Moja metoda na dalsze staranie...mam już to wszystko "gdzieś" dalej mierzę temp., męża odsyłam na badania nasienia ale jeśli chodzi o psychikę to już totalny luz bo spinanie się i martwienie i wsłuchiwanie się w organizm na pewno nie pomoże a tylko zaszkodzi. Dobranoc!
5 cykl staran 20marca start. Niestety pecherzyk nie pekl. Pierwszy monitoring. Mimo ze testy owu pozytywne i skok. Podejrzewam wysoka prolaktyne. Dodatkowo lekki wyciek z piersi po nacisnieciu. Biore bromergon i duphaston. Moze nastepny cykl bedzie idealny;)
Ze wszystkich nieudanych cykli, to rozczarowanie przechodzę najgorzej.
Nastawiona byłam chyba na "pewniaka", mając stymulację, po której w zeszłym roku udało mi się zajść w ciążę.
Jest we mnie bunt, ból, smutek. Czuję mega napięcie.
Będzie zmiana. Musze nauczyć się przestać myśleć tylko o tym ( w tym cyklu tak właśnie było), koniec cieni cieniów, bet, wyimaginowanych zgag po obżarstwie, mdłości po 2 czekoladach, macania piersi co pół godziny, oglądania testów przez kilka....godzin (!) pod różnymi kątami (do słońca, do cienia, do lampy, od lampy) by tylko dojrzeć tam coś....co chciałabym widzieć, by mieć "powód" by pojechać na betę.
Dziś wino. Wypłaczę to, wyrzucę, przetrawię. Będę za miesiąc silniejsza.
Powoli kończę ten książkowy przepiękny wykres, z najwyższymi temperaturami w moim życiu. Skąd się wzięły?
Może to była ciąża? Urojona na pewno!
Przecież to niby takie proste, naturalne, oczywiste - być w ciąży, urodzić dziecko.
Dlaczego więc... 
Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz Mu o swoich planach. - Woody Allen
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 19:04
Temperatura pięknie skacze...nadzieje rosną. Może i tym razem sie uda. Miałam nie testować ale chyba nie wytrzymam...jeszcze 7 dni i sprawdzam.
Boże, spraw żebym znów zobaczyła dwie kreski.
Boże, pozwól mi zostać mamą...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2015, 08:48
11CS
Wpis bez większego sensu, ot tak, mam ochotę sobie popisać trochę - w pracy 
//No i Helutka żebyś wiedziała ile mnie LuzWDupie kosztuje 
Cały czas emanowałam luzem w dupie ale w sobotę jednak zaryłam dupskiem o dno żalu i rozpaczy. W piątek było ok, okres zjawił się jakąś godzinkę po bzykanku i było mi to obojętne, przecież byłam przekonana, że przylezie franca. Duma rozpierała mnie, bo pomimo spóźnienia o ładnych parę dni nie nasikałam na luksusowy patyczek ciążowy...
A jednak! Podstępna nadzieja zdążyła wyrosnąć jak mleczyk na wycackanym trawniczku. Pojawił się nikczemny głosik w głowie "udało się?!"
Zamknęłam się w kibelku żeby wylać nagromadzone łzy. B od razu coś podejrzewał. Wlazł mi do toalety... - jak ja tego nie cierpię! Skoro drzwi są zamknięte to nie bez powodu!..
I nie potrzebnie zaczął drążyć "co się dzieje", oprócz tego, że OKRES to wylały się ze mnie wszystkie nagromadzone urazy, drzazgi i drzazgunie. Wiadro pomyj. Choćby to, że siostra B upomina swojego syna gdy zwraca się do mnie per "ciocia" - "nie, nie ciocia Pani A." ... WTF?! Do tego standardowo, ślub, dziecko, kasa - klasyczny FunPack
Zwiałam do łazienki wygrzać się w wannie, ochłonąć do reszty i odszukać zagubiony Luz W Dupie. Luby przyszedł, usiadł przy wannie. Nic nie mówił tylko się na mnie patrzył. Romantyczna scena rodem z hollywoodzkiego gniota tylko pies psuł obraz wpychając swój wielki łeb do wanny próbując napić się wody z mydlinami. "Może pójdziemy schamić się do jakiejś galerii?"
W sumie, czemu nie...
Wyszykowałam się, a trochę to zajęło bo nie łatwo znowu wyglądać jak człowiek gdy godzinę wcześniej wylazła ze mnie smoczyca 
No ale jeszcze z psem trzeba wyjść, więc pójdziemy razem "poczekaj na łące, wyniosę śmieci"... No ok, więc czekam na tej łące, pies zdążył pobiegać, obsiurać pół parku, strzelił kupcie, pokopał, obwąchał się z kolegami... a B nie widać. Wracamy do domu, a B "gdzie miałas czekac? mam za toba ganiac po calym miescie? tak trudno zaczekac, tylko z fochem idziesz i masz wszystko w dupie?"....
eeeeee a gdzie miałam czekać?
No na polance!
tej przy garażu?
TAK!
a ja myślałam, że do lasu idziemy i czekałam NA ŁĄCE!...
No i teraz ja czekałam aż Luby spuści ciśnienie, tez nazbierało mu się wiaderko pomyj.
Że jestem taka, śmaka i owaka, że od kiedy staramy się o dziecko wiecznie jestem niezadowolona, wkurzona, obrażona nie wiedzieć na co, a przecież na nic nie mamy wpływu... Ripostowałam jak mogłam, ale nie wyrobiłam i stwierdziłam, że albo kończymy to albo się pakuje w tej chwili i wyprowadzam. Widocznie nie zmierzamy w dobrym kierunku skoro kłótnia jest z byle powodu. Nie odezwał się, poszłam do sypialni i w ciuchach wgramoliłam się pod kołdrę. Leżałam gapiąc się w sufit pewnie z godzinę. Przyczłapał się i położył obok. Pocałowałam go w zmarznięty nos, odwróciłam na bok i łzy dalej zaczęły się kulać. Leżeliśmy tak przez kilka minut. Reszta popołudnia była cicha, włączyliśmy jakiś pseudokomediowy gniot ale nie dałam rady tego oglądać, podziękowałam za kino i poszłam spać. Po jakimś czasie dołączył do mnie, przytulił się do moich pleców i powiedział, że przeprasza, że nie chciał tak na mnie nakrzyczeć.
To drugi raz w naszej historii gdy za coś mnie przeprasza, on nie umie tego robić.
Może w końcu dotarło do niego, że mam trochę więcej stresu niż on w związku z tematem "dziecko", albo inaczej - ja sobie z tym tematem gorzej radze niż on. Zamiast wsparcia i otuchy każe "twardym być". Tyle to ja sama wiem, potrzebuję wsparcia innego rodzaju.
Niedziela szybko minęła, od rana kurs, Liga i tak nie wiedzieć kiedy zrobiła się 18. Luby zagaił spontanicznie o "podstawę naliczania składki na ubezpieczenia społeczne"... Stwierdził też, że powinnam pomyśleć co i jak zrobić żeby wyciągnąć z ZUS gdy zajdę w ciążę....heheheheeee obawiam się, że okres opłacania składek przed zrówna się z ewentualnym chorobowym i macierzyńskim od tej bandy złodziei (czytaj z u s )
Okej, dosyć na dziś "drogi pamiętniczku"... Luz W Dupie to sztuka, nie zawsze udana!
Małpiszcze nadeszło.
Zapisałam się na wizytę do kliniki na 4 maja. Chcę usłyszeć w końcu coś konstruktywnego. Chcę wiedzieć, że te dwa podejścia nie były całkowicie bez sensu, że chociaż da się wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość.
Sama jestem w stanie jakieś wyciągnąć. Powinnam mieć zrobioną histeroskopię. Powinniśmy się zastanowić nad sposobem stymulacji, żeby zmaksymalizować jakość jajek. Myślę, że są sposoby. Lekarz uparcie twierdzi, że problem jest po stronie męża, a u mnie wszystko ok. Ale z drugiej strony druga stymulacja, protokołem długim, dała mniej jajek, ale chyba lepszej jakości, ponieważ lepiej się zapładniały.
Boję się, że mój Doktorek nadal będzie uparcie twierdził, że nie trzeba mnie diagnozować, tylko próbować, próbować, próbować... Przecież nie zrobię dwudziestu podejść do ivf. To byłby obłęd.
Ten 4 maja będzie sądnym dniem. Już jestem bardzo blisko granicy podjęcia decyzji o zmianie realizatora. Problem tylko w tym, że we wszystkich dobrych klinikach są duże kolejki... A co tam. Jak się nie da z dofinansowaniem, to zrobimy komercję.
Dlugo nie pisalam
duzo sie dzialo
dzisiaj mamy juz tydzien
w sobote na wizycie poloznej mala byla wazona i wazy 3790
40gr wiecej w 4 dobie wiec nie wiem czy wogole cos stracila
spi i je duzo
jak ja zostawie na golaska przykryta tylko pileuszka to spi nawet 5hhr! zadne halasy jej nie przeszkadzaja..maz przy niej cial panele na podloge hehe spala jak zabita 
dzisiaj byla pierwsza noc na nowym domku
super doslownie zajebiscie 
Jestem naprawde najszczesliwzza na swiecie...mam wspanialego meza, ktory mimo ze leniwa bestia i czesto narzekalam w pamietniku ze nic mi nie pomaga w domu..teraz to ideal
robi wszystko..nawet jedzonko mi zrobi jam karmie, duzo przejal domowych onowiazkow choc o to nie prosilam...
wiec tak PUNKT 1 ZAJEBISTY MAZ! ODHACZONE
PUNKT 2! ZAJEBISTE DZIECI! mam dwoje wspanialych dzieci! ze starszym zeromproblemow w szkole, zero problemow wychowawczych oprocz lenistwa..alemto chyba domena nastolatka
dzieci sa zdroee i piekna..po prostu IDEALNIE
PUNKT 3 WSPANIALY, WLASNY DOM! w koncj swoj dom!!!! na razie zrobiona tylko lazienka, kuchnia i salon..duzy hall in3 pokoje trzeba polozyc podlogi i jmeblowac...spimy na razie w phstych pokojach ale to jest dom moich marzen..whglad, ulozenie, ilosc miejsca IDEALNIE!
PUNKT 4 ZAJEBISTA PRACA..nic dodac nic jjac..wlasny kwitnacy biznes, praca tylko 5hr dziennie, praca ktora kocham...
Mam wszystko czego moglabym oczekiwac od zycia po tylu latach cierpien i kopania w dupsko w koncj mam wlasny eden 
30ego kwietnia dopiero podlacza nam internet w domj wiecnwtedy wrzuce zdjecia bo jestem na tablecie teraz. Sarenka jest wspaniala dolsownie, whgkada tak jak ja sobie wyobrazalam 
chcialam wam serdecznie podziekowac za wsparcie jakie tu otrzymalam od was, jestescie wielkie!
Dzis 12dzien po owu. Juz nie moge sie doczekac nastepnego cyklu. Mam nadzieje, ze bromek pomoze i juz sie prolaktyna unormowala. Chociaz musialabyc zrobic badanie w 3 dniu cyklu. Czy w 1,5 tyg mozna juz zbic prolaktyne? Pol tabl dziennie. No chyba nie za bardzo.ale zobaczymy.
a wiec 51dc, 6 dni po odstawieniu luteiny i... brak @... w zeszlym tygodniu jedynie w jeden dzien mialam dwa bardzo silne bole w podbrzuszu, tak silne ze myslalam ze w pracy karetke wezwa no ale przeszly i do dzisiaj cisza. Nie wiem co o tym myslec. Czekac spokojnie i niczym sie nie martwic czy spanikowac i leciec szybko gdzies do innego gin...?
18 DC
no dobra Owufiernd zdecydował się i ostatecznie przerywaną krechą zaznaczył, że owulacja była w 12 DC.
Może i się zgadza bo tego dnia "pikały" alarmowo od czasu do czasu jajniki, chociaż dawno już tego nie robiły. Miło z ich strony ze teraz teoretycznie owulacja miała miejsce w dniu 12, a nie jak ostatnio 18 czy nawet 34 ...Ciekawa jestem czy faza lutealna znowu się wydłuży i będzie długością przypominała tą książkową ( czyli 14 dni) czy znowu będzie wyrywna i okres zaskoczy (właściwie to nie zaskoczy) mnie po 9 dniach od rzekomej owulacji.
Ostatnio trochę zaniedbuję mierzenie temperatury bo .. a to szkolenie ... a to weekend i o 6 rano nie chce mi się z termometrem snu rozbudzać.
Byle do środy --- w środę będą wyniki badań - ponieważ czuję ze będą do d... to czeka mnie kolejna antybiotyko-terapia i chce jak najszybciej zacząć, zeby pozbyć się tej francy i spokojnie iść na laparoskopie by ocenić te moje jajniki , jajowody, wodniaki i inne ...
Kurcze. Dzisiaj śluz mleczny ale rozciągliwy. Nie wiem czy to po wczorajszym
czy może owulacja się jednak kluje? Zazwyczaj po sercowaniu śluz jest wodnisty. Znowu czuje pokluwanie po prawej stronie. Myślę że to może być jajnik. Ogolnie od trzech dni pobolewa mnie macica. może to na @? Ehh ten mój organizm! Czy ja go kiedyś zrozumiem? Cycki mam takie wrażliwe jak wczoraj. I jakby takie pełne. Ja juz sama nie wiem co to...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2015, 09:43
Kurcze. Dzisiaj śluz mleczny ale rozciągliwy. Nie wiem czy to po wczorajszym
czy może owulacja się jednak kluje? Zazwyczaj po sercowaniu śluz jest wodnisty. Znowu czuje pokluwanie po prawej stronie. Myślę że to może być jajnik. Ogolnie od trzech dni pobolewa mnie macica. +48 505 223 655może to na @? Ehh ten mój organizm! Czy ja go kiedyś zrozumiem? Cycki mam takie wrażliwe jak wczoraj. I jakby takie pełne. Ja juz sama nie wiem co to...
Cholera, w sobotę jadę 650 km do Bociana a tu co? Jakiś dziwny podbarwiony na brunatno śluz, drobne grudki i pieczenie od paru dni.
Koń by się uśmiał! Zawsze jak mam jakąś ważną akcję w obrębie macicy to mi wyskakuje infekcja, jak na złość. A może to stres powoduje infekcje? Nie wiem ale nie wyrabiam.
To że @ się zbliża to pewne bo czuję to więc nie ma mowy o jakiś cudach zapłodnienia.
Udało mi się zapisać na dziś do mojego gina. Zobaczymy
Dziś testowałam, temp mocno spadła...podłamałam się na chwilę jak zobaczyłam negatywny test...ale niepotrzebnie robię sobie jeszcze nadzieję, że temp odbiję do góry...zamiast nastawić się na następny cykl...
tak, to był mój cel podczas starań o dziecko, coś co powinnam zrobić już od początku, ale nie umiałam - nie czekać.
Nie staramy się jeszcze długo ale tutaj na pewno każda wie jak bardzo każda miesiączka boli, i to nie w podbrzuszu ale gdzieś zupełnie indziej - w głowie. I tego bólu chciałam się pozbyć, chciałam go zatrzymać jedynie w sferze somatycznej i nie robić z niego tragedii dla mojej psyche. Bo nie wiem ile jeszcze cykli przed nami. Czy drugie 6 czy może 18, a może 24 a może 36. Nie wiem. Ale jeśli teraz zacznę wysiadać, to nie będzie mi potem łatwo. Szczególnie, że jeszcze przecież nie ma powodów. I może nigdy nie będzie.
Dzisiaj staram się odpuścić, nie myśleć o tym który mam dzień itp. Pamiętam siebie jeszcze z przed 3,4 miesięcy kiedy prowadziłam obserwacje i wnikliwie analizowałam każdą jedną tempkę, do tego stopnia że obserwowane cykle się kompletnie rozregulowały, chociaż nie było ku temu żadnej wyraźnej przyczyny. Gin kazał odpuścić, przestać mierzyć bo mi to psychicznie nie służy. Przestałam i mam wrażenie, że wszystko wróciło do normy. Już nie trzymam termometru koło łóżka, bo kiedy był już odpowiedni dzień cyklu a temperatury dalej niskie to cały dzień był dla mnie do niczego. Dla wielu kobiet pewnie jest to pomocne ale z moim podejściem zrobiło więcej szkody niż pożytku.
Myślałam sobie ostatnio, że chciałabym, żebyśmy z mężem po prostu wpadli. Żeby była niespodzianka. I stwierdziłam: dlaczego nie? Jeszcze jest szansa.
Zawsze na końcu cyklu kupowałam test żeby się sprawdzić czy aby nie pojawią się dwie kreski. W tym miesiącu mam mocne postanowienie nie kupić.
2dc to już 8 cykl na OF...
To się dzieje na prawdę...
94% na wykresie...pamiętam jaka byłam podniecona jak miałam 20%?30? A teraz? jestem już bliżej niż dalej przytulenia swojej córeczki! 
A to my w 38 tygodniu

Boże...wg lekarza z sobotniego KTG możemy już rodzić, ja jestem bardzo chętna
ale nie dlatego, że chcę już przytulić Malutką - co jest rzeczą oczywistą
ale dlatego, że straaaasznie puchne,a waga tak szaleje, że sie po prostu boję
2 kg w ciągu tygodnia?? No way! Szczypią mnie stopy, które są okropnie napuchłe a nie wspomnę już o dłoniach...najgorsze, że mam "prąd" w prawej dłoni, jak po coś sięgam i chwytam to mnie razi i nie moge nic podnieść. Najprawdopodobniej Lilianka uciska mi jakiś nerw-moja mama miała ze mną to samo
choć gorzej, bo miała paraliż połowy twarzy
ale po porodzie wszystko wróciło do normy
po sobotnim KTG NIC SIĘ NIE DZIEJE! Córko! Apeluję do Twej wyobraźni! Wychodź już!
od paru dni mam mocne, serio, mocne bóle brzucha...dziewczynom na forum odchodzą czopy, a ja nic nie zauważyłam... W sobotę mamy wizytkę więc coś może się wyjaśni a to będzie już 39 tydzień
bardzo bym chciała już móc wziąć Malutką na ręce...dziś w nocy, kolejnej z rzędu ledwo przespanej, śniło mi się, że urodziłam
urodziłam o godzinie 13:37 i najprawdopodobniej była to sobota
powiedziałam mężowi o tym, a on, że też bardzo by chciał już móc Lilkę wziąć na ręce, ucałować. Przytulił się do brzuszka, pogłaskał i przywitał się z córeczką...wczoraj jak byliśmy u jego babci - przed w świętami trafiła do szpitala, bo miała udar - to po wizycie w wc strasznie mnie rozbolał brzuch, że ledwo stałam. A wzrok mojego męża - bezcenny. On jest taki wystraszony, nie daj Boże mnie coś zaboli to on blednie... ja wiem, że się przejmuje, ale Lilianka nie urodzi się w 5 min
strasznie mnie rozczula tą swoją troską 
Powiedziałam mu wczoraj, że się boję. Nie porodu, nie, że nie zdążymy do szpitala, ale tego co będzie potem...jak Malutka będzie już z nami. Boje tego co będzie się działo między nami po narodzinach Liliany. Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego a tym bardziej tego, że cos mogłoby sie popsuć, bo mamy dziecko, którego oboje bardzo chcieliśmy. Widząc co dzieje się z ludźmi z mojego bliskiego otoczenia to zaczęłam po prostu wątpić... powiedział mi tylko jedno - jeśli będziemy ze sobą rozmawiać, o tym co nas boli, wkurza albo cieszy to będziemy żyć jak przed pojawieniem się Małej. Dodał, że my za dużo juz przeszliśmy ze sobą, by mieć jakieś watpliwości co do naszego związku. To fakt...sporo przeszliśmy - rozstania, inne osoby, kłótnie,wątpliwości co do wspólnej przyszłości...powiedział, że nawet jeśli coś by sie popsuło, a szczerze w to wątpi to Lila na tym nie ucierpi,bo bardzo ją kocha. I znowu się wzruszyłam...strasznie rozchwiana jestem emocjonalnie...wzruszam się strasznie szybko.
Matko znowu sie rozpisałam, ale to wynik tego, że piszę raz w tygodniu 
Aaaa no i Eliza z Michałem powiedzieli na razie tylko mamie, że są w ciąży
w przyszłym tygodniu ma usg w tym ma wizytę i omówienie kolejnych badań. Wynik bety miała bardzo ładny jak na 6 tydzień
ponad 14 tyś.
ciekawe czy będzie jedno czy jest więcej
ale narzeka strasznie dużo
informuje otoczenie o każdej dolegliwości
moje koleżanki powiedziały, że jak ona będzie w ciąży to każdy w ich otoczeniu będzie o tym wiedział
ona lubi być w centrum uwagi, a mnie to cieszy
bo ja zeszłam na dalszy plan i mam chwile oddechu
moja teściowa jest w 7 niebie, bo w jednym roku będzie mieć dwoje wnuków 
Dziś mam mega lenia i zamierzam odespać trochę i nabrać sił, bo nie wiem czy ta "niemoc" związana jest z pogodą czy ze zbliżającym się porodem...
Pozdrawiam wytrwałe czytelniczki moich nudnych wywodów
:*
PS.MartaAlvi i szuszu gratuluję :* Wasze córeczki są szczęściarami, że już są po drugiej stronie brzuszka!!!! :* nie mogę się doczekać, aż zobaczę swoją Kruszynkę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29
@ się ewidentnie zaczyna, na razie nie wiem na ile się rozkręciło bo się zakorkowałam 
Mam plan na najbliższe 2 m-ce. Bo niby pod koniec następnego cyklu powinnam iść do lekarza, kończy mi się kwas foliowy 5mg wtedy, a jest na receptę. ALE... Luteiny mam (chyba) jeszcze zapas na miesiąc, a lekarz mówił, że kolejne kroki po minimum 6m-cach bezowocnych starań (jest 5, albo nawet można powiedzieć, że 4 bo w jednym m-cu mąż był tylko 3 dni przed owulacją, więc szanse i tak były marne). Więc poszłabym tam i zostawiła 150zł za pewnie nic nie wnoszące badanie i receptę na kwas (który i tak pewnie nie ma aż takiego znaczenia, najwyżej będę brać po parę tabletek zwykłego - można?)...
A jeśli nie uda się w przyszłym cyklu, to czerwcowy zrobię bezlekowy zupełnie, bez mierzenia, sprawdzania terminu owulacji i testowania codziennego. Potrzebuję takiego oddechu. Wtedy też mogę sprawdzić czy może już organizm sam produkuje wystarczające ilości progesteronu (podobno się uczy przy tabletkach), bo branie luteiny źle na mnie wpływa - senność, zmęczenie itp...
Jeśli zaś nie uda się w czerwcowym, będzie to już pełne 6 m-cy starań i wtedy pójdę do lekarza i już może coś konkretnego zleci.
O ile wcześniej nie popadnę w depresję albo nie zwariuję.
Dobry plan?
Ostatnio w ogóle nie miałam czasu i potrzeby przelewania swoich myśli na ovufriend (jedynie śledziłam poczynania innych starających i serce mi się raduje, gdy widzę tyle ciąż!
). Potrzebowaliśmy z mężem złapać trochę dystansu od ostatniej udanej i straconej próby rodzicielstwa. Teraz przeżywamy coś w rodzaju kolejnego zakochania, wzmacniamy nasze uczucie. Oczywiście nie przyszło to tak łatwo, a po wielu sprzeczkach, kłótniach i dyskusjach.
Dużym problemem są w naszym życiu moi teściowie. Niestety trudni to ludzie i chcą za wszelką cenę decydować o wszystkim w naszym życiu, narzucając swoje zasady (często są to staromodne poglądy, z którymi się absolutnie nie możemy zgodzić). Przykrości i stresów jest co niemiara, ale staramy się i od tego dystansować, bo próby zajścia w ciążę przy takim stresie są marne. Przykre jest to, że w przypadku teściów sprawdza się powiedzenie, że im więcej człowiek ma dóbr materialnych tym mniej jest Ci w stanie ofiarować swojej pomocy (i bynajmniej absolutnie nie zależy mi na pomocy materialnej, bo w tym zakresie dajemy sobie radę z mężem).
O samych staraniach... Dwa poprzednie cykle były na pewno bezowulacyjne. Ten, który prawdopodobnie się zaraz skończy, (czekam na @), raczej był owulacyjny, ale wątpię by się udało. Przy pierwszej ciąży miałam specyficzne objawy, więc wiedziałabym gdybym i teraz była w ciąży. Nie mam oczywiście 100% pewności, że była ovu, bo nie miałam monitoringu, ale miałam ból owulacyjny jajników około 15 dc. Na razie nie testuję, bo się tylko nakręcę. Na przyszły tydzień muszę umówić się do gina, ewentualnie po majówce się wybiorę, żeby sprawdzić czy jest lub była owulacja. I znowu zaczniemy zabawę z clostilbegytem. We wszystkich cyklach biorę jedynie Duphaston od 15 dc przez 11 dni. Bez tego nie doczekałabym się miesiączki 
Czas się zabrać do roboty- przede mną mycie okien
dobrze, że pogoda sprzyja takim porządkom
Ostatnio zrobiłam przegląd szafy i mam ogrom niepotrzebnych ciuszków- czas wystawić je na aukcje- dodatkowa kaska zawsze się przyda 
Miłego dnia dla wszystkich staraczek i niech się zazieleni!!! 
No i przyszła wreszcie...
Z jednej strony mi smutno, bo już miałam nadzieję, że a nóż widelec może się udało... I mój mąż w moją stronę podsyłał podteksty, że pewnie coś trzymam w tajemnicy i nic nie chce powiedzieć. Nawet ostatnie serduchowania były jakieś takie inne, ale bardzo fajne 
A tu kicha, jak niespodzianki nie było tak nie będzie.
Ale z drugiej strony liczyłam się z tym... Nie ma co się dołować, kolejny cykl przed nami... Zaczynam łykać wiesiołka od dziś wieczór, mam nadzieję, że pomoże na te moje suche dni i ten cykl zakończymy na zielono. Postanowienie utrzymuję w pełni i może nawet pokuszę się pod koniec miesiąca na wizytę u mojej ciężarnej przyjaciółki 
Miłego dnia dziewczynki 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.