Wszyscy mnie pocieszają, mówią że się uda, że na spokojnie, że potrzeba czasu i tak dalej. Ale skąd Ci wszyscy ludzie mogą to wiedzieć ??? To ja miałam być matką, takie miałam marzenie. To ja cierpię, to mnie brakuje mojego dziecka, to ja katuje się wyrzutami sumienia, że za późno zaczęliśmy się starać, że brałam kiedyś tabletki hormonalne, że jestem bardzo nerwowa, że nie zasługuję na mojego męża i dlatego dziecko nie chce się pojawić. Tyle miesięcy starań, dziecka nie ma a moja psychika jest w rozsypce. Jestem nieszczęśliwa i unieszczęśliwiam wszystkich wokół swoja złością i żalem.

Podobno czas leczy rany, ciekawe ile będzie go musiało upłynąć by wyleczyć moje... Wiem że gdy już wreszcie urodzę będzie inaczej, że gdy choć będę w ciąży będzie inaczej. A na razie mam @ i jest mi smutno że się nie udało. To sprawia że poniekąd na nowo przeżywam stratę, wiem że to nie racjonalne, ale poniosłam straszną porażkę nie rodząc moich dzieci. A każdy nie udany cykl to kolejna mini porażka. To wszystko trwa za długo. O wiele rzeczy musiałam w życiu walczyć, ale miałam równe szanse, wygrywałam. A teraz porażka za porażką w walce mojego życia...Mam wrażenie że wszystkim jest łatwiej...

Tylko błagam nie piszcie mi że to wszystko minie zanim się obejrzę. Nic nie działa gorzej niż takie słowa. To jest takie trochę 'nie mój problem, więc go bagatelizuje, nie próbuje zrozumieć, ale ze coś powinnam napisać to napisze ze to minie, ze bedzię dobrze'. Ja wiem że to minie, ja wiem że jeszcze będę w ciąży, ja wiem że jeżeli będzie to szczęśliwa ciąża to zapomnę o tym jak jest teraz. Ale ja żyje w tym teraz! Dziś, jutro, pojutrze... kto wie może jeszcze za miesiąc, dwa, trzy? Może za chwilę historia się powtórzy i będę znowu w tym miejscu? To nie jest tak, że ja nie mam nadziei że będzie dobrze, ale puste słowa 'na pewno będzie lepiej', 'tym razem się uda', 'zobaczysz będzie dobrze' w odpowiedzi na moją rozpacz nie pomagają. Wiem że ciężko mi pomóc, nie da się mi naprawić życia czy dać złotej rady jak przez to przejść. Jedyne co można zrobić to mnie wysłuchać, nie dawać złotych rad, że będzie dobrze, nie tłumaczyć mi ile trwa miesiąc, bo ja to wiem. Możecie się modlić za mnie, możecie wierzyć że dam radę przez to przejść, pisać że trzymacie kciuki. Ale proszę nie dawajcie mi banalnych rad, które sprawiają że czuję się zupełnie sama, nie zrozumiana gdy stawiam czoło kolejnym tygodniom wielkiej pustki... Ja muszę wyrzucić z siebie te wszystkie emocje, przetrawić je. Nie mogę udawać że wszystko będzie super, a ja jestem zajebiście szczęśliwa. Właśnie w tym potrzebuję pomocy. Potrzebuję kogoś kto mnie wysłucha i nie powie mi że będzie dobrze, tylko że widzi że mi jest ciężko.

Pod koniec przyszłego tygodnia miałam rodzić...

Marlena Szukając motyla. 28 października 2014, 18:53

Powiedzmy ze praca napisana :)
Właśnie napisałam zakończenie i bibliografię :)
Teraz sprawdza mi to szwagierka i promotor ;)
Uf jaka ulga. Dziś nawet idę do kina na rozluźnienie. Na film pt "Bogowie".
Ogólnie nie chodzę zbyt często do kina. To trochę taka strata kasy dla mnie, tym bardziej że film po paru tygodniach pojawia się w internecie.

Postanowiliśmy z Łukaszem że co miesiąc będziemy chodzić na randki :) A to na kolacje, a to do teatru. A zależności co wymyślimy :)
Bardzo podoba mi się ten pomysł, to będzie wtedy taki wieczór tylko dla nas. Do tej pory raczej rzadko chodziliśmy na randki, raczej to były takie spontaniczne wypady gdzieś.
Randa, ale to brzmi :)

Nic mi sie nie chce od wczoraj...na dodatek mnostwo oplat z ktorych ledwo powychodzilismy..bedac teraz na czysto od dzisiaj mojego cos lapie...boli go bardzo brzuch, cholera wie czy nie bedziemy musieli poodmawiac jutrzejszych klientow...wogole to nie na reke, no ale coz jak boli to boli...na dodatek jestem tak zmeczona od wczoraj cholera wie czym ( chyba stresem), ze nie moge usnac...choc padam na ryjek...mam problem z zsanieciem... na dodatek rozmawiam 2 dni temu z tesciowa dlaczego postanowilismy juz nie mieszkac razem z ojcem..po 3 pelnych detali emailach..napisala, ze z nim pogada...choc poprosilam, zeby tego nie robila, bo od 3 tygodniu w koncu od ponad 3 lat mamy spokoj- zero kontaktow z nim, zero telefonow, zero smsow...oczywiscie pewnie wtracila sie tam gdzie nikt jej nie chcial, bo mialam nieodebrana rozmowa od tescia wczoraj wieczorem...szlag mnie trafia doslownie..dlaczego zawsze ktos na sile probuje kogos pogodzic? to jest nadal swieza rana i musimy odpoczac a nie znow rozdrapywac tym bardziej ze zadna stron nie potrzebuje mentora ani go nie chce... dziwni sa ludzie czasami..tym bardziej ze prosilam...i jak sie tu dogadac? coraz bardziej widze jej przyjazd w ciemnych barwach..nie chce aby niemowle czulo moja niepewnosc czy obawy..a na pewno poczuje...z drugiej strony nie mamy wyjscia...zastanawiam sie na rozwiazaniem, aby tesciowa sprowadzic dopiero 3tyg po porodzie...jak juz bede wracac do pracy :D

mallinka Mallinkowa wyczekiwanka 28 października 2014, 19:06

Przepłakałam ostatnie 10 minut .... w głos, chłopaki poszli na mecz więc mogłam!
Nerwy mi już puściły, ciągle nie dowierzam że nic z tego nie będzie :(
temperatura ewidentnie spada o 16-stej 37,4 teraz już 37,2 zmierzę o 21-ej jak będzie jeszcze niższa szykuje się na @ której przecież miało nie być!
Zrobiłam wszystko co w mojej mocy w tym cyklu...
nie wierzę w to nadal ...
........................................................................

... ważnych jest kilka tych chwil - tych na które czekamy ...

25 TYDZIEŃ CIĄŻY <3 <3 <3 24+4

Spóźnieni troszkę pokazujemy się z Tomusiem ! :D

egclu0.jpg

11w9i1h.jpg

21d332f.jpg

Oj najadłam się strachu w niedzielę i praktycznie jeszcze cały poniedziałek byłam w nerwach przez to plamienie ale jest wszystko w porządku <3 :) tak jak pisałam wyżej :) a wieczorem jeszcze Tomuś tak dawał czadu i nie mogłam wytrzymać bo był kop za kopem i to jeszcze poniżej pępka ! :P i mówię do niego "Tomuś spokojnie możesz iść już asiu mamusia już jest spokojna" :D i na chwilę się uspokoił a potem powtórka.. :P ALE I TAK TO KOOOOOCHAM ! <3

Może jutro przyjdzie fura Tomusia :D taką zamówiliśmy :)

1042map.jpg

siostra86 UDAŁO SIĘ.... 28 października 2014, 19:20

Byłam wczoraj na wizycie wszystko ok...kamień serca z serca. Słyszałam serduszko mojego maleństwa jakie to cudowne :-)
Lekarz wyznaczył datę porodu na 13 czerwiec. Jestem taka szczęśliwa. Nic mi tylko nie pomógł w związku z moją infekcją. Wypisał globulki Pimafucin ciekawe czy coś pomogą zobaczymy
A jutro komisja z Zusu w związku z moim wypadkiem w pracy który miał miejsce w lipcu, niepotrzebny mi teraz ten stres ale cóż...

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 28 października 2014, 19:20

Tak sobie siedzę sama w domu, bo oczywiście mój w pracy i tak sobie myślę... jaka ja głupia jestem, sama siebie oszukuję, łudzę się tym, że się uda, przecież nie uda się ani teraz, ani za miesiąc, ani za pół roku. Gdyby miało się udać, to już by to nastąpiło dawno temu. Tylko to łudzenie się, daje taką nadzieję, bo gdy już ją stracę, to nie wiem jak ja będę funkcjonować dalej. Coraz bardziej zaczyna to do mnie docierać, że nie będzie nam dane cieszyć się dzieckiem, własnym dzieckiem, naszym dzieckiem... Boje się jednego, że się załamię, że nie dźwignę się z tego bólu, że to będzie silniejsze ode mnie. Niby wszystko jest ok, ale do cholery nie jest ok, bo by się udało w końcu! Ale medycyna to nie matematyka, że 2 + 2 to 4, tu wszystko rządzi się swoimi prawami, prawami natury... ?? Czasem czuję się taka bezwartościowa z tego powodu, dobrze, że takie myśli i słowa mój mąż szybko mi z tej łepetyny wybija i mówi, że gadam głupoty :) Ale cóż nachodzą mnie czasem takie myśli, że nawet nie mogę urodzić mu dziecka. Wiem, że jemu też na tym zależy, ja to czuję, chociaż nie mówi tego wprost. Czasem rozmawiamy o adopcji ale czy byśmy przeszli wszystkie te testy, badania, spotkania... boję się, że na tym polu też byśmy ponieśli porażkę i się nie zakwalifikowali. Brak mi jakiejś wewnętrznej odwagi i motywacji, żeby o tym myśleć i podjąć pierwsze kroki. I tak to stoimy w miejscu. Ani w tą, ani wew tą.

To chyba tyle.
Nie czuję się jakaś zdołowana, smutna, po prostu za dużo myślę jak jestem sama :) Mężu wracaj nie będę myśleć :)




Jeszcze az 6 dni do testowania a ja w ogole jak zawsze nie mam zadnych objawow ;/ pomimo bolu chwilowego jajnika klucia w macicy i w jajniku od tygodnia.

Cmienie z podbrzusza zniknelo uff cale szczescie bo juz sie obawiala, ze urodze wczesniej. Mdlosci jeszcze delikatne sie trzymia ale pewnie jutro juz bedzie lepiej. Mlody fika koziolki wypycha sie. W czwartek wizyta u gin. i nie pamietam na ktora godz. 19.10 albo 19.50 musze jutro przedzwonic i sie dowiedziec. Skleroza nie boli. Dzis sasiadka wrocila ze szpitala urodzila im sie coreczka, jeszcze dwa miesiace i my bedziemy mieli malucha. W nocy tak mnie napadla tachykardia o 3h, ze jeszcze chwila a bym chyba do szpitala pojechala do tego taka slabosc od srodka mnie przechodzila. Cale szczescie jakos zasnelam i rano bylo juz ok. Kolo poludnia przy lezeniu mialam tetno 101/min. Ostatnio polozna mnie uspokoila, ze ta blizna po cc jest juz tak mocna ze nie mam sie co obawiac a co do bolu to niby gaz rozweselajacy pomaga. Troche sie uspokoilam i nawet zaczelam myslec, ze ok dam rade urodze sn ale dzis po tej akcji z sercem znow mam obawy. Kardiolog mowi, ze przeciez nie rodze w domu tylko w szpitalu to beda wiedziec w razie czego co robic, ok moze i beda wiedziec ale chociaz moglby mi dac na pismie, ze mam problemy z sercem. Wkoncu to ja wiem jak sie czuje jak zaczyna sie cos dziac a nie lekarz czy czlowiek ktory tego nie doswiadczyl. Chyba musze byc bardziej stanowcza na wizytach a ja sie poprostu boje, ze mnie lekarz wyzwie czy powie cos glupiego.

Rutelka Na wszystko jest czas pod Słońcem. 28 października 2014, 20:26

8cs
7dc
wtorek

Gdy zaczynałam starania parę miesięcy temu, miałam zaplanowane wszystko. Wyliczone co do dnia owulacje na kolejne kilka miesięcy do przodu, datę porodu i plan na życie ustawiony pod ciążę. Nie staraliśmy się wcześniej niż w kwietniu, bo nie chcieliśmy, aby synek urodził się w listopadzie lub grudniu.
Zaplanowana była również druga i ewentualnie trzecia ciąża. Wszystko wyliczone, żeby było najlepiej dla dzieci i dla nas.

hehe. :(

Teraz nic nie obliczam naprzód. Nie przerywamy starań mimo, że nigdy nie chciałam rodzić w wakacje, bo upały. Nie przerwiemy starań zimą, nawet jeśli dziecko (synek lub córka) urodziłoby się w grudniu.


Ot, jak zmieniają się priorytety.

Teraz wszystko mi jedno czy urodzę w lipcu czy w grudniu. Wszystko mi jedno czy chłopak, czy dziewczynka.

Nie rozplanowuję kolejnych ciąż. Proszę tylko o jedną. Kiedy i jak nie ma znaczenia.

.....................

Poza tym dziś wciągnęłam dużo słodyczy... jakaś masakra. Generalnie ich nie jem, ale od 2 dni mam ssanie.
Nie mam też zacięcia do regularnego zażywania tabletek typu kwas foliowy, czy inne.
I w ogóle jakoś ovufriend mi zbrzydło.
Taki czas, widać.

36 dzień cyklu
11 dpo
51,0 kg

totalna masakra! Od soboty teściowa w szpitalu i wszystko postawione na głowie :/ Braciszek M. nie zamierza zbytnio nam pomagać no a tata M. nie jest w ogóle mobilny...my musimy ogarnąć nasz dom i jeszcze codziennie szykować dla teściowej obiad do szpitala bo jedzenie liche :/ M. jest u niej codziennie...A ja staram się przy tym wszystkim nie zwiariować :/

W pracy jest fatalnie! Z każdą minutą coraz bardziej wszystko mnie irytuje... szczególnie towarzystwo... nie mam nikogo w swoim wieku :( nawet nie ma z kim pogadać... W ogóle cała jestem tam na NIE! :/

Dziś mega spadek...ja już nie mam nadziei że z tego cyklu coś będzie...i to chyba jeszcze bardziej mnie dobija :(

mkl Marysia, Stanisław- czekamy na was:) 28 października 2014, 20:55

W sobotę byłam na weselu mojego kuzyna. Wybawiłam się wspaniale:) Rozmawiałam również z moją kuzynką, która swoją drogą jest bardzo religijna, ma już 7 letniego syna. Od 2 lat starała się o następne dziecko i poroniła 3 razy!! W końcu trafiła do kliniki w Gdańsku i tam lekarz przepisał jej dosyć dużo witamin, leków, badań i zaszła w ciąże bez problemu ( za zachodzeniem nie miała żadnych) i teraz rodzi w styczniu. Sama do końca nie wie, co jej pomogło bo brała dużo leków no, ale ważny jest wynik.

Wiem, że to co napiszę może być głupie, ale sytuacja dziewczyn, które poroniły, a dziewczyn które nigdy nie zaszły w ciąże jest inna. Nie twierdze że wolałabym poronić, ale z drugiej strony ja nawet nie wiem czy jestem w stanie w ogóle zajść w ciąże... i tak źle i tak źle.

W każdym bądź razie mam zamiar wziąć numer do tego lekarza, pojechać na wizytę i wreszcie walczyć o swoje, bo mam wrażenie, że stoję w miejscu. Już dawno czaiłam się na tą klinikę w Gdańsku. Muszę w końcu iść do dobrego specjalisty, a nie patyczkować się z ginekologami, którzy gówno wiedzą i gówno rozumieją i wyczytywać na forach co brać a czego nie brać, ziółka, witaminy itp... bo zgłupieje i będę się bujać kolejne 2 lata:/


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 09:42

Jejku ta małpa jest dzisiaj wyjatkowo wredna i zlosliwa! Tak mbie boli wszytko ze 4 nospy nie pomagaja. Musialam sie połozyc bo nie idzie wytrzymac.
Chyba wie, ze mam zamiar sie jej pozbyc na kolejne 9 miesiecy:)Ja tez bede walczyc- szczegolnie w dni plodne:)
Maz mi kupil maly karnecik na spa w tym miesiacu i chyba wiem w jakie dni go wykorzystam:)))))

Martuś86 Do dzieła 28 października 2014, 21:23

No i @ przyszła... ale dziękuję za trzymane kciuki :)
Nie wiem, co dalej, na razie brzuch boli i jestem osłabiona, więc pomyślę później jak następny miesiąc ma wyglądać. :)

_____________

No dobra, posatnowienia są:
inofolic, olej z wiesiołka, sumienne mierzenie temperatury+testy owulacyjne..
z serduchowaniem nie będzie kłopotu, gorzej będzie się powstrzymać, by zbierać siły na okolice dni płodnych ;>


...c~0:............c~0:
..........c_0:
drepczemy do celu dalej :)

______________


http://www.youtube.com/watch?v=T91eh8GA9lA :]


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2014, 23:28

Długim susem, ale chyba się zbliża to małpisko... Smutno, ale trzeba patrzeć do przodu.

Ida Zdając się na los 28 października 2014, 21:34

Jutro rozpoczynam 19 tydzień, a wg ostatniego usg to chyba już nawet jestem w trakcie ;) Niedługo połowa, niesamowite!

Za 2 tygodnie wizyta i usg połówkowe. Nie mogę się doczekać! :) Odliczam dni. Na szczęście teraz czas przyspieszy, bo znów będzie intensywnie w pracy, później wyjazd na święta do rodziny, następnie znów w pracy większe wydarzenie, potem trochę oddechu, bo wolne na 11 listopada, a nazajutrz, czyli 12 mam wizytę. Wcześniej muszę jeszcze zrobić badania, ale to 8 listopada dopiero. Zawsze chodzę w soboty. Boże, dziękuję Ci za otwarte laboratoria w soboty! Inaczej nie miałabym jak zrobić badań.

Myślę nad spisaniem sobie pytań do lekarza. Bo jakoś tak nigdy o nic szczególnego nie pytam. Do tej pory wszystko było ok i nie miałam wątpliwości, by o coś pytać. Ale teraz chciałąbym się już konkretniej dowiedzieć:

1. O termin porodu, bo do tej pory został mi wpisany ten wynikający z OM, a gin nic nie wspominał, by się przesunęła, choć ostatnio mały był ciut większy.

2. O ilość wód płodowych, bo wiem że to ważne. Gin nic nie mówił o tym, a jakby coś było nie tak, to przecież by napomknął. Ale ja wolę się upewnić.

3. O umiejscowienie łożyska (kosmówki) bo tego nie wiem. Może to z tego wynika fakt, że jeszcze nie czuję ruchów.

4. O wyniki badań, które zrobię, czyli mocz, morfologia, powtóka toxo i tsh.

5. O twardnienie brzucha, a przynajmniej o takie wrażenie, bo czasem mi się wydaje, że się mocniej napina.

6. O to, czy muszę więcej odpoczywać. Często to lekarze zalecają, a mi nic nie wspominał. I dobrze, tyle że ja przez ostatnie 2 miesiące żyję na naprawdę wysokich obrotach i jak jestem już w domu to zwyczajnie zapominam o odpoczynku.

Na chwilę obecną tyle przychodzi mi do głowy. O przybieranie na wadze pytałam ostatnio, więc wiem, że jeszcze nie muszę tyć :) Właśnie, muszę się znów zważyć, może coś się ruszyło. Bo brzuch się powiększa, choć czasem mam wrażenie, że jest taki sam. Rano mam mały, prawie jak przed ciążą. Później, w miarę upływu dnia się powiększa, a wieczorem czuję jak mi ciąży! :P

Czekam na ruchy jak na zbawienie. Wcześniej coś mi się wydawało, że czuję, teraz jestem sceptyczna. I póki nie poczuję czegoś wyraźnie to nie zaliczam tego do ruchów płodu. No ale ile jeszcze mam czekać?! Naprawdę myślałam, że szybciej to do mnie przyjdzie. Wszyscy wokoło mi mówią, że już niedługo, że to kwestia tygodnia czy dwóch, a niektórzy pytają się czy już czuję. Cóż, muszę być cierpliwa.

Samopoczucie nadal dobre. Nic mi nie dolega, nie boli. Często kłuje mnie brzuch, ale wiem że to normalne. Tak rośnie macica. Cera mi się w końcu poprawiła. Nie mam napadów głodu i chwalę to sobie. Ale jak jestem głodna, to muszę coś szybko zjeść, a jak czuję jakiś ładny zapach, to mam ślinotok :D Takie to uroki ciąży :)

Ewela0313 lottery ticket 28 października 2014, 21:36

Doczekalam sie :) Od jutra nie ma juz kolejnej tabletki :) mimo,ze mam zapas na nastepny miesiac, lekarz kazal ostawic. Trzymamy sie planu, jaki byl ustalony wczesniej. Teraz dali mi 2 tygodnie,zeby powrocily normalne cykle. Przez caly ten czas nie widzialam nawet kropli krwi na bieliznie, ani palmien ani @ , nic, po prostu nic. Mam nadzieje,ze powrot do normalnosci, nie bedzie dla mojego organizmu problemem. Jesli tak, pomoga oczywiscie lekami, ehhhh
wracam ja :) kurcze, az geba mi sie caly czas smieje, od tego telefonu ze spitala.
Trzymajcie teraz kciuki,zeby biopsja wyszla ksiazkowo!! Zebym mogla znow wrocic do moich a raczej naszych staran

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 28 października 2014, 21:55

Zastanawiam się czy przeprowadzić eksperyment pod tytułem "Spanie w skarpetkach a temperatura" ;)

Nutella Nutellkowe starania 28 października 2014, 22:07

40 + 2


Dalej w dwupaku:(:(
Dziękuję dziewczyny za słowa otuchy:*

Byłam dzisiaj na KTG w szpitalu w którym chciałam rodzić - wszystko w porządku rozwarcie jak poprzednio.
Badał mnie lekarz mężczyzna - zrobił to tak niedelikatnie, że prawie płakałam na fotelu a on do mnie, że jak będę z nim walczyć to mnie nie zbada.
W sumie to nie wiedział po co przyszłam bo powinnam pójść do swojej poradni a nie do szpitala.

Na następne KTG mam się zgłosić do swojego lekarza a jeśli nic się nie rozkręci to w niedziele z torbami na oddział.

Po dzisiejszej wizycie sama nie wiem czy chce tam rodzić:/ Położna, która obsługiwała KTG świetna, żartowała głaskała mi brzuszek ale lekarz okropny.

Dodatkowo okazało się, że straszna tam masówka od rana do 14:00 było już 6 porodów + kilka w nocy. Personelowi pot leci po dupie, ale z drugiej strony to znieczulenie jest na zawołanie:(
Nie potrafię się zdecydować:(:(:(

Miałam dzisiaj dziwny sen: urodziłam już Małą, miała cudowne długie czarne włoski, była ubrana już w ciuszki ale lekarze powiedzieli mi, że muszą ją spowrotem włożyć do brzucha bo jeszcze nie czas żeby się urodziła. Chciałam pokazać dziecko mojej mamie ale ona też powiedziała, że nie chce jej zobaczyć i poczeka aż przyjdzie czas. Może faktycznie Mała potrzebuje jeszcze trochę czasu.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)