Czuję się fatalnie. Nie potrafię powstrzymać łez, do 15-tej jakoś się trzymałam, praca, później sprawy związane z rejestracją samochodu. Teraz wstawiłam zupę pomidorową i pochłaniam czekoladę popijając wodą. Mój Misiak wraca jutro do domu.
Ciesz się życiem, aż nowe życie Cię zaskoczy - dziękuję michaqa82.
Zaczynam szukać nowej pracy, muszę zmienić otoczenie. To miejsce w którym teraz pracuję wykańcza mnie psychicznie. Po powrocie z pracy do domu nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Jestem wykończona i najchętniej tylko bym spała. Muszę to zmienić.
58,8 kg - mąż płacze jak mnie dotyka 
Zamówiłam 30 testów owulacyjnych + 15 ciążowych, może pójdą w ruch w tym miesiącu.
Ale w sumie mam dylemat, bo chcę na święta do domu jechać i boję się, że jak się nam uda teraz to akurat w tym czasie będę w domu i jak się coś znów podzieje to przecież nie będę siać paniki rodzicom. Tu przynajmniej mam swoją lekarkę na miejscu, która wie co było ostatnim razem. Znowu jak poczekamy jeszcze jeden cykl to akurat niby płodne wychodzą w święta. No ale, że jadę sama do rodziców to trudno bez T. będzie mi trudno... No i znów przełożymy chyba wszystko na styczeń...
No jest dylemat czy na święta do rodziców, których rzadko widuję czy dzieckiem się zająć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2014, 14:08
"9 godz. temu
Hej Gosiu! Macie jakieś plany na sylwestra?
Rodzę w styczniu....
"
Wiadomość od koleżanki z rana, eh niby wiedziałam że jest w ciąży ale nie lubię czytać o czyimś szczęściu w tej jednej kwestii. Jak w tej piosence z poprzedniego wpisu, 'więc czemu, oh czemu nie mogę i ja?', bo fajnie, że wszystkim się super układa, tylko czemu nie może i mi?
33 cs. 29 dc.
Czekam na tą 🐒 i czekam i nie ma.... temperatura w sumie dzisiaj spadła do 36.44, delikatnie pobolewa brzuch. Właściwie to mogłaby już przyjść, bo w poniedziałek jestem umówiona do ginekologa i kolejna sprawa -> muszę jeszcze zdążyć zrobić badania.
I weź tu bądź mądra, jak chcesz żeby jej nie było to jest, jak chcesz żeby przyszła, bo akurat jest potrzebna do diagnostyki to tej mendy nie ma.
Jak żyć panie premierze; jak żyć...
Miłego dnia
Jup... termometr poleciał na drugą stronę pokoju!
"Nie jestem jakimś reproduktorem do robienia dzieci!
Rzucam to wszystko!
Nie będę się całe życie stresować!"
Pomimo, że moja OBRAZA trwała tylko 5 minut, to cudownie sobie uświadomić powyższe. I pogodzić się z faktem, że mogę nie mieć dzieci. O!
:]
Nie wiem co się dzieje. Ból podbrzusza od kilku dobrych dni, owulacji brak, ciągle wychodzą mi testy owulacyjne negatywne
. Zaczynam sobie wkręcać jakieś choroby. Ostatnio naczytałam się o endometriozie i włączając moje boleści brzucha nawet przy stosunku nie mówiąc już o miesiączkach (w pierwszych dniach płaczę z bólu). Może po prostu jestem za bardzo niecierpliwa i doszukuję u siebie chorób których nie mam.
33dzien cyklu.... wczoraj przy przytulaniu jakies skrzepki krwi ??hmm???hmmm??? przestraszyłam się, pewna, że już @ przyszła w pracy jestem przygotowana na jej przyjęcie
Ból głowy mnie dobija...
Jestem wniebowzięta po wczorajszej IUI. Wszystko odbyło się w bardzo komfortowych dla mnie warunkach. Tak jak ostatnio narzekałam mojemu M że gin potraktował mnie bardzo ekspresowo i bez emocji na ostatnim monitoringu, tak wczoraj na IUI całkowicie mi to zrekompensował, był totalnie skupiony na mnie i zaangażowany. Miał dla mnie mnóstwo czasu, byłam jego ostatnią pacjentką, nie sprawiał wrażenia człowieka zmęczonego po całym dniu pracy, który marzy aby w końcu znaleźć się w domu, a wcale by mnie to nie zdziwiło.
Po zabiegu rozmawialiśmy o inseminacjach, in vitro, klinikach, bliźniakach, innych parach które prowadził itp. bite pół godziny. Mógł mnie spławić a zaczął opowiadać mi różne historie, zupełnie nie prowokowany do dyskusji, bo to co chciałam wiedzieć (pytałam o duphaston i luteinę) to już mi dawno na fotelu odpowiedział.
Pożartował, jest bardzo bezpośredni, szybko skraca dystans, raz mi mówi per Pani a raz per Ty. Żałuję że nie odwdzięczyłam się tym samym, ciekawe co on by wtedy na to
Zafascynowany jest tematami in vitro, chciał założyć klinikę u nas w mieście ale mówi że nie był w stanie przeforsować tego pomysłu dalej. Za to jego kolega ma klinikę w Poznaniu. I on sobie jeździ tam do niego obserwować, uczyć się. Kolega ma fajne zabawki, np. taki komputer na którym na około 15stu monitorkach obserwowane sa na bieżąco wszystkie zarodki! Czujecie taki temat?
Widać jak komórki po zapłodnieniu się dzielą, na żywo, w tv
widać które się dzielą, a które obumarły. Są np. cztery komórki, nagle buch! jest osiem
)) fajna sprawa, sama chętnie bym takie coś zobaczyła 
Ale przejdźmy do konkretów.
Poprzednia IUI mnie bolała, byłam przez to wściekla bo czytałam że nie boli więc poczułam się oszukana, czułam wkładany we mnie cewnik, po wszystkim chcialam jak najszybciej uciec do domu, byłam wystrachana, zmęczona psychicznie i fizycznie. A wczoraj bóle poowulacyjne skutecznie przesłoniły wszystko, czułam odrobinę cewnik ale nie bolało, bardziej bolał mnie brzuch z powodu owulki, gin powiedział że szyjka jest pięknie otwarta, chyba to ułatwiło cały temat. Być może przy poprzedniej IUI szyjka już zdążyła się zamknąć.
Po IUI powinno się jeszcze poleżeć z 10 min, poprzednim razem poleżałam tylko 5 min, bo chyba gin nie wiedział co ze mną robić tyle czasu. A tym razem zagadałam go o duphaston i luteinę no i się rozgadał, a czas leciał i leciał, i dobrze
. Oba te leki mają progesteron i widzę że część lekarzy przepisuje je na wzmocnienie pracy ciałka żółtego w drugiej fazie cyklu przy cyklach stymulowanych. Bałam się że może zaniedbaliśmy ten temat. Ale gin mówi że w Stanach tego już się nie robi, że nie ma czegoś takiego jak niedomoga ciałka żółtego, nie zostało to udowodnione a skoro nie zostało udowodnione to tego nie ma. Tak rozumują w Stanach. No dobra, niech mu będzie, skoro tak mówi to mu zaufam.
Ciekawostką dla mnie było to że przy in vitro stymuluje się kobiety w celu uzyskania około 15 pęcherzyków! Czujecie to?! To ja myślałam że moje 5 pęcherzyków to kosmos
Opowiadał mi historie wielu dziewczyn ale najlepsza chyba jest historia jakiejś "Kasi", drobna, sympatyczna dziewczyna, która długo nie mogła zajść, w końcu się udało, mój gin robi jej usg i się okazuje że TROJACZKI! Oboje z ginem byli w szoku. Dziewczyna mdlała na fotelu, a gin mdlał obok, potem płakała i śmiała się jednocześnie a gin z nią
Później jeden z płodów niestety obumarł, urodziła bliźniaki, parkę - chłopczyka i dziewczynkę
)))))
Co mnie zadziwiło to to, że wg mojego gina dużo par kwalifikuje się do rozmów z psychologiem. I nie chodzi tu absolutnie o "blokady psychiczne". Chodzi o opór przed badaniami, brak współpracy i porozumienia między partnerami. Oboje, i ona i on, powinni być zgodni co do tego jaki jest ich priorytet, powinni być w tym razem, powinni się zastanowić czy naprawdę chcą tego dziecka, powinni ze sobą rozmawiać, a nie że przychodzi co do czego, trzeba zrobić badanie nasienia a facet mówi "NIE, on tego nie zrobi i koniec kropka", albo trzeba zrobić hsg a kobieta mówi "NIE, może się uda bez tego, może jeszcze poczekamy", trzeba zrobić IUI a oni "NIE, to nienaturalne, popróbujemy jeszcze trochę po normalnemu", trzeba in vitro a oni "NIE, to nie jest rozwiązanie dla nas".
Miał kobietę która stojąc przed obliczem konieczności zrobienia hsg i badania nasienia zrezygnowała z jego usług, postanowiła poczekać. Nic to nie dalo. Zgłosiła się do kliniki, tam ją chcieli inseminować ale postanowili przy okazji sprawdzić plemniki i drożność. Okazało się że oba jajowody miała niedrożne. Straciła kupe czasu, a mogła go zaoszczędzić gdyby od razu zrobiła wymagane badania. Potem straciła jeszcze rok zanim się przekonali do in vitro. A wiadomo że czas działa na naszą niekorzyść.
To jest trochę przykre ale prawdziwe, każda z nas na pewnym etapie tej drogi trafia na jakąś blokadę, przeszkodę. Mi i mojemu M na całe szczęście póki co udaje się te blokady pokonywać. A było ich kilka.
Pierwsza blokada do pokonania dla mnie to była pierwsza wizyta u gina w sprawie naszej niepłodności. Nie wiem jak wy ale ja byłam przerażona, spanikowana, załamana i zażenowana, bo trzeba było powiedzieć na głos to co w głębi duszy męczyło "Mamy problem, nie możemy zajść". Po wizycie wyparowałam z gabinetu jak poparzona, z nerwów wybuchłam płaczem w aucie. Zaznaczam że to była wizyta u innego gina niż ten do którego chodzę teraz. Ten mój obecny to nawet świeczuszki aromatyczne stawia sobie na biurku i w przebieralni aby pacjentkom było milej i przyjemniej.
Druga obawa dotyczyła badania nasienia, bałam się reakcji mojego faceta. Oczywiście jak każdy facet stawiał opór. Odwlekał to badanie ile mógł, aż w końcu się poddał. Bałam się jak sobie poradzi z oddawaniem nasienia w klinice, w obcym otoczeniu, w śmiesznym pokoju z pornosami, taka sztuczna sytuacja. Okazało się że poradził sobie wyśmienicie - szybko i bezproblemowo. Miałam wręcz wrażenie, że jest z siebie dumny. Ja na pewno byłam z niego dumna i mu o tym powiedziałam, że był dzielny itd 
Potem bałam się hsg, no ale wiedziałam że po mojej operacji wycięcia wyrostka z zapaleniem otrzewnej jest to po prostu konieczność. Badanie było tak masakryczne, że nie wiem czy drugi raz bym się zdecydowała, musiało by mi naprawdę bardzo zależeć na drugim dziecku gdyby zaszła konieczność ponownego badania przed drugą ciążą. A póki co mówię dość
badanie odhaczone i dzięki Bogu nie muszę narazie robić drugiego.
Kolejny opór mojego mężczyzny wyrażał się poprzez zapominanie o witaminach
Aż mu wyjaskrawiłam temat - ja biorę codziennie 6 i muszę pamiętać żeby brac je o odpowiednich porach przez całą dobę, a on o swoich dwóch (salfazin i selen, lub preparat mutliwitaminowy wszystko w jednym) nie potrafi zapamiętać mimo że go proszę. Powiedziałam, mu że nie będe mu więcej przypominać o tabletach, że powiniem się sam nad sobą zastanowić czy zależy mu na poprawieniu jakości spermy i uskutecznieniu IUI czy nie. Od tamtej pory sam pamięta. No! I tak ma być! 
No więc dziś jest już po wszystkim, teraz pozostaje tylko czekać, ale nie nastawiam się na sukces, za to oswajam się z koniecznością in vitro. Nie chcę w tym cyklu śledzić objawów, dobrze się też składa że abonament premium mi się kończy, i narazie nie będe wykupywać następnego, rzadziej będe sprawdzała temperaturę. Odpuszczam, co ma być to będzie, nie chcę o tym za dużo myśleć. Po nieudanej drugiej IUI zastanowimy się czy nie zrobić miesiąca przerwy na "odpoczynek" przed trzecią ostatnią IUI. Mój gin mnie błaga abym przyszła do niego wreszcie z ciążą, że nie może się tego doczekać
Ja chyba jednak bardziej 
PLISSSS
))))
17 tydzień 
41%...
Rośnie nam Mały człowiek
Mimo wielu przejść, wciąż cieszę się, że MIMO WSZYSTKO jest cały i zdrowy...Nasz Cud...mały wielki cud. Od wczoraj mam bardzo fatalny nastrój, wciąż popłakuję... patrząc na zdjęcia naszego dziecka, ten widok na usg wciąz staje mi przed oczami...

wciąż przypominam sobie jak wiele mamy do stracenia przez moje ambicje. Głupia, aż teraz płacz mną szarpie, bo nie wybaczyłabym sobie gdyby coś się stało z naszym tak długo wyczekiwanym i staranym Maleństwem...łzy płyną a serce się ściska. Czasami musimy wręcz dotknąć namacalnie tego, kogo możemy stracić...o dłoń ociera mi się sens mojego życia.. Już nigdy nie pozwolę na to, by narazić go na niebezpieczeństwo... i wytykam sobie, co ze mnie za matka, że byłam w stanie narazić swoje dziecko na uszczerbek na zdrowiu, a nawet życiu...Wczoraj jadąc do gabinetu naszej ginekolog, powiedziałam coś, co do teraz obija się echem w mojej zakutej, pustej głowie..." chyba nie jest dane mi urodzić to dziecko"... widziałam, że mąż też był mocno poruszony. Całą sytuacją i tymi słowami...teraz biję się w pierś jak mogłam tak pomysleć...ale krew to nigdy nic dobrego. Jednak łamiemy wszystkie stereotypy... teraz postanowiłam odwołać wszystkie klientki do wizyty. Potem będziemy myśleć. Trudno. Będą musiały to jakoś przecierpieć. W ciągu jednej chwili zmienił się mój sposób myślenia i widzenie przyszłości...może nie będę mieć 3 tysięcznego macierzyńskiego, ale będę mieć dziecko, zdrowe, szczęśliwe.. To ten Mały człowiek, który masuje mnie od środka jest najważniejszy. Jest moim sensem, całym światem, całym życiem...i wciąż łzy...jak nigdy mogłabym zjeść dziś tone czekolady...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:24
Najniższa waga 2310g. Dziś (5 tygodni i 2 dni) 3625g. Czyli przybrał ponad 1300g. To chyba nieźle?
Robię a raczej próbuję robić odciski rączek i stópek na prezenty dla dziadków. Zamówiłam zestawy- gips, ramki, foremka. Ale to mi w ogóle nie wychodzi. Źle się odciska, rozmaśla się, konsystencja albo za rzadka albo za gęsta, a jak już wyszło to po zaschnięciu pękło i okazało się, ze ilość gipsu przewidziana na jeden odcisk jest za duża i za grube to żeby wlożyć w przeznaczoną na to ramkę. No szlag mnie trafi. Wywalona kasa. Chciałam kupić gotową masę, którą się tylko rozwałkowuje, odciska i zostawia na 6 godzin i ona twardnieje. Ale nie mogę nigdzie tej masy znaleźć. Wiecie może o co mi chodzi i gdzie to kupić?
Miałam jechać do Krakowa w poniedziałek wieczorem, ale jednak jadę dzisiaj
zrobię D niespodziankę
zostaję do 2ego grudnia więc jest sporo czasu na serduchowanie. Postanowiłam zmienić kolor włosów, na jesienną chandrę nie ma nic lepszego niż zmiana na głowie
obciąć nie mogę bo zapuszczam i obcinam tylko końcówki co 3 miesiące więc padło na zmianę kolorku
ze średniego brązu na baaardzo ciemny brąz
D się ucieszy bo jak mnie poznał to miałam prawie czarne i najbardziej mu się w takich podobałam. Na testowanie jestem zapisana na 17 grudnia. Mam nadzieję że teraz nam się uda.
Dziś 21.11, 4 miesiące temu na wizycie dowiedzieliśmy się, że serduszko Maleństwa przestało bić.
Dawno mnie tu nie było.
W tym miesiącu bez przełomu czuje się podobnie jak poprzednio dziś pojawił się ból jak na @.
Marzę że to teraz już!ale nie chce sie ponownie rozczarować 
wyniki są ok jak się znów nie uda będę się bała, że przyczyna leży gdzie indziej 
Była moja mama tydzien i dzis pojechała. Miałyśmy nawet fajny tydzien, pomijając fakt, ze cały jej odjazd skończył sie kłótnia z mężem:( i smutno mi jest bardzo. Nawet nie chce mi sie pisać co i jak. Ale ja sie czuje gorsza z powodu braku dzieci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2014, 14:53
Dzisiaj wizyta u ginekologa, ciekawe co w trawie piszczy i czy jakiś pęcherzyk już rośnie.
Dziwne, że piersi zaczęły boleć mnie przed okresem i po okresie nie przestały a dzisiaj już 7 dzień po okresie...zawsze z 1 dniem okresem ból mijał, a tym razem są tak samo bolesne jak przed, może to przez ten duphaston coś się rozlegulowało
Boję się że to prolaktyna czy inne cuda na kiju, muszę zrobić badania 
21dc
Miałam się nie schizować... obiecałam to sobie. I tak było, do momentu, kiedy wczoraj w nocy zaczęły mnie boleć piersi i sutki stały się mega wrażliwe. A to jeden z najczęstszych objawów wczesnej ciąży. I bądź tu człowieku wyluzowanym 
Gdyby nie to, że mam rozwalone cykle i tak naprawdę nie wiem jak mój organizm by się zachowywał w "comiesięcznej rutynie", to mogę powiedzieć, że coś jest inaczej. Może to dlatego, że organizm wskoczył dzięki lekom na normalny tryb, a może jednak mi się uda.
Do tego mam b. dobrą intuicję, potrafiłam w podstawówce czy na studiach nie uczyć się na sprawdzian bo czułam, że go nie będzie i nie było z różnych powodów. Potrafiłam nagle zacząć myśleć o dawno nie widzianej osobie a potem spotkać ją na ulicy, jak śniły mi się konkretne rzeczy to niestety potem okazywało się, że ktoś z rodziny umarł. Generalnie sporo tego było, zawsze się śmiałam, że mogłabym zostać wróżką
, ale nie ufam temu w 100%. Sprawdza się, ale nie ufam czemuś, czego nie rozumiem
. Plus wiadomo, jak ludzie patrzą na takie "zdolności". Ale nigdy nie chwaliłam się, ani nie udawałam nawiedzonej
.
Teraz siedzę i nie umiem przekonać siebie samej, że nie jestem w ciąży (a tak byłoby najbezpieczniej).
Czyli na chwilę obecną dwa dni miałam straszne mdłości rano (ale wiem, to za wcześnie na takie objawy
, pewnie to nocne jedzenie mi zaszkodziło), PRAGNĘ ciągle jeść!
a jestem na diecie i Metforminie, więc nic mi to nie pomaga!!! Do tego bolące piersi i sutki oraz pobolewający dół brzucha, wczoraj nawet kuł mnie lewy jajnik. Zresztą podbrzusze jest teraz tak wrażliwe, że dziwnie boli, kiedy siedzę ze złączonymi nogami, zupełnie jakbym miała balonik tam na dole.
Bałam się, że to może jakieś torbiele, ale w poniedziałek byłam na monitoringu i lekarz nic nie znalazł, widział tylko płyn po pęknięciu pęcherzyka/ów.
No nic, byle do poniedziałku, kiedy zrobię progesteron aby w ogóle potwierdzić owulację!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2014, 16:59
Mój pulpecik dorasta i sam już bawi się najlepiej więc mam chwilę by cokolwiek napisać...
W pracy świetnie
to czym się zajmuję bardzo mi się podoba i czuję że mogę się tam spełniać
muszę się jeszcze dużo nauczyć bo stanowisko odpowiedzialne dostałam, miało to wyglądać trochę inaczej jednak ktoś mnie a raczej to jak pracuję zauważył i docenił 
Dieselek rośnie jak na drożdżach, kiedyś mieścił się w 2 dłoniach dziś całą dłoń zajmuje jego główka
siusiu jak na dużego chłopca przystało robi na matę 
Nocne spanie zaczyna na swoim posłaniu a w nocy przemieszcza się do mnie na poduszkę 
W domu zostaje sam bardzo sporadycznie ale jak już wracamy to cieszy się jakby nas nie widział rok... a jak jedno z nas tylko jest w pracy to po powrocie przez godzinę nie odstępuje na krok 
Teraz walczymy z Jego gryzieniem wszystkiego ale na dobranoc i dzień dobry tak całuje, że ciężko się na Niego złościć
nie wiem czy mógł trafić lepiej bo my lepszego psiaka byśmy nie znaleźli 
TAK ŚPI Z MĘŻUSIEM MYM

TAK DLA PRZYPOMNIENIA 

TAKIE MA POZYCJE SPANIA

A JAK ZA DUŻO DO NIEGO MÓWIĘ TO MNIE UCISZA 

Dzięki temu maluszkowi i pracy czas leci bardzo szybko, jeszcze niedawno bałam się jak ja przetrwam 1 listopada a tu za chwilę zacznie się grudzień... niedawno zastanawiałam się jak ja wytrzymam jeszcze te kilka miesięcy kiedy znów umówimy się w klinice by spróbować jeszcze raz a dziś myślę co muszę zrobić wcześniej żeby zdążyć przed pierwszą wizytą 
Za kilka dni powinna odwiedzić mnie owulka... nie zamierzam już "uważać, bo jest za wcześnie" jak się uda to spoko a jak nie to rozpaczać nie będę...
Zmęczona jestem... Pracuje dużo więcej niż przeciętni ludzie i niestety jeszcze chwilę to potrwa. Nie ma zmiłuj. Zmiany w pracy, powiedziałabym diametralne. Dające nadzieję, na lepszą przyszłość - super. Tylko zawsze jest coś za coś. W tym przypadku znaczy to więcej pracy. No i więcej kasy. Z jednej strony pieniądze się przydadzą zwłaszcza w perspektywie powiększenia rodziny. Tylko czy dam radę? Praca nie jest fizyczna, raczej umysłowa i dość mocno stresująca. Targają mną wątpliwości. O zmianach dowiedziałam się praktycznie w tym samym czasie, w którym zaszłam w ciążę. Oczywiście żadne zmiany w pracy nie powstrzymały by mnie o od starań o powiększenie rodziny. Ale sprawę skomplikowały...
W sumie na razie nic się nie zmieniło. Mdłości oczywiście nieustanne i zaczynam odczuwać zmęczenie - nie wiem czy to sprawka ciąży czy dużej ilości pracy. Mąż spokojny - bałam się, że wpadnie w panikę jak się dowie że się udało. Zgodził się co prawda na dziecko ale ciągle miał wątpliwości jak sobie poradzi z trójką. Przyjął informację ze spokojem a nawet się ucieszył, co biorąc pod uwagę jego delikatnie mówiąc skromność w okazywaniu uczuć, można by nawet uznać za szaleństwo
I jasno dał do zrozumienia, że chciałby drugą córkę. Jednak te dziewczyny to mają coś w sobie. Mi jest to obojętne - aby zdrowe. Chociaż przyznam, że dla dziewczynki mamy większość wyprawki po córce więc byłoby łatwiej.
Czekam z niecierpliwością na pierwsze usg, żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku.
I czekam, kiedy będę mogła powiedzieć dzieciom radosną nowinę. Myślę, że nie wcześniej niż około połowy ciąży - dla nich to i tak będzie nieskończenie długi okres czekania 
I dzisiaj przyszła wredna @ nie chce odpuścić, mam nadzieję, że grudzień będzie lepszy, ba najlepszy
Popłakałam się, ale teraz już jestem na tym etapie ,że sobie tłumaczę i nastawiam się na na nowy cykl,
bylam na usg
jest wymarzona dziewczynka !!!!!!! 






































to co na wydruku napisali to nie kumam, ale wpisze do pqmietnika...termin zostaje na 8 kwietnia, 3 dni wczesniej niz pokazuje belly... wymiary dzidzi to FL to 30.9mm.....HC to 167.2mm i AC to 148.9mm. musze posprawdzac co to za skroty...az mi niedobrze z podniecenia 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.