Moje dziecko nie żyje serce przestalo bic 10t i 4 dc

nadzieja92 oczekiwanie na kropusia :) 10 kwietnia 2015, 13:55

nareszcie weekend, piękna pogoda, wyszłam z pracy wcześniej, nie chciało mi się siedzieć :P
Dziś dostałam mega przypływ pozytywnej energii, powiedziałam sobie że będę walczyć do końca nawet jeśli te moje 5 pozostałych mrozaków nie da rady!( z racji tego że zostały same 1 i 2)
Kasa na kolejne podejścia jest, na kolejną procedurę w razie co też jest ( lubię mieć odłożone na czarną godzinę :D ) także kwestia czasu ! :D
7 dzień cyklu wreszcie można poszaleć bo czuję się jak zakonnica od miesiąca nic! :D

Angelike Mam to gdzieś... ;) 10 kwietnia 2015, 15:41

Zmiana planów. Odwołałam wizytę w invimedzie :D
Zadzwoniłam do Bociana w Białymstoku, tam mają jeszcze miejsca, jest szansa że uda nam się wyrobić z procedurą do czerwca :D A jeśli nie to możemy się spokojnie zapisać na wrzesień albo kiedy nam będzie pasować. Ważne żeby się zakwalifikować. Mi zależy aby się wyrobić do czerwca bo do czerwca mam pracę. A potem to nie wiem. A liczę że w razie czego do września zdążę znaleść coś nowego. A nawet jeśli nie to wtedy zapiszemy się na jeszcze późniejszy termin.

Teraz muszę zadzwonić jeszcze do Bociana i zapisać się na pierwszą wizytę.
Coś czuję że to jest to ;)
Ten invimed mi od początku jakoś słabo pasował.

37 tydzień(36+2)
9 miesiąc
25 dni do naszego spotkania synku <3
90% na wykresie...

za 4 dni ciąża donoszona <3 ale ja ,kiedy? ;) tak serio już nie mogę się doczekać mojego skarba <3

wczoraj Wojtuś miał tak leniwy dzień jak jeszcze nigdy aż wieczorem do mojego gina zadzwoniłam ,kazał w razie co zabrać torbę i jechać na ktg,jeszcze na początku położna nie mogła tętna znaleźć,normalnie się poryczałam jak już go znalazła tak mi nerwy puściły,oczywiście po tym zaczął wariować na tym ktg-charakterek po tatusiu normalnie ;)

po wizycie ok .mój synek waży prawie 2800,wszystkie wymiary w normie,we wtorek znowu ktg i doktor powiedział że jak mały znowu będzie taki spokojny mam dzwonić.


a to my 36 tydzień ...bb939929e363b805m.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2015, 17:58

kofeinka Droga do pełni szczęścia 10 kwietnia 2015, 17:39

Podjęłam decyzję... jak widać wykasowałam wszystkie notki... dlaczego...??? to proste... nie chcę się za bardzo wkręcać, a czuję, że niestety tak się dzieje odkąd zaczęłam pisać pamiętnik.
Postanowiłam prowadzić tylko wykres i zaglądać na forum do wątków jak do tej pory...

3majcie się ciepło dziewczyny i dziękuję całym sercem, że mnie odwiedzałyście i wspierałyście <3

P.S. jak by co to są jeszcze wiadomości prywatne jeśli chodzi o komunikację

Zaczynam nowy cykl. Niestety próbny:)
Nie staramy się w tym miesiącu. Ale liczę, że w trakcie przekonam męża.
On twierdzi, że mamy czas. Żeby odczekać po tej ciąży biochemicznej. Odbudować endometrium. I znów się strać. No może ma rację... Zobaczymy co los napisze.

Dziś mamy 7dc. Test owulacyjny negatywny. Temperatura niestabilna - idzie w górę. Za wcześnie!

Lekarz nadal twierdzi, że jestm zdrowa bez badań. Dżizas ja tych doktorów to nigdy nie zrozumiem. Mam się starać na luteinie 100 mgx2 i acardzie. Może się uda;)

I jeszcze jedna. Zajebiście ważna kwestia. Badania:
Przeciwciała antyfosfolipidowe- w normie. Cytomegalia, toxoplazmoza i chlamydia- ok.

Co mój gin mi powiedział na badania:

Badanie kariotypu- bez sensu bo wywiad genetyczny u nas ok. A jak się dowiemy to i tak na in vitro nie pójdziemy więc po co. Co więcej tylko można się dowiedzić, że mamy szanse urodzić chore dziecko.
A chyba wolimy tego nie wiedzieć jakie są szanse na zdrowe a jakie na chore. - Niby racja

Badania immunologiczne- bez sensu. I tak mi da acard albo haparyne. Ma pacjentki, które po leczeniu wlewami i szczepieniami( bagatale bardzo drogimi) nic im to nie dało i nagle zaszły. Miał też takie co roniły i nagle 5 ciąża idealna. I nikt nie wie czemu i po co.

Badania hormonalne- jak zachodzę to znaczy, że wszystko hula i buczy z tym, że coś nawala. Obstawia ciałko żółte i dał mi duuuuużo luteiny.

Budowa macicy- spoko jest.

Endometrioza i PCO wykluczone.

Nadżerki brak.Jajnik czysty.

Masakra. Mówi sensownie. Ale czy racje ma.

Twierdzi, że inaczej jak jest ta ciąża i zarodek i się roni. A inaczej takie bardzo wczesne.
To progesteron, albo niewiadomoco. Najbardziej" niewiadomoco" mnie przeraża...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2015, 18:08

Cześć Dziewczynki :)

Mąż poinformowany - starania wstrzymane. Tak będzie lepiej.

Dziś mąż na imprezie firmowej...a ja relaksuję się w domu.

Cieszy mnie ta wiosna za oknem, cieszy mnie słońce. Będzie sporo czasu, żeby zrzucić kilka kilogramów - może to odstawienie starań dobrze mi zrobi? Myślę, że wrócimy do starań w sierpniu/wrześniu. Mam nadzieję.

Dorotek Mój mały świat 10 kwietnia 2015, 20:09

kolejny dzień plamień... ale jakoś tak psychicznie troche lepiej pogodziłam się że w tym cyklu nie wyszło.... za chwilę bedzie kolejny i kolejne staranka :D tylko czekam żeby @ sie rozbujała

jutro szykuje sie mała imprezka u mnie w domku ale mimo wszystko pić alko nie będe jakoś tak nie mam chęci.... kawy też już nie pije od miesiąca i wiecie co?? wcale mi jej nie brakuje a szkoda że tak ze słodyczami nie jest

a co sądziccie jaki kwas foliowy łykać?? Folik który jest lekiem czy jakiś inny który jest suplementem?? czy to nie ma różnicy??

mkl Marysia, Stanisław- czekamy na was:) 10 kwietnia 2015, 20:22

Mam takie zakwasy....w miejscach w których nigdy bym się nie spodziewała, że można je mieć hehe. Otóż udałam się wczoraj na zajęcia pod tytułem Sexy Pupa Płaski Brzuch i może nazwa nie wydaję się poważna ale babka dała nam taki wycisk, że po 15 minutach zajęć myślałam, że mnie wyniosą! Dlaczego się na nie udałam?? Otóż wcześniej chodziłam na zumbę, ale jakoś nie czuje po niej zmęczenia i mam wrażenie, że moje mięśnie nie pracują, po drugie od czasu poronienia przytyłam 6KG!! No jakaś masakra...nigdy nie mogłam przekroczyć magicznego 50kg a teraz waże 56kg:/ Nie, nie jestem gruba i daleko mi jeszcze do tego ale nie mieszczę się w żadne spodnie, bo najzwyczajniej świecie z płaskiego brzucha zrobił mi się brzuch jakbym była w ciąży...paradoks, mieć po poroniniu większy brzuch niż w trakcie ciąży;p Stwierdziłam, że ekonomicznej będzie mi zrzucić kg niż wymienić garderobę;p Teraz siedzę, i nie mogę się ruszyć....boli, boli boli, każdy mięsień.

Wracając do starań, jestem już po owulacji, dokładnie 4 dzień po, sex był więc zobaczymy zobaczymy...nie ma co się zadręczać:)

A! No i przestały wypadać mi włosy, nie wiem o co chodzi...po poronieniu po prostu przestały!

No to na tyle...

MamaM Aby zostać znowu mamą 10 kwietnia 2015, 20:27

No i wszystko mi się posypało. W klinice doktor mówił, że zrobią histeroskopię w ramach NFZ, ale potem okazało się, że jednak musiałabym zapłacić i to grubą kasę. W końcu umówiłam się w szpitalu - aby było szybciej i tak trzeba zapłacić. Umówiona byłam na 26 marca. 20 marca dostałam wysokiej gorączki. Od pon. antybiotyk 3 dni, ale bez poprawy. Zabieg przełożony na 2.04 a ja zaczęłam pielgrzymki po lekarzach. W końcu dostałam wstępną diagnozę - podejrzenie sarkoidozy. Tak więc 02.04 zrobiłam histeroskopię, wszystko ok, wg gina mogłabym starać się już w kolejnym cyklu, ale od wczoraj leżę w klinice chorób płuc w celu sprawdzenia czy mam sarkoidozę. Nie wiem co dalej z moimi planami jak diagnoza się potwierdzi.

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 10 kwietnia 2015, 20:29

Jestem trochę zmartwiona odebrałam wyniki wymazu z szyjki macicy, robiłam to czwarty raz i zawsze było wszystko ok tym razem wyszło że mam ureaplasma spp ilość bakterii w normie a wcześniej było napisane bakterii nie wyhodowano. Czy taki wynik nas dyskwalifikuje?? Czy rozpoczęcie procedury znowu się przesunie :( Napisałam do doktora z kliniki i czekam na odpowiedź :(
Za to prolaktyna spadała z 35 na 7,8...

6 VIII 2023
19 cs 26 dc 8 dpt

IMG-20230806-063421.jpg

Mój osobisty cud nadal trwa. Rozpoczęła się piękna historia. Historia, na którą czekałam bardzo długo. Historia, o której marzyłam. Początkowo twierdziłam, że będę podchodziła do tego bardziej na chłodno - przynajmniej do 1szego usg, aż upewnię się, że wszystko jest na pewno dobrze. Ale dlaczego mam nie cieszyć się już teraz? Dlaczego mam nie przeżywać tej wymarzonej ciąży od samego początku i nie chłonąć z tego stanu? Zmieniłam nastawienie. Ta ciąża jest cudem i będę "w niej" od samego początku całą sobą. ❤️
***
Ściągnęłam sobie aplikacje ciążową. Mąż zrobił to samo twierdząc, że chce "lepiej podglądać malucha". A więc 4 tydzień. Jeszcze niby nie dzieje się nic wielkiego, a dla mnie zmienia się cały świat. Wczorajsza beta na poziomie 71,8 progesteron 43,38, estradiol 771,56, tsh 1,853 ft4 18,23. Za tydzień powtórzę je wszystkie. W tygodniu mam zamiar zrobić zrobić kilka powtórek bety, ale nie wiem jeszcze dokładnie kiedy - co 48 h odpada, bo nie pozwala mi na to napięty grafik w pracy. Mąż ze szczęścia lata niemal pod sufitem. Mimo iż zepsuł mi niespodziankę odnośnie powiadomienia go to twierdzi, że to najpiękniejszy dzień jego życia. Ciągle mnie całuje, przytula, pyta jak się czuje albo zadaje pytania typu - "kiedy będę czuł ruchy?" i kartkuje kalendarz obliczając. Cieszę się razem z nim, Nasze oczy pewnie błyszczą z daleka. Nie wiecie tego ale mój mąż to "typowy wojskowy". Zarówno z wyglądu jak i z obycia. Kawał chłopa, który przestrzega zasad i regulaminu odstawiając na bok emocje. W domu jest inny, jednak nigdy nie był nazbyt wylewny. A widząc pozytywny test zaszkliły mu się oczy. On równie mocno jak ja czekał na ten dzień. Idziemy w nieznane, w najpiękniejszą podróż Naszego życia. ❤️
***
Dotarłam na szczyt. Każda droga do miejsca w którym jestem teraz była warta przejścia. Każda łza, każdy ból, każde poświęcenie jest teraz mi wynagrodzone. Widoki są przepiękne. Oddycham całą piersią, biorę głębokie wdechy - już żaden strach nie przygniata płuc. Czasami zerkam jeszcze na stromy spad w dół, widzę, że mogą spotkać mnie tu niebezpieczeństwa, że moje spaść i połamać sobie wszystkie kości. Jestem świadoma ryzyka ale póki co siedzę pewnie i wystawiam twarz do promieni słońca. Czuję ciepło na policzkach - czuję ciepło w sercu. Obok mnie siedzi Nadzieja - przytula mnie mocno i szepcze, że nie opuści mnie przez następne miesiące. Ufam jej, więc delikatnie głaszcząc się po brzuchu powtarzam w myślach do Kropka żeby był dzielny, a za 8 miesięcy zaopiekuje się nim i pokaże najpiękniejsze odcienie tego świata.
Mój Kropek. Moja Kropka. Zostań ze mną.
Cudzie trwaj 🙏🏻❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2023, 09:24

goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 10 kwietnia 2015, 21:16

Ech. Głupie myśli. To przez ten wykres... Zawsze miałam I fazę nisko,a II dość wysoko, teraz jest jakiś dziwny :/ Gdyby nie monitoring to pomyślałabym,że to mój pierwszy cykl bezowulacyjny :| Ale może właśnie tak ma być? Może jego wyjątkowość polega na tym ,że zaskoczy mnie pod koniec cyklu? :) Pewnie niepotrzebnie się nakręcam. Pozytywne myślenie G!!! :)

No i nareszcie w domu! Jutro lenistwo, obiad, rower i seans filmowy z przyszłą szwagierką :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia 2015, 13:53

Ciąża zakończona 10 kwietnia 2015
Zofia Aurelia przyszła na świat w 36tc ważąc 2320g i mierząc 49cm z 10 punktami apgar.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2015, 21:58

Ciąża zakończona 10 kwietnia 2015

MadzikForever Traktat o Robalach 10 kwietnia 2015, 22:22

Kochane moje, dziękuję Wam bardzo za wsparcie i dobre słowo. Wróciłam od rodziców, a te kilka dni poświęciłam refleksji: wspomnieniom babci i uzmysłowieniu sobie, że już jej nie ma. Mam nadzieję, że pomogłam mamie pozbierać się po tej stracie.
Po cichu liczyłam na historię w stylu "coś się kończy, coś się zaczyna", ale niestety - nowy cykl. Miesiączka znów licha. Ginekolog w poniedziałek. Będę go cisnąć.

Właśnie za oknem mam pół metra śniegu :) i to nie żart - to Islandia :)
Szkoda że mam okres bo zapowiada się baaardzo miły wieczór. Wino, pyszna sałatka z krewetkami ( które są tu tańsze od kurczaka), lody truskawkowe ... no żyć nie umierać ... myślę że ten wieczór mógłby się zakończyć jeszcze milej, ale nieee, musimy poczekać ... dobrze że cierpliwość wyostrza zmysły ;]

Tydzień 23
22+0

Temat pracy licencjackiej zaakceptowany. Możemy ruszyć z miejsca...

Jutro odpuszczam uczelnię i jedziemy nad morze się zrelaksować. Uczelnia nie zając...

Napisze tylko do babki z angielskiego żeby mnie nie skreśliła he he he


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2015, 23:06

Pisałam na forum, pamiętnik to grubsza sprawa.
A więc...
Rozpoczęty proces wyganiania zakończył się jak widać sukcesem. W niedzielę wpadło długo wyczekiwane serduszko, w poniedziałek zakończyliśmy 36tc.
Jeszcze w niedzielę pojawiły się lekkie, nieregularne skurcze, trwały 3 godziny i się wyciszyły. Ale zaczęło mi być strasznie mokro. W poniedziałek, kiedy uczucie mokrości dalej się utrzymywało pojechaliśmy z mężem na ip sprawdzić czy to nie wody.
To nie były wody.
Rozwarcie się nie zwiększyło. Szyjka się nie skróciła. Skurczy brak.

Wróciłam do domku, położyłam się spać na chwilkę bo byłam strasznie zmęczona. Mąż w tym czasie wyszedł na piwo z kolegą. W pewnym momencie przekręciłam się z boku na plecy i.. chlup. Wielka plama na majtkach. W łazience dalej ze mnie ciekło, byłam pewna, że wody, chociaż wydawało mi się takie nierealistyczne, że niby zaczyna się poród?? Godzina 18:30. Zadzwoniłam do męża śmiejąc się i mówię "Wracaj, jedziemy spowrotem. Odeszły mi wody". Mąż zszokowany "odeszły ci wody????". Na szczęście zdążył wypić tylko jednego radlera :) Najlepsze jest to, że mój ojciec akurat w tym czasie zaczynał wracać do Norwegii po świętach - taka wredna wnusia. Poczekała aż dziadek sobie pojedzie z wychodzeniem :P Szybki prysznic, strzyżenie, w trakcie dalej ze mnie ciekło strużkami małymi. Przed 20 pojawiliśmy się na ip. Poczekałam chwilę - wody dalej się lały jak szalone takimi przerywanymi strużkami. Podłączyli mnie pod ktg. Już w domu miałam skurcze, lekkie i nieregularne, czasem co 4 minuty, czasem co 10. Na ktg nie pisało się prawie nic. Ale ja czułam, że robią się mocniejsze. Potem badanie na samolocie - rozwarcie na 3cm. Myślę sobie "o nie, będę tu rodzić dwa dni...". Usg - mała niziuteńko w kanale rodnym, trudna do zmierzenia, lekarka szacuje jej wagę na 2300. Miałam nadzieję na ciut więcej... Z izby zabrali mnie odrazu na salę porodową. Było koło 21:30. Znów ktg. Piszą się skurcze, ale średniawe, a ja czuję już całkiem mocne. Ból mocno okresowy, ale na szczęście z przerwami. Oddycham przeponą i każę mężowi masować plecy, bo co któryś skurcz szedł krzyżowy... Przychodzi położna - młodziutka dziewczyna. Bada - rozwarcie na 5cm. Wow. Jakoś idzie. Pielęgniarka wbiła mi wenflon w dłoń, dostałam antybiotyk "bo odejście wód mogła spowodować jakaś infekcja". Poprosiłam żeby mi dali chodzić to mnie odłączyli. Położna zaproponowała lewatywę. Przy tych moich cholernych hemoroidach nie bardzo chciałam, ale przekonała mnie, że to nic nie zaszkodzi. No to się zgodziłam, bo słyszałam, że to przyśpiesza całą akcję. Wszystko to dla mnie działo się ekspresem. Po lewatywie - toaleta, potem posiedziałam z 20 minut pod prysznicem i musiałam wrócić na łóżko. Wtedy już skurcze były takie, że nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Ale jeszcze do przeżycia. Położna pyta jak często są - co minutę, czasem dwie. Bada mnie, a tam rozwarcie na 9cm! Ale... Ten ostatni centymetr był najgorszy! Najpierw leżałam na jednym boku z nogą w górze, potem na drugim, potem przeszłyśmy do pozycji kolankowo łokciowej z zakazem parcia :P Co skurcz myślałam że wygryzę dziurę w łóżku, czasem już łzy mi leciały, a ta z całkowitym spokojem "tyle co samo, proszę nie przeć, dobrze nam idzie". Potem zaczęła coś kombinować przy moim kroczu, już nawet nie wiem co, mówiła, że chce sprawdzić jak się wszystko zachowuje przy skurczu. Tragedia :P Ale to co robiła musiało być skuteczne, bo ani nie zostałam nacięta ani nie pękłam. A tymczasem cała się spociłam z tego bólu i wysiłku i zaczęłam się rozjeżdżać. Poprosiłam o zmianę pozycji. Więc usiadłam w końcu na łóżku, nogi jak na samolocie i... każą mi przeć. A ja nie czuję różnicy pomiędzy tamtymi skurczami a tymi co teraz! Ale prę. To znaczy staram się, bo wcześniej się skupiałam na przeżyciu tego okropnego bólu przy skurczu, a teraz każą mi jeszcze robić dodatkowy nacisk :/ Miałam wrażenie, że to nic nie daje... Wciągałam powietrze, parłam raz, długo i zaczynałam drzeć się wniebogłosy. Położna i pielęgniarka nade mną stoją i dopingują, że dobrze idzie, że mam się bardziej postarać, że muszę przeć pare razy na jednym skurczu. Miałam wrażenie, że się rozpadnę na kawałki. Skurcze postanowiły zrobić dłuższe przerwy - po 4/5 minut spokoju. Każdy kolejny zaczynał się od mojego głośnego "o nie...". Pierwsze dwa parcia udowodniły, że lewatywa to nie wszystko niestety... Czwarte zakończyło się okrzykiem "widać główkę". Po piątym usłyszałam, że jest super i mogę już nawet dotknąć córeczki. Wtedy dotarło do mnie, że jednak to moje parcie przynosi efekty i muszę się ogarnąć. Na ostatnim skurczu parłam trzy razy i mogłam jeszcze, ale położna zaczęła krzyczeć, że mam absolutnie nie przeć. Okazało się, że wyszła już główka. Spojrzałam na dół, była główka, ramionka, skurcz powoli puszczał. Potem kazali mi lekko dopchnąć i bach. Mały oślizgły pisklak wylądował na moim brzuchu. Dokładnie 42 minuty po północy. Cała dygotałam z wysiłku, a położna mówi "proszę ją trzymać, to pani dziecko". Mąż przeciął pępowinę. No w życiu się nie spodziewałam, że to tak wygląda - taki długi gruby żółto siny kabel. Małą zaczęli ogarniać, a ze mnie lekarka wyciągnęła łożysko. Któe nawiasem mówiąc też nie wygląda za uroczo. Potem mąż mi powiedział, że dostałam w żyłę krew z pępowiny, wiem, że coś dawali, ale nie odnotowałam co to. Po ważeniu dostałam ją do piersi i okazało się, że mam siarę odrazu mimo, że w ciąży była jedna wielka susza. A mała tak zawodowo ssała.

Przewieźli mnie na salę poporodową - byłam tam sama. Kazali się przespać zanim przywiozą dziecko. Adrenalina i brak dziecka = brak snu, więc pospałam może z 40 minut. Koło 6 mi ją przywieźli i kazali przystawić. Ale ona nie chciała się obudzić. Okazało się, że skutecznym budzeniem jest przewijak :P Do tej pory się drze jak się ją rozbiera albo przewija. Potem przywieźli jeszcze jedną babkę z maluszkiem. Donoszony - 39tc, a ważył tylko 200 gram więcej niż moja kruszynka. Ale też zdrowiutki - to najważniejsze. Strasznie się nie wysypiałam. Jak moja nie płakała, to płakał tamten. Pielęgniarki się kręciły, co chwilę ktoś przychodził i coś chciał, małą zabierali na badania. Już nie wspomnę, że na samym początku co chwilę sprawdzałam czy oddycha :P Kazali mi jak najczęściej przystawiać mojego ssaka i tak też robiłam. W pewnym momencie przyszła pielęgniarka i mówi, że mi ją dokarmiła mm, bo cukier niski. Ale że mała wcale nie chciała za bardzo pić. No to potem bojąc się o ten cukier w nocy sama poszłam po butelkę z mm. Ale moje dziecię smokiem pluło, a mlekiem jeszcze dalej. Na szczęście okazało się, że na drugi dzień cukier podskoczył i to znacznie, a ja mam bardzo dużo pokarmu - musiałam założyć stanik i wkładki, bo płacz dzieci powodował plamy na koszuli :) W środę mi ją wykąpali w szpitalu - położna wrzuciła ją do zlewu wypełnionego wodą, ochlapała, potarła i po 20 sekundach był koniec kąpieli O_o Co chwilę wpadał ktoś do nas a to z pytaniem czy chcemy coś przeciwbólowego (ani razu nic nie wzięłam co wszystkich dziwiło nie wiedzieć czemu), jak sobie radzimy (zawsze odpowiadałam, że super, bo faktycznie tak było), czy dobrze się czujemy (no pewnie, nienacięta i niepęknięta i niepokrojona jak miałabym się czuć? Fakt, piecze dalej lekko przy sikaniu i te hemoroidy mnie wkurzają, macica jak się obkurcza daje bardzo nieprzyjemne odczucie ale to nic w porównaniu z tym co było w ciąży). W końcu usłyszałam od pielęgniarek, że super sobie radzę i że w ogóle jest git i że najprawdopodoniej w czwartek wyjdziemy :)

Karmienie piersią - tragedia. Po drugim przystawieniu pojawiły mi się krwiaczki na sutkach. Po trzecim już czułam przy ssaniu żyletki. I tak przez dwa dni. Pani z poradni laktacyjnej przyszła, ale okazało się, że dobrze przystawiam małą. Kazała smarować brodawki mlekiem. I to faktycznie działa - odkąd mam wkładki, które co chwilę są mokre od mleka sutki już tak nie bolą. Ale teraz z kolei leje się ze mnie na potęgę, jak mała ryczy i nie chce zassać to mleko wylewa się na koszulkę, jak długa przerwa w karmieniu - to samo. Ale ten cudowny pyszczek przystawiony do mojego cyca - bezcenne. No i okazało się, że w szpitalu zamiast spaść z wagi to przybrała :)

Przewijanie - oprócz krzyku w sumie spoko. Raz niechcący zostawiłam na dłużej jeszcze smółkową kupkę to potem musiałam ją prawie zdrapywać... Na szczęście po dwuch dniach kupki przestały być jak smoła.

Wczoraj wróciliśmy do domku.

Moja przyjacióła z partenerem odwiedzili nas jeszcze w szpitalu. W czwartek wpadła moja mama z siostrą. Babcia z góry była już dwa razy popatrzeć na prawnusię (spodziewałam się, że będzie częściej zaglądać, ale na szczęście jest ogarnięta). Dzisiaj przyszedł męża kolega. Jutro też wpadają znajomi, w niedzielę mama przywiezie dziadka. A miał być taaaaki spokój.

Najbardziej ze wszystkiego nie podoba mi się... mój brzuch! Jest o-hy-dny. Rozmiękły i rozlazły w rozmiarze ciąży z 5 miesiąca. Ja rozumiem, że przytyłam 10,5kg, a zeszło mi tylko 4, ale to chyba nie wszystko w ten brzuch poszło?? Zmniejszy się jeszcze, prawda?

A dzisiaj?
Zaliczyliśmy już dwa spacerki. Mała śpi snem kamiennym i w domu i w wózku. Zapisaliśmy się do przychodni. Ustaliliśmy wiytę położnej. I wykąpaliśmy małą po raz pierwszy. Myślałam, że będzie krzyk. Był, ale tylko do momentu wsadzenia do wody. W wodzie oczka jak 5zł i cisza. Myliśmy samą ciepłą wodą, widać było, że jest zadowolona z kąpieli :) Potem miała najdłuższy jak do tej pory okres aktywności. Pół godziny patrzenia na wszystko i obserwowania bez płaczu. Super <3

Jest taka słodka, taka śliczna, tak bardzo ją kocham. Już mi smutno, że będzie rosła :) Czasem jak na nią patrzę mam ochotę płakać ze szczęścia...

Ale elaborat trzasnęłam. A mała śpi :D

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)