Smutno trochę, nie powiem, że nie.. Choć liczyłam się z tym, że dwa tygodnie brania antybiotyków nie wpłyną dobrze na żołnierzyki (a może to wcale nie wina żołnierzyków? tego dowiemy się niedługo, bo wysyłam męża next week na badanie nasienia).
Plan na następny cykl:
1. badanie na chlamydię, toxo i urea
2. badanie prolaktyny, estradiolu, TSH, LH
3. monitoring cyklu (czy i kiedy pęcherzyk pęka? jakie jest endo?)
4. androlog z wynikami badania nasienia
chcę sprawdzić czy wszystko ok. Jak będzie ok, to wtedy mogę spokojnie odpuścić mierzenie tempki i dać trochę spokoju głowie od starań bo będę spokojna, że żadna przeszkoda nie stoi nam na drodze.
To nie będzie łatwy dzień. Przy mojej cudnej "ósemce" wdał się taki stan zapalny i tak mnie bolał od tego węzeł chłonny, że prawie nie spałam w nocy. Mam na to antybiotyk, ale nie chcę go brać dopóki z całą pewnością nie wykluczę ciąży.
Żeby tego było mało to rano wstałam z zaczerwienioną spojówką, jakby znowu się chciało wdać jakieś zapalenie. Założyłam soczewki do pracy, ale zaraz je chyba zdejmę, bo łzawi mi to oko strasznie.
Nie wiem, czy to wszystko nie będzie miało jakiegoś przełożenia na wyniki krwi, ale że jestem 8 dpo to wpadłam jeszcze na badanie progesteronu. Hmmm... Może wrzucę od razu bete...? Tylko czy to ma sens tak wcześnie? Jakbym miała wynik to wiedziałabym, co z tym antybiotykiem...
A jakby tego było mało dzisiaj mam ważne spotkanie z prezesem... Także... Trzymajcie kciuki, bo zapowiada się dzień pełen wrażeń.
Edit:
Właśnie odebrałam wynik progesteronu. Jest 14,60 ng/ml w 8dpo, więc chyba tutaj jest OK?
Beta, tak jak myślałam, <0,20 mIU/ml, także chyba zaraz polecę po ten antybiotyk...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2022, 10:00
Po 13 ide do profesorki..mam nadzieje ze cos zaradzi..da cos na mdlosci/wymioty..a takze na wysoki puls bo chyba cos daja przy wysokim..a od wczoraj mam na przemian ponad 80 a nawet 103.. Cisnienie natomiast mam niskie..wiec moze stad te oslabienie?w nocy mialam szum w lewym uchu.. masakra normalnie..nie wiedzialam ze mozna az tak zle przechodzic ciaze.. Zreszta niewazne to bo dam rade..tylko zeby Gadzinkowi nic nie bylo.. ale cos mi sie wydaje ze dostane skierowanie na oddzial oby nie..bo lepiej mi jest w domu..niz na szpitalnym korytarzu..z racji przepelnienia pacjentow..
18 dc (11cs)
Cóż za piękny dzień mi się zaczął! Słońce świeci za oknem, bezchmurne niebo... Wstałam więc bez żalu na te badania tarczycowe. Mina mi zrzedła gdy zobaczyłam przez okno zmrożony na sopel lodu samochód. Naskrobałam się, że jutro to chyba zakwasy będę miała. Na marne. W laboratorium dowiedziałam się, że system im nie działa i nie pobierają materiałów, bo nie mogą go wprowadzić. A jak mi się spieszy to mam do Gdyni jechać, bo tam wszystko działa. O nie, dziękuję, nie przepadam za jeżdżeniem do Gdyni. Wracam do domu. A tu telefon. Zadzwoniła Pani od domu tymczasowego od której adoptowaliśmy naszego kocurra. Od tego czasu czasem pomagam im przy zwierzakach. Głownie w weekendy, ale teraz jakaś awaryjna sytuacja. Nie było komu pojechać do zgłoszonych kotów na ogródkach działkowych i czy ja bym nie mogła. No to cóż, pojechałam. Okropieństwo, co zobaczyłam. Matka kotka, zmasakrowana. Może rozszarpana przez jakiegoś psa (nie chcę wierzyć, że przez kogoś innego). Dwa małe kotki obok niej też martwe. Dwa żyły! Były takie maleńkie, jak mój gdy przybył do naszego domku. Zawiozłam je do weterynarza, były nawet w dobrym stanie. Mają zostać na obserwacji, a potem ktoś od nas je odbierze do domu tymczasowego. Zawsze jest mi przykro, że nie mogę dać im domu, ale mój kocur to dość agresywne i zaborcze stworzenie. Atakuje zajadle nawet spore psy jeżeli zobaczy, że je głaszczemy. Niestety, ale pisany jest mu los "jedynaka". Więc pomagam jak mogę, jakimś przelewem, karmą, zabawkami
I to wcale nie tak, że to, że zajmuję myśli i działania przykrymi sprawami tego świata i to doprowadzi mnie do depresji. Jest totalnie na odwrót. Gdy wychodzę z domu starców (pisałam pracę mgr na temat seniorów i badałam ich w ds i się jakoś przywiązałam do chodzenia tam) mimo, że tam śmierdzi, jest sporo nieszczęścia i niewiele nadziei, czuję że żyję. Że moje "problemy" to nie są problemy, że nie ma co się użalać nad sobą i martwić tym, że temperatura mi spada i zaraz dostanę @. Wtedy czuję, że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jak na razie, te wszystkie możliwe paskudne przeżycia mnie omijają. To są małe sprawy, komuś pomogą, a i sprawiają, że ja sama doceniam swoje życie i zaczynam się z niego bardziej cieszyć.
W tym tygodniu usłyszałam na górze, że moja średnio zrównoważona sąsiadka, znowu wprowadza w życie swoją metodę wychowawczą wobec dzieci i gdy są niegrzeczne to wystawia je na klatkę schodową
poszłam do niej pod pretekstem, że przeszkadzają mi odgłosy z klatki i okazało się, że te dzieciaki się po prostu nudzą, a ona ma takie poglądy, że skoro mają siebie nawzajem, to ona nie musi im gospodarować czasu na zabawę. Zapytałam, czy mogę zabrać jej dzieci na patio, bo spadł śnieg i moglibyśmy się pobawić. Ona ochoczo się zgodziła wydać dzieci obcej babie. Zdziwiona była, by zaproponowałam jej, by spisała moje dane z dowodu i co jakiś czas wyjrzała przez okno. Myślicie, że wyjrzała? Wg mnie ani razu. Chociaż za bardzo byłam zajęta zabawą z dzieciakami w bitwę śnieżną
Gdy odstawiałam dzieci do ich domu, najmłodsze płakało, że nie chce iść do domu, bo "mamusia się tak nie bawi z nami jak pani". Zrobiło mi się przykro i zaproponowałam, że jak będę miała wolną chwilę to mogę z nimi wychodzić gdzieś jak mama im pozwoli. I wcale nie dołowałam, że "o Boże, ludzie mają dzieci, a potem nie mają dla nich czasu" tylko doceniłam, że miałam fajne dzieciństwo, wspaniałych rodziców i zaspokojone wszystkie potrzeby.
Czasem mój mąż jest w szoku, że tak się angażuję w sprawy które mnie nie dotyczą bezpośrednio i że bezinteresowna pomoc tylko mnie narazi na jakąś krzywdę bo ktoś kiedyś to wykorzysta. No ale kto? 16-latka chora na raka? Po 3 chemii? Staruszek ślepy i ledwo słyszący? Czy może te bidulki kociaczki? Ja pomagam im swoim optymizmem, a oni paradoksalnie dają mi go jeszcze więcej. Czyli to wcale nie jest bezinteresowna pomoc 
A co do tej matki-sąsiadki już mam pewne plany
postaram się ją jakoś bardziej zaangażować w macierzyństwo, że się nawet nie obejrzy, a będzie miała najszczęśliwsze dzieciaki pod słońcem 
Ale się rozpisałam, a zaczęło się od badania, wezwania do kotów...
no, ale u góry gdzieś jest wpis MiK@, że do depresji się doprowadzę poprzez otaczanie informacjami negatywnymi, a że dziś miałam na prawdę makabryczny widok od rana na kocie nieszaczęście, to postanowiłam to opisać. Więcej nie będę, bo wiem, że ludzie nie lubią. Mój mąż nawet niespecjalnie chce słuchać o moich "poczynaniach", nie wspomnę o Mamie. Tylko Teściowa mnie rozumie, bo całe swoje życie pozazawodowe zajmowała się samotnymi seniorami przykutymi do łóżka i dokarmiając bezdomne kociaki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 11:04
Dzisiaj coś mnie podkusiło i zrobiłam test ciążowy .. bez sensu wiem bo i tak wyszedł negatywnie ale śniło mi się coś i jak rano poszłam do łazienki sięgnęłam po test..
Od wczoraj się źle czuję jakoś mi słabo, ciężko i w ogóle źle.. Może to ta pogoda..
W pracy mam spokój a to źle bo myślę nie o tym o czym powinnam.. No ale będzie to co ma być..
skonczyłam wczoraj nowenne pompejańską.
Okresu nie mam, owulacji też nie. a to juz 21 dzien cyklu...
Poddaje się
Jestem wściekła.
Nie jestem w ciąży. Nie wytrzymałym, zrobiłam dziś 2 testy, bo nie uwierzyłam pierwszemu... Jedna tłusta, różowa krecha. Po raz pierwszy płakałam nad negatywnym testem. Miałam taką nadzieję, że tym razem się uda. Endometrium grube, owulacja była,
w tym czasie też, temperatura dość wysoka, no i piersi tak dziwnie mrowią i wydają się ciężkie. A tu ku..a jedna kreska... Przygotowuję się psychicznie na „umieranie” w poniedziałek... Chociaż jak już ma przyjść @, to niech to będzie niedziela, żebym mogła zakopać się w łóżku...
No i po wizycie. I wiecie co - nie wiem czy śmiać się czy płakać
Bo zwyczajnie ręce opadają. Analizując sytuację z dziś stwierdzam, że lekarze przyjmujący z NFZ, po prostu olewają tę część swojej pracy, żeby tylko się nie narobić i przepchnąć pacjentkę, albo zmusić ja do leczenia prywatnie. Nie było tu takiej presji absolutnie - ale nie było też chęci wsparcia i leczenia.
Lekarz jak zwykle nie kojarzył o co chodzi w moim przypadku i znowu zadał pytanie "w czym jest tu problem"? To jest przykre - ja rozumiem, że on może mieć milion pacjentek, ale skoro jestem u niego już 4ty raz w ciągu 3 miesięcy to chyba coś powinien kojarzyć. Znowu to ja musiałam opowiedzieć "historię choroby", bo on chyba w karcie nawet dokładnie nie zapisał sobie. Przyznał, że to, ze 2x był niepęknięty pęcherzyk to nic nie znaczy, bo ten w grudniu musiał pęknąć - nie było go widać na USG w styczniu, to potwierdza według niego, że pękł. (I chyba w nosie z tym, że pękł pewnie już w dniu okresu albo zwyczajnie wchłonął się z okresem - on chyba tu nie widzi problemu). Fakt, że w 24 dc teraz też był pęcherzyk 24mm również dla niego nic nie znaczy.
Po chwili zastanowienia powiedział, że może mi zapisać progesteron (Duphaston) - że to w niczym nie przeszkodzi i że mam go brać od 15 dc przez 10 dni. Ot taka szybka diagnoza (chyba laboratorium ma w oku!).
Oczywiście nie planuję kupować i niczego brać przed wizytą u nowej pani doktor w przyszłą środę. Mam nadzieję, że ona jakoś bardziej przyjrzy się sytuacji i nie będzie w ślepo przepisywać niczego.
Zapytałam o plamienia - lekarz stwierdził, że to tylko potwierdza niski poziom progesteronu w drugiej fazie cyklu.
Co do ziół i castagnusa nie chciał się wypowiadać, bo nie ma w tym żadnych doświadczeń, ale uznał, że nie powinno to zaszkodzić.
Byle do przyszłej środy...
II trymestr 
wczoraj wieczorem miałam dziwne uczucie w brzuchu, takie inne, czyżby ruchy??
śmiesznie 
29.01 idę na konsultacje do dr.co robił prenatalne bo przyszły wyniki z krwi, mam nadzieje że ok.
Mdłości minęły
ale zatkany nos i katar są
i brak ochoty na sex, biedy mój mąż
libido mam zerowe, a do tego powracające infekcje, pani dr. powiedziała ze tak moja uroda i teraz bardziej mam predyspozycje bo ciąża, hormony. Cały czas myśle o kupnie srebra koloidalnego do picia podobno pomaga.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 11:56
Dziś ostatnia tabletka anty i czekam na @. Staram się nie rozmyślać, ale jestem przerażona za każdym razem jak otwieram lodówkę i widzę leki... Brak mi wiary w powodzenie. Jakoś nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że się uda.
Śluz płodny jest. Co prawda nie jest rozciagliwy, ale jest przezroczysty. Jutro wazny dzień. Czekam do wizyty. Oboje z Marcinem chcielibyśmy usłyszeć dobre wieści. Zeby można było podać zastrzyk.
10+6
Dzień dziadka... no i muszę zadzwonić po roku...
I po strachu.... wysłuchałam wszystkich opowieści sprzed roku... najważniejsze, że są zdrowi. Przez sytuację w rodzinie nie jeżdżę nawet do dziadków, żeby przez przypadek się nie zdenerwować... eeee damy radę...
Dzisiaj wg BBF minął okres największego ryzyka utraty ciąży. Do porodu zostało 204 dni, a jeszcze nie tak dawno było 251...
Mam wyznaczoną datę poprawki egzaminu, który oblałam - na 31 stycznia. No cóż... czas się wziąć do nauki 
Jutro zaczynamy 12 tydzień
Dokładnie pół roku... ;(
W ciągu tego ostatniego półrocza straciłam dziecko i dwa razy pracę...
Tak, dziś się dowiedziałam, że nie mam pracy o 1 lutego.
Sprawę zajebał obecny szef. Z nowym teraz próbujemy coś ustalić żeby było dobrze.
Na chwilę obecną jestem załamana i nie myślę o niczym innym jak o tym, żeby się zabić...
Rozpoczął się kolejny cykl starań, to już 8 na OvuF.
Jak zwykle nic nie idzie według mojego idealnie wyrysowanego planu! Jeszcze nie dostałam kosztorysu ślubu na Bali, a tu JEBS franek w górę i miesięczna rata kredytu za mieszkanie 5tyś!
KURWA!!!
Ukochany dał do zrozumienia, że jest "tak se" i że musimy bardziej planować nasze wydatki. Dlatego bardzo chciał wiedzieć ile kosztuje pełen cykl IVF. Jak wygląda kwestia refundacji, czy się kwalifikujemy, ile czasu się czeka...
Więc robię badania przez najbliższe dwa cykle. Monitoring i to co zleci pani Gin. Jeśli macie jakieś pomysły co warto zrobić /AMH? 120 ZŁ??!!/ to piszcie. Po tych dwóch cyklach idę do lekarza kwalifikującego do refundowanego IVF. Aczkolwiek on może zlecić IUI, laparoskopie, HSG i **uj wie co jeszcze. No ale spokojnie czekam. Jeśli tylko jest na co, to poczekam. Rozmowa o in vitro z Lubym przyniosła ulgę, sam ruszył temat, chciał wiedzieć czy mam jakieś uprzedzenia co do tej metody...To on zawsze mówił głośno, że nie chce dziecka "za wszelką cenę", ale tyczyło się to mojego "ciśnienia na dziecko", które nie ukrywam było! Przeczytałam na wyrywki swój pamiętnik i doszłam do wniosku, że nieźle mnie trzepnęło. Kto ryczy, wkurza się i wychodzi z łóżka spać na sofę bo jego facet nie mógł dojść w dni płodne
?! a no JA! Furiatka, histeryczka i maniak kontroli nad wszystkim wokół mnie! Szczerze powiedziawszy zawsze byłam typem narwańca, ale mam wrażenie, że lekka niedoczynność tarczycy też miała w tym swój mały procencik. Od momentu przyjmowania Euthyroxu jestem mniej śpiąca, trudniej mnie wkurzyć, nie ryczę po kątach, włosy przestały sypać się garściami...
Ciąża zakończona 22 stycznia 2015
Ciąża zakończona 22 stycznia 2015
Ciąża rozpoczęta 28 sierpnia 2014

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 15:05
Nie wiem jak liczyć miesiące starań. W sumie staramy się marca 2013, ale z bardzo dużymi przerwami. I to tak naprawdę będzie 3 podejście.
Jeszcze nie jestem w ciąży a już zaczynam mieć jazdy, że się znów nie uda.
Z postanowień noworocznych trzymam się jedynie tego, że mierzę dziennie temperaturę. Niby nie jem słodkiego ani fastfoodów ale te moje odżywianie przy cukrzycy też nie jest rewelacyjne.
Śluz.. no cóż, nadal się nie mogę z nim wyznać.
O objawach ciąży nie czytam, za to o objawach owulacji tak i porównuję ze swoimi. Świra mam w głowie i tyle.
Biedny ten mój mąż, musi ze mną wytrzymywać 24 godziny na dobę i wysłuchiwać moich żalów. Może powinni mu jakiegoś Oscara przyznać ze to, że jeszcze mnie toleruje, znosi moje niezdecydowanie i trzyma mnie mocno, żebym już całkiem w chmurach nie spacerowała.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 15:28
Uff,cale szczescie ze wszystko jest wporzadku.. Udalo mi sie wejsc na wizyte jako pierwsza-tzn.na konsultacje..no i uwaga zaoszczedzilam 150zl,bo profesorka nie wziela za wizyte
Powiedzialam o pobycie w szpitalu,mdlosciach,i tsh-bo podroslo z 1.44 na 2.17..kazala umowic sie do endokrynologa,odstawic witaminy prenatalne-bo najprawdopodobniej to przez nie..no i powinno minac.. Puls moze byc taki wiec nie kazala sie nim martwic.. Zaprosila na lezanke by posluchac tetna synka..wiercil sie bo tetno bylo raz tu raz tam
Takze jest ok..i przestaje sie juz martwic..do 5lutego..wizyta i polowkowe 
Boze,czuwaj caly czas nad Nami 
Dziekuje wszystkim za wsparcie..
jestescie kochane 
Nogi mnie dziś nie chcą nosić, straszliwie mi słabo, a miałam iść na basen.
Czy ja podświadomie aż tak się tym wszystkim denerwuję?
Mam nadzięję że to nie żadne choróbsko, bo jutro idziemy na ĄĘ bal karnawałowy...
Czytałam dziś ciekawy artykuł o seksie w Japonii, a raczej o jego braku. Tzn że ludzie wolą być singlami i nie angażować się w związki bo mają karierę i inne rozrywki. Szczególnie kobiety, które po urodzeniu dziecka musiałyby automatycznie zrezygnować z kariery.
dziś czuję się jak taka Japonka:P nawet na sex nie mam ochoty po pisaniu tej cholernej pracy tyle godzin

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.