uf po tych wszystkich zastrzykach i lekach czuję się jak BOMBA BIOLOGICZNA!!!jestem wzdęta opuchnięta i sflaczała ;-( no ale mam nadzieję że te cierpienia zostaną wynagrodzone małym ziarenkiem
jutro z rańca wyjazd do wawy do novum na kolejne usg podglądowe
no jajeczka rośnijcie 
23 dc (12 cs) 6dpo
Jak Boga kocham - czułam dziś implantację! Yhhh, magiczny 6 DPO. Gratuluję, Feśka, trzeźwości i jasności umysłu. Pewnie to złuszczające się endometrium i lada chwila będzie okres...
Kolejne wariactwo, to kąpiele mojego męża. zawsze gdy idzie sam się kąpać, szaleje z temperaturą. Już chyba się tu na to skarżyłam. Wczoraj go przyłapałam na 40 st., a wylegiwał się w wannie już prawie pół godziny. Nie chcę nawet myśleć, jaka była temperatura wyjściowa. Oczywiście jakby mnie ktoś poparzył (jakbym to ja się w tej wodzie kąpała!) zaczęłam latać po mieszkaniu rwąc z głowy włosy, jak to mój mąż ma wszystko w dupie (czy ja tego nie pisałam w poprzednim cyklu). Że jego staranie się o dziecko sprowadza się tylko do ruchania mnie i nic więcej. Że wszystko olewa. Wzrok męża mówił mi jednoznacznie, że nie wie o czym mówię (a raczej się drę). Potem gdy stygłam w sypialni dobiegły mnie słuchy, jak K. "rozmawia" z naszym kotem (tak, oboje mamy manię i notorycznie gadamy z Uzim i się jego radzimy we wszystkim, mało tego on nam odpowiada).
"Ej, kici-srici, słyszałeś, co Pancia mówiła?! Ponoć samo bzykanie nie wystarczy. Co mam jeszcze zrobić, żebyś w końcu miał brata?" (nic, kurwa, nasz kot jest kastratem i w tej materii, nie pomoże!)
Przylzał po pogawędce z sierściuchem do sypialni. Oczywiście znów 220volt we mnie, darcie japy, że niech sobie idzie na kanapę spać (świetny wynalazek!), bo i tak wypalił wszystkie nasze półdzieci! Jak on mógł. A ja jaka biedna jestem, co kilka tygodni na wielokrotne kłucie się narażam, na stres związany z igłami a przecież się panicznie ich boję. A że ćwiczę, żeby dzieci miały piękną matkę-laskę, a to dieta, a to częste wizyty u ginekologa i rozkładanie przed nim nóg. A on nic. I że nawet nie może się poświęcić i wykąpać w temperaturze 36-37 st.! No histeryczka jakaś. No i że ja go wyganiam, że won mi z sypialni!
do tego pierdolniętego kota-kastrata! Widziałam, że się zagotował. Wkurzony wyszedł z sypialni po drodze zabierając swoją poduszkę. Ja się rzuciłam twarzą w swoją poduchę, że jak on mógł w ogóle wyjść, wyjąc w niebogłosy
za 10-15 minut, które mi się wydawały wiecznością, wrócił do mej komnaty z szklanką wody i swoją poduchą. I powiedział. Że od kota, woli swoją walniętą żonę! Już miałam drzeć znów japę, że jak on tak może. A potem nagle mnie oświeciło. ON MIAŁ RACJĘ! Nie dałam oczywiście po sobie tego poznać. Do cholery jestem kobietą, muszę zachować twarz
no to przypomniał mi jak sobie z 5 lat temu obiecywaliśmy, że nigdy nie skończymy dnia kłótnią, że zawsze zrobimy wszystko, by dojść do porozumienia i takie tam.. bla bla bla. No to się pogodziliśmy i wymęczona atakiem histerii zasnęłam jak niemowlę.
A mieliśmy taki piękny weekend. Piątkowy wieczór spędzony na kolacji u przyjaciół. Sobota leczyłam swojego sprzątaniowego pierdolca. Wyszorowałam szczoteczką do zębów wszystkie fugi w naszym mieszkaniu, nawet na balkonie. Moje podłogi i ściany wyglądają jak nowe
potem wyczyściłam fronty szafek w kuchni, umyłam wszystkie ściany w domu a na koniec sprawę uwieńczyłam umyciem okien. Ależ mnie to odpręża
niedziela spędzona na mszy, spacerach po gdańskiej starówce, kinie i takich tam. A potem jeszcze ploty i kolacja z przyjaciółką
no a na koniec własnie powyżej opisana sytuacja 
Sądząc po powyższym PMS w pełni! 
* Przepraszam Was wszystkie za te moje wulgaryzmy, ale jakoś tak samo wyszło... A i dziękuję za te miłe słowa pod ostatnim wpisem! Jesteście cudowne 
16dc
W sobotę rano odbyła się 3 inseminacja (do trzech razy sztuka?)
Nie wiem co mam myśleć.
M wyjechał na cały tydzień- jak go nie ma to mam za dużo czasu na myślenie i trochę mi odbija.
2 tygodnie niepewności...
Ciąża rozpoczęta 26 stycznia 2015
Jestem w ciąży...nie wierze...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 20:30
Kolejny dzień mojej kiełkującej fasolki 
Test z moczu zrobiłam dziś tak by zobaczyc jednak druga kreska jeszcze delikatna , więc poszłam na drugą bete by zobaczyć czy rośnie wyniki jutro ajjj... objawów nie mam może poza pełniejszymi piersiami ale to dla mojego Derecka wielki plus bo polubił je jeszcze bardziej 
Czas zdrowego odżywiania się zaczoł nawet mi się to podoba .. wizyta u gin w czwartek
Tomaszek kończy 2 tygodnie !


Oj moja Żabka tak szybko rośnie.. czemu ten czas po porodzie tak szybko leci? Końcówka ciąży strasznie się dłużyła a teraz nie wiem kiedy zleciały te dwa tygodnie, mam wrażenie jakby wczoraj wody mi odeszły
Cieszymy się każdą chwilą, patrzę na tego mojego małego szkraba i nie
mogę się napatrzeć
jest taki słodki
mój tygrysek! 
Chciałam dziś umówić Tomusia na kontrolną domową wizytę u lekarza, takie zalecenie było pani doktor w szpitalu i w książeczce też tak napisali ale uzyskałam informację od pielęgniarki, że jeśli nic się nie dzieje (bo nic się nie dzieje
) to nie ma takiej potrzeby
tym bardziej, że u nas znowu grypa panuje więc tak nie chciałam małego brać do przychodni tylko chciałam właśnie żeby lekarz przyjechał do domu bo taka możliwość jest 
Rozmawiałam jeszcze bezpośrednio z lekarzem i potwierdził, że jeśli jest wszystko w porządku to mam być spokojna. Pytał się jeszcze o żółtaczkę, na szczęście ładnie zeszła
Mąż tylko potem skoczył do niego po receptę na witaminy K+D i będziemy brać 
Kurcze, przecież Wam go nie chwaliłam a dziś w nocy około 1 mały tak ulał, że poszło i buźką i noskiem
o mało zawału nie dostałam.. tak jeszcze nie robił, strasznie się przestraszyłam. A potem nie spał 2 godziny! Od około 3 do 5 . Już w pewnym momencie nie wiedziałam co mam robić, jak mu pomóc zasnąć
raczej nic go nie bolało, tak co kilka minut zapłakał ale bardziej marudził. Po dwóch godzinach tatusiowi udało się go uspać (już kolejny raz
) jestem z niego dumna
no a potem mały normalnie o 8 się obudził i dalej poszliśmy spać
mamusia też musiała odespać
mam nadzieję tylko, że Tomaszek nie myli dnia z nocą bo w dzień pięknie je, wystarczy mu 15-20 min na cycku i śpi 3 godziny (czasami nawet więcej i żal mi go budzić tak słodko śpi
) a w nocy czasami je godzinę!
i potem ma problem żeby zasnąć. No ale nic uczymy się siebie, poznajemy się i nie poddajemy! 
Jest cudownie!


43 dc.
ufff. Pojawiło się plamienie i ból brzucha zwiastujący ostatni dzień męczarni z obecnym cyklem.
A teraz pytanie retoryczne:
Jeżeli umówię z 2 miesięczmym wyprzedzeniem wizytę u ginekologa na NFZ tak żeby wypadła w środku cyklu, przy w miarę regularnych cyklach 32 -36 dniowych to jakie jest prawdopodobieństwo że będę miała WŁASNIE WEDY okres?
Tak, dokładnie - z moim szczęściem - 100%.
Ponowne, serdeczne gratulacje.
Muszę na nowo zrozumieć swój organizm .. dopiero dziś w nocy przyszła prawdziwa @ te kilka dni to były tylko plamienia chyba zwiastujące nadejście tej @.
Od dziś zaczełam mierzyć tempke więc licze że troszkę mi pomoże , martwie się jednak że luteina nie przyniesie mi szczęścia w tych cyklach co mam ją brać ahh... zawsze coś
Serduszkowanie zaczniemy jak tylko @ się skończy co drugi dzień , nawet mój mąż jest pozytywnie nastawiony i czeka w gotowości . Cieszy mnie jego entuzjazm , może okaże się potrzebny w marcowym testowaniu . Oby ta @ była już ostatnią przez 9 msc zobaczymy ...
Ale czy tak będzie ? Matka natura jest nieprzewidywalna
Tata już wie. Nie skakał z radości! Miałam pretensję do wszystkich. Sama nawet nie wiem czego oczekiwałam? Czerwonego dywanu na moją cześć. Może moje rozczarowanie wynika z tego, że dla mnie starania i zajście przez ostatnie ponad pół roku to było całe życie. Fakt wszyscy się interesują, pytają o wizytę u lekarza i jak się czuje. Mam wrażenie że nikt nie uczestniczy w moim strachu. Obawa, że coś może być nie tak doprowadza mnie do szału. Ale w sumie nie mam się czego bać. Mój facet tak dumny ze swoich umiejętności jest pewnien że wszystko będzie ok. Zauważył natomiast ciekawą rzecz i może to rada dla innych staraczek: "jak cały czas szaleliśmy w miesiącu to nic a w tym było mało przytulania i zobacz-jest". Racja jakoś dużo pracował częściej go nie było niż był. Był jednak w odpowiednim momencie.
11 dzień cyklu
50,1 kg
Nie rozumiem testów owulacyjnych w tym cyklu! Te z allegro wychodzą ewidentnie negatywne...natomiast bobo plan - prawie pozytywne! I bądź tu człowieku mądry
Mam wrażenie, że szyjka jest już wysoko i chyba mięknie...ale czy aby na pewno? W ciągu dnia czułam mrowienie w piersiach. Może na jutrzejszym monitoringu wszystko się wyjaśni.
Od rana potwornie bolała mnie głowa...dopiero wieczorna kawa pomogła 
__________
1 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem, pomidorem, papryką, kiełkami pora i rzodkiewką
2 śniadanie: Serek wiejski + jabłko
3 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z żółtym serem, pomidorem, papryką, ogórkiem kiszonym
Obiad: Ziemniaki, kotlety mielone i buraki
Kolacja: Banan + sernik 
Byłam na usg 17 lutego Crl 2,28
Widziałam na parę sekund jak mój robaczek się gramoli.
To było tydzień temu..a dzisiaj strasznie się przestraszyłam..
Zwykle rano i wieczór wymiotuje..no i dzisiaj mnie ok 18 dopadło..wymordowało mnie a potem zaczął boleć brzuch. Kłucie,jakieś zwinęłam się na 5 minut i przestało. Co to było?
No i znowu się martwie..leżę i mam nadzieję,że nic złego z dzieckiem..
proszę kochane o polubienie, decyzja nie jest jeszcze podjęta ale bardzo jestem ciekawa jakie wymagania ma klinika
http://ovufriend.pl/forum/pytania-do-eksperta-starania-ze-wspomaganiem/badanie-przed-kwalifikacja-do-programu-rzadowego,6592.html
Warto posłuchać wykładów tej pani prof.
https://www.youtube.com/watch?v=vyZjt72SjnE
Ciąża zakończona 23 lutego 2015
Liliana ur. 10:25, 3 kg 52 cm
10/10 pkt
Nosek,usta i broda po mamusi, stopy i rysy twarzy tatusia 
Jest idealna ! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 21:44
"To nie czas na zabawę w wyginięcie"- na pewno powiedziano to w Epoce Lodowcowej i myślę, że był to ten sepleniący zwierz. Z drugiej strony nie ważne kto to powiedział, bo ja powtarzam sobie to hasło przed egzaminami i innymi "ciężkimi" wydarzeniami. I chyba czas powiedzieć to o naszym staraniu o gówniarza- tak, nazywamy go gówniarzem, bo mimo, że się jeszcze nie pojawił już wprowadza tyle problemów i zamętów, głównie dlatego, że go nadal nie ma.
Może ktoś pomyśli, że nie staramy się zbyt długo, albo zbyt intensywnie, ale biorąc pod uwagę nasze charaktery- robimy plan i go realizujemy, gówniarz z tego planu się wyłamuje.
Czy bardzo chcę mieć dziecko? Nie wiem. Chciałabym je mieć, albo inaczej- myślę, że bycie mamą musi być czymś wspaniałym i sprawia, że ten cały świat dokoła nabiera innego, mniejszego (i słusznie) znaczenia. Ale nie rozczulam się na widok każdego dziecka, nie muszę każdego wziąć na ręce i nie trafia mnie coś, kiedy dowiaduję się, że komuś innemu się udało, bo nie jest to powód do zazdrości- może jedynie do małego smuteczku, że nam nadal nie.
Męczy mnie "staranie się". Monitoring owulacji od pięciu cykli, wydruków usg od tego czasu nazbierałam 23 sztuki. Tabletka na każdą porę dnia i w każdym kolorze... I ta jedna dręcząca nas myśl- jaki był sens wydawania tyle kasy na tą antykoncepcję... 
15+3
Odebrałam spodnie od krawcowej... Aż się sama zdziwiłam hehheheeh
Jutro muszę kupić adapter do pasów, bo brzuszek już troszkę pobolewa od pasa.
Zapomniałam kupić dzisiaj chusteczki do nosa... Jutro się zapakuję i pojadę na większe zakupy. No chyba, że będę spała do południa. Ostatnio wstaję ok. 7, robię śniadanie i wracam do łóżka, a wieczorem po 22 już odpadam...
Upiłam się 3 kieliszkami wina. Masakra.
Generalnie coś nie czuję, żeby się miało udać w tym cyklu. Odpuściłam trochę, tak mi się zdaje. Kocham się z mężem dla przyjemności, a nie dla starań, nie cisnę, jak nie ma ochoty, on nie ciśnie jak ja nie mam... Dobrze tak jest. Bo choć obydwoje bardzo chcemy drugiego Robala, to jednak nie możemy podporządkować temu całego życia. Robal nie chciałby począć się w nerwowej atmosferze.
Jutro jedziemy całą rodziną nad zalew.
Zarezerwowałam nam też miejsce na wakacje. Nie mogę się doczekać! Baśka chodzi podescytowana. Choć wiem, że dla niej "za 4 miesiące" to wieczność, choć wiem, że jej "mamo, rozumiem, że dopiero w lato" to czcze gadanie, bo nie kuma takiej odległej przyszłości, to jednak tak strasznie miło mi patrzeć jak pakuje plecaczek i opowiada o tym, czego to ona na "wyprawy" nie zabierze...
Na weekend była moja przyjacółka z tzw. nie-mężem. Planują kupno mieszkania. Cieszę się i trzymam za nich kciuki bardzo mocno! A. jest moją przyjaciółką już 16 lat, jesteśmy bardzo zżyte, choć mieszkamy od siebie kawał drogi, a dzwonimy raz na kwartał. Jesteśmy dla siebie jak siostry. Ze "szwagrem" stosunki moje były poprawne, ale podczas tej wizyty uległy znacznej poprawie. Jestem szcześliwa, że A. jest z tym facetem. Na razie nie planują ślubu ani Robala. Choć A. o tym myśli. Przestała brac pigułki, obserwuje cykle. I twierdzi, że nie ma owulacji. Martwię się tym trochę. Poleciłam jej ovu, zobaczymy czy skorzysta.
Spiłam się, masakra!!!
Tak bym chciała, żeby Ampoule została mamą. Chciałabym, żeby Milagros spokojnie zaszła w ciążę. Chciałabym, żeby córeczka Ralpiny miała siostrę lub brata. Czy mogę się tak angażować emocjonalnie w czyjeś starania? Ech...
Wszystkim dziewczynkom, które chcą być mamami, życzę tego bardzo mocno!
35t+4
Dzis mialam ostatnia wizyte u lekarza. Niby juz tak blisko ale czuje ze te ostatnie tygodnie beda sie dluzyc. I jak to bywa w moim przypadku ta cala panika skracajacej ssie szyjki znika na koniec ciazy
Wiedzialam ze tak bedzie, no ale w sumie nie lezalam plackiem i nie prowdzilam oszczednego trybu zycia wiec co tam. Ale luteina odchodzi w zapomnienie, ma zezwolenie na seks i na wszystko co tylko sobie wymysle. Rowerem poki co jeszcze jezdze wiec teraz to juz nawet bez wyrzutow sumienia moge jezdzic.
A co najwazniejsze moja coreczka to jednak kruszynka w porownaniu z bratem - dzis miala 2950 g, on na tym etapie mial juz sporo powyzej 3 kg. Ale widze tez ta roznice u siebie - waze 77 kg i moj brzuch wiadomo maly nie jest, ale znowu nie jest az tak wielki jak z synkiem, ma calkiem inny ksztalt, tak sterczy do przodu i nie rozlewa sie na boki. Mimo wszystko ruchy na tym etapie to nie jest juz przyjemnosc i az sie boje myslec co bedzie dalej. Chcialbym urodzic na koniec wrzesnia, wiec od dzis pije liscie malin, laduje wiesiolka, daktyle i bede namietnie myc okna 
Torbe czesciowo spakowalam, zostaje mi dopoakowanie bielizny i kosmetyczki. Nie mam zbyt wielu ubranek, ale z racji przeprowadzki nie chce wiecej bo nie mam gdzie tego trzymac plus nie chce mi sie tego pozniej pakowac. Remont idzie opornie... jutro ma byc stolarz, ale czekam na moment jak bedzie przynajmniej lazienka zrobiona.
Imie ciagle nie rozstrzygniete, mam nadzieje ze zostaniemy przy pierwszym, ale pewnie okaze sie po porodzie.
A czego nie chce zapomniec z tej ciazy:
- po pierwsze ze ta ciaza i to dziecko to cud, na kazdej wizycie moj doktor sobie wyrzuca, ze mnie zoperowal, ale jak widac moja corka to twarda babka i dala rade mimo przeciwnosci (plamienia, narty i z 5 upadkow, laparoskopia, skracajaca sie szyjka od 17 tyg, smierc mojej ukochanej babci, prawdopodobnie covid, mnostwo wyjazdow, certyfikat, jazda na rowerze do 9 miesiaca
)
- radosc mojego synka na wiesc ze zostanie starszym bratem - na sama mysl zaczynam plakac bo to byla taka piekna chwila
-moja radosc i niedowierzanie, ze bede miec corke - przez wiele lat marzylam o drugim dziecku, przeszlam chyba wszystkie mozliwe badania i zabiegi a jedyne co slyszalam, to ze niestety zostaje mi tylko invitro. gdy zaszlam w ta ciaze i pozniej gdy sie dowiedzialam ze to dziewczynka, czulam sie wrecz winna, ze nie moge miec az tyle szczescia. Nie chcialam wierzyc, ze bede miec coreczke bo wydawalo mi sie ze to moze byc tylko i wylacznie marzeniem
- moj lekarz proawdzacy - ciesze sie ze na niego trafilam, czuje sie pewniej ze to on prowadzi moja ciaze i ze jest sznaza ze go spotkam w szpitalu przy porodzie, moze jakos bedzie latwiej dzieki temu
- fatalnego samopoczucia w 1 trymetrze - od 6 tygodnia mdlosci i wymioty o roznych porach, bezsennosc i ten niewyobrazalny wstret do wszystkich zapachow - wszystko mnie draznilo - zapach mydla, proszku do prania, korytarza
Choc z synkiem bylo chyba bardzo podobnie
- momentu gdy wyszedl pozytywny test ciazowy - mojego totalnego szoku
ahhh co to byl za dzien, chce pamietac to uczucie, ze jednak tym razem nie mialam racji bo przeciez bylam przekonana, ze bede czula ze jestem w ciazy zaraz po owulacji. Przeciez w pierwszej ciazy ten bol piersi (obu a nie jedenej jak to zwykle jest u mnie) od razu mi podsuwal mysl, ze moze to ciaza, a w tej bol jakis byl ale nie taki na jaki czekalam. Przeciez plamilam chyba od razu po owulacji wiec znowu tak jak zwykle, pms tez mialam ten okresowy (wredny) a nie ciazowy (placzliwy). Test w 20 dc zrobiony bo to byl ostatni jaki mialam w domu i juz chcialam zobaczyc ta 1 kreske i wypatrywac pod kazdym katem 2 kreski by ostatecznie dojsc do wniosku ze nic tam nie ma. a tu zonk, choc falszywy test z rozowa kreska mialam juz wczesniej, wiec ten test na razie nic dla mnie nie znaczyl, ale kolejny apteczny juz naprawde przyprawil mnie o wyzsze tetno! patrzylam i nie dowierzalam ze ta kreska tam jest. A pozniej tych testow zrobilam pewnie jeszcze ze 30, zameczajac meza czy ta kreska ciemnieje czy nie. Pozniej robilam dalej i majac w glowei ze to ciaza pozamaciczna czekalam zeby ta kreska nie ciemniala, ale ona byla taka uparta 
Ten pamietnik zaczynam od opisania snu i moj sen sie spelnia choc wiem, ze przede mna jeszcze porod.
Czasami ogarnia mnie strach, boje sie krwotoku, boje sie o nia, ale mam tez chwile gdy mysle sobie, ze bedzie dobrze. Ze jakos damy rade. Nie chce sie na nic nastawiac.
Podobnie mam z mysleniem co bedzie pozniej, nie nastawiam sie na KP za wszelka cene, na dziecko ktore bedzie spac 3h w ciagu dnia, na to ze nie bedzie chorob, kolek etc. Chcialabym zeby ten porod odbyl sie sprawnie i zebysmy obie byly zdrowe.
Reszte jakos udzwigne, marze by przytulic ja do piersi, by poznala Ignasia 
- chce pamietac wlasnie mojego synka, ktory pokochal moj brzuch, chyba on najwiecej go glaskal i gadal z nim, przytulal i patrzyl z ekscytacja. wiem, ze pozniej bedzie roznie, ale mimo wszystko czuje taka radosc i dume, ze ten maly czlowiek tak pieknie przezywa ten czas
Mam nadzieje, ze koledjny wpis powstanie jak juz bedziemy razem
Czekam na Ciebie córeczko!
Stawiłam się 07.09. do szpitala na oddział. Zostałam przyjęta na patologię ciąży. Po badaniach okazało się, że rozwarcie jest na 3 cm, ale akcja skurczowa zanikła. Decyzja zapadła, że czekamy na kolejny dzień, miałam dać szansę organizmowi, bo do terminu porodu zostały dwa dni. No ok.
W czwartek zmieniło się tylko tyle, że rozwarcie powiększyło się do 4 cm. Na ktg cisza, choć ja czułam skurcze. W piątek, w dniu terminu porodu, prawie nikt się mną nie zajął, bo ,,skoro prowadzący lekarz ma dyżur to się panią zajmie od A do Z".
Sobota, 10.09.2022r.
Na obchodzie stawia się mój lekarz i po obchodzie idę na szybkie badanie, gdzie bada mnie inny lekarz w obecności mojego prowadzącego. Lekarz mówi, że nie ma na co czekać. Brak akcji skurczowej, a rozwarcie na 4cm jest.
Koło 9 przechodzę na porodówkę. Papierologia, lewatywa.
Dalej nic się nie zapisuje na ktg. Lekarz około 10 przychodzi i przebija wody płodowe. Po jakimś czasie czuję mocniejsze skurcze, ale dalej nic się nie zapisuje na ktg. Po 30-40 minutach od przebicia wód zapada decyzja o oksytocynie. Zaczynają się silne bóle krzyżowe. Położna , aby mi ułatwić podpina mi taśmy do lędźwi, które mają działać jak elektrostymulacja. Pomaga na chwilę. Pytam o zzo. Nie ma opcji, bo anestezjolog jest na urlopie. Skurcze się nasilają, bóle krzyżowe coraz bardziej bolesne.
W końcu około 11:30-11:40 krzyczę z bólu i że nie dam rady. Nerwica i lękliwość ma teraz pole do popisu. Położna bada rozwarcie. Jej zdumienie, zaskoczenie i niedowierzanie mówią wszystko. Pełne rozwarcie. Szybki telefon do męża ( miałyśmy dzwonić przy rozwarciu 7 cm) o 11:55 ( sprawdzałam potem połączenie
). Nerwy biorą w górę, ale tu ukłon w kierunku mojej położnej i dwóch położnych, które zostały z nami. Wszystkie trzy próbują mnie wesprzeć, a moja główna położna jest konkretna, ale i wyrozumiała. Zaczynam współpracować , z chwiejnymi momentami, ale skupiam się na tym co mówi.
Zaczynają się skurcze parte.
I o 12:20 położyli mi moją dziewczynkę na brzuchu.
Pamiętam tylko tyle, że bardzo krzyczałam: Mam moje dziecko! Moje dziecko! Jest, mam dziecko!- chyba długo to krzyczałam, bo kilka osób się zbiegło na salę i patrzyło na nas.
Poród trwał 3 godziny. Bolesny, ale widok córeczki i ten czas porodu wszystko mi wynagrodził.
Mój bezbarwny świat, po niecałych 6 latach walki , nabrał koloru, nadziei i nowej miłości- miłości MATKI❤️
Warto było o Ciebie walczyć, Córeczko ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2022, 13:37
Jak odmawiać Nowennę Pompejanską, krok po kroku przez 54 dni.
Najpierw żegnamy się znakiem krzyża.
Potem podajemy intencję i mówimy: „Ten różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca świętego”.
Teraz czas na modlitwy początkowe różańca (Wierzę w Boga, Ojcze nasz, 3 Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu) – odmawiamy jeden raz, na początku nowenny w danym dniu.
Następnie odmawiamy różaniec – piętnaście tajemnic. UWAGA! Nie trzeba ich odmawiać na raz, można podzielić np. tak, ze rano modlimy się tajemnicami radosnymi, w południe tajemnicami bolesnymi, a wieczorem – chwalebnymi.
Po skończeniu każdej części różańca modlimy się krótką modlitwą (błagalną lub dziękczynną) – są one wymienione niżej.
Na samym końcu modlimy się modlitwą „Pod Twoją obronę” oraz trzy razy z ufnością i wiarą mówimy: „Królowo Różańca świętego, módl się za nami!”
Modlitwy błagalne i dziękczynne w nowennie pompejańskiej
Modlitwy końcowe w trakcie części błagalnej – modlimy się tą modlitwą przez pierwsze 27 dni nowenny.
Pomnij o miłosierna Panno Różańcowa z Pompejów, jako nigdy jeszcze nie słyszano, aby ktokolwiek z czcicieli Twoich, z Różańcem Twoim, pomocy Twojej wzywający, miał być przez Ciebie opuszczony. Ach, nie gardź prośbą moją, o Matko Słowa Przedwiecznego, ale przez święty Twój różaniec i przez upodobanie, jakie okazujesz dla Twojej świątyni w Pompejach wysłuchaj mnie dobrotliwie. Amen.
Modlitwy końcowe w trakcie części dziękczynnej – modlimy się tą modlitwą przez drugie 27 dni nowenny.
Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Moje całe życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego, wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie. Amen.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2015, 22:09
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.