Dziekuje serdecznie, powodzenia życzę kochana :)

Oj kochane wszystko bym już wam opisała najchętniej ale póki co nie mam do tego głowy :P ciągle gapie się na małego! <3 JEST NAJCUDOWNIEJSZY! <3 ma czarne włoski! :D chciałam wrzucić zdjęcie na belly ale przez tel nie mogę coś bo za duży rozmiar. No nic wrzucę odrazu na pewno jak przyjedziemy z moim CUDEM do domu <3
Fakt, to uczucie juz POSIADANIA GO jest bezcenne <3 :) jestem taka szczęśliwa <3
Bolało jak choleraaaaaaaaa ale w końcu mamy GO <3

2 dn jak @ polazla oby nie wrocila przez nastepne 9msc ;)
W pracy tylko jeden temat "Ciaza" szefowej normalnie az mnie mdli kiedy slucham . Dereck wczoraj polecial do UK na kilka dni jakies papierkowe sprawy. Uspokoil mnie ze zdazy wrocic zanim bede miala dni plodne hihi .

Mam obawy ze Luty to nie nasz czas eh za duzo mysle , pora na sen

Paróweczka Powiernik 10 lutego 2015, 06:24

68dc/20dc

Głupia i naiwna, naiwna i głupia. Co pozwolilo mi myślec ze to juz koniec pastwienia sie nade mna... Owu nie było i nie bedzie, plamienie nie było @, brnę do nikad bez szansy na poprawę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2015, 06:26

dzabuch moja terapia 10 lutego 2015, 07:06

Tempka ładnie rośnie w górę, powoli, ale idzie. Mój termometr niestety nie domaga. Coś się z nim dzieje. Może bateria już słaba. Oby wytrzymał do końca cyklu. Zamówiłam już nowy. Typowy owulacyjny, bo miałam zwykły elektroniczny. Wiem, czuję to, nie jestem w ciąży. Czuje jednak taką pozytywną energię. W końcu z owulacją jak z autobusem. Nie ta, to następna. Na wiosnę, zaczną się remonty zmiany. Oby do wiosny a pogoda taka pozytywna. Czekam na tą zapowiadaną ciepłą i słoneczną sobotę. Grunt to się nie załamywać. Tylko pozytywne myśli!

13+4
Dolegliwości?
Poza bólem piersi nad ranem nic więcej nie odczuwam.
Dziwne to trochę. II trymestr i jak ręką odjął?! Niemożliwe.
Wczorajsze porządki w szafie zakończone sukcesem. Teraz tylko śmieci do wyrzucenia i porządek jest.
Następna wizyta 5 marca. Nie wiem, czy wytrzymam. Mam mieć pobraną cytologię. Jeszcze przez kilka dni biorę luteinę. Boję się ją odstawić. Co prawda zmniejszyłam dawkę wg zalecenia Pani dr, ale i tak mam obawy.
Mamy zielone światło na seksik. Nie wiem czy skorzystamy, mam taką nadzieję, bo tęsknię za moim mężem jak nigdy.

W ten weekend teściowie jadą na walentynkowy weekend, który dostali pod choinkę... Ciekawa jestem jakie będą wrażenia...

Oszalalam ;)
Wstalam w dobrym humorze chyba az za dobrym bo na allegro zamowilam testy ciazowe mimo ze starania o czekoladke dopiero za tydz jednak dzisiejszy przyplyw pozytywnych wibracji mowi ze napewno sie uda inaczej nie moze byc.

Pozytywne Myslenie Przywoluje Pozytywne Zdarzenie !!!

Karolinna Miłość,cierpliwość,szczęście 9 października 2022, 01:15

Planowany okres 24.10.
Jestem podczas dni płodnych, działamy 🫶🤞

Co pomogło na przedłużający się regres snu
specjalnie dla Jaheria 😉

Słynny pierwszy regres snu zaczyna sie ok 4-5 miesiąca i trwa 2 do 6 tygodni. U nas zaczął się jak syn miał równo 4 miesiące i 7 dni, skończyły jak miał 6 miesięcy i 2 dni, po zastosowaniu rad cdl, z którą skontaktowałam się w akcie desperacji, bo jechałam już na oparach. Z pobudek w nocy co 3-4h, najpierw zrobiły się co 2h, później 1h i co 30 minut (wstawanie około 11x w nocy - noc czas między 21 a 6 rano). Czasem między pobudkami nawet nie zdążyłam zasnąć.

Jest to rada dostosowana do naszej sytuacji w danym momencie i nie koniecznie u każdego się sprawdzi, wszystko zależy od przyczyny wybudzania. Cdl rzekła, że dziecko w wieku 6 miesięcy powinno budzić się w nocy na jedzenie 0 do 2 razy, co przy naszych 11x brzmiało jak jakaś totalna utopia. Poleciła nie szczuć dziecka w nocy piersią - wtedy jeszcze syn śpał z nami (dzieci doskonale wyczuwają zapach mleczarni, efekt jest taki sam jak z psiakiem, któremu podłoży się pod nos szynkę jak śpi - wiadomo co się stanie). Miałam spać w staniku sportowym, ale ze akurat był zastój i nie było opcji, to spróbowaliśmy z odłóżeniem dziecka do łóżeczka. Druga część rady brzmiała "nie karmić częściej w nocy niż 2x", w pozostałych razach woda 10 do 30 ml. Cdl powiedziała, że pierwsze 3 noce mogą być bardzo trudne, dużo wstawania, tulenia, usypiania bez piersi, ale jak dziecko zrozumie, że nie za każdym razem dostaje pierś, to przestanie się jej tak często w nocy domagać i w żadnym wypadku nie zostawiać dziecka do wypłakania samego. Obiecała, że jak wytrwamy to napewno będzie lepiej. Do tej pory u jej pacjentów udawało się osiągnąć sukces po 1 czy 2 nocach max trzech. Stwierdziliśmy, że mąż weźmie wolny piątek i zaczniemy od czwartkowego wieczoru. Nastawieni na armagedon, byliśmy gotowi zawalczyć o lepszy sen. Jakież było nasze zdziwienie kiedy nie było żadnego armagedonu, a syn obudził się w nocy 4x (2x dostał pierś, 1x wodę, 1x utulilam i odłożyłam). Rano byłam jak nowo narodzona po takiej ilości snu 🤣 kolejna noc jeszcze lepsza! 2 pobudki! Obecnie mamy 2 do 4 pobudek w nocy, syn śpi w łóżeczku obok nas, jak się wybudza to czasem wystarczy, że chwycę go za rączkę 😊 Cdl twierdzi, że widocznie mocno mu pierś pachniała albo się gmeraliśmy co go wybudzało, stąd taka szybka poprawa sytuacji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2021, 21:05

jedynym "plusem" tej całej sytuacji jest fakt, że odzwyczaiłam się od ovu. wchodzę rano wpisać tempke, później wieczorem inne obserwacje i tyle. już nie ślęczę tu non stop, w pracy, po pracy itd. zaglądam do kilku koleżanek, kibicuję im, czytam sobie na forum informacje które mnie interesują, ale nie żyję już tematem ciąży.
dalej diagnozujemy męża, żeby wszystkie możliwe przyczyny złych wyników ustalić i wyleczyć, bo to pozwoli nam zajść w ciążę. w to wierzę, musi nam się udać.

Pecherzyk 20,5 mm! Jupi! Jednak clo zdzialal cuda! Teraz musimy wykorzystac to na maxa :-) ale sie ciesze, ze wreszciepo 3 mc cos pozytywnego sie dzieje!

Teraz trzymajcie za mnie kciuki, zeby sie udalo! Tym razem chyba sa spore szanse- o ile pecherzyk peknie! Musi sie udac! To juz 17 cykl wiec bardzo bylabym szczesliwa gdyby to byl ostatni! :-)

Zielone światełko od pani Doktor jakoś pozytywne emocje u mnie wywołały :)
Dostałam luteine by wywołac @ i po niej możemy zacząć starania , hmm... nie bede się napinać na kolejną ciaże , bedziemy serduszkować na luzie a nóż widelec fasolka się pojawi :D

Ralpina Matylda? 12 lutego 2015, 16:25

2dc. Czwartek.

Na koniec poprzedniego cyklu udało mi się złapać nieco luzu. Nie przeciadywałam na OF całymi dniami, nie udzielałam się na forach. Miałam nadzieję, że uda mi się ten luz zachować na cały nowy cykl. Już wiem, że się nie uda... Niewątpliwie pokładam wielkie nadzieje w tym moim urodzinowym cyklu. Kobieta ponoć jest najbardziej płodna w miesiącu swoich urodzin. Zobaczymy :) Uzbrojona jestem po zęby. Poza kompletem suplementów z poprzedniego cyklu zaczęłam łykać wiesiołek i pić siemię, na lepszy śluz. Gdyby i to nie pomogło, zakupiłam żel Cincieve Plus i nie zawaham sie go użyć.
P grzecznie łyka Promen + kwas foliowy (mam nadzieję, że wyciąg z korzenia rzeńszenia dobrze wpłynie nie tylko na jego płodność ale i na libido).
Tona testów owulacyjnych wala mi się po szufladach nie tylko w domu ale i w pracy. Kupiłam nawet takie ładne, drogie w Rossmanie. Postanowiłam sikać na testy od 10dc i sikać do skutku... Coś mi się wydaje, że w poprzednim cyklu miałam owulacje, ale dopiero w 28dc. Wszystko się zgadza. I temperatuta i śluz i ilość dni od tamtego spadku, po którym przyszła @. Ale nie sikałam na testy, bo do głowy mi nie przyszło, że się owulacja mogła tak przesunąć.
No i zrobię hormony. Większość mam na skierowniu, dla pewności może jeszcze prywatnie machnę progesteron w 7dpo. Wprawdzie zupełnie nie biorę pod uwagę faktu, że może tam coś być nie tak (i trochę się boję na samą myśl, że może...).

Z rzeczy zupełnie poza ciążowych:

- z P się kochamy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się kłóciliśmy... W zasadzie od wakacji jest cały czas dobrze (a to za chwilę będzie już z pół roku). W sobotę (14ty) idziemy na szuszi :)
- Majka wczoraj na basenie dawała czadu :) Coraz lepiej pływa Misior i nie mogłabym być z niej bardziej dumna...
- ja czerpię sporo radochy z moich fikołków, na które biegam regularnie

12cs
10dc
czwartek
po badaniu HSG

Już po. :) :) :)
Boże, jaka ulga.

Zajechaliśmy do szpitala (na Karową w Warszawie) na godz. 7:10. Izba przyjęć, rejestracja, czekanie. Po jakichś 20 minutach od rejestracji poproszono mnie "za drzwi".

1. Pytanie o ostatnią miesiączkę, pokazanie badań z czystości pochwy, podpisy pod zgodami, upoważnienie dla męża do wglądu w dokumentację oraz w razie śmierci (optymistyczny akcent), żeby go powiadomić. Powrót do poczekalni na izbie przyjęć.

2. Za jakieś kolejne 20 minut - znów mnie poproszono. Opaska na rękę (przyjęta w oddział), ubranie wierzchnie do depozytu i z pielęgniarką na oddział. Tu poznałam Ewę, która szła na "skrobankę", bo coś jej tam ciągle narasta w macicy. Obie zestresowane, więc wsparcie obustronne. :) Gadu, gadu.

3. Na oddziale usiadłam w korytarzu, mąż przyszedł (omijając izbę przyjęć, bo go nie wpuścili ze mną). Pielęgniarka zaprosiła mnie do dyżurki, ważenie, jakieś ankiety itp. Siedzę dalej.

4. Jakaś ginekolog zaprosiła mnie do gabinetu, zrobiła wywiad (na uczulenia, choroby itp.), zbadała ginekologicznie i kazała dalej czekać na korytarzu. I tu ważny punkt: powiedziała, że zaraz zrobią mi pobranie krwi i po tym MOGĘ ZJEŚĆ :) :) :) Jupi. :) Ale ulga, bo już kiszki marsza mi grały.

5. Znów czekam, gawędzę sobie z Ewą, mąż kursuje pomiędzy samochodem, a szpitalem.

6. Mija jakieś 20 minut. Wezwano mnie do zabiegowego, pobranie krwi.... I wielka ulga, wyciągam jogurt naturalny, granolę i zajadam śniadanko. Robi się błogo. :)

7. Mija kolejne 20 minut, albo i więcej. Inny ginekolog zaprasza mnie na badanie ginekologiczne (znów). Jestem w gabinecie 5 minut, badanie. Lekarz oznajmia mi, że dostanę zastrzyk przeciwbólowy. Pytam:
-Paracetamol?
- Nie. Lekarz zlecił Papawerynę.
- A można być na to uczulonym?
- A jest pani uczulona na tic-taki?
- Nie.
- To i na papawerynę nie będzie uczulenia.
Wyszłam na korytarz. Znów czekam.

8. Chwila moment i zaproszenie do zabiegowego na zastrzyk znieczulająco - rozkurczający. Domięśniowy. Mój pierwszy w życiu. Stresu co nie miara. Wychodzę na korytarz i oczywiście słabo mi, duszno, cała się trzęsę. Nikomu nic nie mówię, bo wiem, że to wszystko to moja słaba psychika. Ale mąż i tak widzi, że kiepsko się czuję. Mija 10 minut i czuję taką błogość.

9. Kolejna pani ginekolog zaprasza mnie na usg. Idę. Jeszcze się trzęsę po zastrzyku. Pani na usg opowiada o hsg, mówi, żeby nie myśleć o tym, że będzie nieprzyjemnie, ale o tym, że już dziś wieczorem czeka nie nagroda w sypialni i na tym się koncentrować. :) Robi się miło. Pani mówi, że w lewym jajniku piękny pęcherzyk 18mm i owulacja dziś lub jutro. Wychodzę znów na korytarz.

10. Czekam z pół godziny i w końcu pielęgniarka wzywa mnie i idziemy razem (i mąż też) do pracowni rtg. Zaczyna się.

11. Godzina 11:10. W sali RTG lekarz ginekolog tłumaczy mi co się będzie działo po kolei. Jest bardzo miły i ciepły. Kładę się na łóżko rentgenowskie, nogi zgięte w kolanach mocno, łapię dłońmi za kostki. W tej pozycji lekarz (kolejny, inny) instaluje mi ustrojstwo. Przeprasza za ból, który mi zadaje. Boli, ale da się przeżyć. Strasznie się trzęsę ze strachu. Z zamontowanym mechanizmem, każe mi się odpychać stopami, tak aby położyć się płasko. Woła panią radiolog. Ustawiają aparat i najgorsze. Wstrzykują kontrast (w płynie; wcześniej myślałam, że to gaz jest). Moment wstrzyknięcia to jest mega ból, ale trwa 5 sekund, może mniej. Zdjęcie i ulga. Wymiana kliszy, kolejna porcja kontrastu, znów mega ból i znów zdjęcie. Zmiana kliszy, wstrzyknięcie porcji kontrastu, znów mega ból (chyba ostatni raz bolało najbardziej, ale bardzo krótko, maks. kilka sekund) i znów zdjęcie. Po tym: wielka ulga. Brzuch dalej boli, ale już delikatnie. Lekarz odpina ustrojstwo i koniec bólu. Leżę jeszcze ze 2 minuty, odpoczywam. Siadam, siedzę z kolanami przy brodzie. Lekarz mówi, że ma dobrą wiadomość, bo jajowody są drożne i że teraz (po badaniu) mam większe szanse na poczęcie. Pomaga mi zejść ze stołu. Idę do przebieralni, wycieram się, wkładam wkładkę typu "pielucha" i ubieram się. Dziękuję lekarzowi. Jest bardzo miły. Pielęgniarka z resztą też. Wracamy na oddział.

12. Siadam w korytarzu z mężem. Czekamy na wypis ok. 1,5 godziny. Potrzebuję tego czasu, na uspokojenie się, wyciszenie. Jest mi dobrze. Cały stres odszedł. Wielka ulga.

13. Wychodzimy ze szpitala o 13:10. Jedziemy do domu. Mimo, że jestem na diecie, jedziemy do Sfinksa świętować drożne jajowody, nasz wspólny wolny dzień i Tłusty Czwartek.

To, co mnie zaskoczyło pozytywnie: to bardzo miły personel. Każda osoba. Bez wyjątku. I to jest duży plus, bo człowiek się jakoś mniej boi, jak co chwila, ktoś miłym słowem wspiera.

Jak się czuję teraz? Plamię, brzuch mnie lekko pobolewa. Ale jestem szczęśliwa, że mam to za sobą.

I to właściwie tyle. Na koniec Ewa mnie ucałowała. :) Okazało się, że jej nie zrobią skrobanki, bo jest zaziębiona.

10 / 11 a może i 12 dpo. .. kto by to liczył? bo ovf na pewno źle !

aleeee ..

.. werble .. NIE PLAMIĘ !!

Co jest dla mnie absolutnym szokiem i cudem i w ogóle brałam te wit. C 1000 2 dni, chciałam jeszcze 2 ale teraz to @ musi przyjść najszybciej jak może ! :D no co, zmieniłam zdanie!

Chrzanić wszystko, może do operacji M. jeszcze coś podziałamy, pierdole, nie będę czekać do usranej śmierci przecież od środka mnie już rozwala ..

PeeS. Licze na pozytywne fluidy, jutro żołnierzyki ida pod lupę !


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2015, 11:40

sylvi83 W oczekiwaniu na cień cienia... 10 lutego 2015, 11:44

Po wczorajszej wizycie u gina jestem w jeszcze większych nerwach. Najpierw powiedział, że mam bardzo ładny wynik bety, więc już będzie coś widać, ale na usg niestety był tylko pęcherzyk i nic poza tym. Trochę był tym zdziwiony, ale zaraz zaczął się tłumaczyć, że w tym tyg może być widoczny zarodek, ale nie musi, więc nie ma się co martwić. K**wa jak ja mam się nie martwić??? Dziś znowu mam małą plamkę na wkładce, chociaż wczoraj już nic nie leciało. Mam dalej brać duphaston i czekać, bo jak ma być dobrze to będzie, a jak nie to i tak nic na to nie poradzimy... To są słowa lekarza. Następna wizyta 19.02, bo już wtedy musi być widoczne serduszko, a póki serduszka nie widać ciążą się nie chwalimy- taka dobra rada lekarza na koniec wizyty. Ale kasę to policzył jak za wizytę ciążową 150 zł. K**wa.

hmmm... czekanie, masakryczna sprawa, no ale może coś będę wiedziała konkretnego albo chociaż, kierunek " przyjmę ' dobry.... na razie czekanie.... hmmm... czym by sobie czas umilić wiem.... sprzątanie pochłaniacz czasu idealny od od jutra praca, praca no... to w końcu przestane tal intensywnie o wszystkim myśleć ;)

sandra 89: nie słyszałam o takich ziółkach, stosujesz je? przy pco można ?


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2015, 11:59

goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 10 lutego 2015, 12:15

Ciągle zieeeewam. Pogoda mnie dobija. Od jutra podobno słońce, czekam z utęsknieniem. Potrzebny mi taki zastrzyk energii ;)!!!

antea Tym razem się uda! 12 lutego 2015, 19:44

Tym razem się uda.
Musi się udać.
Dwa piękne pęcherzyki, 19 mm i 20 mm.
Lekarz powiedział, że to najładniejsza nasza dotychczasowa stymulacja.
Pęcherzyki są równiutkie i wszystko wygląda dobrze.
Teraz zostało tylko działać.
Tak bym chciała żeby to był już ostatni raz!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)