Po porodzie miałam juz nie kontynuować tego pamiętnika ale postanowiłam od czasu do czasu coś napisać.
Przede wszystkim jak wyglądał mój poród.
20 Października tak jak była data porodu stawiłam sie na oddział do szpitala. Na wstepie podłączyli mi ktg oczywiście zero skurczy wykres prościutki prawie jak od linijki, potem zbadał mnie ginka i rozwarcie na dwa palce powiedziała ze głebiej nie bedzie palcow wkładać bo pójdzie pecherz i bedziemy czekać. No to czekaliśmy, wtorek po obchodzie znowu badanie tym razem przez ordynatora i to samo rozwarcie jest i czekamy akcja prawdopodobnie sama sie zacznie nic przyspieszać nie bedziemy. We wtorek dwie dziewczyny z sali urodziły, duza zasługa była chyba w spacerkach po korytarzu wiec niewiele myśląc postanowiłam i ja sobie pochodzić a co lepiej chodzić niż leżec i czekać. Tak wiec obeszłam korytarz szpitalny chyba ze sto razy ze na wieczór już mnie nogi bolały, oczywiście zaliczyłam też raz szpitalne schody zeszłam i weszłam na trzecie piętro
I tak po tych moich spacerkach położyłam sie spać koło 21, za pietnaście dwunasta coś mnie obudziło, czułam w majtkach że mam mokro w pierwszej chwili pomyślałam że to sluz i czop. który poprzedniego dnia odchodził ale nie całe majtki mokre wiec to tylko jedno zaczeły odchodzić wody. Wstałam ubrałam sie w szlafrok zabrałam wode i telefon i poszłam na porodówke. Babka mnie zbadała 4 cm rozwarcia i faktycznie pękł pęcherz. Jedna babka podpieła mnie pod ktg, druga wypełniała papierki. Pytam sie czy mam zadzwonić po męża czy jeszcze troszke sie wstrzymać, ale babka mówi zebym sie wstrzymała bo bedzie sie tylko niepotrzebnie stresował i nudził bo na pewno urodze dopiero w dzień. No dobra tak tez zrobiłam, zadzwoniłam i powiedziałam tylko ze mi wody odeszły i zeby był w pogotowiu. Początkowo skurczy brak po jakichś 15 minutach zaczeły sie skurcze ale ktg nic nie wykazywało wiec pytam sie czy to normalne ze ja czuje skurcze a tu ich nie wykazuje ale odpowiedziała ze normalne. Dobra to ja sobie czekam na dalszy rozwój. O godzinie 2 badanie i rozwarcie na 6 cm. Skurcze stawały sie coraz silniejsze i bardziej bolesne. Zeszłam z łóżka na piłke z jednej strony o niebo lepiej na skurczu ale miedzy skurczami bym sie połozyła i odpoczeła a tu trzeba sie bujac. Punkt 3 kolejne badanie cholernie bolało az łzy leciały ale jakos wytrzymałam. Rozwarcie na 8 cm i babka mówi ze juz moge dzwonic po meza. Dzwonie i za 15 minut Marek juz jest. Po godzinie 4 poczułam parcie na szyjke. Nagle przed 5 zebrało sie kilka pielegniarek i bardzo sympatyczna Pani doktor i o równiutkiej 5 urodziła sie Zuzia. To uczucie jak wyszła i położyli mi ja na brzuchu po prostu nie do opisania, ogromna ulga i zadowolenie na maksa, ból przechodzi moment. Mam nadzieje ze jeszcze kiedys bedzie dane mi doswiadczyc tego jeszcze raz. Troszke mnie nacieli ale wolałam to niż jak bym miała popekac. Nie miałam zadnego znieczulenia i dałam rade. Zabrali małą do drugiej salki a mnie w tym czasie szyli. Przez całe dwie godziny jak byliśmy na sali porodowej mała darła sie w niebołosy nie pomagał ani cycek, którego nie mogła wcale złapać ani rączki męża, który cały czas ją nosił, uspokoiła się dopiero na sali jak nas przewieźli. Początkowo myślałam że nie bedzie ze mną tak od razu myślałam że chociaz kilka godzin bede mogla sobie odpocząć ale pielęgniarka od noworodków mówi do mnie że mają pod sobą remont bo robią nową porodówke i z tego względu mają bardzo głośno i mała zostanie ze mną. Na szczecie mała byla bardzo spokojniutka i usnęła a ja razem z nią.
Wczoraj minęło już 4 tygodnie jak Zuzia przyszła na świat 
Pousuwałam wszystkie posty z modlitwami, nie wierzę już w nic. Jestem wściekła, mega wściekła. K***a, ile mamy jeszcze czekać, co mamy jeszcze zrobić ... o co k***a tutaj chodzi.
Mama mówi do mnie, módl się i chodź do kościoła. Jasne. I co ... i k***a nic. ten na górze się świetnie bawi po raz kolejny. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
plamienia ustały.......
temperatura podskoczyła.......... pewnie przez luteine....
do tego doszły straszne skurcze w palcach w nogach.... uuu....
Wynik laparoskopii: 2 niedrożne jajowody!
Czekamy na wizytę w klinice niepłodności.
Jeśli dobrze pójdzie zapiszemy się do rządowego programu in vitro.
To jeszcze nie koniec 
Męska drzemka

czesc kochane. dlugo dlugo mnie tu nie bylo ale dobrze mi ,nam to zrobilo. Dzieciatko rozwija sie bardzo dobrze. coraz mocniej mi dokucza za co obrywa moj Ł. ale przeciez wlasnie tego oboje chcielismy
w srode kolejna wizyta ,idziemy na nia oboje . do uslyszenia
))
Test owulacyjny wyszedł z drugą bladsza kreską. Na razie rozpoczynam dopiero przygodę z testami, koleżanka doradzila mi z nich korzystać,podobniez jej pomogły. Prawy jajnik pobolewa czyli owulka tuz tuz tak mysle
Dzisiaj jest mi cholernie źle.
Może i jestem słaba, może zbyt łatwo się poddaję ale taka chyba moja natura.
Ciężko mi gdy wchodzę na forum i widzę tyle nowych suwaczków. Niech nikt nie zrozumie mnie źle, cieszy mnie to że innym się udaje, ale wewnątrz czuje jednak ból. Dlaczego ja jestem inna? Dlaczego i mnie nie udało się po tych 2-3 cyklach starań? A u mnie 11 msc i nic.
Jest mi po prostu strasznie ciężko. Nic na to nie poradzę, a i nie potrafię zmienić mojego nastawienia do życia na bardziej pozytywne. Ogólnie jest pozytywne, czasem tylko dopadają mnie dni jak ten.
Za dwa dni @, wczoraj test negatywny. W cyklu znów się nie udało. Te święta będą strasznie smutne.. Chciałabym zasnąć i obudzić się na wiosnę. Wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze.
Wiem że mam za co Bogu dziękować. Mam wspaniałego męża - bez niego już dawno by mnie tu nie było. Ale czasem życie mnie przerasta, zbyt wiele spraw nakłada się od razu na siebie. Zbyt wiele problemów.
Za dwa dni @ ale i obrona. A ja mam totalną znieczulicę. Nie uczę się, staram się coś tam powtórzyć ale po chwili stwierdzam że nie ma sensu. Jak nie zdam to co z tego? Mogę się poprawić przecież.
Do tego wszystkiego dochodzi odwieczny problem rodzinny. Mam już dosyć mieszkania z tymi ludźmi pod jednym dachem. Wykańcza mnie to. Obecnie mój pies ogranicza się do chodzenia po moim terenie. Na wspólny ma zakaz. Jako że to szczeniak, nie zawsze jest w stanie wytrzymać ze swoimi potrzebami do czasu spaceru, ja nie zawsze zauważę że jej się chce. Po ostatniej "minie" na korytarzu (która na 100 % nie była mojego psa tylko domowej suki), usłyszałam że psy nie mają stępu do domu. Niech sobie siedzą na werandzie. Teraz za to słyszę że nic takiego nie było mówione (tzn było ale przedstawione inaczej zmieniając sens słów), za to ja jak zwykle wymyślałam i robię problemy z niczego. Tak jest zawsze. Babcia coś powie a później jej słowa są tak przedstawiane bym to ja wyszła na tą najgorszą.
Ważne że druga córka/wnuczka jest idealna. Same "achy" i "ochy".
Mam ich tak strasznie dosyć, tego mieszkania pod jednym dachem. Ale co mogę zrobić? Zostawić mamę z tym wszystkim samą by mnie było lepiej. Czy zostać i dalej czuć się tak źle jak do tej pory?
Do tego wszystkiego czuje jakbym była z tym wszystkim sama 
33t6d maly wazy 2700g ogolnie wszystko ok szyjka zamknieta dluga. Wymaz na paciorkowca pobrany jutro musze zawiesc rano do labo do szpitala i do tego skierowanie na kilka innych badan ale to zrobie przed kolejna wizyta. Dr obstawia przy porodzie ponad 4kg a wtedy cc przy moich gabarytach i mowi tylko sie nie stresowac ze moze byc cc a ja sobie mysle uff jaka ulga 
Z pomiarow wychodzi, ze juz jest 36t1d i termin 17gr. Moj grubasek maly, wytrzymaj do tego 4 stycznia zebys mial te 4 kg bo matka sie boi rodzic sn.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2014, 20:49
Moje serce zatrzymało się poraz trzeci.... krew.... to...to żywa krew.... nie przeżyje tego
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2014, 22:23
To już? 30 tydzień nie wierzę kiedy jak to się stało? Tak szybko? piszczec mi się chce ze szczęścia teraz znowu czeka mnie ciekawy weekend jedziemy do mojej kuzynki która jest moją chrzestną znów odpoczne od wszystkiego no i wszystko układa się jak najlepiej
jestem prze szczęśliwa
trzymajcie się ciocie calujemy i przesyłamy wam trochę naszej pozytywnej energii :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2014, 21:49
"Serce za głupie jest
nie słucham już jego rad
oszukało mnie
znów musze przez to przejść
wiem dobrze że za swoje mam
Więc nigdy więcej nie tańcz ze mną
Ten taniec innej dziś daj
nigdy więcej nie tańcz ze mną, nie
już cię za dobrze znam..."
A tak mi jakoś wlazło w głowę dziś.... 
Rozpacz, żal, brak nadziei spowodowały bierność... tracę wiarę, że się uda w tym cyklu, bo tak jakoś słabo mi ta temperatura idzie w górę
nic mi się nie chce, jak świr czekam za kolejnym porankiem i zmierzeniem tempki
ale jutro piątek, muszę się zrelaksować na weekend...
Baby boom u mnie w pracy. W otoczeniu też. A mnie chyba znów nachodzi ochota na kolejne staranka. Boję się, wiadomo, że będę się bała, jednak jeśli nie spróbuję, to się nie dowiem, czy warto. Naczytałam się na forach o poronieniach, obumieraniu ciąż w 40 tygodniu... Ale jak człowiek wychodzi z domu, to też może wpaść pod auto i pożegnać się z życiem. A jednak z domu się wychodzi...
20 dni do staranek ??? 
Są dziewczyny, które zanim pójdą z pierwszą wizytą do ginekologa badają kilka razy betę. Ja nie należę do tej grupy. Cokolwiek ma się stać i tak się stanie i nic na to nie poradzę. Los mojego dziecka zostawiam Bogu.
W sobotę lecę do Paryża i chce tym wyjazdem się cieszyć, a nie zamartwiać się czy wszystko będzie dobrze. To nie wpływa dobrze ani na mnie ani na dziecko.
Bety nie mam zamiaru ponownie badać, w przyszłym tygodniu wybieram się na wizytę i lekarz wszystko mi powie (pewnie każe wtedy zmierzyć betę)
Co ma być to będzie a ja tymczasem gorąco będę się modlić o zdrowie mojego kropka w brzuszku.
Na razie pobolewa mnie lekko brzuch, takie małe skurcze, ale nie są uciążliwe, mam gazy i duży apetyt no i dopadła mnie dziś senność, nie wiem czy to od pogody czy od ciąży.
Przypomniało, mi się, że w cyklu w którym zaciążyłam nie miałam żadnego śluzu na zewnątrz ani w środku (pewnie był głębiej) także to że musi być śluz płodny widoczny dla nas można wsadzić między bajki.
Pełna obaw połknęłam dziś pierwszą tabletkę CLO. Mam mieszane uczucia po przeczytaniu ulotki i opinii na temat tego leku. Czy on jest mi w ogóle potrzebny? Przecież on stymuluje owulację, którą ja przecież mam. A przynajmniej tak mi się wydaje... W dodatku lekarka przepisała mi go ot tak, jak witaminę C, bez usg, bez monitoringu. Chociaż z drugiej strony, skoro tak zrobiła, to może znaczy, że jednak nie jest grozny i nawet jeśli nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi? Mam nadzieję... W ogóle wiążę z tym cyklem ogromne nadzieje. Teraz CLO, potem Duphaston, kupiłam też żel wspomagający no i postanowiłam zagęścić serduszka;D Oby wytrwać w tych postanowieniach, bo w pracy zaczyna się robić gorąco, czy zostanie mi energii na przytulanki?
Popłakałam sobie dzisiaj trochę bo nic nie mogę zrobić. Mijają miesiące, leci czas, idą święta i niewygodne pytania przy stole: kiedy dziecko. mówiłam dzisiaj Panu Bogu że czuję się gorsza i co ja takiego zrobiłam, że nie mogę zajść w ciążę jak inne dziewczyny. Na tą chwilę jestem dobrej myśli pomiędzy gorszymi myślami. Niby spoko, niby spoko, ale jednak nie spoko. Czasem próbuję sobie powiedzieć, że to nie jest najważniejsze i takie tam ale szczerze mówiąc boli mnie to cholernie.
Dziewczyny, boli mnie to. Piecze, kłuje, czasem rozrywa, a czasem tylko drapie gdzieś w środku. Że nie mogę tak poprostu tak prosto tak lekko i zwyczajnie … najnormalniej w świecie jak zwykła dziołcha zajść w ciążę i rzygać jak kot o poranku.
Odczuwam, że życie z dzieckiem jest wartościowsze i ma się ten cel. Już nie studia i nie praca, tylko miłość i dawanie.
dobranoc
Ciąża zakończona 21 listopada 2014
Dzień dobry Pamiętniczku 
Dziś jest piątek, zimno i nieprzyjemnie, ale troszkę śnieżku leży więc... jakoś to będzie. Jest to też dzień powrotu do pracy po zwolnieniu
A chętnie bym sobie jeszcze poleniuchowała
ale już bez choróbska. No nic trzeba spiąć pośladki, wypiąć cycki i zasuwać. Osiem godzin szybko zleci, a później weekend 
Wczoraj była nasza 4 rocznica ślubu. Bez pompy miało być, taki normalny dzień. Ale Pan Mąż nie wytrzymał i kupił wino. Kolacja, wino, świece.... i wylądowaliśmy w łóżku
Mój mąż to wariat i za to go kocham 
Dzisiaj nastrój jako taki, ani zły, ani dobry. Na wykresie nie wyznaczyło mi jeszcze owulki, pewnie jutro wyznaczy jak wpiszę kolejną temperaturę.
Tak bym chciała, żeby to nasze staranie się już zakończyło pozytywnym skutkiem. I na święta nosić już Skarb w brzuszku
.... Hmmm Ależ to by były święta!
Rozmarzyłam się Pamiętniczku, to by było tyle. Do jutra 
Powiedzieliśmy rodzicom..moj tata az się wzruszył :)kochany ,brat podchodzi do tego jeszcze sceptycznie boi się żeby było wszystko ok .. tak jak ja ..
dalej nie mogę uwierzyć, mama i treściowa ok.
Jeszcze nam został syn męża będzie u nas już 13 grudnia wiec do tego czasu na usg będzie ładnie widać fasolka,trochę się boję jak zareaguje ten 16latek;) świat się jego zmieni tata i babcia już nie będzie tylko jego..
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2014, 09:22
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.