U nas zajebiscie wrecz :D tesciowa istny aniol jak spodziewam sie wnuczki :D skacze kolo mnie jak kolo jajeczka :D nawet mi wloski wczoraj czesala przed snem, az mi sie cieplo na serduchu zrobilo :D pokazalam ubranka na wieczor, myslalam ze bedzie komentarz ze wiekszosc uzywane, ale ona tylko : nigdy w zyciu nie powiedzialabym ze uzywki, sa sliczne...no i tak powinno byc :D mi sie wydaje, ze duzo zalezalo wczesniej tez od mojego nastawienia...za bardzo nastawialam sie na konfrontacje, wybuchalam na kazde slowo, ktore mi nie pasowalo...teraz wiem ze kazdy moze miec swoje zdanie i ma do tego prawo! dzisiaj odmowiono jedna pracke, bo sie klienta coreczka pochorowala, wiec jedziemy tylko do pracy na 2 godzinki :D super :D

Jest 32 dzień cyklu, nie biorę lutenylu od 25 dnia cyklu, coś długo nie ma okresu, od 3 dni ciągle myślę, że zaraz go dostanę, od wczoraj nawet biorę no-spe bo budziłam się z bólem w dole, ale ciężko mi było odróżnić czy to macica czy jelita. W piątek kuł mnie lewy jajnik.

Temperatura dzisiaj 37,21- no właśnie, takiej wysokiej temp to już dawno nie miałam, w piątek czułam się chorobowo gorączkowo- zmierzyłam temp wieczorem a tam 37,2 od pachą :)
W sobotę byłam u zupełnie obcej Pani doktor, bo zrobiła mi się grzybica oczywiście :)
Zapisała mi gonazyl, więc teraz już nawet nie mam co sprawdzać śluzu, chociaż jak dzisiaj sobie lekko sprawdziłam i wczoraj wieczorem to zauważyłam malusieńkie niteczko-kropeczki krwi ale takie małe były, że to na pewno nie okres, już tak się męczę, że albo się przełamie i zrobię test albo dostane ten okres w końcu....
W czwartek mam wizytę u ginekologa, bo myślałam że zacznie mi się okres prawidłowo i akurat się skończy a tu masz babo placek :P ale to nic pójdę i tak, bo może mi coś powie zapisze etc.
Piersi nie bolą mnie w ogóle- to do nich nie podobne, a w podbrzuszu ciągle czuje ćmienie...

Zastanawiam się nad tym testem- ale z drugiej strony no przecież lekarze twierdzili że owulacji nie było, to JAKIM CUDEM ???! Eh nie ma co się nakręcać- zobaczymy :)

Wczoraj był ciężki dzień.
Jak wiecie miałam noc. Koleżanka wyszła o 20 mimo, że miała być ze mną do 21!!!! Ale ona zawsze wychodzi kiedy chce i nikt z tym nic nie robi. Powiedziała że wraca jutro o 7, żeby mnie zmienić, wiec się nie odezwałam. Nie mój cyrk... Na nocce opróżniłam szuflady. Spakowałam ciuchy, kocyk na nocki i prowiant. Odliczałam godziny do 6:30, bo stwierdziłam, że jeśli wyszła szybciej to i szybciej mnie zmieni. A tu niespodzianka!!!! Godz. 6:55 a jej nie ma! M. przyjechał po mnie i czekał. Minęła godz. 7 a jej nadal nie ma!!! Dzwonię... Nie odbiera... Wściekłam się, żeby nie powiedzieć wkurwiłam... Dzwoni i dzwonie... W końcu odebrała i pytam czy dzisiaj będę miała zmianę??? Na co ona, że wyłączyła budzik i że przeprasza i czy mogę poczekać ona będzie UWAGA!!!! Za pól godziny!!!!!! A mieszka 3 min.od szpitala!!!! No nic... Zamknęłam biuro powiedziałam wszystkim, że nie mam zmiany i poszłam do M. bo był z małą i nawet nie mógł wejść do środka. Przyjechała po 40 minutach!!!!!
Byłam już ubrana. Przekazałam istotne informacje i wyszłam, bo przecież muszę wrócić na USG.
W domu śniadanko, szybki prysznic i jedziemy. Pełni nerwów i strachu.
Ludzi oczywiście Full. Nie spodziewałam się, że o godz. 9 w niedzielę będę już tyle wiary... No nic. Czekałam grzecznie. W końcu mój kolej.
USG... Moja gin patrzy na monitor... Szuka... Aż w końcu jej charakterystyczny błysk w oku! Jest! Krzyczy! Jest??? Pytam! Odwróciła monitor. Pokazuje mi moje maleństwo. Mówi, że jest pięknie zagnieżdżony w samym dnie macicy. Idealnie... Mówię: Czyli jest na swoim miejscu? Jest w idealnym miejscu usłyszałam. Zauważyła jeszcze jakiegoś małego niby mieśniaczka, ale mam się nie denerwować bo jest poniżej linii macicy gdzieś tam daleko. Będzie obserwowany.
Mówię o zwolnieniu. Pyta od kiedy chcę, mówię że nawet od jutra. Powiedziała, że mam juz jutro poinformować szefową, że w pracy mnie nie będzie, bo jestem na L4, a we wtorek mam przyjść po skierowanie na badania, L4 i umówić się na wizytę na 13 stycznia. Teraz po świętach będę miała drugie USG, żeby sprawdzić czy jest ❤. Jestem dobrej myśli.

6 dpt i 2 weryfikacja, kurcze od rana boli mnie brzuch to chyba nerwy..... ja mam taką petycję do matki natury jeśli staraczka zajdzie w ciążę niech te kilka dni po owulacji pojawia się na jej ciele zielona kropka może być kurcze nawet na czole, a jak nie zajdzie to powiedzmy czerwona. Jakby to kurde skróciło czas niepewności i oczekiwania. Zielona jesteś w ciąży, czerwona próbuj dalej :)

A tak serio to nasikałam dziś na test i coś tam majaczy (mam nadzieję, że nie w mojej głowie :/)

Beta 25,6 czyli jednak intuicja mnie nie zawiodła :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2015, 18:21

c.d.

Po USG, łzach szczęścia i nieodrywania się od siebie, postanowiliśmy, że jedziemy do IKEA. Mimo, że nie spałam po nocy, jakoś nie miałam ochoty na sen. Po takich emocjach... kto by spał?
Po drodze wysłałam MMS do teścióweczki i szwagierki, żeby wiedziały, że jest ok.
Poinformowałam też moją najstarszą i najwierniejszą kumpelę!!! Znamy się 23 lata!!! Nie chciałam jej mówić po pierwszej becie, bo to jeszcze za wcześnie, ale wczoraj to był szał pał!!! Telefony dzwoniły non stop. To do niej to do mnie!!! Taka to moja Wariatka!!! Wiem też, że nikt poza nią nie będzie wiedział. No, może poza jej mamą, bo kobieta strasznie przeżywała nasze starania i rozczarowania.
W drodze powrotnej myślałam, co i jak napisać do mojej kierowniczki. Przecież muszę jej dać znać, że nie będzie mnie w pracy, bo jestem na L4.
Myślałam i myślałam, aż w końcu napisałam krótką, konkretną wiadomość: Cześć, dzisiejsze USG potwierdziło fakt, że jestem w ciąży. Chciałam Cię poinformować, że od jutra zaczynam L4, które dostarczę we wtorek. Przykro mi, ale po poprzednim poronieniu jestem na podtrzymaniu i nie mam wyboru.
Od razu wyciszyłam telefon. Bałam się, że zadzwoni i będzie miała pretensje. A że grafik musi zmienić a że znowu L4 i znowu kombinuję...
Powiedziałam do M., że są dwie opcje: albo dostanę esa typu no trudno albo typu super gratulacje dbaj o siebie i tym samym pokaże, że jest człowiekiem a nie suką.
Nie patrzałam na telefon do czasu powrotu do domu.
Po drodze wstąpiliśmy do dużego sklepu Mama i Ja! Kupiliśmy tam maluśkie skarpetki, żeby jakoś przekazać info teściowi, bez zbędnego tłumaczenia, mówienia i łez...
Wstąpiliśmy po małą i pojechaliśmy do teściów. W tym czasie zobaczyłam smsa od szefowej. Ku mojemu zaskoczeniu napisała: "Hej! jeju to gratulacje! ale zaskoczenie mega. Trochę zacznie się problem z dyżurami, ale to już mój problem, więc życzę zdrówka i duuuuuużo wypoczynku!!!!"
O dziwo okazała się człowiekiem :D
Kamień z serca!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2014, 10:07

c.d.

Przyjechaliśmy do teściów. Przygotowałam skarpetki dla teścia.
Na spokojnie kawka, herbatka ciasteczko (ja nie jadłam, bo mam wstręt do słodkiego od jakiegoś czasu). W między czasie mówię do teścia, że mamy dla niego fajną ozdobę na choinkę, ale trzeba mały drucik, żeby zrobić pętelkę do zawieszenia.
Wyciągam skarpeteczki i mówię, że to własnie ta ozdoba. Trzymał i oglądał je z każdej strony. Nie wiem, czy był w takim szoku czy nie trybił??? Po jakichś 5 min. powiedział, że to są małe skarpetki, a teściówka mówi do niego: a potrafisz to interpretować?
Łzy mu poleciały, nie odezwał się słowem. Daliśmy mu spokój i zajęliśmy się rozmową. Musiał to przetrawić.
Kątem oka widziałam tylko jak wycierał łzy...
W tym czasie zadzwoniła do mnie koleżanka z gratulacjami. Ta, która w poniedziałek 1 grudnia poinformowała mnie, że przez przypadek zaszła w niechcianą ciążę. Zapytałam skąd wie, a ona na to, że szefowa już zmienia dyżury i zadzwoniła do niej. He he he he he szybko się za to wzięła, nie ma co...
Dziwię się jej, że nie powiedziała jej o swojej ciąży... ale to jej sprawa. Nie będę się tym zajmować...
Wróciliśmy do domu. M. zaczął układać naczynia, bo nie ogarnęliśmy jeszcze kuchni, ale postanowiliśmy robić to powoli, tym bardziej, że na razie ja nie mogę nic robić.
Po 40 min zasnęłam... nie wiem co się działo później. Po nieprzespanej nocy w pracy, wyprawie do IKEA, herbatce u teściów, po prostu odpadłam.
Obudziłam się o 6 rano... zaczął się nowy dzień...

24dc dziś temperatura spadła pojawiła się rano krew mało bardzo mało ale jednak

A to moje maleństwo. Marzę tylko o tym, żeby rosło zdrowo, a <3 biło mocno i było silne!

9c85f06cddda3244gen.jpg

mallinka Mallinkowa wyczekiwanka 15 grudnia 2014, 09:46

Podłamałam się dziś objawy na @ ;(
zaczęło się plamienia jak zawsze w 9- 10 dpo do tego strasznie boli mnie podbrzusze i jajniki odebrałam wyniki z 6 dpo progesteronu i tylko 10,23 ng/ ml :( słabo
chciałam zrobić beta hcg ale kolejka taka że do pracy bym nie zdążyła :(
do dupy!!!

mając 18 lat zaszłam bez trudu w ciążę nawet o niej nie wiedząc .
w 3 miesiącu potwierdzenie ciąży los chciał że miałam martwą ciążę od 6 tygodnia którą wykryto u mnie w 4 miesiącu . łyżeczkowanie zatrucie krwi miałam .
problemy z zajsciem w ciążę przez 17 lat.
jakie ja to badania nie robiłam jakie to exsperymenty nie robiłam czego nie próbowałam .
Każda kobieta która pragnie dziecka wie co przechodziłam .
każde badanie przechodziłam jak naj lepiej cykle prawidłowe żadnych problemów wykryto u mnie bezpłodność idiopatyczną naj gorze co może być ponieważ jak jest gdzieś problem można go leczyć a w moim przypadku każdy rozkładał ręce .
W czerwcu w tym roku ponownie wyszłam za mąż z cudownym facetem . Zna moje problemy. Postanowili my In vitro ale mój mąż cały czas powtarzał uda nam się poczekajmy z in vitro.
Postanowili my pierwszo w grudniu na wczasy poślubne wyjechać do Mexsiku .Cały miesiąc szukałam fajnych ofert zapomniałam trochę o presi dziecko . Plecy mnie bolały inaczej i skusiło mnie bo miałam jeszcze testy ciążowe w szafce zrobić bam pozytywny . Nie uwierzyłam nawet nie przyznałam się Mężusiowi że zrobiłam . Na mikołaja kupiłam nowy i wieczorem ponowiłam pozytywny mocna kreska to był 28 dzień . w 35 dniu poleciałam na betę 306,09 jestem w ciąży po 17 latach bez starań bez myśleń w 37 dniu beta 717 pięknie rośnie .
brałam bo lekarz mi zalecił inofolic 2x dziennie /cyclodynon 1 x / i na własną rękę dong quai . w 37 dniu poszłąm do lekarza widać pęcherzyk mały dał mi 3 x duphaston wizyta następna w dniu 49 dokładnie dzień przed świętami :)

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 15 grudnia 2014, 10:18

W weekend zorganizowalismy w koncu nasza parapetowke na nowym mieszkanku :) No dobra, nie takim znowu nowym, bo przeprowadzilismy sie w sierpniu - ale z uwagi na no, ze nie chcialam zapraszac mojego szefa, a ciezko byloby sie wymigac skoro zaprosilam wiekszosc ludzi z zespolu - czekalam z impreza do jego urlopu ;) Jestem z nas dumna - z siebie i mojego S. Razem sprzatnelismy mieszkanie, ja przygotowalam salatki, wszystkie przystawki, miesko i grzane winko... a S upiekl luciakatter (kotki sw Lucji :) ), czyli takie drozdzowe buleczki z szafranem, ktore sie je tradycyjnie w Szwecji 13 grudnia :) Zaprosilismy ludzi z pracy ode mnie i od niego z Sadu, a dodatkowo kilkoro ludzi spoza pracy z ktorymi utrzymujemy bliski kontakt. W sumie przyszlo okolo 15 osob.
Bylo calkiem milo, mysle ze im sie rowniez podobalo... :)
Poznalam kilka nowych osob z otoczenia mojego S, wiekszosc wydaje sie calkiem w porzadku.
Nawet jestem z siebie dumna, bo okazalo sie, ze praktykantka od nich z Sadu, ktora zreszta ma sie moj S opiekowac przez najblizsze kilka miesiecy(polecenie szefa), jest faktycznie przesliczna dlugonoga naturalna blondynka o cudnych niebieskich oczach (taka typowa Szwedka, jak z reklamy...) - a ja, mimo ze daleko mi do jej urody, staralam sie zeby sie u nas w domu czula milo :) Kiedys bym pewnie zareagowala inaczej, i pewnie bym sie bardziej denerwowala gdy S mowil do wszystkich, jaka to pojetna jest i ze swietnie sobie w pracy radzi. Pierwsze postanowienie swiateczno - noworoczne: odpuscic troche sobie i S. Uwierzyc w to, ze skoro chce sie ze mna ozenic, chce miec ze mna dziecko, chce ze mna spedzac kazda wolna chwile - to znaczy, ze zadna piekna kobieta nie ma ze mna szans :)

Wczoraj aura milej imprezy sie skonczyla moim sporym kacem. Juz dawno nie czulam sie w ten sposob - bol glowy, wymioty, oslabienie... wielki kac, jakbym wypila co najmniej butelke wisky sama. A ja przeciez wypilam tylko kilka grzancow (moze 3 szklanki). Dziwne to, byc moze lapie mnie jakies chorobsko, bo juz od kilku dni czuje lekki stan podgoraczkowy, bol gardla i katar.

Jutro wizyta u ginekologa z wynikami moimi i S. Ciekawe, co wymysli ciekawego tym razem w ciagu naszych 5 minut (odkrylam, ze tam zapisuja pacjentow na co 10 minut... :/) A koszt wizyty jedyne 100EUR. Dlaczego, no dlaczego ja nie zostalam lekarzem? :/

Butter Moje marzenie 15 grudnia 2014, 10:25

No i rozpoczął się nowy cykl 15 :(, bez sensu... miałam taką nadzieję i przeczucie, że tym razem się uda, czułam ból lewego jajnika w którym było jajeczko i wydawało mi się, że coś tam się dzieje i jest duża szansa, no ale niestety życie jest życiem i jedni mają ciągle pod górkę a drudzy ciągle z górki. Załamał mnie ten ostatni cykl, pokłóciłam się z mężem z mojej winy i potem ryczałam zamknięta w łazience przez 2 godziny!!!!!! Nie powiedziałam mu nic, nie dawałam po sobie poznać, że coś jest nie tak, że przeżywam, nie chce załamywać męża, ostatnio mi powiedział, jak miał gorszy dzień, że "do niczego się nie nadaje i nie potrafi nawet zrobić dziecka" - łzy mi stanęły w oczach, pocieszyłam go i od tamtej pory nie poruszam przy nim tego tematu, tak bardzo chciałabym, żeby mógł zostać tatą, wiem, że będzie wspaniałym ojcem, codziennie się o to modlę. CZY w końcu BÓG mnie wysłucha???

Witam jestem po wizycie u ginekologa oczywiście potwierdzone PCOS wiec zaczynam cykl z dupkiem a nastepnie tradycyjnie CLO :D mam nadzięję, że nareszcie coś się ruszy :)

Hermiona Co to będzie? 15 grudnia 2014, 10:46

Ovu pisze, że mam dziś 80% szans na pozytywny test, jeśli jestem w ciąży. No to nie wytrzymałam i zrobiłam. Wyszedł negatywny, tak myślę, ale tam, gdzie powinna być druga kreska jest ledwo dostrzegalny cień kreski. I teraz nie pamiętam, czy zawsze tak, było, że tam był cień? Dziewczyny, może macie więcej doświadczeń z testami. Zawsze tam jest cień, czy nie?

Chwilkę mnie nie było.
Weekend upłynął sympatycznie :) Ubraliśmy choinkę. Cudna jest <3 I ozdobiliśmy salon i drzewko w ogrodzie. W powietrzu czuć zapach Świąt. Zamówiłam u koleżanki uszka i pierogi. Dzieciaki upchnęły pod choinkę listy do Mikołaja. Skubańce do trzeciej w nocy schodziły do salonu, z nadzieją, że uda im się przydybać Świętego albo Jego pomocników, kiedy będzie zabierał kartki z ich listą życzeń ;) Głównym wykonawcą w dostarczaniu prezentów pod choinkę jestem ja ;) Szczerze pisząc , za każdym razem, czuję się nieco nieswojo, czytając,cudzą, bądź, co bądź korespondencję. Otwierając listy, wracają do mnie dziecięce wspomnienia i mimo, że, stara baba już jestem, odczuwam dziwny żal, smutek i rozczarowanie, że to właśnie ja , a nie Starszy pan z długą siwą brodą, w czerwonym wdzianku, postękując i mamrotając pod nosem swoje "ho ho ho " ,zbieram kartki z dziecięcymi marzeniami.
Mimo tej chwilowej nostalgii , uwielbiam klimat Świąteczny.
Zapach choinki, błyszczące światełka i gorące kakao i/lub czekoladę w kubku...
Wbrew większości , kocham "Kevina samego w domu" i "Święta w krzywym zwierciadle".
A w sercu tli się nadzieja, że już może w te Święta jakiś maleńki Okruszek postanowi zamieszkać pod moim sercem <3

W sobotę, 14- ty dzień cyklu, ból lewego jajnika, był tak dokuczliwy, że na kilka godzin wyłączył mnie z życia codziennego. Gdyby nie fakt, że tłumaczyłam go sobie zbliżającą się owulacją :D pewnie nałykałabym się jakiś proszków, żeby go stłumić. Ale chciałam być świadoma tego, co dzieje się z moim ciałem, więc dzielnie go zniosłam, a lekko nie było. Ból ciągnął aż do pleców. Mam tylko nadzieję, że to faktycznie ból owulacyjny, a nie jakiś torbiel na jajniku, albo inne choróbsko, spowodowane stosowaniem antykoncepcji hormonalnej. Z najmłodszym synkiem, zafasolkowałam w miesiąc po odstawieniu anty. Mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie :)

Pogoda nadal do bani. Wiatr ustał, ale deszcz nie odpuszcza :(
Brakuje białego puchu i mrozku szczypiącego w uszy i nochal.
Mam nadzieję, ze w tym roku , aura w NL nas zaskoczy i chociaż w Świąteczne dni trochę białych gwiazdek popruszy z nieba.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2014, 11:27

Ralpina Matylda? 15 grudnia 2014, 11:25

No nie mam owulacji. 16dc. Nie mam śluzu płodnego, na testach nawet cienia cienia nie widzę.. Brzuch pobolewa jak podczas @, ale testy nie kłamią...

27 dc.

objawów brak... czuje , że 3ci miesiąc bez rezultatów... gdyby nie ta nadzieja , głupia i niepotrzebna. !

mam mega dziwne sny , mam problemy ze spaniem , za dużo stresu a przede wszystkim za dużo myślenia.... no ale nie da sie inaczej niestety. Jednego dnia budze się z nadzieją , że moe jednak sie uda , bo przecierz bardzo tego chcę.... drugiego dnia wstaje i myślę : może i dobrze jesli się nie uda.... Żal mi samej siebie...


3 dni do @.

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 15 grudnia 2014, 12:26

12 dc (10sc)

I znowu wychodzi słońce :) pogoda zdecydowanie mnie satysfakcjonuje, wcale nie potrzebuję mrozu i śniegu do świąt :P

Dzisiaj byłam u endokrynologa. Mogłam sobie w końcu ponarzekać, mówiłam o tym moim spaniu, tak suchej skórze, ze aż mnie swędzi przy jej naciąganiu. O moich smutnych włosach :P aach jak dobrze sobie pomarudzić. Zwiększył mi dawkę euthyroxu. Teraz zamiast 25 mam brać 50. Za 6 tygodni kontrola. A przed wizytą mam zrobić usg i hormony tarczycy. Oczywiście, za 6 tygodni to ja będę w ciąży :P dostałam też końską dawkę witaminy D, ma mi to wszystko pomóc. Za jakiś tydzień już pożegnam się z tą moją sennością. Lekarz powiedział, że powinnam ten czas wykorzystać na.... spanie. Skoro mi się chce spać, to czemu mam tego nie robić ?! :D W sumie racja, dziś odpuszczam sobie pójście do pracy! Pośpię sobie, a co! :D A już niedługo wrócę do żywych.

Wczoraj tak się chwaliłam, jak to ja potrafię swoje dzikie popędy seksualne hamować :P yhym. No jakoś mi nie wyszło :D w ogóle jakaś kurde niewyżyta jestem pod każdym względem. Ten mój mąż to jakiś biedny jest. Z jednej strony molestuję go na tle seksualnym, a z drugiej drę się o wszystko, co mi nie pasuje. Wszyscy nasi znajomi nie mogą się nadziwić skąd we mnie tyle rozbuchanej energii. Ja nawet jak mówię to potrzebuję 10 metrów kwadratowych, żebym mogła to robić spokojnie :P a jeszcze bardziej się dziwią, że mojemu K. to się nie udziela i potrafi zachować stoicki spokój wobec moich "wyczynów" :P

A i żeby nie było, że ciągle jestem taka pozytwno-nakręcona wariatka (tego już nie musicie czytać, bo to są tak zwane pierdoły, ale chyba mi się nazbierało i muszę znaleźć ujście, bym się nie absorbowała nieprzyjemnymi odczuciami) :P
Dziś uroniłam łzę. Do końca nie wiem dlaczego, nie chcę też za bardzo o tym myśleć. Ale sprawa wygląda tak, że ogólnie nasza rodzina wie, chcielibyśmy mieć dziecko. Wcześniej nas ciągle wypytywali, a my nie chcieliśmy i mówiliśmy o tym wprost. Tak samo wprost powiedzieliśmy, że tak, no już byśmy chcieli. Ale gdy okazało się, że mam problemy z tarczycą i prolaktyną, to stwierdziłam, że nikomu tłumaczyć nie będę. Wie o tym tylko moja mama, siostra i przyjaciele, bo jesteśmy z nimi bardzo blisko i mamy od nich serdeczne wsparcie. Reszta się nie dopytuje, ale widzi, że jestem jakaś nieswoja, nie ukrywam że łażę po lekarzach, biorę jakieś tam leki (chociaż nie mówię w jakim celu). A teraz do sedna. Dzwonię dziś do swojej Babci (prawie jak codziennie), pytam jak zdrowie, bo tydzień temu pękło jej naczynie krwionośne w oku i przestała widzieć. Teraz stopniowo jej wzrok wraca, ale to następuje bardzo powoli. No i ona opowiada mi o tym swoim widzeniu, potem dalej coś o swojej ciężarnej (termin na początek stycznia) synowej. A że była dziś u lekarza, że biedna miała dwa światła do przejechania i się nasiedziała 15 minut w samochodzie. No to Babci mówię, żeby się cieszyli, że mają dwie sygnalizacje świetlne na całe miasto, bo ja dziś rano to prawie godzinę do Gdyni jechałam do lekarza, więc 15 minut to wcale nie tak dużo. babcia przyznała rację i dalej tam opowiada, opowiada, a to jak pies coś zrobił, jak dzieci do szkoły, jak ta ciężarna musi pojechać w jednym samochodzie wymienić koła, a w drugim dokręcić śruby u mechanika. Ale dobrze, że zna tam jednego pracownika, bo inaczej to by źle jej te koła powymieniali "alby" śruby dokręcili. A jeszcze w piecu trzeba napalić, a nie ma komu, bo syn za granicą, synowa w wysokiej ciąży a Babcia słabo widzi. A w piwnicy ciemno. No i tak pół godziny. Między czasie tych zapierających dech w piersiach opowieści przeczytałam ulotkę vigantola, rozwiesiłam pranie, zrobiłam sobie herbatę i wypiłam wszystkie swoje leki i suplementy. Co chwila wtrącając do "rozmowy" swoje - "yhym...tak..". Babcia w końcu mówi, że w końcu to ona musi iść do pieca i tam nie da rady ze mną rozmawiać, więc kończymy. "Pozdrawiam Ciebie, K. i Waszego kotka, trzymajcie się Kochani, buziaki od nas" tak zakończyła. "ok, Babciu, papa, Wy też się trzymajcie". Kiedy zabrałam słuchawkę od ucha i już dotykałam przycisk zakończ na wyświetlaczu usłyszałam: " A! A., a co u Ciebie?" Tyle że mój telefon już się rozłączył.
No i w tym momencie pojawiła się ta łza. Pewnie bym powiedziała, że super,że wszystko ok. Ale tak jakoś dotknęło mnie to jak Babcia ciągle (bo dziś to nie pierwszy raz) gada o sobie, swoim domu (wnukach, ciężarnej synowej, sąsiadach, psie), a pytanie co u mnie pojawia się, gdy rozmowę trzeba kończyć. Wiedziała, że byłam u lekarza, a nawet nie zapytała. Ważne że ona była u lekarza, że synowa była dziś u lekarza i tyle. Przecież ja bym powiedziała, że fantastycznie. No kur.... Znowu się rozkleiłam. W sumie to nie wiem, o co mi chodzi. Koniec szklenia oczu, czas spać!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2014, 12:32

Bergo Bergo - nowa ja 15 grudnia 2014, 15:34

Mam takie przemyślenia od dłuższego czasu... Trzeci pewnik w moim zyciu się pojawił. Tzn. na pewno nie zdecyduję się na kolejne dziecko! Nie daję rady, w domu rodziców jest jeszcze gorzej, a do siebie nie mogę wrócić, bo P.chory. Nie chcę już więcej dzieci. Jak mały dorośnie zamykam raz na zawsze temat niemowląt, pieluch itd.

Byłam dziś na kontroli u ginekologa. Wszystko w porządku, pęcherzyk dominujący (15mm) w lewym jajniku (co jest ciekawe, bo w zeszłym cyklu też tak było). Podobno rosną 2mm na dobę i w środę mam mieć owulacje :) Pani doktor wypatrzyła też jakieś zgrubienie, ale to prawdopodobnie pogrubione miejscowo endometrium (choć ja już sobie dorobiłam zrosty po zabiegu) i mam się nie przejmować. Zasugerowała mi też delikatnie, że ciąża to nie koncert życzeń i nie mam się przejmować jak zaraz nie uda mi się znowu zajść w ciążę, bo to proces, a nie życzenie typu "mówisz-masz" ;) Wiem, że mogę tego żałować pod koniec tego cyklu, ale bardzo bym chciała i nastawiam się na to, że się uda. Musi i koniec:)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)