Badania wirusologii pod IUI ok
Progesteron 18,73, TSH 1,15, Glukoza jakimś cudem 76
Toxoplazmoza i cytomegalia niereaktywne (IgG), różyczka przebyta, do zrobienie w tygodniu zostało Toxo i CMV IgM i wit. D, w pon krew na kariotyp i na tym chyba będzie chwilowy koniec kłucia
Dzisiaj prolaktyna poza normą- 32,2- nie kumam tych moich skoków ale z owulką i jajeczkami nie było problemów więc myślę, że nie ma się czym aż tak martwić
oby tylko jeszcze cytologia wyszła ok!
hej.
chyba dzisiaj nie wyraaaabiam,skurcze mam tak silne,ze usiedziec,ulezec ani nawet ustac nie moge i to od wczoraj...tylko,ze nie regularne. Wlasciwie pol nocy przesalam dopoki mnie mocniej nie chwycilo.
Dzisiaj maja byc upaly i jutro tez,tak bym chciala,zeby byla juz jesien i zima...nienawidze lata!
najgorsza pora roku pod sloncem.
Tym bardziej teraz,wiecznie zgrzana,umeczona i zasapana a to jeszcze w 2 paku.
Mogłbys sie moj synu kochany zlitowac i opuscic dzisiaj moje wnetrze,bo jak boga kocham zeswiruje!
Wiem,ze mnie slucha bo wlasnie mi zasunal w bok i to po zlosci pewnie;D
Ciezki zywot kobiety,oj bardzo ciezki;D
Milego dnia kobietki! ;*
Jakże miło spędziliśmy czwartek- grill, winko i muzyka. A przede wszystkim wolne od pracy.
Rozmyślałam o tym aby w końcu pójść na studia. Teraz już nas stać. Głupio trochę, że mąż ma wyższe a ja nie. Oderwałabym się od tej roboty której nie lubię i może praca sprawiałaby mi frajdę? hm może, może
11dpo zatestowałam i niestety (-) i mimo że spodziewałam się takiego wyniku to jednak miałam nadzieję że będzie inaczej widać że objawy które delikatnie dokuczają są zwiastunem nadchodzącej @.
Pozostało tylko czekać na wredotę i spiąć się w przyszłym cyklu. Plus jest taki że bardziej potrafię określić szyjkę i więcej dowiedziałam się o NPR.
Podoba mi się na OF i to kibicowanie innym dziewczynom dobrze widzieć że się innym udaje i wierzę i mi się uda
1 dc
To było raczej wmawianie sobie ciąży, jak zawsze,@ przyszła 2 dni wczesniej, leciutka, ale się rozkręci.
NOWY CYKL - NOWE STARANIA, dzidzius bedzie CHOĆBY NIE WIEM CO !!
Kurwa, kurwa, kurwa.... Dostałam krwawienia, dość mocnego. Nagle. Bez żadnych zapowiadających objawów
Czekam, aż mąż wróci i pojadę z nim na izbę przyjęć. Sama w tych emocjach boję się wsiąść za kółko, żeby czegoś nie wywinąć, tym bardziej że co chwila mnie płacz bierze. Staram się myśleć jeszcze pozytywnie, choć niepokój czuję okropny. Mantra: Będzie, co ma być.
eh... już piersi zaczęły znajomo boleć, więc wiem jak się skończy ten cykl. Chociaż temp. pieknie rośnie...
Ale co tam, piękna pogoda, więc głowa do góry 
Jak cudnie, jak gorąco ...
12dc
Próbuję zrobić ten wpis od wczoraj, ale gdy tylko zacznę o tym myśleć już płaczę, zanim jeszcze otworzę komputer, teraz też..
Byłam wczoraj na monitoringu, tym razem u mojego lekarza i dałam mu badania do interpretacji.. Nie był tak pozytywnie nastawiony jak ten który go zastępował.. Moje AMH wskazuje na menopauzę i nie wiadomo kiedy przestanę miesiączkować, może to być trzy miesiące a może być trzy lata, jego zdaniem badanie AMH w dzisiejszych czasach jest tak wrażliwe, że myli się tylko o 10% zatem nawet gdyby wynik był lepszy, nic w diagnozie nie zmienia.. Powiedział, że chciałby obserwować maksymalnie dwa cykle i jak najszybciej skierować mnie na rządowe in vitro.. I postarać się o przyspieszoną procedurę.. Powiedział również, że niektórzy lekarze przeprowadzający procedurę nie chcą wykonywać in vitro jeżeli AMH jest poniżej 0,8, a ja mam przecież 0,3!!! Jeżeli się nie zdecyduje to on nie wie czy jest sens obserwować moje cykle, bo moje jajeczka jak dotąd nie pękały.. Pocieszeniem moich wyników jest to, że jajeczka zawsze są i mam ładne endometrium.. Ja sama pocieszam się, że nie mam żadnych objawów menopauzy, żadnych uderzeń gorąca, żadnych humorów, wahań wagi, nic.. Może zatem mam trochę więcej czasu niż kilka miesięcy.. Wróciłam do domu, sprawdzam warunki rządowego in vitro i załamałam się zupełnie jestem w kryterium wykluczenia.. Mam FSH powyżej 15 i AMH poniżej 0,5.. Przepłakałam cały wieczór.. Potem musiałam się ogarnąć bo byliśmy umówieni ze znajomymi na grilla.. Siedziałam i nie wiem co się działo wokół mnie.. Tuliłam tylko ich córeczkę i zastanawiałam się co dalej..
Dzisiaj też płaczę.. Nie potrafię przestać mimo, że bardzo się staram.. Nie mogę zrozumieć dlaczego życie takie jest.. I za co mnie to spotyka.. Dlaczego żaden lekarz nic na ten temat nie wspominał.. Chodziłam do lekarza systematycznie raz w roku, czasem nawet częściej jeżeli mnie coś niepokoiło.. Zawsze wszystko było dobrze.. Zawsze.. A teraz tu takie coś.. kolejne pytanie które chodzi mi po głowie to pytanie czy jeżeli moja macica wiekiem jestem jest po 40 tzn że jestem w takiej samej grupie ryzyka?? Tzn że mogę urodzić chore dziecko? I dlaczego takie szmaty jak ta znajoma, która się głodzi w ciąży zachodzą bez problemu.. Puszczała się na prawo i lewo i wpadła z jednym z najlepszych facetów jakich znam.. Nie ma sprawiedliwości.. Na domiar złego zaraz po wizycie u lekarza ją widziałam.. Na szczęście oni nas nie bo jeszcze musiałabym ze względu na G. udawać miłą, sympatyczną koleżankę..
Zadzwoniłam do rodziców.. Mama płakała razem ze mną.. Ale jestem dzięki niej spokojniejsza.. Zawsze będą ze mną.. Plan jest taki.. Idę na monitoring w środę, potwierdzić czy jajeczko pękło, znów będzie zastępstwo, zatem pewnie lekarz nic mi nie powie.. Jeżeli pękło modlę się o nasz cud.. Ponadto idę do mojego lekarza w piątek, żeby mi powiedział czy na pewno nie możemy się dostać na program rządowy, bo pomimo, że mam takie złe wyniki te jajeczka i mnie jednak są!! czy jestem w grupie ryzyka na chore dziecko i albo zaczynamy działać w kierunku in vitro albo sama nie wiem co.. Zapytam tez czy nie ma nic na pękanie tych jajeczek.. Moja kuzynka miała taki problem i dostawała jakieś zastrzyki, które wywoływały pękanie.. Bardzo bolesne, ale ma teraz dwójkę cudownych dzieci.. Jeżeli rozłoży ręce mam dwa namiary do lekarzy, jeden ginekolog-endokrynolog, który pomógł zajść w ciążę mojej koleżance, ponoć świetny, ale drogi, i drugi klinika leczenia niepłodności.. Chce mieć diagnozę z kilku niezależnych źródeł.. będę walczyć..
Ulżyło mi.. Chwilowo nie płaczę
Muszę jeszcze tylko wymyślić skąd wezmę pieniądze na to wszystko..
10tydz I 1 dzien
P. zabral Adasia na lekcje plywania..hehe a ja sobie w pizamie chodze po domku..nie to zebym nie miala nic do roboty( wszystkie prace domowe z calego tygodnia plus zakupy bo duzo pracowalam wiec nie mialam czasu..
))
Ale jakis taki len mnie ogarnal..przeciez wszystko zdazy sie zrobic..hehehe
14 czerwca jedziemy na wakacje, niestety tylko tutaj na poludnie bo P. zdecydowal ze nie bedziemy lecieec samolotem w moim blogoslawionym stanie. Niby dostalismy zielone swialo od mojej ginki ale stwierdzilam ze jak mam sie caly tydzien martwic a potem lecieic na usg to moze na razie sobie darujmy I moze polecimy w sierpniu jakos, jak Bog da to bedzie drugi trymestr wiec ryzyko juz bedzie mniejsze.
A co do usg..niewyobrazalne..zadzownilam do szpitala bo nie dostalam zadnego listu z terminem wizyty, badan krwi mi nikt nie robil, cytologii itp..I pani powiedziala mi ze moja wizyta bedzie w 14 tygodniu!!!!!! a list dostane blizej terminu...jakos nie moge tego pojac, 14 tygodni bez zadnych badan nic...dobrze ze moge isc prywatnie bo przeciez to jakis zart. Nawet za bardzo nie wiem jakie badania zrobic ..musze poszukac w necie I chyba isc sama bo jakos nie mam zaufania do tego systemu. Boje sie bardzo
Wczoraj przeczytałam pamiętnik, który dał mi sporo do myślenia. Nowe postanowienia. Będę królowa matka. Egoistką. Nigdy więcej obwiniania sie, przejmowania sie uczuciami innych, porównywania sie z innymi. Moje nowe motto: jestem najpiękniejsza, najmądrzejsza i zawsze mam racje (a nawet jak jej nie mam, to mam to gdzieś i robię swoje). Byłam krytycznie nastawiona do takiej postawy i zawsze wymagałaby dużo od siebie. Nie chciałam ranić innych, byłam ugrzeczniona. Widze, ze to był błąd. Nie będę dobra matka, a może właśnie dlatego nie będę wogole matka, jeśli najpierw nie pokocham siebie, nie będę potrafiła bronić siebie, swojego ego i dobrego samopoczucia. Dużo stresu miałam w życiu, do którego sie poprostu przyzwyczaiłam, wiele sytuacji zbyt długo tolerowalam i wieloma sprawami sie niepotrzebnie przyjmowałam. Teraz widzę, ze to sie złe przełożyło, pewnie tez na moje zdrowie, moje oGolne samopoczucie. Teraz liczę sie ja i moje emocje. Jeżeli nie będę potrafiła bronić siebie teraz, nie będę potrafiła bronić swojego dziecka w moim brzuchu, mojej rodziny. Chce byc szczęśliwa, żadnych przygnebiajacych filmów, książek i wiadomości. Po co mi to. Nie muszę wiedzieć wszystkiego, znać największe ludzkie podłości. Teraz bedą tylko komedie i wesołe piosenki. Mam gdzieś, ze świat jest zły i niesprawiedliwy itp. Jest piękna pogoda, pójdę sie popalac. Życzę wszystkim szaraczka miłego dnia.
3h po testowaniu pojawił się cień cienia na teście i wiem że nie powinnam sprawdzać po takim czasie to jednak mnie podkusiło 
Mimo że wiem też że taki wynik nic nie znaczy to jednak jeszcze trochę pomarzę i powtórzę test jutro lub pojutrze a co tam pomarzyć dobra rzecz a i humor na sobotę lepszy może nawet zachce mi się ugotować jakiś obiad i posprzątać 
HEJ LASENCJE! POWRÓCIŁAM!
Zaniedbałam Ovu na maksa, wpadałam tylko rano wpisać tempkę i znikałam. Wiem - przepraszam
Zapewne niewiele z Was płakało w poduszkę z powodu mojego zniknięcia, ale miło mi, że chociaż na czacie dziewczyny miały z tego tytułu używanie 
Zniknięcie spowodowane było lawiną pierdół i spraw ważniejszych, które się na mnie posypały. Taka kumulacja wszystkiego która sprawiła, że czasu nie miałam nawet na jedzenie za bardzo. 
Ogólnie od jakiegoś czasu zajmuję się dzieckiem mojej znajomej. Chłopiec ma teraz niecałe 8 lat, a ja go odbieram ze szkoły, jemy obiad, odrabiamy razem lekcje i jakoś tam bawimy czy coś. Ogólnie jej bardzo zależało na podciągnięciu się przez Olina w nauce, bo ma okropne problemy. Powiem szczerze, że nie widziałam tego dziecka prawie 3 lata i myślałam, że może jemu się nie chce uczyć czy zwyczajnie nie ma do tego predyspozycji. I co się okazało? Dziecko chłonie wiedzę jak gąbka! Wystarczy z nim posiedzieć, wytłumaczyć, przeczytać na spokojnie. On jest strasznie nadpobudliwy, non stop go pełno, kręci się, gada, śpiewa, tańczy. I powiem Wam tak - POKŁON WSZYSTKIM NAUCZYCIELOM!!! Lentillka podziwiam Cię! Zanim nie zaczęłam z nim pracować, nie wiedziałam, że uczenie kogoś jest takie trudne! Ale jestem dumna! Jego wychowawczyni chwali postępy, Oli zbiera coraz lepsze oceny a ja chyba pójde na studia pedagogiki wczesnoszkolnej 
Na domiar złego (tj. zajętego) zapomniałam, że mają przyjść mi wstawić nowe drzwi wejściowe w mieszkaniu. 8 rano, ja sobie spokojnie piję kawę przed wyjściem po zakupy, a tu "Stuk-puk my z drzwiami!", no to psa do łazienki, siebie na kanapę, czytam książkę, a Ci tam tłuką. Do tego wszystkiego musieli kuć ścianę w górę, bo nowe drzwi są wyższe niż stare. A tu słyszę, że mój sąsiad (kumpel w moim wieku) wychodzi na klatkę i mówi "Nosz kurwa zabiję ją!" No to lecę i pytam co się stało? A on, że o 6:30 z nocki wrócił i właśnie się kładł spać.
Wszystko wycyrklowałam, tylko tego pod uwagę nie wzięłam
No to uznaliśmy, że ja w ramach kary zrobię mu kawę i pójdziemy do niego wypić, bo u mnie to się nie da gadać taki hałas. Wzięłam kawę na rękę, psa pod pachę i poszłam. Posiedziałam do czasu aż wszystko skuli i zaczęli obsadzać drzwi. I tu się zaczyna horror! Jak weszłam do mieszkania, to nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać - WSZYSTKO było w szarym pyle! Dosłownie WSZYSTKO! Karnisze, firanki, szafki, telewizor, szafa, pranie na suszarce, gazówka, garnki, kwiaty, bibeloty na szafkach, pufy, kanapa, nasze łóżko, legowisko psa, dywany, buty, podłogi, WSZYSTKO! Ja się czułam jak w czarno-białym filmie. Całe otoczenie miało tylko różne odcienie szarości! Myślałam, że zawału dostanę! I stałam w tej szarej kuchni i uwierzyć nie mogłam jak do tego doszło
Sprzątnie zajęło mi prawie 6 godzin. A następnego dnia miałam lekką poprawkę, bo kończyli obróbkę drzwi. teraz przynajmniej mam nowe drzwi i mogę bez wyrzutów sumienia jeść z podłogi 
Poza tym przygotowywałam bukiety na Dzień matki do szkoły, byłam u mojego chrześniaka na Dzień Dziecka, piekłam kupę ciast i deserów i robiłam milion innych, drobnych rzeczy. Ogólnie kosmos!
Przyszły nasze leki!
Dla mnie Inofem - na razie 1 saszetka dziennie,jak już dostane okres to do monitoringu 2, a potem się zobaczy.
- Vita Miner Prenatal - miks witamin, żeby łykać wszystko w jednym 
Dla Jacka - Androvit - czytałąm, że skład ma dość bogaty, a wiecie jak to z facetami - jak mają jeść tabletki to dostają spazmów, więc na razie tylko to, a potem mu przemycę jeszcze l-karnitynę 
Ogólnie jakoś od wyników badań nasienia mało mówimy o staraniach. Ja wiem, że "na dzisiaj" z takimi wynikami mamy małe szanse, więc jakoś się nie spinam. Widzę ogólnie tu na Ovu wśród moim bliskich tendencję do porzucania starań. I wszystkie je rozumiem, bo mają faktycznie poważne powody. I zastanawiam się jak długo ja tu będę? Czy odejdę sama, czy z zielonym kropkiem na fioletową stronę?
I nawiązując do mojego cyklu dłuższego niż Moda na Sukces - wiem, że być może powinnam iść po coś na wywołanie, ale po co mi to skoro i tak kijanki są słabe i się nie uda. Wolałabym Jacka podreperować trochę, żeby było z czym iść do tego mojego gina. Mam mętlik trochę w tym temacie. Sama nie wiem czy iść, wywołać i od razu chcieć stymulację, czy poczekać, aż Jacka wyniki będą lepsze? Sama nie wiem. Jak dotąd bez spiny...
Słodka ciąża...
jak się ma mamę, babcię, pradziadka i wujka obciążonych cukrzycą to chyba wynik krzywej wskazujący na cukrzycę ciążową nie powinien dziwić a jednak. Od wczoraj nie jest mi dobrze z tą myślą, że moja trzustka nie wyrabia z produkcją insuliny
. O siebie się nie martwię, często po ciąży problemy z cukrem znikają a nawet jeśli zostają to trzeba trochę przemeblować swoje życie (dieta plus ruch co wychodzi tylko na zdrowie). Martwię się o tą moją małą Alutkę siedzącą grzecznie w brzuchu. Niby wartości glikemii nie są jakieś masakryczne ale są podwyższone. Jeszcze rok temu takie wartości wskazywały by na upośledzoną tolerancję glukozy ale nowe wytyczne PTG i PTD mówią jasno, że to cukrzyca. Ehhh glukometr i waga kuchenna poszły w ruch 
W końcu jest sobota, dzień w którym mogę wyspać się do woli. Normalnie wstaję do pracy o 3.40 rano i ciągle czekam aż nadejdzie weekend i będę mogła robić to co tygryski lubią najbardziej spaaaćććć... Mój mąż dzisiaj w pracy tylko do 12 więc jak wróci to zaplanujemy sobie co będziemy dzisiaj robić. Chcę troszkę popracować na moim ogródku zanim wróci ale jakoś brak mi weny.
Dzisiaj @ z tego cyklu odeszła w niepamięć. Zaczynam od dzisiaj mierzyć tempke i może uda się w tym cyklu z naszym maleństwem. Po naszej stracie pragnienie dziecka stało się tak silne, że nie ma dnia bym o tym nie myślała. Mam dwie silne obawy: pierwsza że nie będę mogła zajść w ciążę, a druga znacznie silniejsza, to że znów będzie coś nie tak i że stracimy znów nasze szczęście.
Jutro moja mała kończy 2 miesiące
Taka już duża księżniczka.
Od trzech dni Zosia przesypia mi ciągiem 6 godzin. Mam nadzieję, że się jej nie odwidzi. Ale przed każdym spaniem histeria musi być... Nie wiem już o co jej chodzi...
Położona na brzuchu potrafi bardzo wysoko podnieść główkę, a potem ją przeważa i aż nóżki w górę idą 
Gada po swojemu, dalej bez jakiś konkretnych głosek. I tylko dlaczego dalej się nie uśmiecha??
Znalezienie czegoś dla niemowlaka przeciwko kleszczom i komarom - fizycznie niemożliwe
Spróbujemy kupić moskitierę, ale czy ochroni przed kleszczami??
Edit: No więc kupiliśmy moskitierę i jakieś spraye też, chociaż dla starszych dzieci. Wycieczka do lasu - porażka. Sofik zaczął się drzeć w połowie drogi - wyciąganie z wózka i noszenie na rączkach, potem szybkie karmienie na ławeczce. Chwila ciszy i znów to samo. Po drugim karmieniu walnęła taką kupę, że mąż na ręce dostał aż jak ją trzymał
I było przebieranie polowe i wracała na golasa w pampersie
Zasnęła dopiero u mnie na rękach i dała się odłożyć i spała może z 20 minut i znowu wrzeszczy... Ale uśmiechnąć się nie uśmiechnie ani 5% czasu tego co się drze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2015, 17:53
12dpo tempka znowu w górę a test nadal ujemny myślę że @ nie odpuści tym bardziej że objawy niby ciążowe zanikają z dnia na dzień mam wrażenie że jest ich coraz to mniej tylko gazy i trądzik ale to może być też na @ więc cóż dalej czekam.
Waga trochę spadła
5.06 - 68,3
6.06 - 68,0
7.06 - 67,6
Wczoraj badałam szyjkę jak co wieczór i nadal w górze średnio miękka zamknięta ale co dziwnego zauważyłam to to że wygięła się w stronę kręgosłupa nie wiem czy we wcześniejszych cyklach też tak bywało bo dopiero się uczę.
P.s.
Może przeczyta ktoś kto ma większe doświadczenie i się wypowie... byłabym wdzięczna za wszystkie rady 
Julianek nadal jest malo ruchliwy. Jak go poloze na ziemi to tylko leźy w tej jednej pozycji. Nie kreci sie wokol wlasnej osi. Na brzuszek potrafi sie przekrecic ale zrobi to moze dwa razy na caly dzien. Z brzuszka na plecki nadal nie umie. Gdy go podnosze do siadu to nie ma sily sie podniesc. Gdy lezy na brzuszku to tez zaraz ryczy bo tego nie lubi a jego glowka lezy za nisko. W tym wieku powinien juz robic kolowrotki i czolgac sie. Powinien lezac na brzuszku wysoko zadzierac glowke i podnosic juz klatke piersiowa. Powinien mi juz pomalu sprezynowac nie skulajac paluszkow przy staniu co niestety mi robi. A najgorsze ze gdy go nosze na rekach to mam odczucie ze jest taki miekki, przelewajacy sie. No wiec zawolalam do siebie Magde. Kumpela w polsce skonczyla pedagogike specjalna i przez 10 lat pracowala z malymi maluszkami z problemami ruchowymi. Magda mi go obejrzala i potwierdzila moje obawy. Najbardziej niepokojace jest ta jego miekkosc miesni. Narazie mam jednak jeszcze nie panikowac i dac malemu czas do konca miesiaca w tym czasie duzo klasc na brzuszek i cwiczac z nim codziennie. Ale jak nie bedzie poprawy to musze isc do lekarza....
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2015, 13:17
No to już wiem, na czym stoję...
Pobyt na Izbie Przyjęć Szpitala Ginekologiczno-Położniczego jak zwykle wspominam bardzo kiepsko. Byłam tam drugi raz i znowu odniosłam to samo wrażenie, że jeśli kobieta nie ma dużego, widocznego brzucha ciążowego to na pewno zmyśla i po co im dupę zawraca! A opinia ta potwierdziła się po pół roku przerwy od mojego ostatniego pobytu tam. Nawet trafiłam na tą samą położną (specyficzną, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że wredną), co gdy byłam ostatnim razem. Wyjątkowo krótko czekałam na przyjęcie, ale samo badanie już było nie ciekawe. Pan doktor był jakiś rozkojarzony, nic nie umiał mi powiedzieć konkretnego. Nawet odniosłam wrażenie, że chce mnie jak najszybciej spławić. Po badaniu na fotelu wziernikiem zrobił dziwną minę (obrzydzenia?) , gdy zobaczył mocno zakrwawioną na brunatno końcówkę instrumentu. Już wtedy była bliska zwróceniu mu uwagi. Potem zaprosił mnie na usg. Stwierdził, że nic nie widać, brak pęcherzyka a co za tym idzie zarodka i czy na pewno miałam potwierdzaną ciążę. Mówię mu, że tak- piękny przyrost bety był (pokazałam mu po badaniu usg wyniki: 158,5 a po 48 h 532,6) , i że w poniedziałek miałam usg, ale nic nie było widać, bo to za wcześnie jeszcze było. Powiedział, że niestety ale teraz też nic nie widzi i że prawdopodobnie to poronienie. Pobrali mi krew na betę i kazali czekać 1,5 h w poczekalni. Po tym czasie przychodzi do nas i mówi, że maszyna im się zawiesiła w laboratorium i że trzeba będzie na pewno poczekać jeszcze z jakieś 45 minut. Czekaliśmy ponad godzinę. W międzyczasie sporo babeczek się schodziło- na porody i z podobnymi dolegliwościami co ja. W końcu dr wyszedł i powiedział, że ma moje wyniki i że zaraz wypisze mi kartę z zaleceniami. Wrócił po kolejnych 20 minutach (wtf?! co tak długo?), i powiedział, że jest to podejrzenie wczesnej, 4-tygodniowej ciąży (bo pani z czym się do nas zgłosiła?- nawet nie pamiętał że przyszłam z silnym krwawieniem... brak słów!). A ja na to: że co ? Przecież mówiłam, że jest to szósty tydzień (5t6d), i że krwawię intensywnie. No to stwierdził, rozkojarzony już oczywiście bo przyszła jakaś jego znajoma w ciąży i kiwał jej cześć w międzyczasie, żebym powtórzyła badanie bety za 48h (teraz wyszła tylko 613
) i zgłosiła się do swojego lekarza prowadzącego celem diagnozy. Generalnie porażka! Wiem już , że znowu poroniłam. Czyli druga już na moim koncie ciąża biochemiczna. Strata w szóstym tygodniu
Smutno mi, bo nie wiem co jest przyczyną tych samoistnych poronień... Zaczęłam czytać o zespole antyfosfolipidowym i na pewno będę chciała w jego kierunku zrobić badania. Zapytam też mojego ginekologa, co jeszcze mogę sprawdzić, jakie badania zrobić, by się jak najlepiej przygotować do kolejnej ciąży... A tymczasem wracam na róż- moje ciało jednak zdecydowanie bardziej woli róż, nie wiedzieć czemu? Au revoir fioletowa strono! Mam nadzieję, że niebawem tu wrócimy...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.