6t (5t6d)
Na papierowym reczniku znalazlam dzisiaj brazowawe plamienie. Malutkie, moze z pol centymentra kwadratowego. Tak sobie mysle, ze to niesamowite jaka ta moja ciaza jest delikatna, drugi raz juz przeciez plamie (ostatnim razem zdecydowanie wiecej)
Bez progesteronu to by sie chyba w ogole we mnie nie utrzymala
A przeciez tak chucham i dmucham na siebie, i na dziecko (przyznaje, wczoraj to nie byl madry wyczyn, ale jednorazowy)... Biore leki, zrezygnowalam nawet z kawy i herbaty, co kiedys wydawalo mi sie niemozliwe. Zastanawia mnie jak sa w stanie donosic ciaze te wszystkie kobiety w stresie, same z "problemem" bo facet je zostawil i zwial, z przemoca w domu - albo matura w szkole. Przeciez gdybym to byla ja...
... a ja mam wspanialego faceta, dobra sytuacje materialna, piekne mieszkanie (co prawda poki co wynajete, ale to sie przeciez kiedys zmieni...
), wspierajaca mame i tesciow... Mam nadzieje, ze to male szczescie, ktore gdzies we mnie jest, nie zostanie mi odebrane. Codziennie sie tego boje. Najbardziej nie lubie sie podcierac papierem toaletowym, mysle wtedy zawsze, ze zobacze tam krew. Ta chwila niepewnosci gdy zamiera mi serce - szybkie spojrzenie - nie, to tylko sluz. Albo rozpuszczona tabletka Utrogestanu... Niestety, dzis bylo inaczej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 12:56
24+6
106 dni do terminu porodu.
6 dni do studniówki...
Noga boli jeszcze bardziej. Jeśli po majówce nie przejdzie, to idę na USG, bo przez nią nigdzie nie mogę chodzić.
Chyba nie uda mi się zapanować nad wagą. Brak mi energii. Ból jest straszny.
Poza tym mam chyba dzień narzekania na wszystko. Nic mi się nie podoba, wszystko chyba boli, nic mi się nie chce...
Ale chętnie bym pospała...
Szczypta psychoanalizy.
Nie jest łatwo radzić sobie z kolejnymi nieudanymi próbami bez upragnionych dwóch kresek na teście ciążowym. Aby to przetrwać potrzeba dużej dojrzałości, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim zdolności do wspierania się nawzajem.
Zdarza się, że to zaczyna parę przerastać i zamiast pomagania sobie nawzajem stopniowo się od siebie oddalają czując coraz większe wzajemne rozczarowanie.
Dlaczego tak czasami bywa? Ponieważ sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach często jest odmienny u mężczyzny i u kobiety. Kiedy para nie zdaje sobie z tego sprawy może stopniowo się od siebie oddalać czując wzajemne rozczarowanie.
Czym zatem się różnią?
Mężczyzna zwykle przekonuje swoją partnerkę, że wszystko będzie dobrze, że przecież kiedyś im się uda, bo dlaczego miałoby być inaczej? I faktycznie ma rację, bo tylko niewielki procent osób nigdy nie doczeka się własnego dziecka.
Celem mężczyzny jest rozwiązanie problemu i tak było od początku naszego istnienia. To mężczyzna miał zapewnić rodzinie środki do przetrwania i jego działanie skierowane jest na to jak ten cel osiągnąć. Do braku dziecka zatem także podchodzi w sposób zadaniowy. Jeśli coś się nie udaje trzeba znaleźć inne rozwiązanie i liczyć, że to kolejne powinno się udać. Często jednak nie potrafi tego kobiecie jasno wytłumaczyć,że według niego to najskuteczniejszy sposób zmagania się z problemem.
Co zwykle słyszy kobieta?
„ Mój mąż mówi, że wszystko będzie dobrze, po to, żeby mnie na chwilę uspokoić, chociaż wcale tak nie uważa. To puste słowa pocieszania, za którymi nic nie stoi. Bagatelizuje problem. Nie rozumie co ja przeżywam. A może tak naprawdę wcale mu nie zależy na dziecku? Czasami czuję się w staraniu o dziecko zupełnie osamotniona.
To niebezpieczny moment dla związku, ponieważ ich odmienne sposoby radzenia sobie mogą doprowadzić do niezrozumienia i zamiast wzajemnego wspierania do konfliktów w parze, które nie będą sprzyjały trudnemu leczeniu.
Często dopiero w trakcie rozmowy z terapeutą uświadamiają sobie jak myśli i co tak naprawdę czuje druga strona i, że nic nie jest wymierzone przeciwko drugiej stronie.
Mężczyzna faktycznie czasami nie rozumie napięcia jakie pojawia się u jego żony, która wpada w pułapkę comiesięcznej paniki. Kobieta potrzebuje w tym trudnym momencie zupełnie innego wsparcia, niż jej mąż stara się jej zapewnić. On chce wymyślić jakieś rozwiązanie, kiedy tak naprawdę ona potrzeba przytulenia i wysłuchania bez dawania rad. Jej zamartwianie się wydaje mu się stratą czasu. Na pytania „Co będzie jeśli znowu nam nie wyjdzie? najczęściej odpowiada: „Wtedy się zastanowimy.” Kobieta zazwyczaj nie traktuje tego jako konstruktywne rozwiązanie bo jej psychika potrzebuje zupełnie czego innego. Przede wszystkim chce zwentylować emocje, wypłakać strach, a potem przeanalizować setki scenariuszy, zwykle tych najgorszych, które mogłyby się zdarzyć. Konsekwentnie wraca do analizowania spotkań z lekarzem, zamartwia się badaniami, zastanawianiem się „co by było gdyby”. Kobieta zwykle czuje się bezpieczniej kiedy ma w głowie ułożony jakiś plan działania na każdą okoliczność. Wtedy łatwiej jej funkcjonować.
Kiedy oboje uświadomią sobie, że tak naprawdę każde na swój sposób przeżywa ten sam problem nie robiąc niczego przeciwko sobie przede wszystkim mogą łatwiej wzajemnie się zrozumieć, ale także dać to, co potrzebne drugiej stronie. Do tego jednak potrzebna jest przede wszystkim szczera rozmowa.
Słowa, które mogą zabrzmieć znajomo
Myśl o niepłodności przenika do każdej sekundy Twojego życia. Testy ciążowe z uporczywą tylko jedną kreską zdają się piętrzyć i tworzyć mur odgradzający Cię od całej radości tego świata. Masz poczucie, że utknęłaś. Twoje ciało staje się Twoją obsesją. Stale skupiasz się na jego reakcjach, wyczekujesz sygnałów okresów płodności i – oczywiście! – ciąży. Odwiedzasz ginekologa, endokrynologa, poddajesz się medycznym zabiegom i farmakoterapii. Twoja dusza cierpi, ale wydaje Ci się, że podczas leczenia niepłodności wsparcie psychoterapeutyczne byłoby zbędną fanaberią.
Trudniej o jednak jaskrawszy przykład sprzężenia zwrotnego między ciałem a umysłem niż w przypadku terapii niepłodności. Skorzystanie z profesjonalnej psychologicznej pomocy – doradztwa, warsztatów, psychoterapii – może okazać się kluczowe dla odzyskania życiowej harmonii, naprawienia relacji z partnerem, odzyskania radości życia. Badania Alice Domar, badaczki zagadnień niepłodności pokazują ponadto, że wsparcie takie zwiększa znacząco prawdopodobieństwo zajścia w ciążę i szczęśliwego jej donoszenia.
Dlaczego nie powinnyśmy skakać na bungee próbujac zajść w ciążę?
Stresujące wydarzenia pociągają za sobą wydzielenie się w naszym organizmie „hormonu stresu“, czyli kortyzolu i enzymu alfa-amylazy. Zbyt wysokie stężenie tego ostatniego zmniejsza prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie przebadali 247 zdrowych kobiet starających się zajść w ciążę. Kobiety, w których ślinie stwierdzono najwyższe stężenia alfa-amylazy miały o 12% mniejsze prawdopodobieństwo zajścia w ciążę niż kobiety z najniższymi stężeniami tego enzymu.
Analogicznego związku nie wykazały badania nad kortyzolem. To bardzo ciekawe, bo to kortyzol jest reakcją organizmu na stres chroniczny, długotrwały, alfa-amylaza pojawia się zaś w naszej krwi w odpowiedzi na presję krótkotrwałą i towarzyszący jej wyrzut adrenaliny1. Według opisanych badań długotrwały stres w miejscu pracy nie powinien obniżać zatem znacząco płodności. Na drodze ku szczęśliwemu poczęciu stać zaś mogą m.in. sporty ekstremalne i jednorazowe traumatyczne przeżycia (np. śmierć bliskiej osoby).
Pamiętajmy jednak, że wysokie stężenie kortyzolu wpłynąć może na obniżenie popędu płciowego, co w oczywisty sposób pośrednio może zaważyć na efektach starań o poczęcie dziecka. Naukowcy odkryli też związek między stresem, zaburzeniami lękowymi i depresją a gorszymi wynikami zapłodnienia pozaustrojowego.
Depresyjne koło zamachowe niepłodności
Gdy umysł zalewają negatywne myśli i uczucia, od razu reaguje na to ciało. Wystarczy samo wspomnienie porannej kłótni z partnerem, by serce zaczęło nam szybciej bić, mięśnie karku napięły się bezwiednie, zęby zacisnęły. Podobnie jest w przypadku niepłodności, już sama myśl o niej (zwłaszcza jeśli uporczywie powraca) powodować może bardzo silne emocjonalne reakcje na poziomie naszego ciała (łzy, płytki oddech, ból głowy itp.). Czujemy się coraz gorzej, a dla naszego umysłu to sygnał, że jest nam źle. Nie możemy zajść w ciążę > zadręczamy się myślami > nasze ciało cierpi > im bardziej cierpi, tym bardziej nam źle... i tu koło się zamyka, koło najczęściej prowadzące do depresji lub innych zaburzeń nastroju.
W badaniu obejmującym 200 par zamierzających poddać się zabiegowi in vitro, 48% kobiet wskazało zmagania z niepłodnością jako najbardziej przygnębiające doświadczenie w ich życiu2. Spójne jest to z wynikami otrzymanymi przez Alice Domar, które wykazały, że kobiety doświadczające niepłodności odczuwają depresję porównywalną do stopnia, w jakim doświadczają jej osoby chore na nieuleczalne choroby. Powyższe wyniki pokazują, że zagadnienia płodności stoją często w centrum kobiecego funkcjonowania psychicznego.
Ponad 20% kobiet poddających się zabiegowi in vitro cierpi na depresję. Powszechnie (i potocznie) uważa się, że odpowiada za to terapia hormonalna towarzysząca temu zabiegowi. Według doktor Miki Blocha z Uniwersytetu w Tel Avivie, bardziej prawdopodobny wpływ na depresję mają wcześniejsze lęki kobiet związane z leczeniem niepłodności niż sama ekspozycja na hormony. Tak jakby nasz umysł, zmęczony długotrwałym cierpieniem emocjonalnym i paraliżująca niepewnością, wraz z dokonaniem zabiegu in vitro nie miał już zasobów, by walczyć dalej3.
Długość bezskutecznych starań o dziecko przyczynia się do intensyfikacji uczuć depresyjnych. W badaniach przeprowadzonych Domar najintensywniej doświadczały depresji kobiety, które próbowały zajść w ciążę co najmniej 2-3 lata. Domar wyjaśnia to następująco: To ma sens z punktu widzenia klinicznego. Pierwszy rok kobiety te próbowały zajść w ciążę bez pomocy lekarzy. Drugiego roku odwiedziły lekarza, mając nadzieję, że jego wsparcie pomoże im w ich staraniach. Ale po kolejnym takim roku zaczynały myśleć, że już nic nie pomoże. A to może być bardzo przygnębiające.
Czy chroniczny smutek zmniejsza szansę na zajście w ciążę?
Niepłodność może przyczynić się do depresji, to nie ulega wątpliwości. Czy możliwy jest związek odwrotny? Poniżej dwa ważne wyniki badań:
Kobiety, które doświadczyły w przeszłości objawów depresji, 2 razy częściej - niż kobiety, które nigdy depresji nie doświadczyły - zmagały się z niepłodnością;
U kobiet, które przed zabiegiem in vitro, doświadczyły przynajmniej jednego wcześniejszego niepowodzenia związanego z tą metodą i które zmagały się z depresją przed zabiegiem, procent ciąż wynosił jedynie 13 (u kobiet bez symptomów depresyjnych było to 29%).
Domar nie wskazuje jednak na występowanie zero-jedynkowego związku pomiędzy depresją a niepłodnością. Mówi ona jedynie o tym, że może ona obniżać jakość komórek jajowych, obniżać i/lub destabilizować poziom potrzebnych hormonów czy sabotować kobiecy układ odpornościowy. A każdy z tych czynników może w potężny sposób stanąć na drodze do upragnionej ciąży.
Leczenie 7ki jeszcze się nie za kończyło, następna wizytę mam na 20 maja
za to mąż mój wziął się też za leczenie zębów i ma na poniedziałek juz druga wizytę
Muszę zrobić badania, ale spróbuję wycedzic skierowanie od ginekolog, do której zapisana byłam już 2 miesiące temu, żeby zrobiła mi cytologię na nfz. Jak mi nie da skierowania to ich tam nawiązywać,bo składki place ale z NFZ nie korzystam wcale.
W czwartek 7 maja, mamy usg przeziernosci 
Remont jakoś idzie, może ze 2-3 tygodnie jeszcze 
dziewczyny zdjecia wrzuce poznym wkeczorkiem no dopiero podlaczyli a musze ogarnac obiad poki mala spiocha 
zjadlam wczoraj chleba a nie powinnam..czuje sie slabo dzisiaj...jednak nawet po ciazy musze trztmac diete pcos zeby czuc sie dobrze..widze ze nic innego mi nie zostaje...no nic mala jak podrosnie bedzie jesc ze mna zdrowe gowno
dzisiaj po chlebie brzuch boli, zatwardzonko...i nieziemsko mi ciezko..musze sobie herbatke ziolowa zapodac 
11+3
Leczenie 7ki jeszcze się nie za kończyło, następna wizytę mam na 20 maja
za to mąż mój wziął się też za leczenie zębów i ma na poniedziałek juz druga wizytę
Muszę zrobić badania, ale spróbuję wycedzic skierowanie od ginekolog, do której zapisana byłam już 2 miesiące temu, żeby zrobiła mi cytologię na nfz. Jak mi nie da skierowania to ich tam nawyzywam,bo składki place ale z NFZ nie korzystam wcale.
W czwartek 7 maja, mamy usg przeziernosci 
Remont jakoś idzie, może ze 2-3 tygodnie jeszcze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 19:05
4 DC
Ciezko znioslam 2dc - strasznie bolal mnie brzuch. Wxielam nospe i potem przeciwbolowe i nic nie pomagalo. Wczoraj tylko troche a dzis juz normalnie funkcjonuje. Mam nadzieje ze moje malzenstwo wytrzyma te proby i doczekamy sie potomstwa. Mam wrazenie ze powoli nie mamy o czym rozmawiac. O dzieciach staramy sie nie mowic bo to na mnie zle dziala a i on od razu nerwowy. Na przyklad jak go ktos pyta ile juz ma dzieciakow.
Zapowiada się bardzo udana majówka, mimo, że pogoda pewnie nie dopisze... Wczoraj podjęliśmy z mężem spontaniczną decyzję o wyjeździe do mojej siostry i mamy zamiar zrobić niespodziankę mojej chrześnicy
Ahhhh już się nie mogę doczekać jak te małe brzdące wyściskam i wycałuję
Przyjemne łączymy z pożytecznym, bo oczywiście wyjazd wyjazdem, ale mój M. musi trochę pomóc mojemu szwagrowi przy remoncie i przy okazji zabieramy mojego tatę, który prawdopodobnie zostanie ulokowany z nami w jednym pokoju, więc pewnie nici z serduchowania, no ale coż... Co prawda dni płodne wypadają według Ovu na majówkę i trochę po, ale skoro podchodzimy na luzie, to podchodzimy na luzie. Staram się jakoś nie spinać z tego powodu, że te kilka dni może nam wypaść. Przynajmniej trochę się oderwiemy od rzeczywistości i przy okazji wspomożemy, a właściwie ja wspomogę moją siostrę w pomocy przy dzieciach. Trochę się dziewczyna zrelaksuje może 
Ja już odliczam minuty do wyjścia z pracy. U mnie pogoda na razie spoko, piękne słońce więc może, prognozy się nie spełnią...
Wzięłam się za porządki. Po raz setny zrobiłam porządek w szafie. Spakowałam ciuchy, które już zostaną w domu na całe wakacje.
Umyłam podłogi zjadłam bułkę. Dopijam herbatę i zalegnę na kanapie, aż do powrotu M.
Muszę wyjść z małą, ale tak mnie noga boli, że za chwilę ją odgryzę...
Kolejny dzień w szpitalu. Mam wrażejie,że jestem tu wieki. Wczoraj przyszedł lekarz,od ktòrego zaczął się ten cyrk,który wcale mnie nie bawi. Ale na obchodzie była inna doktórka więc na komenatrz "obserwujemy dalej"powiedziałam,że bardzo dziękuje i wypisuje się na własną odpowiedzialność. Powiedziałam mi, tak mam takie prawo i chciała coś dodać ale jej przerwałam i pytam w prost" czy moje dziecko jest zagrożone,czy istnieje realne zagrożenie" opowiedziała "nie" ale wtrąciła, że jeśli nie będę pod opieką to grozi zamartwica płodu... nosz kurwa tak mi ciśnienie skoczyło, że mało nie eksplodowałam. Zakończyłyśmy rozmowe i wyszła. Spłakałam się znowu... po czym poszłam do położnej i pytam jak wygląda wypis na żądanie. Powiedziała,że podpisuje się pod dokumentacją medyczną i to wszystko. Więc prosze o zlokalizowanie doktora i chce się wypisać. Wpadlam do pokoju i znowu w ryk. Tak się trzęsłam jakbym na Arktyce była. Przychodzi po 30min dr. Akurat Konrad był. Podchodzi do nas z uśmiechem i mówi "doszły mnie słychy,że się nudzisz"...chyba nie musze komentować, poziom mojego wkurwu osiągnąl apogeum. Ale z opanowaniem,mimo iż gardło mi ściskało mówię,że sie nie nudze ale jeśli nikt nie chce mi pomóc urodzić to ja chce stad wyjść i jechać tam gdzie mi pomogą. Powoedział, że weźmie mnie teraz na badanie i usg i zobaczymy co sie tam dzieje. W badaniu bez zmian, szyjka zamknięta i 15mm,ale było mokro-podejrzewał wody, potem usg i wody na poziomie afi=4. Decyzja o teście oksyticynowym. Podpisałam zgode i pojechałam znowu na porodówke. Podłaczyli mi kroplòwke ale nie odrau bo oczywiście jakiś dupek lekarz miał obiekcje-ten sam skurwiel co faszerował mi indyka w poniedziałek-myśle "nosz kurwa świetnie" przyszedł i kazał mi przekreślić "test oksytocyną"i napisać "indukcje porodu". Oczywiście uzgodnilam z lekarzem, że jak już tam pojade to zostane. Ale oczywiście, jakbym miała indukcje a nie test, bo okazało się jak wrócilam na patologie, że jadnak był test.. I po 6h pod ktg i kroplówce skurcze co 3 min, ale szyjka bez zmian. Odesłali mnie na patologie. Skurcze co 3 min miałam jeszcze z 2 h i koniec. Załamałam się... teraz moge powiedzieć, że staczam się w dół po równi pochyłej...mam ochote zamknąć się w pokoju, przykryć kołdrą i nigdy już nie wyjść. Boje się, że będzie to dla mnie największą traumą jakiej doświadcze w życiu...
Po nocy przespanej rano, przy obchodzi pani doktor mòwi, że zrobili ten test aby sprawdzić czy Maluszkowi nie spada tetno czy coś innego się nie dzieje złego. Absolutnie nic. Wszystko ok. Pani doktor powiedziała, że xhyba się na nią obraziłam za niedzielną porodówkę. Powiedziałam, że nie obraziłam, ale jeśli podejumje sie jakieś kroki to idzie się za ciosem i nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym nikt mnie tu nie zna, nie wiele co musialam przejść by donosić i w ogóle być w ciąży. Chodzi mi o ludzkie spojrzenie na mnie i to, że ja się męcze z tymi myślami codziennie "czy mojemu dziecku dziś nic się nie stanie". Na koniec dodałam, że nie wyobrażam sobie tego, że oni reagują dopiero wtedy jak Mała orzestanie się ruszać lub oddychać i co wtedy? Cc? To wole by indukowali poród sn niż w nerwowej atmosfrze robili mi zabieg... zapytałam czy myślą o uczuciach innych? Ja mam męźa, ojca dziecka i rodzine, która też przeżywa to wszystko. Nic nie powiedziała. Chyba ją zatkał mój monolog. Po czym przychodzi dr i prosi na badanie byśmy sprawdzili szyjke, no po skurcach się ruszyła małpa jedna ale dodatkowo założyli mi balonik do szyjki. Mało przyjemne, ale widze, że moja awantura środowa coś pomogła- przecież oni mają z tego kase- Czarnaa masza racje. Więx jak dla kasy mają się tu znęczać nad nami to szczerze nie mam ochoty na to. Ale zobaczymy. Mamy zaplanwany drugi test na jutro z kroplówki ale szczerze nie mam sił na to. Już wole by dali mi spokój. Bo kolejnego dnia w bólach ja nie przeźyje. Mam nadzieje, że balonik pomoże szyjce a oksy jutro rozwieje nasze wątpliwości. Przyznałam się przyjaciółce, że jestem już tak wyprana, zrezygnowana i zmęczona, że jakby mi zaproponowali cc to bez wahnia bym się zgodziła...paranoja
( wpędziłam męża tylko w poczucie winy. Wczoraj wieczorem napisał mi smsa, że jestem jego bohatrką, że zadaje sobie tyle wysiłku i bólu hy nasza córka była już z nami...bezpieczna, zdrowa i aby wynagrodziła nam te wszystkie stresy. Na chwile obecną myśl o porodzie jest wręcz kosmiczna...ale okazuje się, że to rodzinne... moja mama rodziła 12h ale koniec końców dali jej kroplówke... ja "rodze" już drugi dzień...zmęczenie przeogromne...Mam wrażenie jakbym miała nigdy nie urodzić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2015, 15:57
Dzis wyszlam do domu juz leze przed telewizorkiem a maz gotuje obiadek. Wzielam pierwsza tabletke visanne... zajscie w ciaze znow sie przesunie... tak chce miec dzidziusia, kiedy bede mama ?
Dzis wyszlam do domu juz leze przed telewizorkiem a maz gotuje obiadek. Wzielam pierwsza tabletke visanne... zajscie w ciaze znow sie przesunie... tak chce miec dzidziusia, kiedy bede mama ?
wczoraj health visitor ważyła Adaśka i była pod wrażeniem, waży już 3.73kg dla niektórych pewno to wydaje się nic bo rodzą większe dzieci ale przy jego wadze 2.825kg to już prawie kg więc sama pani mówiła że pięknie przybiera i jest bardzo silny, nawet po chorobie i tych wszystkich badaniach jak mu igły wbijali to tak silny był i chciał się wyrywać a główke to tak wysoko trzyma jak na brzuszku leży i sam już umie z jednej strony na drugą obrócić główkę. Teraz zmagamy się od paru dniu z bólem brzuszka, podejrzewam że to przez mieszanie mleka modyfikowanego z cyckiem, staram sie nie za kazdym razem butle dawać ale tak 4 razy na dobe dostaje bo toż to taki głodomorek, no nie dziwic sie przy moich cyckach to za wiele nie ma a czasem i poltorej godziny ssie no bo wiadomo ze zasypia przy tym. Uwielbiam jak je i zasypia to tak sie uroczo usmiecha w snie, czasem az na głos, przeurocze. Kocham najmocniej mojego Szkrabusia :*
Wróciłam z pracy, zjedliśmy obiad, muszę trochę odetchnąć... WOLNE 
Wczoraj wieczorem jestem w łazience, dumam jak to ja... No ba, miałam wszystko zaplanowane, tu pęcherzyki rosną, przecież zakładałam, że na pewno tak będzie, no jakże mogłoby być inaczej, do tej pory było wszystko idealnie pod tym kątem więc głowę miałam spokojną. Szłam na wizytę wyluzowana, jakby nigdy nic, przecież byłam pewna, że od poniedziałku sobie nieźle podrosły. Jak to się skończyło wiadomo... Myślę dalej... oj Alusia głupiutka ty, możesz sobie podchodzić 100 razy do inseminacji, 200 do in vitro, podglądać się dzień w dzień ale jeśli nie będzie w tym woli Bożej i tak nic z tego nie będzie. Ponownie wychyliłam się przed szereg ale Opatrzność pokazała mi gdzie moje miejsce. Nic tu nie zależy ode mnie ani od mojego męża, ani od lekarki... wszystko jest w Jego rękach. I bardzo dobrze, że tak się stało, trochę pokory Alusia... czy co jakiś czas musi być ci to przypominane??
Co będzie, poniedziałek pokaże... już nie planuję, już nie zakładam... przecież to Ty jesteś Panem Życia...

ps. Marcelinka... pisz to co uważasz. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie, to co myśli, oby tylko to nie urażało/ubliżało osobie prowadzącej ów pamiętnik.
Też się nad tym zastanawiałam, a może to jakiś znak...
Jednak coś się dzieje, mój lewy jajnik przypomina o sobie co jakiś czas.
17 dc
test numer 3!
Wszystkie te testy są jakieś takie podobne. Ten dzisiejszy jakby ciut ciemniejszy od wczorajszego ale jednak test numer 1 najciemniejszy. Może zwiastował owu i jesli ma nastąpic do 36 h to bedzie dzis?? hmm sluz nadal razciagliwy ale nie ma go tak duzo jak przedwczoraj i wczoraj. Jajniki nadal pikają i to oba! bola nawet w trakcie chodzenia.
Czekam co powie tempka!!!

image upload free
dla porownania fotka wszystkich trzech!

hosting image
dziś już początek weekendu, w pracy byłam krócej niż zwykle, pogoda jak na razie dopisuje...
jak tu się nie ciszyć?
nie myślę nawet o tym bólu podbrzusza lekkim, który najpewniej zapowiada już powoli @. mam też od wczoraj ogromny apetyt, mogłabym tylko jeść, co mnie akurat nie cieszy 
Czytałam dzisiaj artykuł o handlu pozytywnymi testami ciążowymi i przypomniałam sobie historię pewną.
Byłam kiedyś w aptece po test ciążowy. A było to za czasów kiedy chodziło się po testy aby ciążę wykluczyć. Chyba było widać na mym licu strach, bo pan aptekarz (określam że młody zaraz po studiach) jak go poprosiłam o test ciążowy. Z mega powagą zapytał czy życzę sobie pozytywny czy negatywny. W tym momencie wyłoniła się z zaplecza jego koleżanka w ciąży. Lico me ze zdenerwowania zamieniło się chyba w zdziwienie. Pan zniezwłocznie mi wyjaśnił że jeśli chcę test negatywny to on może nasikać, a jak pozytywny to poprosi koleżankę
Gościu mnie tak rozbawił tym że jakoś poziom stresu opadł do minimum 
Dodam że to było przed erą pozytywnych testów które można nabyć w internetach 
W każdym bądź razie jakby ktoś chciał negatywny to ja służę pomocą, mogę nawet za darmo oddać 
Cykl po poronieniu... Dziś powinna być owulacja, ale czy była? A może dopiero będzie... Lekarz na ostatniej wizycie powiedział, że pierwszy cykl po poronieniu może być bezowulacyjny. Zobaczymy...
Ciąża rozpoczęta wtorek 26 sierpnia 2014
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2015, 00:09
kuzwa spadlo mi 2kg od wczoraj! sprawdzalam na 2 wagach! waze 1,5kg mniej niz przy zajsciu ..to nie za szybko spada? jem chyba z 10 posilkow dziennie! ciazowe ciuch pasuja, tylko ten woreczek na brzuchu..musze zbic..zeobie pozniej fotke moja wiec zobaczycie jak wygladam teraz 
zdjecie rodzinne musze jakos zrobic zebysmy byli na nim wazyscy..nie ma kto nam zrobic a moj do fotografaa nie chce.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.