myszm pokonujac kolejne przeszkody. 16 lutego 2015, 15:41

jesli ktos tu jest, to czesc!

dzis jest koszmarny dzien. caly czas kloce sie z facetem, na odleglosc, mama i siostra sa chore na zapalenie oskrzeli, widzialam sie z nimi wczoraj, a teraz boli mnie gardlo jak cholera. jeszcze 2 dni do @, ale chyba nie powinnam nic zazywac w razie czego, prawda dziewczyny?
co jesli okaze sie, ze sie udalo a ja od razu bede chora? :( glowa pisze same czarne scenariusze.

Firma działa.Pomimo tego, poszłam dziś szukać pracy. Nie chce siedzieć w domu z teściową, wkurza mie już ta codzienność z nią.. Zobaczymy jutro , ma zadzwonić do mnie facet i da mi odpowiedź.. co prawda pół etatu,ale jak dla mnie to może być, pewnie poźniej normalnie by mnie zatrudnił, bo pracuję sumiennie i jestem lubiana.

Druga rzecz.. moja przyjaciółka w zeszły weekend zrobiła test ciążowy, jeden, później drugi ..i oby dwa pozytywne. Na drugi dzień dostała bolesnego krwawienia (nie plamienia)z bólem pleców i brzucha. Trwało to 4-5 dni , jak normalny okres. Zrobiła dziś znowu test i wyszedł po tygodniu też pozytywny. Mieszka w Szwecji, była u lekarza tydzień temu,ale kazał przyjść jej jutro...nawet na bete nie wysłał, usg nie zrobił.. także nie wiadomo czy to hcg dalej trzyma i było poronienie, czy ciąża jest nadal i się rozwija.. Mamy puste głowy..nie wiem co jest grane.. jutro na 11.30 ma do lekarza i zobaczymy co jej powie, czy ją zbada, czy da skierowanie na wyniki.

Trzecia rzecz.. ciut niekomfortowa dla mnie ..
Ale nie wiem czy to tak jest, czy ja coś mam na szyjce..
Jak szyjka jest w średniej wysokości, czują jakiegoś guzka.. nie mam pojęcia czy wcześniej kiedyś go czułam, wydaje mi się, że tego nie było.. taki mały guzek jak 1,5 ziarenka grochu. No i mam pietra.. w zeszłym cyklu też to czułam i nie wiem co to jest ! czy to tak jest ? no normalnie nie wiem !!

17cs
22dc
8 dpo (lub 9 )
czwartek

Właśnie odebrałam wyniki badań na mutację genu MTHFR:

mutacja genu MTHFR C677T -wynik dodatni
mutacja genu MTHFR A1298C - wynik dodatni

Czyli zastrzyki w brzuch z Clexane-u będą szły.

Boże spraw, żebym trafiła w ręce dobrego lekarza i żebym została właściwie zdiagnozowana do końca.

Mutacje mnie nie cieszą i cieszą. Cieszą, bo w końcu jest coś, co może być przyczyną naszych niepowodzeń.

http://www.medgen.pl/akademia/trombofilia-badania-genetyczne-w-zakrzepicy


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2015, 22:05

7 dni do @.
Zrobilam wszystko co moglam, by znow poczuc sie najszczesliwsza istotka po sloncem. Teraz pozostalo juz odliczanie! Co ma byc, to bedzie. NIe wyjdzie, bedzie mi smutno ale zabiore sie do walki z jeszcze wieksza sila...jesli takowa istnieje :)
Powtarzam sobie, ze raz sie udalo. uda sie i tym razem! Za miesiac, za dwa ale uda sie! ... i musze w to wierzyc :)
Powtarzam sobie co krok: uda sie, uda sie szybko! Mowie sobie, ze nic nie zdarza sie bez przyczyny. Najwidoczniej moja utrata Malenstwa miala czemus sluzyc. Staram sie paniate same pozytywne chwile z tamtego okresu... szczescie, milosc ktora otaczal mnie moj ukochany... wszystkie drobnostki, ktore zdazaja sie na codzien ale wtedy mialy inne znaczenie....
W tym cyklu zrobilam wszystko co moglam. Badania na przyszlosc rowniez zaliczone. Teraz odliczam.... pelna nadziei i ufnosci :)

Malutki babelku czekamy na Ciebie :) ..... i wyobrazam sobie Twoja twarzyczke za kazdym razem, kiedy patrze na zdjecie Twojego Taty na biurku, kiedy byl malutki! Spiesz sie babelku, tyle milosci tu czeka na Ciebie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2015, 16:54

Jestem już po zabiegu Hsg. Caly dzien w szpitalu a zabieg trwal z 20 minut. Nie byl on przyjemny. Przypominał ból miesiączkowy... miałam znieczylenie i po nim czulam sie jak pijana. Dochodziłam do siebie niecałe 2h . Teraz leze w szpitalu i czekam na wypis. Chce juz do domku...

Rotenkopf Walka. 19 lutego 2015, 21:32

Zespół napięcia przedmiesiączkowego - start.
Wkurwiam się znowu na wszystko i na wszystkich.
Nawet zmiana fryzury mi nie pomogła.

Dziś dla odmiany teściowa rzuciła mi słuchawką ;)
Ale o tym jutro bo padam na ryj.
Tak, wkurwianie się też męczy, niestety.

aster Plan B. 10 września 2020, 14:59

36 dc, 2 lata starań...
Wracam wspomnieniami do początku.
2 lata temu, w naszej wymarzonej podróży poślubnej podjęliśmy decyzję, że nie ma na co czekać. Ah, jakie to były emocje! Podekscytowanie, strach, radość.... Wszystko podsyconie niesamowitymi okolicznościami islandzkiej przyrody. Wieczorami, pod rozgwieżdżonym niebem snuliśmy marzenia, o tym jak będzie wyglądała nasz rodzina. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi gdzie będę dziś, chyba pękłoby mi serce. Ale czas uodparnia. Z tych emocji na początku, teraz został tylko strach. Doszło za to rozgoryczenie i smutek.
Chciałabym bardzo wrócić do tego pozytywnego nastawienia, ale trzeba też docenić to, co zyskaliśmy. Pokora, cierpliwość, wytrwałość, to cechy, które trenujemy codziennie 😛 no i oczywiście ten czas, który został nam dany jeszcze we dwoje. Kto wie, może już nigdy nie będziemy tak beztroscy, jak teraz?

Udało się przełożyć zabieg! Mam się zgłosić do szpitala za 2 tygodnie. Teraz z niecierpliwością oczekuję na @ bo po ostatnich przygodach z tabletkami wszystko się niemiłosiernie rozwleka. Oby tym razem się udało!

Aagonia Poronilam 14 września 2022, 11:26

Mam pytanie czy któryś z tych elementów może być przyczyną poronienia;
- jednorazowy krotki ale mocny stres,
- wpadniecie w wyrwę w chodniku nie duża bez upadku,
- lekkie krótkie podbiegnięcie.
Dziękuję za odpowiedź

54% ciazy za nami.. :)
A przed nami jeszcze 128dni..
<3 <3 <3

Bylam dzis u endokrynologa..tsh spadlo z 2.17 na 1.15..dalej mam brac euthyrox25..
A za miesiac mam zrobic tsh,ft4,i morfologie..zeby miec wyniki na nastepna wizyte 25.03
Po lekarzu pojechalismy do mojej mamy zabrac lozeczko ktore miala moja teraz 21letnia siostra ;) jego stan jest bdb wiec tylko maz pomaluje na bialo..i bedzie gotowe ;)
To wszystko powoli staje sie tak bardzo realne.. <3 ze juz bym chciala maj..a potem nasz czerwiec.. :)
Ale poki co to synku siedz jak najdluzej <3 i kop mamusie caly czas..i jak najczesciej ;) <3
Tatus juz skonczyl wykanczac Twoj pokoik ;) bo 2 na gorze byly wykonczone tylko zostal Twoj i czekal..ale sciany juz pomalowane,panele polozone..tesciowa umyla okna (balkonowe i dachowe)..i tatus wlasnie poszedl skrecac lozeczko bo stwierdzil ze zlozone bedzie lepiej malowac ;)
Sciany juz raczej zostana biale..bo i tak sa dwa skosy,i tylko jedna duza sciana..wiec na tej scianie namalujemy drzewo i siedzacego na galezi kocura..widzialam taka sciane w google.. ;) mam nadzieje ze bedzie ok..juz probowalam na wiekszej kartce to narysowac i wyszlo calkiem ok..choc jestem beztalencie plastyczne ;) choc pewnie na scianie bedzie duzo gorzej to zrobic..ale sprobujemy ;)

Cos takiego:


f9qijp.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2015, 19:15

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 9 grudnia 2022, 15:49

Ranek zaczął się źle. Poranna wizyta u koni, żeby naszykować siana przed wyjazdem na Wrocław do klinki, skończyła się kilkugodzinną akcją ratunkową rudej.
Dostała kolki, mocno bolesnej, trzeba było działać. Po dwóch godzinach zaczęło przechodzić. Wet do którego udało mi się dodzwonić właśnie był w drodze do nas, ale po krótkiej rozmowie i ocenie sytuacji (rudej wrócił apetyt, ciekawość otoczenia, przestała się pokładać i tarzać z bólu, perystaltyka jelit była słyszalna, stolec wyszedł) zgodnie ze mną uznał że akcje ratunkową wstrzymujemy, rękę na pulsie trzymamy, on wraca do domu a ja obserwuję. Z końmi został mąż.
Dzisiaj ruda ma dietę, samo sianko.

Potem udało się jeszcze wybrać do kliniki leczenia niepłodności na czas na pierwszą wizytę.
Ledwo zdążyłam. Wszyscy w klinice byli bardzo mili.

USG pokazało, że nie było jeszcze owulacji. Endo cienkie, trójlinijne, jajniki oczywiście policystyczne.

Mamy plan na stymulację letrozolem, do tego potrzeba badań nasienia męża (dzisiaj będę mu zadek suszyć żeby się umawiał) i mojego amh oraz inhibiny b (zrobiłam).

Przed stymulacją jeszcze będę realizować monitoring u mojego gina, żeby zobaczyć czy pęcherzyki na pewno pękają (eliminacja LUF czy jak to tam zwał). Jak w "tym" cyklu pojawi się w końcu owu to pojadę.

Ciekawi mnie czy znowu dostanę plamienia w okolicy 28dc. Owu powitam w 43dc pewnie jakoś. Wychodzi na to, patrząc po wykresie temperatury, szyjce, testach owulacyjnych, śluzie, że wystymulowałam sobie lewy jajnik przy pomocy NAC mocniej niż poprzednio, ale wciąż niedostatecznie, aby doszło do owu.

"Niby człowiek wiedział, ale się łudził". :)

Czuję się lekko niekompletna z powodu tego, że potrzebuję wsparcia medycznego w czymś w teorii tak naturalnym jak poczęcie dziecka. Wiem, że jest ono w tym momencie mimo wszystko niewielkie, ale jednak gdzieś to mi urąga godności.
Czuję podskórnie też, że to dopiero początek dłuższej drogi. I cieszę się, że wybrałam się do kliniki tak szybko i nie czekałam na zbawienie.

Godzinny spacer z kliniki na dworzec sporo mi pomógł poukładać myśli.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2024, 19:39

9 dc. Jakiś taki dziwny spokój wewnętrzny. Po kolejnej wizycie u lekarza znowu CLO. Tym razem w zestawie z Pregnylem. I monitoringiem. Kupiłam, łykam ale nie wiążę z tym faktem większej nadzei. Nie przekopuję Internetu w poszukiwaniu tych, którym się udało biorąc podobny zestaw, nie załamuję się czytając, że nie wszystkim pomaga. Biorę głęboki oddech i myślę, że będzie co ma być. Po prostu. Jeśli nie teraz, to kiedyś...

Poza tym mamy od niedawna nowego członka rodziny. Mąż przyniósł do domu psa. Porzucony. Mały, śliczny, kochany. Taki nasz mały bąbelek. Także na razie wychowujemy i kochamy pieska. I uwalniamy myśli od ciąży. Oby się to nie zmieniło po owulacji:)

Rotenkopf Walka. 16 lutego 2015, 19:37

Co za dzień... :D
Rano byłam na rozmowie, wszystko jest okej, warunki też, chyba mam tą pracę ;) dlaczego chyba ? bo od jutra mam szkolenie - kilka dni, i dopóki nie podpiszę umowy będę mówiła, że 'chyba mam prace' ;)

Jadąc z rozmowy na zakupy mąż zauważył w pewnym zaułku grupkę ludzi stojących wokół leżącej osoby. Wyszłam z auta żeby zobaczyć jak się ma sytuacja, bo mąż musiał objechać budynek, żeby móc podjechać do tego jak się potem okazało pana (wiwat ulice jednokierunkowe).
Podeszłam, zobaczyłam leżącego pana (niestety kolokwialnie mówiąc żula, ale ratownik nie może mieć uprzedzeń) przytomny lecz nie kontaktujący, z rozwaloną głową i zauważyłam, że oddał mocz. Dla potwierdzenia spytałam co się stało. Tak jak sądziłam - padaczka. Zapytałam kompana pana poszkodowanego czy coś pili. Okazało się, że nie. Podjechał mój mąż i już było wszystko jasne. Pan poszkodowany to dobrze znany wszystkim strażnikom miejskim (i właściwie policji też) były bokser, który się stoczył, więc dla bezpieczeństwa mój mąż przejął pałeczkę bo doskonale wiedział do czego ów pan jest zdolny (do udawania także), w końcu nie raz go odwoził na izbę wytrzeźwień. Pogotowie wezwał już wcześniej drugi kompan pana poszkodowanego. Właściwie zostało tylko zaczekać na pogotowie. Przyjechali, przekazaliśmy odpowiednie informacje, spakowali pana i pojechali.

Potem był notariusz. Razem z siostrami, 3 kuzynami i kuzynką (a to i tak jeszcze nie jest cała ferajna) byliśmy zrzec się spadku po wujku, którego praktycznie żadne z nas nie pamięta bo szlajał się po całym świecie. Taka czarna owieczka w rodzinie. W październiku w końcu się znalazł. W Hiszpanii. Szkoda tylko, ze martwy. Znając wujka i jego wyskoki wszyscy w rodzinie po kolei muszą się zrzec jego spadku i długów zarazem. Jak to my, nawet u notariusza nie mogliśmy być spokojni :D jednym i brzydkim słowem zrobiliśmy rozpierdol :D
pan notariusz starał się być poważny, ale też już nie wytrzymał i śmiał się z Nami :D

W końcu koło godziny 18 wróciliśmy do domu. Robiąc kolację poprosiłam męża żeby zadzwonił do mamy po numer do tej babci nie-babci, bo ma urodziny w czwartek. Żeby nie było, że znowu nie zadzwonimy. R. zadzwonił i mówi, że chce ten numer. To teściowa zaś na niego z ryjem, że dlaczego tam nie pójdziemy. Boże, czy tej babie idzie jakoś dogodzić ?!
Szkoda słów i nerwów. Jeszcze o kilka spraw była spina przez ten telefon, ale naprawdę, nie mam już sił do niej.

A jak Wam minął poniedziałek, Kochane ? ;***

klaudiaslask nasze starania o kropeczka 16 lutego 2015, 19:51

a więc Andrzejek ma się lepiej co prawda wyszła mu jakaś bakteria w moczu co jest najprawdopodobniej powodem tak wysokiego crp więc teraz sprawdzą czy bakteria jest wrażliwa na ten antybiotyk który dostawał jeśli tak to zostanie przy nim jak nie to będą musieli go zmienić wynik punkcji ogólny jest dobry a z posiewu będzie do tygodnia ale to dobra wiadomość bo to znaczy ze nie ma zapalenia opon mózgowych jutro będzie miał usg główki kontrolnie i brzuszka będą też wyniki kolejnego crp żeby sprawdzić czy spada no i będą też wyniki posiewu z krwi mam nadzieję ze wszystko będzie dobrze kaszle mniej ma jeszcze delikatny katarek ale je dużo nie ma już kroplówki zmienia się z dnia na dzień jestem u niego codziennie a i tak widzę te różnice nie mogę go jeszcze karmić piersią żeby go nie męczyć muszę być cierpliwa i pobudzać laktacje ale szczerze mleka mam coraz mniej pije herbatkę odciągam z dwóch piersi po 70 80 ml z lewej 60 70 a z prawej 10 boję się że nie uda mi się utrzymać mleczka no ale będę stawała na głowie żeby mieć mleczko dla mojego skarba nadal jestem dobrej myśli i jestem dumna że tak radzi sobie z tą chorobą ważne że zaczął jeść to dla mnie miód na duszę jest śliczny włoski mu wyjaśniały i mąż już nie mówi że to listonosza ma teraz identyczne włoski jak mąż :) a mieliśmy śmieszną sytuację bo listonosz często przynosił mi paczki do domu bo dużo w ciąży zamawiałam więc wiedział że jestem w ciąży no i nie dawno przyszedł i pyta mojego męża czy już urodziłam wyobraźcie sobie jego zdziwienie bo listonosz ma czarne włosy a mój mąż ciemny brąz a mały zaraz po porodzie miał kruczo czarne włosy ale nie pasowało mu że z twarzy jest do niego podobny ale teraz nie ma żadnych wątpliwości to jego mały klon :) kocham tą moją trójeczkę i wierzę że wszystko nam się ułoży bo musi się ułożyć i koniec pozdrawiam was i jeszcze raz dziękuję że jesteście :)

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 16 lutego 2015, 20:09

Bylismy ogladac domek.
Wrazenia - super teren - 17 arow z drzewkami owocowymi.
Piekny salon z kominkiem opalanym drewnem - super przytulnie.
Nowa kuchnia zabudowana ze zmywarka, piekarnikiem, mikrofala.
Goscinny pokoj z nowa lazienka z prysznicem.
Trzy pokoje na gorze...

Negatywy - piwnica polaczona z garazem, mam wrazenie ze w jednym miejscu byly zawilgocenia - moze nawet grzyb.
Wyjscie na taras od strony ulicy.
Dach, mowia ze niby nie, ale mysle ze moze wymagac remontu za kilka lat. No i najwazniejsze - odleglosc....

A teraz najciekawsze - malzenstwo, ktore sprzedaje to para Kanadyjka - Wloch. Ona - lat 46. Powiedziala, ze przeprowadzaja sie bo dziecko ma daleko do szkoly. No wlasnie - dziecko. Zaszla w nieplanowana ciaze 3 lata temu w wieku 43 lat (w pierwsza ciaze) i przezyli szok! ;)
Smialismy sie z S po wyjsciu, ze jesli ten dom przynosi szczescie w tej kwestii, bierzemy od razu ;) ;)

4 dzień cyklu
49,8 kg

Wyniki badań z 14.02:
FSH: 8,25 mIU/ml
LH: 9,38 mIU/ml
Estradiol: 26,26 pg/ml
Prolaktyna: 21,34 ng/ml!!!! :/
Toksoplazmoza IgG: <0,130 IU/ml
Cytomegalia IgG: <0,150 U/ml
Różyczka IgM: 0,36
Różyczka IgG: 144,10 IU/ml

Prolaktyna wzrosła od ostatniego badania... Podłego humoru ciąg dalszy.

__________
1 śniadanie: Płatki orkiszowe z mlekiem, rodzynkami, pestkami dyni, słonecznika, siemieniem lnianym i amarantusem
2 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem
Obiad: Makaron pełnoziarnisty z sosem pomidorowym z mięsem mielonym
Podwieczorek: Pierniczki
Kolacja: banan, sok z jabłka, selera naciowego i buraka

świeżnka sinusoida uczuć 16 lutego 2015, 20:52

Anna255 bardzo dziękuję za słowa otuchy. No bo niby się z mężem wspieramy i wogóle ale wiadomo, że kobieta kobietę lepiej zrozumie :-). Dziękuję i też życzę powodzenia :-)

Wredny małpiszon przyszła 2 dni przed terminem :x Kto jej kazał ? Zasatanawiam się coraz bardziej.. Czy ja kiedykolwiek zostanę mamą ? Czy się uda ? W czasie cyklu po okresie mam wszystko gdzieś, ale gdy ma przyjść okres pękam, nie daje rady, myślę sobie a może teraz... Wmawiam sobie, że wyluzuję, przestanę się przejmować, myśleć o tym, ale mój mózg nie daje mi spokoju. Chce mi się płakać, znowu. A miałam być twarda.. Co ja mam do cholery zrobić, aby się udało ??!!

Kicia;) Mój Początek :) 'II' ... 16 lutego 2015, 21:40

Huuuuuuraaaaa!!! Dzidzius kopie i czuc to pod reka :D :D dostalam dzis milion kopniaczkow, ooooo nawet w tym momencie :D <3 <3
Jutro mam USG (na ktorym mam nadzieje poznac plec) ale nie wiem czy dam rade sie zebrac :( leze w lozku rozlozona na lopatki i ledwie widze na oczy takie przeziebienie mnie dopadlo ;( eeeh cholera zawsze cos :p
A z troche innej beczki - dziewczyny patrze na wasze fotki w pamietnikach i uwierzyc nie moge! w porownaniu do Was mam ogroooomnyyy brzuch, wygladam jakbym byla w 2 miesiace starszej ciazy niz jestem :P tesciowa i szwagierka jak mnie wczoraj zobaczyly jednoglosnie stwierdzily, ze albo chlopiec albo blizniaki (co nie jest takie niemozliwe :D) :D ja za to obstawiam dziewczynke, wiec ciekawosc mnie zjada od srodka hehe byle do jutra ;)

Oj kochane nie wiem od czego mam zacząć ! :D

Może od tego, że nasz synuś ma już TYDZIEŃ ! <3 skończył go dokładnie dziś o 16:18 ;)
Ten czas tak leci.. Tak jak czekałam na mojego Skarba i czas się dłużył tak teraz jestem w szoku, że dzień za dniem tak szybko mija. Te chwile spędzone razem są takie cudowne <3 najcudowniejsze.. <3 nikt nam tego nie odbierze <3

Jestem taka szczęśliwaaaaaaaaaaa! <3 Życzę wszystkim staraczkom by mogły doznać tego cudu bycia MAMĄ <3 siedzę trzymając moje maleństwo i cały czas na niego patrzę.. Jest taki cudowny <3 IDEALNY <3 mój wymarzony Skarb <3
Tatuś jest również bardzo szczęśliwy ;) jak przychodzi z pracy to siada na fotelu z nim i trzyma go za rączkę <3 widzę jak bardzo Go kocha.. Pomaga mi też bardzo i jestem mu bardzo wdzięczna za wszystko. No i co najważniejsze - był przy mnie cały czas w tych cudownych chwilach narodzin <3 Oj KOCHAMY tego naszego Dziubka z całego serduszka!!! <3

Nasz tygrysek :D <3

10p0i2x.jpg

s429mg.jpg

2uhw9s4.jpg


Oto historia przyjścia na świat Tomusia :D

09.02.2015 - 10:55 PLUUUUSK ! :P Zaledwie jeszcze kilka minut wcześniej położyłam się z powrotem do łóżka i tak sobie z mężulkiem leżeliśmy i oglądaliśmy DDtvn (tak cudownie się złożyło, że miał wolne! :D Tomuś wiedział kiedy wyjść.. kochany synuś :) )
Poczułam jakby coś we mnie pękło, poczułam że coś ze mnie leci. Jak szalona zerwałam się z łóżka a wody leciały i leciaaaaały :P no taka spora miska mogę powiedzieć i były przezroczyste. Szybko zawołaliśmy mamę S. że to JUŻ ! :D ja zadzwoniłam do mojej mamy (a około 9 do mnie dzwoniła i pytała się czy coś się dzieje itp :P a tu godzinę później taka niespodzianka). To był taki szok, że nie wiedziałam jak szybko i co w ogóle mam ubrać! Kiedy w końcu się wyszykowałam wsiedliśmy w samochód i oczywiście kierunek - szpital! Kiedy dotarliśmy czekały na nas oczywiście papierkowe sprawy a ze mnie wciąż lały się wody! :P Kiedy w końcu trafiłam do ginekologa zbadała mnie i okazało się, że mam rozwarcie na 2cm! Liczyłam, że jak już przyjedziemy to rozwarcie będzie większe. Tyle cm to ja miałam na wizycie 2 tygodnie szybciej :P Po konsultacji położna dalej wypełniała ze mną dokumenty. Kiedy w końcu wszystko załatwiliśmy, trafiłam na patologię ciąży. Tam zostałam podłączona pod KTG i niemal momentalnie po kilka minutach poczułam bóle.. jak na okres. Więc pomyślałam sobie "kurcze, zaczyna się!" :D byłam tylko zdziwiona, że na KTG były w skali do 30.. bo na tym pierwszym KTG były nawet do 100 a wtedy nic nie czułam. Mężulek poszedł mi po coś do jedzenia i wodę. Od rana byłam tylko na płatkach, także już głodna byłam :P . Około godziny 13 zaczęłam chodzić po korytarzu - tak zaleciła mi położna. Powiedziała, że głowka wtedy szybciej zejdzie. Na tym etapie te skurcze w moim przypadku porównałabym właśnie do troszke większego bólu miesiączkowego. Na każdym skurczu głęboko i spokojnie oddychałam , zatrzymywałam się i trzymałam się barierki a drugą ręką trzymałam męża. Po godzinie chodzenia po tym durnym korytarzu dostałam opieprz od ginekolożki "a czemu pani chodzi? kto pani kazał? widzę że jest pani ciężko. Proszę się położyć". No w tym momencie zdurniałam :P myślę sobie, zdecydujcie się kobiety! Jedna każe chodzić, druga leżeć. Więc wróciłam do łózka. Położna przyszła z zapytaniem jak silne są te skurcze? hmm.. no były silne, już na tyle mnie bolały, że położna zdecydowała o badaniu. Zbadała mnie ta sama ginekolog, która miała do mnie pretensje i już wtedy mi podpadła. Przy badaniu czekaliśmy na skurcze, bo chciała mi trochę pomóc masażem przy rozwieraniu się szyjki i tak chamsko się zachowywała, że już wtedy miałam jej dość. Czekała i czekała i stwierdziła, że tych skurczy nie ma! W dodatku zapytała się mnie jeszcze czy chodziłam do szkoły rodzenia, na co odpowiedziałam jej, że nie a ona "to bardzo szkoda". Sposób w jaki do mnie mówiła był tak irytujący wrrr... W każdym razie po chwili tego jej 'masowania' powiedziała, że mamy 6 cm. Położna chciała mnie jeszcze wysłać po prysznic ale ginekolożka powiedziała, że nie będziemy się w to bawić i jedziemy na porodówkę. Mężuś mnie spakował i pojechaliśmy na porodówkę. Było około godziny 14:30. Pobyt już na tej sali wspominam baaardzo mile :) naprawdę.. a to za sprawą 3 cudownych, śmiesznych, pełnych dobrego humoru położnych :D no tak sie naśmialiśmy :P jakie one były cudowne! Bardzo dobrze się czułam. Cały czas jedna położna ze mną rozmawiała, mówiła mi co robić na skurczach, także byłam spokojna. Jak sie położyłam na łóżku znowu mi podłączyli KTG (taki zapis 45 minutowy musi być). Skurcze były już coraz silniejsze, ściskałam rękę męża i jakoś radziłam sobie jeszcze z tym bólem zastanawiając się jak będzie dalej.. jak będzie bardziej bolało :P Kurcze.. ten etap porodu to już była wyższa szkoła jazdy.. położna kazała mi wtedy zejść z łóżka i chodzić a na skurczach opierałam się rękami o łóżko i bujałam się oddychając. Ja wolałam głęboko wdychać powietrze nosem a wydychać ustami ale położna kazała mi ''zdmuchiwać świeczkę'' :P nie bardzo mi to jakoś pomagało ale trzymałam się jej rad. Chodziłam i chodziłam, byłam w WC, wymiotować się chciało.. oj działo się w tej chwili wszystko. Nie ogarniałam mojego organizmu :P w końcu skurcze były już takie silne, że już wiedziałam, że zaraz trzeba będzie przeć. Wdrapałam się ledwo znów na łożko kładąc się bokiem. Najlepszą niespodzianką jeszcze całej tej sytuacji była obecność mojego ginekologa! :D już raz wspominałam Wam, że pracuje właśnie w tym szpitalu w którym chcę rodzić. Akurat trafiłam w dzień kiedy miał dyżur a że położne w karcie ciąży pewnie zauważyły że prowadzi moją ciążę zadzwoniły po niego i pojawił się na sali z uśmiechem od ucha do ucha :D w tym momencie akurat mi nie było do śmiechu bo zwijałam się z bólu na skurczach ale w głębi duszy bawiło mnie to, że jak zwykle on jest w humorze :D . No nic, w końcu kiedy nadchodziły TE skurcze informowałam wszystkich że "już idzie" i położna kazała mi trzymać się za nogi, wziąć głęboki oddech i przeć z całych sił. To pierwsze parcie zawsze mi jakoś wychodziło, niestety przy drugim oddechu to już twierdzili że nic z tego nie będzie i czekaliśmy na kolejny skurcz. Oj bolało jak jasna choleraaa! Chociaż w trakcie parcia już miałam tą świadomość, że jestem coraz bliżej spotkania z moim maleństwem ! <3 że ten cały ból zaraz minie.. a moje kochanie będzie z Nami <3 mój mąż dzielnie cały czas przy mnie był i przytrzymywał mi głowę.. Skurcze przychodziły a ja parłam mocno jak tylko mogłam a mój ginekolog i położna pomagali mi sprytnie naciskając na brzuch. W końcu zrobili mi znieczulenie i nacieli mnie, doszło do użycia próżnociągu i nawet nie wiem jak długo to wtedy trwało, dla mnie to była chwila i NASZ SYN był już na świecie! <3 <3 <3 jejuuu jak go zobaczyłam, myślałam że oszaleję ze szczęścia <3 mąż przeciął pępowinkę a ja odgarnęłam koszulę do góry i położyli mi moje maleństwo na brzuszku <3 był taki cieplutki, taki malutki, mój kochany synuś <3 mój Tomaszek <3 ogarnęło nas takie szczęście, nie mogłam w to uwierzyć, że miałam go już przy sobie. Położna potem wzięła małego, mężuś podał jej wszystkie rzeczy i zajęli się nim. Następnie urodziłam jeszcze łożysko no i mój ginekolog musiał mnie zszyć (tutaj kolejny żart położnej o przyszyciu mi trzeciej nogi :P ) . Trochę to trwało nie powiem, już się niecierpliwiłam bo chciałam być przy malutkim, ale w tym czasie trzymał go tatuś i wiedziałam że jest mu dobrze i czuje się bezpiecznie <3 ten widok ich dwójki bezcenny.. <3 Gdy było już po wszystkim położna pomogła mi wstać i przeniosłam się na normalne łóżko. Nie było źle, normalnie wstałam czułam się dobrze, nie kręciło mi się w głowie :)
Leżeliśmy sobie już na łóżeczku a ja gapiłam się jak zakochana bez pamięci na mojego synka <3 tatuś w tym czasie zrobił zdjęcie i powiadamiał pokolei wszystkich z rodzinki . Dostawałam jeszcze kroplówkę a około godziny 18 byliśmy już na sali poporodowej..

Cudownie jest być MAMĄ.. <3

Zaczynam tracić nadzieję jakąkolwiek, że kiedykolwiek zostaniemy rodzicami.. Zobaczymy kiedyś, może podejmiemy leczenie, nie rozmawiam o dziecku już na poważnie z ukochanym, ale wiem, że jego to też gryzie, ale męskie ego nie pozwala mu tego okazać. Idę spać, hormony się uspokoją, jutro będzie lepiej...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)