5cs, 33dc, 14 a moze 13dpo?
Temperatura dzis dość wysoko. Nadal karmie sie nadzieja ze test był za wczesnie. Moze owu jednak była dzien pozniej?...
Realistycznie jednak moje obawy sa nastepujące:
- moze Duphaston podnosi mi jednak temperature stad utrzymanie na wyższym poziomie
- nie towarzyszy mi żaden nawet najmniejszy objaw - żadnego palącego bolu pleców, bolu i ciężkości piersi (czy mozliwe ze to za wczesnie?)
Obiecałam sobie poczekać do jutra i ponowić betę. W głębi serca wiem ze to na nic ale tli sie jeszcze malutka nadzieja.
Jesli to nie teraz, jesli nie jestem w ciazy to w najbliższym czasie najpewniej usłyszę propozycje objęcia nowego stanowiska powiązanego z wyjazdem na kilka miesięcy. Realia wiec sa takie ze zniknę stad na conajmniej pol roku.
Tak bardzo chciałam zeby dwie kreseczki zadecydowały za mnie, żebym mogła odmówic. Teraz, gdy ich nie ma, nie moge miec poczucia ze gdyby udało sie w następnym miesiącu to nie zrobiłam tego z perfidna premedytacja naciągając wszystkich na awans. Ale na Boga nie powiem im teraz przeciez - wiecie bo my sie staramy o dziecko, przyjdzie za miesiac, dwa czy za rok ale nie bierzcie mnie pod uwagę w najbliższych awansach.
To wszystko jakies chore albo to ja chora i obwiniam swiat...
Edit: okienko testu na sikaczu czyste jak łza. Czas sie poddać. Dzis juz bez dupka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 07:09
Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata.
8+4
No i chyba jakby ujawniły się geny Tatuśka. Tak sobie myślę, że ani ja, ani u mnie nie było takiego szału na lody. Natomiast jego babcia! Oj musi kobieta mieć loda w zamrażarce! Nie mogę cały czas jeść lodów, ale niestety jest to jedyna rzecz, po której nie rzygam! Dziś nawet pisząc ten post jem loda!
Ogólnie moje dziecko, jest chyba pochłaniaczem słodkich rzeczy. Sama już nie wiem co mam jeść. Wczoraj zjadłam śledzia na którego miałam taką ochotę, szkoda, że tylko ja! Moje dziecko szybko pozbyło się go z mojego organizmu:) Dziś na śniadanie do pracy kupiłam dżem, może zostanie ze mną na dłużej.
Kulinaria za nami to czas na weekendowe wspomnienia. Całą sobotę przeleżałam na leżaku na tym boskim słoneczku! Fajnie było tak razem z dala od wszystkiego. Planowaliśmy rozmawialiśmy. Tatusiek skończy remont balkonu, żebym miała gdzie posadzić moją ukochaną lawendę. W lato czeka nas wielki remont! Nie mogę się doczekać, kiedy skończymy kącik dla malucha. już go widzę miał być standardowo różowy lub niebieski, ale chyba nie wytrzymam i zrobię neutralny zielony. To zależy kiedy Tatusiek znajdzie czas na malowanie!
Teściowa mi się rozczuliła, w sumie to jest już babcią, ale jej wnuki są już dorosłe i potrzebowała chyba jakiegoś maluszka w rodzinie. A tu jeszcze od ukochanego syna
Opowiadała mi, że już ma pochowane ciuszki i zbiera pieluszki tetrowe. Kochani są wszyscy wokół nas. Moja mama kupiła już całą bibliotekę bajek na dobranoc. Mój tata ma całe mnóstwo resoraków, bo on czuje, że to wnuk. Moja bratowa już popakowała kocyki. Kocham ich wszystkich. Jak tak dalej pójdzie to ominie mnie całe kupowanie wyprawki a dziecko nawet nie będzie miało szans wszystkiego założyć. Jeszcze nie powinnam się tak chyba cieszyć, ale już nie mogę się umartwiać. Będę Mamą, On będzie Tatą! Założyliśmy rodzinę! I coraz częściej myślę, że musimy iść do schroniska dopełnić ją do końca. Dla mnie rodzina to mama, tata, dzieci i przyjaciel pies.Bo chyba nie wspominałam, że Skuter jest psem moich rodziców.
Czeka mnie długi tydzień, jutro stomatolog, w czwartek ginekolog i chciałabym dotrzeć może w środę do fryzjera. Zobaczymy 
9dc...i dziś rano śluz przezroczysty...rozciągliwy na ok 1cm..jak na razie..szbko jakoś się zaczynają te moje dni..termometr mam ale oczywiście zapominam rano zmierzyć...nie jestem przyzwyczajona..musze się wreszcie zmobilizować..
Dzisiaj dla mnie dzień rozpaczy. Ostatnie kilka dni tak dobrze się czułam, do tego czułam, że jajniki pracują, byłam pewna, że owulacja jest tuż za rogiem...ale poszłam na monitoring i plaskacz w twarz- dalej jajniki drobnopecherzykowe, mimo zastrzyku z FSH, który do tej pory działał bez zarzutu. Ledwo wróciłam do domu i wpadłam w histerię, czarna rozpacz, ryczalam tak długo, że zaczęła mnie boleć głowa. Teraz jest trochę spokojniej, ale dalej nachodzą mnie chwile, w których zbiera mi się na płacz. Szłam do domu i się sama w myślach wyzywałam, że nawet nie potrafię wyhodować pęcherzyka. Jestem tak okropnie beznadziejna...nie wiem dlaczego akurat na mnie musiało trafić.
Jeszcze p Doktor niepotrzebnie zrobiła mi nadzieję, bo mówi, że może już jest po i po prostu pękł. Ale patrzę na wykres i wiem, że to niemożliwe- nie było wzrostu temperatury, nie było śluzu. Jedyne co, to mnie zdziwiło, że biust mi się lekko powiększył- myślałam że to na owu, no ale nie, sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć...jestem zmęczona i sfrustrowana...
22 dc
waga: 93,7 kg (dobry kierunek, bardzo dobry
)
badania 7dpo: progesteron, prolaktyna, estradiol, TSH, Ft3, FT4, glukoza
Nadal nie mam nadziei że się uda w tym cyklu
wiadomo, że człowiek by bardzo chciał, każda z nas, która tu jest - bardzo chce... więc czemu się nie udaje? Mąż ma juz planować termin badania nasienia, ja nastawiam się psychicznie na HSG
Po drożności - kolejny naturalny cykl starań (ponoć po badaniu łatwiej zaciążyć) a jeśli sie w kwietniu nie uda - podchodzimy do IUI.... nie ma na co czekać 
wypiszę swoje objawy, aby nie mieć wątpliwości w następnych cyklach: czasami bolące podbrzusze, od ovu. Boli codziennie, czasami ból delikatny, czasami mocniejszy, bardziej wyczuwalny, taki "okesowy". Jesli chodzi o cycki to chyba bez rewelacji - miękkie, klapnięte, pobolewające od owulacji delikatnie od pachwin (takie raczej punktowe kłucie w pachwinach niż ból). O ile jestem w stanie dobrze sobie przypomnieć, to w cyklu ciążowym pachwiny mnie bolały już 3 czy 4 dpo - i to tak jakbym dzień wcześniej ćwiczyła i miała zakwasy. Ale później ból ustał. Tak to pamiętam... Natomiast w cyklu ciążowym miałam w 5dpo mocny spadek tempki. I był to pierwszy taki wykres od czasu rocznych obserwacji. W tym także spadło... to dodaje mi nadziei.... Jak odbiorę wyniki PRG (jutro lub w środę) to się okaże, czy jakakolwiek nadzieja będzie jeszcze miała rację bytu. Bo wynik "jak zawsze" czyli poniżej 10 ng/ml będzie oznaczać koniec nadziei....
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 08:11
Aaaaaaa! Cholera jasna!
Opryszczka!
A konkretniej - trzy pieprzone opryszczki na raz!
No i co robić? Wszędzie sprzeczne informacje!
W miarę się uspokoiłam, jak w każdym zakątku internetu napisane jest, że jeśli to nie pierwsze zakażenie i nie na płciowych narządach, to nie ma strachu. Ale... gdzieś tam doczytałam, że jak w pierwszym trymestrze, to i owszem... Leczyć? I znów sprzeczności - kiedyś np. koleżanka która przez lata była położną (teraz jest psycho) mówiła, że jak się leczę Heviranem (w tabletkach) to przez jakiś rok lepiej nie zachodzić w ciążę, bo to toksyczne paskudztwo. Tutaj czytam, że dziewczynom zapisują ten Heviran w ciąży. No i??? Ale pal sześć tablety. A maść można? Na ulotce piszą, że w ciąży nie wskazane. Na forum piszą, że nie leczona opryszczka to problemy i komplikacje.
Apropos różnych forum...Przyszłe mamy posłuchajcie mnie proszę i jak już zajdziecie w ciążę unikajcie paskudztwa pod tytułem parenting.pl! Mi w każdym razie dobrze nie zrobił. To jest ta strona, na której przeczytałam, że szampony szkodzą. Nie wiem, kto pisze tam artykuły, ale mam wrażenie, że są maksymalnie nastawieni na słowa kluczowe - że to trochę portal reklamowy, ale dobrze wypozycjonowany. Słowa najczęściej pojawiające się to: ciąża, uszkodzenie, poronienie! Nie wiem, może przesadzam w sumie... Ja w każdym razie unikam. Niestety doszłam do tego wniosku dopiero dzisiaj.
Co do opryszczki - umówiłam się na dzisiaj do rodzinnego. Poza tym gardło mnie boli od kilku dni. I...tyłek. Masakra jakaś. Normalnie swędzi mnie jakbym się z rok nie myła. Fakt, najpierw się podejrzewałam, że może coś niedokładnie... No ale teraz to już szoruję się jak głupia, po każdym pobycie w toalecie. Ech... a ja myślałam, że ciąża to 9 miesięcy radosnego oczekiwania i głaskania się po brzuszku. A wkoło motylki i jednorożce
A tu niestety - dupa, pryszcze, oprychy, wzdęcia i mdłości 
Więc - miłego dnia 
No i kolejny dzien. Ciagle rozmyslam o wynikach. Jakos specjalnie nie panikuje bo co ma byc to bedzie. Obiecalam rowniez ze od nastepnego cyklu bardziej musze przypilnowac owulacji chociaz wiem, ze latwo nie bedzie z tego wzgledu ze tylko w weekendy widze sie ze swoim. Najwazniejsze jak dla mnie, ze juz sie nie stresuje jak wczesniej. Czekam cierpliwie na @... Wiem, ze kiedys na mnie tez przyjdzie pora
Dzień dobry!
Nie wiem czy tylko ja mam wrażenie, że co chwilę piszę tutaj poniedziałkowy post - ten rok leci jakby ktoś go wystrzelił...za chwilę kwiecień, a przecież przed chwilą był Sylwester!!
Temperatura leci z górki na pazurki ( o 6 rano było 36,65C - ale spałam dalej i zmierzyłam o 8 - było 36,84C - ja nie wiem - to chyba zależy od tego do którego momentu nakryję się kołdrą
do ramion czy pod szyję
).
Wymyśliłam sobie, że zastestuję 13dpo!! No jak trzymamy się tych trzynastek to się trzymamy. Ale coraz bardziej czuję się przedokresowo...więc chyba nie doczekam czwartku 
Mąż w domu - to chyba drugi raz, kiedy bierze urlop na żądanie - faktycznie zakatarzyło go nieźle. Mam nadzieję, że do jutra mu przejdzie, chociaż jak dobrze wiemy katar leczony czy nieleczony trwa 7 dni.
Ten tydzień zapowiada się chyba spokojnie...ale wszystko wyjdzie w praniu. W weekend jedziemy do moich rodziców, w kolejny już Święta!!

P.S. Jeśli okres nadchodzi to z jakąś zdwojoną siłą bo cycki mam jak melony!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 09:39
Obiecałam, więc piszę
Uruchomiłam nawet mojego archaicznego laptopa w celu szybszego pisania i wklejenia zdjęcia i - po raz pierwszy od dłuższego czasu - mam polską czcionkę
Lekarki, która miała mnie badać nie było - i bardzo dobrze, bo przyjęła mnie przesympatyczna lekarka - stażystka z jakimś praktykantem ze studiów. Oboje byli najmilszymi lekarzami jakich do tej pory spotkałam (on co prawda jeszcze bez dyplomu
). Tak to chyba jest, że dopóki nie wkradnie się rutyna, młodzi lekarze zupełnie inaczej podchodzą do pacjentów. Pan praktykant przynosił krzesła dla mnie i S, poszedł po wodę do picia dla mnie do kanciapy dla lekarzy... Zbadał mi ciśnienie i mocz
Przesympatyczny, a poza tym cały czas żartował. Jak się okazało, że dziecko ma być świąteczne - to się śmiał, że to jego pierwsze dziecko - Jezus 
Lekarka zrobiła mi wywiad lekarski, zważyła mnie (o tym bym akurat wolała zapomnieć
), zaprosiła na fotel. Pobrała cytologię do badania, cierpliwie odpowiadała na milion pytań, sprawdziła wszystkie przeciwciała i uczuliła na toksoplazmozę, której jeszcze nie przechodziłam... A potem włączyła USG i oglądaliśmy Maluszka. 9 mm, prawidłowy rozwój dla 7 tygodnia (wpisała w kartę 6t6d wg. USG, ale stwierdziła, że i tak to będzie jeszcze weryfikowane gdzieś w 11 - 12 tygodniu ciąży przy szczegółowych badaniach USG). Potem mi wydrukowała masę druczków i przez 10 minut tłumaczyła gdzie jaki zanieść i które badania są ważne, żeby dostać zasiłek na dziecko, który tutaj teoretycznie każdemu przysługuje. Następnie wypisała mi papierek dla pracodawcy potwierdzający ciążę
Data porodu: 25.12.2014 (ale potem wg. innych kryteriów wyszła jej data 23.12.2014, więc zatrzymała 25.12.2014 z możliwością późniejszej weryfikacji kryteriów przy USG).
Na koniec zaprowadziła mnie do rejestracji i stała ze mną gdy się umawiałam na wizyty (tutaj od razu umawiają na wszystkie aż do grudnia
), potem USG... Jedyne, o czym zapomniałam - to progesteron - przypomniał sobie S, zadzwonili do niej na komórkę - wróciła do szpitala i wypisała mi receptę. Trochę szkoda, bo wypisała mi na 1 paczkę Utrogestanu (tzn. nie napisała ile szt. i w aptece mi nie chcieli wydać więcej...), a ponieważ kolejną wizytę mam dopiero w czerwcu, potrzebuję minimum 2 paczki (90 tabletek). Musimy chyba do rejestracji zadzwonić, żeby nam dosłali receptę... Mimo to, jest taka sympatyczna, że mam nadzieję, że nie będzie nam robić żadnego problemu 
Niestety, jest jeden minus. Jako lekarka - stażystka pracuje tylko do początku września - więc, ku mojemu zdumieniu, pani w rejestracji od września przepisała mnie do mojej starej lekarki - tej od niepłodności. Paranoja jakaś. Najpierw mnie nie chcą do niej zapisać, mimo że zna historię ciąży - a potem, jak przychodzi co do czego, to od września jakoś nie ma z tym problemu. Ciekawe... Może sobie pani dr chciała zredukować ilość pacjentek na lato? (...) Niespecjalnie się cieszę z ewentualnego powrotu do niej, chyba jeszcze się przejdziemy na wizytę do tej Szwedki 
No i mam dylemat czy już powinnam powiedzieć w pracy... Tutaj trzeba ciążę zgłosić pracodawcy do 12 tygodnia. Jak myślicie, poczekać jeszcze? Czy asekurancko powiedzieć?
A na sam koniec przedstawiam Wam, kochane moje, wspierające kobietki
naszego Maluszka
Słychać było już serduszko, a na pamiątkę dostaliśmy takie oto śliczne zdjęcie :
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2016, 16:59
34 dzień Dominisia

Kiedy wydaje się, że jest już dobrze, że jesteśmy coraz bliżej tego dnia kiedy Maluszka zabierzemy do domu, kiedy myślimy, że jest już "z górki" to zawsze musi być na nowo "pod górę"

Ogólnie Maluszek jest stabilny.
Dziś miał badanie okulistyczne i są w oczkach niewielkie zmiany typowe dla wcześniaków - jest dobrze wg. pani dr. Kolejna kontrola za 2 tygodnie.
No i rozwiązał się dziś problem wczorajszej płaczliwości Dominika i tej podkurczonej nóżki
Okazało się, że Maluszek ma złamaną kość udową w prawej nóżce i to Go bolało dlatego tak płakał. Przyczyną złamania ponoć jest niedobór wapnia, fosforanu i wit. D3 - tak mówi dr. prowadząca bo dziś z racji tego, że Dominik ma już miesiąc miał robione rozszerzone badania krwi i właśnie takie niedobry wyszły i lek. powiązała to z tym złamaniem..tylko jakoś nie chce mi się wierzyć by ta kość sama od tak z siebie się złamała 
Pytałam też o badania USG główki i na każdym są poszerzone komory ale lek. mówi, że to normalne, ważne, że nie widać żadnych wylewów - taki obraz USG Dominik ma od urodzenia i lek. mówi, że jest dobry.
Ogólny problem z jakim boryka się Maluch od urodzenia to płucka...cały czas potrzebuje wsparcia, chociaż są podejmowane próby ćwiczeń bez CEPAP-u...czasem boję się, że nigdy nie nadejdzie ten dzień kiedy Maluch będzie oddychał cały czas sam... 
No i przez najbliższy tydzień zero kangurowania. Nóżka musi być w miarę możliwości w "jednej pozycji" - co wiadomo będzie trudne bo cały tydzień Maluch nie może leżeć na pleckach musi mieć zmienianą pozycję. No i przy czynnościach higienicznych - mam tylko nadzieję, że lekarze i położne wiedzą co robią i nie pogorszą sprawy !!!
Dziś mam jeden ze słabszych dni
czasem sobie myślę, że może lepiej dla wszystkich byłoby gdyby Nam się wtedy nie udało zajść w tę ciążę.. Nas by nie przerastała ta sytuacja a Dominik by teraz nie leżał z dala od Nas i by nie cierpiał
Jednak zraz z drugiej strony pojawia się ten obraz tych słodkich uśmiechów i minek Szkraba i nie wyobrażam sobie, że mogłoby Go nie być...wiem, że lekko nie będzie i teraz też nie jest. Ale muszę mieć w sobie siłę. Siłę by być, by trwać, by walczyć tak jak Dominik walczy o każdy dzień, o każdą chwilę w której mogę być razem z Nim!!
Wierzę mocno w to, że wola Boga jest dobra i nie pozwoli na większe cierpienie Maluchowi, że już musi i będzie tylko dobrze !!
A ja muszę swoje zwątpienia przegonić jak najdalej tylko będę potrafiła!!
"Dzieci bardziej niż inni potrzebują mieć zupełną pewność, że są kochane przez tych, którzy mówią, że je kochają."
- Quoist Michel
Ogólnie moja wizja szybkiego powrotu Syneczka do domu oddala się z każdym dniem...Panie nie pozwól mi bym zwątpiła w Twoją siłę i w Twoje dobro...pozwól mi i daj mi siłę trwać w tej dobroci, trwać w tym Naszym wymarzonym CUDZIE by i On mógł czerpać siły ode mnie i czuł, że Jestem, że Kocham, że dam radę i by On czerpał siłę do walki ode mnie czując, że My jesteśmy, że czekamy na Niego, że nigdy nie będzie sam !!!
Wczoraj miałam 14 dc.W drugim cyklu starań moja gin zaleciła mi żeby od 14 dnia brac duphaston 1 raz na dobę/Wzięłam w sumie 2 tabletki i odstawiłam.Wstrętnie się czułam,bolały mnie piersi,było mi niedobrze i miałam wahania nastroju.Było nie do wytrzymania.Wczoraj wieczorem wzięłam pół tabletki,póki co nie mam skutków ubocznych.Rano było mi ciut mdło ale szybko minęło.Nie wiem czy to w ogóle coś da,a może lepiej wziąć pól niż wcale.U mnie z tą drugą fazą cyklu może być nie do końca ok,chociaż nie diagnozowałam tego przy obecnych staraniach.Przy pierwszej ciąży zanim zaszłam miałam mega prolaktynę ale szybką udało mi się ją zbić.Półtora roku temu sprawdzałam i była całkiem w normie.Z dobrych symptomów tego cyklu jest to,że zauważyłam wczoraj rano że nie pozostała mi żadna podpaska z poprzedniej @
)to taki znak:)))
Dopijam kawę,lecę pod prysznic i uciekam do pracy.Mam nadzieję,że ten i następny tydzień z racji zbliżających się świąt będzie obfitował w klientów:)
11t6d
Już się nie mieszczę w żadne spodnie i są mi ciasne majtki, a brzuszek zaczyna być widoczny pod bluzką, więc dostałam od teściowej wczoraj 1 legginsy, 2 tuniki i rozmiar wieksze majtki - jestem uratowana 
Za 2 tygodnie nie dopnę też płaszcza, wiec liczę na poprawę pogody 
A tu takie tam screeny z filmu z prenatalnych 
1
2
3
4
5
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 23:13
Raz na rok moja mama mnie odwiedza - a kuzynka to juz nie mowie w ogole... Przyjechaly, oczywiscie ja dostalam okres
w trzeci dzien cyklu, ktory minal wczoraj, mialam zrobic badania hormonow. Dzis wiec zostawilam mame i kuzynke, same musza dojechac do dworca autobusem - bo ja pojechalam na badania (a oficjalnie do pracy)... Pewnie sobie pomyslaly nie wiadomo co, ze je tak zostawilam i pojechalam jak gdyby nigdy nic. Dzis juz 4 dzien cyklu
dodatkowo przyjechalam i w szpitalu zorientowalam sie, ze nie mam karty tutejszego nfz-u... Zostawilam z rzeczami w drugiej torebce. Paranoja jakas. S pojechal spowrotem do domu, a ja czekam az mnie laskawie przyjma.... Albo nie przyjma...
A teraz najgorsze - wczoraj moja mama mi powiedziala, ze moja kuzynka przyznala sie do 3 in vitro... Ma 38 lat, dalej nie maja dzieci. Przerazilo mnie to.
Chyba znow powinnam zrobic sobie przerwe od OF, bo powoli zaczynam wpadac w dol emocjonalny... Nie umiem sie skupic na niczym. Na dodatek moj okres jest coraz slabszy i krotszy - mowilam o tym lekarce, ale zbagatelizowala zupelnie sprawe...
zle mi dzis, oj zle...
---
Wlasnie wyszlam ze szpitala. Czekalam na pobranie krwi od 8 rano! Jestem zla jak osa, glodna jak wilk i wsciekla jak pies (pod warunkiem, ze ma wscieklizne)... Wczoraj wieczorem nic nie jadlam w ramach diety po wszystkich wypadach z rodzinka do restauracji, dzis rano mialam byc na czczo na badaniach - wyczekalam sie kilka godzin, bo co byla moja kolejka, to przychodzila jakas ciezarna na badanie cukru (trzystopniowe co 20 minut), a tutaj jak sie okazalo jest zasada, ze ciezarne sie przepuszcza... Przy ostatniej to myslalam, ze sie rozplacze. Jeszcze ten zly dzien....
----
Zlego dnia ciag dalszy. Szef przyszedl mi laskawie powiedziec, ze niedlugo sie dowiem od kadr, ze dostalam zla ocene, i ze to dlatego, ze firma nie ma kasy na podwyzki. Jeszcze te tlumaczenia, ze on wie od kilku dni i glupio mu bylo mi o tym powiedziec. Ze jest swiadomy, ze ja jestem najlepsza ksiegowa, z jaka pracowal, ze poleci mnie kazdemu i zawsze mi wystawi najlepsze referencje, ze mamy najlepsze wyniki w calym kraju w mojej firmie i zebym nie brala tego do siebie... ale jest nacisk na premie, wiec kazali mu wpisac mi zla ocene...
Poniekad dowiedzialam sie, ze w innych dzialach takiej presji nie maja... Sama nie wiem czy to jego nowa zagrywka, czy faktycznie jest takie cisnienie z gory na nasz dzial, ale mam juz dosc. Psychicznie i fizycznie mam dosc i chcialabym zmienic prace, bo czuje sie niedoceniana, wykorzystywana i nie mam sily na dalsza walke w pracy i w szpitalach. Buuuuu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 15:51
5t5d Poniedziałek
Pragnę przedstawić Fasola. Fasol zadomowił się i rośnie. Miałam przyjemność poznać Fasola podczas wczorajszej wizyty. Lekarz po raz kolejny mnie rozczarował. Po pierwsze stwierdzeniem: "To pani pierwsza ciąża, tak?". No nie... I mówiłam to panu już z 10 razy. Po drugie określił wiek ciąży na 4t2d na podstawie USG, ale ANI RAZU nie zapytał o datę ostatniej miesiączki. Potem spisał wyniki badań, które robiłam w grudniu przed ciążą, czyli m.in przeciwciała różyczki i toksoplazmoza, a potem wypisał mi je jeszcze raz na skierowaniu. Za to nie raczył skierować na badanie poziomu glukozy, który jest niewątpliwie istotny... No cóż. Rozglądam się intensywnie za kimś innym 
Wracając do Fasola, wygląda na to, że wszystko z nim OK. Lekarz powiedział, że najprawdopodobniej widzi akcję serca, natomiast na 100% potwierdzi na następnej wizycie. Więcej w zasadzie nic nie powiedział. Kazał łykać witaminy prenatalne + kwas foliowy i "żyć normalnie" 

EDIT: umówiłam się do innego ginekologa. W dalszym ciągu w pakiecie (czytaj bez dodatkowych kosztów), w innej placówce (dalej i trzeba się przedzierać przez korki), ale za to pan doktor pracuje w szpitalu w którym zamierzam rodzić, co znacznie podnosi jego wartość. Niech tylko będzie normalny...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 15:41
Wczoraj miałam tak okropne wzdęcie - normalnie myślałam, ze wybuchnę. Espumisan nie pomagał, dopiero jak maż wymasował było lepiej.
Dziś obudził mnie głód tak okropny, ze nie mogłam spać. Zjadłam kanapkę ze smalcem !! Mam ciągłe wahania nastroju, raz płaczę, za chwilę się cieszę. Typowy PMS. Cycuchy duże i ciężkie. Dziś wg OF 9 dpo. @ ma przyjść w czwartek. Gdyby nie to, że jest tak wcześnie pewnie bym testowała. Mąż się śmieje, że ciąża na bank, ale on tak mówił też miesiąc temu. A ja czuję się dziwnie serio... nie mogłam zasnąć w nocy z przeczucia, że mogło się udać - byłam taka spanikowana, nawet leki nic nie pomagały. Zasnęłam z wymęczenia. Tak bardzo się boję, że małpioszon jednak przyjdzie:(
4 dpo '
Wykres wygląda obiecująco... Chociaż staram się nie nakręcać. Byle do 2 kwietnia...
Wczoraj obudziłam się ze świadomością braku ciśnienia i tego, że naprawdę mamy jeszcze czas żeby starać się dziecko, nie musimy być w ciąży już, za miesiąc czy dwa.
Pomyślałam sobie o koleżankach czy znajomych: jednej która ma 28 lat jak ja ale ma strasznie burzliwy związek i nie wie w ogóle kiedy będzie im dane podjąć decyzję, że chcą potomstwa, innej, która ma 32 lata, żadnego faceta nie ma od kilku lat, a jej zdjęcia z kilkumiesięczną chrześnicą nie potrafią zamaskować jak ogromnie marzy o dziecku i jak silny ma instynkt macierzyński.. inna koleżanka, 35lat, właśnie rozstała się z facetem po 10 latach związku. I co one wszystkie i wiele wiele innych kobiet mają zrobić? Nie mają dziecka, czas leci, a one nawet nie mają w najbliższym czasie perspektywy ich mieć..i to jest smutne, bo mogą nie zdążyć, czego oczywiście im nie życzę..
Naprawdę doceniam to, że jesteśmy z mężem w idealnej sytuacji, wystarczy tylko, że troszkę poczekamy aż będzie nam dane usłyszeć bicie serduszka i zobaczyć maleńką kropeczkę na usg.
Dawno mnie nie było...
Wszystkie badania dostarczone, monitorujemy cykl, były tabletki, był zastrzyk i czekamy......jak przyjdzie @ to następny cykl chyba odpuścimy bo nie wstrzelimy się nijak z zastrzykiem bo wylatujemy na urlop......sama nie wiem co mysleć, od wczoraj mam doła, nie liczę na żadne cuda....jedynie co "ciągnie " mnie za uszy to Nowenna Pompejańska......polecam
Tydzień 27
26+0
98 dni do terminu porodu.
Wczorajszy dzień był bardzo intensywny.
Ok. 11 poszłam do pracy po L4 i od razu zaniosłam do kierowniczki. Ona też jest w ciąży. Teściowa mówiła, że fatalnie się ubiera jak na ciężarną, ale stwierdziłam, że to tylko gadanie - kiedyś kobiety chodziły w sukienkach. Po tym co wczoraj zobaczyłam, przyznałam teściówce rację. Tak jak mówiła - nie przesadzała...
Modliłam się, żeby nie było jej w biurze, ale niestety nie udało się. Jak to się mówi - dupsko miałam obrobione na najbliższe 100 lat! heheheheh no taka praca, tacy ludzie, wszędzie tak jest.
Weszłam też do dziewczyn do naszego biura i poznałam nową koleżankę. Wesoła dziewczyna. Na pierwszy "rzut oka" - sympatyczna.
Nie miałam przyjemności z nią pracować, więc nic o niej nie mogę powiedzieć. Była też dziewczyna, która jest za mnie na zastępstwie. Trochę mi się jej szkoda zrobiło, jak pomyślałam, że niedługo - jakieś 4 lata - wrócę, a ona zostanie bez etatu, no chyba, że zaproponują jej coś lepszego albo mi coś na jedną zmianę.
Wszyscy prawili mi wczoraj komplementy. Tęsknią za mną. Dużo się zmieniło. Każdy mówił, jak dobrze mnie widzieć, że wyglądam ślicznie, że z brzuszkiem mi do twarzy hehehehe
Wychodząc zachciało mi się siusiu, więc wdrapałam się z powrotem pod górę, poszłam siusiu i spokojnie weszłam do kaufladnu po zakupy. Oczywiście nie mogłam wziąć tego, co potrzebne, tylko wracałam z dwiema siatami. Przy ryneczku spotkałam koleżankę i trochę pogadałyśmy. Nogi miałam w mózgu.
Wróciłam ok. 14 do domu, zjadłam drugie, spóźnione śniadanie i wypiłam herbatkę. Niestety, ale musiałam iść do banku. Wpłaciłam kasę i kupiłam nosidło do auta.
Jeden krok do przodu. Śmieję się, że nosidło będzie szybciej niż samochód hehehehe
Wracając spotkałam znowu koleżankę i znowu sobie pogadałyśmy. Czasu miałam mało, bo musiałam jeszcze wyjść z małą i jechać z teściówką po męża, bo zostawiał auto u gazownika, a potem do Decathlonu po buty.
Wróciliśmy przed 19 i już nic mi się nie chciało. Nogi w mózgu, to mało powiedziane. Padłam po 22.
Dzisiaj też w sumie ciągle w biegu... ale udało mi się zdrzemnąć na pół godzinki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 19:25
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.