To mój drugi cykl z owu. Wykres jeszcze bardziej beznadziejny niz miesiac w temu. Wtedy byl falszywy skok temperatury, bo monitoring owulacji wykazal lutenizację pęcherzyka graffa... Ten skok był w 18 dniu cyklu, a dzisiaj mam 21 i skoku nie bylo, a temperatura skacze sobie jak chce... Podlamana jestem. Ide dzis na kolejny monitoring... pewnie się okaże, że pęcherzyk znowu nie pękł. Boję się ewentualnej stymulacji a konkretnie - boję się, że w wyniku stymulacji będę miała bliźniaki. Tylko czy doczekam się na naturalną owulację? Nie mogę za długo czekać, z racji wieku czasu mam niewiele:(
Jak to jest możliwe że raz owu mam 21 dc a w następnym cyklu 12?? No ja się pytam jak??
10 tydzień, 4 dzień 
26% na wykresie...
... SZPITAL....
w sobotę rano po wyjęciu aplikatora od luteiny zobaczyłam krew
książeczka ciąży,dowód i na pogotowie, mąż cały czas powtarzał że wszystko jest na pewno dobrze...na pogotowiu nie umiałam słowa wydusić tak ryczałam,Mąż powiedział o co chodzi,kazali nam zaczekać,po chwili przyszła po mnie pani,oczywiście zaczęło się wypełnianie papierków
po tym kazali nam jechać winda na oddział ginekologiczny ,na oddziale znowu papierki do wypełniania.Boże jak ja się bałam,ręce mi tak latały że podpisać się nie mogłam,po ok 0,5 h przyjął mnie miły Pan doktor,po wytłumaczeniu mu co się stało ,powiedział że nie powinnam używać w ogóle aplikatora do luteiny...dobrze wiedzieć-szkoda że nikt wcześniej mi nie powiedział
powiedział że trafiłam w szyjkę macicy przy aplikacji...zaraz zabrał mnie na usg,tam powiedział że niema krwawienia z samej macicy,tylko z tej szyjki i że DZIECKU NIC NIE GROZI
od ostatniej wizyty ,czyli przez trzy dni maleństwo urosło z 2,74 do 3,35
serduszko pięknie bije
Pan doktor zostawił mnie na obserwacji,dostałam cztery tabl dupka na raz... do domku wyszłam w niedziele
Boże błagam następna wizyta w szpitalu przy porodzie ...i takie tez były słowa mojego męża jak mnie odbierał

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2015, 20:07
Tempka w dóóóółłłłłł!!!! Objawów na @ na razie nie ma! Jutro pewnie zwinę się z bólu.
Mam taki dosyć niepokojący mnie problem. Od kilku dni w nocy niesamowicie się pocę! Ale to nie jest taki pot jakbym biegała pół dnia, tylko zimny przeszywający kości. Wstaję z łóżka i jest wszystko w porządku. Nie wiem, albo muszę zmienić pościel, albo mi totalnie odbiło. Wczoraj pojechałam po zajęciach kupić upatrzone buty, mój M. biegał po całym centrum, żeby mi sok kupić. Tak mi spadł cukier, że musiałam usiąść zjeść dużą kanapkę, która miałam w torbie, popić sokiem i dopiero po tym przestało mi latać serducho i ręce. Jak przymierzałam kozaki i nie mogłam ich zapiąć. Zakręciło mi się w głowie, zalałam się "zimnym potem", nie mogłam się uspokoić. A mój M. wkładał mi buta, zapiął go, a w drugiej ręce trzymał moją torbę, netbooka, sok i pół kanapki na przemian mi wszystko podawał, żebym nie padła. Jutro kupię chyba nową pościel. Nie wiem co się dzieje. Przedwczoraj obudziłam się z mokrymi włosami jakbym wyszła spod prysznica.
O 5:25 temperatura 36,60; jak wstałam po 9 zmierzyłam, to była 37,82. Dzisiaj mam nockę. W nocy pewnie nie będzie zbyt ciepło. A nad ranem pomiar będzie dużo , dużo niższy niż normalnie. Mam nadzieje, że @ mnie nie nawiedzi z rańca.
Czas się ubierać i wyjść z bestyjką moją kochaną. Potem w planach mam zakup kilku nowych szmatek, obiadek, spać i do pracy
No i przygoda z hula hop jak szybko się zaczęła tak samo szybko się skończyła...Po tym hula hop z masażerem mam cały brzuch w sińcach takich ogromnych i granatowych, aż się boję na nie patrzeć, do tego sińce na nogach...wyglądam wprost cudownie
Nie lubię swojego ciała, za to, że jest tak delikatne. Cóż trzeba pomyśleć o innej formie ćwiczeń...
Ostatnie tydzień był dla mnie bardzo aktywny. Najpierw babcia się rozchorowała. Właściwie nic jej nie było poza tym, że miała bardzo wysoką gorączkę. No więc była akcja z lekarzem. i kolejny antybiotyk. Dobrze, że tylko tak się skończyło. Mamy troszkę więcej zajęcia z babcią, bo trzeba ją przebierać rano i wieczorem. Ale damy radę. Kiedyś ona zajmowała się dziećmi a teraz my zajmujemy się nią. Nawet zauważyłam, że bardzo się "posypała" przez ostatni miesiąc. No ale nie ma co się dziwić. W końcu ma prawie 91 lat.
Remontu ciąg dalszy. Dach ocieplony pierwszą warstwą wełny. Już czuć w domu ciepełko. Być może przed zimą uda się całkiem ociepli górę domu. Chciałabym jeszcze do Bożego Narodzenia ud się nam skończyć remont na parterze, w sumie zostało do skończenia trzy pomieszczenia, salon, korytarz i ganek.
Poza tym rozpoczął się kolejny cykl starań. Chociaż teraz jakoś nie bardzo było jak bo w jednym pokoju spaliśmy z teściem i siostrą. No ale dzisiaj już spokój. Rozjechali się wszyscy. Więc będziemy coś działać. Tak w ogóle to kolejny tydzień wybieram się do ginekologa i jakoś wybrać się nie mogę.
15 cs 17 dc
Pęcherzyk urósł do 21 mm
zastrzyk z Ovitrelle wykupiony i od razu po powrocie do domu zrobiony
teraz można działać 😋😁😁 a następnie duphaston przez 10 dni. Ciekawe czy tym razem zaskoczy ? 🤷🏼♀️
Wlasnie wrocilismy z Maximiliankiem od lekarza. I znowu juz trzeci raz w przeciagu 6 tygodni mamy zapalenie ucha i kolejny antybiotyk. Zeby bylo smiesznie to gardlo czyste wiec nie wiem co w nim ta glupia lekarka widziala...A wystarczylo tylko zeby go dokladnie zbadala a mielibysmy spokojny weekend... Dostalismy skierowanie do kliniki laryngologicznej na usuniecie polipow. Mam teraz nadzieje ze wyrobimy sie z tym przed rozwiazaniem. Jeszcze dzisiaj zamierzamy wziasc adres od znajomych do takowej kliniki ( oni tam byli ze swoja coreczka i bardzo nam ja polecaja) i zaraz robimy termin. Moze wtedy Maximilianek przestanie nam tak chorowac.Byloby super 
Dobra, trzeba wziąć się w garść.
Od dziś zero ovu, zero skype, zero fb.
Wyjątkiem może być nagła konieczność!
Zero demotywatorów i innych bzdur...
Pisanie, pisanie, pisanie...
Do końca przyszłego tyg muszę oddać pracę do promotora. Ostatecznie!
Choć to może być zbyt późno?!
Przecież musi to jeszcze sprawdzić i zrobić poprawki!
Trzeba się ogarnąć i w końcu to napisać!
Obronić się i mieć święty spokój!
Do boju!!!
11 tydzień 
10+2

I tak zbliżamy się do końca 1 trymestru
gdyby nie ten mój odstający brzuch to nadal bym nie wierzyła, że noszę w sobie sens naszego życia
moje serduszko
rośnij zdrowo :*
Weekend minął dużo za szybko, w sobotę widziałam się z Anią i Ingą, poszłam z Anią i jej synkiem Kubą do Ingi. Dzieciaki fajnie się bawiły a my mogłyśmy pogadać. Ania widząc mój już widoczny brzuszek rzuciła żartobliwie, że mam brzuch jakbym była w ciąży. Milczałam. A ona, że no to super! Widać, że się ucieszyła, ale żałuję, że jej powiedziałam, bo teraz za każdym razem jak się widzimy to non stop o tym gada, a ja nie czuje takiej potrzeby wiecznego skupiania się mojej osobie. Ehh.... dobrze, że teściowie nie wiedzą bo teściowa zaraz by znowu całą rodzinę obdzwoniła i poinformowała, że będzie babcią, tak jakby już dziecko się urodziło...chyba pierwszy raz mam wkurw ciążowy.. no tak mnie to wkurza, że powiedziała, że teraz dowiedzą się dopiero w drugim trymestrze za karę, że miała wytrysk przedwczesny radości..yhhhh. A reszta weekendu minęła bez zarzutu. Niedziela przespana do 11
bo w sobotę wieczorem oglądaliśmy - czytaj mój mąż, jego siostra i jej facet - ja spałam - mecz Polski z Niemcami
przespałam całą drugą połowę
czyli dwie bramki
ale nie żałuję. Maluch chciał spać 
Prócz teściów, wkurzają mnie moi rodzice. Moja matka jest taka, że mogłaby nie spać a cały czas coś robić i tego samego oczekuję od ojca. A on lubi czasami posiedzieć i nic nie robić. Wstawił nam okna, kupiliśmy drzwi zewnętrzne, też ma je wstawić wg zaleceń matki, bo ją irytuję jego siedzenie przy kompie. Pytał się mnie co dziś robię, ja , że mam jeszcze dwie klientki i obiad robię, a co? - a no bo chciałem jechać do budowlanego po resztę parapetów- ok, pojedziemy jak wróce. Okazało się, że on chce mi te drzwi jeszcze dziś zacząć wstawiać. Powiedziała, że ja nie chce już mieć wiecznego pierdlonika i chce je wstawić dopiero w przyszłym roku. Mam za zadanie matce to wytłumaczyć... wkurwie się... po za tym powiem, żeby się obie mamy dogadały co do jednej wigilii, bo mnie już męczy to jeżdzenie na dwie wigilie. W zeszłym roku, aż dzień przed swietami pokłóciłam się z matką, bo ona nie chce jeden, bo babcia, bo moja siostra do ans przyjeżdzają...to dosednie powiedziała, że jak w tym roku się nie dogadają to My wyjeżdzamy na święta i w dupie mamy wszystkich. Oj nerwowo będzie, oj będzie. A ja z natury nerwowa jestem...a przecież moje dziecie na tym cierpi... moje maleństwo :* już....wdech....wydech...wdech....wydech...
odrazu lepiej 
Miłego dnia! 
Pozostało tylko 7 dni do naszego drugiego spotkania kochanie :*

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:23
No wreszcie dzisiaj udało mi się zrobić listę rzeczy które spakuję do szpitala. Niby jeszcze dużo czasu ale za każdym razem tak mówiłam a potem okazywało się że na ostatnią chwilę muszę jeszcze coś tam dorzucić. Lista jest bardziej dla męża niż dla mnie gdyby tak złapało mnie w nieoczekiwanym momencie to biedak będzie wiedział co mam mi tam spakować. Bo często faceci mają inne myślenie niż kobiety i mogło by się bez tej listy znaleźć tam wiele innych rzeczy a akurat to co potrzebne nie
Zatem Kochanie jak zwykle to dla Ciebie abyś lepiej mnie zrozumiał
Listę przypinam na lodówce żeby była ogólnie dostępna.Torbę spakuję za jakiś czas
Muszę jeszcze parę rzeczy dokupić.
Dokumenty:
*Dow. osobisty
*Karta Ciąży
*ostatnie wyniki badań
*Karata ubezpieczenia ( u mnie chipowa NFZ)
Do porodu i po :
*Koszula ( rozpinana do karmienia ) x 2 lub 3
*Szlafrok
*biustonosz do karmienia
*kapcie+ klapki pod prysznic ( ja mam dwa w jednym 
*ręczniki mały + kąpielowy x2 ( ja muszę jeszcze mieć jeden do włosów.)
*kosmetyczka ( szczotka i pasta do zębów, szczotka do włosów, gumka do włosów, żel do mycia, szampon,odżywka, papier toaletowy, płyn do higieny intymnej ziaja,maść dopielęgnacji sutków ja mam MALTAN))
*podpaski poporodowe paczka
*podkłady 60X90 5 szt
*majtki wielorazowe 2 szt ( mi bardziej przypadły do gustu niż jednorazowe:)
*woda mineralna niegazowana
*coś dojedzenia + coś słodkiego ( u mnie czekolada)
*ciepłe skarpetki
*kubek + sztuce
*kawa w termosie dla ema 
Dla dzidziusia 
*Pieluchy jednorazowe 10-20 szt
*chusteczki nawilżone paczka ( przydadzą się i dla mnie 
*krem do pupy i oliwka
*smoczek obowiązkowo bo potem nie wyrabiam z tymi sutkami chłopaki chcieli ssać cały czas bez przerwy smoczek przynosił mi trochę ulgi)
*obcążki do paznokci ( moi rodzą się z takimi pazurami ze zaraz trzeba obcinać )dodatkowo wezmę te niedrapki na łapki 
*ubranka na wyjście ( te naszykuję w domu i em dowiezie
)
*kocyk
*pielucha tetrowa x2 ( dla maluszka i dla mnie bo wkładki laktacyjne nigdy mi nie wytaczały)
* płyn do kąpieli maluszka i ręcznik z kapturkiem ( w moim szpitalu nie kąpią maluszka robi to od początku mama )
No to chyba wszystko co potrzebne jakby coś to em będzie przecież codziennie to dowiezie 
Czeka mnie jeszcze zrobienie listy co muszę dokupić maluszkowi jak już wrócimy do domu
Ale to innym razem.
Pozostało 55 dni....
Pewnie mało kto to zrozumie, ale to naprawdę niesamowite uczucie, mieć owulację po tylu latach!
Zawsze było takie gdybanie, czekanie, skoczy ta temperatura czy nie? Pierwsza wyższa, druga i... spadek. I zawód. Jednak nie tym razem. I tak ciągle, ciągle, miesiąc po miesiącu. Czy z lekami czy bez, tylko jakieś marne próby.
Wreszcie dałam sobie spokój z obserwacjami, bo co tu obserwować.
A tu taka niespodzianka! Nie wiem co zadziałało, czy metformax, czy witamina D, czy ta luteina, co nie zadziałała tak jak powinna.
W każdym razie coś zadziałało, a ja wreszcie czuję się normalna, bo ja wiem... kobieca, zdrowa. Fajne uczucie 
Do wczoraj atakowały mnie objawy lutealnej - straszliwie bolesne piersi, jakieś bóle w podbrzuszu, troche jak na @, troche łupanie w jajniku, trochę jakaś taka dziwna kolka. Na szczęście narazie trochę odpuściło. Piersi są bolesne przy dotknięciu, ale wszystko w normie.
Nawet nie myślę czy coś z tego wyniknie. Pewnie nie, to by już było za dużo dobrego na raz
W końcu pierwsza owulacja, to prawie jak pierwszy cykl starań, prawda? 
Narazie chcę tylko żeby ta lutealna trwała jak najdłużej, niech chociaż do 12 dni dociągnie. I niech następna owulacja też przyjdzie szybko 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 15:34
Boli jajnik lewy promieniuje na plecy...wiec skoro ta @ ma być to czemu w chu...leci..niby 12 dni po owulce to czemu ta temp taka niska...czemu...aj nie potrzebnie sie nakręcam przeciez wiem ze sie nie uda czemu mam jakas zludna nadzieje ...przeciez nie powinnam jej miec...
"Tak bardzo próbowałam stłumić wspomnienia.
Ale one wracały, kiedy byłam emocjonalnie wykończona."
Trzeci cykl na ovufriend. Nie mam w zwyczaju użalać się nad sobą, nie lubię jak inne osoby to robią, staram się być twarda. Ostatnimi czasy robi się ze mnie coraz większy mazgaj, ale w sumie jak mam taka nie być patrząc na siebie. Tyle problemów (pco, io, niepewna tarczyca) nie pozwala mi spełnić mojego największego marzenia.
Nie wiem jak to wszytko przeżyję
U gina mam 2 -3 mies przerwy od wizyt, mam obserwować cykle na samym Glucophage. Ciekawe co wymyśli jak okażą się one bezowulacyjne, pewnie będzie kolejne podejście do Clo a potem mnie odeśle gdzieś dalej.
12.11 wizyta u endo, ciekawe czego ciekawego się dowiem, pewnie odeśle mnie z kwitkiem bo jestem zdrowa 
Ehh całe życie pod górkę ;p Idę piec bułeczki, pewnie znów nie wyjdą ;p Dlaczego w sklepach nie można kupić odpowiedniego pieczywa dla io? 
Kiedyś myślałam, że problemy finansowe są naszym największym zmartwieniem. Później pomyślałam, że problemy małżeńskie, które mieliśmy nie przytrafiły się nikomu innemu, następnie stwierdziłam, że to wszystko jest i tak gówno warte, jeśli możemy mieć siebie i być dla siebie, to cała reszta się nie liczy.
Teraz utwierdzam się w przekonaniu, że posiadanie największych milionów, brak kłótni małżeńskich, bycie razem, to nic w porównaniu do szczęśliwych rodzin, które mijam codziennie na ulicy.
Mam dosyć. Mam serdecznie tego wszystkiego dosyć.
Nie chcę już niczego, nie potrzebuję już niczego... odpuszczam...
Dzięki OF poznam lepiej swój organizm. Dalej pomiar temperatury da mi powód do tego, żeby się poznać. Obserwacje, leki, codzienne samopoczucie będzie skrupulatne odnotowywane.
Z mężem nie będę się kochać tylko w wyznaczonych przez nas dniach. Skoro zawiodła próba
tylko w dniach owu, to teraz nie będę się wzbraniać. A jutro wieczorem napiję się drinka... albo zrobię sobie dwa ...
I nie, nie zacznę się ograniczać, bo tak wypada...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 16:45
Ciąża rozpoczęta 18 września 2014
Ciąża zakończona 10 października 2014
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 18:49
Kiedys zaczęłam pisać pamiętnik hmmm wow az 2 wpisy udało sie jakimś cudem poskładać do kupy . Pojawiła się ciąża a wraz z nią mega zle samopoczucie , osłabienie i generalnie wszystko było na nie i to cale 9 miesiecy , całe calukie co do dnia i godziny .
Co sie stało ze nagle zaczelam pisac od nowa ? Sama nie wiem , być może fakt ze do tej pory byłam roztrzepana i nigdy nie konczyłam tego co zaczęłam, myśle ze macierzynstwo nauczyło mnie tej systematycznosci, spokoju , cierpliwosci i skłoniło do wielu refleksji życiowych . To bedzie pewnego rodzaju test dla mnie .
Mój kochany synek skończył już 6 miesięcy 
oo obudził się
dokończe póżniej ( maly pojadl i lezy sobie koło mnie i przeklada te swoje zabaweczki)
Jakis taki nastrój swiąteczny mnie dopadł w tle muzyczka z krainy lodu w tv bajeczki na jim jam ( hmmm przydala sie ta kablowka ) nie puszczam malemu duzo bajek wiem ze nie tak powinien spedzac swoj czas ale czasami nie mam wyjscia a czasmi chce najzwyczajniej odetchnac i w taki oto sposob mam godzinke w ciagu dnia dla siebie abstrahujac od pracy domowych obowiazkow .
Moj mały cud przyszedl na swiat 31.03.2014 i wlasnie ta data zmienila całkowiecie moje zycie . W całym swoim 30 letnim zyciu nie doswiadczyłam tylu lez szczescia , strachu i poczucia bezsilnosci jak przez te 6 miesiecy . Patrze na ta jego rozesmiana buzke i radosc ze strachem sciska moj zołądek tak bardzo sie boje aby nic mu sie nie stalo . Z wariatki drogowej stałam sie moherem po 60 , biedny mąż, mama , siostra i wszyscy ktorzy jada ze mna i z malenstwem autem nie wazne czy ja jade czy ktos inny wszystko ma sie odbywac wedlug moich dyspozycji jesli nie to przesiadam sie i kieruje. NIe potrafie tego strachu w sobie zducis poki co jest to silniejsze ode mnie . Lot do Polski przezywalam bardzo , myslalam o wizycie i psychologa gdyz kazdy wieczor konczyl sie placzem i bezsennoscia jedyne co mi pomagalo to modlitwy do Boga bez niego zamknelabym sie w domu i najchetniej nie wychodzila dopoki maly nie skonczy wieku dojrzalego . Wiem wiem histeryczka jestem ale slyszalam o przypadku kiedy dziewczyna po porodzi enie wchodzila z dzieckiem nigdzie gdzie byly drzwi ruchome bo bala sie ze je przytrzasna, wiec moze ten moj strach nie byl jeszcze taki najgorszy 
Ja tu sobie pisze i leze obok mnie moj pulpecik radosc mojego zycia ... i sie paczy na mame , jeszcze pewnie nie wie ze to mama ale widzac mnie 24h/dobe z pewnoscia obczaja ze ta fałszujaca, wszedobylska baba to chyba ktos wiecej 

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 19:04
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.