Systematyczne pisanie to nie jest moja mocna strona 
34 tc ( 33w3d) to brzmi tak pięknie że aż czasem mi ciężko uwierzyć.Pamiętam jak się bałam o moją kruszynkę po wyjściu ze szpitala w 26 tc czy dotrwamy do 30tc a tu już 34tc 
Zostało nam 24 dni do ciąży donoszonej i ściągnięcia tego wszystkiego co mam w środku ( czyt. szew okrężny i pessar)
Dziś po wizycie u lekarza same rewelacje , szyjka nie drgnęła , rozwarcie także bez zmian , pessar ładnie trzyma i mamy pozwolenie na codzienne 15 minutowe spacery bez przemęczania. Mamy dużo odpoczywać ale leżenie z poduszkami pod pupą nie jest już konieczne, chociaż mamy nie przeginać z aktywnością.
30 marca 2015roku byliśmy na usg 3D to był poczatek 32 tc( 31w0d). Nasza mała złośnica oczywiscie dalej uparcie zakrywała buzię jak na poprzednim usg , tym razem nawet pępowinę postanowiła założyc na buzię żeby tylko rodzice za dużo nie zobaczyli. Waga wg. usg to 1666g ( śmiałam się że trochę szatańsko brzmią te trzy "6"). Z pomiarów wyszło że jest parę dni starsza ale ja już przestalam sie tym sugerowac bo za każdym razem wychodzi co innego 
A o to mało wyrazne ale jakieś zdjęcie mojej księzniczki :

Dodatkowo mamy już złożone łózeczko które prezentuję sie tak :


Jestem mega zadowolona bo pasuję do całej mojej koncepcji kącika dla malutkiej , tuż obok szafeczka z jej ubrankami , na której będą stały koszyczki z kosmetykami i wszystkimi przydatnymi rzeczami do przewijania.
A na koniec brzuszek , niestety trochę pozebrowany nad czym bardzo ubolewam , ale tendencja do rozstępów jest i mimo olejków i innych balsamów zaczęły wyłazić. Zresztą mogłam się spodziewać bo juz jako nastolatka miałam parę sztuk tych zygzaków w okresie wzrostu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2015, 14:27
Doszedl mi Jeszcze sluz podbarwiony krwia. Po tych plynach nie mam pojecia kiedy @ dostane. Chcialabym jak naj szybciej zeby zakonczyc ten durny cykl I tyle. Nic wracam do pracy... Ale mi sie nie chce
Po wizycie - u Zosi wszystko w porządku. Wszystkie wyniczki w normie 
U mnie chyba infekcja dróg moczowych 
No i zaczynamy kombinować z chrztem, a trochę zachodu z tym będzie niestety...
Jestem.
Tak się rozleniwiłam, tak mi się nie chciało nic robić i pisać. Konsekwencja to nie jest moje drugie imię 
A czytam Was codziennie, więc wiem, co w trawie piszczy. Zelmie się wykluły gołębie, Terasce się wykluła ciąża
Cieszę się, jak swoją.
Dzisiaj mi stuknęła ćwiartka ciąży! Czyli jeszcze trzy czwarte i rodzimy
Hehe, to na razie abstrakcja jakaś. W ogóle ciąża to abstrakcja. To znaczy nie...ciąża jest bardzo namacalna...dziecko.
Nie wiem, może ze mną coś jest nie tak? Nieczuła jaka? Zimna?
No bo...byłam we wtorek na wizycie. Wszystko jest dobrze, wyniki książkowe. No i widziałam dziecko. Ruszało łapką... Wyobrażałam sobie kiedyś, że w takiej chwili, to będę szlochać ze wzruszenia. A ja...jakoś nie. Jakoś tak...no to do mnie nie dociera. Nie potrafię sobie w głowie, w sercu ułożyć, że ta mała istotka na ekranie to MOJE DZIECKO. Trochę tak, jakbym na film patrzyła... Głupio mi trochę tutaj o tym pisać, bo raczej piszecie właśnie o poruszeniu, o miłości już do kropeczki. A ja...a ja nie wiem
Jeszcze tego nie ogarniam, może jak poczuję ruchy, to uwierzę...
Święta były wielkim utrapieniem. zgodnie z przewidywaniami, mały jest terrorystą i nikt na to zupełnie nie reaguje. Tzn ja reaguje i mój mąż. Szwagrowie chyba mnie nie pokochali, hehe. No ale trudno, nie zniosę pewnych zachowań, szczególnie braku szacunku - do rodziców, innych ludzi...nawet do jedzenia (rzucanie chlebem po pokoju czy też nakładanie sobie na talerz 5 kiełbasek, podczas gdy jeszcze jednej nie skończył. Oczywiście tych 5 nawet nie tknął). No i tu znów - dziecko, jak dziecko. Wkurzające, ale też trochę biedne w tym wszystkim, bo ono nigdy od rodziców chyba nie usłyszało, że czegoś nie wolno. Albo że źle zrobiło... Po awanturze jakąś wszczął i w której popchnął 2 letnią siostrę usłyszał od ojca, że jest super, grzecznym chłopcem. No schizofrenię dzieciakowi fundują, słowo daję... No więc strasznie stresujące to dla nas było no i co? No i dzień przed wyjazdem wylazły mi kolejne dwie opryszczki! Oczywiście leków przy sobie nie miałam, bo w domu stwierdziłam, że przecież dopiero co się leczyłam...No i znów stres. Ale tu mój lekarz się spisał - zadzwoniłam, jak tylko przyjechaliśmy i w pilnym trybie już po godzinie miałam receptę (i nie zapłaciłam ani grosza).
Umowę mamy taką, że jeśli by mi wyszła znowu ta cholera, to będę żarła Heviran nie 5 a 10 dni. Ale może nie wyjdzie...
Dziecko jest malutkie. 2,5 centymetrów. Trochę mniejsze niż ustawa przewiduje, ale doktorek twierdzi, że wszystko dobrze. A za trzy tygodnie badania... No własnie. Byłam wielką orędowniczką badań prenatalnych, przynajmniej testu Pappa. No i co? I taka wielka orędowniczka po konsultacji z lekarzem zdecydowała się tylko na obowiązkową przezierność karkową. Hmm... nie wiem, co mam o sobie myśleć 
Juz postanowione - lece do Polski dzisiaj. Mama ma problemy, no i musze pewne rzeczy uporzadkowac. Trzymajcie kciuki. Nie biore ze soba testow, termometra... Jedynie progesteron, magnez i kwas foliowy
Oby bylo dobrze - trzymajcie mocno kciuki 
Cudownego weekend zycze 
No i plamienie. Czar prysł.
😪
Tak jakby mniej bolą mnie piersi
Mam nadzieję, że swoje już wybolały i nie jest to powód do zmartwień. Wczoraj czułam się okropnie, bardzo bolał mnie brzuch ale nie był to ani ból miesiączkowy, ani raczej żaden z ciążą związany. Bardziej przypominało to jakąś niestrawność. Plamień na szczęście żadnych nie ma, plecy nadal okropnie bolą i promieniuje to na lewy pośladek.
Za to świeci ładne słoneczko, idealna pogoda na spacerek z moim pieskiem 
Do mojej anginy doszło zapalenie prawego oka i póki co krople nie pomagają a z rana jest to dość komiczne jak nie mogę go w ogóle otworzyć 
W środę idę na wizytę i mam nadzieję, że lekarz założy mi już kartę ciąży i ponownie zobaczę bijące serduszko naszego maleństwa 
W weekend uczelnia, oby tylko moje mdłości i zawroty dały spokój, a od poniedziałku praca i baaardzo ważna wizytacja. Ciężko będzie mi teraz świecić oczami i omawiać wyniki, dawać pomysły skoro teraz mam ważniejsze sprawy na głowie 
W pracy jeszcze nikt nie wie, noszę się z tą myślą aby w 10tyg.powiedzieć ale znam mego szefa i wiem jak bardzo jest przywiązany do mnie i już się boję naszej rozmowy. A wiadomość o ciąży to tylko go rozwścieczy i już wiem, że będzie codziennie dostarczał stresów i szereg wyrzutów. Dlatego to będzie najlepszy moment aby wraz z wiadomością odejść na zwolnienie
A co, mi też należy się odpoczynek 
Nosz kur... Czy ja mam na czole napisane, że można mnie zgnoić, zngiesc, wbić gwóźdź do trumny? ;( Kolejna rozmowa z zyczliwa osoba ktora nie moze pojąć dlaczego 3 lata po ślubie nie mamy jeszcze dziecka ;(
Oddalamy się od siebie, czuję się taka samotna.W maju kolejna wizyta, tydzień w szpitalu na badaniach, w końcu odpocznę i może dowiem się czy warto jeszcze walczyć.Tęsknię za dzieckiem, którego nie ma,jednocześnie nadal marzę i przestaję wierzyć w cuda.Mam 33 lata, hashimoto, chory kręgosłup i nie mam owulacji, co miesiąc torbiel na jajniku, ból pękającego twora ..., za parę dni znowu to samo.Stosy ubranek we workach dla dzidzi..., po co to wszystko...., po co robię sobie badania prywatnie, szukam przyczyny bezowocnie...
Tylko jeden zarodek 
Dziewczyny dziekuje za zyczenia urodzinowe
zaoomnialam o swoich urodzinach..domownicy tez hehe...wiedzialam,ze tak bedzie ale ja dostalam juz najwspanialszy cud i prezent na swiecie 
jak bedzie wiecej czasu to opisze porod. ale dodam na szybko ze angielska polozna to aniol! kochane sa! wyobrazcie sobie ze rodzac o 12.30 bylam gotowa do wyjscia o 17.00
nawet jedna zylka mi nie peknela w srodku tak o mnie dbala moja polozna...pomogla urodzic lozyska, dala mi sarenke na piersi od razu..wszystko bylo idealne
po 24hr od porodu pojechalam dwie ulice dalej po zakupy
fakt dupa bolala ale nie mam szyc, pekniec nic! bolala tylko jak siniak i tyle
i od wtorku krwawienia zmniejszalo swoja onjetosc..dzisiaj juz tylko wkladka! jasna czysta krewka, dupa juz nie boli od wczoraj, czuje sie swietnie..nikt nie wierzy ze w poniedzialek urodzilam coreczke
czuje sie niesamowicie, sarcia spi bite 3hr..karmimy cycami
jest ptzepiekna...jestem dumna z siebie i z meza ktory jest najwspanialszym czlowiekiem na swiecie...przepelnia mnie milosc do wszystkiego
zwariowalam
w nocy sarcia juz mocno zasypia o 23.00..i juz druga noc pobudka na 20min karmienia o 3.30..o 4 rano juz spi
budzi sie o 7.00 na nastepne jedzonko i wtedy ogarniam stasia do szkoly 
jedyne co to problemy z tesciowa tak jak podejrzewalam sprawdzily sie co do joty...jak tylko mala plakala gdy nie za dobrze zlapala cyca ta juz nade mna stala jakbym malej robila krzywde! a mi sie wlaczal agresor..ale nie powiedzialam nic...kumulacja byla wczoraj jak uslyszalam rozmowe jej z tesciem...umawiali sie ze przyjedzie dzisiaj o 17.00..nas mialo nie byc na godzinke, musimy jechac podpisac jeszcze jakies papiery...od poniedzialku tesc nie zadzwonil do mnie ani razu ani do meza a tu sobie kurwa planuja za moimi plecami...wiem ze dla wiekszosci z was to maky problem aby robic awanture..ale tak samo zaczelo sie przy stasiu gdy byl maly a skonczylo sie na wyrywaniu mi dziecka z rak...raz nawet slyszalam jak planowali ZOSTAWIC SOBIE stasia..chorzy ludzie..dlatego nie dziwcie sie ze chociaz probowalam nie potrafie zaufac ale musialam aby sarcia miala opieke jak wroce do pracy... ale jesli mnie czytacie wiecie ze juz od stycznia napomknelam ze pewnie tesciowa zostanie z sara ale z byle malej klotni zawinie sie i pojdzie wnpizdu? wlasnie mialo to miejsce wczoraj...ja naorawfe nie krzycze jak sie kloce..staram sie porozmawiac...zapytalam dlaczego tesc nie zadzwonil chociaz powiedziec ze przyjezdza..a ona do mnie agresywnie od razu JAK CI NIEMPASUJE TO JUZ NIE MUSI PRZYJEZDZAC! no kurwa jego mac! nie chodzi mi o to..bardzo prosze, dziadek to dziadek ale kurwa chocby z kultury moglby zadzwonic, zapytac jam sie czujemy i ze wpadnie zobaczyc malutka i nie ma jebanego problemu ale takie umawianie sie na boku wzbudza moj niepokoj...
nastepnie...miala pomagac mi w domu..ugotowac posprzatac...ja mialam zajac sie mala...od poniedzialku mam taki burdel w domu ze wstyd bylo polozna wpuscic! nic nie zrobila! zrobila oniad...mialo byc z nia latwiej ale ona rozwala 3 razy wiecej kasy na wymyslne obiady i po 3 rozne surowki gdzie wie ze niemdosc ze jest mala na ktora ida pieniazki to jeszcze nowy dom i przeprowadzka...sama musialam sie wziac za odkurzanie, pranie, zakupy juz dzien po porodzie
ale jam zwykle dalam sobie rade, maz bardzo pomogl. nie potzrebuje kogos kto do wszystkiego sie wpierdala i nie pomaga...
no i nie potrafila wczoraj wytlumaczyc dlaczego ojciec nie zadzwonil..zaczela cos stekac pod nosem, polazla na gore, spakowala sie j wyszla z domu..przewidzielismy z mezem taki scenariusz...mamy zastepcza nianie na zas juz od lutego... chyba myslala ze zaczne plakac i za nia polece? ze nie dam sobie rady? jedynie co narobila to zmotywowala monego meza do whprowadzki juz w nastepnym tygodniu a nie poczatkiem maja
zeby byc blizej niania w razie co..bierze dziewczyna thlko 3f na godzine..a ja max bede potzrebowac 8br tygodniowo opieki na pozalatwiamie spraw...bardzo male koszta a swiety spokoj w domu i nie trzeba dogadzac niedojrzalej babie...
Skończone 4 m-ce (wg wieku ciązy 5) Powiedziała, że mogę już podawać małej warzywka - na takiej zasadzie jak tu wyżej rozmawiałyśmy, a co do kaszek to ona jest zdania, że nie powinno się dodawać kaszki do mleka i dawać dziecku w butelce. Dziecko powinno się przyzwyczajać do jedzenia kaszki łyżeczką, bo dzięki temu nie będzie miało potem problemu z jedzeniem np. krupniku czy w ogóle kaszy. Radzi też podawać różne rodzaje kasz - mannę, ryżową itd, żeby przyzwyczajać do różnych smaków. Ustaliłam z nią, że na początek zacznę podawać pojedyncze warzywa stopniowo zwiększając porcje i wprowadzając kolejne warzywka, do tego po pół łyżeczki manny ugotowanej na wodzie, żeby wprowadzić małe ilości glutenu (całość zamiast jednej porcji mleka w porze obiadowej), następnie po jakiś 3 tygodniach zacząć dawać małej kaszkę na mleku lub bezmleczną (jaką chcę i jak chcę) łyżeczką zamiast drugiego mleka w ciągu dnia (na drugie śniadanie) a w porze obiadowej warzywka + pierwsze mięska (słoiczki po 5 miesiącu), a stopniowo po obiadku podawać pierwsze najmniej słodkie owoce (np. jabłka). Ilość dobowa mleka mm po rozszerzeniu w ten sposób diety nie powinna jej zdaniem przekroczyć 600 ml (duże ilości mleka mogą zbytnio obciążać organizm), ale też nie powinno się ograniczać zbytnio mleka, czyli mniej więcej za miesiąc zastąpię jedną porcję mleka kaszką a drugą porcję obiadkiem i owocem. Reszta dnia bez zmian.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2015, 16:58
Ostatnio tyle się działo, że nie wiem od czego zacząć.. I zastanawiam się jak nadrobię Wasze wpisy 
Po pierwsze mój Dziubek dokładnie tydzień temu skończył 2 miesiące !
jak ten czas leci ah.. rośnie jak na drożdżach. Nie mogę za nim nadążyć
wystarczy go nie widzieć kilka dni i widać jak się zmienia. A nie widziałam go dlatego, ponieważ w końcu miałam zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego. Jestem już po wszystkim uff.. Było naprawdę ciężko
BOLAŁO jak cholera.. Myślałam, że serce mi pęknie w szpitalu! Tak bardzo tęskniłam za moim synusiem.. Naprawdę nikomu nie życzę takiej rozłąki 
Najpierw trafiłam do szpitala w zeszły wtorek.. W nocy z poniedziałku na wtorek byliśmy dwa razy na pogotowiu i za drugim razem zostałam przyjęta w końcu na oddział. Obserwacja, głodówka.. cały dzień przeleżałam, mogłam jeszcze nakarmić moje Słoneczko
w środę dopiero zrobili mi USG po którym miałam wyjść do domu ale lekarz stwierdził, że mam te najgorsze kamienie - małe i było ich dużo. Więc teraz pytanie - Chcę zostać i mieć to już za sobą? Czy iść do domu i za kilka dni znowu wrócić? Zdecydowałam się zostać. Byłam na czczo oczywiście więc odrazu wzięli mnie na stół. Gdy się obudziłam oczywiście rany bolały, wymiotowałam ale to normalne po narkozie. Ogólnie czułam się dobrze.
Następnego dnia w czwartek wypisali mnie z zaleceniami i uprzedzeniem że w domu też oczywiście brzuch może boleć. Gdy przyjechaliśmy do domu około godziny 10 odrazu po godzinie znowu nastał TEN ból.. nie mogłam wziąć tabletek przeciwbólowych które mi zapisali ponieważ chciałam karmić małego.. Wziełam paracetamol - nic . Apap - pomogło na pół godziny.. nie wytrzymywałam już, ten ból był taki sam jak przez zabiegiem.. W końcu nie wytrzymałam i mąż jechał z powrotem do szpitala po receptę na tabletki których nie chciałam brać, no trudno. Wziełam a ból jaki był taki był dalej.. Znowu dzwonię na oddział i mówie że strasznie dalej mnie boli.. Mąż jechał po ketonal. Wyobraźcie sobie że dalej nic nie pomogło.. Około godziny 19 pojechaliśmy do szpitala. Mądra pielęgniarka stwierdziła że mam chyba taki niski próg bólu.. rozumiecie to?
Dostałam kroplówke i z czasem ból minął.. w nocy nie bolało tylko oczywiście wymiotowałam 2 razy. W piątek rano zjadłam śniadanie po czym o godzinie 10 ZNOWU zaczęło boleć
było mi nie dobrze.. w końcu wylądowałam w toalecie.. wytrzymałam do 12 i pojechałam z moją mamą do szpitala bo akurat u nas była, a mąż akurat był na mieście i załatwiał sprawy więc czekał na mnie przy szpitalu.
Gdy dotarliśmy cała zgraja zbiegła się do zabiegowego, ten lekarz operujący zbadał mi brzuch, ja cały czas płakałam z bólu, już naprawdę nie mogłam wytrzymywać (uwierzcie mi poród przy tym bólu to pikuś!!!) . Wysłali mnie na USG, okazało się że prawdopodobnie jakiś kamyczek przedostał się i trafił do dróg żółciowych, przy okazji podrażnił trzustkę i miałam lekkie zapalenie
poziom bilurbiny wzrastał, byłam żółta
eh te dni były straszne.. było mi bardzo ciężko i prosiłam Boga by już było w końcu dobrze.. bym już nie cierpiała.. Władowano we mnie litry kroplówek, naliczyć nie mogłam ale mogłam dać wtedy wszystko żeby przestało mnie boleć.
Najgorszym przeżyciem dla mnie było też to że mały musiał dostać mm
eh.. i dalej ciężko to znoszę, choć karmię go piersią ale co z tego jak muszę go dokarmiać bo mam mało pokarmu przez to wszystko
tak baaardzo chcę go karmić.. to jest takie nasze i nikt oprócz mojego męża tego nie rozumie
wiem że na mm też mały rośnie i jest wszystko dobrze (pije Bebiko) ale naszych chwil razem kiedy mogę go karmić, kiedy patrzymy sobie w oczy, NIKT nam nie odbierze 
No ale dzwoniłam wczoraj do położnej laktacyjnej i bardzo mnie pocieszyła. Powiedziała, że wszystko brać na spokojnie. Pokarmu wcale nie jest mało dlatego że nie jadłam tylko to wszystko przez stres, a wiadomo że stres nie sprzyja produkcji. Mam też pić herbatki nawet 5 razy dziennie. Przystawiać małego jak najczęściej potem dokarmić mm a następnie odciągać laktatorem po 10 min każdą pierś. Wszystko może wrócić do normy w ciągu 2 tygodni, także muszę być silna! Mam dla kogo
Tak bardzo KOCHAM MOJEGO SYNKA
nie wyobraźacie sobie jak straaaaasznie za nim tęskniłam.. W domku dzielnie zajmował się nim tatuś
jestem z niego bardzo dumna! Naprawdę
po tym tygodniu opieki nad nim ciężko mu było się z nim rozstać, jeszcze bardziej się przywiązali do siebie 
Tyle tych nowości. Naprawdę bardzo się cieszę, że jestem już po wszystkim
dalej muszę trzymać jeszcze dietę a za jakiś czas będę mogła normalnie wszystko jeść 
A oto mój dwumiesięczny synuś 











I jak mu się nie oprzeć ? 
Moje Słoneczko
Mój Dziubek
Mój Skarb
Mój Śmieszek
Moja Żabeczka
Mój TOMASZEK 
KOCHAM GO BEZGRANICZNIE I NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE...

tak oznajmiliśmy znajomym, że spodziewamy się maluszka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2015, 17:37
No i już wszystko wiem ... stymulacja przełożona na sto procent w poniedziałek jadę po antybiotyk i zaczynamy leczenie
lekarz z kliniki nie zna stwierdzenia "ilość bakterii w normie" no ale co ja mogę mówi się trudno i żyje się dalej ...
Znów mnie długo nie było zatem wszystko po kolei.. W poniedziałek miałam najdziwniejszy dzień w życiu. Cały dzień bolała mnie lekko głowa, ale pogoda powalona zatem wcale nie reagowałam.. Prowadzę wieczorne zajęcia.. Robię skłon, głowa blisko kolan i nagle mega uderzenie bólu głowy, świat zaczyna mi wirować i czuję, że zaraz zemdleje, fala gorąca, mdłości i co tu zrobić żeby Panie dla których prowadzę zajęcia nic nie zauważyły??
Dałam radę, jakoś dowlekłam się do domu, wzięłam tabletkę i przespałam cały wieczór.. Oczywiście poniedziałkowy trening ominęłam.. Wtorek też nie czułam się za dobrze, pół dnia spędziłam na ogrodzie żeby się przewietrzyć.. W środę niby dobrze, ale trening odpuściłam, żeby nie było, że tam padnę.. Dziewczyny pytanie do Was czy któraś z Was tak miała.. Ciągłe zmęczenie, z łóżka rano ciężko się zwlec i zawroty głowy, niewielkie ale częste.. Zganiali na anemię z powodu żelaza, ale obecnie mam wyniki w normie, niskiej ale normie i jest niewiele lepiej, znajoma mówi, żeby zbadać tarczycę i kręgosłup może jakieś zwyrodnienie.. Chyba przebadam się wzdłuż i wszerz, mam już tego dość, od roku nie mam na nic ochoty i sił..
W pracy mega nawał, wracam do domu i pracuje nadal i tak będzie do końca kwietnia.. Żyję już nadzieją, że maj będzie luźny i odpocznę
I ostatnie, sprawy staraniowe.. Do 18dc robiłam testy owulacyjne i nic same negatywy.. Odpuściłam sobie myśląc, że ten cykl będzie bezowulacyjny i niewiarygodne, mega odpoczęłam psychicznie, jeżeli będzie jednym odosobnionym cyklem bezowulacyjnym to nic się nie stanie a przynajmniej nie ma spiny..
W piątek byłam u lekarza.. Mówię, że już tyle się staramy, że mam wykresy i nawet nie musiałam nic mówić, że chce badania itd.. Od razu mówi, że zaczniemy od badania nasienia (już jesteśmy zapisani) i podstawowych hormonów u mnie.. Mówi też, że zobaczymy na usg co tam u mnie mimo, że 23dc (ostatni) i co!!!!!!!!!!!!
Widoczne dwa duże pęcherzyki, jeden dominujący 16mm
tzn, że owulacja dopiero będzie albo pęcherzyk nie pękł i zaczyna zanikać
kolejne dziwne zjawisko, szyjka wysoko i endometrium 8mm
powiedział, że jeżeli @ naprawdę miałaby przyjść za dzień, dwa to za mało, ale szyjka wskazuje, że owulacja dopiero miałaby przyjść
I zgłupiałam zupełnie, plamię zatem myślałam, że @ już za rogiem, standardowa wojna w domu tez już była, kolejny dowód na to, że @ tuz tuż, a on mi mówi, że to wygląda na stan przed owulacją
zalecenia: starać się i na monitoring w środę lub jeżeli będzie @ to na badania (LH, TSH, estradiol, PRL, testosteron). Zastanawiam się czy nie dodam sama sobie FSH. Powiem, że się pomyliłam :p a zobaczymy czy stosunek z LH będzie ok1.
nastawił mnie mega pozytywnie, powiedział, że wykresy wyglądają dobrze, temperatura rośnie, zatem progesteron w normie i ogólnie wygląda wszystko dobrze, mięśniak się nie zmienia, nie rośnie itd..
Pytałam tez o zawroty głowy i ten mój stan chronicznego zmęczenia.. Powiedział, że sprawdzimy tarczyce bo to może być niedoczynność i stąd też byłyby problemy z zajściem.. Jeżeli będzie ok to on poza kręgosłupem proponowałby sprawdzić wchłanianie żelaza.. Ten mój ginekolog taki pozytywny.. Uspokaja mnie.. Aż mi teraz głupio, że tak na niego cisnęłam przez moment..
I dziś zgłupiałam.. Plamię nadal.. szyjka mega nisko i zamknięta tak, że hej.. jebniety ten mój organizm.. trudno będę czekać...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2015, 14:43
Dziś krzywa cukrowa. Ledwo przeżyłam. Ten smak ...f uuu. Az moje dziecko się uspalo przy tym paskudztwie. Nigdy więcej cukru pudru 
aaa i chcialam sie pochwalic waga
do porodu pojechalam z waga 101,7 kg
wiem sluszna waga
ale startowalam z bardzo wysoka waga. ogolnie 15,7kg przybralam..dzisiaj na wadze 91,2
..10,5kg od poniedzialku
...jeszcze 5 a na bank za 2miesiace bede wygladac jak nigdy od 10 lat :-)hehe
15 dzień Okruszka 
Dziś jak byliśmy w odwiedzinach u Synka dowiedzieliśmy się kilku informacji od pani lekarki, która jest prowadzącą Maluszka.
I tak:
- wczoraj pielęgniarka wprowadziła Nas w błąd jeśli chodzi o mleczko bo Dominik nie dostawał 12ml ale max 10ml,
- dziś Maluch miał bardzo wzdęty brzuszek i dostaje mniej mleczka .. - Biedny.. 
- miał też kilka badań i tak: USG główki - brak wylewów (to dobrze) ogólny obraz z USG pokazuje "mózg wcześniaczy" - ale lekarka mówi, że jak na tę chwilę to jest obraz normalny i jest dobrze; Dominik miał też zdjęcie płuc - infekcji już nie widać, płucka czyste tylko ciągle bardzo wcześniacze; miał też badane serduszko - tutaj są szmery ale to może wynikać z tego, że Maluch jest dystrofikiem i może pojawić się anemia spowodowana nawet tym, że Dominik rośnie a jak pobierają Mu krew na badania to ta krew nie nadąża się "produkować",
- leukocyty i CRP już w normie,
- tylko z wymazu wychodzi coś podwyższone (nie pamiętam co) ale to może być np. wynikiem tego, że w ciąży mogłam mieć cytomegalię
ale miałam w ciąży badania i nie mogłam jej mieć bo mam IgG dodatni a IgM ujemny - lekarze próbują wykryć co to dokładnie w tym wymazie/ zmartwiło mnie to, że nie wiedzą jeszcze co to i mam nadzieję, że szybko dojdą do tego i Mały dostanie odpowiedni antybiotyk i pokona to "świństwo"..
Ogólnie wiadomości dość dobre a ja czuję coraz większy strach 
Jak dobrze, że mój Mąż jest ze mną..
Dziś była u mnie położna, odcięła supełki, poradziła jak dalej pielęgnować ranę a kolejna wizyta jak Dominik będzie w domu.
Dokończę powyższą notkę bo jak ją pisałam to byłam w stanie załamania 
Ogólnie ciężki czas dla mnie nadszedł, chyba pierwszy raz w życiu mam taką depresję...bynajmniej nie z powodu in vitro tylko tego że nie poszło po naszej myśli.
Z 3 zarodków które zostały uzyskane jeden był niedojrzały, drugi się nie zapłodnił, tylko trzeci się rozwija. Jeśli wytrzyma do soboty to będzie transfer. Jutro mają dzwonić i informować jak dalej się rozwija. Wiem że do szczęścia potrzebny jest mi tylko jeden zarodek ale tak bardzo boje się że i on przestanie się rozwijać..Odpukać!!!
hala123, pragnąca_dzidziusia, Lucy, Magic i inne przyjaciółki wspierające mnie, dziękuje Wam za wsparcie. Cieszę się że części z Was się udało, a pozostałej reszcie (w tym mi) mam nadzieje że uda się w niedługim czasie. Dużo zdrowia dla Was i dzieciaczków :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2015, 18:26
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.