Święta coraz bliżej, już mniej niż tydzień a ja taka nie ogarnięta... mieszkanie nie ogarnięte... i już to widzę jak się obudzimy z ręką w nocniku...
No ale zaczynam jakoś ogarniać i póki co 2 rzeczy za mną - umówiłam się do fryzjera i przegrzebałam szafę czy ja w ogóle mam się w co ubrać w te Święta?
Chyba mam się czym pochwalić... "wchodzę" do szafy i szukam w co się ubrać w te "sztywne" dni... rzuca mi się w oko tunika/sukienka którą kupiłam 2 lata temu, myślę sobie "zobaczymy" - zakładam i WOW! nieźle... grzebię dalej i znajduję leginsy (kiedy ja je kupiłam?) ocieplane z futerkiem w środku - zakładam i idę do lustra - kurde chyba zaczyna być widać moje stracone 19kg w tym roku... sama jakoś tego nie zauważam ale "stare" ciuchy chyba nie kłamią...
Z mężem... hmmm... nie wiem czy zagląda tutaj i czyta moje żale czy już po prostu sam już zauważył że nie jest dobrze ale wczoraj sporo się poprawiło. Kiedy kładliśmy się spać powiedział "dziś to Ty będziesz koło mnie a Diesel może spać w nogach albo na brzegu". Przytulił mnie tak naprawdę, tak po prostu, bo chciał a nie musiał. Mam nadzieję że już tak zostanie, przynajmniej do lutego a później to ja też będę mniej zestresowana więc będzie spokojniej 
Byłam dziś z Dieselkiem na ostatnim szczepieniu i przy okazji zważyłam "malucha". Nasza klucha waży już 5,95kg i nawet wet był w szoku bo nie widać po nim 
Dziewczyny z którymi razem wróciłam z BBF na OF powoli po kolei wracają na fioletową stronę... mam nadzieję że będą trzymać mi tam miejscówkę i że szybko do nich dołączę 
W czasie kiedy pisałam ten wpis przyszedł mój klopsik - ja go na ręce chcę wziąć a ten piszczy... od razu zapaliła mi się lampka że może uczulenie po szczepieniu więc biegiem do weterynarza... wpadam ze łzami w oczach że coś się dzieje i co się okazało? że to normalne po tym szczepieniu, nie puchnie, nie drapie się a trochę go boleć kark może i pewnie dlatego piszczał... nie wytrzymałabym gdybym teraz straciła jego... Na szczęście zostaje z nami i mam nadzieję że na długie lata 
Ciąża zakończona 18 grudnia 2014
No i piszę - tylko o czym? cykl kończy się 29 grudnia - testować nie będę aż do sylwestra - a w sylwestra tylko ze względu na %. Dlaczego taka zmiana? Raz że starań w tym miesiącu nie było. Test ovu ciągle był ujemny a jak poszłam do lekarza to się okazało że już po owulacji. Ale ten cykl dał mi jedno ... koniec głupiego nakręcania się! koniec odliczania, schizowania itd,itp... czas zacząć cieszyć się staraniami, przecież to taka cudowna przyjemność
Wcześniej schizowałam żeby być w ciąży do końca roku - a skoro nie dane mi to to nie ma różnicy kiedy maleństwo do nas przyjdzie - ważne żeby przyszło
Oczywiście nie zaprzestaje pisania pamiętnika. Po prostu nie będzie on monotematyczny. Z pewnością, będę tutaj zaglądać rzadziej, ale z pewnością będę
Więc do usłuszenia!
Nie wytrzymałam, zrobiłam test, ujrzałam to co czułam, że będzie - jedna krecha
widziałam wiele pozytywnych testów w 11dpo, więc jest to możliwe....no ale chyba mi jednak nie jest dane szczęście. Ze wszystkim zawsze mam pod górkę 
Niedługo po teście zobaczyłam różowawy śluz, czyli @ za jakieś 2-3 dni 
Marzenia o wspaniałym grudniowym cyklu prysły jak bańka mydlana...
29+3 
I my już po wizycie
Malutka ma 1280 gram jak zawsze wychodzi o tydzień mniejsza. Ale ogólnie wszystko dobrze. Szyjka 29mm, zamknięta, troszkę miękka ale ogólnie jest ok.
Dostałam jakąś próbkę z wymazem z szyki macicy i muszę to jutro zanieść do labo.
Następna wizyta za 3 tygodnie 
A dziś rano byłam u fryzjera i jestem Ruda
:D:D
W niedzielę mamy sesję brzuszkową
już się nie mogę doczekać
Dzień 55.
30 + 5 
jesteśmy po wizycie!
a więc tak :
łożysko super, wody i przepływy dobre, serduszko bije, szyjka się ładnie trzyma 
a Polunia już główką w dół ułożona i do porodu się nie zmieni
była trochę w ślimaka ułożona, bo już mało miejsca
w pępek jednak mi wbija kręgosłup a w wątrobę i żebro pupkę
no i Pola nadal jest dziewczynką 
no i uwaga, moja córunia waży...1602 g.!!
ale jestem dumna
Skarbuś Nasz 
wczoraj miałam wizytę u endo- wszystko ładnie zbite a malutka już sama sobie radzi
lekarka zadowolona, podziękowałam za opiekę i bardzo się cieszyła 
z innych spraw, to w sobotę mam zjazd i w niedzielę...na sobotę oddać pracę mgr i siedzę i coś skrobię...wiem, że do porodu nie zdążę , będzie wesoło 
prócz tego zachciewa mi się ostatnio rzodkiewki 
to lecę pisać pracę, choć ciężko, bo Pamiętnik księżniczki leci 
Przed inseminacją zalecałbym wykonanie badań AMH, LH, FSH, Estradiolu, DHEA, testosteronu oraz SHBG. Pani partner powinien wykonać badanie fragmentacji DNA plemnika (metodą TUNEL) oraz test wiązania plemników z hialuronianem.
Na tej podstawie będzie można określić, czy istnieją wskazania do wykonania zabiegu.
Inseminację stosuje się wyłącznie jeżeli fragmentacja DNA plemników jest prawidłowa – w ten sposób ograniczamy ryzyko poronień lub urodzenia chorego dziecka) - oraz jeżeli test wiązania plemników z hialuronianem wypada prawidłowo (plemniki potencjalnie mają szansę samoistnie zapłodnić komórkę jajową).
Jeżeli spełnione są powyższe kryteria, mając świadomość skuteczności inseminacji (8-10%), można podjąć decyzję o wykonaniu 3-4 cykli.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2014, 20:37
Fryzjer zaliczony- wreszcie wyglądam jak człowiek:) Trochę mi smutno, bo moja ulubiona fryzjerka pracuje tylko do końca tego roku, a potem idzie na zwolnienie. Jest w ciąży i rodzi na początku kwietnia- będzie miała córeczkę
Po tym co mi powiedziała wnioskuje, że szybko nie wróci, ale powiedziała mi do kogo przychodzić zamiast niej;)
Połowa pierników upieczona i prawie polukrowana, jeszcze drugie tyle do obrobienia. Musze to do jutra skończyć, bo nie lubię jak coś nade mną wisi.
Magi świąt nie czuje. Jakoś mi nie zależy w tym roku... A Luby kombinuje gdzie by tu pojechać w przerwie świąteczno-noworocznej. Wczoraj zarezerwował narty w Austrii i (dla kontrastu) hotel nad Bałtykiem;) Miał duży dylemat czy woli aktywnie poodpoczywać czy spać do 10 i spacerować po plaży. W związku z tym, że wybór nie jest łatwy dorzucił trzecią propozycję- Grand Canarie!!! Zobaczymy co z tego wyjdzie:)
Włączam polsat a tam "Pamiętnik księżkniczki" po 5 min "ale to głupie" przełączam dalej "Zbuntowany anioł" i co robie... oglądam ;P Chyba potrzebowałam "przenieść się" do czasów, w których moim największym problemem były perypetie Milagros i Ivo, a to co najbardziej wkurzało, to koleżanka ubierająca się i co gorsza ŚMIEJĄCA jak bohaterka serialu... O dziwo taka terapia działa, bo zaczęłam się śmiać sama z siebie ;P Jak ja mogłam kiedyś to oglądać z takim zapałem, kiedy reakcje bohaterów są strasznie przerysowane, teksty, od których można puścić pawia a bohaterka która niby jest dojrzałą kobietą a zachowuje się jak rozpieszczona 5-latka... Zaraz udławię się ze śmiechu ;P No ale czy ktoś nie oglądał zbuntowanego? Z moich znajomych wszyscy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2014, 22:08
Dziewczyny proszę wyluzujcie
Mamo z Groszkiem, no proszę Cię, ja uwielbiam Twój pamiętnik
Dlaczego tak strasznie bierzecie do siebie moje wpisy??? Dziewczyny, żadnej z Was nie chciałam nigdy obrazić. To na mnie część z Was najechała jak walcem. No kopać leżącego jest łatwo, prawda? Tak- nie umiem być od razu taka szczęśliwa, tak- zazdroszczę tym z Wam które mają więcej optymizmu w sobie, nie- nie jestem cholernie nieszczęśliwą osobą, tak- wierzę, że będzie lepiej. Uprzejmie proszę o nieocenianie człowieka pochopnie, o nie irytowanie się bez sensu, o unikanie nadinterpretacji i o... to byśmy nie skakały sobie do oczu, co jest tak strasznie typowo babskie, ale może uda nam się tego uniknąć?
Dziękuję za nieliczne, ale cenne słowa zrozumienia. Moje dziecko nie jest z powodu mojego złego nastroju zaniedbywane, z całą pewnością nie odczuwa, że jego matka na matkę się nie nadaje... Jeśli jeszcze kiedykolwiek poczuję się beznadziejnie w tej roli to o tym napiszę, więc uprzedzam z góry, żebyście tego znowu nie brały tak strasznie do siebie. Ja wiem, że jeszcze będę robić to co lubię, bo już taka jestem i nie odpuszczę. Ale nie martwcie się- Przemuś na tym nic nie straci 
Ale... My tu się kąsamy jak żmije, a moje dziecko zrobiło mego postępy ostatnio i to jest najważniejsze i to należy uwiecznić w pamiętniku 
Podczas pobytu u mamy nagle mi urósł. Dosłownie z dnia na dzień ubranka 56 przestały pasować i msiałam pędzić do Łodzi po większe, bo nie było go w co ubrać. Także oficjalnie zaczynamy rozmiar 62!
Łzy! Prawdziwe łzy! Strszne to jest. On płacze prawdziwymi łzami jak go coś boli, a ja nie mogąc mu pomóc i widząc te łzy ryczę z nim. No serce mi pęka, to jest okrponie przejmujący widok dla mnie. Te oczęta wpatrzone we mnie, buzia w podkówkę i łzy... Nie umiem spokojnie na to patrzeć
A często z tym bólem nie mogę m pomóc, to musi minąć. Podaję leki, ale zdarza się, że nawet Papaweryna nie pomaga. Wtedy musimy przeczekać.
Aktywność w ciągu dnia zwiększa się niesamowicie. Leżaczek bujaczek to zakup absolutnie udany. Potrafi w nim spędzać długie kwadranse, wpatrje się w zabawki, gaworzy, uśmiecha się. Widok zajebisty po prostu!
Aż serce rośnie. Dziś mój mąż po pracy akurat wszedł do domu kiedy Przemuś rozmawiał z Myszką Miki. Skomentował to z uśmiechem, że dobrze wreszcie widzieć radosną buźkę, a nie krzyczącą, zapłakaną
Tak dotąd było non stop- dziecko albo spało albo przeraźliwie płakało. Żadnej fazy pośredniej nie miał.
Oglądamy codziennie kontrastowe książeczki, "rozmawiamy", wpatrujemy się w siebie i robimy głupie miny. Niesamowicie zaczął szybko się rozwijać 
W ostatnich dniach nieźle też sypia. Zasypia po długim i trudnym karmieniu- z tym ciągle mamy problem, refluks bardzo go męczy- około 21.00 Jedna pobudka około 3 na jedzenie, a potem śpimy do 8-9. Znowu jedzenie i maluch dosypia do 11 a ja z nim lub wstaję i korzystam ze spokoju
Oby to się utrzymało 
Odstawiłam go od piersi i bilirubina natychmiast spadła o połowę. Za tydzień sprawdzimy kwasy żółciowe, bo te były oporne i nic a nic nie spadały. Z bakterią walczymy Zinnatem. Ten antybiotyk wzmaga niestety odczucie zgagi i nudności, ale nie ma wyjścia
To zakażenie wewnątrz szpitalne. Dowód na to, że jeśli można to szpitala z dzieckiem trzeba unikać. Byliśmy na gastroenterologii i tam chyba to złapał.
Tak sobie spacerowaliśmy u babci:


Taki jestem piękny, a buciki jedna ciocia pewnie rozpozna 

No i opowiadam różne historie 
https://www.youtube.com/watch?v=GR2I1oktST8&feature=youtu.be
Hey u mnie tak zostały dwa duże pęcherzyki na prawym pekl na lewym dzis 22 pęka i będzie podwójne owu....zobaczymy dziwne mam uczucia niby spokoj ...niby szal...nby zwątpienie czy kiedys się uda!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2014, 22:51
Uważam, że większość problemów, stresów bierze się z myślenia, dlatego żeby za wiele nie myśleć zajęłam się szydełkowaniem 
Nigdy wcześniej nie miałam tego "ustrojstwa" w ręku, mimo to udało mi się wydziergać krzywą śnieżynkę - w sam raz na choinkę. Mąż widząc moje dzieło zamówił sobie sweter na przyszłą zimę 
Dziekuje za mile slowa
naprawde wiele bym dala, zeby tak bylo i z calego serca zycze Ci powodzenia!
Caly czas nie trace nadziei choc miewam rozne nastroje. Dzis bylam u lekarza i nic z tego nie rozumiem. 14 dc, zaden pecherzyk nie dojrzewa, endometrium prawie 12 mm? Lekarz mowi, ze wyglada na to, ze ovu juz bylo ale jak to mozliwe?! Mam cykle min co 30 dni wiec nic z tego nie rozumiem. Wiecie o co tu moze chodzic? Czy to mozliwe zeby ovu byla tak wczesnie? Ostatnio mialam w 20 dc a teraz wychodziloby ze w 11 dc? Nic nie rozumiem.. POMOCY
Dodam jeszcze ze brzuch boli jak na @ i mega wrazliwe piersi. Pierwszy raz mam takie cos do tego po ostatnim cyklu myslalam, ze wszystko ok a tu sie okazuje, ze chyba jednak cos nie tak...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2014, 00:44
31 dzień cyklu.
Wczoraj wizyta u ginekologa
.. Wszystko ok , powiedzial że za wcześnie aby się martwić i wyszukiwać chorób.
Wczoraj po wizycie delikatna różowo biała plamka... Dziś. Czekam na @. Wiem że przyjdzie.
4dc wiesiołek do ovu, siemię lniane codziennie, kwas foliowy oczywiste
i co się stanie w tym cyklu ??
4dc wiesiołek do ovu, siemię lniane codziennie, kwas foliowy oczywiste
i co się stanie w tym cyklu ??
O 6 rano po zmierzeniu temeratury zasnąć już nie mogłam bo mnie katar męczył
trochę się pomęczyłam i padłam. Spałam do 9 i postanowiłam zacząć kurację. Nie mam zamiaru rozłożyć się na święta. Herbata w miodem i cytryną plus koktajl owocowy mają mnie postawić na nogi. Narazie nie chcę nic innego brać. Położę się i przeleżę ten dzień pod kołderką 

Kocham herbatę. Mogłabym ją pić hektolitrami
Chociaż teraz ograniczyłam picie jej do 2, no max 3 na dzień. A tak to piję wodę.
Wczoraj gdy wyszłam do pracy, zaczął boleć mnie okropnie brzuch. No prawie identycznie jak na okres. I było mi niedobrze. Do tego dreszcze, wrażenie, ze się pocę jak świnia (ona się poci? czemu takie porównanie mi przyszło do głowy?). Gdy dotarłam do pracy, szefowa porażona moim wyglądem dała mi Neosine (przeciwwirusowy), zrobiła miętę. Miałam luz. Mięta trochę pomogła, ale nie na długo. Zjadłam zupę pomidorową (mimo że nie przepadam za zupami). No było mi trochę lepiej.
Po powrocie do domu trochę odpoczęłam, a gdy mąż wszedł do domu wyciągnęłam go na spacer (pod pretekstem zakupów). Niech się zacznie trochę ruszać. Pracę ma za biurkiem, siedzi więc na dupie cały czas. Do pracy ma jakieś 200m do przejścia od domu. Stąd ten cholesterol. Więc powiedziałam mu że trzeba w końcu się rozejrzeć za czymś na choinkę (w tamtym roku olaliśmy choinkę i nie ubieraliśmy, siostra przyniosła gotową udekorowaną suszonymi owocami, cynamonowymi pałeczkami i innymi pierdołami, bo nie mogła patrzeć jak olewamy tradycję
). Prezenty w ogóle nie kupione! K. zgodził się, że faktycznie mamy parę zakupów pilnych i możemy POJECHAĆ! Nie, nie, Kochaniutki! Pieszo! Zacznij chodzić, bo Ci niedługo nogi zanikną pod rosnącym brzuchem! Niechętnie, ale się zgodził. Prezenty w ogóle nie kupione nadal. Choinka jako-tako. Mamy tylko bombki, kupiliśmy ich z 50. Nie chcemy jakiejś wielkiej choinki. Nie mamy czubka i kokard na nią jeszcze... Znając nas to będzie łysa, bo nie będzie nam się chciało poszukać reszty
no nic, poniedziałek mam wolny dzień od pracy więc może wtedy się tym zajmę jeżeli nie zabraknie mi czasu, bo przecież jeszcze trzeba kupić prezenty... Bleeeeee a my do tego wszystko mamy razy dwa, bo w styczniu obchodzimy jeszcze raz święta wg kalendarza juliańskiego jako grekokatolicy. Może na drugie Boże Narodzenie mi się bardziej zachce ogarnąć, bo teraz zupełnie nie mam ochoty na to. A tu pierogi czekają. Obiecałam Teściowej, że zrobię na wigilię i przywiozę. No a jak moja Mama podpatrzy, to i dla niej będę musiała na 6 stycznia zrobić!
właśnie na dzisiaj miałam zaplanowane lepienie pierogów. A tak mi się nie chce....
Żeby poczuć klimat świąt, włączyłam sobie jakieś tam piosenki świąteczne i staram się przestawiać na tryb bożonarodzeniowy
może zadziała, a pierogi same się zrobią 
Dobra, dosyć tego pisania głupot. Czas na sprawy poważne.
- Śluz jest cudowny, dalej rozściągliwy. Obfity. Nadal mnie kręci jak cholera. 
- Wczoraj ze względu na moje złe samopoczucie i negatywny test owulacyjny (ale pojawiła się już blada kreseczka) seksu nie było. Romansowałam za to z gorącym termoforem. Smyrał mnie nieśmiało swoim gorącym dotykiem po brzuszku 
- Kot mój ma mnie za swojego odźwiernego. Poluje na mewy i gołębie. Głośnym miauczeniem domaga się wypuszczenia na balkon. Potem lata jak wściekły, przepłasza te ptaszyska. A później dumnie paraduje z ogonem podniesionym do góry po balustradzie balkonu. Nieraz słyszę pod naszymi oknami okrzyki zachwytu, jaką on to ma równowagę, że chodzi tak po okrągłej poręczy, obraca się w drugą stronę na niej i staje na dwóch łapach
a prawda jest taka, że nasz balkon jest osiatkowany, tyle, że z dołu ludzie tego nie widzą
Nieraz sąsiedzi do nas przyłazili, żeby nas ostrzec, że zaraz nam kot poleci z balkonu. Siatkę musieliśmy założyć, bo nasz koteczek atakował psa sąsiadów z mieszkania obok
poza tym, po co mam się stresować, że kocur pójdzie i nie wróci. Latem wszystko spoko. Drzwi na balkon są cały czas otwarte, a zimą? Masakra. Ciągle otwieraj bo miauczy, żeby go wypuścić na balkon, a później otwieraj bo się drze, żeby go wpuścić. I tak w kółko. Można oszaleć. Czasem nawet nie zdążę usiąść na kanapie, bo już muszę otwierać drzwi
ostatnio mąż stwierdził, że nie może się doczekać, kiedy będziemy mieli dziecko, bo to co się porobiło z nami przez tego kota to już kliniczny pier-do-lec
ten sierściuch za nami łazi krok w krok, nawet jak wychodzimy do toalety. Nie wspominając, że gdy my się kąpiemy to on zawsze leży na brzegu wanny i moczy łapy
a my tylko siedzimy i
-Ojej popatrz! Jaki słodziutki nasz puci-puci!
- Och, jak łapkę pięknie trzyma na ogonku!
Yhhh, dziecko ty nasze kochane, przyszłe jeszcze niedoszłe! Przychodź szybciej, bo matka z ojcem totalnie ześwirują na punkcie swojego kota i będziesz mieć ciężko w życiu! 
Witajcie dziewczyny!
Już prawie północ a ja jak zwykle nie śpię, choć raniutko dziś wstałam. Mam dużo pracy przy planowaną przed świętami przeprowadzką
świat wiruje ja choruję, dopadło mnie mega przeziębienie, ale nie wybieram się do lekarza z nadzieją, że samo przejdzie. Nie chcę kolejny raz przyjmować antybiotyków, dopiero co zażywałam po laparo, za chwilę inf. Przecież antybiotyki osłabiają organizm, gdy są niepotrzebnie przyjmowane. A ja muszę się wzmacniać na przyjęcie w mym łonie majej Kropeczki
no ale jeśli jutro nie będzie poprawy odwiedzę rodzinnego 
Śnijcie pięknie!
P.s. Śnią się Wam czasem dzieci, na które tak czekacie?
Mi tak i zazwyczaj są to dziwne sny ... 
Dziękuję Wam wszystkim,które trzymały kciuki i życzyły wszystkiego naj :*
Oj ociągam się, ociągam ze zrobieniem wpisu, bo czasu mi brak,choć zajęć nie tak dużo, brak jakiegoś wyciszenia, spokoju.
Co do ślubu.. Było super:) Jakieś szczęście mnie przepełnia jak sobie przypomnę i nie wiem co mam pisać
Teść, który jest z reguły niepijący- nachlał się w 3 dupy, zdychał 2 dni
Za to mój Tata- z reguły pijący, nieodmawiający - nie pił ani grama:) pokazał klasę i bardzo mi się to podobało. Tego wieczoru stwierdził : NIE SZTUKĄ JEST SIĘ NAPIĆ; SZTUKĄ JEST NIE PIĆ, GDY CZŁOWIEK PIJĄCY !
Chyba nawet nie wie, jak mi zaimponował
Oj, ten Tata:)
Mamy się popłakały na ślubie, ja nie uroniłam ani łezki! (no bo przecież nie po to godzinę się malowałam
) ale jakoś bardziej się cieszyłam, że to wreszcie się dzieje, może dlatego:)
Dawid dzień przed -rzygał, w dniu ślubu -też! i powiedział mi,że coś mu stanęło na żołądku:)
Uwierzcie mi,że On sam nie wiedział,że był zdenerwowany! bo nigdy chyba się tak w życiu nie stresował! Poszedł umyć samochód wtedy i jak wrócił,czuł się już lepiej:)
A dziś postanowiliśmy z szafy na ciuchy zrobić komodę na ciuchy ! Na taki genialny pomysł wpadłam;)
No bo po co kupować nową, skoro ta jest dobra 
ale niestety po docięciu drzwiczek z drzwi, wyszło na to, że nie będą nam zawiasy pasowały hahahaha! A innych nie dało rady zamontować, więc jutro jadę po materiał zasłonowy i komoda nie będzie miała drzwiczek, a jedynie zasłonki ..Zawsze takie zasłony podobały mi się w meblach kuchennych, no coś to w sobie ma!
A ! i odpadł mi mój ślubny tips i wciągnęłam go odkurzaczem .. hahaha!
Każdy kolejny dzień mam już zaplanowany aż do świąt.
Jutro jedziemy po zasłony, mam nadzieję że do wieczora uszyję.
W sobotę jedziemy do jego kuzyna, może na drinka?
W niedzielę do 13.00 mam makijaż do sesji fittnes, później luzuję się w chacie.
W poniedziałek na 16.30 jedziemy z teściową na paznokcie.
We wtorek idziemy na roczek do koleżanki (na kawę, bo nie chcieliśmy imprezować z jej całą trudną rodziną), kupiłam jej tygryska z Winne the Phoo, którego jak się potrząśnie to fajnie gra i daje odgłos brykania.
Środa- wigilia i prezenty.
Mój już leży pod choinką i mam zakaz go dotykania! Rozumiecie! Zakazał mi go dotykać,a co najlepsze? Mówi do mnie, że on musi leżeć w poziomie, nie wolno go przewracać! I jak mam żyć? Że ja nie wiem co to jest? Ja? Ja wszystkowiedząca ? No MASAKRA, on chce mnie wykończyć
Jemu kupiłam figurkę Hoplity, spartańskiego wojownika (lubi takie klimaty i zawsze kupuje mu coś, na co może popatrzeć że jest) i koszulkę z medicine, która spodobała mu się na wystawie. Ale ja go w konia robię i mówię mu, że kupiłam mu coś innego co chciał, bo chciałam coś od siebie sama kupić i żeby też mi się to podobało, a co mi tam-niech się pomartwi:)
Idę już spać,bo dwutygodniowy mąż mój już dawno chrapie 
Po poronieniu dopadła mnie hipochondria. Naczytałam się forum i wujka Google'a a potem w nocy nie mogę zasnąć - tak jak teraz. Może ten pamiętnik pomoże mi się wyleczyć z tych stanów lękowych.
W badaniach krwi po poronieniu wyszło mi podwyższone TSH 3,4 i przeciwciała antyTPO - subkliniczna niedoczynność tarczycy i wykluwające się Hashimoto. Tarczyca na USG w normie. Endokrynolog przypisał Euthyrox w dawce 25.
Po 6 tygodniach zażywania TSH spadło do poziomu 2,4. Dawka została podwyższona na 37,5. Następna wizyta pod koniec lutego.
W ciążę zaszłam praktycznie w pierwszym cyklu starań. Byłam w niej jednak niecałe trzy dni, poroniłam na początku 5 tygodnia. Dopiero po tym poronieniu poczułam, jak bardzo chciałabym już mieć dziecko.
Pierwszy cykl po poronieniu był bezowulacyjny i krótszy niż zwykle (25 dni), drugi już dwufazowy, 33-dniowy, no a teraz jestem w 14 dniu trzeciego cyklu. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że owulacja jest u mnie pomiędzy 18 a 27 dniem cyklu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2015, 20:11
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.