Wczoraj 7 pobudek między 1 a 5 rano, aż skapitulowałam i wzięłam go do łóżka do nas. Dziś od 1:30 do 6 wstawałam 5 czy 6 razy... On już w nocy nie je. Ale ewidentnie ma ostatnio problem ze spaniem, a ja uważam że to skok. Jego apogeum ma być jutro. I to by się zgadzało... Nabywa co chwilę nowe umiejętności wpisane w ten skok. Od wczoraj próbuje wsadzić do buzi swoją stopę
Wariat mały
A ja dzisiaj chyba przesadziłam
O6:30 zjadł, poleżał z nami, pogadal do 8 aż tatusia wypędził do pracy i wtedy się przytuliliśmy i w kimę "na pół godzinki". Ja się obudziłam o 11:00! A młody chyba wcześniej, bo leżał obok i nawijał, piszczał, przewalał się na boki i generalnie świetnie się bawił najwidoczniej od dłuższej chwili. Byłam tak padnięta, że mnie to nawet nie obudziło. Mam tylko odruch trzymania na nim ręki, żeby nie spadł z łóżka i choćbym najmocniej spała- zawsze budzę się trzymając go. A jeśli chcę żeby nie budził się tak wcześnie rano to powinnam pozmieniać trochę pory drzemek i nie kłaść go już o 19:30. A ja jestem taaak leniwa, że jak pomyślę, że mam zrezygnować z naszego porannego drzemania... to aż mi słabo 
24 dc (12 cs) 7 dpo
Po kolei.
1. Jestem w szoku! Nie spodziewałam się, że tyle dziewuch się odezwie na mój chaotyczny wpis. I chyba nawet coś zrozumiałyście z tego mojego bełkotu... Trochę jestem przerażona, że tyle osób może i czyta moje wypociny. Przecież ja nie jestem normalna (to chyba ostatnie słowo które komukolwiek przyszłoby do głowy jeśli chodzi o mnie), piszę co mi ślina na język przyniesie, nie myśląc że mogę kogoś urazić czy sprawić jakąś przykrość. Jakby co, to za wszystko przepraszam, ale też w sumie dziękuję za bardzo miłe komentarze moich OF"przyjaciółek" i do tej pory cichutko-podczytujących. W sumie to fajnie, że komuś się humor poprawił chociaż na chwilę, gdy przeczytał mój jakiś wpis. Po to tu jesteśmy, by sobie umilić ten czas oczekiwania na spełnienie naszych marzeń. No i z drugiej strony to mój pamiętnik, a ja taka jestem. A tutaj zapisuję namiastkę swojego życia i siebie w ogóle.
2. Implantacja. Serio ją czułam. Takie ukłucie
i uczucie swędzenia od wewnątrz w okolicach podbrzusza. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w ciąży nie jestem. A to wszystko przez to sekretne parzenie worów przez mojego męża. Nie dam rady go upilnować. Wczoraj wieczorem wyszłam z Siostrą do kina. Potem zaszłyśmy na gorącą czekoladę, więc w domu byłam o 23. Tylko przekroczyłam próg mieszkania i wiedziałam, co się święci. Na kanapie siedział on. Mój Pan i Władca. Z czerwonymi plamami na gębie i uśmiechem od ucha do ucha! Czy on robi to specjalnie?! Nie miałam już siły drzeć swojej szanownej japy, niech robi co chce. Kiedyś sam dojdzie do wniosku, że już ma dosyć czekania na pisklaka. Witamin też mu nie podałam. Jak chce, to niech bierze własnoręcznie. Jeżeli trafi nam się jakimś cudem dziecko, to na pewno będzie to TERMINATOR lub CYBORG, który przetrwa te wszystkie tortury serwowane mu przez tatusia!
3. Co do zwierząt. Widzę, że też sobie gadacie ze swoimi. Powiem szczerze, że ja czasami wolę pogadać ze swoim kotem niż z mężem. Efekt zazwyczaj jest ten sam, tylko ja mniej nerwów przy tym szarpię.
4. I na koniec, Feśka zapamiętaj sobie, bo chyba już Cię ponosiło, gdy myślałaś, że to cholerne pasmo nieszczęść się skończy: nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Dziś rano zadzwoniła do mnie siostra cioteczna. Jej mąż (są małżeństwem pół roku i mają 5letniego syna) spadł wczoraj późnym wieczorem ze schodów. Trafił do szpitala nieprzytomny z pękniętymi kośćmi czaszki i krwiakiem. Potem helikopterem go przetransportowano do innego szpitala, bo w tamtym nie widzieli szans na pomoc dla niego. Jego stan jest krytyczny. Przepłakałam pół dnia, szefowa przyniosła mi kwiaty na poprawę humoru i wysłała szybciej do domu, bo się przecież do niczego nie nadaję. Wracając do domu wszystko sobie przemyślałam. Przecież on wyjdzie z tego. Jest pod specjalistyczną opieką, była szybka reakcja, jest młodym silnym facetem. Ma oddaną żonę i fajnego syna. Nie ma nad czym płakać, bo wszystko będzie dobrze. Pomodliłam się za niego żarliwie, łzy mi już stawały w oczach, ale się opanowałam. Będzie dobrze i koniec. Wybudzi się.
Niech ten luty się już skończy. Mam go serdecznie dość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2015, 16:35
Już za kilka dni zacznę cykl ostatniej szansy, by w tym jeszcze roku pojawiła się mała dziecina w stajence
Może zastrzyk pomoże od dr 
A tak całkiem poważnie: 25 Marca będziemy obchodzić Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, polecam duchową adopcję
Pamiętajcie dobro powraca!
5 dc
Nie lubię tego czasu od @ do owulacji. Czas się wtedy tak dłuży. Straciłam trochę wenę do brania tych wszystkich wiesiołków, kwasów itd... I tak nic z tego nie wynika. Ale jeszcze jakoś się zmuszam.
2 pierwsze dni @ bolały mnie jajniki - zaś jakiś nowy dziwny objaw, bo nigdy tak nie miałam.
Zastanawiam się nad kupnem roweru (mam taki stary beznadziejny) i dojeżdżaniu na wiosnę do pracy (5km w 1 stronę), bo waga rośnie od tego nieruszania dupy. Jedyny problem w tym, że praktycznie cały czas musiałabym jechać ruchliwą ulicą, bo pracuję w centrum miasta. Ale już dziś obczajałam chodniki czy się nadają (wiem, że to wbrew przepisom ale cóż
).
No i chyba się nadają - tylko czy rower miejski (bo taki chcę) da radę wjeżdżaniom na chodniki? Nie znam się
Pewnie jak zwykle mój słomiany zapał wygaśnie szybciej niż się narodził 
Dziś jest wtorek 24 lutego.
Odpoczywam, ponieważ kierownik wysłał kilka osób na przymusowy urlop z powodu przestoju w sprzedaży mebli. Tak oto mam tydzień wolności i w końcu mogę sobie pospać
Uuuwielbiam spać 
Dziś jest 28 dc. Czekam za szanowną panią @. Od 3 dni zaczęły boleć mnie piersi, czyli jest już blisko ;P Przez cały mój cykl
było mnóstwo i nie, że z przymusu bo "musi być ciąża" tylko z ochoty tak po prostu 
Mój luby ma 1 zmianę i lecę ukręcić jakiś obiadek. Bo po nim mamy zaplanowany spacerek po Oleśnicy;)
Mój pan doktor nie jest wylewny,ale mega kochany 
Odpisał mi 2 smsy - pierwszy to "proszę się odezwać z wynikami",a następny "na razie wszystko jest w porządku"
Nie wiem dlaczego,ale aż mnie ubawiły te wiadomości 
36 TC (35t6d)
Do TP pozostało wg. starego USG 25 dni/ najnowszego USG 28 dni/ OM 29 dni
Po spędzonym wspólnie tygodniu czas niestety wrócić do normalności - mąż zdrowy poszedł do pracy a ja znów na kanapę
Cudownie było razem wstawać, jeść śniadanko, przygotowywać obiad, mieć nieograniczony czas na wspólne rozmowy, masaże, kąpiele, przytulanie się, udany seks
nadrabianie zaległości filmowych, zakupy. Kocham te wszystkie wspólne chwile
Musimy czerpać z nich jak najwięcej, bo już niedługo nie będziemy sami
Daliśmy nawet rade dokończyć ostatnie porządki w domu - ja ogarnęłam wreszcie swoje biurko, szafki w łazience, apteczkę, umyłam kafelki łazienkowe i wszystkie drzwi a mężuś - szafki w kuchni, żyrandole, kurze na wysokościach i kilka rzeczy do skręcenia
Zrobiłam pranie i prasowanie nr 1234567 rzeczy Maksa. Udało mi się też spakować torbę do szpitala a raczej dwie - dużą z moimi rzeczami a małą z rzeczami Maksa, do tego jeszcze doszła moja kosmetyczka z najpotrzebniejszymi drobiazgami i laktatorem. Spakowałam wszystko z listy - łączącej rozpiskę ze SR, szpitala ale też i moje własne pomysły. Mam nadzieje, że nas nie pogonią z tymi torbami ze szpitala
A tak z drugiej strony gdyby szpitale gwarantowały chociażby artykuły higieniczne czy kosmetyki dla maluchów nie pakowałabym się jak na wojnę - Sami są sobie winni 
Oczywiście przez te siedem dni nie obyło się bez mojego jęczenia i marudzenia, jak to mi już ciężko jest i mego płaczu a to podczas układania po raz enty ciuszków Maksa, albo kiedy po raz setny przyglądałam się przygotowanym dla Maluszka łóżeczku, wózkowi, fotelikowi,wanience....
Ale tak serio serio to z jedną rzeczą naprawdę jest mi ciężko, męczę się niesamowicie - tak od jakiś trzech dni strasznie ciężko mi się oddycha, jak coś zjem ale i nie tylko. Maks nawala swoimi kopytkami po mych żebrach i blokuje w ten sposób mój oddech. Nie mogę się porządnie zaciągnąć powietrzem i strasznie mnie to frustruje, doprowadza wręcz do płaczu i histerii
Wiem że macica jest już bardzo wysoko i naciska na moje płuca, przeponę a niestety nie ma na to rady - muszę przeczekać.... Czuję się bezsilna i często popłakuję... Ze zgagą, opuchniętymi stopami i rękami, bolesnymi kopniakami w pęcherz, twardnieniem brzucha i skurczami przepowiadającymi - tak tak od jakiegoś tygodnia może więcej się pojawiają takie napinania i ból jak na okres nauczyłam się funkcjonować. Ale bez oddechu - jak żyć ?? 

Mąż tuli, całuje, uspokaja jak może, bym się nie denerwowała, wietrzy mieszkanie ale i tak jest ciężko. Powiedział mi że bardzo docenia wszystko co robię dla Naszego dziecka, to moje cierpienie też i że strasznie żałuje, że więcej nie jest w stanie mi pomóc. Kochany Mój ;-*
Na pocieszenie i dotlenienie wyszłam sobie dzisiaj na spacer, tak na godzinkę, mały zasnął (ostatnio ma takie fazy że ciągle się wierci, napina bez chwili odpoczynku ) - a matka pooddychała pełną piersią. Wczoraj odwiedziła mnie też przyjaciółka. Zjedliśmy razem obiadek, wypiliśmy kawko-herbatkę, pogadaliśmy. Było super oderwać się od swojej codzienności, posłuchać co tam w wielkim świecie, świecie nie ciężarnych i niezależnych kobiet
Ech hehe marzy mi się wspólna impreza jak za dawnych czasów właśnie z Nią
Odpicować się i ruszyć w miasto
Może kiedyś.... A tym czasem pozdrawiam wszystkie mamusie i przyszłe mamusie 

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2015, 18:10
zdjecie z 33+6...wstawiam jako zdjecie z 35tc..bo nie wiem kiedy bedzie mi sie chcialo cykac nastepne

jutro zaczynamy 35tc i 41 dni do porodu 
z nowych wiesci? chlopaki mi sie pochorowaly- zarazilam ich niestety
Dzisiaj do pracy tylko na 17.00 do 20.00 wiec mam czas na dobry obiadek i wysprzatanie mega calego mieszkanka o ile sily mi pozwola 

moj brzusio strasznie wysoko jak na ten tydzien ciazy...mam rozstepy tylko z ostatniej ciazy..w tej nowych nie zayuwazylam
10kg na plusie od poczatku ciazy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2015, 12:56
27DC
Miałam dziś rano testować, jak kazał lekarz w 12dniu po inseminacji, ale spanikowałam... Wzięłam normalnie tabletki, trudno jutro niech się dzieje wola nieba 
Objawów nadal brak. Nic nie ciągnie, ani nie kłuje, piersi też normalne.
Trzymajcie kciuki 
Muszę się przyznać, że nie należę chyba do osób cierpliwych ;p
herbatka z liści malin, wiesiołek, sprzątanie i nic! Tylko po
miewam skurcze, ale krótkie, nieregularne i przechodzą po godzinie czy dwóch...
Tak bym chciała, żeby coś się zaczęło dziać, tak boję się przenoszenia ciąży jak nie wiem.
A najgorsze jest to, że Mała jest od wczoraj leniwa, tzn. rusza się ale tak leniwie, jakby się jej nie chciało. A wcześniej się wierciła jak szalona.
Dobrze, że mam detektor to sobie sprawdzam. I serdunio sobie ślicznie bije więc nie ma chyba co panikować. No ale cały czas czuwam.
Tylko jak tu się uzbroić w cierpliwość?
Jutro KTG i pewnie znów będzie bez skurczowe... Chyba Majusi jest dobrze w brzusiu, a tak lekarz straszył wcześniejszym porodem heh
Cierpliwości przybywaj! :p
Zgłoszenie na darmowe warsztaty Mamo To Ja wysłane
Ciekawe, jak będzie
Opinie czytałam różne, ale warto spróbować - czytałam opinie, że niektóre prezentacje były nieciekawe typowo pod marketing, ale niektóre wnosiły kilka ciekawych informacji. Wszak w każdej chwili mogę wyjść.
Gdzieś naczytałam się ze pęcherzyki nie pękają albo maleja... Mam nadzieje ze to mnie ominie... Aaa i w jednym pamiętniku przeczytałam ze Szczęśliwa wysnila sobie ciaze
ja mam sny o dziewczynce od listopada? Boli troszkę ten prawy jajnik.. Mąż pyta co robię on na pierwszą miłość patrzy a ja tu pisze do Was nie mowie mu co bo on twierdzi ze Z bardzo się nakrecam
10 tygodni wspólnego Lilkowego życia 
Dziewczyny, chyba w końcu zaczęłam się lepiej organizować 
Mam czas na spacerek, zakupy jeśli są potrzebne, odgruzowanie domu i na pracę.
Lilka zaczyna pokazywać swój charakterek - moja mała złośnica
Już nie jest jej wszystko jedno kto ma ją na rękach, uwielbia jak stroi się do niej minki i ma łaskotki na brzuchu. Cała podskakuje w wanience jak myjemy jej brzuszek.
Z przebieraniem się i byciem na golasa już się oswoiła, przestała histeryzować 
Ostatnio odkryłam, że Lili nie lubi muzyki granej na skrzypcach! Od razu zaczyna płakać 
Wcześniej wspominałam, że wybieramy się do chirurga. No to tak:
Pępuszek okazał się w porządku, pani doktor przypaliła go azotanem srebra i jest już wszystko okej, nic się nie babrze 
Z bioderkami nie do końca było wszystko dobrze, więc ćwiczymy odwodzenie nóżek i szeroko pieluchujemy.
Za niedługo będziemy miały kontrolę ale jestem dobrej myśli. Przecież musi być wszystko dobrze no nie ? 

Jesteśmy już po chrzcinach
moja malutka księżniczka przespała pięknie całą mszę na rękach u tatusia i nawet nie zajęczała. Przebudziła się przy chrzcielnicy, trochę się pozłościła ale jakoś się udało. Chrzestna pięknie wystroiła moją córę, goście dopisali, jedzenie na sali było smaczne - słowem impreza się udała 
Teraz czekamy tylko na zdjęcia od fotografa z uroczystości i z sali
a póki co zdjęcia z domu 


Wczoraj na imieninach u mojej cioci Lila nie potrafiła zasnąć, a była bardzo zmęczona. Strasznie się denerwowała, złościła aż w końcu wybuchła płaczem. Próbowałam opanować sytuację ale nie dawałam sobie z nią rady. Na co moja babcia i mama co chwile wchodziły do pokoju i wymyślały, że pewnie boli ją brzuch... i chciały mi ją zabrać. Strasznie mnie to zdenerwowało. Skoro ja jej nie potrafię uspokoić to tym bardziej nikt inny jej nie uspokoi, w końcu jestem jej najbliższą osobą i ze mną spędza całe dnie. W końcu i mój mąż usilnie próbował opanować sytuację, bezskutecznie. Uspokoiła się dopiero jak ją ubrałam i wyszłam z nią na dwór. Koniec końców poszłam z nią do domu, wykąpałam ją, dałam cyca i dooopieeerooo po kilka minutach marudzenia zasnęła.
W końcu i ja się poryczałam z tego wszystkiego, bo pokłóciłam się ze wszystkimi żeby dali mi i Lilce spokój. Każdy chciał pomóc, ale nikt nie widział tego, że zamiast pomagać to jeszcze bardziej pogarsza sytuację. Ech.
Mój M przez to, że na niego nawrzeszczałam nawet spał na kanapie i nie odezwał resztę dnia, tak się obraził 
13 kilo na minusie
nieźle jak na 10 tygodni po porodzie cc
zostało jeszcze 5 kg do wagi sprzed ciąży 
22 dc
To był ciężki dzień, własciwie już od wczoraj ciezki wieczór. Wczoraj mąż wykrył moja chandre i zlosc, zaczal mi drazyc dziure w brzuchu czemu itd, powiedzialam mu ze tempka spada zamiast rosnac, ze nie wiem czy owu juz byla czy w ogole bedzie, ze to wcale nie takie proste jak on mysli, ze od jednego bara bara sie w ciaze nie zajdzie itd itd, to wpadl na pomysl ze moze bym wrocila do domu na godzine (czyli rzucila wszystko w robocie w pizdu i przyszla na serducho) ale nie dosc ze po dlugim weekendzie mnostwo spraw nie zamknietych, do tego poczatek miesiaca, umowilam sie juz z ksiegowa swoja, wiec i tak musze uciec z pracy na troche, mówie "nie ma szans", spytał czy w takim razie poczekam na niego wieczorem jak wroci z pracy? na odczep sie powiedzialam mu "ze jak mi sie humor poprowi to tak, narazie jestem zla". No to owszem coś tam podpytywał, powiedziałam mu ze juz mam lepszy = bede czekac zrobmy bzykoserce. Potem jeszcze troche polamentowalam, jak pojechalam odebrac swój wypis po hsg i przeczytalam diagnoze "niepłodnośc pierwotna" uznałam ze to brzmi strasznie... ale, zeby sie mu jeszcze przymilić zrobiłam jego ulubiona zupke chili con corne super ostra tak jak lubi, zeby miał na drugi dzien na obiad. I czekam, czekam, czekam puscilam sobie serial na necie, obejrzalam, go ciagle nie ma i tak mi sie oczy zaczely przymykac, ze zdrzemnelam sie (na jakies 10 minut), ale przy wlaczonym swietle, nie na swoim miejscu, nie pod koldra tylko pod kocem- czyli wszytskie czynniki mowiace za tym, ze nie polozylam sie spac! (az zenujace to jest jak to pisze, ale moze mi ulzy)
Mój wrócił, wszedl do pokoju, dał mi buziaka, zgasił mi swiatlo i mowi, ze idzie sie kapac, to mówie, zeby schował jeszcze ta nieszczesna zupe do lodowki (kuchnie mamy pietro nizej) a ja sobie dalej czekam, czekam, slysze wykapal sie zszedl na dól, mysle super!! i tak nie ma go i nie ma oczy mi sie znowu przymknely i ponownie się zdrzemnęłam. Przebudzilam się za jakies pol godziny go dalej nie ma! mówie ja pie...le! what the fuck? pewnie jakis mecz jest i rozsiadl sie tam przed tv, nie wazne ze JA I MOJA OWULACJA CZEKAMY ze jest 12 w nocy a rano jade wczesnie na szkolenie. Napisalam mu więc smsa "fajnie ze kazales mi czekac a sam poszedles w pizdu, z tego dzieci nie bedzie, dobranoc" ulozylam sie na swoim miejscu, twarza do sciany i zaciekle spie. Słysze, idzie, wchodzi do pokoju i jeszcze do mnie z pretensjami "przeciez spalas jak wrocilem, skad moglem wiedziec ze czekasz?" powiedzialam tylko, ze nigdy nie spie na jego miejscu z wlaczonym swiatlem, wiec mogl sie domyslic, poza tym sie umawialismy i odwrocilam sie dalej. A on? nic zero reakcji tez sie polozyl. Zamiast mnie przeprosic, albo zachowac sie jak facet, nie wiem wziasc mnie sila (co by mi sie zreszta bardzo podobalo) to on nic. Oczywiscie poplakalam sie znowu w poduszke, nie moglam zasnac, a jak slyszalam ze on juz kimnal to tylko z impetem podlozylam mu mojego zasmarkanego jaśka, a sama sobie wzielam jego.
Rano dalej mi sie chcialo plakac i w ogole nie bylam juz zla nawet tylko mega rozczarowana bo myslalam ze pewnie zaczna sie ciche dni...
Dojechalam na szkolenie dostalam od niego sms... ze przeprasza mnie, ze sie nie domyslil bla bla bla. Odpowiedzialam mu wprost, ze mam wrazenie ze od tygodnia ciagne go do lozka na sile ze robi to z musu, ze jak tak to ma wygladac to nigdy nie bede w ciazy, ze tak nie chce na sile bo w nerwach tym bardziej sie nie uda, a on? przyznal sie, ze rzeczywiscie ostatnio nie mial ochoty wcale bo byl zmeczony i zle sie czul i ze sie postara bardziej przykladac do staran. I wtedy to juz nie wiedzialam czy mam znowu plakac czy sie cieszyc, bo z jednej strony fajnie ze sie przyznal, a z drugiej to jest jakis problem. Powiedzialam mu jasno ze albo sie przyklada na 100% nie wiem tak sobie organizuje prace zeby mial ochote, albo wcale i nie bedzie bzykania juz nigdy. Bo ja tez jestem zmeczona, nie spie po nocach a nie marudze.
No i zobaczymy.
Ten cykl ze wzgledu na malo serduszek spisuje na straty,traktuje go jako moja porazke staraniowa i osobista bo czuje niedosyt nie tylko ze wzgledu na bobo ale tez taka zwyczajna kobiecia, biore sie dzis za bieganie i cwiczenia i nie przejmuje sie niczym.
I kończe juz te lamenty.
Zawsze moge znalesc dawce nasienia.
Wkoncu przyszła @. Dzowniłam juz za HSG, maja oddzwonic z terminem. Musze tez zadzwonic sie spytac co z moja wizyta u Endo i u Neurologa. Na Endo czekam juz miesiac, na neurologa tez....
14dc. Wtorek.
Na temat sobotniego koncertu nie mam do powiedzenia zupełnie NIC. Pamiętam niestety tylko początek. Potem zaczęłam pić kolorową wódkę i przepijać piwem. I do domu zaniósł mnie mąż 
Dżizaaaas! Co też mi do łba strzeliło??
Niedziela to koszmar! P poszedł do pracy. Ja zostałam z M w domu sama. Nie byłam w stenie się dźwignąć. Każda próba kończyła się rozmową z klozetem 
Well... Do dziś jeszcze czuję niepokój w żołądku i ostrożnie dobieram sobie dietę (w niedzielę nie zjadłam NIC).
Z informacji okołociążowych - śluz mi się "upłodnia". Ciągnie się coraz bardziej i coraz go więcej i coraz bardziej przeźroczysty
Ewidentnie wiesiołek z siemieniem coś tam zdziałały. Na teście owu nareszcie jakieś sensowne informacje - kreska jest, ciemnieje... Lada dzień owulacja powinna zawitać 
No to DZIAŁAMY!! Kurcze, miewam czasem chwile, kiedy ZUPEŁNIE nie mam ochoty na kolejną ciążę i małe dziecko. Ale więcej jest raczej tych, kiedy BARDZO BARDZO chcę...
Mężusia dopadło choróbsko... wrrrrr... zawsze coś, wiecznie kłody pod nogi normalnie...najpierw ja, teraz on... oboje na antybiotykach... ehhhh... dobrze że już po owulce, ale następny cykl stoi pod znakiem zapytania....
Ja to już chyba wszystkiego próbowałam, żeby odwrócić uwagę od wiadomo czego. Co nie zmienia faktu, ze i tak łapie się co jakiś czas, że ZNÓW o tym myślę. Wariatka!
1 dzień 5 cyklu
w tym cyklu stawiam na mądrą poradę lekarza - wizyta w 10 dc aby podejrzeć co się dzieje z pęcherzykami. W poprzednim cyklu owu przyszła 3 dni wcześniej - może pęcherzyki nie były odpowiednich wielkości?
Gniję w pracy, wszystko zrobione, jak to zwykle bywa przed końcem miesiąca. Sajgon zaczyna się dopiero po pierwszym 
A skoro już się nudzę to mogę sobie popisać trochę 
Uwaga!
Poniższy tekst nie przedstawia najmniejszej wartości merytorycznej ani literackiej 
W piątek miałam TE DNI z panią "źle mi samej z sobą". Mam czasami takie wewnętrzne rozdygotanie, dopadają mnie wtedy czarne myśli, wspomnienia, urojenia i imaginacje... jednym słowem moja psychika podaje mi na tacy wszystko po czym można się pochlastać, otruć, powiesić, zastrzelić, a przynajmniej trochę poudręczać - kochana!
Nie chciałam być sama, a że Luby w piątki idzie pokopać piłkę to poinformowałam, że wychodzę!
Gdzie?
Byle gdzie, może być jakieś centrum handlowe
A są jakieś wyprzedaże?
Nie, po prostu nie chce być dzisiaj sama w domu...
Podwiózł mnie i się zaczęło, szaleństwo kompulsywnych zakupów...dopiero dzisiaj miałam odwagę sprawdzić stan konta.
Nie wiem dlaczego tak mi "się robi", skąd biorą się takie huśtawki emocjonalne. TSH idealne więc problem leży w głowie, nie w hormonkach.
Nie wiem czy też zdarza się wam słyszeć od ciotek "dobra rada"...zmień faceta - to zajdziesz!
Pewnie nie dotyczy to mężatek, ale my w "partnerskich" związkach przecież nie mamy zobowiązań, przecież nam taaaak łatwo odejść, zmienić swoje życie i łóżko w 3 minuty, a nasz wybór partnera życiowego póki nie jest zapieczętowany urzędowym/sakramentalnym TAK - nie ma znaczenia!
Więc moja kumpela z kursu sączy mi nieustannie jad do ucha. Żałuje, że otworzyłam się przed nią, przed nią jedyną w zasadzie więc pewnie już nikomu "z zewnątrz" się nie wygadam. Dodatkowo ma używanie bo kolega z kursu chciał się ze mną umówić. Przystojny, młody, ułożony, grzeczny, poukładany, mądry, pracowity...i kurwa co z tego!? przecież jestem z kimś! nie z braku laku tylko z miłości! Ale mądre rady "spróbuj z W. on jest taki fajny, pewnie od razu byś zaszła..." I umówmy się, nie mówi tego głupia baba, tylko ogarnięta dziewczyna, samotnie wychowująca syna, znająca życie 40'tka. Jak traktować takie "dobre rady"? Nie mam siły na święte oburzenie, a co gorsze zaczynam się zastanawiać bo pewnie coś w tym jest w końcu tyle ciąż z wpadek i skoków w bok. Kocham go, on kocha mnie, to chyba więcej niż kochać wyobrażenie bezwarunkowej miłości (do) dziecka?!...tak sobie tłumacz babo..... Moja zryta psychika zamyka mi łono.
Tak więc piątek był kiepskim dniem, sobota zapowiadała się równie rewelacyjnie. Luby zaraził się ode mnie przeziębieniem tyle, że on to odchorowuje jak gorączkę krwotoczną- typowy umierający facet. Nici z seksu ;/ co dodatkowo mnie rozregulowuje, niestety tak mam, ze powyżej 3 dni bez
zaczynam chodzić po ścianach- miaucząca, marudząca "niewydymka"
Od rana chciałam przewietrzyć mózg na długim spacerze z psem, ale luby wyszykował sie przede mną i zgarnął mi psa sprzed nosa. NOŻ KURWA! Jeden dzień kiedy mogę nacieszyć się "dniem", słońcem, powietrzem...mam iść sama czy co? Przez 40 min oczekiwania aż wrócą do domu układałam w głowie soczystą tyradę. Wchodzą...a Luby z bukietem kwiatów...
"wszystkiego najlepszego w dniu kobiet"
Jak to w dniu kobiet? przecież dzień kobiet jest w marcu...
Mój facet jest silny, zdecydowany, bezwzględny w interesach i w życiu osobistym też się nie cacka, ale czasami wychodzi z niego TAKA PIERDOŁA! Tak czy inaczej odpokutował walentynki, poprawił mi humor, a w sobotę mieliśmy dzień kobiet!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.