Jestem szczęśliwa a będzie jeszcze lepiej w ostatnim czasie dużo się nauczyłam o sobie i jak mogę zmienić swoje jutro bądź szczęśliwa a przyciągniesz szczęście i szczęśliwych ludzi 
Więc tego się trzymam 
Fajny weekend za nami- tego nam było trzeba. Spokój, brak pośpiechu, wyspani, zrelaksowani, tak bardzo że dzisiaj chciałoby się rzec " chwilo trwaj". Dzisiaj nastał nowy dzień, nowa pogoda, nowe wyzwania, stare problemy.
Dzisiaj usg tarczycy- mam nadzieję, że nic się z nią złego nie dzieje.
Czy tylko kobiety tak mają a może tylko ja? Zmienność nastrojów. W weekend spokój sama sielanka prawie a dzisiaj znowu obnizony nastrój. Wszystko przez pogodę, hormony czy co? A może za dużo myślę, analizuję, planuję? Później nic z tego nie wychodzi a ja jestem rozczarowana, zła i sfrustrowana. W domu bez męża źle, siedząc w pracy tęsknię za domem, w domu za pracą. Boże jaka ja jestem pokręcona.
Teraz znowu zastanawianie się czy owulacja mnie zaszczyciła jeżeli tak to czy pozwoliło się moje jajeczko zapłodnić a teraz czy się osadzi gdzie trzeba, zacznie się dzielić, itp. Teraz pozostaje tylko czekać. Jutro mam ginekologa, ale nawet jeżeli się udało i tak nic nie zobaczy. Jutro sie okaże.
Czas nadrobić zaległości... tak, tak N. już się zmobilizowałam 
Jakby tak ująć w skrócie... dobrych kilka dni spędziłam w szpitalu.
Jakby tak trochę rozszerzyć... wszystko zaczęło się od wtorku.
Plamienia, plamienia, brązowe maziaste plamienia. Tak mnie już to denerwowało, toteż we wtorkowe popołudnie napisałam smsa do pani doktor co z tym robić, czy w ogóle coś z tym robić. Oddzwoniła, powiedziała aby się nie stresować, nie leżeć w łóżku w miarę normalnie funkcjonować ale bez nadmiernego obciążenia, czyli nie odkurzać, nie dźwigać, nie kąpać się w wannie itp, pić dużo wody z lodem i cytryną i kilka innych zaleceń. Ogólnie wypoczywać i bez paniki... taaa, ja i bez paniki. Tak też zrobiłam, zaczęłam w miarę normalnie funkcjonować, ale jakby przeczuwając nosem, w tym samym dniu poprosiłam mamę o zakup nowej koszuli do spania w domyśle oczywiście szpitala. Umyłam włosy, zjedliśmy kolację, posiedziałam ok 40 min na komputerku, miałam iść czytać książkę. Stwierdziłam, że przed położeniem się, skorzystam z toalety. Wysikałam się i tu chlast, papier cały czerwony. Biorę kolejny dalej czerwony... oblały mnie zimne poty, serce zaczęło walić, krzyczę na męża, biegnie z pokoju, pokazuje mu co jest na rzeczy, a ten jak zwykle... wszystko będzie dobrze. Powoli przeszłam do pokoju, krzyczę do niego, żeby dzwonił po mamę, musi mi się pomóc spakować, ja nie chcę się już ruszać. Już po 21-ej wyjechaliśmy czy coś około, wszystko było robione w mega ekspresowym tempie. Na początku myślałam, że już po wszystkim, w samochodzie po telefonie od N. trochę się opanowałam wlała we mnie nową nadzieję. Drugi sms, tym razem od lekarki też mnie pokrzepił... mam nie tracić nadziei, krew nie oznacza najgorszego. Dojechaliśmy do szpitala, mój mąż w momencie dowiedział się wszystkiego, co, gdzie, jak, po chwili byliśmy już na oddziale... było przed godziną 22. Pielęgniarki przeprowadziły wywiad, kazały się przebrać i czekać na lekarza. Tak też zrobiłam, razem z mężem siedzieliśmy na korytarzu. Wyszedł lekarz ze swojego pokoju i zaprosił mnie do gabinetu z ogromniastym zielonym fotelem ginekologicznym. Na początku wywiad, siedziałam jak na szpilkach, w końcu weszłam na ten fotel i się zaczęło... tak mi nagniatał brzuch, myślałam, że Okruszki wypłynął. Tak mnie to bolało. Następnie chyba włożył całą rękę, a jak nie całą rękę to kilka palców... Jezu myślałam, że zjadę z tego fotela, następnie zakłada wziernik, mówiąc iż czuję, że coś tam jest... jak to coś jest panie doktorze... no jest właśnie nie wiem co... a jest tzn są dwie tabletki luteiny... a no właśnie... następnie komunikuje, macica jest duża więc powinno być dobrze, jednak trzeba to było sprawdzić na USG. W związku z tym przeszliśmy do kolejnego pokoju. Ponownie się rozkładam, ponownie zaczyna się badanie... trwa ok 5 min. Są Okruszki, są... są... są... Badanie jest bardzo dokładne, pokazuje mi na monitorze pulsujące punkty. Jezu żyją... Jaka ja byłam szczęśliwa, już mniej wystraszona, plamienia nadal są ale już w kolorze ciemno brązowym. Mimo wszystko lekarz bardzo sympatyczny, jeszcze raz będzie mi robił USG w piątek. Idę do pokoju, mężuś już pojechał do domu, jest po 23ej. Odpisuje N. (mojej pocieszycielce ale nie tylko pocieszycielce) na smsa, następnie odpisuję pani doktor, która również zapytała co wyszło po USG. Po godzinie zasypiam...
Środa... nuda, dziewczyna z pokoju niegadatliwa, małolata, nie mój typ. Czytam książkę, ktoś mnie odwiedza, plamienia nadal są. Śniadanie, obiad, kolacja, obchód jeden drugi, pobranie krwi, mocz do badania... ot codzienna szpitalność. Czytałam książkę, pisałam, odpisywałam na smsy... zleciało.
Czwartek... rumor i hałas na oddziale od rana, czas zabiegów, operacji... przywożą dziewczynę, widzę, że stało się coś złego. Zajmuje szpitalne łóżko w 'moim' pokoju. Słyszę, bo nie da się nie słyszeć... 17 tydz. odeszły wody, dziecka nie da się uratować. Zostajemy tylko we dwie, małolatę wypisują do domu. W trakcie odwiedza mnie moja mama, tego dnia żadnych badań nie miałam. Nadchodzi późne popołudnie, zostajemy same, rozmawiamy, płaczemy, znów rozmawiamy, bo co możemy zrobić. O 21ej Magda zaczyna mieć skurcze, na tyle silne, że po chwili znalazła się już piętro niżej na porodówce. Wróciła przed pierwszą w nocy, było już po wszystkim, rozmawiamy, cała się trzęsę, jest mi po prostu przykro i żal. Zasypiamy...
Kolejne dni mijają dosyć szybko, mimo tej całej sytuacji, Madzioszka śmieje się coraz więcej, rozmawiamy na różne tematy, oglądamy telewizję, czytamy gazety, ja rozwiązuję krzyżówki
Z każdym dniem bolą nas coraz bardziej brzuchy od śmiechu. Co odwalałyśmy momentami, to śmiech na sali. Mimo splotu nieszczęśliwych wydarzeń miło spędziłyśmy ten czas. Oczywiście jak najbardziej i ze szczerego serca jej bardzo współczuję. Jednocześnie wierzę, że będzie się cieszyć jeszcze z niejednego dzieciątka.
W piątek miałam robione kolejne USG robione przez tego samego lekarza, który badał mnie we wtorek. Ponownie wykonuje bardzo precyzyjnie to badanie, zarodki żyją i już podrosły od wtorkowego badania. Rano inny lekarz na obchodzie powiedział mi, iż HCG robione w środę wynosiło 113 tyś. Oczywiście aby wyjść ze szpitala wydzielina musi być barwy mleczno - żółtej... taaa takiej to ja nie osiągnę za 2 tygodnie
Oczywiście cały czas miałam smsowy kontakt z moją lekarką, wiedziałam, że będzie dopiero w poniedziałek. W piątek też dołączyła do nas trzecia dziewczyna, dosyć, dosyć, ale jak dla mnie za bardzo gadatliwa. Taka troszkę męcząca, jednak często jej nie było w naszym pokoju.
Uff... poniedziałek, z nadzieją wszystkie trzy czekamy na wyjście. Poranny prysznic, śniadanie, siedzimy z dziewczynami na ławeczce na korytarzu. Bokiem, innym wejściem, wchodzi moja lekarka. Poznałam ją od tyłu. Krzyczę... pani doktor... śmieje się z daleka jak zawsze... pani doktor co ja mam zrobić, kłamać czy mówić prawdę, jak powiem prawdę, to nie wiem kiedy stąd wyjdę. Mam te lekkie plamienia... mam mówić prawdę... powiedziała, że przyjdzie i mnie zbada. Za jakieś pół godziny poprosiła mnie na ten fajny znajomy zielony fotel. Muszę się tam znowu rozłożyć... ta lampa i ten błysk... ale moja pani doktor to nie to samo co tamten lekarz... jest tak delikatna, po prostu nie czuje się nic... Sama z siebie powiedziała, że mam nie malować włosów do 14 tyg. Po badaniu wyszło, że wszystko jest ok. Obchód : wszystkie trzy wychodzimy, pani doktor nazywa mnie nerwusem
Odpowiedziałam, że trochę tak... ale w myślach sobie myślę... nie trochę, a bardzo
Wyjście do domu załatwione. Czekamy na wypis do 14ej, a my jak te wariatki znów się z Magdą naśmiałyśmy. Przed 14tą idzie lekarka widzi mnie, ze jestem jeszcze w pokoju, wychodzimy na korytarz... przepraszam i obiecuję, że już nie będę ją zamęczać tymi smsami, telefonami do wizyty. Oczywiście jeśli będzie taka potrzeba mam bez wahania dzwonić i pisać. Mam nadzieję, że jednak tak się mimo wszystko nie stanie... rozmawiałyśmy dalej ale to już chcę zostawić tylko dla siebie... Tak wiem, mam szczęście, Okruszki żyją, wszystko jest w miarę ok, plamienia zdecydowanie mniejsze, prawie już brak. Teraz już wiem... póki się nie urodzą wszystko się może zdarzyć...
Wiem też, że po raz kolejny te lub inne osoby spotkałam na swojej drodze nieprzypadkowo. W życiu nie ma przypadków... Wszystko z góry jest już gdzieś zaplanowane...
Madzia... fajnie, że Cię poznałam...
Innym... dziękuję za troskę i pamięć...
No i to by było tyle... tak w skrócie
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2015, 20:39
Moze owulka bedzie z lewej strony. Niech sie w koncu uruchomi lewy jajnik;)
30 tc (29+4)
Boże uchroń mnie przed tym, żebym wpędziła kiedyś moje dziecko w takie poczucie winy. Żebym nigdy nie podcinała mu skrzydeł ani nie krytykowała na każdym kroku. Żebym pozwoliła mu iść własną drogą i wspierała go a przynajmniej tolerowała jego wybory...
W moich marzeniach mój syn idzie szczęśliwy w świat a my z P spędzamy spokojnie starość razem a gdy któregoś z nas zabraknie to i tak nie będziemy obciążać tym naszego dziecka...
Maleństwo rośnie zdrowo, już prawie 2 kg naszego szczęścia. Póki co nadal siedzi dupką ku dołowi więc zobaczymy co z tego wyjdzie, czy aby nie trzeba będzie ingerować cesarką.
Nadal się boję czy sobie poradzimy. Mam dzisiaj okropny dzień. Płaczę, mam dość, strasznie się boję tych wszystkich zmian...
Nawet imię wybraliśmy.. niby Fabian ale ciągle kołacze mi się jeszcze Tomek po głowie. Boje się, że w szkole będzie miał przezwisko Fabian-Pawian itp. Może śmieszne ale jednak...
Upał daje mi się we znaki, chodze po domu w majtkach i luźnej bluzce. W naszej sypialni nocą jest około 27 stopni więc ja jako osoba która wręcz się dusi podczas upałów (jak dzisiaj... brakowało mi tchu...) wynajduję coraz to lepsze miejsca do spania. Dziś przerobiłam już łóżko polowe w cieniu na tarasie (od 6 do 9 rano) oraz...

łazienkę
wstawiło się bokiem niestety ale tak, to łazienka, nad głową mam pralkę
I tak spałam od 3 do 6 rano.
Zdziwienie P gdy wszedł do kibelka przed wyjazdem do pracy- bezcenne ^^
Staram się ratować czymś zimnym. Piciem, wiatrakiem, właśnie zmiksowałam truskawki i wpakowałam do zamrażalnika.
Umieram z upałów!
Ciągle ogarniam kwestie ślubne.
Ceremonia zaplanowana na 18 czerwca 2016 roku- od rana dzwonią do mnie Dj-e, Fotografowie 
Mnóstwo roboty a jeszcze więcej pieniędzy
przeraża mnie ile to będzie kosztować...
Mam nadzieję, że będzie warto.
Kolejna wizyta u mojej ginekolog 14 lipca
teraz będziemy się spotykać co 3 tygodnie bo to juz zaawansowana ciąża. Na szczęście póki co maluszek nie wybiera się na tą stronę brzucha.
Kocham to moje maleństwo ale strasznie wszystkiego się boję...
Chyba zacznę dzisiaj ćwiczyć specjalne ćwiczenia dla 3 trymestru- mama w formie czy jakoś tak.
Jak tylko się ogarnę to pokażę wam łóżeczko
pomogłam P, szlifowałam, malowałam... Chciałam go troche odciążyć bo sam ma mnóstwo pracy w samej pracy a jeszcze w domu, malowanie płota i inne prace... Ostatnie poprawki przy łóżeczku trwały 7 godzin. Skończyłam w sobotę o 1 w nocy. Może nie wyszło jakoś rewelacyjnie bo podciekła nam farba pod taśmę malarską i są małe zacieki ale kolor wyszedł piękny. Palisander 
Kupiliśmy używane, zdarlismy całą farbę, pomalowaliśmy na nowo 
Jak was czytam... tak strasznie chciałabym się tak cieszyć ciążą jak Wy.
Beztrosko, śmiać się, cieszyć.
Mam nadzieję, że i mnie to jeszcze w tej końcówce ciąży czeka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 15:22
Dzisiaj bylo badanie oczek, wszystko ok, ale czekania 3 godziny i jeszcze na glodnego (mala). MAluszkow full a paniom sie nie spieszy...
Chyba w sobote szykuje mi sie wieczor panienski kolezanki. Nie wiem, jakas dziwna jestem, bo nie wiem ile wytzymam bez malej
Dzisiaj bylysmy u kolezanki i troche zaburzylam jej cykl dniowy, wiec teraz nie bardzo chce mi zasnac
Wracalysmy z wozeczkiem po ciemku... Tak mnie naszlo, ze ta moja wspaniala terazniejszosc za chwile moment dla mojej Zosi to bedzie zamierzchla przeszlosc
Wszem i wobec ogłaszam,że moja mama jest szaloną kobietą!!
Wczoraj zapytała mnie,co może jeszcze kupić dla wnusia,żebym nie wrzeszczała. Powiedziałam,że np. ręcznik z kapturkiem (tak,tak,użyłam liczby POJEDYNCZEJ!),bo wiem,że muszę mieć dla Michała i jeden faktycznie mam,ale jest po kimś,więc był prany i jest trochę sztywny. A dla tej delikatnej pupy na początek musi być miękki i delikatny. I co się stało? Pół godziny temu odebrałam telefon od mamusi mej kochanej z informacją,że kupiła rożek i ręczniki z kapturkiem (tak,tak,tu już mamy liczbę MNOGĄ!),więc żebym przypadkiem już nie kupowała...
Mama po prostu oszalała na punkcie naszego dziecka i nie ukrywam, jest to bardzo miłe 
Rożek dostałam też już wcześniej od koleżanki,więc mam teraz 2
Podzielę się ze szwagierką 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2015, 13:15
Ja już po punkcji
Czułam się zdecydowanie lepiej niż za pierwszym razem. Jeszcze na fotelu wróciłam do siebie w dużym stopniu, po zabiegu poleżałam może z godzinkę na łóżku w jakimś pokoiku wybudzeniowym i już mogłam normalnie chodzić. Brzuch bolał tylko trochę po zabiegu, nie było takiego nieprzyjemnego uczucia napuchnięcia i obrzęku jak za pierwszym razem. Dzisiaj już jestem 100% sprawna, a pamiętam że w styczniu na drugi dzień jeszcze nie chciałam za bardzo wstawać z łóżka. Jedyne co mi doskwiera od wczoraj to ból piersi ale to pewnie hormony.
No i najważniejsze: estradiol i progesteron nie są za wysokie, więc jeżeli wszystko będzie w porządku to w czwartek transfer
Pobrali mi 10 komórek i mam nadzieję, że 6 jajek i 6 mężowych robaków się nada i dzisiaj zadzwonią z dobrą nowiną.
A teraz długa lista leków, które przyjmuję. Jestem zaskoczona trochę, że tego jest aż tyle bo w cyklu z crio było o wiele mniej.
Do dnia transferu:
Crinone x 1 (żel dopochwowy z progesteronem i bardzo śmiesznym jak dla mnie aplikatorem - 30 ampułek w opakowaniu - 200zł)
Prolutex x 1 (progesteron do wstrzykiwania - w tym cyklu były aż dwa dni bez zastrzyków! - 160zł za 7 ampułek!!)
Unidox x 1
Encorton 1 x 1 + 1 x 0,5
Razem w aptece zostało 400zł.
Następnie od dnia transferu:
Crinone x 1
Prolutex x 1
Encorton przez 10 dni
Estrofem przez 10 dni
Clexane przez 10 dni (znowu zastrzyki)
w 2 i 6 dobie Gonapeptyl (czyli już 3 zastrzyki w ciągu dnia).
W aptece więc zostanie jeszcze dużo ale trudno, jak trzeba to trzeba. Oby tylko beta wyszła pozytywna i ładnie rosła to się mogę ostrzykiwać i 10 razy dziennie.
Trzymajcie kciuki za moje groszki 
Edit
dzwonili z kliniki. Tylko 3 komórki się nadawały, tylko jedna ruszyła. Jutro dostanę telefon czy się dzieli i jeśli tak, to we wtorek transfer. Jestem załamana 
Dobra, najgorsze chyba mi przeszło. Wystraszyłam się mocno, że wszystko znowu jest postawione na jednej szali, że wszystko zależy od tego jednego maleństwa... Ale trzeba wierzyć, że podoła i mu się uda. Podjęłam decyzję, że jeśli będzie transfer to od razu po nim idę na l4. W pracy mam już klarowną sytuację, większość osób co miało poprawić to poprawiło. A ja musiałabym teraz chodzić na nogach bo z autem mam problem a to ponad 2km w jedną stronę.
Ale ze mnie histeryczka, trzeci raz edytuję wpis... Małż wybył na mecz z kumplami a ja staram się uspokoić. Powtarzam sobie w kółko że właściwie dlaczego ten zarodek miałby się nie rozwinąć? Staram się zaczarować rzeczywistość i gorąco wierzyć, że we wtorek wrócimy do domu we trójkę i tak już zostanie... Ostatnio było w 5 dobie, teraz będzie w 3 i może tak dla nas będzie lepiej? I progesteronu przyjmuję całą moc, może to coś da. Trzymajcie kciuki! Chciałabym, żeby już było jutro i żeby ten telefon zadzwonił...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2016, 18:49
Ciąża zakończona 6 lipca 2015
Dzis o godzinie 11.30 po 18 godzinach porodu silami natury zakończonymi cesarskim cięciem na świat przyszła Helena ze wzrostem 54 cm i waga 3130 g. Dostala 9 pkt Apgar.
Cala niedziele miałam skurcze takie jak bole miesiaczkowe, gdy przed 17 zanotowaliśmy z Mężem, ze ich częstotliwość wzrosła do co 10 minut postanowiliśmy jechac do szpitala. W szpitalu bylismy po 17, wywiad i ktg, na ktorym nie zapisaly sie mocniejsze skurcze, a w ogóle pod tym ktg to ze stresu miałam jeden skurcz... Rozwarcie bylo na 3 cm i przenieśliśmy sie do pokoju przedporodowego na ok 3 godziny, tam skurcze wzrosly do co ok. 5 minut i pod koniec pobytu tam byly juz tak bolesne, ze klekalam na podłodze trzymając sie ramy lozka, nawet sie poplakalam w pewnym momencie, a Mąż widząc mnie w takim stanie i nie mogąc nic zrobić miał łzy w oczach. Przyszla polozna, kolejne ktg, i kolejne skurcze, które pod ktg sie nie uwidacznialy (jak to możliwe?! Myślałam wtedy). Zrobiono mi lewatywę i jak juz wszystko "poszlo" to poszłam pod szybki prysznic i w końcu przenieśliśmy sie na sale porodów rodzinnych (ucieszylam sie, bo wiedziałam ze na tej sali sa worki sako, pilki, wanna, tens i gaz rozweselajacy- sądziłam, ze od razu wejde sobie do wanny zeby sobie ulżyć w bólu. Jak się okazało na miejscu to srednio mila pani polozna, ktora tam byla powiedziała, ze takie rarytasy to przy żywej akcji porodowej a nie przy takim poczatku początków, caly czas chodzila i mowila, ze no nic się nie dzieje, rozwarcie dalej na poltora palca itp i zeby sie przespac i ze co mnie tak boli jak tu na ktg nic się prawie nie zapisuje (miałam ochotę ja zabić na prawdę, bo ja się zwijakam z bolu a ona mi się pytala jaki mam próg bólu aż w końcu zaczelam myśleć ze niski itp i ze może ja nie dam rady..). Co jakiś czas przychodzila i patrzyla na zapis ktg mówiąc, ze nic się nie dzieje i co mnie tak boli
. Mowila, zeby się przespac itp miedzy tymi jak ona sadzila małymi bolami. Razem z lekarzem powiedzieli, ze jakby się cos dzialo to żeby wolac i poszli sobie spac
dali mi jeszcze czopka na rozluźnienie szyjki i hydroxyzine tabletkę. Oni poszli a my z mężem zostalismy sami na KILKA godzin, ok 4 blagalam Męża zeby poszedł poszukam lekarza i dal mu w lape, chciałam cc i bylam pewna ze nie dam rady juz więcej. Cdn.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2015, 05:34
Wyniki 
androstendion 2,47ng/ml -- N:0,4-4,1
DHEA-S 197,6 ug/dl -- N:95,8-511,7 (dla 25-34 lat)
TSH 0,4454 ulU/ml -- N:0,35-4,94
FSH 6,77 mlU/ml -- N:3,03-8,08 (dla folikularnej)
LH 5,45 mlU/ml -- N:2,39-6,6 (dla folikularnej)
prolaktyna 13,3 ng/ml --- N:5,18-26,53
Mam nadzieję, że po tych wynikach można wykluczyć PCOS
Jeszcze na 19.08 jestem umówiona na usg, ale jestem już spokojniejsza 
Boli Cię brzuch i musisz sięgnąć po lek przeciwbólowy? Unikaj niesterydowych leków przeciwzapalnych, tych które zawierają ibuprofen. Mogą one hamować owulację oraz utrudniać zagnieżdżenie się zarodka w macicy, ponieważ niekorzystnie wpływają na wzrost endometrium. Dlatego w czasie starania o dziecko zażywaj tylko te środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które nie posiadają w swoim składzie ibuprofenu.
32dc...
Kiedy 11dni temu temp delikatnie szła w górę czekałam na ponowny spadek bo przecież to już 23dc a tu nagle w 24dc wyyyyyysoko... no to co - ignorujemy bo po nocce bo nie spałam za dobrze itd.
W 27dc OF wyznaczył owu hahaha myślę sobie ale po****any program 
W 29dc -niby 6dpo- pojechaliśmy do kliniki sprawdzić jak jak rośnie torbiel - bo od 7dni jajnik wprost napier***, ja się tutaj produkuje dr że ostatnio była niespodzianka i chciałam sprawdzić czy teraz pod koniec cyklu nie ma ponownie...
USG w ruch... szukamy szukamy i jest! NIESPODZIANKA!!! Ja już w śmiech i "wiedziałam"... gin przerywa moją "euforię"... ale nie taką jaką ma pani na myśli... WTF? że jak? widzę przecież na monitorze tą czarną szatańską kulę i ja wiem że to torbiel!
-Który dc dziś?
-29
-ach, ok, proszę się ubrać
przez myśl przeszło mi wszystko włącznie z tą ostatnią ale hola hola! w 29dc to nie ma opcji aby coś było widać!
siadamy i będziemy rozmawiać... dr zaczyna coś pisać na kartce A4... ej kurde!
- a to na monitorze co to było?
- a no tak
to nie torbiel
to piękne ciałko żółte
ale się pani stresuje
to stymulujemy?
- tak 
Wróciliśmy do stymulacji sprzed roku, najpierw Clo później Fostimon.
Czekając na wizytę dostaliśmy zaległe wyniki. Dobrze że w końcu ktoś zauważył że są nie odebrane a nawet nie wiedzieliśmy że mamy jakieś do odbioru. Wyniki z każdej IUI trochę wniosły przemyśleń - przy pierwszej IUI między preparatyką a IUI było 15min a przy kolejnych ponad godzina! teraz trzeba przypilnować żeby czas był znów jak najkrótszy.
Poniedziałek.
Pzed moim pierszym(mam nadzieje, ze ostatnim) poronieniem dwa lata temu dostalam od siostry ksiazke.. taki pamietnik ciazy.. jak okazalo sie, ze juz nie jestem w ciazy, schowalam go gleboko w karton z ksiazkami i schowalam do komorki. Nie chcialam go ogladac.. W sobote pierwszy raz od tego czasu, wyjelam go, odkurzylam okladke i odwazylam sie go otworzyc. Nie zdazylam wtedy jeszcze nic tam wypisac. Tylko podstawowe informacje, ktore nadal sa aktualne . Oprocz mojej wagi - dupa urosla 7 KILOGRAMÓW ! nie tylko dupa, bo brzuch, policzki, uda..eh.. Jest tam tez strona z wybieraniem imion dla dziecka, dopisalam kilka do listy. Czy to cos zlego ? a moze dobrze, ze odzyskuje nadzieje ? Boje sie tylko nie popasc w paranoje. Zreszta juz mam niezlego kręćka..

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2015, 18:19
Dziś 19 dc, dzień przed laparoskopią w szpitalu...
Jestem na sali z taką starszą kobietą, nie jest nudno bo zagadałaby na śmierć 
Za mną badania krew mocz, ciśnienie, prześwietlenie klatki, usg, rozmowa z anestezjologiem, lewatywa
i zastrzyk w brzuch z heparyny na krzepliwość krwi, wszystko ok tylko jestem głodna jak fiks. Nawet spoko znoszę pobyt w szpitalu i czekający mnie jutro zabieg, jakoś specjalnie się nie denerwuje...
Mam salę obok porodówki
słychać jak babka wrzeszczy i płacz maleństwa, może to dobry znak i w przyszłym roku ja tak będę
oby oby oby
przyszły wyniki badania na GBS
ujemny .. wszystkie badania ok
wiec jest szansa na poród w wodzie:) na to liczę i oby w sobotę 
Siedzę sama w domu z kociakami i zajadam pop cool chips paprykowe (taka zdrowa i dietetyczna alternatywa dla zwykłych chipsów). Jestem już po wizycie u ginekologa. Badania męża dobre, badania moje też dobre, jedynie estradiol mógłby być ciut mniejszy. Propozycja dla nas: albo staramy się jeszcze jakiś czas naturalnie albo zaczynamy stymulację cyklu (CLO). Jeżeli przy stymulacji nie powiedzie się to pomyślimy nad inseminacją. Ogólnie dzisiejsza wizyta zdołowała mnie, wracając do domu parę razy zbierało mi się na płacz, ale wiem, że muszę być dobrej myśli i że dopiero jesteśmy tak na prawdę na początku tej całej drogi, naszych starań.
Czesc Moje Ciocie Kochane 
Wlasnie wrocilismy z wizyty
mam sie dobrze i zdrowo rosne :)Pan doktor powiedzial ze:
czynnosc mojego serduszka jest miarowa i widoczna ok 160/min
CRL-64,2mm co odpowiada 12,6 tygodniom trwania ciazy
BPD-22,7mm co odpowiada 13,5 tygodniom trwania ciazy
NT-1,2mm
NB- widoczna
Mamusia mogla sobie pooladac moje nozki i raczki i glowke i kregoslup i nosek ale pan doktoe powiedzial ze nie zbyt lubie jak mnie sie oglada bo strasznie sie krecilem i nie chcialen odkrecic pupa ale to przeciez swiadczy o tym ze juz w brzuszku jestem dobrze chowany

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 10:58
Poniedziałek
20dc, 4dpo
Gooorącooo... Stacja meteo przy ul. Fiołkowej wskazywała dzisiaj 33,9st. Odczuwalna 35. A ja nie mam klimy w biurze
Ale prawdą jest że upał nieco zelżał, bo w weekend było ok. 2 st cieplej. Tylko, że zarówno sobotę jak i niedzielę spędziłam w ogrodzie u znajomych (w każdy weekendowy dzień u innych), przy basenie/ zraszaczu do trawy/ napojach z dużą ilością lodu/ w cieniu/ w powiewach letniego wiatru... Generalnie wypoczywając, robiąc dokładnie NIC!!
Czyli tak, jak sobie wymarzyłam...
OVU namalowało mi owulacyjną kreskę kłamiąc w żywe oczy
Owulacja odbyła się 2.07, jak się okazuje w pełnię oraz urodziny mojej ciężarnej koleżanki Anny L. Dzień testowania wypada mi 16.7, czyli 5 lat po tym, jak w Urzędzie Stanu Cywilnego podpisaliśmy dokumenty, tworząc tym samym podstawową komórkę społeczną 
Wprawdzie w czasie dni płodnych odbyłam zaledwie 1 (słownie: jeden) stosunek płciowy z małżonkim, ale to nie powstrzymuje mnie przed żywieniem nadziei, że w tym roku podaruję mu najbardziej ekonomiczny prezent z okazji rocznicy, czyli osikany test ciążowy z dwoma kreskami na nim 
Historia uczy, że raz wystarczy
Ten nasz RAZ właśnie siedzi i uparcie rysuje na kartce serca i pisze jedno z pierwszych samodzielnych MAMA i TATA... A ja - matka, się nadziwić nie mogę "kiedy ona tak urosła"
i próbuję w niej wyparzeć tego małego stwora, który prawie 4 lata temu wyskoczył mi z brzucha 
Tak więc, pełna optymizmu (o naiwności!), odliczam... Jeszcze 10 dni...
HSG nie będzie......
rentgen jest w remoncie jeszcze przez tydzień.
to jest jakiś żart.
Najśmieszniejsze, że ja próbuje to hsg zrobić już od pół roku. Jak nie zamknięcie szpitala przez covid, to podejrzenie polipu, to lekarz na urlopie a teraz ten remont....
znając moje szczęście do przygód z służbą zdrowia to za miesiąc korona tak się rozszaleje, że zamkną znowu szpital. Wcale się nie zdziwię.....
Z tych dobrych wiadomości moje AMH wynosi 1,5 
w styczniu było 0,66
chociaż jedna dobra wiadomość
trzeba isc dalej...kilka tygodni odpoczywalam od ovu facebooka itp bylo mi z tym dobrze:) te raz dochodze do siebie po laparoskopi przedmuchiwaniu i przeplukiwaniu jajowodow. wszystko jest oki jajowody rozne. teraz trzeba poprostu wrzucic na luz
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.