No i zafundował
Małpa właśnie przyszła - dzień przed wyznaczonym terminem.
Zaczynam nowy cykl z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony - nadzieja, że wreszcie coś się uda, albo że chociaż po tym cyklu coś się wyjaśni u lekarza, z drugiej - zmęczenie, poczucie, ze jak do tej pory się nie udało, to dlaczego teraz miałoby być inaczej. Mam nadzieje, że to drugie jest wynikiem kiepskiego samopoczucia z powodu okresu i szybko przejdzie. W każdym razie mam taką myśl - w tym cyklu musi się udać, jeśli nie, to czuję, że się posypię. Modlę się o siłę, cierpliwość...i cud.
Zebrałam wreszcie trochę sił, żeby napisać. Biorę Dupka, czekam na @ i mam coraz mniej nadziei, że coś nam się uda. Brak mi cierpliwości. jest kilka rzeczy o których chciałabym napisać, bo męczą mnie okropnie. Mam nadzieję, że nie wyjdzie zbyt chaotycznie.
OWULACJA - U mnie ani widu, ani słychu. Mam w planach dać sobie kopa suplementowego w nowym cyklu i mieć nadzieję, że to coś pomoże. 2x Inofem, 4xwiesiołek, 1xBromergon, 1xwitaminy prenatalne, i naturalne wspomagacze owocowo-warzywne. Wizyta u Gina dopiero we wrześniu, więc wszystko na własną rękę i daj Boże owulkę!
GIN - Mój gin jest naprawdę bardzo fajny. Ustaliliśmy już w jakiś czas temu plan działania. A mianowicie - powtarzamy badania nasienia pod koniec sierpnia -> Jacek zalicza androloga -> z wynikami idę do gina -> ustalamy datę monitoringu i sposób stymulacji mojego organizmu do owulacji -> bzykanie na potęgę -> być może powtórka z moich badań. Ja sama zastanawiam się nad endokrynologiem, żeby zerknął na moje wyniki, bo może on coś wymyśli. Wiem, że mam podwyższone męskie hormony, i dobrze byłoby z tym walczyć. Zobaczymy co to będzie.
LUIZA - Moja kuzynka. temat który gryzie mnie najbardziej ostatnio. Luiza jest mi najbliższa z kuzynostwa, jest w moim wieku, właśnie skończyła studia i wróciła do rodzinnej miejscowości (czyli tej w której mieszkam ja). Ponad rok temu zeswatałam ją z moim znajomym i od tamtej pory są nierozłączni. Zakochani na zabój, co mnie bardzo cieszy ALE (zawsze jest jakieś ALE) po naszej ostatniej rozmowie czuję się paskudnie. Ona wie o moich kłopotach, bardzo się nimi przejmuje, wspiera mnie i zawsze dobrze życzy. I właśnie dlatego ja czuję się tak paskudnie w stosunku do niej. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziała, że bierze ostatnie opakowanie tabletek a potem niech się dzieje co chce. Kiedyś, kiedy byłyśmy małe umówiłyśmy się, że będziemy miały dzieci w tym samym czasie, żeby były takie jak my dwie. No i całe życie gadałyśmy o tym naszym "synchro". Jej organizm działa idealnie jak w szwajcarskim zegarku, a mój jak ruski bubel z bazaru. I kiedy powiedziała o odstawieniu tabletek mnie zatkało. i czuję się tragicznie z tym, że moją pierwszą myślą nie byłą szczera radość, że poczuła to pragnienie, które czuję ja od jakiegoś czasu tylko myśl o tym, że nie przeżyję chyba jeśli ona zajdzie w ciążę szybciej niż ja. Nie tak to sobie wyobrażałam... Wiem, że nic nie jest przesądzone, i MOOOŻE mi się udać we wrześniu np., ale po tym cyklu moje nadzieje są tak nikłe... Mam uczucie, że to byłby mój gwóźdź do trudny pogrzebanych marzeń. Nie umie wytłumaczyć tego uczucia. Pierwszy raz w życiu czuję, że nie umiałabym się cieszyć z cudzego szczęścia. Zawsze kiedy dowiadywałam się o ciąży wśród znajomych czułam to ukłucie zazdrości i żal, a jednocześnie radość, że im się udało. A teraz tylko smutek.
SERCOWANIE - Przez to wszystko nie mam nawet chęci i zapału do serduchowania. Mam dość tego cyklu i zamiast odczuwać przyjemność, czuję, że te wszystkie plemniki idą w próżnię. Wiem, że nie będzie z tego dziecka i chwilami trudno mi o tym nie myśleć.
To chyba tyle. W pracy ostatnio ciężki okres. W moim mieście odbywa się Polish Boogie Festival, więc w hotelu dużo się dzieje. Artyści się kręcą, szef szaleje, ludzie co chwile pytają o pokoje. Dzisiaj na nocce nie miałam nawet szans by przysnąć, a dzisiaj powtórka z rozrywki. Trzymajcie za mnie kciuki.
PS- Wiem, że jestm mało aktywna ostatnio, ale pamiętam o Was wszystkich. Śledzę ciąże Feśki, Dzabuch, Mauej, Tovy, Magda_leny,trish28, kofeinki(świeżaka w tej grupie
) i reszty zafasolkowanych, mam nadzieję, że do tej grupy jak najszybciej dołączą khalan, ołowiana_wrona, lentillka, paolaaa, bartusiowa_mama, Stópka, MatyldaG, Marti89 i całą reszta dziewczyn. Czytam co u Was i sprawdzam czy juz można gratulować. Trzymajcie się ciepło kobietki! Wierzę w Was!
Czuję się jakby przjechało po mnie 10 walców i przebiegł tabun słoni
Wkręcam sobie na maksa, jak zwykle z resztą.
dziś niby (chociaż nie wiem dokładnie) 12 dpo
Luteinę, tak jak pisałam w komentarzu odstawiłam wg. zaleceń lekarza, po 10 dniach. Mam nadzieję ze to jednak nie zaszkodzi ewentualniej ciąży.
Jest sens robić test po połudiu czy zaczekać do rana??
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2015, 16:10
Witam.
Na początku nie planowałam pisać pamiętnika.
Po wczorajszej stracie jakoś jeszcze nie mogę się ogarnąć, a wiem, ze są tu dziewczyny, które mnie rozumieją i chyba piszać teraz jest mi jakoś trochę lżej.
Byłam w 5tc...
Jest mi ciężko, bo tak długo na to czekaliśmy...
Jesteśmy teraz pełni nadziei, że się następnym razem uda.
Obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim od rodzinnego, mam ciężką pracę i bardzo stresującą, nie mam ochoty póki co tam wracać. 
Eh.. mój tato ma dzis urodziny, a planowaliśmy mu dziś powiedziec, że być moze w końcu zostanie dziadkiem, nie zdązylismy...
Jak dobrze, że mamy siebie. Mój P. jest taki kochany, tak mnie wyściskał i wycałował wczoraj... najukochańszy.
Wczorajsze krwawienie mam traktowac jak pierwszy dzień okresu, wiec pierwszy dzień nowego cyklu.
Mam nadzieję, że wszystko jest kwestią czasu.
W poniedziałek mam kontrole u lekarza, ma sprawdzić czy wszystko samo ładnie się oczyściło.
A teraz idę trochę mamie pomóc.
Jakie to cudowne uczucie znow cieszyc sie spokojem i wierzyc ze sie kiedys uda
moj D. sprawil wczoraj, ze na mojej twarzy pojawil sie ten usmiech
ale zacznijmy od poczatku 
Bedac malym szkrabem chodzilam do zerowki do grupy "Zabki". No i w sumie od tamtej pory mama nazywala mnie swoja zabka
pewnego pieknego dnia wspomniala o tym mojemu i od tamtej pory moje przezwisko powrocilo do mnie
on, jego znajomi wolaja na mnie zaba
hehe a wczoraj to juz mnie rozbroilo gdy dostalam smska na dobranoc od mojego kochanego:
"Wierze, ze juz nie dlugo bedziemy miec nasza kijanke
" niby nic wielkiego ale dla mnie to byla najslodsza rzecz na swiecie
Nasza kijanka
czasami doprowadza mnie do szalu ale doskonale wie jak mnie uszczesliwic 
Jestem pelna optymizmu, bo przeciez mam tylko niski progesteron na ktory mam przepisana luteine a On? Tez musi byc zdrowy, nie ma innej opcji wiec teraz tylko sie starac, starac i jeszcze raz starac a w koncu pewnego, pieknego dnia oznajme, ze nosze pod sercem malutka Kijanke, ktora bedzie calym naszym swiatem :-*
Mdłości towarzyszą mi już codziennie rano i z każdym dniem sa silniejsze dziś już np blagalam by już sie skończyły jednocześnie ciesząc się ze sa
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 06:59
31 tc (30+1)
I stało się... elewacja domku Fabisia zaczęła pękać... Rozstępy! mimo smarowania, mimo nie przybierania na wadze w ogromnym tempie (średnio w mojej rodzinie kobiety tyją ok 25 kg w ciąży- ja od początku ciąży przybrałam 10 kg póki co- większość poszła w brzuch) i ogólnych zabiegach pielęgnacyjnych.
No cóż... trudno się mówi 
Mama jakoś znów się uspokoiła... to nachodzi takimi falami- awantury i sielanka...
Skończyła robić pajacyk dla wnusia, wczoraj kupiła mu body z napisem "kochany wnuczek", Fabian wczoraj również pierwszy raz ją kopnął po moich usilnych prośbach i dźganiach go w różne części ciała
były łzy w oczach i ogólna radocha.
Zaraz się ubieram, nastawiam pranie i biorę się za odgruzowywanie domu. Jeszcze mycie lodówki mnie czeka bo ostatnie dwa dni to brak prądu po okropnej nawałnicy... coś się popsuło i trzeba koniecznie wymyć lodówkę bo nie do konca wiemy co...
Za płotem mamy ogromnego dęba- własność sąsiada który opuścił działkę i nie mieszka już w tej ruderze... przedwczoraj o 5 rano rozpętała się okropna wichura. Burza, pioruny, ulewa, wiatr- łącznie 20 minut armagedonu. I co? i mamy pomnik przyrody w ogrodzie.. rozwalony płot i to:

Brak mi słów bo oczywiście ubezpieczalnia odmawia wypłaty odszkodowania, na szczęście kierownik zieleni miejskiej powiedział że osobiście przyjedzie i zobaczy co da się z tym zrobić...
btw. w przyszłym tygodniu wybieram się kupić torbę do szpitala i zacząć pakowanie 
Jaką torbę polecacie? walizkę na kółkach czy zwykłą torbę z uszami?
Chcę również wybrać się na porodówkę obejrzeć i zobaczyć co i jak? byłyście? warto?
No i plan porodu, muszę zapytać moją ginekolog z kim mogę go ustalić 
Ściskam was ciepło :*
ps. wczoraj pierwszy raz poleciała mi siara z piersi
wiem, że to nie oznacza, że będzie mi się łatwiej karmić ale nastraja to optymistycznie, że mleczarnia pracuje i może mleczko będzie 

Super - @ przyszła , buuuu .... 
HIhi ale było fajnie. Było suuuper. Mogłabym tak leżeć cały czas z ekografem w środku .
Bez żadnych świńskich skojarzeń.
Cudownie, cudownie, cudownie. To na prawdę cud natury. Takie dwa maleństwa siedzące we mnie i fikające koziołki!
Wszystkie badania są w porządku, dzieci rozwijają się w porządku, więc nic tylko dbać o nas i czekac z niecierpliwością na styczeń! 
Pani Gin uchwyciła marne fotki, ale mąż nagrywał większość badania żeby pokazać wnuczęta mojej mamie i swoim rodzicom. Zrobiłam więc ładniejsze screeny:

Jak wczoraj wróciliśmy do domu, to bylismy tak wyczerpani fizycznie i emocjonalnie , że padliśmy jak mopsy - od 17:30 spaliśmy do 20:30 bo mama bała się nas obudzić. Cóż...bywam niemiła jak ktoś mnie budzi. 
Potem więc długo nie mogłam zasnąć i szperałam w internecie z komórki, łykałam informacje na temat przygotowań do przyjścia na świat bliźniąt. Kooocham internet. Co to kiedyś było bez tych wszystkich informacji!!!?? Teraz to gdzie się nie wejdzie to mozna znaleźć tony informacji, a wyobrażacie sobie jak cięzko musiało być młodym przestraszonym niekiedy mamom jakieś 20 lat temu? Boooże...a 40 lat temu!!?
Jakie mamy szczęście, ze żyjemy w dzisiejszych czasach.
Już jestem nakręcona na :

Tylko ciekawe jak je w zgrabny sposób można będzie ułożyć do karmienia.
Ja jestem straszna, straszna i wstrętna zosia samosia no ale przy dwóch bobasach będę musiała dopuścić pomoc osób trzecich.
W zasadzie to akceptuję zwykle tylko męża, nawet nie lubię jak moja mama mi pomaga w różnych rzeczach..a tu jak wiemy będzie tłum chętnych.
Wiem..wiem..nie zdaję sobie sprawy jaka to będzie robota i potem pewnie będę doceniać każdą pomoc. Ale z perspektywy dzisiejszego dnia...mam inne spojrzenie. 
Jestem straszną indywidualistką, potrzebuję przestrzeni..dlatego tak mnie do szału doprowadzają ogromne ilości ludzi.
Cóż..jedynaczka w końcu. Dobrze, ze moje dzieci będą sobie rosły razem i przyzwyczajały do dzielenia się, bycia razem itp.
Kurcze..znowu ogarnęła mnie fala tego niezadowolenia z gromady jaka się szykuje na grudzień/styczeń/luty.
Jeszcze do tego znajomi z Hiszpanii z dwójką dzieci szykują się na przyjazd na święta i nowy rok. No kuźwa.
Nikt nie wpadnie na to że, może w tym czasie będę skręcać się od skurczy i rodzić nasze maleństwa w szpitalu. Przy dwójce często wcześniej pchają się na świat.
No ale ok - nie chcę znowu zadymy. Może bilety będą tak drogie , ze nie przylecą.
Mieszkanie ma 3 pokoje + kuchnia.
Jestesmy MY, moja mama, będą rodzice męża z rozbrykaną i rozchwianą emocjonalnie, wiecznie jęczącą 30letnią siostrą męża + wiecznie znudzony i zmęczony życiem brat męża.
Jeszcze do tego brakowac nam będzie dwójki małych meksykańczyków z dwójką dzieci 5 i 3. 
Czy ja jestem niesympatyczna czy to naprawdę przegięcie???!!!
Mąż dobrze wie, ze pomysł mi się nie podoba no ale ... zamiast robić zadymę stwierdziłam tylko, ze do grudnia będzie musiał przekonwertowac się w mistrza kierownicy bo ja z wielkim brzuszyskiem nie będę wszystkich po kolei przywozić a potem odwozić na lotnisko (180km w jedną stronę).
Koniec. Skończyła się superturbo żona wiecznie wszystkich wożąca . Teraz zamieniam się w 100% kobietę i mam zamiar bezstresowo w grudniu cieszyć się dobijaniem do końca ciąży.
Hehehehehehe zawsze bedę mogła powiedzieć że mnie boli krzyz i idę poleżeć
zamknę się więc z laptopem w sypialni i będę oglądać jakieś fajne rzeczy w TV a mężuś niech zabawia wycieczkę. 
Ale jestem dziś złośliwa. 
Mama mówi, ze mam to po swojej babci - mamie mojego taty. hihi
Cóż..po kimś trzeba mieć złośliwość skoro wszystcy są mili i dają się wiecznie urabiać.
Ciekawe jakie charakterki będą miały nasz Bączki.
Mam nadzieję, ze będą towarzyskie jak ich tatuś a nie takie dzikusy jak mamusia. 
Natomiast chciałabym, zeby po mnie odziedziczyły operatywność bo ich tatuś czasem wpada w histerię jak trzeba ogarnąć zbyt dużo rzeczy.
No ale najważniejsze, że pewnie po swoich rodzicach odziedziczą lekkość nauki języków i od pierwszych chwil będą super władały wszystkimi językami jakimi mówi się w domu.
Już zaczynam gromadzić i czytać różne materiały na ten temat. I myślę, że jak się przyłożymy to wyjdzie nam sztuka.
OPOL - one parent one language + język dodatkowy babci/niani itp
Każdy ma mówić w swoim jezyku do dzieci.
A jak wychodzi się na dwór, poza dom to w języku lokalnym. + W lokalnym po jakimś czasie będą mówić w przedszkolu.. Na początku byłam przeciwna przedszkolu ale mąż mi wytłumaczył, ze jak nie pójdą do przedszkola to będą takie dzikusy jak ja
a poza tym jak pójdą do przedszkola, to jak człowiek będę mogła pracować. OK - Racja.
Choć na dzień dzisiejszy chciałabym je miec non stop przy mnie.
Nie wyobrażam sobie rozłąki!!!
Praca..słowo klucz.
Ok - czas do pracy. 
17 tc (16t0d)
Ladna pogoda, za oknem swieci sloneczko... a ja siedze w robocie i uzeram sie z kolejnym audytem. Mimo to mam dobry humor. Dlaczego? Mamy w naszej firmie kontrole SOx, co oznacza w praktyce, ze pewne procedury powinny byc sprawdzane i podpisywane przez konkretnie wyznaczone osoby na konkretnych stanowiskach. Ja jestem jedna z takich osob, wlasciwie to mam ich najwiecej do sprawdzenia i jestem jedyna osoba posiadajaca wiekszosc uprawnien (ale i obowiazkow) w firmowym RCM. W zwiazku z moim macierzynskim w pazdzierniku chcialam uzgodnic kto przejmie moje obowiazki, bo audyt nie daje nam zyc i juz zaczyna sie spinka. Trzeba to zrobic droga oficjalna, wpisac do oficjalnego RCM... Druga kwestia jest przygotowywanie sprawozdan finansowych. Do tej pory robilam to ja. Mamy dwoch ksiegowych, ktorzy zajmuja sie ksiegowaniem faktur - jestem bardzo ciekawa jak sobie sami z tym poradza (albo inaczej: kiedy wyjdzie na jaw, ze zawalili sprawe
)... Poza tym nikt w firmie oprocz mnie nie zna prawa luksemburskiego i w zwiazku z tym na chwile obecna nie jest w stanie zrobic zadnej korekty statutowej do IFRS i zadeklarowac tego na stronach rzadowych, nie mowiac juz o przygotowaniu deklaracji VAT, STATEC...
Ale ale, ja przeciez nie jestem wcale im potrzebna! Moj szef twierdzi, ze rozlozy sie moje obowiazki na reszte zespolu na czas mojego macierzynskiego (czyli na wszystkich poza nim samym...) - i ze moge przekazac zespolowi wiedze pod koniec wrzesnia...
I co ja na to? Bardzo sie ciesze, bo strzelaja sobie z wiatrowki w gola stope!
Nie wyklocam sie, nie denerwuje, nic nie mowie - niech nikt nie przejmuje moich obowiazkow, zobaczymy co bedzie w listopadzie i grudniu
Nie zamierzam odbierac telefonow sluzbowych 
Zawsze bylam zbyt malo asertywna, powoli zaczyna sie to zmieniac. Po odejsciu mojego poprzedniego szefa mamy problem z audytem, bo facet przestal na koniec podpisywac jakiekolwiek dokumenty. Odszedl do spolki z grupy, ale takiej troche "konkurencyjnej" (ciezko wyjasnic bez znajomosci branzy), wiec zalezalo mu na tym, zeby troche nas "usadzic" i dzieki temu by skorzystalo jego nowe miejsce pracy... A najlepiej i najlatwiej przez SOxy, za ktore jestem odpowiedzialna. Normalnie bym sie wsciekala i siedziala po godzinach, a teraz na luzie przygotowuje te rzeczy, ktore naleza do mnie, olewam reszte i ciesze sie na urlop od przyszlego piatku. W sumie - co mi grozi? Zwolnic mnie nie zwolnia, a wracac juz chyba nie chce
Ocene w pracy mam gleboko gdzies - wiadomo, dobrze dostac bonus gdyby byla dobra - ale bez spinki, poradzimy sobie i bez niego 
Byle do 7 pazdziernika
Juz nie moge sie doczekac 
https://www.facebook.com/natematpl/videos/1110712458957008/?pnref=story
nosz kurwa. jakbym spotkała takiego na ulicy to chyba dostalby z piesci, bo z liscia to za malo..
zesół ocaleńca, dzieci z in vitro chore psychicznie..
jedyni, ktorzy sa chorzy psychicznie sa Ci, ktorzy sie wypowiadaja w taki sposob..
Dzwonili ze szpitala
a mieli dopiero jutro
aż mi się słabo zrobiło, że nic nie przeżyło 
Pani doktor powiedziała, że z 4 komórek mamy 2 dojrzałe. Tylko? 
jedna na pewno się zapłodniła i ładnie, prawidłowo się dzieli - zaprosili mnie jutro na 13 na transfer
jutro też się dowiem co z drugim
pędzę, lecę po moje szczenie!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/afa344095fcd.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2015, 15:11
Dzisiaj cos kiepsko sie czuje;/ od kilku dni mam bole glowy;/ klade sie spac boli wstaje boli zwariowac mozna;/ mam takibalagan w domu ze jak na to patrze to mi sie plakac chce ale nie mam sily sie podniesc z lozka;/ zczlapalam sie jakies 1,5godz temu i pojechalam do sklepu to myslalam ze tam zemdleje wiec szybko zlapalam co mi potrzebne i do domu...gorszy dzien czy co;/
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 10:58
Piątek
24dc 8dpo
Temperatura wyjechana, ale cycki dalej nijakie. Tyle w temacie 
Wczoraj byłam z Młodą na basenie. Gówniarz nie boi się wody NIC! Nurkuje, pływa nurem na brzuchu, na plecach radzi sobie już całkiem dobrze (bawi ją to, że przepływa długość basenu jako pierwsza, więc zasuwa najszybciej, jak potrafi, skacze z brzegu na metr osiemdziesiąt... (ja nie skoczę
).
W czasie zajęć podeszła do mnie p. Basia - szefowa tej szkoły pływania, do której chodzimy i mówi, że nie poznaje Majki. Że długo się bała, że się trochę na tych zajęciach nudziła, a teraz wariuje i widać, że jej to sprawia radochę. I że od września wrzuci Majkę do starszej grupy (5-8 lat). "No, ale ona we wrześniu nie skończy jeszcze nawet 4 lat" - mówię. "No, ale pływa sama" - odpowiada p. Basia. I że od września do starszaków, a jak się nie znudzi to na 2 razy w tygodniu i jak dalej będzie chętna, to ją widzi w sekcji pływackiej 

Taaaaaaaaaka jestem dumna 


Moja mała żaba, ryba, małża jedna 
A tu pierwszy skok z brzegu (ze słupka wydygała i zeszła 
https://www.youtube.com/watch?v=yCiK12gRGEE
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2015, 15:03
Siedzę i czytam Wasze pamiętniki i płaczę razem z Wami. Czasami ze szczęścia czasami ze smutku. Dużo z nas zaciążyło, po przejściu raz krótszej raz bardzo długiej drogi. Napawa mnie to jednak nadzieją.
Jej umieram. Juz kolejny dzien boli mnie strasznie krzyz, promieniujacy na lewa i prawa strone od strony plecow. W dodatku robimy sobie dzisiaj grilla elektrycznego na balkonie i az mnie mdli juz od tych zapachow
masakra..
Urlop urlop i po urlopie
ale skoro juz wrocilam to zrobie krotkie podsumowanie, ku pamieci 
dzisiaj przypada 19dc wydaje mi sie, ze jest to 5dpo.
Wiesiolek bralam do 14dc, siemie lniane krocej bo nie zabralam na wakacje i w koncu nie kupowalam nowego
efekty? Ja nie widze
moze cos tam chwile "chlupotalo" ale szalu nie bylo czyli jak zwykle
ale bede probowac dalej. W okresie owulacji chyba pierwszy raz bolaly mnie sutki za to brzuch zdecydowanie slabiej niz zawsze. Jakas anomalia u mnie
na ta chwile cos cmi po prawej stronie w podbrzuszu i tyle. Za tydzien w weekend pewnie zrobie test.
Po urlopie jestem tak zrelaksowana i odstresowana ze nie mysle o wyniku. Moze akurat sie uda? 
A i najwazniejsze! Nastepnego dnia po slubie małż widzial 2 bociany w locie a na wakacjach az 3 przyuwazylismy. Smialismy sie moze jednak blizniaki sie trafia
a co!
Trzymajcie sie dziewczynki i milego weekendu!
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2015, 16:23
Dziś wizyta u ginekologa. Sklamalabym jakbym powiedziała że się nie denerwuje. Miałam dziwne sny i dospac nie mogę.
Mam nadzieję że wszystko będzie bez zarzutów- idealne 
Wczoraj wrozylismy z mężem z obrączki. Dziwne kiedyś wychodziło nam na chłopca, a teraz jak kółko mężowi zaczęło szaleć to nie mogłam uwierzyć. Kolej na mnie - najpierw oczywiście wahalo się na boki czyli Aleks a później - kółeczko 
bardzo bym chciała dlatego wydaje mi się że mam przeczucie:)
Zaczynamy dziś 19 cykl starań...
ehhh nowy cykl nowe nadzieje
poprawiamy koronę z zasuwamy 
Od dziś mąż
60 mg Wyciągu z korzenia Maca, 60 mg Magnezu, 10 mg Cynku, 55 µg Selenu, 1,4 mg Witaminy B6
zobaczymy czy pomoże żołnierzom
Magnez dla mężczyzn->przekonany jest, że bierze magnez na skurcze 
Ja nadal wiesiołek do owulacji, witaminy prenatalne?? hmmm kończą się za 2 dni i kupiłam sam kwas foliowy, bo tych dużych tabletek nie mogłam połkną. A znowu po kwasie foliowym miałam zawroty głowy. Zmieniłam firmę i zobaczymy. I od 15 do 25 dnia cyklu luteina podjęzykowa. Dzięki niej moje cykle są regularne. Wcześniej różnie, raz 55 dni raz 74.
aaaaaaa poszłam dziś do apteki i chciałam kupić Inofem, ale 3 farmaceutów zaczęło się śmiać, że to nic nie daje, że tylko wyłudzanie pieniędzy i ma taką skuteczność jak woda z cukrem. Więc wstrzymałam się
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2015, 16:43
Dziewczyny, o jakiej godzinie robicie testy owulacyjne?
Naprawdę mocno wierzę w ten cykl, jestem pewna że będzie dobrze.
Dużo osób internetowo trzyma za mnie kciuki, a wszystkie znaki
wskazują na to, że będzie dobrze, wierzę w to. 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.