Wieczorkiem lub jutro rano będzie piekne foto ale powiem Wam, ze wszystko jest w porządku. Widziałam nasze cudne piękne malenstwa..... tak potwierdzam informejszon.
W brzuszku rosną dwa maleństwa!
Widzialam tez obydwa serduszka. Tak sie wzruszylam, ze polecialy mi łzy a do mnie dolaczyly dwie pielegniarki. A do tego nawet lekarzowi zakrecila sie lezka w oku widzac jak sie ciesze. Hihi
Niesamowite!!!!
Brzuch mnie dzisiaj tak naparza, że czuję jakbym miała jeża urodzić! Masakra! Spodziewałam się bólu aż nie takiego, po prostu zapomniałam, jak to bolało ostatnim razem 
Dzisiaj rozmawiałam z moją przyjaciółką, mamą 2-latka i stwierdziła, że ja naprawdę jestem mocna, silna, skoro się nie załamuję tylko dalej chcę się starać i szukać przyczyn, a nie wylewam przy tym morza łez tylko spokojnie i rzeczowo o tym rozmawiam. Tak po prostu musiało być, tak sobie to tłumaczę, ale oczywiście nie spocznę póki nie ustalę przyczyny poronień. W sobotę wizyta u dr , zobaczymy co on powie. Może moje ciało wysyła mi właśnie w taki sposób sygnały, że nie udźwignie obciążenia ciąży bez wsparcia z zewnątrz? Może muszę o siebie jeszcze bardziej zadbać? Nic nie dzieje się bez przyczyny, a już na pewno nie w moim życiu. Dlatego wiem, że muszę zaprowadzić parę zmian w myśleniu i działaniu a wtedy na pewno uda nam się zaciążyć z Mężem mym 
Za dwa miesiące idziemy na wesele, potem we wrześniu, więc muszę powoli myśleć o sukience i butach. Całe szczęście mogę oblecieć oba wesela w jednym outficie, bo to zupełnie dwa różne środowiska
a wydatków i tak będzie nie mało... Sierpień to miesiąc naszych urodzin- męża i moich, wesele, urlop i wakacje chociaż tygodniowe, za którymi nota bene też muszę się zacząć rozglądać.
I obiecałam sobie, że do czasu wesela muszę ujędrnić ciało, więc wprowadzę sobie delikatne ćwiczenia z 3-4 razy w tygodniu na różne partie ciała tak, by się nie przeforsować, a jednak przyzwyczaić ciało do wysiłku. Kiedyś mi się przecież to przyda- noszenie dziecka pod sercem będzie nie lada wyzwaniem dla organizmu
ale zanim zacznę realizować mój cudowny plan, pozostaje mi czekać, aż skończy mi się @...
Coraz bliżej do @. Już się nie mogę doczekać bo samopoczucie mam kiepskawe
i cały czas się na kogoś wydzieram... Głównie na męża i... psa
bo oni są pod ręką 
Świństwa wczoraj oficjalnie odstawione i nie zamierzam wracać do ich zażywania choćby nie wiem co... Mam nadzieję, że mój lekarz wiedział co robi przepisując mi te leki...
Dzisiaj dostarczono moje ziółka
W weekend powinnam dostać @ i zacznę je pić.
Jestem dobrej nadziei
Mam przeczucie, że ten okres wakacyjny będzie udany
Musi!
24dc, 5dpo (tak tak wyszło na moje i owu się przesuneła w czasie o tydzien)
Dziś była moja kolejna kontrolna wizyta u gina. Jakiś miałam lęk przed nią i złe przeczucia, że powie mi coś złego, ale pogrzebał, pogrzebal, pozaznaczał na tym swoim monitorku i mówi, że:
no ciałko zółte w prawym jajniku (ha wiedzialam!) zadnych zmian endometrialnych, wszystko ładnie wygląda, mówi Pani, że się dobrze czuje, śluz jest, cykl trochę długi ale taka natura Pani, (podsuwam mu swoje wydrukowane wykresy) noo ładne wykresy, widać, że cykl dwufazowy, ostatni progesteron wysoki, jajowody przedmuchane az miło, no więc co? badamy męża?
mówie, że pasowało by chyba... dał mi adres do jakiejś kliniki w Krakowie, żeby tam sie umówić, ale nie na takie zwykłe badanie tylko rozszerzone i teraz uwaga- probuje sie doczytać z kartki: fragmentacja DNA plemników oraz test wiązań kwasu hialuronowego? przez plemniki. I tłumaczy mi, ze to podstawowe badanie mimo, że wychodzi, ze jest duzo plemników i ruchliwe to 20% z tych mezczyzn nie zapłodni kobiety bo np własnie ten material genetyczny jest słaby. Potem wypytał o sperme meza, czy jest jej duzo czy malo, czy wodnista czy nie, czy pali, czy pije przed stosunkiem - cały raport. No i potem patrzy na te wykresy znowu i mówi, żeby w dniach około owulacyjnych kochać sie co dwa trzy dni a nie codziennie, bo że chłop to nie krowa, żeby codzien swieze plemniki produkować i dobrze wykształcone tylko dać im czas, no i po stosunku lezec przynajmniej pol godziny a nie od razu z siebie to wypłukać...
A potem... zaczeły się jego opowieści...
Jak to miał pacjentki (jeszcze w dawniejszych czasach gdzie się tak nie praktykowało badan nasienia i zawsze byla wina kobiety) i tak pacjentka nr 1 starala sie 5 lat z mezem u niej wszytsko ok i nic- puscila sie na jakiejs imprezie firmowej i bach ciaza, inna tłamszona przez tesciów, po latach staran rozstała sie z mezem, wziela szybko slub z innym i bach zaraz ciaza, trzecia jakas to samo i już mialam takie głupie mysli słuchajac go, że pomyslalam "co Ty mi chłopie sugerujesz? mam sobie skok w bok zrobic?" ale juz chyba widzial moja mine i sprostowal mowiac "chodzi mi o to, że nie zawsze to wina kobiety
) ale i tak jakos to dziwnie odebralam nie tak jak powinnam chyba.
Więc cóż trzeba sie umawiac i badamy żółnierzyki!!!
25 dzień cyklu - a właściwie CIĄŻY!!
52,0 kg
ciśnienie: 94/52
tętno: 90
Dziś popołudniu zrobiłam test i pokazała się druga kreska!! Szaleję z radości! Oby beta ślicznie rosła!

Póki co poza zawrotami głowy i brakiem apetytu nie czuję się jakbym była w ciąży.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 20:03
No to zaczynamy, może będzie mi trochę łatwiej jak się gdzieś wygadam/wypiszę 
Jestem zmęczona ciągłym myśleniem o tym, co jeszcze mogę zrobić, żeby moje marzenie wreszcie się spełniło. Odkąd zaczęliśmy chodzić po lekarzach co chwila doświadczam skrajnych emocji.
Najpierw wizyta u gina, czy wszystko OK - no to działamy. Po trzech miesiącach znów wizyta, bo nic nie wychodzi. Badanie drożności jajowodów - OK, owulacja - OK, no to znów działamy. I znów nic. Badanie nasienia...i tu masakra. Ginekolog stwierdził, że raczej mamy marne szanse, więc jedna wielka załamka. Skierował męża na badania genetyczne i tu nastąpił punkt zwrotny.
Okazało się, że na badania w szpitalu trzeba będzie czekać pół roku. Stwierdziłam, że nie wytrzymam, więc złapałam za telefon i spróbowałam uruchomić znajomości. Udało się i trafiliśmy do koleżanki ciotki męża. Po odebraniu wyników genetyki (wszystko dobrze) i powtórzonych badaniach nasienia (które wyszły duuużo lepiej) umówiliśmy się na wizytę. Pani doktor stwierdziła, że to się kupy nie trzyma i kazała nasienie jeszcze raz, ale już w konkretnym laboratorium. Dodatkowo jeszcze wymazy na chlamydię i ureaplasmę. No i tym razem już wyszło naprawdę dobrze...
No właśnie, mąż jest zdrowy, ja teoretycznie też. Tylko dlaczego, do cholery, nie udaje nam się zajść w ciążę?
Takie myśli mam codziennie, ale staram się nie tracić nadziei. Właśnie kończę pierwszy wykres z ovufiriend i już widzę pewne rzeczy, o których będę musiała porozmawiać z moją lekarką. Mam nadzieję, że w końcu znajdziemy przyczynę i będzie można coś z tym zrobić 
Dziś byłam na rezonansie, przygotowanie do niego nic przyjemnego. Do tego wlewka do jelit, wenflon i kontrast... ale już po. Teraz czekam na wynik.
A jednak trwało długo...od 10.10 do 14.30
Ale warto było!!
Po kolei:
Wynik z marcowej cytologi - powtarzamy we wrześniu, ewentualnie październiku. Coś jej sie tam nie spodobało, brak komórek endocervix (tak pisze). Stwierdziła że nie jest to duży problem, zdarza się że nie występują czasami w próbce pobranej, szczególnie jeśli wymaz był brany już z drugiej fazie cykl. Skontrolujemy.
Wynik z usg piersi - też marcowy - w którym lekarz stwierdził niewielką zmianę jej nie zaniepokoił. Prosiła aby mi to snu z powiek nie spędzało, bo zapewne to nic poważnego. Mam skontrolować w ciągu najbliższego miesiąca. Ale ponieważ w szpitalu są kosmiczne kolejki na tego typu badania, a poza tym na gorszym sprzęcie, poprosiła abym zrobiła sobie to usg na własny koszt. Najlepiej u tego samego lekarza który robił ostatnio. Zgodziłam się, bo faktycznie sensowne rozwiązanie.
Przeszłyśmy do wykresów. Była pozytywnie zaskoczona
Przeanalizowała wszystkie i stwierdziła:
- cykle sa prawdopodobnie owulacyjne, chociaż skok temperatury o 0,3 °C nie jest imponujący i głowy nie urywa. Ale wyraźnie widać dwie fazy. Jest dobrze. Prowadzić mam dalej.
Chwilę pogadałyśmy o poprzednich staraniach, a metodach stymulacji ewentualnej, o ogólnym samopoczuciu.
I na usg. A tam:
- ciałka żółtego nie zauważyła, ale jajnik jest powiększony i może się ukryło przed jej wzrokiem. Ogólnie nie wyglądał źle. Endometrium 13 mm więc "materacyk idealny" 
Jest nadzieja że ten cykl będzie szczęśliwy 
A jeśli nie, to mam dzwonić do niej prywatnie (numer zapisała mi) i umówimy się w 15-16 dc na monitoring. W szpitalu na oddziale, na dużo lepszym sprzęcie niż w przyszpitalnej przychodni.
Co do wiesiołka - łykać w razie potrzeby w następnym cyklu. Bardzo pozytywnie się o nim wypowiadała.
Zaproponowała mi picie Inofolicu, jeśli oczywiście będę chciała, bo też daje dobre skutki.
O stymulacji na razie nie mówimy, bo mąż ma powtórzyć badania nasienia. Jednak przez ostatnie lata coś się mogło zmienić i trzeba powtórzyć. Ponoć u mojego poprzedniego ginekologa, w prywatnym gabinecie można takie badanie przeprowadzić. Nawet nie wiedziałam, muszę zadzwonić i się dowiedzieć więcej szczegółów. Do naszej mieściny zawitał wielki świat 
Ponieważ poprzedni lekarz określał mój jajnik mianem "policystyczny" wzięłam sobie to do serca. Ale ona twierdzi że sam jajnik ze zmianami policystycznymi nie oznacza że jest PCOS. U mnie nie występują bardzo długie cykle ani nadmierne owłosienie. A muszą być spełnione co najmniej dwa z tych trzech wariantów. Możliwe że jajnik jest taki jaki jest bo pracuje "za dwóch".
Co do drożności jajowodu - mam dwie metody do wyboru. Zbadać za pomocą kontrastu lub laparoskopowo. I mam poczytać i się dowiedzieć co i jak. Obgadamy to jak się zobaczymy na monitoringu. Wszystko na oddziale naszego szpitala. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia, lekarz kierował mnie do Krakowa. A teraz jaka zmiana 
No i teraz najważniejsze, i tu prosiłabym o radę.
Zaproponowała mi przyjmowanie Metforminy. Chyba tak się to nazywa. Mam sobie o niej poczytać i zastanowić się nad jej zastosowaniem. Pomaga obniżyć masę ciała i ma jakieś dobre działanie dla staraczek. Pogadamy o tym na kolejnej wizycie.
I tu pytanie do was - ktoś coś doradzi?? Podpowie na ten temat?? Opisze działanie i wpływ na organizm?? Taki z życia wzięty a nie z ulotki??
Dziękuję wytrwałym za dotrwanie do końca mej historii, za każdą radę będę ogromnie wdzięczna 
Dzisiejszy dzień był pod znakiem niedowierzania, szoku, oczekiwania na wieści, żalu i współczucia w stosunku do jednej "koleżanki" z pracy od wszystkich pracowników. Dzisiaj rano owa "koleżanka" miała wypadek samochodowy w drodze do pracy. Około 4.30 rano wydachowała fordem ka i uderzyła w metalową bramę. Na początku po prostu wszyscy z jednego miasta nie dotarli na czas do pracy bo zamkneli drogę, poźniej było kojarzenie faktów: żółty ford ka, R nie dotarła do pracy i wtedy pokojarzyli ludzie że to mogła być ona. Menager zaczął dzwonić na policje i pogotowie. Policja powiedziała mu że nie mogą udzielać takich informacji a szpitale że nie mają takiej osoby. Menager zaczął im tłumaczyć że ona nie ma tutaj nikogo, że jest specyficzną osobą, nawet nie ma telefonu, odpowiedzieli że jakby coś to się skontaktują z nim. Ale już na pierwszej przerwie było wiadomo, że to ona ze strony internetowej miejscowej gazety - tzn z opisu osoby, bo nie miała żadnych dokumentów przy sobie. R została przetransportowana śmigłowcem ratowniczym z urazami głowy do szpitala w Londynie i walczy o życie. Później policja kontaktowała się z menagerem po dane kobiety bo sami nic nie mieli. A właściciel firmy znalazł emergency kontakt do siostry, bo każdy musi taki kontakt podać w pracy. My nawet nie wiedzieliśmy, że ma siostrę w Anglii. Zawsze mówiła że nie ma nikogo, wynajmuje pokój u obcych ludzi, a przyjaciół ma w postaci pluszowego królika i paru innych. Z pochodzenia jest czeszką, bardzo specyficzna osoba, delikatnie mówiąc "inna niż my wszyscy" i taka nie normalna lekko "skrzywiona" osoba. Nikt w pracy za nia nie przepada bo wścipska, bo gada głupoty, bo jej poglądy są ze średniowiecza(np. jej facet przyjedzie po nią na białym koniu z szablą przy boku, nie ma jeszcze tego księcia, wciąż na niego czeka, ma 43 -44 lata i żyje w świecie bajki) a dzisiaj każdy się martwił o nią i jej współczuł. W takich przypadkach przypadkach przychodzi refleksja - dzisiaj jesteśmy a jutro nas nie ma i że takie coś może przydarzyć się każdemu. Życie jest bardzo kruche. I jeszcze jedno: że życie bez ludzi obok tzn. meża, chłopaka, kochanka, rodziny, przyjaciół jest nic nie warte bo jak Ci się coś stanie to nawet nie mają kogo powiadomić, a Tobie nie przyjdzie pomoc której potrzebujesz w takiej sytuacji.
Sorki za ten monolog ale to mnie bardzo poruszyło dzisiaj i chciałam się z Wami tym podzielić.
Nigdy nie myślałam, że tak można tęsknić za kimś kogo nie ma...
Moja trauma osiągnęła szczyt... Nigdy nie było tak jak teraz, nigdy nie czułam się tak bezsilna jak teraz... Nigdy nie wylałam tylu łez... Nigdy nie byłam tak rozdarta wewnętrznie.
Wiem, że muszę zmienić podejście, ja to wszystko wiem...
Przestałam już w to wierzyć, że kiedyś będę szczęśliwa trzymając dziecko w ramionach. Dla mnie jest to tak nierealne, odległe, nieosiągalne...
ps Proszę nie komentujcie i nie pocieszajcie mnie, piszę bo po prostu muszę pewne rzeczy wyrzucić z siebie.
Jakos mi tak smutno...dlaczego sama nie wiem
moze dlatego ze mialam koszmarna noc a a dzien dolal mnie brzuch i kulo mnie w boku az oddychac nie moglam
na szczescie przeszlo...
Smutno mi bo sama siedze cale dnie w domu...moj M dlugo pracuje nie mam mu tego zazle juz sie przyzwyczailam...przykro mi ze moja rodzina mnie nie odwiedza
Dzisiaj rano zadzwonilam moja mama milopyta sie co tam jak tam jak sie czuje rozmawiamy a ona mi nagle mowi ze bedzie miala dwa dni wolnedo zebym przyjechala jak mam ochote a czemu nie mogla powiedziec ze onaprzyjedzie dzieci jej wdomu nie placza przeciez...ale co tam trudno sie mowi nie bede sie przejmowac...
Dzisiaj 9tydz i 3dzien
kurcze w niedziele juz bedzie 10
mdlosci wymioty i bol brzucha to moje dolegliwosci ;/ albo meczy jedno z nich albo wszystkie naraz ;/ coz jakos przezyje dla maluszka wszystko
oby byl zdrowy 
140 dni ciazy i 140 dni do konca czyli polmetek 
Cos ostatnio narzekalam ,ze malo przytylam tak??? no to zarcie nutelli z chaleczka dalo efekt 5 funtow na + !! W sumie to i tak nie jest duzo, tyle ze przez 15 tygodni 1 funt a nastepne 5 tygodni bum i 4 wiecej . Wczoraj na wizycie przyznalam sie bez bicia do grzechu , no i wiadomo, pani doktor z usmiechem stwierdziala, ze to niezbyt dobry przepis na sniadanie i na moje zgagi, na nic sie zdaly moje tlumaczenia, ze zgagi to ja mialam jeszcze wczesniej. usmieszek mowil wszystko za siebie.
Mateuszek oczywiscie wystraszyl lekko mamusie, poniewaz przemiescil sie tak, ze musialam dluzsza chwile czekac az pani doktor wyczula serduszko. Wczorajsza wizyta nic nie wniosla zbytnio, wedlug statystyk , wszystko w normie
cisnienie ( perfekcyjne- chyba dzieki temu, ze zamiast windy uzylam schodow, jadac do lekarza, na swojej drodze mialam wszystkie czerwone swiatla a przede mna spotykalam samych niedzielnych kierowcow)siusiu, bicie seduszka....
Jutro bedziemy wiedzieli wiecej - wizyta w specjalistycznej klinice, badania i spotkanie z naszym synkiem 
15 dzień cyklu.
Testy ovu negatywneee...
Dzisiaj tylko średnio widoczna kreska 
Zoaczymy jutro 
Ale jeszcze dzisiaj później pójde zrobić jeszcze jeden 
Pijemy z Miskiem koktajl truskawkowy z bananem
Mmm

No w końcu nasze szczęście postanowiło się ujawnić
będziemy mieli CÓRCIĘ małą ZOSIĘ hahahahahahahahahahah
ale jestem szczęśliwa
mała tak się dziś wypinała i pokazywała co chcieliśmy a nawet się ssikała podczas usg co bardzo rzadko się zdarza
Pan doktor powiedział że Zosia ma długie nóżki po mamusi
) stwierdził że mam nogi długie jak kozica hahahah
po mierzył nasze maleństwo wszystko jest super
serducho wali jak dzwon a usg trwało całą godzinę
najpierw było dopochwowe żeby sprawdzić szyjkę(jest super) a potem usg przez brzuszek
pan doktor pokazywał nam wszystko co gdzie jest także mieliśmy lekcję anatomii małej Zosiulki :-*
22w5d
a może 24w4d 
Byłam dziś na drugim (prywatnym) USG połówkowym.
Lekarz potwierdził płeć i Marysia zostaje Marysia w 100%, nie ma mowy o pomyłce. Mimo, że to do mnie dotarło i chciałam "jedynie" zdrowe dziecko po poronieniu, to nadal gdzieś z tył głowy oglądając mebelki, wózki czy łóżeczka myślę czy będzie to chłopcu odpowiadało;)
Mała jest zdrowa, ma zdrowe serduszko i nerki, przepływy idealne, rozszczepienia wargi brak, kość nosowa piękna. Waga 714g ("słuszną linię ma nasza władza"
). I tutaj zaczynają się problemy, bo Marysia jest starsza/większa o 2 tygodnie. Bardzo duża rozbieżność, biorąc pod uwagę, że nie ma mowy o złym datowaniu początku ciąży. Jest też możliwość cukrzycy ciążowej. Idę za 2 tygodnie na test obciążenia glukozą i zobaczymy. Po cichu liczę, że to "tylko" to, a nie inna patologia ciąży. W każdym razie mam się zgłosić do tego lekarza za miesiąc żeby mógł sobie rozrysować krzywą wzrostu dziecka i zobaczyć czy to ma coś wspólnego z cukrzycą.
22 czerwca idę do swojej gin, zobaczę czy się zająknie coś na ten temat, bo przecież ostatnio mnie uspokajała, że wszystko jest dobrze...
Moja teściowa ma szczęście! OGROMNE.
Przyjechała 'porozmawiać' z moim mężem wtedy, kiedy byłam w pracy na noc.
Oczywiście z rozmowy zrobiła się awantura, a poszło o takie rzeczy, że płakałam ze śmiechu w pracy jak R. dzwonił mi z relacją.
Najpierw zarzuciła mu, że mógł stracić pracę bo przetrzymujemy jakieś tam dokumenty (wtf?!).
Potem zaczęła wyrzucać pytania typu - co ja robię w domu? Aaaa, bo zapomniałam Wam chyba opowiedzieć, że teście byli u nas 1 czerwca z prezentem i była u nas właścicielka i zaczęła wychwalać R. że gotuje i sprząta itd tylko nie zagłębiali się w szczegóły. A mój R. opowiedział jej,że ja też gotuje, że mamy układ, że ja sprzątam całe mieszkanie a on kuchnie, że jeżdżę na zakupy. Jak to się nie udało to zaczęła wymyślać odnośnie ślubu- że po co miałam taką drogą kieckę ? (po chuj jej to wiedzieć? ona za nią nie płaciła) a tak się akurat składa, że moja sukienka była tańsza od alkoholu ;P i tam inne pierdoły odnośnie wesela. Generalnie znowu chciała się wykazać, jaka to ona nie jest a wyszło jak zwykle czyli pojechała zgaszona i zgnojona brzydko mówiąc.
A dziś dostałam weny ;d
Wstałam o 9, pojechaliśmy na zakupy a potem szalałam w kuchni
Zrobiłam gołąbki i ciasto marchewkowe z żurawiną, pestkami dynii i słonecznikiem 
I....mam duuuuuużo włosów mniej na głowie
a na paznokciach mam Minionki 
Zdjęcia wrzucę niebawem bo właściwie uciekam spać bo jutro mam na rano ;(
W piątek wizyta u Ednokrynologa. Dziś kolejne 2 badania na tarczyce. Jutro wizyta u gin. Aż się boje co mi jutro powie.
Polasia pewnie masz trochę racji z tą psychiką. Wiem, że ciągłe myślenie o ciąży nie pomaga. Tylko jak tu nie myśleć gdy od samego okresu muszę brać jedne tabletki, potem pamiętać, że od 5 do 9 dc kolejne. Jeden monitoring, potem drugi, no bo u mnie nigdy nie wiadomo czy owulka będzie. A zaraz po niej kolejne tabletki (duphaston). Do tego bzykanie na zawołanie i.. jak tu wyluzować?? Jak o tym nie myśleć.
Na taki "luz" mogą sobie pozwolić dziewczyny, które nie mają problemów z owulką. Wiedzą że ona jest i mogą sobie ten czy tamten cykl odpuścić. A ja muszę się cieszyć że w ogóle jest, bo za miesiąc mogę już przestać reagować na tabletki i wychodzi na to że ciągle się martwię.
Tak mi się wydaję, że przez te ciążowe niepowodzenia radość życia ze mnie ucieka, robi się ze mnie ponurak. A przecież taka nie jestem. W towarzystwie koleżanek zawsze byłam tą, która wszyskich rozśmiesza, na zajęciach teatralnych robiłam z siebie błazna i miałam z tego ubaw. Miałam też duży dystans do siebie. A teraz chciałabym aby wszystko było po mojej myśli- tak jak sobie zaplanowałam. A tak nie jest i to mnie frustruje. Skończę jako staruszka z jorkiem z kokardą.
I nikt się mną nie zajmie, bo dzieci a tym samym wnuków mieć nie będę, a mąż też z taką zarazą nie wytrzyma i mnie zostawi 
Jak czytam to, co napisałam, to stwierdzam, że urlop dobrze mi zrobi 
Kurcze nadal nie mogę uwierzyć że w brzusiu siedzi mała dziewczynaka
mój najdroższy na usg śmiał się że będę warkoczyki pletła
a dziś z rana po pracy pytał Czy lecę na różowe zakupowe szaleństwo
będę starała się trochę wstrzymać z tym różowym choć będzie trudno
poczekam na połówkowe, choć doktorek powiedział że napewno jest maleńka Zosia
pokazywał mi jak wygląda siusiak na usg innej kobiety w tym samym tygodniu i faktycznie widać różnice
Zosia nawet nam pomachała łapulką
ale najsmieszniej było jak się posikała a doktorek stwierdził że Zocha olała mamuśkę hahaha
doktorek jest super w ciągu godziny zrobił mi dwa usg prywatnie i zapłaciłam raptownie tylko 100zl
po tylu latach jesteśmy z Jackiem najszczesliwszymi ludźmi w całej galaktyce
Dziękuję Bogu za to szczęście ale dziękuję też sobie że nie poddalam się w tej ciężkiej i teudnej walce,dziękuję też swojemu najdrozszemu że dzielnie że mną walczył,że znosił moje humory,dziękuję mu ze potrafił podejść do sprawy w stu procentach i nigdy mi nie odmuwił rzadnych badań (Podczas jednej insinacji musiał nasienie oddać w toalecie damsko męskiej gdzie w kabinach były na dole ogromne szpary,nie każdy facet by to zrobił,a on zacisnął pięści i zrobił to dla nas) dziękuję mu za to ze nigdy przenigdy mi nie powiedział że jestem jakąś nie wybrakowana że kocha mnie taką jaką jestem
Kochanie choć wiem że tego nie przeczytasz to wiedz że dla mnie jesteś całym światem kocham cie bardzo mocniście
:-* on o tym wie bo często sobie muwimy że się kochamy hihih
dziś w końcu mogę powiedzieć że jestem szczęśliwa i że wiem co to jest szczęście
)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.