Piękna niedziela. Cieplutko na dworzu.
Wczoraj byliśmy w Szwejku ze znajomymi. Wypiliśmy trochę piwa. Staram się nie świrować i nie robić sobie ograniczeń. CO będzie to będzie. Ja w ogóle mało piję więc nie jestem wytrzymała na duże ilości alkoholu
Częściej jeśli już piję winko czerwone słodkie 
Dzisiaj piękna pogoda jest w Warszawie. Słońce świeci, ciepło. W planach obiad u teściowej, dłuuuuuuugi spacer z psiakiem a wieczorkiem pewnie film i popcorn
Przede mną jeszcze duuuuużo dni urlopu ale już wiem że chce spróbować trochę chatę doprowadzić do ładu i składu by się tak wszystko nie walało i żeby wyrzucić to co niepotrzebne 
Tempkę co prawda zmierzyłam dzisiaj po 10 delikatnie i było 37,12 nie wiem czy to przez alkohol czy przez co... Ale wysoka. Jutro pewnie będzie niższa jak zwykle. W tym cyklu totalnie się nie nastawiam totalnie. W przyszłym tez nie, bo nie wiem czy będzie w ogóle czas 
Wczoraj wieczorem dostalam strasznego bolu podbrzusza do prawej nogi I krzyza. Bardzo sie wystraszylam, polecialam po nastepne 2 tabetki magnezu I nospe.
A wszystko zaczelo sie od mojego niegrzecznego snu wczoraj po poludniu..heh..tak mi sie bolgo zrobilo( chyba to byl orgasm) I potem obudzil mnie klujacy bol..ehh Odstawilismy z mezem seks bo tak nam lekarka kazala, wiec cos takiego mi sie przytrafilo. Mam nadzieje ze z fasolem wszystko ok, jutro ide na kolejna bete zeby sprawdzic..Ta ciagla niepewnosc. Powtarzam sobie ze jestem na tylu lekach I ze to ich zadanie zeby chronic I wspomoc. Eh zobaczymy, bardzo jestem przewrazliwiona bo za 1 razem nie mialam zadnych objawow ze ciaza obumarla. Oby tem razem bylo lepiej..czekamy na naszego fasolka, Adas, P I ja..niech tylko do nas przyjdzie tym razem
Czesc dziewczyny. Dawno nie pisalam, ten czs tak szybko leci. Juz jestem w 28 tygodniu ciazy.Przytylam tylko 6 kg. Synek sie rusza i jest zdrowy. Wczoraj sie troszke martwilam gdyz malo sie ruszal ale dzis na szczescie nadrabia.Wy tez tak mialyscie z ruchami?Jesli chodzi o wyprawke to duzo rzeczy juz mam ale caly czas cos dokupuje bo chce zrobic zapasy na jakis czas( linomag,pieluchy,waciki, patyczki itd). Juz nie moge sie doczekac malenstwa.
Cykle robią mknie w uja. Nie dość, że się przedłuża to jeszcze jakieś magiczne tempki i cienie na testach. Mam dość. Mimo że odstawiłam luteine, okresu nie ma nadal. A tempka skacze do góry. Dziwne to wszystko. Przecież ja nie mam swojej owulacji!! Jeżeli okres się nie pokaże do wtorku, to zrobię test, a potem... sama nie wiem...
21dc
ale mam od wczoraj podły nastrój ;/ jakaś taka płaczliwa jestem, wczoraj była u mnie przyjaciółka z moim chrześniakiem mały ma prawie dwa miesiące, tak bardzo się cieszę że mają Mysze, ale jak patrzałam na m trzymającego Bąbla i jak był w niego wpatrzony to serce mi pękało że nie moge zajść, mój Małż raczej nie mówi że jest mu ciężko, jak to facet trzyma wszystko w sobie ale wczorajszy wzrok powiedział wszystko, przez to mój humor i moje płaczki ale też dzieki temu jestem bardziej zaparta i z większą siłą będę walczyć
25+2
103 dni do terminu porodu.
3 dni do studniówki...
Nie było mnie dawno na ovu.Na bieżąco śledzę Wasze wpisy ale sama nie mam czego dodać.Rozpoczął się u mnie kolejny cykl bez starań ale następny juz taki nie będzie:).Pod koniec miesiąca wybieram się na wakacje:).Po naszym powrocie T będzie już w domu.Będę jednak w 13-14 dc.Może być już ciut za późno na powodzenie.Może troszkę uda mi się opóźnić najbliższą miesiączkę duphastonem ale za bardzo na to nie liczę.Zastanawiam się czy nie spróbować od razu cyklu z clo.w nastepny pn chcę podejść do swojej gin i pogadać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2015, 08:20
23dc..4dpo..coś mnie bierze przeziębienie chyba...wczoraj po południu 37,3 stopni i strasznie zimno mi było..wieczorem już ok...dzis od południa to samo...37,2 i mnie trzęsie..a rano temp. była o wiele niższa.
nic mi sie nie chce..jakoś mam doła chyba.
21 dc.
Od wczoraj wieczór, z nasileniem na dziś rano chodzę wściekła jak osa, mam taką chandrę, że chyba dziś kogoś zabije, normalnie taki PMS do potęgi setnej!!!
Znowu się wkurzam na mój wykres i na męża i na wszystko inne, gdzie ta owulacja? jeszcze by tego brakowało, żeby po hsg był cykl bezowulacyjny, i po co ja się tak męczę i staram? a mąż? miałam wrażenie, że w tym cyklu zaciągam go na siłe do łóżka, w poprzednim był przeziebiony, w tym wymiotował problemy z zoładkiem, ktoś na górze chyba sobie ze mnie kpi. Wczoraj obiecałam sobie, że sama nie wyjde z inicjatywą, poki on tego nie zrobi. I co? nico sciagnal sobie jakas gierke na komorke i zadowolony, zasypiajac poplakalam sie w poduszke. Mam dosc. Koniec. Kropka. Nie odzywam się.
Nie wytrzymałam i kupiłam testy w rossmannie
Były nawet na promocji 
W poniedziałek zaczynam testowanie, jest ich akurat 5 to wystarczy mi do wizyty u gina, a potem zobaczę co tam widać na usg.
Od ostatniego wpisu minęło prawie pół roku.... i nadal nic... od naszych starań minął rok... bez zmian... Co czuję? bezsilność, smutek, brak nadziei, wiary na to, że kiedyś nam się uda. Coś wewnątrz mnie, jakaś mała iskierka jest dobrej myśli, daje mi choć cień szansy na spełnienie mojego marzenia... ale ilekroć spojrzę wokoło, widzę znajomych, bliskich którym się udało, mój świat rozpada się na milion kawałeczków. Nie daję rady. `To boli kiedy patrzy się na kogoś i widzi jak spełniają mu się Twoje marzenia`... Najgorsze jest w tym wszystkim to, że zaczynam obwiniać siebie... co jest ze mną nie tak, czuję się wybrakowana...
Wszyscy wkoło mówią, że to dopiero rok, że niektóre pary starają się 2, 3 nawet 5 lat... że niepotrzebnie szukam przyczyn, powodów... no ale jak mam nie szukać, skoro czuję, że coś jest nie tak... musi być nie tak skoro po roku regularnych starań do tej pory nie zobaczyłam upragnionych 2 kresek... Wczoraj mąż zrobił badania, dzisiaj od rana siedzę jak na szpilkach... boję się wyników...
ale jak wszystko dobrze pójdzie to przynajmniej jego będziemy mogli wykluczyć z nieudanych przyczyn... za miesiąc ja idę do mojego lekarza, i zaczynam badania...chciałabym już wiedzieć na czym stoimy, bo ta bezsilność i niewiedza mnie wykańcza...
JESTEŚMY W DOMU!!!!!


Boże mam wrażenie jakbym wyszła z więzienia...ale jestem przeogromnie szczęsliwa, że w końcu jestem tu, w swoim domku...a do tego nie jesteśmy w nim sami. Zapach w domu zmieniamy z kwiatowego na zapach herbatników...tzn noworodków
a szczególnie jednego, malutkiego zawiniątka, które smacznie śpi w łóżeczku. Postaram sie opisać jak wygladały NASZE NARODZINY-całej trójki
bo urodzili się - mama Madzia, tata Konrad i córeczka Lilianka 
Piątek 1.05.2015
Wstałam o 5:50, obudzona przez panią, która mierzy temp i ciśnienie. Potem poszłam spać, bo zmieniła mi się kolejna koleżanka z sali -Monika dzień wcześniej miała zaplanowaną cesarkę. Przywieźli mi dziewczynę, która musiała leżeć - 32tc i sączyły sie jej wody...bardzo była przybita i widocznie nie szukała znajomości. No nic. Podawałam jej śniadanie, żeby nie musiała wstawać. Nie pytałam dokładnie o co chodziło, ale z rozmów jej wywnioskowałam, że sytuacja wygląda tak samo jak poprzednio... Ja szykowałam się do II indukcji porodu, po założeniu balonika, który z łatwością wyciągnęła położna dzien wcześniej. Pojechałam na górę i info, że mam rozwarcie na 2 cm przy skurczu, a tak normalnie to może z pół centymetra. Pomyślałam - no super, ale czułam pod skórnie, że nie wrócę juz na patologię-nawet śniadania nie zjadłam
po 9 zabrano mnie na salę przedporodową. Połozyli mnie i podpieli pod ktg. Koło 10 podali piewsza kroplówkę...wkurzałam się kiedy nic sie nie pisało...pomyślałam,że może nie dziś... ale koło godziny 12 zaczęły się regularne bolesne skurcze, trwały do 15. Zmęczona nimi chciałam pójśc spać, ale odpieli mnie od kroplówki by macica mogła załapać. I mówiłam do niej "no macica dajesz,dajesz" i ruszło, kazano mi pisać kiedy są skurcze i czy się nasilają. Były co 4-5 min i były mocniejsze niż pod oksy. Koło 16 podali nam zupe, bo nie wiadomo było kiedy się zacznie. A w tym samym czasie laska zwymiotowała na łóżko, ale ja była tak głodna, że nie przeszkadzało mi to zupełnie. Podpieli mnie znów pod ktg po 18 by zobaczyć jak sie rysują skurcze. Okazało się, że dobrze więc zapraszam na badanie. Przyszła pani, dała basen pod tyłek i bada. Oznajmia, że jest 4 cm i rodzimy! Wyszła na chwilę a ja do niej mówię, że mi niedobrze, poszła spokojnym krokiem po ręcznik papierowy, ale najlepiej by było jakby podała basen...zwymiotowałam całą zupę
Przeszłam do sali porodowej i zadzwoniłam do Konrada, że rodzimy
o 19:40 juz był, zwarty i gotowy
położna stwierdziła, że zajrzy za chwilę bo ktg zrobimy koło 21. Przyszła chwile po 20 i okazało się, że mamy już 9 cm i niestety ze znieczulenia, o które już błagałam nici. Kazała połozyć się na łóżko-fotelu do rodzenia i się zaczęło. Bałam się, że z braku dodatkowego wsparcia w oczyszczeniu się, mogę narobić na położna, ale zczyściło mnie dzień wcześniej i jeszcze rano. Szło nam bardzo dobrze, Mała miała super tętno więc jak przyszły parte to dostałam takiego Powera, że serio nie wiem nawet skąd. Najgorzej było z główką, co ja wychnęłam to się cofała, ale położna bardzo mnie dopingowała, że dobrze wyciskam ją. Kiedy kawałek już wyszedł zapytała się czy chce dotknąć, a Konrada zapytała czy chce zobaczyć, jakie włosy ma nasza córka. Ja dotknęłam, mimo iż w życiu bym nie pomyślała, że będę w stanie to zrobić a mąż O DZIWO przeszedł koło położnej i patrzył mi się w rozwarty krok
płakał, że widzi główkę i włoski czarne! :)Bardzo nie chciałam krzyczeć, ale „moje krzyki” były tylko pojedyncze a nie jak niektóre jak słyszałam to krzyczały ciągle…jestem z siebie dumna
Wypchniecie główki zajęło mi dużo czasu, położna wspomogła mnie sporą ilością oliwki i masażem kroku, a jak wyskoczył czubek nakazała nie przeć obciągała skóre na tyle wolno i spokojnie by nie pozwolić mi pęknąć. I tak sie stało, więc dzięki tej cudownej kobiecie mogę normalnie siedzieć i to nawet okrakiem
jak wyszła cała główka to położna obróciła Lilę aby wyszły barki i wystarczyło pare razy kaszlnąć i była już z Nami
moje serduszko
. Tak się bałam, że będzie owinieta pępowiną, ale nie była
Wyszła, była sina,cała we krwi ale piekna i zaczęła krzyczeć a my zaczęliśmy płakać i krzyczeć głośniej niz ona
do tej pory stają mi łzy w oczach, że sie udało, że donosiłam ją szczęśliwie i urodziłam
Wylądowała na moim brzuszku i krzyczała a ja ja uspokajałam, ale położna się śmiała, że musi krzyczeć by rozszerzyć płucka
pępowina została odcięta po około 3 min, by Mała nie doznała szoku. Mąż dzielnie ja przeciął i z łzami w oczach nachylał sie do nas i całował mnie i Niusie
a najlepsze jest to, że miał być z nami lekarz, ale wszedł już po fakcie
przyszedł i stwierdził z rozbawieniem, że jest tu zbędny
po urodzeniu łożyska- ta chwila jakby mi umknęła bo nie wiem kiedy i jak się to stało, ale ok
widziałam tylko kawał wątróbki na metalowym stoliku
mówię do Konrada aby stał przy pani lekarz i pediatrze i nasłuchiwał ile waży i ile mierzy a no i punkty
a ten chyba w delikatnym szoku był, że urodziłam bo latał ode mnie do stanowiska noworodkowego i z powrotem
I tak oto Nasza Córeczka Liliana urodziła się 3180g( a nie 3198 jak mi mąz powiedział
) 51 cm długa i dostała bez zarzutu 10 punktów
urodziła się w 38t +6d
połozna musiała mi założyć dwa maleńkie szwy w środku bo tam cos się rozjechało, ale guzik mnie to obchodziło szczerze
choć na myśl o szyciu bez znieczulenia, bo w sprayu i zastrzykach się skończył, dostałam ataku paniki. Z reka na sercu mogę powiedzieć, że NIC NIE CZUŁAM
Lilusia była najlepszym środkiem znieczulającym
kiedy lekarze skończyli z Małą została mi oddana i mogłam znów ja wziąć na ręce, sliczna, różowiutka i te oczka migdałowe
patrzyły sie na nas zapłakanych jak w obrazek
połozna pogratulowała mi i męzowi i przystawiła Lile i powiedziała, że zostaniemy tu 2 godziny, ale za godzinke zajrzy do nas. Podziękowalismy, bo to ona była naszym przewodnikiem
Mała to urodzony ssak. Ssała tak długo aż zasnęła
a my obdzwanialismy rodzine i znajomych
ale nie dało rady wszystkich poinformować. Reszta dowiedziała się na drugi dzień. Najbardziej mnie zszokował mój brzuch
taki miękki i pomarszcozny – już wiem, że będę nad nim dłuuuuugo pracować. Nie wiem jak z wagą po porodzie, ale czy to istotne?? Najważniejsze, że Malutka jest już z nami, spi teraz w łóżeczku a ja i Konrad zwariowaliśmy na jej punkcie
rano to Konrad się nią zajmował, bujał, mówiła do niej a ona patrzyła sie w jego oczy z takim zainteresowaniem. Uwielbiam ich – moją rodzinkę. Taką małą, naszą i ciepłą. Teraz czekają nas wielkie zmiany, ja już je odczuwam. Jestem matką, jak ja karmie to serce mi sie raduje i z niedowierzaniem zastanawiam się…jak to się stało? 
Oto ona...sens naszego życia 
Dziekuje Wam wszystkim za kciuki i za miłe słowa pocieszenia podczas naszego poytu w szpitalu 
Rozpoczynamy nowy rodział w życiu
postaram się w maire możliwości robić wpisy 
BUZIAKI CIOCIE :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:30
Ufff! Nareszcie w domu! 
Majówkę zaliczam do udanych - w piątek spacerek, grill i drineczki, W sobotę wycieczka do parku botanicznego i do ZOO. Potem pyszna pizza we włoskiej restauracji i relaks przy Scrabblach i lodach
A dzisiaj śniadanko i powrót do domu.
Niestety wczoraj już źle się czułam, a dzisiaj mnie poskładało do końca. W sumie czuję się dobrze, tylko głowa mnie boli i mam strasznie zapchany nos. A poza tym wszystko ok, w kościach nie strzyka, mięśnie nie bolą i ogólnie nic mi nie jest 
Był plan zbałamucenia męża w lesie, ale nie wyszło. Zbałamucona za to zostałam ja
Ale wiecie jak jest - nie narzekam hihihihi 
Mam nadzieję, że Wam długi weekend minął równie przyjemnie co mi 
Nie wiem czy jest jakiś sens testować. Niby OF pokazuje 68% testu pozytywnego. Poczekam, aż pokaże koło 80% i może machnę sikanego jeśli do tego czasu @ się nie raczy pojawić. Nie czuję się wcale ciążowo, tylko jestem śpiąca i mam smaka na żelki i lody. Ja czuję, że nie jestem w ciąży. Poczekamy - zobaczymy 
Dziś w okolicach 12-14 bardzo ostry ból owulacyjny po prawej stronie. Ciekawe, czy to możliwe?
Zrobiłam sobie TSH przed weekendem majowym i wyszło 2,25. 5 maja byłam u endo, pierwszy raz od 15 lat. Po prośbie dostałam Euthyrox. Biorę go od 6 maja. Na początku następnego cyklu pójdę sprawdzić jak działa. Chciałabym zbić TSH do około 1.
Zaszłam w ciąże w wieku 19 lat. Nie była to planowana ciąża bo znałam swego partnera 2 miesiące. Wiem, wiem mega nie odpowiedzialna byłam ale cóż. Później w wieku 20 lat wyszłam za mąż i po 6 tygodniach zostałam ciężarną wdową. Mój pierwszy mąż miał wypadek samochodowy- pijany kierowca go potrącił, on był pieszym. Nie ukrywam był to ciężki czas. Stanęłam na nogi choć nie było mi łatwo. Po jego śmierci urodziłam 2 syna i tak sobie żyliśmy dopóki nie poznałam mojego K. Nie pozornie bo tak szczerze to poznałam go w mojej kuchni
Poznała mnie z nim moją szwagierka. I tak już został nie tylko w mojej kuchni
Jest cudownym tatą dla moich dzieci. Notabene często w żartach się ze mną droczy że to bardziej jego dzieci niż moje. 
Od roku marzę o dziecku. K.nie koniecznie chciał, mówił że ma już dwóch pięknych i cudownych synów. Obaj to była wpadka (choć to najpiękniejsze wpadki w moim życiu)a teraz pierwszy raz czuję świadomą potrzebę macierzyństwa. Mam bardzo długie cykle. Ostatni to było az 42 długie dni. Już myślałam że się udało ale cóż. Dziś czekam na @ testy niestety negatywne. Stwierdziłam, że będę tu pisać gdyż łatwiej będzie mi czasami wytrzymać sama ze sobą 
Trzymam kciuki za wszystkie Staraczki :* 
pierwszy cykl starań po stracie aniołka.
huśtawka. będzie dobrze/nie będzie. Uda się/nie uda się.
wróć do nas...
32 dzień Maluszka 
U Dominika bez większych zmian.
Jest weekend majowy więc i informacji mało no i badań też żadnych nie robiono.
Lekarz który przyjmował Dominika w dniu Jego narodzin dziś do Nas podszedł i powiedział, że stan dziecka dalej stabilny i że jeszcze potrzebuje pomocy CEPAP-u.
A tak ładnie Maluszek ćwiczy samodzielne oddychanie 

Bez wspomagania Synuś był około godziny - tak mówiła pani położna, która dziś się Nim zajmowała. Pierwszy raz widziałam ją na oczy.
Jak przyszliśmy Dominik oddychał samodzielnie i saturację miała ładną między 95-100. Później się troszkę powiercił i saturacja 2 razy spadła do 76 i ta "nowa" położna od razu podłączyła Małego pod wspomaganie...jestem pewna, że jakby była któraś z tych położnych co dotychczas zajmowały się Dominikiem tak szybko by Go nie podłączyły tylko jeszcze poczekały..no ale co położna to inna nauka..Jednak i tak dobrze, że wgl. ćwiczą to samodzielne oddychanie.
A dziś jeszcze mnie zdenerwowała ta położna bo Mały był taki wiercący - możliwe, że głodny bo zbliżała się pora karmienia i położna od razu dała mu mleko ale modyfikowane
i dopiero po podaniu pyta się mnie czy przynoszę pokarm..no kurde !! Przecież Dominik ma tam u nich w zamrażalce całą szufladę mojego mleka a na oddziale w chłodziarce miał na dziś przygotowane a ona takie jaja robi.. - pewnie ciężko jej było iść zobaczyć czy coś dla Niego jest..eh - tylko spokój mnie uratuje..!!
Waga z dnia 02.05.2015 - 1255g
coraz ładniej Nam Szkrab rośnie 
Wypijane mleczko - 22-25ml 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2015, 20:01
Ufff... przetrwalam.
Zosia? Zosia przeszla przez wszystko po swojemu. Najpierw na szybko chce ja nakarmic, godzina 10:30, zaraz wychodzimy... a ona nie chce. Musialam ja namawiac z 10 minut, zebym nie musiala jej karmic w kosciele. Zasnela w samochodzie, co mnie strasznie ucieszylo, mysle sobie, moze chociaz czesc mszy przespi. Bez szans. Jeszcze sie msza nie zaczela, ta pyk, otwiera galy i nie spi... Nie rozryczala sie, chwala jej za to, ale jojczyla konkretnie przez caly czas. Malo tego, w okolicach napisaow koncowych wacham, wacham... niemozliwe... KUPA!!! Szybko do zakrystii, na macie do przewijania na dywanie szybka akcja. Chrzest byl po mszy. Nawet jej brewka nie pykla jak ja woda polewali, ale moi rodzice mowili, ze ksiadz wrzatek wlewal przy nich, wiec ciepla woda byla. Natomiast matka dala rade - powaga, doniosla chwila, naznaczamy dziecko znakiem krzyza, cofam sie i (wait for it) wpadam obcasem w kratke. Probuje wyciagnac noge, but zostaje
Zrezygnowana oddaje mezowi mala (chrzest caly czas trwa) kucam i wydobywam buta z kratki. Nawet ksiadz sie pod nosem chichral 
Fajnie, kameralnie, tylko rodzinka i najblizsi znajomi. Zrobilismy potem grila na ogrodku, mala poszla spac i udalo mi sie duzo zrobic i nawet zjesc zanim sie obudzila. Potem juz marudzila, bo nie lubi siedziec na ogrodzie. Za jasno, za cieplo, za duzo ludzi. Poszlismy jeszcze z chrzestnymi do ogrodu rozanego porobic troche zdjec, bede miala dopiero jutro i raczej nie wrzuce w pamietnik, chociaz moze jakies Zosiowe sie pojawi 
Zosia dostala troche ciuszkow, kocyk, rowerek (az sie boje co moi rodzice jej kupia na roczek...), dwa medaliki z matka boska i jeden lancuszek z zawieszka, duzo slicznych kartek i pieniazki. Fajnie, moge jej teraz pokupowac troche bajerow 
Wydaje mi sie, ze moje cycki zwiekszyly produkcje mleka. Ostatnio z jednego odciagnelam 100ml az prawie, zamiast 60. Fajnie, bo Zosia rzadziej je troszke. No i dzisiaj nie bylo juz ze ide spac sama, bardzo chciala z cycusiem i jak zabieralam od razu otwierala oczy 
Ogolnie kocham ja strasznie mocno, wszystko w niej jest dla mnie idealne. Te delikatne wlsoki, przeslodkie faldeczki, oczka jak niebieskie koraliki, perfekcyjnie wykrojone usteczka, pucate rumiane policzki, nosek z taka smieszna kreseczka biegnaca przez srodek, malutkie stopki i raczki. Wszystko jest idealne, cala moja sliczna, przekochana coreczka :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2015, 22:50
Dzięki Aknis. Musiałam się wyżyć tym wpisem 
Witajcie dziewczynki. A wiec tak... Jestem zwykłą szara myszka która ponad wszystko pragnie mieć dziecko ! Mam jednak PCOS i nie jest łatwo. Mam tez MEGA motywacje dzięki której wzielam sie za siebie i z 90 kg zostało mi 77 kg. I ciągle walczę ! PAN doktor jest ze mnie dumny i ciągle powtarza ze się uda ze on to czuje a ja ? Ja walczę o wymarzoną wagę 58
po co tu jestem? Szukam wsparcia i chce wspierać !
Dieta, Nordic Walking i INOFOLIC to mój mały klucz do sukcesu!
Wczoraj po raz pierwszy wyraźnie na teście zobaczylam owulację ! To dobry znak = może za jakiś czas wszystko się zmieni!
Całuje was wszystkie i trzymam kciuki za każda z nas 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.