1dc (11cs)
Hej, hej, hej! Witam się w dniu nowego cyklu. To już 11 cykl starań.
Od sobotniego wieczóru przebywamy w naszym rodzinnym mieście. Znajomi na każdym kroku. Odzwyczaiłam się od tego, ze gdzie się nie wybiorę to oni są wszędzie! Coś załatwi na mieście to jakiś koszmar, bo wszędzie sie kogoś spotyka i trzeba cho słowo grzecznościowo wymieni
a biorąc pod uwagę moje samopoczucie w pierwszym dniu miesiączki to trudno o uśmiech. Jestem blada, skurczona z bólu i mam dreszcze. Trochę wymiotowałam. Moja kochana Teściowa jak dziś mnie rano zobaczyła po wstaniu z łóżka natychmiast zrobiła mi uspokajającą herbatkę i skoczyła do apteki po zestaw przeciwbóli! Podniosła mnie na nogi. Kot swoimi wygibasami poprawił humor. Teściowa go rozpieszcza, na wszystko mu pozwala. Kot śpi nawet u niej na blacie kuchennym, gdzie u nas w domu nawet na naszych oczach nie próbuje na niego wejś. Pozrywał też Teściom firanki w salonie i zerwał roletę w kuchni. Nie mówiąc że cała choinka wyłysiała. A nasza w domu stoi nadal piękna nietknięta. Po tygodniu u teściów kot nie będzie chciał wraca do domu 
Wczoraj wyżyłam się na zakupach. Cudowne kozaki kupiłam sobie
sukienka również kupiona, ale chyba ją zwrócę bo to zakup na siłę trochę i mąż ją wyśmiał, że babcina. Potwierdzeniem może by fakt, że Teściowa ją pochwaliła. A ma ona 60 lat
cóż... Dokupiłam bachorom prezenty, dziś pomagałam Mamie w kuchni i trochę ogarnęłam Rodzicom mieszkanie. Także do świąt jesteśmy gotowi. Dziś jeszcze przyjeżdża moja Siostra a jutro reszta gości. Będzie nam bardzo rodzinnie
Prezenty już czekają pod choinką i nie mogę się doczekać
jak dziecko się czuję 
Założenia na NOWY CYKL:
- Badanie nasienia męża
- Kontrola u endokrynologa za 3 tygodnie, badania (USG i krew) (muszę się zapisać!)
- Sprawdzić czy nie mam ZZSK (badania, wizyty u lekarza) - mój Tato na to cierpi i to dosłownie, po wielu latach ledwo wstaje z łóżka rano
niestety wczoraj mi powiedział, ze u mnie obserwuje podobne pewne symptomy i prosi mnie abym się sprawdziła, bo ZZSK jest dziedziczne.
- martwię się o moje endometrium, będę więc wcina morelę i pi czerwone wino (ble) na jego ewentualną poprawę
- utrzymywać pozytywne myślenie oraz wiarę, że w końcu nam się uda 
- trochę ruchu dla mnie i dla męża
- witaminki nadal łyka (ja i mąż)
- testy owulacyjne (chociaż się na nich zawiodłam
) -- punkt do przemyślenia 
Ja już normalnie wiem dlaczego ja ronię. To przez tą cholerną tarczycę! 8 grudnia przy dawce 50,50,50,25 tsh wynosiło 0,54. Zostałam przy tej dawce aż do wizyty 22go, więc pewnie jeszcze trochę spadło. Lekarka kazała zmienić dawkę na 50,50,25 i po 2 tygodniach ciąży i tej dawki mam tsh=3!!! Nawet zostawiłam jej wiadomość, czy nie zwiększyć dawki ze względu na ciąże i napisała że bazowe tsh dość niskie i że za 4tyg skontrolować. Oj dobrze że nie czekałam tak długo! Ale wizyta dopiero 12stego. Jak ja mam wytrzymać tydzień do wizyty???? Eh dobrze że jest czat, to jutro pogadam z jakimś innym lekarzem endokrynologiem. Ale jutro wezmę trochę większą dawkę, bo dziś brałam 25... więc może wezmę 75 żeby wyrównać do 50 za te 2 dni...
12dc. Około 20.00 owulowałam
tak mogę przynajmniej domniemać po bólach, wzdęciu, pobolewaniu piersi ..
Nie wiem co gorsze, czekać na @ bez ♡ czy po negatywnym teście. W drugim przypadku jeszcze żyje sie chwile nadzieją a tak to ..
Kolejny cykl idzie w odstawkę. Patrząc na terminy operacji to jeszcze jakieś 4 miesiace .. a może i wiecej. Nie wiem czy jestem bardziej zła na Męża że nie załatwił tego wcześniej, na całą sytuację i kolejne kłody pod nogi i czekanie czy na to co mnie czeka w pracy po miesiącu L4. A raczej kto ..
K.rwa gdzie mój kozłek !?
Pozostało 40 dni !!! 
Czas leci..
no ale niech już teraz jeszcze SZYBCIEJ leci ! 
Tak jak do tej pory był spokój z jakimikolwiek dolegliwościami tak wczoraj nagle o 11 się zaczęło.. ból brzucha, kłucie w podbrzuszu, ciągnięcie.. takie inne całkiem uczucie. Leżałam cały dzień bo ledwo mogłam stać. Rozumiem, że organizm się chyba przygotowuje 
Dziś już nic nie boli tylko kuje jak chodze jakbym czuła, że mały tam na dole tak naciska, więc kolejny dzień leżakowania mamy za sobą bo chodzenie sprawia mi ból.
No nic najważniejsze, że już jesteśmy bardzo blisko tego wielkiego dnia!
niedługo się zobaczymy !
czekamy z tatusiem na Ciebie synku.. 
Po poronieniu probowalismy prawie rok, bez rezultatu. Tym razem też nie miałam dużych nadzieji. Ovufriend zaznaczył bardzo późną owulacje. Myslalam, że ten cykl będzie stracony. Dziś naszła mnie myśl, że może jestem w ciąży (ból piersi i podwyższona temperatura). Bałam się dopuścić tej myśli, aby nie zapeszyc. Zrobiłam test bez entuzjazmu. Zobaczyłam 2 krechy i rozryczalam sie ze szczęścia. Potem jeszcze 3 kolejne testy i ten sam wynik... nie wierzę, Udało się!! Teraz tylko proszę ten mój mały Wielki cud aby ze mna pozostał do końca. Okruszku błagam Cię rosnij zdrowo. Będę walczyć o Ciebie!! 
Beta hCG 48,74!! Miej nas w opiece Panie Boże!
W środę sprawdzę jak przyrasta...trochę martwi mnie ta mała wartość
ALE...JESTEM W CIĄŻY!!!
Trzymaj się dzielnie Kijaneczko!! 
Dostałam pasek św. Dominika z modlitwą i pokrzepiającym listem od Sióstr Dominikanek. Będę się modlić, bo wiara na prawdę czyni cuda! Przeczytałam dziś wiele świadectw kobiet, którym modlitwa i wstawiennictwo św. Dominika dała upragnione dzieciątko. Wiem, że w tym cyklu kolejny raz nic z tego, mimo to na nowo urodziła się we mnie nadzieja i jakoś tak mi lżej... Św. Dominiku módl się za nami...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2015, 23:19
dzwoniłam wczoraj do USC, okazało się że wystarczy wysłać im pisemną prośbę o wydanie aktu, dołączyć oryginał dowodu wpłaty 22 zł za odpis i ksero dowodu osobistego. Wczoraj wysłane teraz będę czekać z niecierpliwością na mój akt bo chcielibyśmy iść już po termin.
Dzisiaj zaczęłam 8 tydzień
chciałabym już zacząć 38 
czuję się dzisiaj źle, nie z powodu mdłości czy zmęczenia po prostu źle!
mam katar, cały czas kicham, dziwnie mi słabo że aż boję się chodzić po schodach. O 13.15 wyruszam busem do Krakowa, znowu 3,5h jazdy na samą myśli robi mi się nie dobrze i chce się siku
Zaczynam się coraz bardziej denerwować przed jutrzejszą wizytą. Chyba dzisiaj nie zasnę w nocy! stałam się bardziej nerwowa niż przed ciążą a wiem że to nie wskazane
Jutro o tej porze będę się trząść przed gabinetem lekarskim, na szczęście D ma wolne więc pójdzie ze mną. Trzymać kciuki !!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 11:51
Owufriend wyznaczył mi owulację na dzień owulacji księżycowej -podwójna owulacja napawa nadzieją, szkoda tylko że testować mam dzień po moich urodzinach 
weekend ciężki i to tak że nie mam siły o tym pisać, było minęło idziemy do przodu....
kremowy śluz mnie zalewa i non stop chce mi się pisać, może wreszcie się udało...
wygrzebałam robiąc porządki w biżuterii mój stary naszyjnik, z którym nigdy się nie rozstawałam i który zawsze przynosił mi szczęście, założyłam i wiecie?... nie minęło kilka godzin jak mąż mi dzwoni ze dostał premie przez co uda nam się spłacić zaległości kredytowe 
jak ja mogłam zapomnieć o moim naszyjniku
i przez cały rok się męczyć z chronicznym pechem.... ale teraz będzie dobrze
jestem w dobrym humorze i pełna nadziei 
edit: dieta no cóż staram się i dalej nie jem słodyczy więc myślę że tak trzymam się 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 11:53
Długo mnie tu nie było...
Wakacje na Teneryfie udane na 200%. Było cudownie.
Dzień po powrocie wizyta u gina na monitorowaniu. Niestety cykl bezowulacyjny
i podejrzenie już nie pierwszy raz PCOS. Dwa dni po wizycie zaczęłam plamić ni z tego ni z owego. Kolejna wizyta. Pani doktor uspokoiła, że nic się nie dzieje i dała skierowanie do szpitala na badania hormonalne, żeby potwierdzić PCOS. Miałam czekać do początku cyklu i zgłosić się do szpitala. Ale @ nie nadchodziła. Cykl się dłużył i w końcu w 52 dniu dzwonie do szpitala co robić. Powiedzieli, że w takim wypadku nie ma na co czekać i mam za dwa dni przyjechać. Godzinkę przed wyjazdem coś mnie tknęło i zrobiłam test. To co zobaczyłam... Dwie kreseczki. Szczęście mieszało się ze strachem. Do szpitala nie dotarłam. Następnego dnia wizyta u lekarza, skierowanie na betę. Wzrost prawidłowy i od razu lżej się na sercu zrobiło. Po tygodniu kolejna wizyta, żeby zobaczyć czy jest pęcherzyk. I znowu strach bo go nie było a w lewym jajniku pani doktor zauważyła jakąś masę. Podejrzenie kolejnej ciąży pozamacicznej. Jeszcze tego samego dnia kolejna beta. Wzrost cały czas prawidłowy i wynik powyżej 1000. Następnego dnia kolejne USG i widać 3mm pęcherzyk. Radość przeogromna. Po tygodniu zaczęłam plamić. Duphaston 2xdziennnie. Ostatnie USG 15 grudnia i widać w pęcherzyku nasze 2 mm maleństwo. Wszystko idzie w dobrym kierunku. 29 grudnia mieliśmy zobaczyć serduszko. Nie doczekaliśmy. 22 grudnia znów pojawiły się plamienia. Na IP diagnoza: puste jajo płodowe. Ciąża obumarła. 24 grudnia łyżeczkowanie. Po raz drugi zostałam Aniołkową mamą.
Zrobiłam badania w kierunku zespołu antyfosfolipidowego bo występuje w rodzinie i czekamy na wyniki. 28.01 zaklepana wizyta w poradni leczenia niepłodności.
Dziś mija 2 tygodnie od zabiegu. Pierwszy tydzień przeleżany w łóżku z ciągłym płaczem. Teraz już nie płaczę, zabrakło mi łez. Ale nie potrafię poradzić sobie psychicznie. Każdy mówi Tobie, że nie Ty jedyna przez to przechodzisz, że będzie lepiej ale czy nikt nie potrafi zrozumieć, że moje dzieciątko, moja malutka Anastazja umarła? Staram się patrzeć w przyszłość ale nie mogę przestać o tym myśleć.
Kilka dni temu potrzebowałam poprzytulać się z A. Wiem, że na współżycie jeszcze za wcześnie ale postanowiliśmy się trochę popieścić. I co? I nic nie czuje. Nie odczuwam przyjemności ze zbliżenia. Ani odrobiny. Próbowaliśmy kilka razy i kończy się tak samo. Wiem, że to pewnie jeszcze nie czas, że muszę poczekać. Moja psychika chyba nie jest na to gotowa. Tylko, że to dobija. Nie dość, że straciliśmy nasze Maleństwo to jeszcze ja przestałam czuć się kobietą.
W tym momencie brakuje mi sił, żeby to wszystko poskładać.
Wczoraj poszłam spać zła. Powiedziałam swojemu że w piątek może zostaniemy u jego mamy(bo mieszka tam gdzie pracujemy) i umówię się na sobotę do dentysty. Dodał wtedy że w sobote też zostaniemy bo idziemy na impreze. Okazało się że od kolegi dostaliśmy zaproszenie do innego żeby posiedzieć. Tylko tak - ten co zapraszał - mają dziecko(ma jakieś 6 miesięcy), do tych co mamy iść - (to ten co mu się śniło że w ciąży jestem- a tak naprawdę pewnie chciał się dowiedzieć od Ł. czy jestem w ciąży)- to jego żonka jest w ciąży, i mają być jeszcze znajomi którzy byli naszymi świadkami a ślub mieli 2 miesiące po nas i pewnie ona też jest w ciąży. No i on ciągnie mnie do nich jak wie że mnie to dołuje. Zresztą ten mądry co mu się śniłam walnąłby jakimś głupim tekstem bo tak lubi, typu: "A Ty jeszcze nie w ciąży?" albo "To kiedy wy planujecie?" lub"Jeszcze wy zostaliście". A ja bym musiała głupio odpowiedzieć i zapewne jego żonce zrobiłoby się smutno, bo pierwsza ciąża ponad rok temu była pozamaciczna i poroniła. Dodam że są małżeństwem ponad 2 lata, będzie 3. No i jak ja się mam nie denerwować?! A wie że jak mam okres to jeszcze łatwiej mnie zdenerwować. Chyba robi to specjalnie.
Dziś nawet w kościele mnie wkurzył bo nie pasowałomu jakie miejsce wybrałam - bez oparcia i klęczników no i mało miejsca. A mieliśmy iść na spacer bo tak ładnie słonko świeci.To byliśmy tylko na cmentarzu. Teraz żeby nie siedzieć ze mną, szuka zajęcia w piwnicy. A tak mało czasu spędzamy razem. Wiem że często się złoszczę, ale mógłby czasami się postarać i chociaż mnie nie denerwować. Dlaczego ciągle ja mam się starać... Czasem już nie mam siły...
Boże! Czemu zabrałeś mi tatę dzień przed ślubem? Tak bardzo chciałam żeby był ... Jak nikogo innego... Zabrałeś mi go...Dlaczego...Dlaczego żadne z moich marzeń nie może się spełnić? Czemu nie dasz mi teraz tej małej istotki do kochania?
Mam dość tych przepłakanych dni i nocy... Chcę się zapaść pod ziemię... zniknąć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 13:24
Ehhh coś mnie pokusiło i zrobiłam test OVU...znowu pozytywny ... ale kreska tak jakby lekko jaśniejsza niż wczoraj. Według mojego przeczucia, tego co wyznaczyło Ovufriend i według wszystkim możliwych symptomów owulację miałam (jeśli miałam) w sobotę lub niedzielę...a i wczoraj i dziś test pozytywny.
Chyba te testy wychodzą mi tak przez tego powiększone pęcherzyki. Muszę się powstrzymać, żeby ich nie robić do końca cyklu. Zrobię chwilę przed miesiączką - jak wyjdzie pozytywny to znaczy, że robienie testów owulacyjnych nie ma u mnie sensu
.
Zerkając teraz na wszystkie trzy testy widzę, że wszystkie trzy są identyczne...nie umiem określić która kreska jest ciemniejsza...początek testowej jest ciemniejszy i rozjaśnia się w kierunku kreski kontrolnej...Na wszystkich testach wygląda to tak samo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 13:43
Hej kobietki mam pytanko do was otóż czy któraś z was podchodzi do rządowego programu in vitro? Jeśli tak to proszę napiszcie mi jaki jest czas rozpoczęcia procedury od zakwalifikowania się? Dodam że ja będę podchodzila (oczywiście mam nadzieje ze się zakwalifikuje)w klinice novum w wawie.
No niestety @ przyszła. Drugi dzień strasznie bolesny. Przede mną ostatni cykl przed operacją.
M w pracy......siedzę i sączę winko.............byłam w Kościele i przemyślałam kilka rzeczy...a może tylko mi się tak wydaje........wczoraj u znajomych M otwarcie powiedział, że staramy się już ponad 2 lata i nic z tego, znajomi nie ciągnęli temat....i wiecie co chyba powinnam więcej o tym mówić, nie udawać przed rodziną, tzn jak ktoś pyta to mówimy, że pracujemy nad tym:)ale póki co nic......
I chyba będę próbowała normalnie żyć.....stwierdziłam, że z nerwów, stresu i totalnej paniki nic dobrego nie wyjdzie.....Będę regularnie odwiedzała lekarza, piła grzecznie ziółka i prowadziła fajnie życie jak do tej pory, postaram się nie nakręcać i nie wariować jak kolejna miesiączka przyjdzie....a wiek???? w tym roku stuknie mi 35 lat, trudno, będę musiała się z tym uporać............Uwielbiamy podróżować i na tym się skupimy, poza pracą i szarą rzeczywistością:)No i zaczynam intensywnie ćwiczyć
może tj jakiś pomysł na zabicie czasu?
Pozdrawiam
Biore cala tone lekow: codziennie robie sobie zastrzyki w brzuch z heparyny, lykam wszelkie mozliwe leki, biore progesteron i estradiol.
Beta ladnie przyrosla po 48 godzinach, ale martwi mnie dosc niski estradiol i za wysoki(nawet nie wiem jaki progesteron), bo w kraju w ktorym mieszkam sie go po prostu nie bada w ciazy. Dostalam informacje, ze jest wiecej niz 60 i tyle...
Musze teraz szukac laboratorium, ktore mi powie ile mam progesteronu i czy rosnie, czy maleje, bo nie wiadomo, czy u mnie jajniki pracuja prawidlowo. Caly organizm mam wybrakowany: ciezko mi zajsc w ciaze a jak zajde, to utrzymanie jej jest niesamowitym wyzwaniem. Dzis wieczorem znow pobolewaja mnie jajniki (mialam ciezki dzien w pracy) Nie wiem, czy dobrze robie, ze nie leze w domu, ale jak przerwe staz, to moge zapomniec o dyplomie, czy jakiejkolwiek pracy w przyszlosci... Oczywiscie, wazniejsze jest nasze Malenstwo, tylko na tym etapie u mnie, to jedna wielka niewiadoma...
Juz raz tak mialam, ze beta sie pieknie podwoila po 48 godzinach a po kolejnych zmalala prawie do poziomu zerowego... Dzis znowu nachodza mnie czarne mysli...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 17:09
ochhh ale się zdenerwowałam. napisałam taki długi post a on mi się skasował, bo jakiś skrót klawiszowy nacisnęłam! eh ;/
już mi sie teraz od nowa nie chce tego pisać 
no ale dobra w skrócie:
byliśmy 2 stycznia na usg, trochę sie naczekaliśmy ale w sumie jakos zleciało
mój mąż był ze mną i zobaczył jak jego Maleństwo już widocznie sie rusza. macha rączkami. ginekolog sie śmiała, że jak nas zobaczył to się za główke aż złapał, a pozniej podniósł jedna rączkę jakby chciał nam pomachać
to było cudowne. ma już 4,67 cm. 16 stycznia mam prenatalne badania. trochę słabo wyszła mi morfologia i muszę brać sporo tabletek oczywiście witamin ale jak trzeba to trzeba. 
Tempka chamsko poszła w dół, ale owulację wykazało zobaczymy co dalej...Nie umiem przestać o tym wszystkim myśleć, popadam w jakąś opsesję! Chciałabym to przerwać, ale nie mogę. Chciałabym żeby chociaż jutro tempka znowu poszła trochę w górę!
13dc. Wczorajsze bóle były chyba przepowiadające. Dzisiejsze dość mocne, jakby mi ktoś kołek wkręcał .. Także już wiemy - dno i dziesięć metrów mułu.
Jest mi źle. Tyle czekania jeszcze ..
No i juz po Swietach.
Na to wyglada,ze doktorek mial racje i dobrze mi obliczyl owu bo malpa przyszla co do dnia.
Jutro maja byc wyniki badania krwi.Najpierw bede musiala je wytropic bo robilam je w Diagnostyce i nie wiadomo gdzie pojda.U nas jest tylko punkt pobran i zawoza do Poznania.Kobietka,ktora pobierala krew mowila,ze do niej nie wroca bo jakis inny kod jest na skierowaniu.I albo beda do odbioru w Poznaniu albo posla d doktorka.Na wszelki wypadek wypisalam mojemu bratu upowaznienie,zeby mi w razie czego odebral bo specjalnie do Poznania nie chce mi sie jechac.
U nas juz niedlugo minie 2 lata staran.Moze ten rok bedzie dla nas szczesliwy.
wszystkim zycze szczesliwego Nowego Roku.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.