i kolejny dzień za nami .. a dzis..kolejna jazda samochodem .. czy sie boje? NIE !
CO MA BYĆ TO BD .. TAK CZY SIAK.!
Jestem przeszczesliwa
) wczorajszy skan polowkowy super, wszystko w normie i pani doktor bardzo mila, mierzyla wszystko ok godz i dokladnie nam tlumaczyla
) no i najwazniejsze - na 97% bedzie dziewczynka - nasza Helenka (ewentualnie Hania, Ninka). Mala byla bardzo ruchliwa, niesamowita
) tylko 3 osoby stawialy na dziewczynke a pozostali na chlopca lacznie z tatusiem, wiec ja juz w to uwierzylam. No ale nie mowilam nic, tlac jednak nalutka nadzieje ze sie wszyscy myla
) no wiec kiedy uslyszalam magiczne slowa "probably, it's a girl" lzy same polecialy
) fruwam doslownie !!
Nooo i już od tygodnia dzielnie walczę jako studentka 
Nie jestem najstarsza na studiach tak więc + dla mnie bo b.się tego bałam. Jestem 5 lat starsza od tego rocznika który zaraz po LO zaczął studia a mamy ludzi nawet po 40stce 
Co do bardziej intymnej strefy mojego życia to mam lepsze i gorsza dni. W tych lepszych całkowicie zapominam o staraniach (może dzięki nauce i temu że coś robię cały dzień) ale jak wbiję na ovu i sprawdzam co u kogo to znowu nachodzi mnie chęć posiadania dzidziusia....
Ale od poprzedniego cyklu minęło dopiero 13 dni więc do tego czasu nawet nie brałam tego pod uwagę że całkowicie zapomnę. Zaczniemy się starać dopiero od stycznia. Do tego czasu
jedynie w gumkach. Mój mąż wziął to dzielnie na klatę (te które nas troszku znają wiedzą jakim jest on przeciwnikiem gumek
) tak więc jestem z niego dumna
Wczoraj nawet wbił na allegro i kupił 50 durexów (on chce je do stycznia wykorzystać?
)
Poza tym na "+" wychodzi mi powoli ten sex z gumkami. Mam o wiele mniejsze podrażnienia w pochwie no i pierwszy raz bez żadnych wspomagaczy miałam duuuuużo śluzu płodnego
aż prześcieradło zalałam
hahahah 
Mam nadzieje że rok 2015 będzie dla nas owocny 
Ciąża zakończona 7 października 2014
No to zaczęła się rewolucja dużego pokoju. Czekaliśmy aż sprzeda się nasze łóżko i wreszcie nastał ten dzień. Teraz trzeba kupić kanapę, pomalować łóżeczko (dobrze że jeszcze jest taka ładna pogoda
) no i wzięłam się za resztę prania
Dzisiaj mam dużo energii i sił do działania.
Pozostało 61 dni...
Dzisiaj dzień zaczął się spokojnie. Z babcią coś się dzieje. Jakaś taka zmieniona jest. Musimy ją obserwować. Jutro przyjeżdża teściu. Będzie trochę odpoczynku, zmieni nas trochę przy babci. W końcu to jego matka.
Ja się męczę kolejny dzień z @. Wczoraj myślałam, że się wykończę. "Lało" się ze mnie jak nie wiem co. Nie pamiętam kiedy ostatnio była tak obfita. Na szczęście dzisiaj jest już ok.
10 tydzień ciąży
9+3 
Czujemy się raz lepiej raz gorzej, mdłości nie przechodzą, wymiotuję OKAZJONALNIE jeśli mogę tak to określić
za dwa tygodnie sądny dzień... trochę się boję, boję się kolejnej wizyty. Rzadko zaglądam do dziewczyn na forum, żeby się dodatkowo nie stresować, nie myśleć za często o tym. Obiecałam mojemu cudowi, że jeśli będzie po wizycie wszystko w porządku to mama przestaje się martwić. Z jednej strony już chciałabym wiedzieć czy jest dobrze u naszego Malucha, ale z drugiej boje się panicznie...Boshe ten strach nigdy nie minie...bardzo Cię proszę ześlij na mnie jakiś dar ciągłego pozytywnego myślenia albo spraw, bym przestała się bać o swoje dziecko...Bardzo proszę ;(
Pozostało 13 dni do naszego drugiego spotkania Skarbie :* proszę rośnij zdrowy i duży dla mamy i taty

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:22
31+2
W ramach szantażu syncio roboczo zwie się Napoleonek.
Dla mnie w skrócie Leo a mąż może na niego mówić jak chce. Np. Napi 
Kilka osób wyraziło już obawę, że to imię może za bardzo wpaść mi w ucho i jednak zostaniemy już przy Napoleonku...
Moja głowa wypełnia sie pomysłami wychowawczymi. Wśród znajomych staram się to chwilowo przemilczeć, rodzinie zdradzam tylko nieliczne szczegóły. Jedynie z mężunem wszystko konsultuję licząc na jego aprobatę. Moje podejście do dziecka nie podlega dyskusji. Po prostu jak synek będzie na świecie wszyscy będą musieli się pogodzić z pewnymi faktami:
1. że wózek stanowi tylko element dekoracyjny (ewentualnie gadżet dla babć), bo ja pokochałam chusty miłością bezgraniczną
2. że nabyłam tylko jedno opakowanie pampersów (do szpitala) a jedna szuflada komody wypchana jest po brzegi pieluszkami wielorazowymi we wszystkich kolorach tęczy
3. że chcę w naszym życiu jak najwięcej rodzicielstwa bliskości (attachment parenting) i że dla nas nie jest "rozpuszczaniem" i "wychowywaniem meczącego bachora" okazywanie dziecku troski, spanie z nim, chustowanie i długie karmienie piersią.
To wszystko nie podlega dyskusji. Kropka 

Mój nałóg chustowy. Obawiam się, że jak w niego weszłam to na tych czterech się nie skończy...

Najpiękniejsze zastępstwo dla pampersiaków.

kolejny cykl na straty:(
eh ten weekend był najcięższy od 10 lat niestety zamarła moja babcia <*> ciężko to przeżyłam dalej nie mogę w to uwierzyć ale była już chora więc powoli się z tym godziliśmy żyła 87 lat ale mnie wychowywała za matkę więc strata jest dla mnie wielka
w piątek zrobiłam sobie sesję brzuszkową pozazdrościłam wam i też sobie zrobiłam ale wczoraj je obrobiłam tak że by zając czymś myśli więc dodam je dziś po za tym maluszek się wierci ciągle już coraz mocniej kopie ale kocham to kopanie 
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d2896da9251e890c.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/0234bbef0be84a9f.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d146dc5e94e759be.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a54a08d1a6ace822.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8e6de9e077b1cc38.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/2b3f54a69111a02d.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c0f28938ebf847cf.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a82b1b46f619fa72.html
ostatni to psinek był tak uroczy że nie umiałam go pominąć 
Tak z nowych rzeczy..szpony zrobione...wlosy teraz rude...mąż w szoku ale to nie pierwsza terapia wstrzasowa ...jak z blondynki zrobiłam się czarna i na odwrót. ...
W niedziele odwozilam siostrę na przystanek ...i tak mnie naszła chęć zjedzenia zapiekanki ze mowie kupie sobie...a za mna stal chłopak facet może ze 36 lat i patrzył na ta moja zapiekankę i pyta babki czy mu zrobi za 2.50 (kosztowała 3 zl) ona ze nie...wiec wygrzebalam drobne dalam mu 3 zl tak jadl ze łzami w oczach i kleknal ze dziekuje ...ja mowie Pan poczeka poszlam kupiłam chleb pasztet i pomidory bo wędlin nie bylo a on rozplakal sie i skąd Pani taka dobroć bo ja sama kiedys miałam ciezko...a on mówi nie mam się czym podzielić ale dam pani cos i wyjal obrazek Jezusa i kobiety klęczące w ciąży i mówi ...wszystko zostanie pani wynagrodzone...rozplakalam sie ...
To takie zrezygnowanie;( juz nie wierze chyba w nic. Pustka w sercu I zal ogromny;( za kilka dni mialabym termin porodu. I okazuje sie Ze duzo wlasnie znajomych rodzi w tym czasie, wiec dlaczego ja poronilam??? Sasiadka rodzi 4dziecko???? Dlaczego nie moge zajsc w ciaze, gdzie pierwsza cpunka i alkoholiczka w nia zachodzi???? Lzy mi same leca! Nie zazdroszcze nikomu ciazy!!! To nie jest tak Ze jestem zawistna! Ale mam zal ogromny!!!
Ale ten cykl dziwny...24 dzień cyklu a tu dopiero temp. wzrosła, ale nie wiadomo czy to stały wzrost do drugiej fazy czy przypadek. Do tego boli mnie brzuch jak na @ w środku cyklu, a dziś ból po prawej stronie gdzie powinien być po lewej.
Cieszę się przynajmniej, że nie mam już takiej nerwicy na kazdy dzien cyklu. Co ma byc to będzie, a stres nic tu nie pomoże.
Piszę, piszę póki mam tsy minuty!
Ostatnio rozmawiałam z Felkiem o Gertrudzie i naszym weselu, żeby czasem nie zrobiła nam niespodzianki i nie wykitowała na dzień przed ślubem, albo w sam uroczysty dzień. A wczoraj nawet pisałam z Bergo, jak to dobrze że Gerda ma się całkiem całkiem jak na swój wiek, jedzenie sobie uszykuje, wstawi wodę na herbatę, pozamiata, do spania się ogarnie. No i jak co dzień lecę jak czerwony kapturek do babci z koszyczkiem. W koszyczku obiadek - ulubione Gerdzie ziemniaczki i rozgotowane mięso. Otwieram drzwi a tu pierwsze zdziwienie. Normalnie zostawiam kilka naczyń wieczorem, bo mimo swojego wieku Gerda lubi "sprzątać" wokół siebie. Jak przychodzę z obiadem, ona już te pare naczyń ma pomytych, upaćkaną podłogę, pełno liści dookoła (uwielbia zielone i w domu ma wszędzie krzaki, gałązki w wazonikach), ale mi to nie przeszkadza; dla mnie to znak że ma się dobrze. No i tu zonk, bo naczynia niepomyte! I wchodzę dalej do mieszkania a ta leży jak Wisła długa i szeroka, rozciągnięta na podłodze w piżamie, szlafroku w pozycji "jak upadłam tak leżę i najprawdopodobniej nie żyję"! No to lecę do niej i pytam co jej jest, mimo iż w głowie mam ten "nie żyje". Zwłaszcza, że patrze na nią a ta sina, twarz blada, ręka spuchnięta, cała granatowa, druga ręka wykrzywiona, nogi bezwładne, oczy spuchnięte. Myślę: leży Bóg wie ile godzin, na bank MARTWA. I krzyczę BABCIA!!! A ta... przemawia do mnie ludzkim głosem: KTO TU JEST???
ŻYJE.
Ruszyć jej nie dałam rady, dzwonię po gaszka, zaryczana błagam WSIADAJ W AUTO I PRZYJEŻDŻAJ. SZPITAL BĘDZIE POTRZEBNY.
Nie wiem co robić, jak robić, czy robić? Czy ją ruszać, czy co. Oglądam rękę, pytam co się stało, jak długo tak leży, a ta do mnie mówi z takim sensem jakby jej się nic nie stało!!! Opowiada wszystko ze szczegółami, nie płacze, nie stęka, nie prosi o pomoc, jedyne na co narzeka to że niczym ruszyć nie może.
Gaszek ją na łóżko położył, obejrzał, wymacał, powiedział że się wyliże. A ja ryczę. Bo tym razem nasza stara aktoreczka nie udaje, nie opowiada historyjek, nie robi z siebie ofiary, nieściemnia, nie koloryzuje. Nie musi. Tym razem ja widze w jakim jest stanie i nie dowierzam, że ona jeszcze żyje i w głowie ma się tak dobrze. Wiem, że tego nie wymyśliła dla zwrócenia na siebie uwagi. Gdyby tak było położyłaby się na podłodze i czekała aż przyjdę, ale nie miałaby siniaków na kostce, kolanie, udzie, podbitego oka ani spuchniętej ręki od kostek palcowych po łokieć. I pytam raz jeszcze co się stało, a ta do mnie żeby grzebień jej podać bo się rozczochrała, uczesać się musi!!!!
- Jak to się stało - pytam raz jeszcze przełykając gula, bo nie chcę żeby widziała jak ryczę.
- No szłam do toalety i jak wracałam to się pośliznęłam... o tu, i jaaaak się wyjebaaałaaam!
O matko, dziękuje ci Boże, uśmiecham się do niej, bo mimo tego że wygląda nie tyle jakby się miała "wyjebać" co bardziej jak ktoś miałby jej "przyjebać", to gada całkiem z sensem i po swojemu. W głowie nie stało się nic!!! Tyle tylko, że zanim zacznie znowu chodzić i ręką normalnie ruszać, może minąć kilka dni. Albo nawet tygodni. Samodzielne chodzenie do wc odpada na jakiś czas, a ja nie dam rady jej ciągać z krzeselkiem. Wczoraj pieluchę założył jej gaszek, dziś ja. Jest środa. Ja rodzę w piątek. Plan A - relaks od dziś i nogi w górze słuchając czilautowej muzyki i nastawiając się na poród - nie wypalił. Mam półtora dnia na zorganizowanie planu B w sprawie opieki nad Gertrudą. Plan C to przenosić ciążę o jakiś miesiąc zanim babcia się całkowicie nie wyliże. ALE...
Ze wględu na ilość gratulacji - przyjmuję je wszystkie już teraz bo w szpitalu nie ma neta- organizuję jakąś opiekę i rodzę w terminie. Dam znowu znać na koniec tygodnia! Lecę z koszyczkiem do zmasakrowanej Gerdy!!!
Dziś mam urodziny a zamiast radości jest smutek i płacz 
Co się stanie jak mi się skończy abonament? Pamiętnik zostanie?
Zauważyłam dziś na fb że jakiś znajomy dodał link do filmiku.. Jego tytuł zaintrygował mnie tak bardzo że obejrzałam.
"Dlaczego dobrym ludziom przytrafiaja sie zle rzeczy, a zlym ludziom nie?! "
http://www.youtube.com/watch?v=ZWJZDvxd_G4&feature=youtu.be
No i pisanie pracy zeszło na drugi plan. Znalazłam film z którego jest ta scena, "Bóg nie umarł". Poruszający..
Gdyby ktoś zdecydował się obejrzeć to wstawiam linka.
http://www.cda.pl/video/1431728e/Bog-nie-umarl-Gods-Not-Dead-2014-Napisy-PL-HD
Jestem z moim narzeczonym bardzo szczęśliwa. Miałam też przyjaciółkę, lecz właśnie dzisiaj dowiedziałam się od niej że ta przyjaźń długo nie pociągnie z powodu przyszłego dziecka. Wiem, że ona nie znosi dzieci, ale wspierała mnie i nagle dzisiaj wyskakuje z tym że może przestaniemy się przyjaźnić? Po 4 latach nagle wszystko przekreśla? Nie dość że boję się że jeśli zajdę coś będzie nie tak, to jeszcze tracę wsparcie.Gdyby nie mój narzeczony, który wspiera mnie i rozmawia codziennie o naszym wspólnym dziecku i że wszystko będzie super, to nie wiem jakbym przetrwała. Czytam innych dziewczyn pamiętniki i płaczę razem z nimi
taka jestem, łączę się w bólu z innymi, oby to nie wpłynęło na nasze starania. Męczy mnie też przeziębienie, niby nic złego aż tak się nie dzieje, ale boję się że w tym miesiącu nie wyjdzie przez to. Bardzo podziwiam dziewczyny, które starają się tak długo, nie wiem czy ja wytrzymałabym tyle negatywami w testach ciążowych. Głowa do góry Kasia, będzie spoko.
Nadal nie byłam na usg, może dzisiaj po południu wreszcie się uda. W międzyczasie niespodzianka - wczoraj wyszedł mi pozytywny test owu, a dzisiaj miałam skok temperatury... To 24 dzień cykluj... sama nie wiem, nie chcę się cieszyć jeszcze, chociaż wygląda to na owulację... bardzo możliwe, że niestety to znowu lutenizacja i stąd ten skok LH
No, nic tylko usg pomoże rozwiać te wątpliwości.
Czas leczy rany - to prawda ! Im dalej tym lepiej! I jest odradzająca się nadzieja:)
Dzisiaj mąż przywiózł mi całą reklamówkę ubrań od mojej przyjaciółki! Bidulka już się nie mieści w nie , brzuszek ciążowy przyrasta!
Dostałam super płaszczyk na zbliżające się chłodne dni, całkiem nowy. Cieszę się bo zamiast kupować nową kurtkę odłożę pieniążki na jakieś badanie !
Ostatnio zrobiłam się jakby bardziej oszczędna; wszystko przeliczam na ewentualne badania które przede mną!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.