Byle jak się dziś czuję z wieczora...
Chyba się nadziębiłam w tym szpitalu, temperatura 37, czuję lekkie dreszcze, zaczęło mnie mdlić, do tego gardło mnie drapie, plus lekkie wycieki z dołu od piątku
Czyli beznadziejne samopoczucie fizyczne. Do tego dodam kiepskie samopoczucie psychiczne, jakąś zrytą mam tą psyche przez te wszystkie starania. Nawet ksiądz na kolędzie dziś stwierdził, że za bardzo się nakręcam, a temat oczywiście sam się nawinął. Długo by tu opisywać naszą dzisiejszą wizytę 'księdza od naszego ślubu' ale nie chce mi się. No to pytam, jak ja mam się 'odkręcić'. Może by tak zacząć od nieczytania artykułów, bo po kiego wacka ja się pytam czytałam dziś np o niepłodności immunologicznej. Czy w czymś mi to pomoże. W niczym. Ale oczywiście Alusia chciałaby być oczytana w każdym temacie. Nie. Nie będzie żadnego czytania. Druga rzecz... ograniczyć się do maksimum i nie zaglądać tutaj. Trzecia... temperaturę od nowego cyklu mierzyć ewentualnie do owulacji, a później dać sobie na luz i tak to w niczym nie pomoże. Po czwarte... starać się o tym wszystkim nie myśleć. Taaa jasne już to widzę. Po piąte... zająć się czymś innym ale czym... czy czytanie jeszcze większej ilości książek to jest wyjście? Nie sądzę... to raczej ucieczka. Nie mam jakiś pasji, hobby... coby mnie pochłonęło bez reszty. Chciałabym już kwiecień, dzień byłby dłuższy, na rower można skoczyć, na działce zaczyna coś się dziać. Czasem tak żyję bez celu, z dnia na dzień, jakaś monotonia i marazm.
Mężuś jutro jedzie po wypis i zwolnienie. Sama nie wiem czy od poniedziałku wrócić do roboty, czy faktycznie jeszcze kolejny tydzień przesiedzieć w domu. W czwartek najprawdopodobniej zdjęcie szwów.
Mam nadzieję, że jutro będę czuć się lepiej, mam w planach oby nie skończyło się tylko na planach... sprawdzić klasówki z 4 klas, dobrze by było gdybym jutro sprawdziła z dwóch i w czwartek z dwóch, muszę w końcu wysłać te sprawozdania, a wcześniej podliczyć to i owo, zabrać się w końcu porządnie za robotę szkolną. Obijam się ostatnio... dużo by znów pisać.
Jakaś nijaka dziś jestem...
Idę zaraz pod mój kocyk, serial się zacznie to sobie luknę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2015, 20:05
Za kilka dni moje 26 urodziny. Pamiętam jak wiele lat temu uważałam, że w tym wieku będe mieć już dziecko. W moim mniemaniu to dość optymalny czas na powiększenie rodziny.
Uczę się siebie. Rano mierze temperature, czekam, aż wejdzie mi to w nawyk. Łykam witaminy, staram się o siebie dbać. Ciążo nadejdź w niedługim czasie. proooosze
!
Tak bardzo kochamy się z mężem i do szczęścia brakuje nam tylko tego małego człowieka (no, w zasadzie to trójki maluchów, ale wszystko po kolei:P).
Rzucam się w wir pracy i szukam nowej (tak tak, z moim obecnym szefem nie da się wytrzymać...), a w międzyczasie staram się nie myśleć. Tylko gdyby to było takie proste, to byłoby naprawde świetnie.
17 dzień cyklu
2 dpo
50,0 kg
Jeszcze nie czułam się tak zmęczona po pilatesie! Wczoraj wybitnie mnie zmęczyły te zajęcia... A dziś cały dzień jestem senna - chyba taka pogoda bo M. też ciągle ziewa.
Nadal mam dziwne uczucie w piersiach, które nasila się rano a potem zupełnie przechodzi. Ale na dotyk w ogóle nie są bolesne.
Po pracy odebrałam już mój wymaz z pochwy i jest bardzo dobrze
"Wyizolowane drobnoustroje stanowią florę fizjologiczną. Grzybów nie wyhodowano"
Czyli jestem odporna na gronkowca M.
Pomijam fakt, że pomylono moje nazwisko! A już myślałam, że wraz ze zmianą nazwiska skończył się mój odwieczny problem...jednak nie 
Korki w Katowicach zmusiły nas do zjedzenia "na mieście" - wybór padł na naszą ulubioną pizzerię
od czasu do czasu przecież można zjeść coś nie do końca zdrowego 
Nasz kot znów się dziwnie zachowuje...podobnie jak w poprzednim cyklu. Jest bardziej przytulny, prawie w ogóle nie chce mnie gryźć! Jeśli tym razem się okaże, że jestem w ciąży to Mufin będzie najlepszym na świecie testem ciążowym
I to wielokrotnego użytku
wystarczy karmić i zmieniac kuwetę 
_____________________
1 śniadanie: kanapka z chleba żytniego, białym serem, papryką, kiełkami pora, kukurydzą, białą kiełbasą i rzodkiewką
2 śniadanie: serek wiejski i jabłko
3 śniadania: kanapka z chleba żytniego, białym serem, papryką, kiełkami pora, kukurydzą, białą kiełbasą i rzodkiewką
Obiad: pizza
Kolacja: pomelo
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2015, 20:28
No kurna mać już piąty dzień od ostatniej tabletki dupak a tu małpy dalej nie widać!!!!! Jestem wściekła i zniecierpliwiona!!!!!! Już bym chciała zacząć procedury do ivf, wykańcza mnie te czekanie!!!
Długo tu nie pisałam, bo i nie było o czym. Ale dziś nadszedł ten dzień. Długo wyczekiwany dzień wzięcia ostatniej tabletki Visanne i tym samym - zakończenia kuracji pooperacyjnej!
Wracamy do gry i znów możemy starać się o dziecko, wierzę, że tym razem z lepszym skutkiem
Właściwie to jestem prawie przekonana, że za 2 tygodnie będę w ciąży i ujrzę cudowne dwie kreski na teście ciążowym i jeszcze w tym roku urodzę nam nasze pierwsze dziecko
I że dzięki temu w sumie przez 15 miesięcy nie będę widzieć tej wrednej @ na oczy 
Jest w tym jakiś rytuał... Chodzę po domu i podmieniam rekwizyty
Zwykły lubrykant, stojący przy łóżku, zamieniłam na conceive plus, pudełko Visanne leżące na stoliku, zamieniłam na kwas foliowy, a przy poduszce położyłam termometr...
Mąż już dziś chętny do działania
A ja...podekscytowana i pełna dobrych przeczuć. Tyle na to czekaliśmy. Te 6 miesięcy wcale nie minęło w oka mgnieniu. A jednak dotrwaliśmy i teraz nie ma już żadnych przeszkód, by powiększyć naszą rodzinkę
A zatem - do dzieła! 
Rozmawiałam wczoraj z kuzynką, ktróra ma 3,5 rocznego synka, trafil w nocy do szpitala zakaznego z ospa z 42 stopniowa goraczka i podejrzeniem powikłań... mówiła, że to była najdłuższa noc w jej życiu... szczególnie, że to było takie wyczekane dziecko, 5 lat starań. Kuzynka też ma endometrioze (lekarz powiedzial ze moze byc to choroba rodzinna u nas) po slubie przeszla dwie laparoskopie, prawie nikt nie dawal jej nadziei i juz zdecydowala sie na adopcję. Mówila, ze juz sie z tym pogodzila a tu nagle ciąza i jest synek
ale wczoraj powiedziala mi cos co mnie zastanowilo, powiedziała, że "chyba go wymodliła" jak juz nie bylo nadziei pojechala z mezem do jakiegos sanktuarium a potem nagle zaszla w ta ciaze... i mialam takei glupie mysli. Ja od jakiegos czasu przestalam chodzic do kosciola (troche przez meza bo on raczej nigdy nie chodzil staram wyciagac sie go w swieta chociaz) i pomyslalam, że może dlatego tak mnie teraz Bóg pokarał,i tak wydłuża moje starania. Nie wiem, ale już wszystko sprowadzam do tego...
I tez zaczelam zastanawiac sie nad szczepieniami na choroby zakazne, w swoim zyciu przeszlam tylko swinki (nie mialam ospy, odry ani rozyczki) warto moze pomyslec o tym przed ciaza?
Boże czemu ja mam tak ciężko w życiu ??
Stresów dzień drugi. Teść się uparł że nie odda nam piętra domu i nie pójdzie na dół do nowo wyremontowanych pokoi specjalnie dla nich (teściów).
W zeszłym roku jak przepisywał dom zgodził się na zejście na dół a teraz cyrki odstawia.
Normalnie szlak mnie jasny trafi. Niech h*j zdechnie!!! Wiecznie z nim problem, wiecznie robi na złość...
Co do mnie to oprócz porządnego stresu jaki mi mój teść funduje to strasznie mnie cyce bolą... Ale tempka mi skacze jak głupia... nie wiem co o tym myśleć...
Przez ten stres to tylko dziś łyżkę ziemniaków zjadłam i małą roladkę i pare mandarynek...
I jak tu starać się o maleństwo???
Już nie mogę... nie mam sił... najchętniej bym go otruła i byłby spokój dla wszystkich....
Byliśmy na wizycie i badaniu połówkowym. I co?
No niech mi ktoś powie że ta moja ciąża to nie jest cud i nie jest działanie Boże!
Zosia pozostaje już na pewno Zosią
Mała rośnie jak należy, książkowo, wszystkie pomiary (a wyszło zapisów na 3 kartki!) w normie, Malutka rozwija się prawidłowo, szyjka ok, wody ok, Mama ok:)
5 kg na plusie, a że apetyt mam dopiero od miesiąca to tak naprawdę ze 4 kg doszły mi właśnie teraz dopiero. W takim tempie będzie ze mnie tocząca się Buka. Ciągle bym jadła! Ale nic a nic mi to nie przeszkadza, niech Malutka sobie rośnie i ma miejsca ile jej się podoba, choćbym miała być szeroka jak szafa.
Ja się czuję po prostu świetnie i kwitnąco. Na liczne pytania o samopoczucie - wiadomo że są na porządku dziennym, odpowiadam tym właśnie słowem - kwitnąco! Ciąża to najwspanialszy okres w życiu uwielbiam!
Dokuczają mi tylko hemoroidy - nie mam sposobu na to dziadostwo, i katar z krwią. Bóle brzucha minęły, już się przyzwyczaił mój układ trawienny do apetytu-giganta.
Poza tym... Ani pół infekcji, ani pół kaszlu, choroby, przeziębienia, grzyba, czegokolwiek. Nawet Mąż mi się rozłożył zupełnie, chyba jakaś jelitówka i temp 39.5 a ja nic.
Dziękuję Ci Boże za to dopisujące mi zdrowie!
Na USG Zosieńka sympatycznie ziewnęła nam prosto w ekran, a potem dostała czkawki i widzieliśmy jak cała podskakuje - komiczny widok, a potem zaczęła jakieś gimnastyki. Jakoś te dzieci w brzuszkach kojarzą mi się ze skulonymi pozami, a moja córa wyglądała jak mistrzyni kung fu w trakcie kopa, z jedną nogą pod tyłeczkiem a drugą rozciągniętą w bok na całą długość mojego brzucha.
Nigdy nie rozumiałam babeczek co to "nie mogły się już doczekać" żeby małe było na świecie. Myślałam sobie, że trzeba się cieszyć tym co jest - ciąża nie trwa wcale długo, trzeba się nią nacieszyć, a po porodzie cieszyć się dzieckiem. Teraz mi się odwidziało. Jestem jej taka ciekawa! Jaka będzie? Do kogo będzie podobna? Tak bym już chciała ją przytulić! Ucałować! ech... 
Jestem taka szczęśliwa...
Tak ten czas leci...to już piąty dzień stymulacji.
Robienie zastrzyków bardzo dobrze mi idzie, choć przyznam, że dziś wkręciłam sobie, że przez niesprawdzenie czy na końcu igły pojawił się płyn, wstrzyknęłam sobie złą dawkę leku ( za mało lub nic ) bo pen nie był dokręcony.
Na szczęście idę dziś na pierwsze od początku stymulacji USG i mam nadzieję, że lekarz rozwieje moje wątpliwości i powie, że ładnie się stymuluję itd. ... Jakoś nie biorę pod uwagę, że mogłoby być inaczej.
Cóż, jestem gotowa.
Czekam na Ciebie 
Ciąża rozpoczęta 25 grudnia 2014
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2015, 20:38
Myślałam, że trochę będziemy musieli się naprzytulać żeby coś zmajstrować a tu bach, pierwszy celny strzał. Powiedzieć, że mąż chodzi dumny to mało powiedziane. Boję się, że popadnie w samozachwyt 
Trochę to do mnie nie dociera. Może jak usłyszę serducho...
____
dziś odwiedziłam mojego gin. Załozył mi kartę ciąży, zważył, dał skierowania na badania. USG niestety nie było bo pewnie i tak nic nie byloby widać. Wracamy za 3 tygodnie podejrzeć serducho 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2015, 20:37
Kapu kap, kapu kap... i to wcale nie padający deszcz za oknem
Fakt pogoda nas tu nie rozpieszcza, śnieg się topi, wilgoć w powietrzu, jakaś ta pogoda wcale nie zimowa. Trochę szkoda. Lubię śnieg, mróz i świecące słońce. Pewnie jeszcze przymrozi, samochód nie będzie chciał odpalić to wtedy zimy mi się odechce. 
To co zaplanowane wykonane
Trochę zeszło ale sumienie mam czyste, obijania nie było i przekładania na późniejszą godzinę.
Milczące telefony mojego męża uświadomiły mi dziś, jak on jest dla mnie ważny, właściwie najważniejszy w moim życiu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, coby było, jakby go zabrakło... tak nagle, tak po prostu. Może nie jestem bardzo wylewna w okazywaniu uczuć, choć mężuś mówi inaczej... powiedziałam mu to, czułam jak mu się buzia uśmiecha i serducho raduje. Dobrze, że dziś już poszedł do pracy, bo nic by mi nie dał zrobić... nie rób, nie ruszaj, nie podnoś, ja wyjmę pranie z pralki, pójdę do sklepu, no żesz... przez dwa dni czułam się prawie jak królowa na włościach
Ale życie powróciło do normalności, przewietrzyłam łepetynę, poszłam do sklepu, na kawę do Kasi, do mamy... ciekawe czy byłabym taką samą mamą dla swojego dziecka, jaką moja mama jest dla mnie... oj chyba nie... ona ma dobre serce, zawsze szczere intencje i w ogóle jest naj
Właściwie to szczęściara ze mnie po raz któryś!! Trzeba to doceniać.
Tak dumałam sobie jeszcze dziś... jak ćwiczyć w sobie cierpliwość? Czy w ogóle to się da? Wszystko bym chciała na już, na teraz. Nie da się tak przecież. Ile czasem trzeba czasu, wysiłku, żeby coś osiągnąć, zdobyć. Nawet w małych drobnostkach jestem niecierpliwa. To chyba jednak moja wada. A z wadami należałoby chociaż trochę powalczyć... ale jak?
Drogie 'czytaczki' wypocin Alusiowych... nie myślcie, że ja się tak szybko 'dołuję' to tylko lekki jednodniowy spadek formy psychicznej
Jest ok!! Jak ja to mówię, oby gorzej nie było 
Kiedyś wydrukuję ten pamiętniczek i za ileś lat pokażę moim dzieciom ale będą miały ubaw, hahah
Zresztą sama za iks lat będę się śmiała, jak to Ala dążyła do celu mając lat 30plus. Aaa... właśnie dziś sobie jeszcze pomyślałam, że te dni tak szybko uciekają, nawet nie wiem kiedy. To co to będzie po 40tce... lepiej nie myśleć
I tym akcentem, może średnio optymistycznym, zakończę mój dzisiejszy wpis 
Ale jestem przeszczęśliwa...w końcu jakieś konkrety!
Dostałam skierowanie na laparoskopię diagnostyczną z udrażnianiem, lecz bez w ingerencji w jajniki ponieważ mam obniżoną rezerwę. Po otrzymaniu wyniku który potwierdzi lub wykluczy endometriozę i drożność adekwatne działania:
Wszystko dobrze - 3 cykle stymulowane + inseminacja, jeśli nieudane in-vitro
Jajowody niedrożne - in-vitro.
I, II stopień endometriozy - 3 inseminacje ze stymulacją, jeśli nieudane to in-vitro.
III, IV - stopień in-vitro.
Tak więc czekamy na zabieg i do dzieła! 
Apropo...w ciągu 45 minut załatwiłam i dowiedziałam się więcej niż w czasie 2 letniego leczenia...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2015, 22:11
Jestem niby spokojna a jednak trochę zestresowana jutrem. 5.10 pobudka.
22 cs - 15 dc
Witajcie.. Ostatnio nie mam nastroju na jakiekolwiek wpisy, nie mam weny.
Co u mnie?
W ciąży dalej nie jestem.
Leci kolejny cykl. Ale czuję że dopóki mam torbiel na jajniku w ciążę nie uda się zajść. Nie wiem kiedy ta laparoskopie zrobię. Podjadę w październiku może umowie się na połowę listopada.
Sprawy immunologiczne stanęły w miejscu. Muszę iść do tej naprotechnolog bo immunolog mnie do niej wysyła. Niby razem maja posjać decyzje o leczeniu.
Byliśmy na urlopie, który się udał 💕 jedyna pozytywna wiadomość w tym wpisie.
Straciłam wiare że uda mi się zajść w ciążę i po prostu nawet nie mam ochoty na starania.. Nie mam ochoty łykać tych wszystkich supli.. Testy owu też w kulki tną... Nie wychodzą już 2 cykl...
Mam dość!
17 dc. Nie wiem czy była owulacja, temperatura dziwna, góry i doliny, bardzo niejednoznaczna. Śluzu praktycznie brak, pewnie przez leki na infekcję. Jajniki nie bolały prawie wcale. Nie wiem o co chodzi. Dobrze, że za kilka dni badam progesteron, to się wyjaśni czy owulka była.
Skończył mi się abonament OF i nie wykupuję kolejnego, to nie na moje nerwy.
Raz mnie pobolewa brzuch na @ a raz nie... Małpa powinna być w czwartek 29. Jutro 14 dpo zatestuję dla wszystkiego. Ahh jak byłoby cudownie gdyby się udało. A jeśli nie to... Trzeba się podnieść i działać dalej
Ale to czekanie jest trudne. Najpierw czekaj na to, żeby się udało, a później to już samo czekanie! Na wynik pierwszej bety i drugiej i trzeciej ... Straszne!!!
@ przyszla...nastepna ma byc 21 luty ...a dokladnie tego dnia mam obronę mgr wiec zamierzam SIE OBRONIC I ZAJSC W CIĄŻĘ!!I tu z wami sie cieszyć 
WIARA NIGDY NIE UMIERA!!! WIERZE I WIERZYC BEDE....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.