„Nie płacz Mamo”
Nie płacz kochana Mamo
Ja patrzę na Ciebie co rano
Jak tylko oczka otworzę
I skrzydła anielskie rozłożę
To zaraz lecę do Ciebie
Pomimo, że jestem tu- w Niebie
Lecę, by Ciebie utulić,
Do serca mego przytulić
Głaskać Twe włosy rozwiane
I skleić serce złamane.
I znajdziesz mnie w listku na drzewie
I wiatru ciepłym powiewie
I w jasnym słońca promieniu
I w ptaku co siadł na ramieniu.
W Tatrach i szumie morza
W tęczy łuku, barwnym jak zorza
W tatusia czułym uścisku
Bo jestem tak bardzo blisko…
I śpiewam Ci liści szelestem
I kocham – przy Tobie jestem
W zachodzie i wschodzie słońca
Ja będę z Tobą do końca…
No i chyba mam cykl bezowulacyjny. Nie ma zadnego skoku temperatury, klucia w jajnikach, sluzu - nic kompletnie. W tamtym cyklu mierzylam temperature po owulacji co prawda ale byly one zmacznie wyzsze wiec wnioskuje ze owulacja byla. Czyli ten cykl na straty idzie. Juz nawet ovu przestalo wyzmaczaci dni plodne. Moze to i lepiej, przynajmniej sex bedzie spontaniczny a nie , ze trzeba... Jak trzeba bo to te dni to mi sie odechciewa od razu:)))
Bede jeszczeierzyc temperatury w kolejnym cyklu bo widze, ze bez pomocy lekarza sie nie obejdzie. Bede miala na papierze moj cykl- moze to cos wyjasni. A myslalam, ze tego unikne ale jednak jak zwykle nie ma latwo...
Pojde i powiem, ze dwa lata sie nie zabezpieczamy a dziecka z tego nie ma. To chyba swiadczy samo za siebie ze cos jest nie tak...Po prostu super. Juz sie ciesze na lazenie po lekarzach....
Ale ja bylam glupia. Tak po prostu czulam i czuje ze to samo przyjdzie. Nie potrafie tego wyjasnic ale caly czas wydaje mi sie ze to powinno nastapic ,,naturalnie,, . Jak pojde do lekarza to sie dopiero zacznie stres w moim zyciu. Jakby teraz go bylo malo.
Te wdzystkie rady i porady na ovu zaczynaja mnie denerwowac. Tego nie jedz to jedz tego nie rob tamtego nie rob...To jasie pytam jak zachodza w ciaze alkoholiczki i narkomanki bo nie sadze , zeby sie stosowaly do wszystkiego:)
Tylko dlaczego nie udaje sie akurat mi???
Dzisiejsza nocka była całkiem spokojna...
Po pracy zrobiłam zakupy. Byłam przekonana, że mam pierś zamrożoną, a tu dupa... nie ma... no nic zadowolę się kawałkiem sznycla na kolację.
Kupiłam ananasa w puszce x2, ananasa w mixie owoców tropikalnych i sok z ananasa... Człowiek to jednak głupi jest... Przeczytałam, że sok z ananasa pomaga na nasienie, bo wczoraj tak sobie gdybaliśmy znowu i doszliśmy do wniosku, że M. może mieć aglutynację nasienia, bo jest gęste i takie glutowate... spróbujemy z sokiem, jak nie pomoże to jest jeszcze pomysł z flegaminą, a jak to nie pomoże, to robimy badania, a jak się okaże, że nie ma żadnej szansy, to rzucamy wszystko i jeździmy po świecie, wszędzie gdzie się da. Jeśli nie będziemy mieli nikogo, kto zostanie po nas, to wolę już zwiedzać, żyć, bawić się, uprawiać sex w miejscach publicznych, robić miliony zdjęć, ganiać psa po plaży w Malibu lub na Bora Bora, podziwiać skałę Gibraltaru, patrzeć jak kwitnie wiśnia w Japonii, jeść przeróżne potrawy świata i mieć ogień w tyłku, po meksykańskim żarciu, zaparcie po chińszczyźnie, zgagę po węgierskim obiedzie...
Mam to gdzieś... jestem pusta, ale ciekawa świata...
Dzisiaj trochę lepszy dzień , spałam do 3 nad ranem . Adrian ma maleńką poprawę i to mnie ogromnie cieszy ,rano miałam ból brzucha z prawej strony . Chyba przytyłam :(Z tym tyciem też sobie słabo radzę ,jak syn wyzdrowieje będę chodziła na spacery .
Coś mi się parę dni temu namieszało w wykresach, moje wszystkie wykresy temperatur i notatki poszły w zapomnienie. Trudno...
Zaczynam od nowa pisanie pamiętnika, jakby co to tu notatki mam nadzieję się zachowają.
rozpoczynam kolejny cykl starań, mam nadzieję, że tum razem się uda, że to będzie taki cudowny prezent dla całej rodziny na święta. Wierzę, wierzę, że się uda...
trochę czasu mnie nie było, jeśli chodzi o pamiętnik.
Musiałam poukładać myśli, nie wróciłam do optymizmu i chyba juz nie wrócę, chyba że dojdę do następnego levelu z in vitro, który pobudzi znowu moje nadzieje.
Po ostatnim niewypale z inseminacją przeraziłam się na poważnie, ponieważ w mojej głowie pierwszy raz pojawiło się to straszne pytanie - "A co jeśli inseminacje i in vitro nam nic nie dadzą? Co jeśli się okaże że nie możemy mieć dzieci, że nigdy nie będziemy mieć swojego dziecka?"
Nigdy wcześniej tak na serio nie brałam pod uwagę tego że w ogóle nigdy nie doczekamy się dziecka. Zawsze gdzieś tam w głębi wierzyłam, że kiedyś się uda, że może długo będziemy czekać, że będą niepowodzenia po drodze itd ale kiedyś się uda. A teraz?.... Już nie wiem..
Ryczeć mi się chce za każdym razem jak o tym pomyślę.
O negatywnym teście z poprzedniego cyklu nawet nie mówiłam mojemu M, dlaczego? bo nie chciałam żeby mu było tak bardzo przykro jak mi
( chciałam go chronić... Dopiero później się przyznałam, że zatestowałam. Jaki to ma sens? Nie wiem. Kto ochroni mnie przed przykrościami tego świata?? Bo ja już nie mam siły. Cały ten ciężar niepewnego jutro zalega mi na barkach i ciąży.
Jestem teraz przed drugą IUI, mój gin robi maksymalnie 3 więc na dobrą sprawę 30 bądź 31 grudnia w dniu spodziewanej @ dowiem się czy pozostaje nam wyjście ostateczne in vitro
(( Sylwester zapowiada się nieciekawie...
Końcówka roku to też ostateczna rozgrywka u mnie w pracy - firma miała być zamknięta w grudniu ale pewne tematy raczej przeniosą się jeszcze na styczeń, w grudniu za to kończy pracę mój obecny prezes, ucieka z firmy bo ma dość. Ja tez mam dość ale nie mam dokąd uciec
( obecny prezes obiecuje mi cały czas że zapewni mi nową pracę, że mam się o to nie martwić. Ale nie mam nic na piśmie, nie wiem co będzie ze mną dalej to jak się mam nie martwić? Czeka mnie poważna rozmowa z preziem. Na dodatek w lutym kończy prace mój M. bo jego pracodawca tez się likwiduje.
Boję się, boję się jutra, tego że nie nigdy nie urodzę dziecka, tego że nie będziemy mieć pracy - a co dalej za tym idzie - pieniędzy na in vitro, że będę mieć dylemat i wyrzuty sumienia czy kontynuować starania od razu w nowej pracy? Przecież jeśli zajdę zaraz jak mnie zatrudnią to nie będe miała do czego wracać.
Wszystko jest nie tak jak planowałam, nie tak jak bym chciała, nie tak jak być powinno. Przepracowałam 10 lat zastępując wielokrotnie koleżanki które zaciążały, a sama zaciążyć nie zdążyłam, były też okresy kiedy wprost mi mówiono "teraz nie zaciążaj bo jesteś mi tu niezbędnie potrzebna".. Dałam z siebie wszystko w pracy, dałam swoją młodość i zdrowie.
Dziś to się kończy a ja zostaję z pustymi rękami... Cena lojalności, poczucia obowiązku ale przede wszystkim totalnej głupoty.
Po nieudanej IUI miałam myśli że jestem do niczego, że moje ciało zabije każde życie w macicy niczym niechcianego intruza. Bylo mi podwójnie przykro kiedy myślałam, że to przeze mnie mój M będzie do końca życia nieszczęśliwy bo nie dam mu tego czego oboje tak strasznie chcemy.
Po czasie trochę mi się odmieniło, zaczęlam się zastanawiać czy to może mój M jest tak strasznie "chory" że jego plemniki po prostu nie dają rady. To samolubne i egoistyczne z mojej strony ale ta koncepcja przyniosła mi trochę ulgi, ponieważ wiem że jestem w stanie "wybaczyć" mu jego ułomności, natomiast nigdy bym nie "wybaczyła" sobie, na dodatek bałabym się czy On kiedyś mi "wybaczy" brak potomka.
Skąd wziąć jakiekolwiek pokłady optymizmu kiedy z każdej strony trąci lęk i niepewność?
Moja psyche jest totalnie wyczerpana. Odsunęłam się od rodziny, odsuwam się od przyjaciół. Nie mam siły dla siebie, nie mam jej dla innych. Odechciało mi się organizować wesele. Jedyne czego pragnę to przytulić się i wdychać zapach skóry mojego M, zamknąć oczy i nie myśleć o niczym, przy nim czuję się bezpiecznie i błogo.
Zrobiłam się strasznie przewrażliwiona i miękka, bardzo łatwo i szybko w moich oczach pojawiają się łzy, wstydzę się ich więc chowam się z nimi.
Jedyny sposób teraz dla mnie to zapomnieć, przechorowałam swoje rozterki i bóle, teraz chcę tylko spokoju, nie myślę za dużo o IUI, nie chcę myśleć o "objawach ciąży", o tempkach, o nadziei. Nie będę więcej tego studiować. Moje serce jest już full, nie ma w nim miejsca na nowe emocje.
Styczeń da mi odpowiedź na wszystkie moje pytania ale już na niego nie czekam. Bo to kolejne tygodnie wyciągnięte z życia. Zamiast tego wolę zrobić coś pożytecznego dla siebie i dla mojego domu.
Wzięłam parę dni wolnego, porobiłam przez ten czas trochę porzadkow w domu, takich które czekały od miesięcy, dużo czasu zajęlo mi też zrobienie wieńca świątecznego, męczyłam się z nim 4 godziny ale efekt mnie zachwyca
jestem perfekcjonistką ale powiedzmy że zaspokaja moje standardy
Teraz czas na kolejne projekty: uporządkowanie i schowanie witka kabli przy kanapie, przejrzenie wszystkich płyt CD i oznaczenie zawartości, zgrywanie zdjęć, zakup ramek do ściany "reprezentacyjnej", a potem wywołanie zdjęć i zakup passe-partout, wymiana zasłon, uporzadkowanie nagromadzonych dokumentów, napisanie (w końcu) cv, reperowanie mojego zdechłego angielskiego, powrót do pilatesu.. Cudnych planów jest kilka, realizowanie ich sprawia mi wielką przyjemność tak jak wczorajsze porządki w szafkach rtv 
Może szczęście to nie ocean tylko małe pojedyncze kropelki?...
Ehhh musze zadzwonić do mojego gina i się umówic na kolejny monitoring, mam nadzieję, że nie odbierze on tylko jego sekretarka bo nie chce mi się z nim dyskutować przez telefon o porażce
wrrrrr odbębnię to i będzie z głowy.
Dziś wg. USG pełen 10 tc
czyli wg. BBF jesteśmy w 11 tc 
Na długi weekend byliśmy u rodziców Męża i ogłosiliśmy dobrą nowinę
teściowa z radości się popłakała 
ogólnie czujemy się dobrze i mam nadzieję, że z Naszą Kruszynką jest DOBRZE !! - nie ma innej opcji !!
Z dnia na dzień czuję, że objawy są lżejsze. Czasem zaboli brzuch, czasem piersi, mdłości lekkie są. Mam nadzieję, że to po prostu dlatego, że coraz bliżej II trymestr i dlatego objawy są lżejsze niż na początku. Mocno wierzę w to, że Nasz Maluszek rozwija się prawidłowo i zdrowo rośnie a Jego serducho pika jak trzeba !!

A do kolejnych wizyt jeszcze tyle dni. Jakoś trzeba wytrzymać 
Pierwsza wizyta w poradni genetycznej już za 2 tyg to będzie 12w+1dz staram się nakręcić na pozytywne myślenie i tylko na pozytywne wieści wierzę, że Nasz Szkrab będzie zdrowy 
A wizyta u ginekologa za 3 tyg to będzie pełen 13tc czyli wejdziemy w II trymestr wiadomości z wizyty też przewiduję pozytywne - innej opcji nie ma !! Pozytywne myślenie wszystko odmienia
póki co nie nakręcam się na poznanie płci chociaż wiem, że czasem przy super sprzęcie lekarz może już określić płeć..dla mnie nie ważna płeć, ważne by Okruszek był zdrowy 
Pozostaje czekać 
Dzisiejszy wynik bety 482
No dobrze.
Zadzwoniłam i umówiłam się na kolejną wizytę do lekarza. Niech mi powie, co i jak z tym kwalifikowaniem się do programu rządowego in vitro...
Mam nadzieję, że ten krok cokolwiek zmieni
Modlitwa o dar potomstwa
Święty Janie Pawle II, prosimy wstaw się za nami przed tronem naszego Pana Jezusa Chrystusa, prosząc o dar upragnionego potomstwa dla nas. Ojcze Święty, Janie Pawle II, prosimy wypraszaj potrzebne nam łaski i spraw, aby w naszych sercach zagościło tak długo wyczekiwane szczęście.
Módl się za nami święty Janie Pawle II!
Modlitwa o dar życia dla dziecka poczętego
Święty Janie Pawle II, ty, który jesteś obrońcą nienarodzonych dzieci, wstaw się za nami. Uratuj nasze dziecko. Niech zagrożenie ciąży minie, aby mogło przyjść ono na świat w terminie i mogło chwalić naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
jestem po wizycie...
w moim miejscowym szpitalu nie wykonają mi HSG.... 
Nie chcą mi zrobić HSG ( obojetne czy mam skierowanie - ordynator nie wyrazi zgody ) ponieważ podobno najpierW robi się laparoskopie i pytala dlaczego w pierwszej kolejności nie mam tego zabiegu... ja nie potrafiłam odpowiedziec... NIE WIEM ... UFAM MOJEJ LEKARCE I CHYBA ONA WIE CO MAM MIEC NAJPIERW... szkoda że moja lekarka nie praccuje w zadnym szpitalu ......
musze iść gdzieś indziej, moja lekarka proponowała mi Żory. Tylko podobno tam sa kolejki.. robila z was któraś w żorach HSG?
wydzwaniam do żor i..." ABONENT CZASOWO NIEDOSTĘPNY "....
znowu pod górkę...
Wiem ze trzy miesiace to bardzo krotki czas starania i pewnie kazdy by mi powiedzial ze jak narazie nie ma sie czym martwic ja jednak mam obawy ze chyba nie moge miec dzieci:'(
Moja historia jest bardzo zawila a zycie stresujace:'(
Mieszkam w holandii od 18roku zycia utrzymuje sie sama wyjechalam tu dlatego ze moj facet wyjecha i chcielismy byc razem od samego poczatku pracuje fizycznie (dziewczyny jak czytacie to co ja pisze to nie badzcie glupie zostance w swoim kraju ja zaluje ze wyjechalam bo zagranica nie ma zycia) gdy tu przyjechalam zaczelam prace i tez studia prawnicze w polsce wiec oczywiscie musialam czesto bym w polsce praktycznie co drugi weekend w szkole po 4latach studiowania i pracy w holandii tymi czestymi wyjazdami ( a jezdzilam sama swoim autem w piatek po pracy wyjezdzalam zeby w sobote rano byc w szkole caly dzien na uczelni pozniej pare godzin snu i w niedziele znowu caly dzien na uczelni a po szkole od razu w samochod i do holandii cala noc w drodze a jak juz dojechalam w poniedzialek rano to szybki prysznic i do pracy) takim sposobem wykonczylam swoj organizm wyladowalam w szpitalu na trzy miesiace ledwo z tego wyszlam przestaly mi pracowac obie nerki a zyje tylko dlatego ze moj chlopak wzial mnie w samochod i szybko przywiozl do polski bo leczeniem holenderskim byla bym juz w grobie:'(
Ciezko bylo.... teraz zalozylam konto w ovu bo chialam zobaczyc i moc porozmawiac o problemach lub nie mocy zajscia w ciaze
Co najgorsze zalamalam sie bo w zeszlym misiacu robilam test na owulacje zrobilam ich 12 i wszystkie wyszly negatywnie czy to jest mozliwe???? Czy ja moze nie mam owulacji?????
:'(
36+3
Coraz bardziej okrągło, ociężale i leniwie.
35+2

Brzuch ciągle wysoko. Stópki syncika uparcie wbijają się w płuca pozbawiając mnie tchu.
Po paru dniach nadmiernej aktywności, kiedy to oblecieliśmy z M. 2xIkeę, Auchan, Biedronkę i Praktikera dopadł mnie spadek formy. Ledwo przemieszczam się z kanapy na łóżko.
M. śmieje się ze mnie kiedy leżąc na plecach przebieram nogami i wyciągam do niego ręce. "Mój żuczek" tak o mnie mówi. A ja bardziej czuję się jak wieloryb wyrzucony na brzeg...
W tym tygodniu osiągnęłam magiczną granicę 70kg.
Łóżeczka nadal nie kupiliśmy i czuję, że stanie się to długo po porodzie. Idealna motywacja do co-sleepingu 
Torby stoją spakowane a ja popijając herbatkę z liści malin niecierpliwie czekam na wyniki gbs. I co, chyba możemy już rodzić?
Leonek zaliczył też swoją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną (jak te dzieci wcześnie teraz zaczynają). Po 45 minutowym wywiadzie i licznych pytaniach dot. nietrzymania moczu i chorób w rodzinie dostaliśmy się do naszego wymarzonego Domu Narodzin przy szpitalu św. Zofii.

Do pełnego szczęścia potrzebne nam tylko dobre ktg w dniu porodu. :]
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2014, 14:41
Jakby ktos był ciekaw co u nas to wystarczy poczytać pamiętnik Chaing Mai od momentu urodzenia Gai. Mały marudzi całe dnie, kopie, trzepie rączkami, nie może zasnąć. To nie kolka. Nie umiem go ogarnąć. Nawet otulacz nie działa, bo się wścieka. Nie jem praktycznie nic, ważę już tyle co przed ciążą, pokarmu mam mało, młody płacze jak robi kupkę, a ja nie wiem już jak pomóc. Robię co mogę, pracuję jego nóżkami itd. Siedzę w domu non stop i dostaję do głowy. Nie możemy teraz wyjść przez to przeziębienie. To musi się skończyć bo mi psychika siada. P. nie zmienił jeszcze ani jednaj pieluchy. Kąpię też sama. On się boi. Nie ma odwagi "wyginać" tego małego ciałka. Ogarnia wszystko w domu, sprząta, robi zakupy, wieczorami bierze małego ode mnie do odbicia, czasem idzie go trochę spacyfikować jak ja już nie wyrabiam, podaje mu cierpliwie leki kropelka po kropelce, ale 99,9% trudu jest po mojej stronie. Noce przesypia ładnie- je, zmieniamy pieluche i spi dalej. Ale co to za sen dla mnie- taki rwany co 3 godziny. Staram się pozytywnie nastawić do karmienia piersią, nawet go trochę przystawiam, ale... ja nie lubię tego. Ta dieta, rygor, przystawianie, którego nie lubię albo ściąganie które jest czasochłonne... Ale jak tu przestać mając wyrzuty sumienia? Dużo ryczę, czasem mam wrażenie, że nie znoszę mojego P. Nie wiem za co. Może mu zazdroszczę wychodzenia z domu. Gdybym przynajmniej mogła iść z małym na spacer... Kocham go bardzo, często płaczę też ze wzruszenia. Jak głaszczę tą jego cudowną główkę, nawet jak tak płacze to czuję tak ogromną miłość i niedowierzanie, że mam tak cudowny skarb. Chciałabym przejąć na siebie wszystkie jego lęki, ból, nerwy. Ale nie umiem. Tulę, lulam, noszę. Robię te wszystkie rozpieszczające rzeczy, których miałam nie robić. Ale nie ma opcji, żebym pozwoliła mu "wypłakać się". Serce by mi pękło. Wreszcie zasnął. Trwało to od 10 rano z krótką przerwą na jedną drzemkę. Chciałabym, żeby już bylo normalnie- żeby był zdrowy, żeby odwiedzili nas moi dziadkowie, żebym mogła iść na spacer...
Jutro wizyta u ginka
Aj w końcu przywitam się z moim maleństwem 
W pokoiku nieco nowych rzeczy 
Tą półkę przenieśliśmy z siłowni bo na niej męża rzeczy na motor leżały
Na niej będą książeczki, zabawki i pluszaki ( te obrazki ja malowałam i one bedą powieszone na ścianie. No i firanki które uwielbiam. Dla mnie Dom bez firanek to nie dom 

I podkładka pod kontakt z filcu różowego aby się nie brudziła ściana
Ile roboty przy tym było aby to przykleić i te wszystkie małe elementy poodczepiać. 

Doszedł jeszcze mini dywanik przed łóżeczko ale to mozecie zobaczyć na zdjęciach ciuszków 
W planach:
-Literki nad łóżko z imieniem
-pompony porozwieszane na suficie
-naklejka kubusia puchatka z cyctatem z książki
Tutaj sukienki, sweterki i kombinezony :

A taki kombinezon upolowałam dziś w pepco za 39,99
rozmiar 62:

No dobrze 
16 tydzień się zaczął 
38% ciąży...rany...kiedy? jak? tak szybko to zleciało. Trochę zachwiało mną to piątkowe plamienie, ale wracam na pozytywne tory 
Oto domek naszego Maluszka 
Piątkowe plamienie pojawiło się nagle i tak samo szybko się skończyło. Na dodatkowym szybkim usg - na prawdę szybkim, bo nie dość, że Pani doktor( nie nasza prowadząca) źle zmierzyła Maluszka, bo wychodziło by na to, że zmalał od poniedziałku, a przecież się ruszał i serduszko biło, jest wszystko w jak najlepszym porządku
i mnie jeszcze wkurzyła, bo mówi, że cipka jest. Szczerze? Nawet tego nie biorę do siebie, bo jej zaangażowanie w naszą sprawę było powierzchowne i nie miała pojęcia jak zająć się pacjentką z tzw. "przeszłością". No zero empatii, jeszcze najlepsze kochane ciocie, powiedziała, żebym zrobiła dodatkowe usg za tydzień lub półtora i sprawdziła, czy Maluch żyje.... nosz kurwa myślałam, że ją uduszę. Nie pójdę, juz nigdy w życiu nie pójdę do innego gina niz nasza. NIGDY! I nawet juz nie kusi mnie by pójść na to dodatkowe usg, które mi chodziło po głowie. Wolę cierpliwie czekać, aż Maluch sam się ujawni i pokaże nam co ma między nogami
ale ja swoje wiem, wiem i czuję, że zmajstrowaliśmy malutka wersję piłkarzyka
bo już od tygodnia czuję takie pukanie między pepkiem a spojeniem łonowym :)bardzo bym się zdziwiła jakby nie był chłopiec
tym bardziej, że wiem dokładnie kiedy była owu
o dziwo! Czuję nawet górną część macicy
ale nie nakręcam się
mojemu męzowi jest wszystko jedno, ale wiem, że w środku też czuje, że to malutki chłopczyk 
A skoro juz wywód o płci był, pewnie mnie skarcicie, że "o rany! co ci zależy, ważne by było zdrowe!", wiem
pamiętam wciąż o tym i wiem, że to bardzo zdrowy i silny chłopczyk 
Pokazałam mężowi wózek jaki chcę dla naszego małego Skarba
ebrzozowska zainspirowałaś mnie tym bardziej opisałaś, że wózek jest idealny do trzydrzwiowego małe auta a ja mam VW POLO
Także mąż zaakceptował i wózek będzie uniwersalny
oto on:

Wersja jaka wpadła mi w oko to oczywiście 3w1, ale nie interesowały mnie te MINI foteliki, bo wolę taki, który znany jest z firmy i nazwy prawie każdemu rodzicowi
i ten zestaw za prawie 1900zł jest z fotelikiem Maxi-Cosi CabrioFix
ale podobno jeśli chce sie inny model Maxi albo w ogóle inny fotelik to oni na życzenie wystawiają wtedy taka aukcję, a że sklep na allegro jest w Warszawie to postanowiłam po 20 tc się tam wybrać i rozpocząć burze mózgów
a sam wózek to chyba kupimy dopiero w okolicach lutego, bo nie chcę by długo stał pusty
tak samo z łóżeczkiem...bo będzie mi sie dłużyć lub gorzej
będę mieć wrażenie, że zaraz będzie z nami 
Ups, trochę się rozgadałam oczywiście
ale co ja na to poradzę, że lubię gadać...ach ta praca
aaa co do pracy, to zwalniam tempo, ale wiadomo na święta już mam takie zapisy, że chyba się obsram makowcem
przepraszam za wyrażenie
ale kasa sie przyda, a jak wpadne w ten wir to nie wiem czy z niego się wyrwę 
To tyle o nas i o tym co to ostatnio sie u nas działo 
Pozostało 18 dni do naszego IV spotkania kochanie!♥ Trzymaj się i rooośnij duży :* ♥ zrób nam prezent
:* ♥
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:24
Więc dzisiaj z rana cała w nerwach zrobiłam drugi test i jedna kreska.....z tych nerwów od rana boli mnie brzuch....jeszcze znajomi zaprosili nas do oglądnięcia maluszka, które im się urodziło:(znowu totalnie nie mam weny na nic.....nawet urlop mnie nie cieszy, najlepiej wpadłabym w wir pracy......nie wiem tylko czy to błąd testu czy co chodziło w tym poniedziałkowym teście......
Pozdrawiam Was cieplutko
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.