Albuera Życie jest niesprawiedliwe :( 27 października 2014, 16:48

Dość często zastanawiam się czy to czekanie i wystawianie nas na próbę cierpliwości ma jakiś głębszy sens. Czy chodzi o przetestowanie naszego wzajemnego zrozumienia, umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami, które mają status beznadziejnych? Zaczął się kolejny cykl. Mam w sobie tyle nadziei, że się uda, że zastanawiam się skąd ona pochodzi i jak dużo jej jeszcze będę miała? Gdzieś kiedyś usłyszałam, że "każdy ma swój krzyż, który niesie". Czy oznacza to, że moim jest niemożność zajścia w ciążę?

Anulka 27 Czekając na cud.... 27 października 2014, 17:09

Staranie o dzidziusia rozpoczetę mam nadzieje że na cud długo nie bedziemy musieli czekać...

Mimi89 Czekamy na malego Dania :) 27 października 2014, 17:34

czekam czekam... zoabczymy co przyniesie początek listopada :) mam nadzieję że same pozytywne wiadomości. Śluz zrobił się już kremowy... od kilku dni odczuwam kłocie w podbrzuszu, tak jakby jajniki. Nie wiem z czego może to wynikać.

Dzisiaj kolacja z moim mężem w Pizzy Hut :) <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2014, 17:33

joka789 Wyczekujemy brzucha ;) 27 października 2014, 18:28

4 dni do testowania i do gastroskopii ;)

Rusałka Moja droga do macierzyństwa... adopcja 27 października 2014, 18:32

Jesteśmy już po dwóch (z siedmiu) sesjach w ośrodku.
Ludzie bardzo mili, psycholożka i pedagożka profesjonalne, spotkania bardzo ciekawe i dające dużo do myślenia...
I spotkanie miało na celu pokazać nam nasze motywacje do adopcji.
II było na temat potrzeb dziecka, jakie zamierzamy adoptować oraz więzi jakie dziecko wytwarza z rodzicami. Mamy zadania domowe. Jest chyba jeszcze trudniej niż myślałam, że będzie, no ale cóż trzeba się z tym zmierzyć...
Najgorsze jest to, że im bardziej jesteśmy "straszeni", tym ja bardziej rozpamiętuję to, że nie mogę być w ciąży... Może to była zbyt szybko podjęta decyzja... może jeszcze nie zamknęłam tamtego etapu, mimo że wydawało mi się że tak? To też musimy rozważyć.

Co do mojej endometriozy i brania Visanne, to nic czego się obawiałam nie nastąpiło. Miałam nieco gorszą cerę przez pierwsze 2 tygodnie, ale na pewno nie można nazwać tego trądzikiem i nieraz kołacze mi serce (nawet wtedy, gdy jestem spokojna). Moje marzenie o przytyciu też się nie spełniło, bo waga ani drgnęła:( Ale nie jest źle:) Mam nadzieję, że ogniska i zrosty też powoli znikną!

Dzisiaj dzień sukcesu u męża w pracy ( a chciałabym nadmienić, że to jego pierwsza praca od pięciu lat), mały sukcesik u mnie w firmie ( z nią różnie bywa ale akurat dziś jest z czego się cieszyć:) , wspominałam Wam Dziewczyny, że mój brat ma problemy zdrowotne. Otóż dzisiaj z mężem ustaliliśmy , że zabieramy go do siebie na czas załatwienia operacji kręgosłupa i rehabilitacji. Mieszka daleko od nas, jest sam, nie ma na kogo liczyć.... A tak będziemy mieli go na oku i postaramy się załatwić najlepszą opiekę i najlepszych lekarzy. Brat ma 24 lata i praktycznie zostawiony jest sam sobie ( naszych rodziców nie można nazwać rodzicami, powołali nas do życia i na tym koniec). Pewnie się zastanawiacie czy się nie boję brać na siebie tą odpowiedzialność???Otóż dokładnie 3 lata temu mój mąż był po operacji kręgosłupa, wcześniej nie mógł chodzić- i to całkiem nagle się zadziało. Rok temu przeszedł operację ponownie , leżał parę miesięcy w domu ( była to całkowita opieka ao A do Z jeśli wiecie co mam na mysli). Tak więc te przeżycia pozwoliły mi dojrzeć do tego aby stanąć na wysokości zadania. mam nadzieję, że brat odpocznie u nas, spojrzy inaczej na świat i przede wszystkim stanie na nogi a naprawa zdrowia to pierwszy krok. Mieszkam od niedawna w nowym mieszkaniu, nie jestesmy do końca urządzeni, wszystko pachnie nowością a mi potrzeba żeby zaczęło się tu coś dziać:))))
Moze instynkt macierzyński sie do mnie odezwał??????Może dojrzałam do tego , że czasami warto wyciągnąc pomocną dłoń. Nie wiem. Tak czuje i taka decyzję podjęliśmy.

Ciekawi mnie co tam się jutro wydarzy z temperaturą moją. Szczerze przyznam,że czuje dreszczyk emocji jak mierzę ale inie myślcie sobie że spodziewam się cudów ( bo nie wierzę że zajdę w ciążę tak po prostu, jak miałam całe zycie pod górę to teraz tez tak będzie). Po prostu ciekawa jestem swojego organizmu. Wiem, że pare dni mierze i to jeszcze nic ale potem będę mogła sobie porównać poszczególne miesiące:)
@ jeszcze nie przyszła, przed chwilą mój kalendarz w telefonie dał znać że to dziś ale jak ja znam , to się na bank pojawi tak znienacka:) Czasami mam cykl 30 dni , najczęściej 27 ale nie mam złudzeń. Przyjdzie @ i mi się tu panoszyć będzie:)
Na razie jednak nie napuchłam jak balon, dzisiaj rozbolała mnie głowa musiałam chwilkę sie położyć. Wczoraj jakiś dziwne kłucia w jajnikach ale to pewnie znaki@. Tak więc jutro mierze temeperaturkę z rana o 8 i zobaczymy co ona pokaże.
Miłego wieczoru drogie Towarzyszki, do jutra ( jak to miło wiedziec że jutro i zawsze tu będziecie:)

basia1614 wielkie nadzieje... 27 października 2014, 19:05

Dawno nie pisałam... Oczywiście byłam na sprawdzeniu jaka powstała torbiel. Ta sama co wtedy, krwotoczna. Zrobiłam również badania TSH. Niestety wynik to 1.92 :( jeszcze zbyt wysoki:( Po rozmowie z gin stanęło na tym, że ten mój cykl, który zaczął się wczoraj będzie "ostatnim" dopóki TSH nie spadnie mi na poziom 1.2 albo niżej. Uważa, że szkoda mnie stymulować bo przecież wszystkie leki jakie biorę mają jakiś wpływ na mój organizm, samopoczucie, z łykania leków wynikają jakieś skutki uboczne. Kolejna sprawa... może być też tak, że przez wyższe TSH stymulacja nie działa na mnie tak jak powinna. Z tymi wiadomościami wyszłam z gabinetu bardzo przybita :( W domu oczywiście płacz i pytania dlaczego? :( Obecny cykl staram się traktować z wielkim dystansem, narazie się udaje, zobaczymy jak będzie później. Ciężko mi się mierzyć z rzeczywistością, to jest taka nierówna walka :( Oboje pragniemy być rodzicami ale zdajemy sobie sprawę, że spełnienie naszego marzenia może jeszcze potrwać :(

Rutelka Na wszystko jest czas pod Słońcem. 27 października 2014, 20:11

8cs
6dc
poniedziałek

Uczymy się szwedzkiego. Chcemy wyjechać.
Chyba.
Albo wyjedziemy za parę miesięcy, albo budujemy dom na wsi za 2 lata.
Takie plany.

Ale los już mi się nie raz w twarz zaśmiał z moich planów, więc tylko spokój nas ratuje.

70 dni do porodu, od wczoraj mam jakies dziwne mdlosci, brak ochoty na jedzenie. Dzis cos mnie "cmi" w podbrzuszu do plecow. O co kaman? synek wytrzymaj jeszcze chociaz ze 6tyg, dopiero mamy 31szy. Chyba, ze poprostu mlody jakos sie dziwnie uklada i mi gdzies uciska...

Ita Projekt Junior (napro) 27 października 2014, 20:57

34+1

Leon Dominik <3

Tak bardzo Cię kochamy. Tak bardzo do Ciebie tęsknimy i na Ciebie czekamy.

Kicia;) Mój Początek :) 'II' ... 28 października 2014, 01:25

MoNa dziekuje :*

to juz 7 dzien kiedy @@@ sie spoznia :D :D jestem bardzo podekscytowana, dobrze ze nie kupilam testu wczesniej bo na pewno bym tyle nie wytrzymala ;) a jezeli sie udalo to chce sie o tym dowiedziec w dniu urodzin :D
Dzis do mojej kawiarni przyszla kolezanka (w dziecinstwie sie przyjaznilysmy) i probowala mnie namowic na wizyte u psychologa ''bo ty masz problem z ciaza'' hahaha dziewczyny trzymajcie mnie bo pekne ze smiechu, nie jej interes z czym ja mam problem i tak tez jej powiedzialam ;)
eeh juz sie nawet zwierzyc nie moge nikomu ze sie staram o bejbisia, bo widac zazdrosc chwyta za gardlo :/

No to nie jestem w ciąży :( 2 testy dziś negatywne :(

Dzis czesc dalsza pt " pomilczmy" mąż poszedł do pracy wróci w nocy może i lepiej ...widac nawet w najlepszym związku tak jest...
A teraz jeszcze jak lewy jajnik ruszył szansa ze może tym razem się uda to nie bo nie zamierzam sie zmuszać ...życie...

Dobrze ze mam tą prace!! Przynajmniej można cieszyć się z szczęścia innych...:)

Martuś86 Do dzieła 27 października 2014, 22:29

Po wyjściu z kąpieli mówię do swojego Ukochanego:

"Od wczoraj obserwuję kolejny objaw, który miałam też w poprzedniej ciąży: pełno żył na ciele. Jestem usiana żyłami, można by je rysować na skórze..." Tu opowiadam dalej i pokazuję żyły na piersiach, sutkach, nogach, brzuchu... jedna taka duża żyła ciągnie się przez całe udo jasno-siną smugą. Natomiast małe pajączki uwadniły się, co niezbyt fajnie wygląda, więc te staram się ukrywać przed Ukochanym, wystawiając tylko krótko na pokaz ;)
Pod prysznicem nie było mi gorąco, bo nie wolno przecież w ciąży brać gorących kąpieli, także nie była ani za zimna, ani za ciepła.
Siedzę teraz w pokoju, gdzie jest inna temperatura i żyły nie znikają..
Na koniec dodaję Ukochanemu: "...muszę to zapisać, bo jeśli jutro rano test wyjdzie negatywny, to w przyszłości przeczytam o dzisiejszych obserwacjach i przypomnę sobie - aby nie dać się zwieść i nie doszukiwać u siebie zbyt dużo objawów... Jeśli jutro ten test wyjdzie negatywny, to znaczy, że życie sobie ze mnie zażartowało." :>

Bergo Bergo - nowa ja 27 października 2014, 22:44

Zbyt długo utrzymujący się wysoki poziom bilirubiny bezpośredniej może oznaczać poważne kłopoty. Cholestaza, trwałe uszkodzenie wątroby, konieczna operacja, a nawet przeszczep. Dlatego prosimy wszystkie forumowe ciocie o kciuki, zaklęcia, modlitwy, czary, przekazywanie nam dobrych myśli, pozytywnych fluidów... Oby w środę/ czwartek badanie wyszło pomyślnie, oby lekarstwo zadziałało...
2e30k29.jpg

Wygląda na to, że owulacja była wczoraj - od popołudnia do wieczora odczuwałam silny ból owulacyjny po prawej stronie czyli tam gdzie wyhodowałam jajeczko. Mam nadzieję, że pękło i jest wszystko ok. Tak w ogóle to chyba po raz 3 pod rząd mam owulację z prawej strony... dużo częściej czuję prawy jajnik w okresie okołoowulacyjnym, czy to normalne? Na monitoring już nie idę bo dr stwierdził, że za bardzo nie ma sensu, że jajeczkuję i jest cacy. No poza tym progesteronem ale o tym pisałam ostatnio.
Teraz mam tylko nadzieję, że jutrzejsza temperatura pójdzie w górę i spokojnie zacznę łykać duphaston.
Ostatnio jestem w dobrym humorze, powróciło pozytywne nastawienie i znów mam dobre przeczucia, że się uda, będą żyli długo i szczęśliwie <haha>. Nawet na wykresie widać, że spędziliśmy z mężem bardzo miły weekend...bardzo bym chciała żeby z tego coś w końcu było :)Boję się tylko, że wkrótce znów się rozczaruję i będzie jak zawsze...Moje emocje to taka sinusoida, góry i doliny, smutek i szczęście. No i chyba w końcu naprawdę zaczyna mi się nasilać potrzeba zaciążenia...jeszcze do niedawna podchodziłam do tego "uda się to się uda" a teraz podczytuje dziewczyny, które są w ciąży i też mi się marzy mój własny brzuszek. Ech, a on jak na złość nie chce się objawić.

Chwilę mnie tu nie było...

4dc, @ przyszła szybciej o 2 dni.

Wynik progesteronu nie za dobry. W piątek znów wizyta. Pierwszy monitoring w 7 dniu cyklu i konsultacja w sprawie progesteronu. 2,30 a norma 1,5-20 w 23dc. Powiedział tylko tyle że owulacja szybciej występuje niż mi się wydaje... I poproszę o gynalgin. Ehhh z tymi infekcjami...

Muszę być zdrowa żeby fasolka była zdrowa.

Będzie dobrze:)

kitti1982 moja droga do pełni szczęścia 28 października 2014, 08:02

Czemu dziś mam w sobie tyle emocji? Wczoraj (jak od 3-4 dni, zasnęłam ok 21, padam o tej godzinie jak dziecko, razem z synkiem). Dziś obudziłam się z walącym sercem o 4 wiedziałam, że już nie zasnę, zmierzyłam temperaturę, jest troszkę niższa jak wczoraj. No nic .... jeśli się nie udało to co ja poradzę? spróbujemy w przyszłym cyklu o ile mój mąż znów z czymś nie wyskoczy .... a raczej jego zdrowie, które ostatnio jest co chwilę w rozsypce :( Nie wiem co sie dzieje... cały czas coś, teraz ma okropne bóle kręgosłupa, rwę kulszową i jeszcze bardzo go boli w mostku prawdopodobnie od kręgosłupa. Dziś go zarejestruję do lekarza.
Mam na prawdę gorszy dzień, koleżanka z pracy zaszła a ja na prawdę nie miałam ochoty z nią rozmawiać aż mnie nerw brał że gdybym była wredna to bym kazała jej wyjść. :( źle mi

Ciąża zakończona 28 października 2014

W kilka dni po ostatnim wpisie, pełnym obaw ale i nadziei, trafiłam na oddział do szpitala z lekkim krwawieniem. Zostałam na obserwacji, nie szło tak jak byc powinno, jednak cały czas lekarze powtarzali mi, że jest dobrze. Po kilku dniach leżenia zobaczyłam bijące serduszko naszego maleństwa, rosło, w związku z czym wypisano mnie do domu, z zaleceniem leżenia, a krwawienie uznano (w związku ze złymi wynikami moczu) jako zakażenie układu moczowego. Z ciążą niby wszystko miało byc ok. Do lekarza prowadzącego miałam zgłosić się na wizytę 27 października i tak też zrobiłam. Czekałam na tą wizytę z niecierpliwością, zaczynał się już 10 tydzień, bardzo chciałam zobaczyć znów moją kochaną kruszynkę. Czułam niepokój, ale czułam też ekscytację. Kiedy lekarka rozpoczeła badanie USG, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak... Zapadła tak grobowa cisza a minuty dłużyły się w wieczność. Leżałam, a ona nie mówiła nic. Widziałam, że dzidzia się nie rusza i widziałam na ekranie, że nie ma akcji serduszka, ale przekonywałam w myślach sama siebie, że pewnie zaraz je zobaczę, że może sprzęt jeszcze nie jest całkiem uruchomiony. Lekarka nadal milczała, ale jej wyraz twarzy był pełen przerażenia. Serce waliło mi już jak młot, w gardle sucho, a w oczach już łzy. Myślę sobie "niech ona wreszcie coś powie!" W końcu podłączyła Dopplera, żeby sprawdzić przepływ krwi. Wszędzie krew płynęła, tylko nie w moim kochanym dzidziusiu :( Zaczęła wrescie mówić, ale nieśmiało i powoli:
- Wygląda na to, że dzidziuś prawie nie urósł od ostatniego USG w szpitalu i... serduszka też nie widać... nie ma też widocznego przepływu krwi...
Oblały mnie zimne poty i zapytałam szybko:
- Czy to znaczy, że dziecko... NIE ŻYJE?!
- Na to wygląda -odpowiedziała -Bardzo mi przykro. Ale ja się mogę mylić, chodzi o życie człowieka, potrzebna jest tu konsultacja innego lekarza. Wypiszę skierowanie do szpitala. Jeśli osoba trzecia potwierdzi moją diagnozę, konieczny będzie zabieg usunięcia ciąży. Sama Pani nie poroni, ze względu na duże dawki Luteiny potrzymującej ciąże, które Pani zażywała do dziś.
Wstałam z kozetki i wszystko dalej potoczyło się jakby poza mną. Ubierałam się płacząc, do domu wracałam zanosząc się z płaczu, nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Mąż też się popłakał, ale przyznam szczerze, ze pozbierał się dużo szybciej niż ja. W związku z tym, ze nie wzięłam już Luteiny, jeszcze tego samego wieczoru zaczęłam mocno krwawić i pojawiły się skurcze porodowe i ogromne bóle. Pojechaliśmy w nocy do szpitala. Poronienie się zaczęło. niestety usłyszałam, że sama nie urodzę, ale zabiegu tez nie mogą mi wykonać, ponieważ jadłam niedawno i żaden anestezjolog nie podejmie się wprowadzenia mnie w narkozę, z zawartością pokarmową w żołądku. Zatem przyjęcie na oddział, zastrzyk rozkurczający, leżenie i zabieg rano. Oczywiście całą noc przepłakałam, nie mogłam zasnąć nawet na chwilę. Traumy związanej z tym wszystkim co było później opisywać nie chcę. Chcę tylko powiedzieć, że z badań genetycznych dowiedzieliśmy się, że to była córeczka. Boli jeszcze bardziej :( przy zgłoszeniu urodzenia dziecka martwego w Urzędzie Stanu Cywilnego nadaliśmy jej imię Kasia <3 wiemy, że zawsze będzie już w naszych sercach. Ja nie wyszłam jeszcze z tego ani psychicznie, ani fizycznie. Po zabiegu nastąpiły powikłania, dostałam zakażenia błony śluzowej macicy i przydatków. Ból tak straszny, że przez kilka dni chodziłam po ścianach, aż wreszcie trafiłam znów do szpitala i dwa tygodnie na zastrzykach. Trochę pomogło, ale, krwotok utrzymuje się już miesiąc i nie wiem co dalej robić, lekarze mówią, że tak być nie powinno, ale przyczyny również nie znajdują. Psychicznie jest różnie, raz lepiej, raz gorzej. Boli. To na pewno. Nadziei póki co nie mam i planów na następną ciążę też nie. Na pewno przyjdzie to z czasem, a Nowy Rok może przyniesie nowe nadzieje i siłę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2014, 16:26

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)