28.04.
TSH 0,9288 (norma 0,490 - 4,670)
PRL 16,81 (norma 1,39 - 24,2)
Jesteśmy w domu.
Wyszłam ze szpitala dalej nie wiedząc co mi jest i co mam zrobić w razie gdyby atak się powtórzył. Nerki są czyste, nie ma zastoju moczu, ba nawet nerki są książkowe bo u ciężarnej kobiety zawsze prawa nerka jest powiększona a u mnie nie.
W poniedziałek mam prenatalne a we wtorek wizytę u gina może on się wypowie na ten temat i da jakąś rade bo nie mam zamiaru leżeć znowu w szpitalu bez żadnych badań ani leczenia tylko po to by mogli na mnie zarobić.
Myślałam że po powrocie do domu zostane istny bałagan bo wiadomo jak to chłop sam w domu a tu niespodzianka czysto 
Mała dziś jakoś mniej aktywna aż przed chwila nie wytrzymałam i ja pozaczepialam, a teraz leci seria wielgachnych kontaktów
Chyba wyczuła że wróciłyśmy do domu i odsypiałyśmy nie przesłane noce szpitalne. Zaraz idziemy dej spać i wstaje dopiero jak się wyśpię.
PROLAKTYNA (artykuł zapożyczony z innego forum napisany przez Ewkę) - bardzo ciekawy i wyczerpujący zagadnienie 
O hiperprolaktynemii utajonej mówimy, gdy podstawowy poziom prolaktyny jest ponad normę - za normę stężenia PRL w surowicy krwi u kobiet przyjmuje się wartość 2 - 25 μg/l (normy mogą być w różnych jednostkach i zazwyczaj podaje je labolatorium).
Przeliczając stężenia hormonu ze stężeń wagowych na jednostki należy zastosować przelicznik : PRL ng/ml x 20 = PRL mlU/l
Pojedynczy wynik ma charakter poglądowy i nie może stanowić o rozpoznaniu choroby.
Prolaktyna to hormon stresu i zdenerwowanie może mieć wpływ na wynik. Badanie należy robić w godzinach porannych, ale nie wczesnych rannych, ze względu na rytm dobowy prolaktyny (w nocy jej poziom wzrasta), więc najlepiej ok. 9.00 - 10.00. Najlepiej przyjść na badanie wcześniej, żeby organizm się wyciszył.
W sytuacji, gdy podstawowy wynik jest w normie a występuje któryś z niżej wymienionych objawów hiperprolaktynemii zaleca się (ale patrz też na odpowiedzi ekspertów, linki podane poniżej) wykonanie testu pobudzenia wydzielania prolaktyny metoklopramidem, który ma na celu ocenę stężenia prolaktyny w próbkach krwi pobranych w 0, 60 i 120 minucie testu .
W warunkach prawidłowych po 60 minutach obserwuje się 2-5-krotne zwiększenie stężenia prolaktyny, utrzymujące się przez ok. 1 godz. - i żeby to stwierdzić robi się własnie badanie po 120 min od podania tabletki.
Objawy kliniczne i diagnostyka hiperprolaktynemii
W większości przypadków HIPERPROLAKTYNEMIA BEZPOŚREDNIO ŁĄCZY SIĘ Z NIEPŁODNOŚCIĄ, STANOWIĄC JEDNĄ Z JEJ CZĘSTYCH PRZYCZYN. Zależnie od wartości stężeń PRL i czasu trwania hiperprolaktynemii obserwuje się m.in. następujące objawy kliniczne związane z zaburzeniem czynności jajników:
niewydolność ciałka żółtego,
brak owulacji,
zespół napięcia przedmiesiączkowego,
częste miesiączkowania,
krwawień acyklicznych,
bolesnych stosunków płciowych,
utraty libido,
guzów sutka.
Bolesne miesiączkowanie, a także plamienia przedmiesiączkowe najczęściej są spowodowane niewydolnością ciałka żółtego. Wiąże się z nią również występowanie w II fazie cyklu płciowego, najczęściej 8 – 10 dni przed spodziewaną miesiączką, zespołu ogólnych i miejscowych dolegliwości, takich jak bóle głowy, nudności, wzdęcia, uczucie ciężaru w podbrzuszu i klatce piersiowej, napięcie i bolesność piersi, częstomocz, drażliwość, zmęczenie, niepokój, depresja, obrzęki. Objawy te określa się mianem zespołu napięcia przedmiesiączkowego.
Oznaczenie prolaktyny wg WHO stanowi podstawowe badanie w diagnostyce niepłodności. Ze względu na wpływ stresu i rytm dobowy prolaktyny krew należy pobierać w godzinach rannych. Badanie należy powtórzyć kilkakrotnie.
Leczenie farmakologiczne
Farmakoterapię stosuje się w przypadku hiperprolaktynemii czynnościowej, a także jako leczenie pierwszego rzutu przy gruczolakach przysadki. Zastosowanie znajdują leki będące agonistami dopaminy (tzn. pobudzające receptory dopaminowe tak jak dopamina – i w ten sposób wpływające na hamowanie wydzielania prolaktyny).
Zaprzestanie podawania leków
Uważa się, że jeśli przez 2 lata leczenia poziom prolaktyny utrzymuje się w normie i cofnęły się objawy hiperprolaktynemii, można stopniowo odstawiać leki. Po odstawieniu należy kontrolować poziom prolaktyny we krwi, początkowo co 3 m-ce, potem co 6-12 miesięcy i postępować w zależności od uzyskanych wyników.
Po beznadziejnym dniu (najgorsze urodziny jakie w życiu miałam) przyszła beznadziejna noc. Nie dość, że przeryczałam prawie cały wieczór, to jeszcze ze spaniem było kiepsko. Co już udało mi się zasnąć to zaraz budziłam się, bo mąż latał do kibla. Cały dzień było mu niedobrze, a w nocy dostał biegunki i to nie wiadomo dlaczego, bo jedliśmy to samo, a to ja mam słabszy żołądek z naszej dwójki. No i oczywiście jego złe samopoczucie zbiegło się z moimi dniami płodnymi, niby miał być cykl bez starań, ale tak trochę szkoda, zwłaszcza że mój organizm szaleje ze śluzem, już dawno nie miałam takich ilości. No ale cóż trzeba to jakoś przeżyć, nie cykl to może następny. Tak jak i trzeba przeżyć dzisiejszy dzień w pracy z dwiema paniami, które doprowadzają mnie do szału, byle do 14 i 4-dniowy weekend - to jedyna pocieszająca myśl.
27 dzień cyklu... Beta HCG 13,5 - czy już mogę się cieszyć? Nie, nie... Za wcześnie na radość... 
100 dni do porodu 
Kiedy to zlecialo 
Juz sie nie moge doczekac kiedy to zleci
od jutra odliczamy dwucyfrowa liczbe 
Przyznaję się bez bicia, jestem miękka pała i spartoliłam mój plan zemsty... Podejrzewam jednak, że gdyby wasi mężczyźni odwalili coś takiego to też byście uległy. 
Wczoraj poza moim planem pt. "Nic mnie nie obchodzi Twój wacuś" ,zabrałam mojego ukochanego na poważną rozmowę, która była raczej monologiem z mojej strony o tym jak to ja bym chciała być dopieszczana i rozgrzewana. Wkurzyłam się jeszcze bardziej, że on nawet nic nie skomentował moich wynurzeń. Siedzi tylko jak taki cielaczek, patrzy się smutnym wzrokiem i kiwa główką jak te pieski do stawiania w samochodzie. Nic to, powiedziałam co wiedziałam i śmignęłam do babci. Posprzątałam u niej, herbatkę spiłam i wracam do domu.
Uwierzcie mi, że prędzej uwierzyłabym, że kosmici porwali św. Mikołaja niż pomyślała, że ten mój introwertyk zrobi coś takiego
Wchodzę do domu, nic ciekawego się nie dzieje, Jacek z tabletem, pies maltretuje swoją zabawkę, dzień jak co dzień.Stwierdziłam, że idę się kąpać bo mnie to sprzątanie wymęczyło i idę spać. I tak sobie siedzę po prysznicem, gorąca woda się leje, tyłek odmaka a w domu jakieś nagłe poruszenie. Uznałam, że Jacek bawi się z psem. O jakże się myliłam.
Teraz musicie włączyć sobie wyobraźnię na sto procent. U mnie łazienka jest na przeciwko sypialni. Powycierałam się, gacie -po-tacie na pupę, spongebob na górę i wychodzę z łazienki i moim oczom ukazuje się taki widok, że uwierzcie mi, gama emocji z ostatniej akcji z Jackiem to pikuś! Światła zgaszone, zapalone świeczki, szampan na stoliku (WTF?!) i mój mąż, leży na łóżku odziany w moją fikuśną haleczkę
ŁOoo ja pierdolę kobiety! Widok Yeti byłby mniej szokujący
A ten leży, nóżkami macha, mruga oczkiem i mówi : I jak? Rozgrzewam Cię? Z wrażenia aż mi ręcznik wypadł
I dostałam takiego ataku śmiechu, że łzy leciały mi jak grochy, stałam tam i myślałam, że umrę gdy patrzyłam na te moje 90 kg czystej niewinności odzianej w koronki rozmiar 38
Kiedy już się uspokoiłam odrobinę, okazało się, że to dopiero początek jego planów... Laski! Spongebob chyba jednak jest jakimś afrodyzjakiem, bo takiego "wypieszczonego" wieczoru nie przeżyłam już dawno
I tak poległam, a jednocześnie zwyciężyłam
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 10:25
znów dowiedziałam się o kolejnej ciąży wśród znajomych. To cudowna wiadomość, bardzo się cieszę, że będą rodzicami. Ale za każdym razem czuję też kłucie i smutek- kolejnej parze się udało. A nam? Mąż mówi, że mam tak nie przeżywać każdej informacji o ciąży i pewnie ma rację, ale tak trudno wyłączyć emocje...
Wiele z dziewczyn na ovu stara się już o drugie dziecko. Fajnie jest być razem z nimi w tych staraniach i czuć ich wsparcie. Ale stoimy chyba na trochę innych pozycjach. One już wiedzą, co to znaczy macierzyństwo.
Uff, no muszę sobie jakoś z tym wszystkim radzić i po prostu dalej robić swoje. Wiem, że jak za bardzo będę się przejmować to oszaleję. Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić 
5t1d
majówkę czas zacząć
wyruszamy z przyjaciółmi na 3 dni odpocząć, odciąć się od wszystkiego - oczywiście nie obędzie się bez dzielenia dobrą wiadomością - czyli maleństwem w drodze. Oczywiście nie chce mówić jeszcze ale czy mówienie coś zmieni? - co ma być to będzie a będzie bardzo dobrze! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 maja 2015, 09:22
Piątek
Osiemnasty dzień bo zabiegu
Nie piszę... Nie piszę, nie myślę, nie liczę... Niestety niewiele wesołych rzeczy mam do napisania... Moja zmęczona psychika nie miała ostatnio łatwo 
Po pierwsze guz Michała i zbliżająca się wielkimi krokami operacja (Michał - przyjaciel P jeszcze z podstawówki, ojciec trójki dzieci, guza ma na nerwie wzrokowym, trzeba mu czaszkę otwirzyć). Po drugie 1,5 roczna córka koleżanki ma nieoperacyjnego guza mózgu - trwa akcja zbierania środków na zagraniczne leczenie. Łzy same napływają mi do oczu myśląc o biednym Maluchu i jej mamie i tym całym horrorze w jakim teraz żyją... Po trzecie śmierć Ewki...
Ewka to młodsza siostra mojej przyjaciółki Ani. Kilka lat temu wyjechała do UK, wyszła za mąż, urodziła dwójkę dzieci... I wszystko było super, aż w grudniu 2013 zmarł jej mąż. W dziwnych okolicznościach. Trafił do szpitala z jakimś bólem kręgosłupa, dostał leki, źle zareagował, zapadł w śpiączkę i umarł. Ewa z dziećmi wróciła do Polski, zamieszkała z Anią, jej mężem i trójką ich dzieci. Miała depresję. Widać to było choćby po jej wpisach na FB. Kiedy w ostatnie Święta widziałam się z Anią, mówiła, że z Ewą lepiej, że się pozbierała, że wraca do UK, bo dzieci idą do szkoły, a ona zaczyna studia, że jej państwo finansuje... I wróciła. Najpierw poleciał z nią jej tata, potem tatę wymienił starszy brat. Chcieli się upewnić, że sobie tam radzi, że jest OK... Było. Przynajmniej Ewa stworzyła takie wrażenie. Została sama. Kilka dni temu dostałam wiadomość, że popełniła samobóstwo. Nie chcę sobie wyobrażać, co czuje teraz Ania... Najprawdopodobniej dzieci trafią do niej. Swoich ma trójkę i czwarte w drodze... Jak ona ogarnie szóstkę??
No i na koniec - moja bliska koleżanka z pracy, z którą znam się pół życia nie tylko zawodowo ale i prywatnie... Rozwiodła się miesiąc temu. Mąż poszedł do młodszej pani. Ona zaczęła pić. Myślałam, że to pzrejściowe. Że to sposób na radzenie sobie z dramatem. Ostatnio znalazłam ukrytą w szafce w pracy butelkę wódki. Czyli pije. Czyli to już nie jest tylko zapijanie smutków. To choroba... Co mam z tym zrobić?? Nie mam pojęcia...
No i właśnie dlatego nie piszę. Bo ze wszystkich sił staram się dźwinąć psychikę, ale okoliczności mało sprzyjające...
W poniedziałek jadę do szpitala po wyniki histopato. We wtorek umówiłam się do ginekologa. Zobaczymy co powie...
Haha!!! wyczekany dzien wolny!!!
Wyprawilam meza I syna a teraz roskoszuje sie bloga cisza I herbata z miety.Choc nie na dlugo bo musze tego dzikusa odebrac z przedszkola o 12.
Mialam dzis straszne wzdecia to chyba po tych suszonych morelach,zajadalam sie nimi wczoraj wieczorem bo zelazo..Itp.. pewnie zdrowe w umiarze a nie tak jak ja prawie cala paczka.
Nadal bardzo sie martwie I jak czytam sobie historie niektorych dziewczyn to lzy mi same leca bo znam doskonale ten bol I nie chce juz przez to przechodzic..Coz co ma byc to bedzie. Staram sie sobie wmowic ze ja ze swojej strony zrobilam juz wszystko, jestem na wszystkich mozliwych lekach na podtrzymanie zapisanych przez ginke, moj progesterone jest SKY HIGH, I szprycuje sie codziennie rano heparyna jak jakis narkoman..hehe
Reszta w rekach Boga. Jade dzis do mojego GP- lakarz rodzinny, nie znosze dziada ale musze go poprosic o kogos kto poprowadzi I bedzie monitorowal moja ciaze bo moja ginka jest tylko od nieplodnosci I ciaz nie prowadzi. Poowiedziala mi ze zrobi mi tylko usg w 7 tyg zeby sprawdzic serce I to by bylo na tyle.
Tak sie ciesze ze mam dzis wolne, nie mam w ogole zainetresowania praca to jest az niepokojace. moja szefowa zatrudnia nowa dentystke pod koniec maja, wiem ze powinnam sie troche martwic ale jakos malo mnie to obchodzi. Ta ciaza bylaby mi bardzo na reke..heh
12dc naszczescie przed nami dlugi weekend tzn dluzszy
hihihi popracujemy :)i zobaczymy
80%
33tc (32t0d)
Pozostalo 55 dni...a do ciazy donoszonej 35dni..

Synek chyba jednak sie odwrocil glowka w dol..bo czesciej czuje ruchy niz dotychczas..ale sa tez bardziej "bolesne" albo lapkami uderza mi w szyjke albo glowka napiera.. Ale da sie wytrzymac.. 
Tydzien temu skonczylam brac macmiror..we wtorek na wizycie bylo ok..a od wczoraj znowu cos mnie zaswedzi zapiecze
niewiem sama co to..kolejna infekcja?choc stawiam na podraznienie od luteiny..no ale mam jeszcze ten krem co dala mi ostatnio pimafucort i zobaczymy czy pomoze..
We wtorek zadzwonie do gabinetu i zapytam o wynik cytologii bo jakby byla jakas infekcja to raczej wyjdzie cos w cytologii..no chyba ze sie nasili to wtedy moja ulubiona wizyta w ulubionej ip.. 
A to my z dzisiaj 

Trzeci raz probuje dodac wpis.
Za pierwszym razem miedzy czasie poklucilam sie z mezem,o to iz poswieca wiecej czasu na komputer niz dla mnie. Niestety takie czasy-telefonow sluzacych za komputery,laptopow,telewizorow z tysiacem kanalów, tabletow. A jak zaczelam wspominac czasy poczatku naszej znajomosci, gdzie potrafilismy przegadac do polnocy i gralo nam tylko radio to juz totalnie bylo mi smutno ze dzis wazniejszy jest komputer niz ja...oczywiscie maz zapewnia ze tak nie jest, i zebym sie wziela w garcs i nie rozmyslala ciagle o ciazy i nie zachowywala jak "ślimok" 
Za drugim razem zaczelam opisywac jak pewna osoba mnie "wykorzystuje" i wlasnie ta osoba stanela doslownie za moimi plecami z podziekowaniem za "wykorzystywanie" w formie drobiazgu. Poczulam sie jak uczennica obgadujaca nauczyciela ktory stoi w poblizu, i nie potrafilam wydusic z siebie slowa... Dziwne to bylo i poczulam sie glupio, i znow zaczelam miec wyrzuty ze tak sie zachowuje.
Czasem mam ochote krzyczec:
ODWALCIE SIE ODE MNIE, NIE MOGE MIEC DZIECI I CZYJES PROBLEMY MNIE NIE OBCHODZA!
Jestem strasznie zakrecona. W pracy jestem "ciezko kapująca" jak bym dostala obuchem w łeb. W domu mam rytual czekajac na meza-czytam wszytskie mozliwe fora dotyczace ivf. Nie boje sie niczego,tylko zebym mogla zalatwic to podczas urlopu,i zeby obylo sie bez komplikacji.
Ustalilismy ze musimy zaryzykowac i postawic wszytsko na jedna karte. Jak nie sprobujemy, nie doczekamy sie dziecka. Moze wszytsko pojdzie po mojej mysli, moze bedzie dobrze. Kase mamy tylko na jedna procedure,wiec musi sie udac. Pierwsza wizyta po Bozym Ciele.
http://www.poradnikmamy.pl/Ciaza-i-porod/Przygotowanie-do-ciazy/Co-mozna-w-ciazy-a-czego-nie-powinno-sie-robic.html
Dziś był dzień bez lekcji. I dzięki temu z moim Czarodziejem byłam na zakupach. Co prawda nic nie kupiłam, ale wiem już gdzie i jakie sandały sobie kupię. A małemu też wybrałam. Tyle, że rozmiaru nie było, więc jak w następnym tygodniu będziemy w Warszawie to zakupimy sobie obuwie.
Czaruś już tak słodko wtula się we mnie. A ja się rozpływam z tego szczęścia.
Zadzwonił dziś pan odnośnie żłobka. I jestem przerażona. Jak to? Moje dziecko mam oddać do żłobka. To jest straszne!!!
Z hukiem weszłam w drugi trymestr 
Z hukiem, to znaczy z antybiotykiem na zainfekowane drogi moczowe. Fuck...w życiu brałam antybiotyk może z 5 razy, z czego raz dostałam uczulenia, a tu takie przeboje. W ogóle lekko mnie lekarz nastraszył, bo było tak, że nie bardzo mogłam się wysikać. Po całej nocy, a tu ledwie parę kropelek i to mocno wyciśniętych. W badaniach miałam bardzo dużo tych bakterii, więc lek mówi, że to pewnie infekcja, ale... Może być też tak, że złośliwa macica naciska sobie na pęcherz i blokuje możliwość oddawania moczu i wtedy nie ma wyjścia, trzeba jechać do szpitala, kazać sobie cewnik (tfu!) wsadzić i tak leżeć średnio do 16 tygodnia, aż łaskawa macica się nie podniesie. Po tej wizji migiem mi sikanie wróciło
Cewnik...brrrr...
Antybiot na szczęście w dawce jednorazowej, ale fatalnie czułam się przez kilka dni...miałam wrażenie, że cały czas czuje jego smak... yhhh.
Poza tym walczę z mega niskim ciśnieniem. Do 100 to nawet nie dochodzi, czasem nawet poniżej 90... Pewnie różnie różni ludzie to znoszą, ale dla mnie to masakra. Leżenie w łóżku i konieczność mycia zębów na siedząco, bo jak postoję dłużej niż 30 sekund, to mi się we łbie kręci, zmęczona jestem, duszno mi. No więc mam pić sobie kawy ile wlezie (a że nie wlezie za dużo, bo po prostu mnie odrzuca)... No z tym ile wlezie, to bez przesady, ale mówił, że dwie to spokojnie, jak nawet trzecią trzasnę raz na jakiś czas to tragedii nie będzie. Ledwo trzaskam jedną... Dużo wody...Jakiś ruch, jak dam radę... Rady nie daję...
Z mega dobrych wieści natomiast, to przezierność karkowa
Nosek jest, fałdy małe, naczynia w porządku. Któryś tam centyl, który mówi, że prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego malucha wynosi jakieś 90 %. Nie zdecydowaliśmy się na rozszerzone badanie, te parę procent więcej i tak pełnej pewności nie da. A 90 % to bardzo dużo. I tego się trzymam, a jak ktoś w tej kwestii ma inne zdanie, to uprzejmie proszę zachować je dla siebie i mnie nie straszyć.
W ogóle to USG było niesamowite. Przez brzuch już, mąż był (hehe, mówił potem, że lekarz tym razem wydał mu się o wiele bardziej sympatyczny
. Dziecko... No właśnie. Dziecko. Malutki, ale już człowiek. Dokładnie widać główkę, nóżki (skrzyżowane jak u mam
, rączki. Fikało niesamowicie
Bawiło się pępowiną. Kopało w mikrofon, jak doktorek próbował słuchać przepływów, czy czegoś tam. Obracało się tyłem, przodem, wypinało pupę... Naprawdę...nie mam słów, żeby to opisać.
Na 3d mąż wypatrzył bicepsy. No to wiadomo, że chłopak będzie! Lekarz, coś mówił o guzach czaszkowych (są u kobiet, bo kobiety mają rogi...Haha...)...więc...skoro u kobiet, to ja myślę, że dziewczynka
No więc tak sobie typujemy 
Kurcze, chyba nadużywam tych uśmieszków tu, no ale trudno, cieszę się 
Poza tym...trudno mi było tu zaglądać. Tzn zaglądam namiętnie, czytam wszystko co rano na telefonie, więc wiem co i jak u kogo. Ale ciężko pisać.
Głównie chodzi mi o pracę. Fajna ta praca moja, ale ograniczeń mnóstwo. Muszę tu bardzo uważać... Nie mogę pokazać Wam swojego zdjęcia, nie mogę się przyznać w jakim mieście mieszkam. No bo nie wiem, czy któraś z Was nie jest przypadkiem moją pacjentką... Czy też, że kiedyś jakaś pacjentka przyszła/była/obecna przypadkiem tu nie trafi. A to o czym tu piszę pacjentom moim nie może być znane. Nie, nie dlatego, że byłoby mi niezręcznie. Dlatego, że im więcej pacjent wie o terapeucie realnych rzeczy, tym gorzej dla procesu. Trudniej badać projekcje. Trudniej zachować neutralność... No taki kiedyś sobie nurt wybrałam, zresztą nigdy tego wyboru nie żałowałam, jest skuteczny...rozwija też mnie. No ale są ograniczenia.
Tak samo i tym bardziej, nie mogę się tu dzielić tym, jak na mnie pacjenci wpływają. Mogę to robić baardzo ogólnie, tak żeby nie było nawet cienia szansy, że łamię tajemnicę... No a wpływa to, szczególnie tematy około macierzyńskie... poronienia... Po jednej takiej sesji, o poronieniu akurat chodziłam tydzień do tyłu. Bo oczywiście zaraz po sesji dostałam identycznych objawów jak pacjentka i byłam w dokładnie takim samym tygodniu co ona, jak to się stało...Ech...szkoda, że tu nie ma opcji "udostępnij tylko znajomym".
W weekend idziemy na wesele. Będzie rodzina mojego męża plus oczywiście ulubiony szwagier z ulubionym terrorystą...Grrr...Wesele w ciąży to też żadna atrakcja. Wszyscy wkoło nagrzani, disco polo znośnie przecież tylko po odpowiedniej ilości procentów... Z resztą...to nawet pewnie nie będzie disco polo, a disco germano. Bo tam połowa to "ukryta opcja niemiecka"
. No i ślub jest na 11. Jedenastą rano. Masakra, zupełnie sobie tego nie wyobrażam. My mieliśmy na 15 i ledwo zdążyliśmy z tym ubieraniem, malowaniem, błogosławieństwem, wyprowadzaniem, dojazdem... A tam? Panna młoda chyba o 5 będzie musiała wstać
Z resztą nie bardzo lubię tego kuzyna męża. Typ, który jak podaje Ci rękę na powitanie, to odwraca głowę i gada z kimś innym. Tańczył ze mną na moim weselu i to samo. Nawet nie dopowiedział, jak ja coś próbowałam zagadać. I nie, nie jest nieśmiały. Wyniosły...
No więc takie to rewelacje u mnie.
Miłego weekendu kochane!
Czwratek
Dziesiąty dzień po zabiegu
Ciągle plamię. Kiedy to się skończy?? Nie mogę iść na basen, brakuje mi seksu... Tak bardzo, że ostatnio miewam sny erotyczne... z Aidanem Turnerem w roli głównej (zakochałam sie w nowym serialu emitowanym przez BBC1 "Poldark")
No ale jak tu o panu nie śnić, skoro taki ładny...

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 12:45
Roczek zbliża się wielkimi krokami, impreza już zaplanowana, balony kupione. Nuśka jest bardzo mądrym dzieckiem chociaż zaczyna też fochy stroić, ale pracujemy nad tym.
Ostatnio przyuważyłam że trzeci ząb w natarciu, lewa górna dwójka więc też pewnie jej dokucza.
Ja na polu dietowym oczywiście poległam z kretesem, ale staram się jak najwięcej ruszać, doszłam do wniosku że nawet bez figury modelki mogę wyglądać dobrze muszę tylko o siebie zadbać. Więc chodzę na długie spacery, nawet w góry się dwa razy wybrałam z nosidłem i plecakiem i balsamuję oraz masuję zwłoki 
Starania o siostrę w toku, niestety jeszcze po porodzie nie doczekałam się owulacji. Mam nadzieję na maj bo zawsze był to dla mnie miesiąc magiczny.
Ja urodziłam się w maju, moja córka również więc może i tegoroczny będzie szczęśliwy.
wróciłam nie wiem na jak długo w lutym byłam u gina zrobił usg i stwierdził ze jak na razie u mnie nie widzi przeciwwskazań i mam jeszcze szanse na razie mąż ma zrobić badania i tu jest problem bo nie chce a kosztują ok 300zł i robione są 30 km od nas
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.