnie ogromnie plecy.
Wizytę miałam mieć dopiero za tydzień. Dużo leżałam, jednak ból nie ustawał. W niedziele szwagier zawiózł mnie na pogotowie. Lekarz strasznie nie miły odesłał mnie do domu i kazał iść do gina w moim mieście. Nie miałam karty ciąży to odesłał mnie do domu mówiąc, że on nie jest pewny czy ja w ogóle jestem w ciąży, a na wypisie napisał Zagrożenie Poronieniem.
Potem to się szybko potoczyło. Byłam u gina kazał leżeć i luteine brać, a po paru dniach wylądowałam w szpitalu. Tam zaczęłam krwawić. I to na tyle zabieg i dzień przed Wigilią do domu. Całe Święta skopane i Nowy Rok. Depresja mnie dopadła straszna, do tego jeszcze rozstanie z facetem. Maskra.
Parę lat później poznałam mojego obecnego partnera.
Strasznie się zakochałam jak nigdy w życiu. Były motylki w brzuszku. Cóż za uczucie.
Pokochaliśmy się strasznie.
Kiedyś tak o rozmawialiśmy i o dzieciach i o rodzinie i padło pytanie czy chciała bym mieć z nim dziecko. Bez wahania się zdecydowałam
. W zeszłym roku w Kwietniu przez przypadek zrobiłam test ciążowy i okazało się że jest pozytywny. Miesiączkowałam normalnie i w dniu testu też miałam miesiączkę. Jak poszłam do lekarza powiedział że to ciąża na pewno starsza może i 3 miesiące ale serduszko nie biło. Płód przestał się rozwijać na etapie 6tc i na wypisie mam napisane 6tc? 
Kolejny Strzał w Głowę. Pytania. Pytania. Pytania
Zrobiliśmy Badania Genetyczne i wszystko jest dobrze. Kazał znowu próbować bez żadnych badań i żadnych odpowiedzi.
Koleżanka poleciła mi gina. Poszłam do niej. Od razu spodobało mi się jej podejście.
Miała plan obrany dla nas. Brałam dupka w cyklu ovu i robiłam badania. Jednak nie wszystkie były dobre. Prolaktyna bardzo wysoka i zespół antyfosfolipidowy.
Od sierpnia miałam brać bromergon na zbicie prolaktyny. Jednak wykupione leki do dziś leża w szufladzie.
Poszłam na prawo jazdy. Bardzo dużo stresu mnie to kosztowało. Zawsze bałam się jeździć. Zdarzało mi się czasem w trakcie jazdy normalnie się rozpłakać. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. W zwyczaju to twarda baba ze mnie, a tu płacz.
11 sierpnia powinna być małpa. Brzuch mnie bolał. Miałam wtedy 2 zmianę w pracy więc wróciłam do domu zmęczona jak nigdy. Nawet nie pogadałam za dużo z moim. W zasadzie jestem ogromnym śpiochem jednak w nocy śniło mi się że jestem w ciąży. O 8 rano wyrwałam z łóżka, chwyciłam za test i zrobiłam. Wyszedł pozytywny
. Nie wiedziałam co mam zrobić ze szczęścia. Ubrałam się i szybko poszłam do apteki po kolejne 2. Wszystkie były pozytywne
. Szczęście przeogromne. Wysłałam mojemu fotki testów. Nawet nie wiedziałam że 2 kreski na teście mogą tak cieszyć faceta.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 17:50
Od kilku dni gdzieś z tyłu głowy siedzi mi uporczywa myśl: "Nie zajdziesz w ciążę, dopóki jesteś na forum, dopóki mówisz innym o swoim życiu intymnym. Dlaczego wierzysz w wykres a nie w to, co ja mogę dla ciebie uczynić?"
?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
NO I CO JA MAM ZROBIĆ??? Totalnie nie wiem
nie mam bladego pojęcia, czy ta myśl to głos Boga czy wręcz przeciwnie ;P
Pewnie uważacie, że jestem nieźle walnięta i nawiedzona... Proszę bardzo, wolny kraj wolne myśli
ale zbyt wiele razy doświadczyłam "czegoś", zbyt wiele razy "ten głos" okazał się prawdziwy, ostrzegł przed czymś co faktycznie miało miejsce itd., żebym mogła go tak po prostu zignorować. Długo walczyłam o to, aby nauczyć się wyciszać wewnętrznie na tyle, żeby słyszeć głos Boży (bo o tym, że Bóg mówi do każdego z nas każdego dnia jestem absolutnie przekonana). Nie chcę ignorować słów Boga ale też nie chcę popaść w obłęd i paranoję i każdą myśl traktować jak "Bożą" ;P trudne to cholercia... ;P prześpię się z tym jeszcze ze 2 noce i podejmę decyzję 
1 dzień cyklu
49,9 kg
i sen się skończył... dziś nawet najmniejszego cienia! czekam na @... 
Wczoraj wieczorem rozpłakałam się na całego...już miałam taką ogromną nadzieję, że tym razem się udało! Nie mam już czasem siły na to wszystko
to tak bardzo boli
Czasem czuję się taka beznadziejna... nie potrafiłam donosić ciąży, o której oboje tak strasznie marzyliśmy i marzymy nadal...
Mam nadzieję, że kolejne dni przyniosą nam spokój (a szczególnie mnie...)
może kotek pomoże mi odgonić złe myśli
jutro po niego jedziemy...i ta myśl trochę poprawia mi humor! 
oby kolejny cykl okazał się dla nas szczęśliwy! bo już nie daję rady!! 
zmieniam lekarza..definitywnie!
Może uda się mieć trzeciego raczka "do kompletu" (a właściwie czwartego, bo kiciuś urodzony 6.07)
----
zamiast pchać wózek ja wybieram żarcie dla kota... LITOŚCI!! ;( 
----
No i przyszla @! W sumie dobrze...po co przedłużać skoro i tak nic z tego...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2014, 21:26
jesteśmy w szpitalu wszystko pod kontrolą ktg super usg tez
Miki waży 2600, teraz leżymy pod kroplowka... A teraz Uwaga Uwaga ordynator fajny dostaliśmy sterydy na płuca małego i cc najprawdopodobniej za tydzień
jestem mega szczęśliwa
No i po wyrywaniu 
Nie było tak źle. 10 minut i po wszystkim. Gorzej było jak dał mi wacik na zatamowanie do miejsca po zębie a mnie zaczęło naciągać na wymioty (mam b.duży odruch wymiotny przy myciu zębów nieraz zdarza mi się haftnąć). Zaczęli panikować bo nie wiedzieli co mi się dzieje ale jak się domyślili i zmienili wacik na gazik szybko przeszło. Kolejne wyrywanie drugiej ósemki za..dwa dni
po zagojeniu się ran mogę zakładać aparat
a potem dolne ząbki z którymi będzie większy problem (szwy, opatrunki).
Znieczulenie znika powoli zaczynam czuć miejsce po wyrwaniu ale mam nadzieje że nie będzie bólu. Trzymajcie kciuki.
Sytuacja wygląda tak: test na ovu pozytywny. wczoraj i dziś. temperatura jeszcze nie gotowa ale myślę, że jutro będzie już super
po oleju z wiesiołka i witaminie b6 wydaje mi się, że śluz jest lepszy.
Mąż wyposzczony i pewnie do robienia potomka rzuci się chętnie 
Chwytam się wszystkiego, żeby cokolwiek robić- bezczynność mnie zabija!!!!
W związku z faktem, że androlog mojego m ulotnił się na wakacje, postanowiłam nie czekać biernie z tymi jego kiepskimi wynikami tylko wysłałam go na posiew.
Wiem, że wszyscy czekają aby te wyniki były dobre, ale ja liczyłam, że to tu coś nie gra. Takie rzeczy da się leczyć antybiotykami, ale posiew ujemny-plan spalił na panewce. Czyli wiem, że nic nie wiem.
Brak mi pomysłu co dalej robić...
Embriolog dzwonił że szczegółami
3 blastocysty - 4AA, 3AA, 3AB
8 oocytów
Zimno dziś, raptem 12 stopni. Tęsknie już za latem, za słońcem. Ciekawe czy to jeszcze będzie ciepło. Nic mi się nie chce, najchętniej położyłabym się spać. No ale niestety jeszcze trzeba pracować.
Jutro lub pojutrze owulacja. Mojego K. nie ma, więc z góry zakładam, że w tym miesiącu również fasoleczka się nie pojawi.
Ostatni raz serduszkowaliśmy w piątek, a to trochę za daleko. Choć nie powiem, bo nutka nadziei jest.
Przykro mi się robi, gdy na ulicy widuje kobiety w ciąży, koleżanki udostępniają na facebooku zdjęcia swoich pociech. Ja też bym tak chciała. Kiedy ten czas przyjdzie? To wszystko jest takie trudne.
Nie spodziewałam się, że zachodzenie w ciąże jest takie skomplikowane.
dalej czekam na @ !!!!!! gdzie jesteś franco?????
Mam dzisiaj kiepski humor niby powinnam się cieszyć swietami ciąża a tymczasem coraz więcej kłoce się z mężem dzisiaj mnie strasznie z równowagi wyprowadził tłumacze mu ze nie powinnam się denerwować ale on podnosi głos potem ja podnosze nie wyobrażam sobie pomocy od meza mysle ze nie będę mogła na niego liczyć skoro po całych dniach teraz go nie ma na swieta zrobił dwa dania i tez z wielkimi pretensjami. Cały dom ja posprzątałam łącznie z oknami a miał mi pomóc siedze w pokoju i rycze w głowie mam myśli że los nie chciał nam dać dziecka bo właśnie oboje na to nie zasługujemy i w sumie dopiero teraz to zrozumiałam niektórzy nie powinni mieć dzieci. Przeraza mnie fakt ze będę musiała sama to ogarnąć wszystko nie mam o tym pojęcia i że nie mam pomocy mojej mamy która napewno by mnie wsparła.
No i przyszła ta wredna @ !
Czekam na ta owulacje i się jej doczekać nie mogę! Zawsze mokro że ho ho a teraz sucho 
tylko nigdy nie zwracałam uwagi kiedy to "mokro" było.
Jest nadzieja że przyjdzie lada dzień.
Miałam dziś nie robić testu na owluke ale chyba nie będę umiała się powstrzymać 
12 tydzień 6 dzień (OM), 13 tydzień 0 dni (USG)
Czyli wkraczam w II trymestr!!! Jupi!
Nie wierzę, że tak szybko to minęło. Ale to dobrze
Jest już zdecydowanie bezpieczniej.
W środę miałam wizytę, na której miałam pierwsze usg genetyczne. Obawiałam się trochę, czy wszysto w porządku, bo jak już wspominałam, dość szybko przeszło mi złe samopoczucie (w 10 tygodniu) i wkręcałam soebie (niepotrzebnie), że być może dziecko przestało się rozwijać.
Ale oczywiście wszystko było w jak najlepszym porządku, NT w normie, inne parametry (nie pamiętam już jakie
) też. Serce biło 166 razy na minutę. Dziecko nie ma wad genetycznych, co mnie bardzo cieszy.
Mąż znów był ze mną na wizycie, wszedł od razu do gabinetu
Oczy mu się śmiały jak widział jak dziecko podskakuje
USG trwało dośc długo, więc spokojnie mogliśmy sobie dokładnie pooglądać dzidzię. Biło mu serduszko (słyszeliśmy je), widzieliśmy mózg i coś w rodzaju kosteczek
Mąż aż wstał z krzesła, by wszystko lepiej widzieć i wisiał tuż nad ginem 
Mały ma 5,5 cm 
Szyjka zamknięta i długa.
Wspomniałam ginowi o moim przeziębieniu i polecił, bym poszła z tym do internisty i nie bała się brać antybiotyków, jeśli będzie taka potrzeba. Tak też zrobiłam, a i antybiotyk był już niezbędny. Od weekendu się leczę, a od poniedziałku jestem tydzień na zwolnieniu. Trudno.
Następna wizyta równo za 4 tygodnie od poprzedniej. Mam nadzieję na poznanie płci, bo teraz jeszcze się to nie udało. Będzie to sam początek 17 tygodnia, więc powinno być już coś widać
Nie mogę się doczekać, aż się dowiem kto tam jest. Ale jednak czuję, że to ON... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2014, 13:36
Zabrakło mi punktu do przeciętności i z bezradności myślę dalej w ciemności
jak wyleczyć się z bezsenności lub komu porachować kości i jakie
zdobyć umiejętności by pozbyć się obojętności.
A w swojej nieobecności nie przyjmuje byle gości by na te wspaniałości
nie patrzyli ludzie prości. A może lepiej by było i lepiej się żyło
gdyby nie było tu mnie. A może nie? Albo mylę się. I mówię źle. Rozpadam się,
bo nie wiem gdzie to dalej brnie. Ja chyba śnie...
Bo w roztargnieniu przy tym bredzeniu rozum znika jak w oka mgnieniu...
A ja po prostu chcę kochać już, i mi się wydaje że to tuż tuż, ale to ciągle nie to, no cóż...
16 ms starań, 14 cs, 9 dc
Leczenie zakończone. Antybiotyki mnie przeczołgały trochę. Wizyta kontrolna wczoraj zaliczona. Miała być ponowna biopsja. Nie było. 🤷🏻♀️ Jestem gronie tych szczęśliwych pacjentek, u których obraz na histero nie koresponduje z wynikami histopatu. Obrazowo bardzo duże przewlekłe zapalenie, histopad niewielki stan zapalenia. Robienie powtórej biopsji było bez sensu bo wyszłoby to samo albo zupełnie bez zapalenia, a obrazowo nie wiadomo czy się wyczyściło.
Rozważaliśmy opcje i zdecydowaliśmy, że powtarzamy histero prywatnie w styczniu. Nie chcę czekać do marca. No chyba że wyjdzie coś teraz w wymazach lub cytologii to wtedy siłą rzeczy musimy czekać do marca.
Ale jeśli zrobię histero w styczniu i obrazowo wyjdzie okej... od lutego zaczynamy procedure ivf. Klamka zapadła. Długo myślałam czy podejść do IUI. Ale to na prawde nie ma u nas sensu. Kombinacja pogorszonego nasienia, jednego jajowodu, przebytego przewlekłego zapalenia endo, konieczności robienia stymulacji na zastrzykach... nie wiadomo czy po stymulacji iui nie byłoby przekładane bo pęcherzyk na złym jajniku. Za dużo nerwów, niewiadomych i kasy poszłaby na procedure, która zwiększa szanse o zaledwie parę procent. To bez sensu. Nie dla nas IUI.
Nie będziemy więcej czekać na cud, czekać co przyniesie los. Czas zawalczyć, prawdziwie zawalczyć. Cóż, wywalić kasę na stół też. Chociaż robimy to już od dłuższego czasu...
Może to i radyklane kroki, może to moje wybujałe marzenia i nadzieja, że z ivf już musi sie udać (choć wcale nie musi 🤷🏻♀️). Ale kończę ten rok, jakże parszywy z wielu względów z poczuciem, że mimo iż nie wszystko poszło po mojej myśli to w nowy rok wchodzę z nowym planem i energią do działania.
Te święta będą inne. Lubię tą świąteczną atmosferę. Jeszcze mi nie zbrzydła tak bardzo przez starania. Ale czegoś mi brakuje. Tej bombeczki na choince w kształcie bucików dziecięcych w kolorze różowym lub niebieskim, którą widziałyśmy niedawno na stoisku z bombkami.
Niech te święta będą spokojne i zdrowe. Spędzone z najbliższymi, którzy was wspierają. Niech na chwilę odejdą smutki dnia codziennego. Życzę każdej staraczce, żeby w te święta udało się jej cieszyć chwilą, tym co tu i teraz, z tymi, którzą są obok. I żeby następne święta były z tą wymarzoną bombką na choince.
W sobotę zaczął się drugi cykl staranek o dzidziusia. Jestem przygotowana psychicznie a to chyba najważniejsze. Badania odebrałam wczoraj. Są dobre TSH, morfologia, glukoza w normie, mocz w normie, jest trochę bakterii w moczu ale gin stwierdził żeby się nie przyjmować tylko wykonać zadanie zadane mi na ten miesiąc ;)nowy termometr kupiony, testy owu na 2 miesiące z góry, będę mierzyć starannie temperaturę no i będę jeździć do mojego D na owulację.
Wiem wiem brzmi to śmiesznie "no i będę jeździć do mojego D na owulację" ale taka prawda
W sobotę jadę na cały tydzień
będzie czas na porządne staranka, ok przyszłego czwartku będzie owulacja. Mam nadzieję że w Październiku się uda
trzymać kciuki
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2014, 14:50
Chyba nic z tego. Na drugi dzień po transferze spadła mi temperatura. Niby się ucieszyłam, bo tak sobie w duchu pomyślałam, że może zagnieżdżenie. Tyle, że ta temperatura szoruje na poziomie podłogi już szósty dzień i coś nie może odbić. Dziwne to wszystko, bo przecież biorę końskie dawki luteiny i dupka, więc chociażby od tego powinna być wyższa. Na test do kliniki idę za 4 dni, ale może zrobię sobie pierwszy sama za 2 dni. Już powinno coś wtedy z krwi wyjść.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.