1790rd.jpg 12 tydzien i ja 14ugdqa.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2014, 23:48

Bergo Bergo - nowa ja 10 listopada 2014, 14:49

Nosek zapchany, co chwilę odsysam fridą, zakrapalam, przytulam, całuję i próbuję karmić piersią. Nie wierzę w to do końca, ale nie umiem ryzykować zdrowiem tego małego człowieczka. Teściowa i jej przyjaciółka nawbijały do głowy mojemu P. że karmieniem piersią wyleczę dziecko. Nie wierzę, po prostu świetny punkt zaczepienia znalazły i idealnie grają mi na emocjach. Po tych szpitalach, w tej wciąż niepewnej sytuacji... Przeziębił się bo nie karmię go w 100% piersią no i dlatego, że był na spacerze w te ostatnie ładne dni jak na termometrze było blisko 17 stopi. Wtedy mówiła, że super, ze fajnie i ze powinniśmy wychodzić. Dziś że jestem nieodpowiedzialna, że krzywdę mu zrobię. No więc płakać mi się chcę, ale próbuję karmić "z gwinta", bez odciągania. Nie wychodzi nam to, on płacze, a ja prawie z nim. Mam dziś straszny dół. Czuję się przybita, przytłoczona wszystkim, próbuję karmić, ale naprawdę nie znoszę tego. Pół roku? Nie dam rady. Zewsząd krytyka, pouczanie. Inkubator wydał na świat dziecko, niech inkubator teraz działa tak jak go zaprogramowali. Inkubator nie ma prawa do swojego zdania. Inkubator na pewno zrobi dziecku krzywdę jak nim ktoś odpowiednio nie pokieruje. Dziś nawet wytknięto mi, że karmię w pokoju na kanapie a nie w pokoiku Przemusia, na kupionym do tego fotelu. Każdy wie lepiej- czym, jak i gdzie mam karmić... Nie umiem go dziś uspokoić, marudzi, płacze. Raz że nosek mu doskwiera a dwa że mama taka dziwna dzisiaj... Ale jeśli mama się nie wypłacze to za 2-3 dni wybuchnie na dobre... Taka jej byłam wdzięczna, taka pozytywnie zaskoczona poprawą relacji, którą przeczuwałam po wyjsciu ze szpitala. Ale niestety- autorytarne zapędy pozostały...

cati Ja będę Mamą ? 10 listopada 2014, 15:18


Ok po badaniach , TSH w normie - to tez nie wiadomo czem mam problem z tym gardlem moze jakas alergia ? kij wie...

Beta zrobiona , wyniki w piatek badz poniedzialek..( czemu tak dlugooooooooooooo ?:( )
Mam sie zapisac do norweskiej szkoly rodzenia xD a to ci dobre jak ja nc nie rozumiem po norwesku.. xD
no i do połoznej .
NAstepna wizyta 10.12 ( 11tc) i wtedy dopiero zrobia caly kompleks badan , dziwnie tak.. no ale tu wszystko jest inaczej. ty

Wysypka na nogach , lekarka mowi ze nie ma pojecia co to , ale ze jak do grudnia nie zejdzie to bedziemy sie tym interesowac. A ja wiem ze to nie zejdzie do grudnia bo mam ja juz od 2 miesiacy.

A dzis cieplutko :) +12'C :))

Magic Niemożliwe 10 listopada 2014, 17:47

Zapożyczone od jednej koleżanki z BELLY :) uważam, że jak najwięcej osób powinno to przeczytać i wziąć sobie do serca..wiem, że ŁATWO SIE MÓWI, ale pamietajcie...ja też swoje przeszłam w życiu i nigdy nie można dać się zgnieść LOSOWI...

DOBRE SŁOWA DLA OSÓB, KTÓRE SIĘ PODDAJĄ. Czasami warto się nad tym zastanowić :)


Psycholog podczas wykładu dotyczącego stresu przeszedł się po sali.
Gdy uniósł szklankę wody, wszyscy spodziewali się, że zapyta o to czy
'szklanka jest w połowie pusta, czy też pełna' .
Zamiast tego z uśmiechem na twarzy zapytał :
Ile waży ta szklanka ?

Padło kilka bardziej i mniej precyzyjnych odpowiedzi.
Powiedział wtedy, że 'absolutna waga szklanki nie ma tutaj znaczenia.
Wszystko zależy od tego jak długo będzie musiał ją tak trzymać.
Jeśli potrzyma ją przez minutę - nie ma problemu. Jeśli przez godzinę -
będzie bolała go ręka. Jeśli będzie trzymał ją przez cały dzień - ręka zdrętwieje
i będzie wręcz sparaliżowana. W każdym z tych wypadków szklanka ma identyczną wagę,
ale w zależności od tego jak długo trzeba ją trzymać staje się ona dla nas coraz cięższa'.

Po chwili mówił dalej 'Stres i zmartwienia, które pojawiają się w naszym życiu
są dokładnie takie same jak ta szklanka. Pomyśl o nich przez chwilę i nic się nie wydarzy.
Myśl dłużej, a zacznie boleć. A jeśli będziesz myślał o nich cały dzień, poczujesz się sparaliżowany i w końcu niezdolny do zrobienia czegokolwiek'. Pamiętaj, by odłożyć szklankę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 17:46

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 21 sierpnia 2025, 13:25

Minęło kilka miesiecy.
Byłam na terapii estrogenowo-progesteronowej. Najpierw 1mg, potem 2mg, potem 4,5mg. Ani estrofem, ani lenzetto nie przyniosły efektu, żadnego, endo nie roslo nawet pol milimetra. Wręcz przeciwnie, wysoka dawka zablokowała mi owulacje i utworzyła sie torbiel.
Z tego powodu lekarz zasugerował mi konsultacje u jego znajomej z kliniki. Gryzłam sie chwile, bo ja jestem daleka od leczenia w klinice, ale ostatecznie stwierdziłam, ze chodzi o konsultacje, a nie o IVF, wiec zadzwoniłam umówić termin. Ku mojemu zdziwieniu wizyta mogla sie odbyć następnego dnia.
Sumiennie przygotowałam wszystkie wyniko badan z ostatnich 6 lat, skrupulatnie poukładałam i opisałam wszystkie USG jakie mialam od początku roku i pojechałam.
Gdy weszłam do gabinetu, Pani doktor zaczęła mówić od razu o swoim planie - osocze bogatoplytkowe. Nie zaskoczyła mnie, bo rozmawialiśmy o tym z moim lekarzem, ale on nie mial możliwości wykonać tego zabiegu. Zrobila mi jeszcze USG, sama popatrzyła na to, co miala w papierach i powiedziala, ze proponuje mi wlew z osocza bogatoplytkowego i fibryny, a jesli to nie pomoze to mamy jeszcze możliwość wlewu z accofilu (tu dodała, ze narazie nie będziemy rozwijać wątku i wybiegac w przyszlosc). Kazała poczekać na miesiączkę i umówić sie miedzy 12 a 15dc na wlew. I tak czekałam, czekałam, czekałam.. bo przez te cholerna torbiel okres nie chcial przyjsc.

W końcu jest! 12.08. mamy 1dc. Dzwonie wiec do kliniki i umawiam termin na wlew, 25.08. Pozostało czekac..
Jednak w 7dc mialam wizyte u swojego gina i poszlam do niego, bo mialam dać znać, co postanowiłyśmy z Panią doktor + chciałam zrobic USG i podejrzeć endo przed wlewem. I cale szczęście, ze sie wybrałam! Bo w 7dc moj pecherzyk na lewym jajniku mial juz 16,5mm. Szybko zadzwoniłam do kliniki i tak.. w 9dc mialam wykonany wlew.

Udało sie uzyskać az 8ml osocza i fibryny. Nie znam sie, ale ponoć to świetny wynik. Teraz tylko sie starać i czekac na efekty z nadzieją, ze endo urosnie z 5,8mm do tego minimum.
Jesli nie, to w kolejnym cyklu kolejny wlew, ale poki co.. zobaczymy co bedzie dalej. ☺️


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2025, 13:25

Martuś86 Do dzieła 11 listopada 2014, 09:00

Serduchuję, a temperatura nie rośnie i testy owulacyjne negatywne... :( dobrze, że chociaż śluz jest... ale wykorzystam zapas `łobuzów` mojego Chłopa i zabraknie na czas owulacji i znów się nie uda :(
A powstrzymywać się i przegapić owulację też bym nie chciała :( syzyfowe prace..

Rotenkopf Walka. 10 listopada 2014, 18:42

Witajcie moje Drogie.
Od września pisałam sobie w zeszyciku, teraz postanowiłam ujawnić moje uczucia Wam.
Dlaczego ?
Ponieważ mam nadzieję, że znajdę w Was wsparcie, które oczywiście otrzymuje od męża, rodziny i przyjaciółek. Jednak nie ma nikogo takiego, kto by mnie zrozumiał na tyle dobrze, że powie coś innego niż "będzie dobrze" , "tak musiało się stać" albo "przestań płakać, bo to i tak nic ci nie da". Pomyślałam więc, że może Wy dacie mi poczucie, że nie jestem z takimi uczuciami sama. Moje przyjaciółki na całe szczęście nie mają takiego problemu, ba, jedna z nich ma prawie rocznego synka, tak więc nie wiedzą i nie rozumieją do końca np tego, że chodzenie co jakiś czas na cmentarz i zapalenie znicza dla Maleństwa dodaje mi sił na jakiś czas.

Od rana chodzę strasznie zdołowana i nerwowa. Przy obiedzie zorientowałam się dlaczego. Jutro ma nadejść @. Niby dobrze, bo jest znak, że miesiączkuję regularnie i takie tam, ale to też przypomina mi, że nie noszę już dzieciątka pod sercem. Powinnam teraz czuć już ruchy Maleństwa, mówiłabym do Niego już po imieniu, wybierałabym ciuszki, wózek i zastanawiałabym się gdzie postawić łóżeczko...

mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 10 listopada 2014, 19:31

Takiego niefarta mam tylko ja 10.11.2014, 8:45 wizyta u ginekologa. Powitała mnie karteczka na drzwiach że dzisiaj zamknięte. Skoro zamknięte to gdzie ja się 2 tygodnie temu umawiałam..? Czemu nikt do mnie nie zadzwonił..? Znowu szanowny NFZ pacjentów w ciula robi a gdy sam nie odwołasz wizyty to problem robią. Ehhh...
Poprzednio spotkała mnie równie nieprzyjemna sytuacja. Byłam po ksero wyniku cytologii...i czego się dowiedziałam? Że nie dadzą mi ksera bo jeszcze nie byłam z nim u ginekologa a jak odbiorę to już nie wrócę do niego. Zapomniałam zapytać dlaczego mam nie wrócić skoro leczę się u niego od 3 lat? Wizytę również miałam na listopad umówioną. Ale takim zachowaniem mnie tak zagięli że nie wiedziałam co powiedzieć. Oczywiście skulona jak piesek wyszłam, mąż czekał w aucie i gdy dowiedział się że nie chcieli mi wydać to poleciał tam i zrobił awanturę. One się wszystkiego wyparły i wynik był do odbioru na drugi dzień. Co do tego tego że tam nie wrócę to mają rację, po tej akcji nie odwiedzę już nigdy tego ginekologa. Przychodzi nowa recepcjonistka i z takiego powodu problem robi. Co innego jakby powiedziała to jeszcze w miarę z kulturą ale odnosiła się w taki sposób jakby robiła wielką łaskę i siedziała tam za karę...

A w szkole nas uczą że pacjent powinien być na pierwszym miejscu. Teraz widzę jakie to ma zastosowanie w praktyce...:/

Jak skończę tą szkołę to im pokaże i zrobię z nimi porządek :> hahaha ;D

...o ile skończę :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 19:39

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 10 listopada 2014, 19:35

My, urodzeni w latach 80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych,
"Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.

Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.

Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.

W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrotcie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.

Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!"

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 10 listopada 2014, 20:11

Dzień 46.

tak,tak my już po wizycie <3

a więc tak, jak tylko mnie zobaczyła to powiedziała że coraz bardziej się okrągła ładnie robię- w sensie brzuszek :)
na moje zaparcia dostałam syrop z czego bardzo się cieszę no i żelazo sporadycznie mogę brać a więcej buraków jeść :P
glukoza jest super, więc to najważniejsze :)
szyjka dłuuuga i zamknięta, łożysko ładne :)
no i USG, mała spała z nogą...na GŁOWIE :O własciwie to z dwiema :P może mieć długie nogi po T. bo ma długą kość udową :P
leżała sobie i taki profil śliczny miała, no i sobie ziewła aż języczek widzieliśmy :) cud <3
no i dała sobie zajrzeć między nóżki i Pola zostaje Polą :) waży całe 808 gram :)

na koniec dostaliśmy zdjęcie i kolejna wizyta 1.12 :)

to już wiem,że kocyk i rożek będą różowe a co! :)

Test owu powoli zaczyna się zabarwiać, a ja jestem w lesie z robotą. Skończyłam dziś kuchnie, zajęła mi dużo więcej czasu niż myślałam, ale porządek 1 klasa. No może jeszcze piekarnik by można było lepiej wyczyścić, ale źle nie jest :)
Co zrobiłam:
1. Generalne porządki w sypialniach
2. Generalne porządki w łazienkach
3. Generalne porządki w salonie
4. Generalne porządki w kuchni
Przez generalne rozumiem czyszczenie i sprzątanie wszystkich szafek, sprzętów no wszystko :)
Jutro jeszcze wszystkie podłogi mi zostały i odpuszczę do @. Owu się zbliża a po owu nie chcę się tak przemęczać, wole odpocząć i dać szanse maleństwu na zagnieżdżenie się. Wiem że nie powinno to nic zmienić, ale przezorny zawsze ubezpieczony.

No ale jako że nie wyrobiłam się ze wszystkim, to zaplanujmy sobie czas po kolejnej @, czyli lista z którą się nie wyrobiłam:
1. Generalne porządku w pralni
2. Generalne porządki w piwnicy i garażu
3. Mycie okien i prasowanie firan

Tak czy siak wykonałam kawał roboty i jestem zadowolona ze swojego codziennego zaangażowania. Wzięłam się w garść i przejęłam kontrolę nad moim domem, bo zapuściłam go bardzo. Powoli zmieniam znowu też moje nawyki żywieniowe na zdrowsze, długo leczyłam depresję czekoladą. Zaniedbywałam swoje obowiązki i leżałam na kanapie. Na szczęście ogarnęłam się i już jest lepiej. Za chwilę owu, potem 2tyg do @ i albo wracamy do sprzątania, albo rzygamy szczęściem :), będzie co ma być!


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2014, 20:12

olala35 Bezradna... 10 listopada 2014, 20:46

Po ostatniej nieudanej inseminacji weszłam w fazę buntu. Stwierdziłam, mam dość. Odstawiłam kwas foliowy, bo po co niby mam go brać, jak i tak w ciążę nie zajdę. Brałam półtora roku i co. Koleżanka mi mówi, żebym wyluzowała, spokojnie, cierpliwości, ale czasami to mnie już szlag jasny trafia.
Z jednej strony, jak mam przebłyski racjonalizmu, to się z nią zgadzam. No ok, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Płacz dzieci przecież mnie denerwuje.
Ale z drugiej, skoro wszystkie wyniki są w normie, to dlaczego nam się nie udaje?
niektóre koleżanki za pierwszym podejściem zaszły. Najgorsze jest to, że nie wiem, jaka jest przyczyna. Nie wiem, z kim walczę.

Dziś drugi dzień cyklu, dlatego mam dół. Oczywiście miałam wszystkie objawy ciąży, choć ich nie wypatrywałam celowo, po prostu były. Ale przede wszystkim miałam głupią, naiwną nadzieję, jak co miesiąc. Ale okres, jak w zegarku... I jeszcze ten straszny ból, bez tabletek przeciwbólowych ani rusz. Jakby sam ból psychiczny był niewystarczający?

Miałam się już nie "kryzysować", no ale jakoś nie potrafię. Niby się nie nastawiam, ale mam nadzieję. Ale ona zawsze umiera...

Bergo Bergo - nowa ja 10 listopada 2014, 20:51

Byliśmy u lekarza. Nie ma tragedii, ale musimy bardzo uważać, bo jak się to rozwinie w zapalenie płuc to szpital murowany. Dostał leki i oby zadziałały. Szczerze mówiąc jestem kłębkiem nerwów jesli chodzi o zdrowie mojego synka. Drżę o niego na każdym kroku. Co do mleka- dostaje moje plus Bebilon. Wczoraj pięknie odciągałam po 150ml na raz, a dziś chyba prze ten stres i przykrości ledwo 60ml. Nie naje się tym. Bez mm byłby głodny. Mój mąż powiedział mi, że źle się zrozumieliśmy. On mi powtórzył co mówiła mama, a to nie znaczy że ją popiera. Podobno opierdzielił ją, że jak nie przestanie gadać o tym karmieniu to się po prostu poobrażamy. U lekarki pytał o karmienie piersią- jak długo i czy ma znaczenie czy "z gwinta". Jak to lekarka- 6 mcy minimum i najlepiej prosto z piersi. W samochodzie popłakałam się. Nie chcę dziecku odmawiać tego co mu potrzebne, ale zupełnie nie umiem się odnaleźć w roli matki karmiącej piersią. Naprawdę wolę odciągać. P. powiedział, że nie pytał żeby mnie naciskać tylko był ciekaw argumentów lekarki. W sumie nic nowego nie powiedziała. Podsumował to w ten sposób, że jesli zapytam ortopedę czy mogę siedzieć 12 godzin w pracy przy kompie to odpowie mi, że nie, że idealnie byłoby robić przerwy, ćwiczenia itd. Lekarz zawsze wskaże to idealne rozwiązanie. A życie jest życiem i nie wszystko robimy książkowo. Powiedział, że nigdy w tej kwestii nie będzie naciskał.

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 10 listopada 2014, 21:14

Śluz rozciągliwy, niczym białko jaja kurzego (książkowy przykład) a testy owulacyjne jednoznacznie negatywne :/ No nic, sexować się trzeba i tyle, no i liczyć na pomyślną owulkę :)

dawno mnie tu nie bylo... Pewnie nie bylam jeszcze gotowa podswiadomie, na wejscie prawdziwie i w calosci w ponowne starania po lipcowej, kolejnej stracie. Oczywiscie sie staralismy w kazdym cyklu od tego czasu, byly dni plodne, ale nic z tego nie wyszlo. W Polsce latem odwiedzilam specjaliste od naprotechnologii. Wykryl , ze mam nietolerancje na niektore produkty (mleko, gluten, jajka) wszystko do odstawki. Ponadto test na insuline wykazal, ze powinnam brac metformine (biore teraz 1500)bromergon oraz naltrexon na endometrioze. Oczywiscie wszelkie witaminy i mineraly. Gdybym zaszla w ciaze, powinnam brac clexane aby uniknac kolejnego poronienia. Problem w tym, ze mieszkamy za granica i wedlug tutejszych lekarzy wszystko jest ok... Czasem rece mi opadaja... ile trzeba miec sily, zeby walczyc dalej z wiatrakami... Na szczescie mam cudownego meza, ktory bardzo mie wspiera. Wczoraj podczas wizyty z tutejsza ginekolog postawil sprawe jasno, wiec dzialamy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2014, 09:07

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 10 listopada 2014, 21:32

Lenistwo opanowało mnie zupełnie... załączył się taki "niechciej do niczego" najbardziej do pracy. Nie wiem co się ze mną dzieje, do niedawna praca stała na wysokim miejscu w mojej pozycji rankingowej, czyżby zaczynało się u mnie wypalenie zawodowe ;) Coś by z tym trzeba było zrobić, hmm.. najprościej to zabrać się do solidnej roboty. Ostatnimi czasy nasza dyr nie jest w dobrym humorze ;/ Po wtorku może być kiepsko, zaczną się nowe ogłoszenia na naszej "tablicy ogłoszeń". Zebranie gdzieś się czai w najbliższym czasie, pewnie w przyszłym tygodniu. Coś czuję, że to moje lenistwo spowodowane jest ciągłym myśleniu o jednym. Muszę trochę spasować, bo oszaleję, ciągle o tym myślę, może nie ciągle ale ta myśl wraca do mnie codziennie jak bumerang ;) Albo jestem nienormalna, a może inne staraczki też tak mają ;D

Chciałabym myśleć tak optymistycznie jak mój mąż.
Luźna rozmowa przy stole, pełna żartów i humoru :
-(Mąż) Wiesz, my nie możemy mieć jednego dziecka, bo będzie takie jak Ty, uparte jak osioł, zawsze będzie musiało mieć racje i stawiało na swoim. Takie to są jedynaki :) Jedno będzie nasze, drugie adoptowane.
-(Żona) Myśli sobie... taaa, żeby chociaż tak mieć jedno. Bo to wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. On innej wersji nie widzi i nie dopuszcza do siebie. Wow.
Ja tego wszystkiego aż tak kolorowo to nie widzę :)

Pomalowałam moje 5 włosów, kolorek mi się podoba i w końcu siwizna została przykryta :)

Jeszcze 5 tygodni i święęętaaa :) Najgorszy ten listopad mam nadzieję, że szybko minie, a w grudniu to już z górki i trzeba będzie jechać i zamówić choinkę. Ale fajowooo.

Od jutro CLO... jak ja nie lubię brać tych wszystkich wspomagaczy. Żeby przyniosły one jakiś pozytywny efekt to mogę brać :)

Lolek Blup :) 10 listopada 2014, 21:39

Ciąża zakończona 10 listopada 2014

Miu95 Walka o bobasa (PCOS i inne) 25 listopada 2014, 20:31

25dc

Męczy mnie od wczoraj straszna migrena. Nie wiem, czy jestem w ciąży, ale boje sie brać leki, które mogłyby mi pomoc. Wzielam tylko dopuszczalną dawkę paracetamolu 1000mg i zastosowałam wsystkie domowe sposoby.. Brak efektu.

A migrena jest ponoć częsta w 1 trymestrze i to jeszcze u jakichś 40% kobiet.

Testuję za 6 dni.

Madzia82 Czarodziej i Alicja z Krainy Czarow 10 listopada 2014, 23:03

Mój synek codziennie robi coś nowego. A ja patrze na niego dumna mama jak on sobie radzi. W czwartek mamy wizyte w poradni patologii noworodka i wczesniaka. Ostatnio ugryzlam sie w jezyk podczas wizyty, a teraz planuje isc z dyktafonem. Udowodnie tym lekarzom, ze brakuje im wiedzy i kompetencji. To bedzie ostatnia nasza wizyta w tej poradni. Musze znalezc jakiegos lekarza, co bedzie znal sie na rzeczy. Az mnie skreca, jak o tym pomysle.
Jesli uda sie zajsc w kolejną ciąże, to na pewno musze rodzić w innym miescie. Gdybym rodzila tutaj nie mialabym Czarusia. Ale wielkie pretensje, ze mam takie na ich zdanie, jak najbardziej uslyszalam. Istne konowaly. Ostatnio pani dr poinformowala pania rehabilitantke, ze moje dziecko jeszcze nie ma, ale juz lada moment bedzie mialo dzieciece porazenie mozgowe. A Czarus jest zdrowy i w zyciu nie myslalam, ze z takimi glupimi lekarzami mam stycznosc. A najgorsze, ze wszyscy sie znaja i znaja moja historie.
Bylam u pani ginekolog. Nie u swojego dr, tylko kogos innego. Widzialam ta pania ostatnio 2 lata temu. Wchodze do gabinetu, a ona do mnie, a to pani. Po czym pyta sie o malego, mowila o mojej ciazy jakby byla moim lekarzem prowadzacym. Ale nie chciala powiedziec, skad ma takie informacje. Po tej wizycie jednoznacznie stwierdzilam, ze w tym miescie jestem stracona. Kazdy lekarz kazdego zna, a ja jestem trudna pacjentka. Tak wiec musze trzymac sie lekarza tego co mi pomogl przy Czarusiu.
Endokrynolog twierdzi bym z daleka od tych szpitali sie trzymala. A ordynator to czlowiek nie zawsze wybrany uczciwie. To jedyny czlowiek, ktory wie dokladnie, kto z kim, jak mnie potraktowal i zna moja historie staran. Dal mi skierowanie na badania, ktore potrzebne beda mi do kolejnego podejscia. Tak wiec troche kasy zaoszczedze.
Maz kupil malemu balonika. Nie sadzilam, ze dziecko bedzie takie szczesliwe. Doslownie jakby zakochal sie w nim. Caly czas sie na niego patrzy, trzyma za wstazeczke, a jak z raczki wstazeczka sie wyslizgnie, to z otworzona buzia patrzy gdzie poleci. I wpatruje sie w sufit, na ktorym zatrzymal sie cudowny balonik.

Mialam dzis wolne.. caly dzien sie byczyłam..glowa mnie bolala ale to przez ta pogode napewno. Juz niedlugo owulka z moim zelem wiem ze on cudow nie zdziala ale napewno nie zaszkodzi. Nie kupiłam jednak tego testu na sperme boz stwierdzilam ze to bez sensu on nie jest taki dokladny wprawdzie potrafi ocenic liczbe plemnikow ale juz ich prawidłowej budowy nie wiec uzbroje sie w cierpliwosc i w grudniu zrobimy to jak nalezy....Wogole to z grudniem wiaze duze nadzieje

jakby to bylo pieknie gdybym zaszla w ciaze w listopadzie ...na wigilie kropek byl by z nami..ale to tylko marzenia

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)