Adelo Pozwól mi chociaż mieć marzenia.. 29 września 2014, 13:50

Wszystko się kończy :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2014, 21:50

Wkurzyłam się. Poszłam do położnej poprosić o receptę na duphaston, bo wyszło mi że nie starczy do wizyty (miała być 6.10, w poniedziałek), a ona przełożyła mi wizytę na 1.10 ;/ Zdenerwowałam się bo miałam nadzieję że w poniedziałek zobaczę może serduszka, albo chociaż zarodki... A tak to może nawet USG nie będzie chciał mi zrobić :( A nawet jeśli to pewnie zobaczę tyle samo co i poprzednio. W ogóle ta położna zaczęła się śmiać i jakimiś głupimi tekstami sypać, że niby na jakiej podstawie ja ten duphaston dostałam, że na wizyty to jeszcze za wcześnie bo nic nie widać, środa a poniedziałek to żadna różnica (no faktycznie...) i w ogóle to na pewno lekarz nie będzie mi kazał dalej brać tego duphastonu. Wredna baba tak mi ciśnienie podniosła że mało co nie płakałam jak wróciłam do domu...

Jutro mam iść na betę. Jakoś spanikowałam, że coś jest nie tak i poszłam po test. Oczywiście wyszedł pozytywny, nawet testowa kreska odrobinę ciemniejsza od kontrolnej. I od razu mi się humor poprawił :) Boję się tej wizyty i bety, a jednocześnie chcę już to mieć za sobą i wiedzieć na czym stoję. Ta niepewność jest najgorsza. Tak bardzo bym chciała urodzić te dwa maluszki...

A w ogóle to musiałam wczoraj powiedzieć mamie, bo poprosiłam żeby nie paliła przy mnie. Ucieszyła się :) Chyba ona jedna zawsze się cieszy :) Ale kazałam jeszcze nikomu nie mówić.

kitti1982 moja droga do pełni szczęścia 29 września 2014, 14:49

dziś rozpiera mnie pozytywna energia :) cieszę się, że ten cykl dobiega końca, czuję, że @ nadejdzie na dniach :) mąż wczoraj poprosił o witaminy, poczytałam troszkę opinii i kupię mu salfazin i zastanawiam sie czy nie dawać mu tez kwasu foliowego bo podobno i on dobrze na mężczyzn działa, a czy to prawda? raczej nie zaszkodzi :) możemy łykać razem a co.... :) za parę minut koniec pracy, lecę po synka do przedszkola, zapytam jak po przerwie tygodniowej się sprawował i czy jadł coś :)
Mam 2 przyjaciółki takie od serducha :) Obie po ok 2 latach starań o dzieciaczki zaszły w ciąże :) różnica między nimi to 2 tygodnie. Niesamowite, niemal razem będą rodzić. jedna jest w 13 a druga w 11 tygodniu. teraz moja kolej, musze dołączyć :)

Lipiec.. a kiedy to było?!. Czas leci nieubłaganie.. każdy dzień przypomina kolejny. Jesień w UK jest piękna.. wychodzę z kubkiem kawy przed dom, macham i uśmiecham się do ludzi przechodzących obok, psy szczęśliwe biegają po trawie, potem wtulają się w moje bose stopy.. :) Łapię ostatnie promienie słońca.. i zastanawiam się czy jestem szczęśliwa, czy tego oczekiwałam.. i sama uśmiecham się w duchu.. do szczęścia tak niewiele brakuje.

Pora działać na nowo.. podnieść się i powiedzieć dam radę :))

Dzisiaj jest 7dp IUI i ja jak zawsze nic nie czuje jedynie wczoraj caly dzien kuł mnie prawy jajnik co chwila jakby ktos igle wbijal ale nie sugeruje sie tym. Piersi w ogole nie bola a od wczoraj tez znowu musze wstawac nad ranem do lazienki a zawsze takie sikanie ranne zaczyna sie zawsze przed @... czyli pewnie znowu nici ja pierdolee juz to wszystko to bylo teraz nasze
4 IUI jeszcze jak 2 IUI nie wyjda zaczynam przygotowania do in vitro bo juz za dlugo czekam na moj malenki cud az 5 lat!!!!! i nie mam juz sil co miesiac witac sie z punktualna ciota ktorej nikt nie zaprasza!!:/

No i buldożki rozeszły się ja świeże bułeczki :( a ciężko trafić ofertę oddam buldożka bo niestety na wydatek 1500zł nas nie stać :/
Tak więc kolejne poszukiwania trwają...

cath Pamiętnik Cath 29 września 2014, 16:09

48fde4f6e89f6177med.jpg

Wczoraj na poprawinach wyglądałyśmy tak :D Mąż całe wesele wołał do mnie piłka. Mówi że mam tak piękny kształtny brzusio. <3
Dziś miałam wizytę u diabetologa. Nie taka cukrzyca ciążowa straszna jak nam się wydaje :D Będę żyć. Najgorsze kłucie 4 razy dziennie i sprawdzanie poziomu glukometrem. Damy radę!!!

Joana91 Czekając na "Nasz" cud... 29 września 2014, 16:18

No i koniec @ :) Mogłabym powiedzieć, że się ciesze bo niedługo można będzie znowu się starać ale postanowiliśmy z Mężem że ten miesiąc sobie odpuścimy. Będzie miesiąc spokoju, bez stresowania się czy się udało itd :) Przyda Nam się trochę luzu :)

20 cykl na tapecie.
W sumie miał być bez starań ale nie do końca tak wyszło ;) W dniu hsg na usg pęcherzyk 23 mm, wg lekarza wkrótce miał pęknąć. Niestety kiedy wieczorem ketonal przestał działać przeżyłam prawdziwą męczarnię i dopiero bateria leków przeciwzapalno-przeciwbólowo-rozkurczowych przywróciła mnie do świata żywych. Mam bolesne miesiączki ale jeszcze nigdy w mojej karierze nie miałam tak regularnych i mocnych skurczów macicy. Dosłownie moja macica postanowiła "urodzić" ten kontrast. Brr. Do tego lekkie krwawienie ale żywoczerwoną krwią z domieszką skrzepów. Ale już jest dobrze. Nawet udało nam się w potencjalnie płodnym okresie przemycić parę serduszek co by za bardzo nie wypaść z obiegu ;) Nie chciałabym tak zupełnie tracić tego cyklu ale z drugiej strony chętnie bym już odpoczęła, to wieczne oczekiwanie i te kłucia, pikania, wrażliwe piersi i spółka już mnie męczą - zwłaszcza, ze nic nie znaczą...
Coś tam podziałaliśmy, zobaczymy czy cokolwiek z tego będzie, czy się nie spóźniliśmy bo przez te badania i leki przeciwbólowe zupełnie nie czułam owulacji a do tego w tym cyklu nie mierzę temperatury.
Trochę się martwię tym moim hsg. Co prawda jeden jajowód bez wątpliwości drożny a drugi udrożniony w trakcie badania. Zastanawiam się czym była spowodowana ta niedrożność, czy może nawrócić? bo skoro raz się "zapchał" to może ponownie? I najważniejsza rzecz, która mnie nurtuje - czy ten jeden niedrożny jajowód mógł być przyczyną niepłodności? takiej 1.5 rocznej? Bo przecież drugi działa dobrze.
Sporo pytań i sporo wątpliwości, a chyba na większość z nich odpowie Duch Święty i jak zawsze upływ czasu :)
Póki co chyba odzyskałam trochę nadziei :)Coś się w końcu zadziało...

3livka szukam inspiracji :) 29 września 2014, 16:30

No i pierwszy cykl z leczeniem za mną.
Patrząc na śluz i szyjkę to może nawet był owulacyjny. Temperatura bylejaka, ale niestety nie mam zaufania do mojego mierzenia w ostatnim miesiącu. Nieraz termometr pokazywał totalne bzdury. Np zawsze mierzyłam 2 razy do sygnalu i dopiero drugi wynik zapisywałam. A ze dwa razy było tak że drugi pomiar pokazał temperaturę o 0,2 niższą. Temperatura o 7 pokazywała się często niższa niż o 5,30, no totalne bzdury.
Dlatego kupiłam sobie termometr owulacyjny z galistanem i zmieniam sposób mierzenia na waginalny.
Teraz przynajmniej nie będę się musiała martwić, czy to co pokazuje pomiar jest zgodne z prawdą.

W tym cyklu dalej biorę leki. Z dietą ostatnio kiepsko, ale musze wrócić na dobre tory. No i wprowadzić wszystkie zalecenia dla mnie, a trochę ich jest. Może za kilka dni o tym napiszę. Narazie mnie to osłabia ;)
Pod koniec miesiąca lub na początku listopada wizyta u gina, muszę do tego czasu schudnąć jeszcze z 5 kilo. No musze po prostu.
Przydałoby się też ruszyć tyłek wreszcie i zacząć ćwiczyć.
Ehh czemu ja jestem jakaś taka ospała i nie do życia :/

b9f7858f036ec7c6med.jpg

nie mogłam się powstrzymać ;P musiałam kupić - pierwsze bodziaki mojego dziecka, którego jeszcze nawet nie ma xD wiem jak to obłąkańczo brzmi ale... za 2 tygodnie mój 15.10 :) Jezu, widzisz? Zaufałam Ci - wierzę Ci tak bardzo, że kupiłam już maluszkowi pierwszy ciuszek :) Wiem, że mnie nie zawiedziesz. Jezu, ufam i czekam <3

Nadchodzi owu - czuję to. Uczucia mieszane. Jakieś głupie problemy zaczynają mi się plątać po głowie: jak zajdę w ciążę teraz to nie pojedziemy w przyszłym roku na wakacje... Ależ problem. Sama się wkręcam w jakieś głupie myśli. Może dlatego, że to ma być nasze trzecie dzieciątko i nie chciałabym, żeby starsza dwójka ucierpiała... Milion myśli. Milion spraw do rozważenia i rozmyślenia - jak się w piątkę wciśniemy w nasze kombi??? Śmieszne, prawda?
Najważniejsze aby się udało i żeby dziecko urodziło się zdrowe. Płeć bez znaczenia. Aby zdrowe.

joka789 Wyczekujemy brzucha ;) 29 września 2014, 17:48

Dziś w pracy dziwnie pobolewał mnie brzuch.. tak jak na okres plus takie jakby delikatne kopanie prądem- może skurcze? Ale przecież wiem jakie są skurcze przy okresie ehh. Sama nie wiem, tak bardzo bym chciała być w ciąży, być Mamą. Czuję, że dorosłam do tego i dojrzałam. Jakoś tak mi dziś dziwnie pod względem emocjonalnym. Niby smutno ale dobrze, refleksyjnie. Testuję w środę, bo jak coś to już bym została w domu i nie szła do pracy na 2 zmianę i Arya (nasza czteromiesięczna sunia) nie zostałaby sama w domu (mąż ma 2 zm. cały tydzień).
Boję się, że się nie udało :((

Wiec za dwa dni pewnie zacznie mi sie nowy cykl, bo czuje jak strasznie zaczyna bolec mnie brzuch;( dzisiaj jak robiłam sobie test ciążowy ukazał mi sie cień cienia drugiej kreski, ale to przed oczami poczułam takie mroczki;) i tak sie ucieszyłam chciało mi sie płakać ze szczęścia, pobiegłam z testem pod światło i cień zniknął ;( to tylko przed oczami mi sie coś pojawiło niestety ....

Bergo Bergo - nowa ja 29 września 2014, 18:10

30 dni... Ostatni miesiąc pozostał do terminu według OM. Za mną 7 miesięcy głębokiej przemiany. 7 a nie 8, bo ten pierwszy właściwie jest całkiem nieświadomy, więc się nie liczy. Cieszę się, że pisalam ten pamiętnik. Wczoraj przejrzałam poprzednie wpisy. Tyle zmian w tak krótkim czasie. Zmiany w mojej głowie, w sercu, w ciele... Dojrzewania do bycia matką... Czy czuję się już gotowa? Tak naprawdę nie... Te ostatnie dni to etap paniki, zwątpienia, strachu przed porodem, obawy przed nieodwracalną zmianą, przerażenia uciekającym czasem... Czuję się nieco rozczarowana. Przede wszystkim sobą. Ta ciąża nie została przeze mnie w pełni przeżyta tak jak zawsze planowałam. Miałam 7 miesięcy wolnego... 7 dlugich miesięcy... Rosyjski zaledwie kilka lekcji zrobione, relacja z wyprawy dalej nie skończona, nie przeczytałam wszystkich książek, które chciałam przeczytać, nie zadbałam o siebie tak jak zawsze sądziłam, że zadbam, roztyłam się, leniłam i trwoniłam czas... To nie tak miało wyglądać. Miałam być szczupła jak tyczka z wypukłym brzuszkiem, wysportowana i aktywna, spędzać dnie na pisaniu, czytaniu i nauce... Miałam sama przed sobą rozliczać się z każdej minuty i nie przepuszczać czasu przez palce... A jednak dałam się ponieść słodkiemu lenistwu... Z jednej strony żałuję, ale z drugiej... Z drugiej myślę, że taki czas i takie możliwości robienia tylko tego na co mam ochotę nie powrócą już nigdy. Gdybym stosowała wobec siebie rygor jak w czasach przed ciążą to czy odpoczęłabym? Czy naładowałabym akumulatory na moment pojawienia się dziecka? Czy odczułabym magię ciąży? Nie jestem przekonana... Może właśnie taki sposób spędzenia tego czasu był mi potrzebny i był dla mnie najodpowiedniejszy? Czy tak naprawdę nic się nie działo? Hmmm trochę jednak się wydarzyło... Piekny wyjazd na Bałkany, pierwsze od dzieciństwa wakacje z mamą, budowa domku, odnowienie dwóch dawnych przyjaźni, mnóstwo spacerów po mieście, odkrywania nowych miejsc, krótki epizod z własną firmą... Coś tam się działo, a że w zwolnionym, żółwim tempie? Cóż, może nie zawsze wszystko musi dziać się błyskawicznie? Może nie w każdym momencie muszę iść przez życie przebojem? Może czasem warto odpuścić, wyluzować, po prostu żyć...
Myślę, że nie dalej niż za 3 tygodnie urodzi się mój mały syn. Świat przewróci się do góry nogami, ale jednocześnie upatruję w tym wydarzeniu pewien powrót do normalności. Kiedy już minie pierwszy szok, kiedy poukładamy nasze dni na nowo, kiedy znajdziemy się w punkcie, w którym jego obecność będzie oczywistością, wtedy nasze życie znowu będzie normalne. Zupełnie nowa normalność nas czeka, zupełnie inna niż ta którą znamy... Trudno mi uwierzyć, że rzeczywistość, którą dotychczas żyliśmy jest już tylko wspomnieniem... Nie dowierzam, nie rozumiem... Decyzja o dziecku w 100% świadoma nie oznacza, że człowiek tak naprawdę jest gotowy odciąć nagle swoje dotychczasowe życie, zacząć nowe, a za starym w ogóle nie zatęsknić. Może nie byłam gotowa na ten krok? Ale przecież nie żałuję!!! Cieszę się z tego małego człowieczka, czuję jak wiele się we mnie zmieniło, jak szala tego co ważne powoli przechylała się na jego stronę i jak bardzo istotny jest teraz dla mnie. Jednocześnie wciąż chcę być sobą. Chcę poniekąd odzyskać dawną siebie, trochę rozdwoić się- być jednocześnie najlepszą mamą i ciągle tą samą ja. Nie zatraciłam się w oczekiwaniu na dziecko na tyle by moje sprawy i moje potrzeby straciły na ważności. Czuję, że teraz po prostu mam dużo więcej kwestii, bez których moje życie nie byłoby dobre i pełne. Mój mały. Dołączył do nas i już na etapie życia w brzuchu zawrócił nam w głowach. Nasze rozmowy opierają się ostatnio na kwestii "jak poukładamy nasze sprawy, żeby nie zaniedbywać synka i żeby mógł uczestniczyć w naszych hobby". Nie chcemy go podrzucać do babć bez przerwy, nie chcemy też zrezygnować z tego co lubimy. Może to znaczy, że udało mi się zachować swoją tożsamość jednocześnie kochając dziecko? Jeszcze go nie widziałam, jeszcze jest taki mało realny, bo siedzi w brzuchu... Jeszcze wszystko przed nami, ale... jak mam inaczej nazwać to co do niego czuję? Jedyne właściwe słowo jakie przychodzi mi do głowy to miłość.

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 29 września 2014, 18:18

Moja szefowa zwariowała do reszty a ja razem z nią ;) Wcisnęła mi reklamówę ubranek dla dzidziusia ;) powiedziała "zabieraj to albo to spalę" nie miałam wyjścia. A teraz siedzę i się patrzę na te wszystkie śliczne małe rzeczy :D Muszę to dobrze schować przed M. bo pomyśli że do reszty zwariowałam ;) No i teraz to już nie mam wyjścia muszę zajść w ciąże i żeby było śmieszniej mieć syna bo ubranka typowo chłopięce. A jeszcze jeden hit dnia dzisiejszego ! Program wyznaczył owulację! Zobaczymy co z tego będzie. Dzisiaj dzień trzeci na Euthyroxonie jak na razie skutków ubocznych brak i ufff całe szczęście.

Umówiłam się na wizytę następnego dnia. Jednak usg nic jeszcze nie pokazywało. Za w czasu dostałam clexane 40 i duphaston 2x1 oraz prykaz leżenia plackiem, ze względu na wcześniejsze poronienia. Tydzień później widać było pęcherzyk.
Kolejny tydzień i widać było pikający zarodek. Gin powiedziała ciąża żywa więc zakładamy kartę. Pierwsze badania ciążowe. I pierwsze co to cukrzyca ciążowa. Znowu stres i dieta :-(.
Parę dni później zaczęły się plamienia :-(. Takie delikatne. Pojechałam do szpitala do mojej gin, a ona" że nie ma czasu dla mnie, bo jest spóźniona na spotkanie". Kazała przyjechać następnego dnia. Pierwsze rozczarowanie.
Ale posłuchaliśmy i następnego dnia przyjechaliśmy na usg. Miała lepszy humor. Jak robiła mi usg jej mina była dziwna i ta cisza. W końcu nie wytrzymałam i pytam czy wszystko w porządku. Ona obróciła monitor i mi pokazała 2 bijące serduszka:-). Szczęście ogromne:-). Łzy same spływały po policzkach. Ale patrzyła dalej i mówi że strasznie gęsto tam mam. Możliwe że jest to ciąża wielomnoga, prawdopodobnie trojaczki tylko trzeciego serduszka nie widzi.
Odrazu uprzedziła że ciąża jednojajowa jednokosmówkowa wielomnoga jest ciąża wysokiego ryzyka i że zdarza się że bliźniak potrafi się wchłonać. Ale nie przypuszczałam że mnie to spotka i tak się to skończy. :-(
Cztery kolejne dni też plamiłam jednak tego czwartego w nocy plamienie było mocniejsze. O 5 rano pojechałam na SOR. Lekarz mnie zbadał i mówi że jego zdaniem wszystko jest ok i że serduszko bije. Ja mówię jak to serduszko chyba serduszka. On na mnie jak na wariatkę ja mu mówię że to ciąża wielomnogą. Pokazał usg i faktycznie był jeden dzidziuś i jedno serduszko. Zatkało mnie o nic nie spytałam. Zostawił mnie w szpitalu na obserwacje.
Nie wspomniałam wcześniej że cały czas bolał mnie brzuch jak na @. Więc dostałam zastrzyk rozkurczowy i dupka zwiększył do 3x1. Następnego dnia moja gin zabrała mnie na usg bo lekarz który mnie przyjmował powiedział jej że jest jeden dzidziuś i chciała sprawdzić. Ale nie było już co sprawdzać.
Serduszko przestało bić! :-(
Wyłam jak bóbr!
Zadzwoniłam po mojego R. przyjechał od razu. Płakaliśmy razem i zadawaliśmy znowu pytania.
Czekałam jeszcze na lekarza od usg prenatalnego na potwierdzenie obumarłej ciąży.
Byłam w 8tc. Lekarz zrobił mi całe badanie prenatalne gdzie było widać jak bliźniak się wchłania. Widok straszny. Jego zdaniem nie rozwijała się ta ciąża prawidłowo bo pęcherzyk był za mały i dzidziusie nie miały się gdzie rozwijać. Na tym etapie powinien być 3 razy większy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 17:51

No i dotarliśmy do 9t0d :)
Przyszła dzisiaj moja pieeeenkna poducha ciążowa do spania :D Zawsze chciałam mieć taką, ale nie było pretekstu ;>
Od trzech dni lekkie plamienia na jasno brązowo/beżowo, wizyta u lekarza 7.10, a samopoczucie lepsze :) Tylko czemu mi tak strasznie zimno cały czas????
Zaczynam w końcu jeść zdrowiej, jadłowstręt niemal całkiem minął :)
Z ciekawych rzeczy, panie w aptekach:
-Dzień dobry, czy jest coś na zaparcia...(tu nie zdążyłam dokończyć, bo oczywiście, że jest i pani pełna werwy pyta natychmiast)
-Dla dorosłych? Dla dzieci?
-Dla kobiety w ciąży... (uśmiech momentalnie zastępuje konsternacja i zatroskany wyraz twarzy)
-Oj... No nie wiem...
I niemal z każdym lekiem ta sama bajka :) No apteki to na nas nie zarobią :P

Jak ja kocham tego mojego profesorka, zawsze jak od niego wychodzę to jestem pełna nadziei że musi być dobrze. Zlecił mi kilka badanek. Pojawił mi się polip endometrialny ale nie kazał się nim przejmować narazie bo jak zajdę w ciążę to on się urodzi razem z dzidziusiem a jak nie to usunie mi go po nowym roku ale do tego czasu będziemy próbować zajść w ciążę.

Nie szkoda mi żadnej złotówki na tego lekarza!!!!!!!!

Zabieg, łyżeczkowanie i powrót do domu.
Strasznie ciężko mi było. łzy ciurkiem leciały.
Na szczęście R był cały czas przy mnie.
Wspierał mnie i zresztą cały czas wspiera. Kochany jest <3.
Jak pojechałam po wypis chciałam porozmawiać z moja gin, a ona stanęła popatrzyła na mnie i nawet dzień dobry nie odpowiedziała. Zawiodłam się na niej.

Zdecydowaliśmy że zmienimy lekarza. Chodziłam cały czas prywatnie i nie mogę sobie pozwolić by ktoś mnie traktował ja klienta a nie pacjenta.
Muszę zebrać wszystkie swoje siły by móc próbować dalej.
Na razie wróciłam do pracy gdzie pierwszy dzień był prawdziwym koszmarem.
Ludzie nie znają litości i współczucia. Co niektórzy to prawie kark złamali obracając się za mną.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2014, 20:56

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)